Szantaż czyli reformy służby zdrowia ciąg dalszy

Według polskiego prawa karnego Szantaż to przestępstwo przeciwko wolności, polegające na próbie zmuszenia osoby (w tym przypadku osoby prawnej) do określonego działania lub zaniechania pod groźbą bezprawną zastosowania przemocy

Nowe rozdanie polityczne nie przyczyniło się jak widać do erupcji nowych – nowatorskich rozwiązań problemów finansowania służby zdrowia.

Okazuje się, że “reformatorzy” tkwią okopani na dawnych pozycjach słusznie wcześniej zawetowanej ustawy autorstwa pani Kopacz. “Reformatorzy” wyciągają z szuflad stare gnioty w nadziei, że im ustawa starsza tym lepsza. To błąd, bo jak powszechnie wiadomo, starsze jest lepsze jedynie wino i skrzypce, i nie dotyczy złej “koncepcji prywatyzacji” lub jak chce autorka pomysłu - jej komercjalizacji.

Od sprywatyzowania pieniędzy w systemie nie przybędzie – pani minister może mi wierzyć na słowo, tymczasem ostatnim pomysłem “reformatorów” jest szantażowanie samorządów. Szantaż polega na straszeniu samorządów płaceniem przez nie szpitalnych długów, jeżeli te nie zdecydują się na ich prywatyzację.

Słusznie w komentarzu do ustawy postuluje się racjonalizację wydatków z wpływów składkowych ZUS-u. Jednak bez względu na wysokość składek polegnie wszystko jeśli wydatki, jak dotąd będą nieracjonalne, a to znaczy że miast kombinować nad koszykiem świadczeń czy jak się obecnie chce dobezpieczeniami, należy określić CO MA BYĆ FINANSOWANE Z POBIERANYCH SKŁADEK. Inaczej nie ma sensu pompować pieniędzy w wadliwy system.

I żeby stało jasno. Nie idzie tu o określanie procedur medycznych, ale tematów dotyczących ochrony zdrowia, czyli koszty usług lekarskich i pielęgniarskich wszelkich specjalności, koszty usług z zakresu hospitalizacji, koszty medykamentów oraz preparatów i urządzeń tam stosowanych, oraz koniecznej administracji i obsługi technicznej szpitala.

Wszelkie reformy należy dokonać rzetelnie albo wcale. Kalkulacje polityczne dotyczące potencjalnych strat sondażowej popularności jest niegodne mężów stanu ani poważnej partii.

Tak więc co ma być finansowane, wyżej opisałem. Teraz o tym jak jest.

Każde zdarzenie gospodarcze w skali makro musi być oglądane w kontekście gospodarki kraju, a system ochrony zdrowia jest elementem gospodarki danego kraju, więc – Mamy SGR (jak u Niemców), mamy 16 województw (jak u Niemców) Właścicielami lecznic (szpitali) są lokalne samorządy (jak u Niemców), mamy składki zdrowotne (jak u Niemców) n.b. u nich nieco wyższe. Na tym koniec podobieństw. U porządnych Niemców jak u pragmatycznych Szwedów składka choć wyższa nie przewiduje darmowej hotelowej funkcji szpitali. Po prostu za pobyt w lecznicy trzeba płacić.

Nie są to opłaty oszałamiające, na polskie warunki to 6 zł. dziennie - dzieci i emeryci połowa tej stawki. Porządne zachodnie demokracje nie tylko nie prowadzą darmowych hoteli, nie prowadzą też darmowych jadłodajni, na polskie warunki opłata za wyżywienie w szpitalach to dziennie ok. 3zł.na osobę. Składki zdrowotnej nie obciąża też opłata za prąd, wodę, wywóz nieczystości - to kwota ok. 2 zł na osobę dziennie, musi ją opłacić klient szpitala.

Nie obciąża też składki pragmatycznych demokracji osobny dział ochrony zdrowia związany z ratownictwem medycznym. Za skutki wypadków w cywilizowanej Europie odpowiadają ich sprawcy likwidując skutki wypadków środkami z własnych polis NNW. O ile ubezpieczyciele nie chcą podjąć tych obciążeń, państwo może wykonać ten zabieg w ramach operacji narodowego ubezpieczyciela PZU, ustanawiając stosowne ubezpieczenia NNW- komunikacyjne.

Funkcjonujące ZOZ-y również obciążają składkę zdrowotną i to nie jest O.K. że koszty typu czynsz, prąd, woda regulowane są ze składek. W cywilizowanym świecie koszty te ponoszą pacjenci tych przychodni płacąc ok. 4 zł za wizytę u lekarza. Na koniec cukiereczek, typu spécialité polonaise, kościoły w państwowych szpitalach, oczywiście finansowane są ze składki ubezpieczeniowej.

Taki stan istnieje.

Proponowana przez rząd reforma nie tylko nie spowoduje oczekiwanego uporządkowania finansów “szpitalnych”, natomiast w każdym szpitalu (spółce prawa handlowego) powoła się obligatoryjnie radę nadzorczą, którą opłacić trzeba będzie oczywiście ze składki zdrowotnej.

Taka jest prawda i żadne zaklęcia czy szantaż jej nie zmienią. Albo będziemy postępowali uczciwie, solidnie, racjonalnie i wszyscy przyjmą zmiany ze zrozumieniem, albo koniunkturalnie czyli nieuczciwie bez poszanowania umów społecznych, lekceważąc rachunek ekonomiczny i zdrowy rozsądek co niechybnie skończy się katastrofą.

W urządzeniu zwanym systemem gospodarczym zapisanym w Art. 20 konstytucji mamy zapisaną na wzór niemiecki Społeczną Gospodarkę Rynkową. Mamy też do dyspozycji inny model systemu mianowicie skandynawski. W wymienionych systemach obowiązek sprawowania opieki zdrowotnej obywateli jest obowiązkiem państwa. Ostatnio do cywilizacji dołączyli Amerykanie. My Polacy oczywiście wbrew oczywistym oczywistościom budujemy na przekór cywilizacji własny orwellowski “wiatrak”. Ochronę zdrowia będziemy prywatyzować. Nie chcę już znęcać się nad panią minister Kopacz ale Ona podobnie jak minister Boni nie ma bladego pojęcia jak wykonać reformę, żeby nie obciążać ogromnej biednej części narodu i tak już z trudem dźwigającego wszelkie finansowe obowiązki.

Reforma ma służyć obywatelom. Merytorycznie ma być maksymalnie optymalna, a jej koszty maksymalnie minimalne Zatem rząd zanim zacznie podnosić podatki, proponować dodatkowe ubezpieczenia lub prywatyzować ochronę zdrowia, niech przeanalizuje obecną sytuację finansową resortu. Trochę w tym pomożemy.

Jak zauważyliśmy wcześniej, w wydatkach musi obowiązywać umiar a nade wszystko rozsądek.

Na początek o zdrowotnej składce ubezpieczeniowej, ale wcześniej quiz

Panie premierze przypuśćmy, że pan nie jest premierem a pański samochód palący dotąd 8 l. na 100 km. zaczął palić 25l. co pan wtedy robi?

  1. bierze pożyczkę z banku na wyprawę autem do Zakopanego
  2. prosi pan rodzinę żeby dorzuciła się do paliwa
  3. jedzie pan do specjalisty żeby naprawić auto.

Na pewno wybrałby pan odpowiedź (c) i na pewno nie dałby się pan przekonać, że w celu wyregulowania, lub wymiany gaźnika mechanik wymienił w pańskim aucie karoserię, szyby, koła i chłodnicę. Nie zgodziłby się pan (mimo że nie jest pan mechanikiem tylko historykiem) z prostej przyczyny, wiedziałby pan, że wydaje górę pieniędzy, a auto po “naprawie” dalej jest niesprawne, to jasne , więc dlaczego chce pan właśnie w tak nieracjonalny sposób postąpić z ochroną zdrowia? Wszak analogia jest nadto czytelna.

Z naprawą, czyli reformą opieki zdrowotnej. jest podobnie. Niewłaściwa diagnoza spowoduje bezsensowne mnożenie kosztów. A ponieważ finanse nie pokrywają potrzeb. – to jako właściciele pytamy: jakich potrzeb?

Tu “mechanicy” przedstawiają nam cały katalog potrzeb a my bierzemy instrukcję, w której określony jest zakres usług, na które składka jest przeznaczona i czytamy, że za składkę otrzymujemy “(…) ubezpieczenie w razie choroby i macierzyństwa, zwane dalej “ubezpieczeniem chorobowym". Ustawa w żadnym miejscu nie definiuje zakresu usług tworząc jego niedomknięty katalog .

W ustawie nie wspomina się też, że wypadek, czyli “(…) gwałtowne nieszczęśliwe zdarzenie, które wydarzyło się lub wydarzy w przyszłości, w którym ktoś ucierpiał)” jest chorobą.

Jeżeli moje rozumowanie jest prawdziwe to dlaczego medyczne skutki wypadków likwidowane są przy pomocy składki ubezpieczenia zdrowotnego? Takie postępowanie jest kpiną z obowiązującego prawa. Tu nawet nie trzeba umieć liczyć, wystarczy umiejętność czytania ze zrozumieniem tekstu. Z tym też władza ma kłopoty?

Ten absurd specjalnie zostawiłem na koniec, albowiem kosztów ratownictwa medycznego nie sposób jest oszacować, wiedzą to dobrze pragmatyczne zachodnie demokracje. Wiedzą też, że prawdziwość tez zależy od praktycznych jej skutków, o ile przyjmiemy praktyczność za kryterium prawdy.

Można przyjąć domniemanie na granicy pewności, że jeżeli dobrze liczący Zachód nie poradził sobie z określeniem kosztów ratownictwa medycznego, to my też ten temat śmiało możemy sobie odpuścić, chodź śmiało przyjąć, że w skali kraju są to miliardy złotych obecnie obciążających składkę ubezpieczenia chorobowego.

Co należy zrobić – należy postąpić tak jak Zachód, czyli wprowadzić postulowane wyżej Powszechne Ubezpieczenia likwidacji Medycznych Następstw Nieszczęśliwych Wypadków.

Postulowane wyżej opłaty za usługi pozamedyczne, które aczkolwiek związane z leczeniem chorób nie powinny obciążać składki zdrowotnej, a jest to wyżywienie, zajmowanie łóżek szpitalnych, koszty obsługi i administracji szpitali. Czy to jest sprawiedliwe? Jeżeli pacjent w szpitalu zjada 3 posiłki dziennie. to tych kosztów pacjent nie ponosi w domu, to samo dotyczy kosztów eksploatacyjnych. Jesteś w szpitalu – nie ma kosztów w domu.

Można też rzecz doprowadzić do sprawiedliwego absurdu i zamiast pobierać opłatę “hotelową” nakazać pacjentom przynoszenie własnych łóżek i pościeli. Na podstawie rocznika statystycznego (2008) dokonałem stosownych obliczeń. Owe 11 zł dziennie od pacjenta dało rocznie kwotę 762.000 zł. Opłata za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu 4 zł. rocznie dało kwotę ok 200.000 zł.

Koszty funkcjonowania kościołów w szpitalach są niepoliczalne i składka zdrowotna nie obejmuje kosztów ostatniej posługi. Do kaplic dwóch stołecznych szpitali wchodzi luźno 100 osób (do każdego). W przeciągu tygodnia na mszach było od 5 do 12 osób (rzecz monitorowana) a w szpitalach kolejki, brak miejsc dla chorych.

I na koniec do czego komu jest potrzebny NFZ wraz Ministerstwem Zdrowia? To bardzo kosztowny przejaw przerostu formy nad treścią, a pieniędzy dla lekarzy nie ma…

Z życzeniami dobrego zdrowia

Adam Zbigniew Gusiew