Maksymilian Podstawski

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku społeczno-politycznym “Realia” , sierpień nr 4, 2010

Jak wybrnąć z neoliberalizmu?

Neoliberalizm przegrał, stał się niemodny i politycznie niewygodny. Mimo to nadal daje znać o sobie. Dla zmylenia śladów, neoliberalizm od dawna podszywał się pod liberalizm. Ten ostatni jest pojęciem bardzo pojemnym, ale z neoliberalizmem niewiele ma wspólnego. Niektórzy zaczynają nazywać neoliberalizm skrajnym liberalizmem, ale jest to także nieprecyzyjne i krzywdzące dla liberalizmu sformułowanie. Tymbardziej, że w naszej konstytucji zapisaną mamy społeczną gospodarkę rynkową, z którą się zgadzamy i która jest ideą liberalną. Gdyby w Polsce realizowany był ten zapis konstytucyjny – a nie jest - bylibyśmy bliżej ideału i dalecy od praktykowanej na codzień doktryny neoliberalnej.

Neoliberalizm krytykowany jest z najróżniejszych pozycji. Nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego opublikowana została w roku bieżącym książka Paula Masona pt. “Finansowy kataklizm: koniec wieku chciwości”. Mason jest redaktorem informacyjnego programu BBC Newsnight specjalizującym się w sprawach gospodarczych. Wcześniej zajmował się kwestiami globalizacji i sprawiedliwości społecznej na całym świecie, relacjonując bezpośrednio wydarzenia w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej, Afryce i Chinach. Urodzony w 1960 roku Mason był swego czasu rzecznikiem i członkiem brytyjskiej organizacji trockistowskiej Workers' Power. Leon Trocki był, jak wiemy, zwolennikiem permanentnej rewolucji, przeciwnikiem Stalina, nie wierzył w możliwość zwycięstwa socjalistycznej rewolucji w jednym kraju. Obecnie wiele grup na świecie określa się mianem trockistowskich, ale w sposób bardzo różny interpretują idee Trockiego. Popierają rewolucję w rozwiniętych krajach kapitalistycznych i walczą o prawa człowieka. Niewykluczone, że wyczulenie na krzywdę ludzką wyniósł Mason także z rzymskokatolickiego College'u Salezjanów w Bolton. Studiował następnie na Uniwersytecie w Sheffield oraz London University.

Mason nazywa rzecz po imieniu, używa wyłącznie terminu “neoliberalizm”. Główna teza książki Masona bierze się – jak sam twierdzi - z jego “odwiecznego” sceptycyzmu co do poglądu, że to gospodarka wolnorynkowa jest rozwiązaniem wszelkich problemów ludzkości. Mason zadaje 3 pytania: 1/ Co wydarzyło się w trakcie kryzysu finasowego? 2/ Co do niego doprowadziło? 3/ I dokąd może nas to wszystko doprowadzić? W rozdziałach 1-3 przedstawia krach światowego systemu finansowego, od upadku Lehman Brothers do ingerencji rządów z całego świata próbujących ratować system bankowy w połowie października 2008 roku. W rozdziałach 4-6 prezentuje historię dekady, która doprowadziła do katastrofy: od Enronu, poprzez boom na kredyty hipoteczne, aż po światowy kryzys deflacji. W dalszych rozdziałach, 7 i 8, bada ideologię neoliberalizmu i próbuje umieścić obecny kryzys w ramach długoterminowych, strukturalnych tendencji gospodarki światowej. Książka Masona jest pełna szczegółów i robi wrażenie swoistego reportażu, co sprawia, że nie jest nudną pracą naukową. Pozwala to średnio zorientowanej osobie zrozumieć skomplikowane mechanizmy ekonomiczne. Autor stopniowo, krok po kroku, relacjonuje na bieżąco te wydarzenia i przedstawia upadek neoliberalnego systemu. Właściwie dopiero w dwóch ostatnich rozdziałach pozwala sobie na szersze teoretyczne rozważania. Europie Środkowej poświęca Mason zaledwie kilka zdań, ale dość ważnych, dlatego warto je przytoczyć: “...w 1989 roku neoliberalizm odnotował swój historyczny triumf – w Europie Środkowo-Wschodniej upadł komunizm. To wydarzenie nie tylko umieściło reprezentujących chicagowską szkołę ekonomistów w ministerstwach finansów na całym kontynencie, ale wydawało potwierdzać mądrość założycieli doktryny. Zarówno Hayek, jak i bliski mu austriacki filozof Ludwig von Mises przewidzieli chaotyczny koniec stalinowskiej gospodarki planowej - ich prognozy wydawały się właśnie spełniać.” (Mason, s. 149)

Mason dzieli sie z nami obserwacjami dotyczącymi upadku Lehman Brothers i AIG, jak i prób ratowania brytyjskiego systemu bankowego między październikiem 2008 i lutym 2009 roku oraz szczytu G-20 z listopada roku 2008. Rząd amerykański zgodził się na upadek Lehman Brothers. Bank pozbawiony kapitału próbował przekonać państwowy Koreański Bank Rozwoju, by ten go wykupił. Z dzisiejszej perspektywy można w tym dostrzec zwiastun zmieniającego się układu sił w świecie, na korzyść państw, kosztem banków, ale Wall Street, ograniczona przez swój narcyzm, nie zauważyła co sie dzieje. Wbrew oczekiwaniom, Koreańczycy po prostu “sobie poszli”.Wolnorynkowe elity amerykańskie zmuszone zostały, wbrew własnej woli, zdać się na kapitalizm w dużej mierze kontrolowany przez państwo. Już przy Lehman Brothers istniała pokusa by uratować firmę przez państwo, ale AIG to nie stosunkowo “małe” Lehman Brothers. Obroty AIG wynoszą 110 milardów dolarów rocznie, a całość aktywów jest warta bilion dolarów. To największa firma ubezpieczeniowa na świecie, zbyt duża, by upaść. Rząd zgodził się więc wspomóc AIG pożyczką w wysokości 85 miliardów dolarów. AIG znalazła się praktycznie w rękach amerykańskiego rządu. Na tym przykładzie widać, pisze Mason, że zawsze była siatka bezpieczeństwa; giganci finansowi mogli spekulować, wszystko stracić, a potem i tak skończyć jako wypłacalni. Nic poza radykalną interwencją państwa nie było w stanie uratować światowego systemu finansowego. Szybkość rozszerzania się kryzysu była tak wielka, że potrzeba było zaledwie 4 tygodni, a nie 4 lat jak w latach trzydziestych, by to zrozumieć i radykalnie zerwać z przeszłością. I to w sposób o wiele bardzie drastyczny. .W październiku 2008 roku decydenci porzucili taktykę skupowania toksycznych długów i przeszli do częściowej nacjonalizacji banków. Gdy raz wykupiono banki, wytworzono w nich i ich klientach przekonanie, że w przyszłości będą mogły liczyć na podobną pomoc. Koszty moralne są olbrzymie. Nie daje się już dłużej utrzymać moralnego prawa do bajecznych zysków, jakie rościł sobie sektor finansowy w ostatnich dekadach. Pomoc państwa, zgodnie z wszelka logiką i etyką raz na zawsze pogrzebała moralne prawo banków do wielkich zysków. Dlatego bankierzy opierali się początkowo wspieranym przez państwo rozwiązaniom, obojętne czy to w formie TARPx/, czy rekapitalizacjixx/. Oni wiedzieli to, czego jeszcze nie zauważyli politycy: neoliberalny karnawał dobiegł końca. (Mason, s. 28, 45, 67)

Kataklizm 2008 roku poprzedziło jedno zdarzenie, które rozpoczęło sekwencję niekorzystnych wydarzeń. 11 listopada 1999 roku Prezydent Bill Clinton podpisał ustawę Gramma, która znosiła zapisy Glass-Steagall Act z 1933 roku. Ustawa Gramma napisana została przede wszystkim po to, by usunąć bariery prawne, które odgradzały banki inwestycyjne od oszczędności zwykłych ludzi. To był główny zapis Glass-Steagall Act. Ustawa Gramma zmieniła także przepisy z lat pięćdziesiątych, zabraniające bankom prowadzenia działań właściwych dla firm ubezpieczeniowych. Poprzednie rozwiązania były niezwykle efektywne, kształtowały amerykański system finansowy w ten sposób, że jego aktywa wspierały raczej przemysł i handel niż spekulacje. Ustawa Gramma położyła fundamenty pod wszystkie elementy amerykańskiego systemu finansów, które pogrążą w ciągu następnej dekady amerykańską gospodarkę; działające bez regulacji banki inwestycyjne, rozszerzenie kredytów hipotecznych na biedotę i mniejszości etniczne, rozrośnięty do gigantycznych rozmiarów rynek derywatów, zatarcie granic między sektorem bankowym a sektorem ubezpieczeń. (Mason, s.70-71) Glas-Steagall Act zakazywał angażowania się w spekulację bankom gromadzącym oszczędności zwykłych obywateli. Zwycięstwo neoliberalnych polityków, przede wszystkim Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, umożliwiło zmianę tego układu. Banki detaliczne zaczęły się łączyć i konsolidować, a banki inwestycyjne znów wywalczyły sobie miejsce na szczycie hierarchii. Kapitalizm stawał się wówczas coraz bardziej globalny, więc banki inwestycyjne zajmowały dominującą pozycję nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie. Kryzys amerykański z 1929 roku spowodowała m.in. bańka spekulacyjna, do powstania której przyczyniły się banki inwestycyjne spekulujące pieniędzmi klientów banków. Już jednak w 1 roku Rezerwa Federalna zmieniła regulacje zapisane w prawie Glassa-Steagalla, pozwalając bankom komercyjnym na pośrednictwo w obrocie papierami wartościowymi na kwotę nieprzekraczającą 5% ich rocznego dochodu. Alan Greenspan, który był w tamtych latach szefem Fed, systematycznie podnosił tę wartość, tak że w roku 1996 osiągnęła ona 25%, czyniąc zapisy Glass-Steagall Act w zasadzie martwymi. Po tym, jak neoliberalizm zmienił gospodarki Europy i Azji, amerykańskie banki wdarły się do finansowych centrów światowej gospodarki – do Tokio, Hong Kongu, Frankfurtu, a przede wszystkim Londynu – by przejąć stare, szacowne banki i zmienić je tak, by były gotowe wziąć udział w grze spekulacyjnej.(Mason, s. 75-76) Kapitał spekulacyjny podbija świat. Mason szczegółowo przedstawia mechanizmy spekulacyjne i zwyczajne szwindle, które doprowadziły do powstania nowego systemu finansowego, odpowiadającego za zwiększenie niestabilności w światowej gospodarce od końca lat dziewięćdziesiątych. Zamiast wracać do sfery produkcji, zyski kierowane były do instytucji finansowych. Powstają kolejne bańki spekulacyjne: w akcjach, nieruchomościach i w towarach, takich jak ropa naftowa czy zboża. Gdy beztrosko mówimy o globalizacji, jakby była ona harmonijnym procesem – pisze Mason - to zapominamy, że tak naprawdę jest to zjawisko oparte na braku równowagi między Azją i Chinami a światem zachodnim. Przed 1997 rokiem azjatyckie gospodarki po prostu starały sie szukać odmiennej drogi rozwoju niż zachodnie. Po kryzysie musiały przyjąć chore wzory postępowania, które doprowadziły do systemowej nierównowagi w światowym kapitalizmie. Kluczowe obszary nierównowagi to: oszczędności, inwestycje, handel i dług publiczny. Najbardziej widoczny brak równowagi widać w handlu: Azja produkuje, Zachód konsumuje. W oszczędnościach wzorce postępowania na Wschodzie i Zachodzie znacząco się różnią. Zachód wydaje pieniądze i się zadłuża, a mieszkańcy Azji oszczędzają. Inne są wzorce inwestycyjne: pieniądz płynie przede wszystkim ze Wschodu na Zachód, głównie do Stanów, w formie pożyczek finansujących indywidualne wydatki konsumpcyjne. Kapitał płynie od najbiedniejszych państw do najbogatszych i nie jest przeznaczany na inwestycje. Mamy do czynienia ze zjawiskiem “globalnego strajku inwestycyjnego”. Ostatnim obszarem, gdzie uwidacznia się brak równowagi, są długi i nadwyżki rządowe. Zachodnie rządy są potężnie zadłużone, w przeciwieństwie do krajów azjatyckich i tych dysponujących ropą naftową, przy czym olbrzymia część kapitału światowego nie może zostać w zyskowny sposób zainwestowana w produkcję. W przepływie kapitału ze Wschodu na Zachód oraz w przepływie amerykańskich obligacji od amerykańskiego rządu do skarbców w Chinach, Rosji i Abu Dhabi pośredniczyła Wall Street, która potrafiła znaleźć bardzo zyskowne okazje w niezyskownym świecie, produkując przy okazji kolejną nierównowagę – między tym co banki ogłaszały w swoich wygładzonych rocznych sprawozdaniach, a tym, co wolały przemilczeć.(Mason, s. 81 – 85)

Przed kataklizmem 2008 roku i bańką kredytów subprimexxx/ miały miejsce wstrząsy i znaki ostrzegawcze. Kataklizm poprzedziła dekada księgowości pozabilansowej, w wyniku której upadały kolejne giganty: Enron, WorldCom, Tyco i Global Crossing. Ich księgowość była “poprawiana”. Ponadto od zniesienia Glass-Steagal Act, powstał wielki, niepoddany żadnym regulacjom, system instytucji finansowych, działających równolegle do oficjalnych. Mason nazywa to zjawisko “systemem bankowego cienia”. Podstawą systemu cienia było to, że został on zaprojektowany tak, by działać bez konieczności gromadzenia kapitału zabezpieczającego.Ta sieć bankowa działała poza zasięgiem prasy i była nieobecna w corocznych raportach. Sieć mogła działać dopóty, dopóki każdy papier wartościowy na rynku od razu dawał się sprzedać Upadł dlatego, że w pewnym momencie pewne papiery wartościowe – istotne dla zyskowności całego systemu – stały się nagle niesprzedawalne.(Mason, s.86-95) Jak to możliwe, pyta Mason, że w Stanach Zjednoczonych, w których zarobki większości obywateli zmalały znacznie od 1979 roku, ludzi stać było na wszystko? Ludzi zarabiających od sześciu do dziewięciu dolarów na godzinę! Henry Ford mawiał, że nie można mieć masowej konsumpcji bez wysokich płac, więc skąd – pyta Mason – ludzie brali na to wszystko pieniądze? Odpowiedzią jest łatwo dostępny kredyt, bo kredytów subprime, udzielanych ludziom, którzy nigdy – czego domyślać można się było od początku - nigdy nie byli w stanie ich spłacić. A liczba niespłaconych kredytów subprime wzrastała. ... Kogo za to wszystko winić? Czy winne są biedne, niedoinformowane, walczące o byt rodziny, czy też to Wall Street za to odpowiada. Mason wskazuje na Wall Street i wyjaśnia jak działa system bankowego cienia:”emitujesz długotrwałą pożyczkę i finansujesz ją dzięki pożyczkom krótkoterminowym. Teraz na rynku nie było już tego typu pożyczek...To właśnie w ten sposób kryzys przeniósł się z rynku nieruchomości do sektora finansowego; gdy rynek krótkoterminowych pożyczek załamał się i banki zdały sobie sprawę, że nie da się właściwie wycenić wartości aktywów zgromadzonych w systemie bankowego cienia.” (Mason, s. 116) Trzy procesy kształtowały rzeczywistość gospodarczą tamtego okresu (2007-2008): zamrożenie kredytów, rosnące bańki spekulacyjne różnych towarów oraz całkowita dezorientacja polityków.Większość, która wierzyła, że instytucje kredytowe zatroszczą się o ich interes, o interes ich udziałowców, znalazła się w głębokim szoku. Alan Greenspan, były przewodniczący Rezerwy Federalnej dopiero po czterdziestu latach dostrzegł błędność swej ideologii, według której samoregulacja jest jedyną możliwą zasadą nowoczesnego systemu bankowego; agresywna walka o realizację własnego interesu nie tylko nie stwarza żadnych zagrożeń, ale jest najlepszym mechanizmem obronnym systemu rynkowego; instytucje nadzoru nie mogą znać więcej niż dwóch uczestników każdej umowy, tak więc nie będą mogły nadzorować systemu lepiej niż sami bankerzy. Szczere wyznanie Greenspana było zwiastunem upadku neoliberalizmu, ideologii, która ukształtowała całą epokę. Mason wyjaśnia co rozumie przez ideologię. Jest nią każdy zespół przekonań starający się opisać rzeczywistość. Przez wielu filozofów – od Hegla, przez Marksa i Webera, do Mannheima - ideologia jest określana jako zespół przekonań wyrażających fałszywy obraz świata, często związany z interesem określonej grupy społecznej. Musimy przyjąć socjologiczne rozumienie pojęcia ideologii, jako zespołu idei usprawiedliwiających ekonomiczną dominację grupy rządzącej, które opisują rzeczywistość na tyle poprawnie, że są do przyjęcia przez masy. Ideologia jest propagowana dzięki kontroli klasy panującej nad mediami i systemem edukacji. Jednak przy bliższym poznaniu, okazuje się wyłącznie zbiorem niedomówień, przesądów, a wnioski wyciągane z rozumowania nie wypływają logicznie z przesłanek. Dotyczy to także ideologii neoliberalizmu, która opiera się na błędach wnioskowania polegających na tym, że uzasadniające jej wiarygodność wnioski nie wynikają logicznie z przesłanek, z jakich się je wywodzi. Neoliberalizm, tak jak każda ideologia, musi być rozumiany dokładnie w taki sposób, w jaki sam nie chce być rozumiany: jako wytwór historii. (Mason, s. 140, 213).

Dla zrozumienia skąd czerpał swe natchnienie neoliberalizm ważne jest przypomnienie przyjaźni Alana Greenspana z Ayn Rand (1905-1982) oraz przyjęcie przez niego jej filozofii obiektywizmu. W tej filozofii najważniejszą cnotą jest egoizm, definiowany jako ochrona własnego interesu. Każdy człowiek powinien dążyć do własnego szczęścia, respektując to samo prawo u innych ludzi. Człowiek ani nie żyje na rzecz innych, ani nie powinien oczekiwać by ci żyli na jego rzecz (patrz: Ayn Rand, Wikipedia). Rand odrzucała etykę chrześcijańską i opowiadała się za etycznym egoizmem, będąc przeciwniczką etycznego altruizmu. Była przeciwna wszelkim formom kolektywizmu i etatyzmu, na równi traktując: faszyzm, komunizm, socjalizm i państwo opiekuńcze. Twierdziła, że w zasadzie nie jest zwolenniczką kapitalizmu, ale egoizmu, a jeszcze bardziej rozumu. Egoistyczny interes ma być nie tylko podstawą działalności gospodarczej, ale całego życia społecznego, ma zastąpić państwo i jego reguły. (U twórcy liberalizmu Adama Smitha egoizm odgrywał swą rolę, ale państwo zajmuje także istotne miejsce, M.P.) Mason przypomina, że 20 lat keynesowskiej interwencji na Zachodzie przyczyniło się do rozkwitu amerykańskiego kapitalizmu. Pod koniec lat 50. Ameryka doświadczyła jednego z największych boomów gospodarczych w swojej historii. Powojenny ład gospodarczy był rezultatem świadomej strategii związków zawodowych i partii reprezentujących klasy pracujące. Po wojnie w pokonanych Niemczech, Włoszech i Japonii model silnie opiekuńczego państwa dobrobytu został w gruncie rzeczy wymuszony przez rządy alianckie jako polisa ubezpieczeniowa przeciwko groźbie powrotu faszyzmu.W tej epoce filozofia obiektywizmu zdobyć mogła zwolenników jedynie wśród bardzo wąskiej mniejszości. Ale była to mniejszość, do której należał Alan Greenspan.(Mason, s. 144) “Aby ktoś taki jak Grenspan mógł się przenieść ...do centrów władzy, konieczna była intelektualna rewolucja”. Neoliberalizm ekonomiczny wyszedł z marginesu, kiedy w 1971 roku pojawiły się zjawiska (inflacja i zmniejszające się tempo wzrostu), które skłoniły prezydenta Nixona do wprowadzenia urzędowych ograniczeń na wzrost płac, do rezygnacji z zasady wymienialności dolara na złoto, zerwania kursów wymiany ustalonych w Bretton Woods w 1944 roku. Decyzjom Nixona towarzyszył skoordynowany atak na zorganizowany świat pracy. Powstały neoliberalne think tanki (Heritage Foundation, Instytut Hoovera, Cato Institute), ale to nie one wygrały wojnę idei. Keynesizm – twierdzi Mason - poległ w starciu z rzeczywistością; kryzys naftowy z 1973 roku przyniósł inflacje i stagnację. Uruchomione mechanizmy keynesowskie przestały działać. Kryzys gospodarczy zmusza wówczas centrolewicowe rządy w Stanach i Wielkiej Brytanii do przyjęcia recept wypróbowanych wcześniej w Chile Augusto Pinocheta. Następnie do władzy dochodzą konserwatyści. Thatcher (w 1979 roku) i Reagan (w 1980) zdecydowali się na otwartą walkę z najbardziej nieprzejednaną częścią ruchu związkowego. Neoliberałom udało sie obalić hegemonię keynesowskiej ideologii nie tylko w salach wykładowych i mediach, ale wśród zwykłych ludzi. Nowa wtedy (neoliberalna) doktryna ekonomiczna mieściła się w 9 punktach: zbilansowany budżet; koniec z subsydiowaniem gospodarki przez państwo; większe podatki dla ubogich, mniejsze dla zamożnych; stopy procentowe ustalane przez rynek; żadnych barier w handlu; swoboda inwestycji zagranicznych; prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych; maksymalna deregulacja; i przepisy gwarantujące prawa własności. O ile z początku neoliberalizm był doktryną walki klasowej, społeczno-obyczajowego konswerwatyzmu i antykomunizmu, to obecnie przekształcił się w rodzaj sekretnej religii dla najbogatszych. (Mason, s. 150).

Zastanawiając się nad bilansem neoliberalizmu Mason wymienia 5 najbardziej negatywnych skutków: wzrost nierówności społecznych w krajach rozwiniętych; zastąpienie wysokich pensji wysokimi długami w krajach anglosaskich; przeniesienie zysków do sektora finansowego z niefinansowego; wzrost osobistej i finansowej niepewności, zniszczenie kapitału społecznego skutkującego wzrostem przestępczości; bezlitosne utowarowienie wszystkich aspektów życia człowieka. Mason wymienia także pozytywy neoliberalizmu: od 1992 roku świat notuje stabilny wzrost gospodarczy i wyraźny – zdaniem Masona – spadek bezwzględnego ubóstwa; mieliśmy do czynienia z potężną migracją ze wsi do miast; kobiety na masowa skalę weszły na rynek pracy; dostęp do usług finansowych zwiększył płynność finansową, a masowe utowarowienie życia społecznego wiązało się z upadkiem tradycyjnych zależności i paternalistycznych stosunków społecznych. Plusy tego bilansu stanowiły o sile neoliberalizmu jako ideologii. Neoliberalizm opierał się na obietnicach stabilnego wrostu, niskiej inflacji, rosnącego dostępu do kapitału i własności oraz na obietnicach wolności osobistej mającej zastąpić społeczno-obyczajowy konserwatyzm. Doktryna była co prawda w stanie zapewnić wzrost i dostęp do łatwych pieniędzy, ale nacisk na spełnienie przez nią własnych obietnic rósł tak bardzo, że zaczęła się rozsypywać. Dwóch ekonomistów próbowało ucywilizować wolnorynkowy kapitalizm: Jeffrey Sachs i Joseph Stiglitz, choć bardziej ten ostatni. Obydwaj uznali, że głównymi źródłami problemów są dogmatyzm i brak przejrzystości. Walczyli o bardziej umiarkowany neoliberalizm, o więcej pracy nad każdym konkretnym przypadkiem. Ani Bank Światowy, ani Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie chcieli słuchać ich logicznie bezbłędnych wywodów. Stiglitz przedstawił projekt (dołączył do niego Sachs), który zwykło się nazywać “trzecią drogą”, między centralnym planowaniem a wolnym rynkiem, oparty na silnych rynkach, równoważonych - tam, gdzie to konieczne – przez interwencję państwa. Był także bardzo krytyczny wobec dogmatyzmu, z jakim tacy ekonomiści jak Sachs wymuszali wolnorynkowe reformy na krajach, które nie miały instytucji koniecznych do tego, by poradzić sobie z wolnym rynkiem. Zarówno do Stiglitza, jak i do Sachsa w końcu dotarło - pisze Mason – z czego nie zdawali sobie sprawy wcześniej, a co było oczywiste już dawno dla tysięcy polityków, dziennikarzy i działaczy społecznych, że Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy są po prostu narzędziami, za pomocą których Stany Zjednoczone oraz IMF narzucają neoliberalne rozwiązania krajom rozwijającym się, co jest częścią szerszej strategii mającej zapewnić Ameryce hegemonię globalną. Zwolennicy “trzeciej drogi” chcieli przemyślenia neoliberalnej doktryny w odniesieniu do problemów rozwoju i długów, nie proponowali jednak zmian w sektorze bankowym i pozwolili na stworzenie niestabilnej bańki spekulacyjnej aktywów kapitałowych, która gdy eksploduje przyniesie krajom rozwijającym się masowe długi i nędzę.(Mason,153 – 157)

Mason uważa, że aby zrozumieć obecny kryzys neoliberalizmu trzeba przyjrzeć się elicie władzy, która wyłoniła się obok niego. O ile podczas zimnej wojny neoliberalizm przedstawiał się jako idea uniwersalna, a głównym jej założeniem było przekonanie, że neoliberalne reformy są dobre dla wszystkich, to po zimnej wojnie neoliberalizm zaczął być postrzegany w świecie jako ideologia zmierzająca głównie do zapewnienia Stanom pozycji głównego supermocarstwa. Elita władzy światowego, wolnorynkowego kapitalizmu, mimo że sprawia wrażenie hierarchi, jest tak naprawdę siecią. W jej centrum znajdują się osoby kierujące bankami, firmami ubezpieczeniowymi, bankami inwestycyjnymi, funduszami hedgingowymi. Szczególne miejsce w diagramie nowoczesnej władzy zajmują te osoby, które zgromadziły się 12 września 2008 roku w nowojorskiej siedzibie Rezerwy Federalnej w dniu finansowego kataklizmu. (Gospodarzami byli politycy: Henry Paulson, sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, wspomagany przez szefa Nowojorskiej Rezerwy, Tima Geithnera, oraz Christophera Coxa, szefa Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC). Wokół stołu zgromadziło się trzydzieści osób, które – aż do tego momentu – panowały nad światowym systemem finansów. (Mason, s. 10-13).) Blisko powiązany z tą siecią jest amerykański establishment dyplomatyczno-wojskowy. Kolejny krąg składa się z tych przedsiębiorstw z sektora energetycznego i budowlanego, które skorzystały na urynkowieniu polityki wewnętrznej i na polityce zagranicznej Stanów. Ta elita pokrywa się z listą darczyńców, beneficjentów i zwolenników administracji Busha, bo to właśnie on był wtedy u władzy, a Ameryka jest centrum światowej gospodarki. “Nadejście administracji Obamy pokaże jednak, że zarówno jednostki, jak i instytucje wewnątrz elity władzy są o wiele bardziej trwałe niż kolejne wyborcze zmiany”. Przykładem może być Geenspan pracujący dla 4 prezydentów oraz rada AIG składająca się zarówno z demokratów, jak i republikanów. Za Davidem Rothkopfem1/ Mason powtarza, że neoliberalną “superklasę” stanowi zmieniająca się grupa 6000 przedsiębiorców, polityków i urzędników. Nowoczesna władza ma charakter sieciowy, a prywatyzacja połączona z globalizacją przesunęły władzę z instytucji publicznych w ręce prywatne, przy czym przyjęcie zestawu neoliberalnych idei było kluczem otwierającym drzwi do tej grupy. Dobrym przykładem połączeń sieciowych jest Rada Stosunków Międzynarodowych (Council on Foreign Relations, CFR) Z uaktualnionym wydaniem Kto jest kto (Who is who) oraz ze zbiorem rzetelnie zebranych informacji, których w internecie nie ma, wyrysować można całą sieć neoliberalnej elity, poczynając od think tanków w Waszyngtonie, a dochodząc do znacznie mniej przejrzystych powiązań Grupy Trzydziestu, czy Klubu Bilderberg. W rezultacie kryzysu, moralny autorytet neoliberalnych elit biznesu został podkopany, a wolnorynkowy fundamentalizm stał sie ideologią przestarzałą. Historia pokazuje jednak, twierdzi Mason, że ideologie reprezentujące interesy istotnych sektorów gospodarki, narodów czy klas nie umierają tak po prostu. Muszą być zastąpione przez coś bardziej spójnego. Problemem krytyków neoliberalizmu jest – zdaniem Masona - to, że nie mają żadnego spójnego światopoglądu, który mógłby go zastąpić. Elementy tego światopoglądu znaleźć można w pismach neokeynesistów, przedstawicieli lewicy antyglobalistycznej czy w krytyce neoliberalizmu autorstwa Stiglitza. Przeciwników neoliberalizmu zadawalały dotąd horyzontalne projekty na małą skalę i hasło “Żyć mimo kapitalizmu”. A zorganizowany świat pracy był z kolei zbyt słaby i podzielony, aby się neoliberalizmowi przeciwstawić. Możemy być jednak pewni, że poszukiwania alternatywy dla neoliberalizmu właśnie się rozpoczęły. Jesteśmy więc w stanie zawieszenia, które już miało miejsce w historii. Dopiero po 3 latach po 1929 roku Franklin Delano Roosevelt pojawił się ze spójną alternatywą dla leseferyzmu, a w ciągu 2 następnych Nowy Ład przybrał radykalny, socjalny charakter. Strategię keynesowską przyjęła wówczas na wiele lat zarówno lewica, jak i skrajna prawica.(Mason, s. 163-164) Wydaje się, że Mason nie jest jednak do końca konsekwentny w swej krytyce neoliberalizmu. Nie dowiemy się z jego książki czy istniała jakaś alternatywa dla neoliberalizmu. Czy panowanie neoliberalizmu przez kilka dziesięcioleci było koniecznością dziejową, czy też spiskiem kilku tysięcy chciwców. Jeżeli, jak pisze, myśl keynesowska nie nadążała za rozwojem dziejowym, to w ramach samego liberalizmu istniały bardziej humanitarne rozwiązania ekonomiczne i społeczne, nie mówiąc już o zachodniej myśli socjalistycznej. Istniały więc - jak się wydaje - inne możliwe warianty rozwoju, o czym Mason nie wspomina. Kończy swą, doskonałą skądinąd książkę, następującymi stwierdzeniami: “... zderegulowany system bankowy sprawił, że światowa gospodarka stanęła na skraju zagłady. Wszystko to przez pychę i nikogo nie kontrolowaną władzę elit finansowych. Ten kryzys mógł nastąpić dlatego, że przekonano nas, byśmy zapomnieli o przyczynach i konsekwencjach kryzysu, który zaczął się w 1929 roku. Dlatego nigdy nie wolno nam zapomnieć o tym, co wydarzyło się w roku 2008”. (Mason, s. 197) Wynika z tego, że wystarczyłaby odpowiednia kontrola nad elitami finansowymi, a do kryzysu by nie doszło. Czy jednak taka kontrola była możliwa w tym niedemokratycznym systemie jakim był (jest?) neoliberalizm? Rozwój ekonomiczny jaki przyniósł neoliberalizm dokonał się kosztem miliardów ludzi. W sferze społecznej bowiem miał miejsce w sumie wyraźny regres. Nie dając do końca odpowiedzi na podobne wątpliwości, Mason zastanawia się jakie miejsce w historii nowej, właśnie powstającej formy kapitalizmu ma kryzys 2008 roku, jakie mogą być jego skutki, jakie środki powinni podjąć politycy, gdy panika się uspokoi, a globalna recesja zacznie naprawdę dawać się we znaki. Stwierdza, że konwencjonalne teorie ekonomiczne nie są w stanie dostarczyć odpowiedzi na te pytania i sięga do prac dwóch niekonwencjoanalnych ekonomistów, mających fanatycznych zwolenników zarówno wśród zarządów funduszy hedgingowych, jak i wśród antykapitalistów: Nikołaja Kondratiewa (1892 - 1938) i Hymana Minsky'ego (1919 - 1996). Kondratiew uważał, że kapitalizm zawsze jest w stanie “wymyśleć się od nowa”, a droga do sprawiedliwego społeczeństwa nie wiedzie przez jakikolwiek rodzaj “ostatecznego kryzysu kapitalizmu”. Podstawowe założenia teorii Kondratiewa - uważa Mason - są poprawne. Kapitalizm przechodzi przez trwające około 50 lat cykle, w których, po okresie ekonomicznego wzrostu, przychodzi okres stagnacji i recesji. Nie unieważnia to tradycyjnej teorii cyklów koniunkturalnych trwających od siedmiu do jedenastu lat. W cyklu Kondratiewa faza recesyjna długiego cyklu łączy się zawsze z szerokim rozprzestrzenianiem się nowych technologii. Rozwój gospodarczy osiąga swój szczyt mniej więcej w połowie cyklu, aby po jakimś czasie się załamać. W fazie załamania zmniejszają się stopy procentowe, gdyż podaż kapitału jest większa niż popyt na niego, a rolnictwo cierpi z powodu spadku cen, podczas gdy coraz więcej władzy zaczyna się skupiać w bankach. W fazie stagnacji następuje wysyp technologicznych innowacji, które są jednak wdrażane dopiero na początku następnego długiego cyklu. Jeśli przyjmiemy, że recesja rozpoczęła się w połowie lat siedemdziesiątych i trwała do lat dziewięćdziesiątych, to masowy wysyp techonologii internetowych na początku XXI wieku powinien być zwiastunem nowego cyklu Kondratiewa. O ile jednak teoria Kondratiewa pasuje do tego co działo się do lat osiemdziesiątych, to w zderzeniu z rzeczywistością lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nie wytrzymuje próby. Mimo bowiem wielu niepokojących zjawisk w gospodarce światowej w tym okresie, nie możemy powiedzieć, że był to okres kryzysu. Mason zauważa kolejna rysę na tej teorii. Jeżeli bowiem uznamy początek naszego wieku za początek nowego cyklu charakteryzującego się rozwojem internetu, to wtedy kataklizm na Wall Street z 2008 roku, połączony z recesją w większości gospodarek świata, całkowicie zaburza wzór. Jeśli chcemy uratować jakoś tę teorię, to powiedzmy, że doszło do nałożenia na siebie dwóch cykli i Mason sądzi, że to właśnie miało miejsce. Dlatego jego zdaniem skutki kataklizmu z 2008 roku są zupełnie nieprzewidywalne. Zostaliśmy jedynie z nowym układem sił między pracą a kapitałem, na którego zmianę, według profesora Harvardu Richarda Freemana, trzeba będzie pracować około trzydziestu lat. Kondratiew, gdyby żył w naszych czasach, prawdopodobnie znalazł by odpowiedź na te wątpliwości. (Mason, s. 170- 176). Ostateczne wyjaśnienie i rozwiązanie “zagadki” znalazł Mason w teorii Minsky'ego, który uważał, że bańki spekulacyjne i następujące po nich załamania finansowe są integralną częścią nowoczesnego kapitalizmu. Nie pojawiają się w wyniku błędnych decyzji poszczególnych jednostek, ale są stałą przypadłościa w kapitalizmie ze zderegulowanym systemem finansowym. Minsky zauważył, że w okresie stałego wzrostu gospodarczego instytucje finansowe wykazują tendencję do przekształcania się z instytucji hedgingowych (które są stabilne) w spekulacyjne. Tak stało się właśnie między 2005 a 2007 rokiem. Teoria Minsky'ego wyjaśnia też, w jaki sposób polityka taniego pieniądza, stosowana przez banki centralne w okresie po zakończeniu powojennego ożywienia gospodarczego, pomogła uniknąć kryzysu, zastępując go inflacją. Według Minsky'ego najlepszą odpowiedzią na kryzys jest interwencja państwa w dwóch obszarach: rząd powinien zwiększyć deficyt budżetowy, a centralny bank powinien wpompować pieniądze w system. Trzeba odnotować, iż mimo tego, że Minsky miał status pariasa ekonomii; był ignorowany przez polityczny establishment lub traktowany jak wariat, jego pomysły zastosowano dokładnie w Stanach, w Wielkiej Brytanii i w państwach strefy euro. To jednak za mało i jak dotąd nie zadziałało. Nie zastosowano pozostałych rad Minsky'ego. Według Minsky'ego rozwiązaniem całości problemu miałoby być uspołecznienie systemu bankowego. Ten pomysł menedżerowie funduszów hedgingowych pomijają, a marksiści odrzucają. Według niego uspołecznienie finansowych gigantów sprzyjałoby jaknajbardziej istnieniu dużego, prosperującego sektora prywatnego. Pozwoliłoby to utrzymać wysoki poziom konsumpcji i mogłoby – zdaniem Minsky'ego – dla wolnej przedsiębiorczości i odważnych przedsięwzięć gospodarczych stworzyć lepsze warunki niż te, które zapewnia obecny system. Mason uważa, że świat stoi dzisiaj przed o wiele poważniejszym kryzysem, niż środki jakimi starano się dotąd zastosować w celu jego rozwiązania. “Ci, którym się wydaje, że oparta na rosnącym zadłużeniu konsumpcja czy bankowość w stylu Lehman Brothers szybko wrócą, są w grubym błędzie”. (Mason, s. 177-180)

Świat rozwinięty stoi przed trzema możliwościami. Pierwsza to utrzymanie obecnego modelu opartego na niskich płacach i wysokim długu, ale już w bardziej uregulowanych warunkach. Druga to porzucenie niekończącego się rozwoju ekonomicznego jako głównego celu. Trzecia to oparcie wzrostu gospodarczego na zupełnie innych podstawach, powrót do wysokich płac, redystrybucji i uregulowanego systemu finansowego. Pierwsze podejście wydawało się przyświecać decyzjom podjętym przez liderów państw G-20 w Waszyngtonie w listopadzie 2008 roku.W komunikacie kończącym prace szczytu wolny rynek i zglobalizowane rynki traktowane były nadal jako podstawa do wszelkich dalszych regulacji na poziomie narodowym.Wszelkie działania mające z powrotem uregulować system, takie jak propozycja powszechnych regulacji kontrolujących pracę funduszy hedgingowych czy wymiana informacji wywiadowczych na temat rajów podatkowych, napotkały na regularny opór. Drugie rozwiązanie cieszy sie sporym poparciem wśród części środowisk antyglobalistycznych związanych z głęboką ekologią. Może ono ewentualnie być jednak dobre tylko dla krajów rozwiniętych, bo dla krajów rozwijających się oznacza zastój. Mason opowiada się za trzecią opcją; szybko rozwijającą się gospodarką, przekraczającą ograniczenia zarówno keynesowskiego, jak neoliberalnego modelu. Tutaj teoria Minsky'ego dostarcza wskazówek jak by to miało wyglądać: nacjonalizacja banków i firm ubezpieczeniowych, ścisłe ograniczenia nałożone na spekulacje finansowe, zmiana struktury opodatkowania, aby służyło redystrybucji bogactwa w taki sposób, by także biedniejsza połowa populacji uczestniczyła w owocach rozwoju gospodarczego, tworząc wewnętrzny popyt, którego wzrost mógłby stać się odmiennym od kredytu kołem zamachowym gospodarki. Minsky tymi rowiązaniami pragnął uratować kapitalizm. Rozwiązania te mogą się wydawać antykapitalistyczne komuś, komu kapitalizm kojarzy się wyłącznie z wolnym rynkiem.(Mason, s.181-183) Nawet jeśli wrócimy do dawnych regulacji, to stary model prowadzenia interesów przez banki jest już skończony. Przyszłość wydaje sie tkwić w częściowo uspołecznionych bankach, w mieszanej gospodarce z silną rolą państwa.Wiele osób jest przekonanych, że sektor bankowy zmierza w sposób nieunikniony do tego, by stać się instytucją użyteczności publicznej: silnie regulowaną przez prawo, niskozyskowną, nakierowaną raczej na realizację społecznych niż finansowych celów. Ta perspektywa wpędza wielu bankierów w depresję.

Zastanawiając się nad rolą Chin w rozwiązaniu światowego kryzysu, Mason jest ostrożny i nie wysuwa jednoznacznych wniosków. Stwierdza natomiast, że kryzys wzmocnił pozycję Chin i krajów rozwijających się. Nie będą już one musiały słuchać ciągłych wezwań do demokratyzacji. Zwraca przy tym uwagę, o czym w Polsce dowiadujemy się chyba po raz pierwszy, że ich klasy pracujące są nieprzejednane w swoich dążeniach do poprawy swego standardu życia. W dalszym rozwoju tych krajów niezwykle ważne znaczenie może mieć ich rynek wewnętrzny. Każda nowa faza kapitalizmu jeszcze raz stawia problem sprawiedliwości społecznej. Obecnie nowa faza kształtuje się w wyniku walki sprzecznych interesów. Jeśli uznamy, że znajdujemy się na początku nowego długiego cyklu, charakteryzowanego przez nowe technologie, to obecny kryzys stawia przed nami pytanie o nowy układ sił. Tak jak zakaz pracy dzieci w Anglii w XIX wieku nie wstrzymał rozwoju kapitalizmu, tak finansowe regulacje i “wzbogacenie klas pracujących” tych krajów nie tylko nie zabiją obecnej gospodarki kapitalistycznej opartej na informacji, ale pozwolą się jej naprawdę rozwinąć. Ale – powiada Mason – nie stanie się to bez walki. Kluczowym graczem musi być w niej światowa, pracująca biedota. Ruchy społeczne, przypuszcza Mason – będą teraz musiały – często wbrew własnym inklinacjom, skupić się na państwie, które interweniując w gospodarkę zapewnić ma sprawiedliwość społeczną. Walka o “nowe” będzie odrzucać tych wszystkich, którzy nie wierzą, że kapitalizm nie może przybrać innej formy niż wolnorynkowa. Rok 1989 wydawał się początkiem długiej i niezakłóconej epoki neoliberalnej. Historia miała się skończyć, a wolny rynek i demokracja miały podbić świat. Zorganizowany świat pracy przejść miał do historii. Dziś widzimy, że był to tylko okres przejściowy.

Dominacja sektora finansowego i derywatów, tak jak i model wzrostu opartego na długu, zauważa Mason, ma dopiero 10 lat. Nie ma więc nic stałego, ani solidnie ugruntowanego we współczesnym systemie gospodarczym. Nie powinniśmy dlatego traktować go jako świętości. Stoimy obecnie przed zadaniem opracowania lepszego modelu w sytuacji kryzysu i rosnących niepokojów społecznych. Skala kryzysu jest większa, niż większość z nas sobie wyobraża. Neoliberalna ideologia umarła i dołączyła do stalinowskiej wersji marksizmu zakończonej dwadzieścia lat wcześniej. Nie zmienia to faktu, że to właśnie neoliberalizm był założycielską ideologią okresu, w którym żyjemy. Obecnie, w XXI wieku, rodzi sie nowe. Poprzednio, neoliberalny porządek, wtedy jako to “nowe,” narodził się w wyniku zerwania z powojennymi strategiami partnerstwa społecznego. Przejawami neoliberalizmu było: rozszerzanie się rynków, globalizacja i dominacja sektora finansowego. Najbardziej fundamentalnym aspektem obecnych zmian jest fakt, że to informacja stała sie podstawowym czynnikiem produkcji. Jak dotąd nie stworzono żadnej teorii tego, jakie skutki przynoszą technologie informacyjne. Rewolucja informatyczna jest jednak najważniejszym wydarzeniem na progu dwudziestego pierwszego wieku, a nasz sposób myślenia o gospodarce będzie musiał zostać wywrócony do góry nogami. Infokapitalizm stwarza nieograniczone możliwości rozwoju, ale nie taka forma, jaką przybrał w naszym nieczułym, egoistycznym, samolubnym społeczeństwie, która prowadzi do ciągle powtarzających się recesji i kryzysów.

Niedawno, pod koniec czerwca br., spotkali się w Toronto (Kanada) przywódcy G-20 nie rozwiązali żadnego z problemów światowej gospodarki. Komentarze po tym szczycie są pesymistyczne. Nie powstały ani zarysy globalnego podatku dla sektora bankowego, ani narzędzia do zmuszenia go, by utrzymywał więcej kapitału własnego niż przed kryzysem. Okazało się, że liderzy największych gospodarek globu nie mają wspólnego pomysłu na wyprowadzenie świata z kryzysu finansowego. Mowa jest o sporach na linii USA – Unia Europejska. Niemcy, największa gospodarka strefy euro usiłują przekonać innych do ich modelu oszczędzania. Ze strachu przed bankructwem lub degradacją kraje UE – poza Polską – rozpoczęły lub ogłosiły olbrzymie pakiety oszczędnościowe. Na wniosek Niemiec zapisano jedynie w dokumencie końcowym niewiążącą zapowiedź ostrożnej redukcji deficytów budżetowych. W USA te recepty nie spotykają się z większym zrozumieniem.Waszyngton wierzy, że oszczędzanie nie jest optymalnym rozwiązaniem dla światowej gospodarki w obecnym stadium kryzysu, bo po prostu zabija kiełkujące zalążki wzrostu. Obama też chce wyprowadzić państwowe pieniądze z gospodarki, ale wolniej niż Europa. Widoczny jest brak koordynacji działań najważniejszych ekonomicznie państw świata. Administracja amerykańska zwiększa wydatki, starając się tworzyć miejsca pracy i namawia do tego inne kraje rozwinięte. Wśród inwestorów rodzą się obawy, czy za kilka lat Ameryka będzie w stanie spłacać swoje długi inaczej niż za pomocą wysokiej inflacji. Wiele banków centralnych w krajach rozwijających się już to zrozumiało i zaczyna powiększać swe rezerwy złota, które będą stanowiły zabezpieczenie przed silnym spadkiem kursu dolara. Każdy kraj podejmuje indywidualne działania, które są rozwadniane przez silny lobbing bankowy. Tak jest w przypadku pakietu Obamy, zatwierdzonego tuż przed szczytem, który został rozwodniony tak, że największe banki będą mogły kontynuować działalność spekulacyjną, zaś globalne zasady osiągania wyższych wymogów kapitałowych zostały odłożone w czasie. Niemcy, Francja i Wielka Brytania planują opodatkowanie największych banków, natomiast Kanada i kraje rozwijające się są przeciw. Szczyt G-20 w Toronto oddalił nas od perspektywy wspólnych działań w skali globalnej.2/ Nie znamy jeszcze reakcji Masona na ostatni szczyt G-20, ale nie zdziwiłoby jego pytanie czy nie jesteśmy przypadkiem świadkami walki o hegemonię gospodarczą w świecie? Za taką formę walki można by np. uznać spodziewaną amerykańską politykę wysokiej inflacji. A co mają w zanadrzu: Unia Europejska (strefa euro), Chiny, Indie oraz inne kraje rozwijające się?

Jak widać daleko światu do zaakceptowania recept Masona i Minsky'ego. Przekonanie Masona, że ważną rolę w przejściu od neoliberalizmu do infokapitalizmu odegrają klasy pracujące i światowa biedota, można by uzupełnić spostrzeżeniem, że w całym świecie gwałtownie rośnie liczba absolwentów wyższych uczelni (w Polsce np. wkrótce może osiągnąć 30% populacji). Neoliberalizm był ideologią (religią, jak powiada Mason) wąskich elit, a przy tak powszechnym wzroście poziomu wykształcenia społeczeństw w całym świecie, nie wydaje się możliwe przyjęcie za prawdę przez taką “jakościową większość” (wykształceni + biedota) neoliberalnych poglądów. Tymbardziej, że ci wykształceni dołączą w przyszłości, jeżeli chodzi o ich status społeczny i materialny, do klasy pracującej lub nawet biedoty. Pewnych oczywistych faktów nie zmieni ani system oświaty, ani media pozostające w rękach neoliberałów. Świat oczekuje – powtórzyć trzeba za Masonem - na sformułowanie spójnej, nowej ideologii. Wśród kilku opcji możliwe jest zarówno przypomnienie czystej ideologii liberalnej i realizacja jej społecznej gospodarki rynkowej (w czym mieści się także myśl katolicka i ludowa), jak i poszukiwanie rozwiązań socjalnych bliższych socjaldemokracji. Książka Masona zmusza do refleksji, dlatego należy zarekomendować ją polskim dziennikarzom i politykom (ci ostatni bardziej niż dziennikarze widzą potrzebę zmian i “czują skąd wieje wiatr”). Książka pozwala zrozumieć mechanizmy rządzące neoliberalnym światkiem, który, jak mu się wydaje, ma się nadal dobrze i niezrozumiał jeszcze, że jego koniec jest tak bliski. Chociaż, jeżeli chodzi o Polskę, to na przykładzie niedawnej kampanii prezydenckiej i wyników wyborów z 4 lipca br., można było zaobserwować, jak wahadło nastrojów i poglądów wśród wszystkich partii politycznych przesuwa się stopniowo na lewo, oraz jak (w sferze ekonomiczno-społecznej) rośnie w społeczeństwie popularność lewicowych i prawdziwie liberalnych haseł. Hasła te (z wyjątkie in vitro) są zgodne, albo nie sprzeczne, z nauką Kościoła katolickiego oraz innych wyznań i kościołów. Chodzi tu przede wszystkim o takie sprawy jak: pomoc rodzinom (w tym wielodzietnym), zrozumienie dla potrzeb wsi i małych miast, dostęp do edukacji i rozwój nauki, reforma służby zdrowia (mniej prywatyzacji a większa do niej dostępność). Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że nowy prezydent został wybrany dzięki kilkuprocentowemu poparciu ze strony lewicy, a opozycja w parlamencie (PIS, SLD), przy oczywistych różnicach światopoglądowych, w sprawach gospodarczych i polityce społecznej prezentuje często dość zbliżone poglądy. Można też odnieść wrażenie, lub mieć nadzieję, że i w samej PO liberalizm zwycięża z neoliberalizmem. Jeżeli takie tendencje utrzymają się po wyborach prezydenckich, i powtórzą w wyborach samorządowych i parlamentarnych, oznaczać to może, że w ciągu najbliższych lat spodziewać się powinniśmy istotnych zmian. Zmiany te powinny następować rozważnie (z uwagi na możliwości budżetowe), lecz systematycznie, bo olbrzymia większość Polaków wie, że to nie oni spowodowali kryzys. W każdym razie, nie czekajmy 30 lat na zmianę układu sił między pracą a kapitałem, co wieszczy profesor Harvardu Richard Freeman!