Maksymilian Podstawski

Wokół wyborów na Ukrainie i na Litwie

1. Krótkie wprowadzenie

Wybory na Ukrainie i na Litwie miały miejsce stosunkowo niedawno. Za wcześnie więc na pełną analizę sytuacji po wyborach. Wiadomo już jednak teraz, że demokratyczne przemiany na Ukrainie nie nastąpią szybko. Aktualne pozostaje pytanie jaka powinna być polityka Polski wobec Ukrainy. Na początku 2012 roku poznaliśmy Założenia polskiej polityki zagranicznej na rok 2012 oraz Priorytety polskiej polityki zagranicznej na lata 2012-2016. Problematyka Europy Środkowowschodniej znajduje w tych dokumentach należne jej miejsce. W polskiej polityce zagranicznej ważną rolę odgrywać ma w Grupie Wyszehradzkiej współpraca gospodarcza, handlowa i inwestycyjna. Ważnym tematem obrad Grupy Wyszehradzkiej będzie sprawa zbytniego uzależnienia państw Grupy od jednego dostawcy ropy i gazu. Polska otwarta będzie na różne wymiary współpracy regionalnej. Dzięki otwartości modelu V4+ przewidziana jest możliwość współpracy z państwami bałtyckimi i Ukrainą, która pozostaje naszym partnerem strategicznym. Przewidziany jest dalszy rozwój partnerstwa strategicznego Polski z Ukrainą. Polska wspierać będzie aspiracje akcesyjne Ukrainy do UE (oraz pogłębianie relacji NATO-Ukraina), a w dłuższym okresie czasu powinna mieć unijne perspektywy także Białoruś, jeśli tylko powróci na drogę demokracji. W relacjach z Rosją stawiamy na budowę pragmatycznych stosunków politycznych i gospodarczych. Polsce zależy na utrzymaniu z Rosją dobrych stosunków i na zbliżeniu Rosji z Unią Europejską. Polska weźmie udział w budowie środków wzajemnego zaufania między Zachodem a Rosją. Kierunki polskiej polityki nakreślone w obydwu dokumentach są słuszne. Ponieważ jednak sytuacja na wschód od Polski (a także w UE) jest zmienną, istnieje potrzeba jej pilnego śledzenia oraz publicznej dyskusji, wspierającej główne założenia polityki zagranicznej polskiego państwa i Grupy Wyszehradzkiej oraz UE. Celem tej dyskusji w Polsce-przy zmiennych uwarunkowaniach międzynarodowych-powinna być stała praca nad takim kształtem polityki zagranicznej, który odpowiada naszym interesom narodowym i ma charakter ponadpartyjny.

2. Polskie zaniepokojenie

To, że nie wszystko, w polityce wschodniej Polski, Europy Środkowej i UE wobec bliskiego nam “Wschodu” układa się zgodnie z marzeniami polityków jest coraz bardziej oczywiste. Ale “marzenia” mamy nie tylko my. Polskie frustracje są widoczne. Ich ilustracją były też artykuły zamieszczone przed wyborami na Ukrainie i Litwie m.in. w dwumiesięczniku “Nowa Europa Wschodnia” (wrzesień-październik 2012). (Paweł Świeboda, Strefa Zapomnienia, Nowa Europa Wschodnia, wrzesień-październik 2012) Paweł Świeboda (prezes demosEUROPA-Centrum Strategii Europejskiej) pisząc o Ukrainie nazwał ją strefą zapomnienia. Zauważył, że waga gatunkowa Ukrainy jest dziś niska, a zniecierpliwienie Europą Wschodnią na tyle wysokie, że wyobraźnię unijnych strategów nie pobudzi potencjalna perspektywa możliwego bliższego związku ukraińsko-rosyjskiego. Zamysł Putina utworzenia Unii Euroazjatyckiej traktowany jest w Brukseli jako nieszkodliwy i skazany na niepowodzenie. Świeboda zwracał przy tym uwagę na “korzyści” dla Polski z takiego rozwoju sytuacji, a w wśród nich to, że nie musimy dzielić się z Ukrainą środkami unijnymi na rozwój: “Szybko rozwijająca się Ukraina czy też Białoruś zmusiłyby nas do wysiłku, innowacji i szybszego poszukiwania większej wartości dodanej. Wschodni sąsiedzi pogrążeni w stagnacji to dla nas brak konstruktywnej konkurencji”. Poczucie rezygnacji, dominujące w postrzeganiu Europy Wschodniej w Unii Europejskiej-zauważył Świeboda-jest pochodną powrotu Władymira Putina do prezydentury. Nadzieje polityków zachodnich, w tym kanclerz Merkel, że należy inwestować w relacje z D. Miedwiediewem okazały się złudne. Po powrocie Putina na Kreml, osłabły szanse na przekształcenia w Moskwie, a co za tym idzie zmniejszyło się znaczenie Europy Wschodniej. Umowa stowarzyszeniowa UE z Ukrainą, którą parafowano w marcu 2012 roku nie zostanie prawdopodobnie zawarta. Umowa miała doprowadzić do stopniowych przemian w sposobie zarządzania na Ukrainie oraz utrwalić demokratyczne procedury w państwie. UE nie będzie mogła teraz przeciwdziałać nepotyzmowi politycznemu i gospodarczemu na Ukrainie Janukowycza. Zdaniem Świebody, współkształtowana przez Polskę polityka unijna straciła “moc sprawczą”. Obecnie pozostaje wybór: albo kontynuować aktualną politykę unijną, zdając sobie sprawę z jej nieskuteczności, albo zawiesić ją do czasu powrotu na Ukrainę demokratycznych i wolnorynkowych przemian. Przewidziane na 28 października wybory parlamentarne-pisał przed wyborami Świeboda-będą wielkim testem zarówno dla intencji Janukowycza, jak i opozycji. W razie zwycięstwa Janukowycza, co jest przecież najbardziej prawdopodobne, spodziewać się można spełnienia coraz częstszego postulatu w UE i USA objęcia prezydenta Janukowycza, jego rodziny i najbliższego otoczenia sankcjami wizowymi oraz zamrożenia aktywów w europejskich i amerykańskich bankach. W przypadku Ukrainy-komentował Świeboda-oznaczałoby to w praktyce “przypisanie jej do tej samej kategorii co Białoruś”. Świeboda opowiadał się w cytowanym artykule za kontynuacją wysiłków na rzecz demokracji na Ukrainie, zdając sobie przy tym sprawę, że nasi polityczni partnerzy na Zachodzie mogą nie znaleźć dla takiej polityki zrozumienia. Apelował do rządzących na Ukrainie, by mieli świadomość, że gdy przedawkują autorytaryzm i zagrożą pozostałym przestrzeniom demokracji i swobód obywatelskich, mogą w Polsce stracić ostatniego sojusznika w Unii. Jak powiada jednak przekorne powiedzonko: “nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej”. Tym, którym nie podoba się Janukowycz, trzeba zwrócić uwagę na innego jeszcze polityka ukraińskiego, uważanego powszechnie za człowieka Putina. Pisał o nim Piotr Pogorzelski, korespondent Polskiego Radia w Kijowie, w artykule “Plankton atakuje” zamieszczonym w cytowanym przeze mnie numerze “Nowej Europy Wschodniej”. A jest nim Wiktor Medwedczuk, który założył ruch Ukraiński Wybór. Ten 58 letni obecnie polityk w czasach prezydenta Wiktora Juszczenki zbierał podpisy pod apelem o referendum w sprawie ewentualnego członkostwa Ukrainy w NATO, w uzasadnionym skądinąd przekonaniu, że społeczeństwo ukraińskie wypowie się przeciwko Sojuszowi. W referendum postawione miało być także pytanie dotyczące ewentualnego dołączenia Ukrainy do unii celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Zebrał wówczas ponad 4,5 miliona podpisów, ale Juszczenko odmówił przeprowadzenia referendum. Obecnie, ruch Ukraiński Wybór opowiada się także za przeprowadzeniem referendum, w którym-jak się spodziewa Medwedczuk-Ukraińcy poprą kilka propozycji: aby rosyjski został drugim język państwowym, możliwość posiadania podwójnego obywatelstwa (rosyjskiego obok ukraińskiego), federalizację kraju (obecnie Ukraina jest państwem unitarnym) oraz odejście od nawet tak deklaratywnej jak aktualnie polityki proeuropejskiej na rzecz ścisłej integracji z Rosją. Według sondaży, którymi ponoć Medwedczuk dysponuje, Ukraińcy wspierają dołączenie swego kraju do unii celnej z Rosją. Niemal połowa popiera Putina, a trzecia część chce, aby rosyjski posiadał status prawny (był językiem regionalnym, albo państwowym). (W sierpniu 2012 Ukraina uchwaliła prawo przyznające tak zwanym językom regionalnym, a co najważniejsze językowi rosyjskiemu, status oficjalny, co było krokiem o jaki Moskwa zabiegała, M.P.). Według politologa Tarasa Berezowca, Medwedczuk ma poparcie polityczne z Moskwy, ale poparcie finansowe na prowadzenie kampanii wyborczych od części ukraińskiego biznesu. Medwedczuk zaliczany jest na razie do politycznego planktonu, a celem jego kampanii nie są podobno “zwykli” Ukraińcy lecz elity, a przede wszystkim rządzący skupieni wokół Janukowycza. Celem Putina jest, według pojawiających się plotek, aby Janukowycz powołał Medwedczuka na stanowisko premiera. Jest to oczywiście mało prawdopodobne, przynajmniej na razie, bo oznaczałoby oddanie gospodarki ukraińskiej w ręce rosyjskie. Z tym, że Medwedczuk “gra na czas” i nie jest politykiem, który oczekuje rezultatu już teraz. Jego gra jest obliczona na dłużej, na wybory prezydenckie w 2015 roku. Kampania Medwedczuka pokaże na ile silny na Ukrainie jest czynnik rosyjski. (Piotr Pogorzelski, Plankton atakuje, Nowa Europa Wschodnia, tamże) Na Ukrainie-twierdzą co poniektórzy-powstaje coś na kształt reżimu Aleksandra Łukaszenki na Białorusi. Różnica, jak się wydaje się polega na tym, że Rosja jest w stanie w razie potrzeby nadal finansować Łukaszenkę. W przypadku Ukrainy, Rosja może zakręcić kurek z gazem, ale nie zdecyduje się zapewne “wziąć na garnuszek” sprzyjającego sobie tak dużego państwa. Może “odebrać”, ale pytanie ile może “dać” pozostanie otwarte. Obserwatorzy ukraińskiej sceny politycznej zgodnie przewidywali, że w październikowych wyborach parlamentarnych wygra Partia Regionów Janukowycza, a sam Janukowycz prezydentem będzie do co najmniej do 2015 roku.

3. Uwarunkowania polityki zagranicznej wobec Ukrainy

Jaka powinna być w tej sytuacji polityka Polski i Zachodu? Ewentualna polityka sankcji (podobna do tej jaką Zachód stosuje wobec Łukaszenki) nie sprawdzi się na Ukrainie i doprowadzi do tego samego, do czego doprowadziła na Białorusi, czyli do jeszcze większego uzależnienia Ukrainy od Rosji. Niewykluczone, że Rosja takiej właśnie polityki ze strony Zachodu oczekuje. Trzeba wziąć też pod uwagę, że pogrążony w kryzysie Zachód nie jest tym Zachodem, który potrafił wpływać ponad 20 lat temu, m.in. sankcjami, na rozwój sytuacji w Europie Środkowowschodniej. Wystarczających sił, by w sposób zdecydowany wpływać na rozwój sytuacji na Ukrainie nie posiada także Rosja. Ukraina w tym więc sensie pozostanie sama, to znaczy między Rosją a Zachodem, ale z pewnymi możliwościami wyboru i manewru. Przy niezdecydowaniu samych Ukraińców i ich kłopotach z własną tożsamością, można się spodziewać długiego okresu przejściowego, co nie oznacza wcale, że na Ukrainie nic ciekawego nie będzie się w najbliższym czasie działo. Jeżeli chodzi o “opowiedzenie się” Ukrainy po stronie Zachodu lub Rosji oraz zapoczątkowanie na Ukrainie reform, prognozowane jest status quo w przedziale czasowym od 4 (do wyborów w 2015 roku), a nawet do 15 lat. (Witalij Portnikow, Wielki krach, Nowa Europa Wschodnia, wrzesień-październik 2012) Trzeba otwarcie przyznać, że propozycje Zachodu są obecnie dla Ukrainy mało atrakcyjne. I atrakcyjnymi nie będą do czasu wyjścia Zachodu z kryzysu (i podziału funduszy unijnych). Szczególnie podczas kryzysu, “demokracja” i “reformy” to nie są słowa, przy których Ukraińcy (podobnie jak Białorusini) dostają na twarzach wypieków i pozytywnych emocji. Bardziej ciekawe ekonomicznie okazać się mogą dla nich, na krótką co prawda metę, propozycje rosyjskie. Niebezpieczną dla Ukrainy może być propozycja federalizacji kraju, wysuwana nie tylko przez Medwedczuka. Koncepcja ta ma długą historię (od XIX wieku) i wydaje się być logiczna zważywszy na różnice tożsamościowe, kulturalne, językowe i gospodarcze między zachodnią, wschodnią i południową Ukrainą. Zgodnie z obowiązującą obecnie konstytucją Ukraina jest państwem unitarnym. Teoretycznie rzecz biorąc, sfederalizowanym państwem w przypadku ukraińskim rządzić być może byłoby łatwiej, ale co jeśli wschód lub południe Ukrainy opowie się w pewnym, kryzysowym momencie za przyłączeniem do Rosji? Taki obrót sprawy, w pełni demokratycznym procesie, nie jest całkowicie wykluczony. Na Ukrainie, przy jej niejednorodności i kilku historycznych, sprzecznych tradycjach państwowych kształtujących tożsamość Ukraińców (I Rzeczpospolita, Rosja, Austro-Węgry, Polska, ZSRR, wpływy niemieckie, istotne znaczenie diaspory), czynnikiem decydującym o jej przyszłości okaże się prawdopodobnie gospodarka i to z której strony przyjdą ożywcze dla niej impulsy ekonomiczne, z Zachodu czy z Rosji. Obecnie-twierdzi się niekiedy-wydają się przeważać związki gospodarcze z Rosją. W przypadku ich dalszego pogłębienia i federalizacji kraju, niepewny byłby los Zachodniej Ukrainy, gdzie w obliczu groźby rozpadu Ukrainy nastąpić mógłby nieprawdopodobny wzrost nastrojów nacjonalistycznych, nie tylko antyrosyjskich, ale także antypolskich. Rozpad federalnej Ukrainy mógłby przynieść niewyobrażalnie negatywne konsekwencje dla całego regionu. Ewentualna polityka zachodnich sankcji wobec Ukrainy, np. po będących nie po myśli Zachodu, wyborach parlamentarnych spowodowała by dalsze uzależnienie tego kraju od Rosji oraz przyśpieszyła federalizację Ukrainy a następnie jej rozpad, który nie przebiegałby według aksamitnego scenariusza czechosłowackiego, lecz najprawdopodobniej według jugosłowiańskiego. Jeżeli wyobrazimy sobie niepodległą Zachodnią Ukrainę, po jej ewentualnym oderwaniu od macierzy, to jej nacjonalistyczne nastroje nijak nie “pasowałyby” do jednoczącej się Europy.

Zgodnie z przewidywaniami, na Ukrainie w wyborach parlamentarnych zwyciężyła Partia Regionów Janukowycza. Do Rady Najwyższej weszły też dwa ugrupowania opozycyjne, dotąd w niej nieobecne: UDAR (Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform) boksera Witalija Kliczki (jeden z poważniejszych kandydatów na urząd prezydenta w 2015 roku) oraz Swoboda - nacjonalistyczna formacja Ołecha Tiahnyboka. Obie partie mogą stworzyć wspólny front z Batkiwszczyną reprezentującą pomarańczowych i której patronuje Tymoszenko. UDAR i Swoboda wprowadzają do Rady Najwyższej nowe jakości. Jeżeli nawet formacja Janukowycza gra na nostalgii za ZSRR to obecnie pragnie także dowieść, że nie jest jej obcy patriotyzm ukraiński, starając się w ten sposób przemawiać w imieniu całej Ukrainy i kreować się na ugrupowanie wszystkich mieszkańców Ukrainy. UDAR chce być głosem ukraińskiej klasy średniej, rekrutującej się w dużym stopniu z młodego pokolenia i nie patrzy już na problemy swojego kraju w kategoriach konfrontacji między jego częścią wschodnią a zachodnią. W przeciwieństwie do wszystkich innych partii politycznych na ukraińskiej scenie, UDAR podejmuje temat obyczajowej liberalizacji kraju, w tym równouprawnienie kobiet. (Filip Memches, Nowe podziały nad Dnieprem, Rzeczpospolita, 31.10.-1.11.2012) Problemem dla Polski okazać się może wejście do Rady Najwyższej “Swobody” (poprzednio Socjal-Nacjonalistyczna Partia Ukrainy), która na swych sztandarach nosi Stepana Banderę. Ten fakt skomentował Paweł Zalewski, eurodeputowany PO: “Znamy Swobodę jako partię banderowską, która jest w pierwszej kolejności antyrosyjska, a w drugiej antypolska. Wyciszyła wprawdzie ostatnio retorykę antypolską, co nie oznacza, że zmieniła swą ideologię. Zdobycie przez nią wedle pierwszych ocen kilkunastu procent głosów stanowi poważne wyzwanie dla Polski, tym bardziej, że poparcie, jakie uzyskała, świadczy, iż wyszła poza obszar zachodniej Ukrainy”.(Rzeczpospolita, 29.10.2012). Podczas pomarańczowej rewolucji Tiahnobok wzywał do usunięcia z kraju Rosjan, Polaków i Żydów. Chciał też powiększać Ukrainę, a w którym kierunku nie trzeba się długo domyślać. Przeciwko istnieniu tej partii zaprotestowali już ukraińscy Żydzi, jej działalność budzi niepokój w Izraelu. Wydaje się, że ewentualne wyjaśnienie sprawy źródeł finansowania “Swobody” pozwoliłoby zrozumieć o co tej partii tak naprawdę chodzi. Szef misji parlamentu Europejskiego Paweł Kowal łagodnie ocenił wybory na Ukrainie. Jego zdaniem można wiązać nadzieję z tym, że w skład nowej Rady Najwyższej weszły partie wspierające integrację europejską, czyli Batkiwszczyna i UDAR. Charakterystyczne, że nie wspomniał w tym kontekście o Swobodzie. Dla partii Swoboda i związanych z nią organizacji kombatanckich i młodzieżowych polityka historyczna stanowi jeden z głównych elementów strategii dotarcia do elektoratu. Wymownym tego dowodem był marsz w siedemdziesiątą rocznicę powstania UPA, który był głównym punktem kampanii wyborcze tej partii w 2012 roku. Gdyby to ugrupowanie nie istniało, prawdopodobnie inna formacja na Zachodniej Ukrainie przejęłaby jego hasła i strategię. Pamiętamy o akcjach Naszej Ukrainy-Ludowej Samoobrony i Bloku Julii Tymoszenko na rzecz uznania UPA za stronę walczącą w II wojnie światowej o niepodległość oraz anulowania rezolucji Parlamentu Europejskiego potępiającej działania Stepana Bandery w tym okresie, a także wyrazy poparcia dla dekretu Wiktora Juszczenki nadającego Banderze i Romanowi Szuchewyczowi tytuły Bohaterów Ukrainy. Z inicjatywy tych partii na całym obszarze Zachodniej Ukrainy postawiono już ponad 30 pomników Bandery. (Kordian Kuczma, Między Lwim Grodem a Bandersztatem, Nowa Europa Wschodnia, listopad-grudzień 2012) (Trzeba w tym miejscu przypomnieć rzecz powszechnie znaną, że nacjonalizm i radykalna prawica ma coraz więcej zwolenników nie tylko na Ukrainie, ale w całej Europie, w tym w Polsce). Oczekiwać można, że po wyborach znaczna część deputowanych z niektórych partii opozycyjnych (także skrajnie prawicowych?!) zasili szeregi prorządowych frakcji w parlamencie, co przy ewentualnym “uzbieraniu” 300 głosów pozwoliłoby Janukowyczowi na przeprowadzenie, w razie potrzeby, zmian w Konstytucji.

4. Poglądy “nieprawomyślne”, ale warte przytoczenia

Andrzej Romanek w dyskusji na łamach pisma “myśl.pl” reprezentuje pogląd, że wschodnie interesy UE lokują się w Rosji, bo Rosja pozostanie jeszcze długo rezerwuarem surowców dla Europy, głównie dla Niemiec. Polska realizując tzw. europejską politykę wschodnią wobec Białorusi i Ukrainy staje się naturalnym przeciwnikiem Rosji, nie zyskując w zasadzie nic. Traci podstawowego partnera handlowego (Rosja nie jest aktualnie podstawowym partnerem handlowym Polski, jakkolwiek coraz ważniejszym. M.P.). i staje się jednym z państw, określanych w doktrynie rosyjskiej jako nieprzyjazne. Polska wypychana jest poza orbitę gospodarczego zainteresowania Rosji, podczas gdy Niemcy żyją z Rosją w symbiozie. Polska nie wie tak naprawdę czego chce od Ukrainy i niewiele ma jej do zaoferowania, z tego czego Ukraina najbardziej potrzebuje, tj. gazu. Na dalszy los Białorusi i Ukrainy mamy co najmniej znikomy wpływ. Nie będzie dobrej polityki wschodniej bez dobrej polityki środkowoeuropejskiej. Ukraina nie widzi w Europie Środkowej żadnego lidera, ani indywidualnego, ani zbiorowego. Dobre ułożenie polityki w Europie Środkowej da szanse na lepsze kształtowanie polityki wschodniej Polski, w tym wzmocnienie Ukrainy i ekspansję gospodarczą w rejon Morza Czarnego i Kaspijskiego. Pozwoli to Polsce i pozostałym krajom regionu na zdecydowane wzmocnienie ich pozycji wobec Rosji i zneutralizowanie dominującej roli Niemiec w polityce rosyjskiej. (Andrzej Romanek, myśl.pl, nr 24 (3/2012) (Należy się z A. Romankiem zgodzić, że nie będzie dobrej polityki wschodniej bez dobrej polityki środkowoeuropejskiej oraz że Europa Środkowa potrzebuje lidera, właśnie zbiorowego, którym jest, czy powinna być Grupa Wyszehradzka, ale - funkcjonująca w ramach Unii Europejskiej! Z tym, że nie przeciwko Niemcom, Francji czy Włochom, bo wszyscy jesteśmy w Unii Europejskiej. Powinno nam zależeć na silnej Unii oraz na wysokim miejscu Unii Europejskiej w świecie w obliczu takich potęg gospodarczych jak Chiny, USA, Indie (M.P).

W cytowanym piśmie “myśl.pl” interesująca jest też wypowiedź Tomasza Roli. Nawiązuje on do analizy Bartłomieja Sienkiewicza, który używając terminu “pauza strategiczna” doszedł dość dawno, i chyba jako jeden z pierwszych, do wniosku, że ani Rosja nie jest w stanie w pełni zdominować państw między Polską a Rosją, ani Zachód nie jest szczególnie zainteresowany w rozszerzeniu tam swego instytucjonalnego wpływu (UE, NATO). Do tego dochodzi brak zainteresowania Stanów Zjednoczonych polityką europejską. Polska jako kraj mający historyczne związki z narodami białoruskim i ukraińskim, musi-zdaniem Roli-zdefiniować swoje cele, krótkie i dalekosiężne, szczególnie w kwestii wspólnych projektów gospodarczych. Powinniśmy wspierać niepodległość tych krajów oraz procesy państwo- oraz narodowotwórcze. Jakie są cechy polityki rosyjskiej wobec Ukrainy i Białorusi? Pyta Rola. To, co ją przede wszystkim wyróżnia to przekonanie, że oba kraje leżą wyłącznie w rosyjskiej strefie wpływów. Rosja sprzeciwia się ich niezależnej polityce, co jest szczególnie widoczne w przypadku Ukrainy, której rządy, niezależnie czy “pomarańczowe” czy “błękitne”, deklarują że celem ich polityki są bliskie relacje z UE, odrzucają rosyjskie projekty ściślejszej integracji. Dlatego prowadzenie przez Polskę aktywnej polityki na wschodzie oraz wspieranie niezależności Ukrainy i Białorusi musi wyzwolić (i wywołuje) konflikt z Rosją, gdyż w pierwszej kolejności niezależności tych krajów zagraża Rosja. Nie oznacza to wcale, zapewnia Rola, że nasze narody, polski i rosyjski, skazane są na konflikty. (Nie można niepodległości Ukrainy i Białorusi wspierać i obawiać się równocześnie, że narazimy się Rosji. Rola ma rację, gdy stwierdza, że nasze dwa narody (polski i rosyjski) powinny żyć w przyjaźni, ale niezależność krajów, między Polską a Rosją, nie powinna Rosji przeszkadzać. Zgoda natomiast co do wspólnych z Ukrainą i Białorusią polskich projektów gospodarczych. Współpracę gospodarczą z tymi krajami należy umacniać, niezależnie kto w nich rządzi, m.in. dlatego, że w ten sposób można wspierać wewnętrzne procesy demokratyczne (M.P.). Łukasz Reszczyński, kolejny dyskutant (myśl.pl), zauważa, że “ówcześnie”(bezpośrednio po 1989 roku) rządzący Polską, zachłyśnięci federacyjnymi koncepcjami Piłsudskiego, nie do końca zdając sobie sprawę z ich współczesnej nieaktualności, bezkrytycznie wsparli obóz “pomarańczowych” utożsamianych ochoczo przez polskie i zachodnie media z ideałami uczciwości i prawdziwej demokracji. Pogląd Reszczyńskiego, że polskie i zachodnie elity bezkrytycznie poparły “pomarańczowych” nie jest obecnie wcale odosobniony. Witalij Portnikow, dziennikarz ICTV i Radia Swoboda uważa, że analitycy, którzy kierowali się racjonalizmem, a nie romantyzmem mieli rację, gdy twierdzili, że “pomarańczowa rewolucja z 2004 roku nie była dążeniem ukraińskiego społeczeństwa do demokracji, a jedynie chęcią wzbogacenia się”. Nieodpowiedzialny populista Wiktor Juszczenko, pisze Portnikow, został na chwilę bożyszczem milionów Ukraińców, bo potrafił na czas wypłacić emerytury i pensje dla pracowników sektora publicznego.(Witalij Portnikow, tamże) Reszczyński stwierdza, że nie możemy kształtować relacji z Ukrainą i Białorusią jedynie przez pryzmat domniemanego zagrożenia rosyjskiego. Nie ulega wątpliwości, że poza Rosją to Ukraina powinna stanowić dla Warszawy priorytet, nawet za cenę przymknięcia oczu na niekoniecznie czyste rozgrywki polityczne. Polska nie mając Ukrainie nic do zaoferowania występuje wobec niej z pozycji rozwiniętego kraju zachodniej demokracji. Efektywna polityka zagraniczna na kierunku wschodnim wymaga jednak zbudowania przez Polskę znacznego potencjału, który stanie się atrakcyjny dla Ukrainy i Białorusi, podkreśla Reszczyński. (Dużo racji. Szczególnie jeśli chodzi o zbudowanie przez Polskę potencjału gospodarczego. Z tym, że federacyjne koncepcje Piłsudskiego w aktualnej polskiej polityce zagranicznej mamy już chyba na szczęście wszyscy dawno za sobą. Idee, do których należy nawiązywać to federacyjne koncepcje środkowoeuropejskich rządów na emigracji w Londynie (M.P.). Andrzej Zapałowski ostrzega natomiast, że wpisywanie się w wytyczne partii politycznych, czy też w strategiczne założenia partnerów z UE i NATO, nierzadko odbiega od realnych możliwości naszego wpływania na ten obszar geopolityczny. Wpisywanie się w scenariusze USA i UE w stosunku do Ukrainy jest wpisywaniem się w interesy tych państw w stosunku do Rosji, a nie realizowaniem naszych strategicznych celów, odpowiadającym naszym możliwościom. Obecnie głównymi rywalami Rosji o wpływy na obszarze Ukrainy-uważa Zapałowski-są Stany Zjednoczone i główne państwa UE oraz Turcja. Analizując ostatnie dwadzieścia lat zabiegów i rywalizacji Polski z Rosją o wpływy na Ukrainie, widać, że dla naszego kraju skończyła się ona klęską. Obecnie przyjęcie przez Polskę pragmatycznego stanowiska ograniczonej współpracy na wschodzie dałoby naszemu państwu w większym stopniu osłonę strategiczną naszych narodowych interesów niż rywalizacja o nierealistyczne wpływy. Mając na uwadze powyższe uwarunkowania geopolityczne i geostrategiczne Polski i Rosji, należy podjąć próbę wyznaczenia obszarów wzajemnych wpływów. Obecny prezydent Ukrainy-zdaniem Zapałowskiego-dryfuje politycznie w kierunku Unii Euroazjatyckiej. Jest przy tym osobą, która stara się zwalczać na Ukrainie wpływy nacjonalistycznych formacji. Zaangażowanie się Polski w kierunku wsparcia na Ukrainie organizacji i środowisk rzekomo demokratycznych będzie włączaniem się w działania z jednej strony przeciw Rosji, a z drugiej umacnianiem oraz uwiarygodnianiem środowisk nacjonalistycznych, które jawnie odwołują się do antypolskiej tradycji. Mając na uwadze narastające napięcie wewnętrzne na Ukrainie i kierunki politycznej aktywności Polski i Rosji, w przypadku wystąpienia braku porozumienia między obu krajami, starcie jest nieuniknione. Polska i Rosja powinny wyodrębnić obszary i interesy, na które poszczególne kraje nie powinny wchodzić. Dotyczy to nie tylko Ukrainy, ale innych obszarów wzajemnego zainteresowania. Obszar Ukrainy Centralnej-proponuje Zapałowski-powinien być obszarem współistnienia politycznego i gospodarczego obu państw. Polska nie powinna angażować się w działania naruszające rosyjskie interesy we wschodnich i południowych regionach Ukrainy. Obydwa państwa powinny podjąć wspólne działania mające na celu wyeliminowanie skrajnego nacjonalizmu na Zachodniej Ukrainie. (W sposób niepokojący propozycja ewentualnego porozumienia między Polską a Rosją dotyczącego Ukrainy współgra z pomysłem federalizacji Ukrainy. Niemniej propozycja polsko-rosyjskiego sprzeciwu wobec skrajnego nacjonalizmu na Zachodniej Ukrainie jest kusząca, chociaż trudno wyobrazić sobie skuteczne rezultaty tego sprzeciwu bez udziału w nim państw zachodnich. Należy mieć na uwadze w tym kontekście okoliczność, że nacjonaliści ukraińscy są równocześnie bardzo “prozachodni” (M.P.).

5. Gospodarka. Ukraina między Unią Europejską a Rosją

Po wyborach na Ukrainie, nastawienie Zachodu do Ukrainy i przeważnie niechętne komentarze dotyczące ukraińskich wyborów nie ulegną prawdopodobnie zmianie. Przed wyborami pojawiały się informacje o możliwych sankcjach wobec Ukrainy w razie negatywnej oceny przeprowadzenia wyborów, (przy czym nigdzie nie zwracano uwagi na możliwość fałszowania wyborów także przez opozycję, M.P.). Powoływano się na wypowiedzi unijnych polityków oraz rezolucję Senatu USA. Prezydent Bronisław Komorowski rozmawiał w dniu polskiego święta narodowego z Prezydentem Barackiem Obamą m.in. na temat Ukrainy. Dokładnie treści tej rozmowy nie znamy, ale jeśli polityka amerykańska uwzględni specyfikę ukraińską i bardziej pobłażliwie niż dotąd potraktuje sposób przeprowadzenia wyborów na Ukrainie, to jest szansa, że dla Ukrainy drzwi do Zachodu, także przez USA, pozostaną nieco uchylone. Jest pewne przy tym, że Rosja do wyborów na Ukrainie zastrzeżeń mieć nie będzie i taki czy inny sposób ich przeprowadzenia nie przeszkodzi jej w próbach włączenia Ukrainy do rosyjskiego obszaru celnego. Jeżeli chodzi zaś o Unię Europejską, to jej elity polityczne znajdując się pod presją kryzysu strefy euro skupiają całą uwagę na ratowaniu wspólnej waluty oraz na reformach w samej Unii. Sytuacja ta skłoniła ambasadora Ukrainy w Moskwie Wołodymyra Jelczenkę do oświadczenia, że jeśli kryzys w Unii Europejskiej trwać będzie dalej, to Ukraina może wejść do Unii Celnej tworzonej przez Rosję, Białoruś i Kazachstan.

Interesy gospodarcze, a więc i polityczne, Unii Europejskiej w Europie Wschodniej ukierunkowane są przed wszystkim na Rosję, a znaczenie Ukrainy w oczach Europy maleje. Zwraca na to uwagę Cornelius Ochmann, analityk niemieckiej Fundacji Bertelsmanna. Przypomina on m.in., że w przypadku Niemiec handel z Rosją jest dziesięciokrotnie większy niż handel z Ukrainą, a niemieccy eksporterzy zainteresowani są przede wszystkim dużymi rynkami zbytu. Wśród wiele argumentów przeważających na korzyść handlu z Rosją wskazuje on na koszty jakie Ukraina poniosła w związku z Euro 2012. Do spadku znaczenia Ukrainy przyczyni się decyzja w sprawie budowy omijającego Ukrainę gazociągu południowego (South Stream). Ukraina nie jest w stanie sama opłacić remontu mających już ponad 40 lat systemów gazociągowych (koszt 10 miliardów euro). Potrzebne byłyby na to gwarancje Moskwy i Brukseli. W przypadku gazu interes Unii i Rosji jest zbieżny: obydwu stronom zależy na bezproblemowych dostawach gazu, zwłaszcza zimą. Zdaniem Ochmanna, w Niemczech przeważa opinia, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą byłoby politycznym prezentem dla Wiktora Janukowycza. Zresztą proces ratyfikacji przez Parlament Europejski oraz wszystkie parlamenty państw członkowskich Unii trwać może kilka lat i może być zawsze przedłużany. Kompromisowym rozwiązaniem, które mogłoby uzyskać akceptacje elit politycznych i gospodarczych Unii, mogłaby być oferta podpisania i natychmiastowego wejścia w życie tylko umowy handlowej. Oznaczało by to, że UE decyduje się na pozostanie na Wschodzie ważnym graczem, realizującym tam własne interesy. Stanowisko niemieckich elit politycznych jest często w UE kluczowe i dominuje w tym przypadku interes gospodarczy – handel z Rosją. Równocześnie, zauważa jednak Ochmann, interesy Ukrainy przesuwają się ciągle w kierunku Unii Europejskiej i jakkolwiek Ukraina podpisała już z Rosją umowę o strefie wolnego handlu, to broni się przed naciskiem w sprawie przystąpienia do Unii Euroazjatyckiej.(Cornelius Ochmann, Janukowycz traci atuty, Nowa Europa Wschodnia, listopad-grudzień 2012).

Jeszcze przed wyborami na Ukrainie spotkać się można było z komentarzami, że mimo pozorów, Janukowycz nie jest skłonny-lub nie jest w stanie–zrealizować jednego z kluczowych żądań Kremla żeby przystąpić do unii celnej pod przewodnictwem Moskwy, która jednoczy Rosję, Białoruś i Kazachstan. Na spotkaniu z Putinem w Jałcie w lipcu 2012 r. Janukowycz nie udzielił w tej sprawie wiążącej odpowiedzi. Stosunki ukraińsko-rosyjskie nie są więc przy Janukowyczu tak bliskie jakby się niektórym wydawało. Nie uczynił tego również podczas późniejszej (bezpośrednio przed wyborami) wizyty w Moskwie. Proponowana przez Rosję unia celna jest właściwie dla państw poradzieckich alternatywą wobec Unii Europejskiej. Janukowycz i wielu popierających go oligarchów nie chcą zamknąć całkowicie drzwi dla dalszej integracji z UE. Wielu oligarchów boi się zdominowania przez rosyjskie interesy handlowe i politycznie. Główną marchewką i kijem, w dyspozycji Moskwy są ceny gazu ziemnego. Moskwa tolerowała do pewnego czasu powiązania państw poradzieckich z UE, nalegając jedynie, by nie przystępowały do NATO. To się zmieniło wraz z unijną inicjatywą Partnerstwa Wschodniego w 2009 roku. Rosja uznała to za zachodnią próbę wejścia na teren, który Rosja uważa za swoją strefę wpływów (Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Gruzja, Mołdawia i Ukraina). Robert Coalson z Radia Wolna Europa i Radia Swoboda uważa, że ukraińscy oligarchowie są już bardzo ściśle związani ekonomicznie z Zachodem. Z drugiej strony jednak Rosja pragnie zdominować Ukrainę politycznie i ekonomicznie. Rosyjska polityka zorientowana jest na odbudowę imperium. Niezależnie od wymiaru ideologicznego, są też pragmatyczne interesy; rosyjski kapitał, który dzierży władzę i szuka nowych rynków. (Robert Coalson, October 22, 2012, Radio Free Europe, Radio Liberty, Internet)

Na ogół opinie są zgodne co do tego, że wyniki wyborów na Ukrainie nie będą miały decydującego wpływu na kurs Ukrainy, która pozostanie między Rosją a Zachodem. Oligarchowie ukraińscy są przekonani, że będą w stanie rozwijać interesy z Europą, nie będąc w Europie. Unia Europejska natomiast, przed wyborami, wydawała się nie być przygotowana na taki rozwój sytuacji, w którym wybory do parlamentu są nie w pełni demokratyczne, a protesty wyborcze mogą posłużyć za pretekst do nie podpisywania umowy stowarzyszeniowej. Jednak UE powoli wydaje się dochodzić do wniosku, że byłby to błąd, gdyż tylko podpisanie tej umowy spowodować może przyjęcie przez ten kraj standardów europejskich. Stowarzyszenie to nie prezent dla Janukowycza, lecz instrument wprowadzanie na Ukrainie zmian. Potrzebujemy Ukrainy proeuropejskiej. Na Ukrainie nie mamy większego wyboru. Większość polskich komentatorów ukraińskiej sceny politycznej uważa, że powinniśmy wystąpić do naszych unijnych partnerów o podpisanie, a potem ratyfikowanie umowy stowarzyszeniowej, która zwiąże Ukrainę z Unią, co uniemożliwi jej zawarcie Unii Celnej z Moskwą. Polska powinna liczyć przynajmniej na to, że będzie można wdrożyć choć część umowy stowarzyszeniowej dotyczącej pogłębionej strefy wolnego handlu, na co teoretycznie pozwala prawo unijne, bez ratyfikacji umowy w parlamentach 27 krajów UE i w Parlamencie Europejskim. Kluczowe znaczenie może mieć w tym przypadku stanowisko Niemiec i Francji, którym Ukraińcy zarzucają, że aby uniknąć konfrontacji z Rosją utrudnia się Kijowowi starania o integrację z Zachodem, niezależnie od tego czy Tymoszenko siedzi w więzieniu czy nie. Należy się spodziewać, że Janukowycz po wygranych wyborach parlamentarnych, które są także próbą sił przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku, będzie nadal balansował między Rosją a Unią. Innego wyjścia wydaje się nie mieć skoro Zachód (UE, Stany) z jednej strony, a Rosja z drugiej próbują go “uwieść”, a równocześnie wszyscy go atakują. Ataki te ze strony Zachodu będą raczej słabły. Już po wyborach na Ukrainie, premier Donald Tusk na wspólnej w Berlinie konferencji prasowej z kanclerz Angelą Merkel wyraził nadzieję, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą będzie możliwe w listopadzie 2013 r. na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. W podobnym duchu wypowiedzieli się ministrowie spraw zagranicznych obydwu państw. Premier Tusk zadeklarował też, że Polska działać będzie na rzecz europejskiej drogi Ukrainy. Podkreślił, że wraz z kanclerz Niemiec mają wspólny pogląd na temat standardów demokracji na Ukrainie. “To nie jest pogląd entuzjastyczny, to jest pogląd realistyczny. Oboje uznaliśmy, że potrzebna jest także cierpliwość w relacjach z Ukrainą i zrozumienie geopolitycznej sytuacji Ukrainy”. (Tusk: podpisanie umowy UE z Ukrainą możliwe za rok, PAP, 14.11.2012) Należy sobie życzyć, aby Polska po wyborach na Ukrainie miała nadal w tym kraju przyjaznego sąsiada, z którym kontynuować będzie współpracę gospodarczą i czcić pamięć ofiar stalinizmu, tak jak było to przy udziale Janukowycza w Bykowni 21 września 2012 roku oraz-z myślą o przyszłości-wyjaśniać inne tragiczne karty naszej wspólnej historii. Dlatego nie wolno po wyborach dopuścić do wstrzymania politycznych kontaktów z nowymi (starymi) władzami na Ukrainie. Polska nie może pozwolić na to, by Zachód uczynił z Janukowycza nowego Łukaszenkę.

6. Dwa słowa o Litwie

Natomiast na Litwie polska mniejszość przyczynić się może obecnie do poprawy relacji polsko-litewskich. Michał Kowalczyk w cytowanym przez mnie wcześniej numerze “myśl.pl”, w artykule pt. “O potrzebie zmiany polityki wobec Republiki Litewskiej”, wysuwa postulat pod adresem polskich władz, by w stosunkach z Litwą na plan pierwszy wysunęły sprawę naszej mniejszości. Uważa, że postawy antypolskie są tak głęboko zakorzenione w litewskiej tożsamości narodowej, że jakikolwiek dialog polsko-litewski jest niemożliwy. Jest przekonany, że Litwini przyjmują argumenty wyłącznie z pozycji siły. Proponuje on wprowadzenie wobec Litwy ze strony polskiej gospodarczych sankcji. (Głosy w dyskusji zamieszczone w “myśl.pl”, numer 24(3/2012) (Jestem zdania, że taka polityka wobec Litwy byłaby z gruntu błędna i przeciwskuteczna. I mam krańcowo inne obawy. Otóż tak jak-obiektywnie rzecz biorąc-polityka Polski w okresie międzywojennym wobec Litwy (a także propaganda oraz polityka hitlerowska i radziecka) zrodziła wśród części Litwinów zapiekły antypolski nacjonalizm, tak obecna polityka Litwy wobec polskiej mniejszości-jeśli nie ulegnie zmianie-spowoduje podobne skutki. Tym razem wśród polskiej mniejszości na Litwie. Nie przyniesie to korzyści ani Litwie, ani Polsce i prowadzi donikąd. W przeszłości taka wzajemna niechęć, a nawet nienawiść, umożliwiała państwom trzecim rozgrywanie jednego narodu przeciwko drugiemu. Oby historia się nie powtórzyła! Tę spiralę nienawiści trzeba wreszcie skończyć! Przede wszystkim zachować cierpliwość przy rozwiązywaniu problemów. (M.P.). Przed wyborami parlamentarnymi na Litwie, które odbyły się w 2 turach: 14 i 28.10.2012, polski minister spraw zagranicznych wyraził nadzieję, że przyniosą one jakościową zmianę w stosunkach polsko-litewskich. Okazało się, że miał rację. Poprawa stosunków między naszymi państwami będzie możliwa dzięki dojściu na Litwie do władzy ugrupowań lewicowych oraz partii reprezentującej mniejszość polską. Trochę to dziwne, ale nawet polska prawica ma dlatego powody, aby się cieszyć ze zwycięstwa lewicy na Litwie. Czy dla naszych polityków, publicystów i historyków jest to wydarzenie warte głębszych przemyśleń i przewartościowań? Wśród Litwinów mamy na szczęście wielu znaczących przyjaciół. Tomas Veclova, znany litewski pisarz uważa, że polityka historyczna Polski, jak i Litwy powinna być mądrzej prowadzona. W podręcznikach o spornych sprawach pisze się w obydwu krajach obecnie tak, jak mówiło się w okresie międzywojnia. Na Litwie przedstawia się historię mniej więcej tak: “Polska zdradziecko okupowała Wileńszczyznę w 1920 roku, zajęcie przez Polaków Wilna było ciosem w plecy małej, dopiero co rodzącej się Litwy. Na szczęście Wilno wróciło do macierzy”. Venclova stara się opisywać historię, posługując się bardziej wyważonymi słowami i radzi używać mniej konfrontacyjnego języka. (Grzegorz Nurek, Żywila wiecznie żywa, rozmowa z Tomasem Venclovą, Nowa Europa Wschodnia, listopad-grudzień 20212) I na pewno ma rację.

7. Nie rezygnować z korzyści handlowych!

W polityce polskiej wobec wschodnich sąsiadów nie możemy oczywiście zapominać o ludobójstwie na Wołyniu czy na Wileńszczyźnie w imię jak najlepszego ułożenia stosunków z Ukraińcami i Litwinami. Powinniśmy dbać o naszych rodaków na Ukrainie, Białorusi i Litwie, ale nie możemy próbować narzucać Ukraińcom, Białorusinom i Litwinom naszego sposobu myślenia i naszego odczuwania historii. Wszelkie próby zastosowania argumentów “z pozycji siły” naraziły by nas na śmieszność. Ich zastosowanie prowadzić mogłoby do zapoczątkowania w regionie procesów przypominających “bałkanizację”. Nie jest tak, że na arenie międzynarodowej są tylko Polacy i nasi wschodni sąsiedzi. Nie ma państwa na świecie, które poparłoby nas w takiej quasi mocarstwowej polityce. Nie możemy np. szantażować sąsiadów faktem (co sugeruje jeden z autorów na łamach “myśl.pl), że przez Polskę biegną główne trasy transportu na zachód Europy, ani groźbą zerwania stosunków handlowych i gospodarczych. Współpraca gospodarcza jest zresztą bardzo ważnym czynnikiem integracyjnym w regionie, na czym powinno nam zależeć. Szczególnie w dobie globalnego kryzysu nie można o tym zapominać. Państwa, które w tej współpracy uczestniczą, korzystają na niej. To stwierdzenia niezwykle banalne, ale banałem już nie jest fakt, że Polska zajmuje na Litwie 1. (lub 2. za Szwecją) miejsce wśród inwestorów zagranicznych, przy wartości naszych inwestycji w 2010 roku – 1 614 mln EUR. Polska jest 3., po Rosji i Niemcach eksporterem na Litwę, a w eksporcie Litwy zajmuje 4. miejsce. Obroty handlowe Polski z państwami bałtyckim stale rosną. Rośnie też nasz eksport. Tylko z Litwą obroty w roku 2011 wyniosły 2 974,7 mln EUR. Z każdym z 3 krajów bałtyckich mamy dodatnie saldo handlowe. Z Białorusią natomiast nasze obroty osiągnęły w roku 2011 - 3 217, 3 mln USD i dotąd stale rosły. Z tym krajem także mamy od lat dodatni bilans handlowy. Dopiero w roku 2012, ze znanych powodów, nastąpił spadek naszego eksportu. Z Ukrainą w roku 2011 nasze obroty to 7 475,7 mln USD. Polskie inwestycje na Ukrainie to może niewielka stosunkowo liczba, bo tylko 875,5 mln USD, ale inwestycje ukraińskie w Polsce (według nieoficjalnych danych) to już 1,5 mld USD. Także z Ukrainą mamy od dawna saldo dodatnie. Jeżeli chodzi o wymianę gospodarczą z Rosją, “wiadomości” są dobre i złe. W latach 2000-2011 nastąpił 10. krotny wzrost polskiego eksportu do tego kraju ( z 0,86 mld USD w 2000 r. do 8,5 mld USD w roku 2011.), przy czym w eksporcie do Rosji coraz większą rolę odgrywają towary wysoko przetworzone. Rosja jest głównym odbiorcą polskiej żywności eksportowanej do krajów pozaunijnych. Łączne obroty stale rosną ( w roku 2011 wyniosły 34, 070 mld USD), ale-niestety- z roku na rok rośnie także nasze ujemne saldo. Zarówno polskie inwestycje w Rosji (704 mln USD w r. 2011), jak szczególnie rosyjskie w Polsce (63 mln USD w 2011 r.) nie są zbyt imponujące. Rośnie natomiast znaczenie Rosji w polskim eksporcie (w roku 2011 – 6. miejsce, a w r. 2010 – miejsce 7.). Polska zajmuje 5. pozycję pod względem wartości eksportu do Rosji po RFN, Francji, Włochach i Wielkiej Brytanii. Rośnie niestety polski udział w imporcie z Rosji (gaz). W roku 2009 zajmowaliśmy w imporcie z Rosji 3. miejsce, ale w roku 2011 już 2. (Wszystkie dane statystyczne zaczerpnięte z portalu Ministerstwa Gospodarki) Przy okazji należy podkreślić i uświadomić sobie po raz kolejny fakt zależności od rosyjskich surowców całej niemal Europy, w tym Polski, Białorusi, Ukrainy i państw bałtyckich. (Stąd istotne znaczenie miałby gaz nie tylko z polskich łupków, ale też z polskich konwencjonalnych złóż gazu. Nie tylko dla Polski, ale i dla całego regionu). W kontekście źródeł energii warto zwrócić uwagę na coraz ściślejszą współpracę międzynarodowych, przed wszystkim amerykańskich, koncernów naftowych z koncernami rosyjskimi. Najpierw była umowa amerykańskiej firmy ConocoPhillips z rosyjskim Łukoilem, następnie amerykańskiej Exxon Mobile z Rosnieftem. Później Rosnieftu z norweskim Statoilem i włoskim ENI. Ostatnio Rosnieft dobił w Londynie targu z brytyjskim BP i grupą rosyjskich oligarchów z konsorcjum AAR w sprawie przejęcia rosyjskiej kampanii naftowej TNK-BP, trzeciego producenta ropy w Rosji W ten sposób Rosnieft zostanie największym publicznym koncernem naftowym świata pod względem posiadanych zasobów ropy naftowej i jej wydobycia. Ta ostatnia transakcja wywoła prawdopodobnie wstrząs w branży naftowej w świecie i w geopolityce. (Andrzej Kublik, Triumf Putina - Rosnieft liderem światowej branży naftowej, Gazeta Wyborcza,.pl, 23.10.2012) Współpraca rosyjskiego kapitału z kapitałem zachodnim to jednak zależność obustronna. W Europie trwają unijno-rosyjskie “gry gazowe”, w których Gazpromowi Komisja Europejska zarzuca nadużywanie pozycji dominującej na unijnym rynku. Cena gazu spada, bo ma miejsce spadek popytu i nadpodaż gazu w Europie. Tym niemniej Unia Europejska nadal zależeć będzie od rosyjskiego gazu. Uruchamiane i budowane są kolejne nitki gazociągu Nord Stream, rusza budowa omijającego Europę Środkową gazociągu South Stream. Wzrasta rosyjsko-unijna współzależność gazowa, co wcale nie musi oznaczać, że traci lub zyskuje na tym Rosja lub Unia Europejska. Ewidentnie natomiast traci Ukraina; w transporcie gazu na Zachód jest coraz bardziej omijana.

8. W polityce nie lekceważyć stereotypów!

W stosunkach między narodami nie należy lekceważyć znaczenia stereotypów, które polityce zagranicznej odgrywają niepoślednią rolę. Pamiętamy, że przed II wojną światową spośród sąsiadów “kochali” nas tylko Węgrzy, co w okresie próby wojennej nie przyniosło nam zbyt wielu korzyści. W stosunkach z naszymi sąsiadami dużo zależy od tego czy to my, Polacy damy się lubić. Z tym jest obecnie coraz lepiej. Relacje międzyludzkie z Niemcami są coraz lepsze. Olbrzymim osiągnięciem ostatniego 20. lecia jest to, że Polacy polubili Czechów. To pierwszy krok do polubienia nas przez Czechów. Wzajemnie lubią się od dawna Polacy i Słowacy oraz Polacy i Węgrzy. (Natomiast Słowacy i Węgrzy mają tu nieco do odrobienia). W międzyludzkich relacjach polsko-ukraińskich jest coraz lepiej. To prawda, że Zachodnia Ukraina była siedliskiem skrajnego nacjonalizm, trzeba tu zauważyć, że zarówno antypolskiego, jak i antyrosyjskiego. Wschód Ukrainy natomiast jest prorosyjski, ale też Polsce raczej przyjazny i może właśnie ta przyjaźń przeważy w całej Ukrainie na korzyść Polski. Zresztą na Zachodniej Ukrainie oraz w diasporze ukraińskiej na Zachodzie (np. w Kanadzie) następują zmiany generacyjne i z tym należy wiązać pewne nadzieje. Między młodymi pokoleniami Polski i Ukrainy trwa proces zbliżenia. Młodzi ludzie pamiętać chcą o przeszłości, ale interesuje ich także teraźniejszość, a przede wszystkim przyszłość. Tkanki tej nowej (odnowionej) przyjaźni polsko-ukraińskiej są bardzo delikatne i mogą zostać bardzo łatwo naruszone. Wymierające już polskie pokolenie przypomina nie tylko zbrodnie, ale i wcześniejsze czasy, kiedy to Polacy i Ukraińcy zapraszali się wzajemnie na święta polskie i ukraińskie...Stosunki między Polakami a Białorusinami, obok nielicznych negatywnych przykładów, nigdy nie były złe. Wzajemnego przyjaznego nastawienia obu narodów, polskiego i białoruskiego, nie zmienią przejściowo przecież nieukładające się stosunki międzypaństwowe. Litwa z kolei to przypadek szczególny, małego narodu, który obawia się panicznie o utratę własnej tożsamości, trzeba to zrozumieć i uszanować, nie zapominając przy tym o zamieszkałych na Litwie Polakach. Przypomnieć warto, że odrodzeniu narodowemu Litwy sprzyjali także Polacy, tacy jak choćby Józef Ignacy Kraszewski czy Eliza Orzeszkowa. Podobne, liczne przykłady wsparcia ze strony Polaków dla ruchów narodowych, w tym samym czasie (koniec XIX i początek XX stulecia), znaleźć można na Białorusi i na Ukrainie. Należy to eksponować, bo nie było błędem, gdyż wsparcie to wymierzone było przeciwko carskiej Rosji, która głównie przyczyniła się do upadku polskiej państwowości i czyniła wszystko by do odrodzenia naszej państwowości nie dopuścić. Do obudzenia świadomości narodowej tych trzech i niektórych innych narodów w regionie przyczynili się także Niemcy, którzy w obliczu przegranej I wojny światowej, wycofując się ze wschodu, powoływali na tych ziemiach kolejne, antyrosyjskie narodowe rządy. (Stąd odczuwalne do dziś atuty Niemiec na tym obszarze, nie dostrzegane na ogół przez naszych publicystów). Zarówno dawna historiografia i propaganda niemiecka, jak i rosyjska czy radziecka przedstawiały I Rzeczpospolitą, Polskę i Polaków wśród tych narodów w możliwie najgorszym świetle. Prostowanie nieprzychylnej Polsce interpretacji dziejów zabierze sporo czasu i z tym należy się liczyć. I Rzeczpospolita to już historia, ale nie można odmówić sobie refleksji, że państwo polsko-litewskie uległo dwóm cywilizacyjnie zapóźnionym wówczas państwom: Rosji i Prusom. Przypomnieć trzeba i to, że język białoruski i ukraiński ostały się tam, gdzie niegdyś sięgała I Rzeczpospolita. A bez I Rzeczpospolitej i katolicyzmu przyniesionego przez Polaków, Litwinów spotkał by los wymordowanych lub zgermanizowanych Prusów, albo też-w wersji łagodnej-stali by się prawosławnymi (i bardzo sympatycznymi skądinąd) Białorusinami, tak jak wcześniej wielu z ich pobratymców, porzucając pogaństwo i przechodząc na prawosławie. Wszak w państwie litewskim, w pewnym okresie, białoruski był językiem urzędowym. Wniosek z powyższego jest taki, że obok gospodarki i wymiany handlowej, ważną rolę w naprawie wizerunku i pozycji Polski u naszych wschodnich sąsiadów oraz w kreowaniu naszej wobec nich polityki, ma edukacja; do Polski na studia powinniśmy, jeszcze bardziej niż dotąd, zapraszać młodych Białorusinów, Ukraińców, Litwinów oraz Mołdawian (nie tylko Polaków w tych krajach zamieszkałych. I dlaczego nie zapraszać Rosjan?), na wszystkie możliwe kierunki. W sytuacji polskiego niżu demograficznego, miejsca na studiach w Polsce na pewno się znajdą, a może niektórzy z tych studentów po ukończeniu studiów pozostaną w Polsce? W ramach Grupy Wyszehradzkiej, jako zbiorowego lidera Europy Środkowowschodniej, obok Polski, Słowacji i Węgier, pozytywną rolę odgrywać na omawianym obszarze będzie zapewne nadal Republika Czeska. W naszej polityce wobec Wschodu należy uwzględniać zarówno polskie interesy, jak i interesy innych środkowoeuropejskich narodów, z którymi tę politykę należy koordynować. Nie jest tajemnicą, że poglądy Czechów, a szczególnie Słowaków odnośnie Ukrainy i Rosji różnią się często od polskich. Dla dobra całej Europy, obszar między Unią Europejską a Rosją powinien być maksymalnie stabilny. Polska należy do Unii Europejskiej i dlatego nie powinno dziwić prowadzenie naszej polityki wschodniej także poprzez Brukselę.

9. Uwagi końcowe

a. Nasza krytyka propozycji układania przez Polskę “specjalnych” stosunków z Rosją, kosztem Ukrainy czy Litwy, nie oznacza rezygnacji z bezpośrednich polsko-rosyjskich stosunków. Stosunki te powinny być dobre. Nie jest przy tym konieczna gruntowna rewizja dotychczasowych założeń polskiej polityki wschodniej, ale odejście od niektórych schematów geopolitycznych i przystąpienie do ofensywy w nowej, bardziej elastycznej i zróżnicowanej formule dyplomatycznej. Dobre stosunki z Rosją nie muszą oznaczać groźby kolejnego zniewolenia i uzależnień. Przy definiowaniu interesów środkowoeuropejskich należy wyjść z założenia, że region Europy Środkowowschodniej promuje stosunki z Rosją oparte na współpracy, a nie na konfrontacji. Aby były to stosunki równoprawne i partnerskie, Europa Środkowa musi być możliwie maksymalnie zjednoczona, przy zachowaniu wszystkich więzi z UE, USA i NATO. Polsce groziłoby osamotnienie na arenie międzynarodowej, gdyby w swej polityce zagranicznej nie brała pod uwagę faktu, że w wielu państwach Zachodniej i Środkowej Europy dojrzała już dość dawno myśl o konieczności trwałego włączenia Rosji w mechanizmy współpracy europejskiej. Uwzględniając tylko samą zależność surowcową Europy od rosyjskich dostaw, a przecież nie wyczerpuje to tematu, przesadna antyrosyjskość dla wielu krajów w Europie oznacza ślepotę polityczną. Bo jeśli Rosja stanie się rzeczywistym partnerem zachodnich potęg, a Polska zostanie z tego procesu wyłączona, to jej interesy oraz pozostałych państw środkowoeuropejskich zostaną, podobnie jak to miało miejsce podczas i po II wojnie światowej, “złożone na ołtarzu wielkomocarstwowych stosunków”. Konieczna jest zatem w miarę dobra “gra na kilku fortepianach” i taką grę dostrzec można w polskiej polityce zagranicznej. W tej grze pamiętać należy, że wśród naszych sąsiadów, z wyjątkiem Zachodniej Ukrainy i 3 krajów bałtyckich (gdzie istnieje zresztą silna mniejszość rosyjska!), nastrojów antyrosyjskich brak. Nie ma ich poza tym wiele w pozostałych krajach Europy Środkowej. Silna Polska, w silnej i współpracującej ze sobą Europie Środkowej, to państwo posiadające dobre stosunki z wszystkimi sąsiadami

b. Całkowite wyrwanie się Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów jest w najbliższym czasie mało prawdopodobne. Rosyjski profesor historii i polityk Aleksandr Jakowlew przed swą śmiercią 2005 roku pozostawił po sobie ważny testament polityczny. Odnośnie Ukrainy napisał w nim: “Nie wiem, o co chodzi naszemu prezydentowi (chodzi o Putina, M.P.), ale wiem, że zachowanie strony ukraińskiej jest w pełni normalne i rozsądne. Ukraińcy chcą być samodzielni, jednocześnie zachowując dobre stosunki z Rosją, Polską, Niemcami oraz innymi partnerami. To jest w porządku. Dlaczego Moskwa bez przerwy pretenduje do jakiejś szczególnej roli? Dlaczego uważa, że ma do wypełnienia wyjątkową misję w stosunku do Ukrainy?”(Aleksandr Jakowlew, Do przyjaciół Polaków, Fakt Tygodnik Idei Europa, Nr 45 (84), 9 listopada 2005) Rzecz w tym, że Rosja pragnie odzyskać swój stan posiadania w Europie Środkowowschodniej. Dmitryj Bykow, rosyjski pisarz i dziennikarz, jest przekonany, że w ciągu kilku lat podpisany zostanie dokument, który odnowi formalną jedność Moskwy, Mińska i Kijowa. (Grzegorz Przebinda i Aleksander Wawrzyńczak, Rosjanin na rowerze, rozmowa z Dmitrijem Bykowem, Nowa Europa Wschodnia, wrzesień-październik 2012) Wszystko to jednak nie jest jednoznaczne. Rosja podejmuje próbę integracji euroazjatyckiej obszaru poradzieckiego nie tylko w odpowiedzi na program Partnerstwa Wschodniego, który wkracza rzekomo na obszar będący, jej zdaniem, tradycyjnie sferą jej wpływów. Proces integracyjny ma prowadzić do powstania w 2015 roku Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, u której podstaw leży Unia Celna (UC). Istotnym celem projektu jest także przeciwstawienie się ekspansji chińskiej na obszarze poradzieckim. Ekspansja chińska jest widoczna przede wszystkim w Azji Centralnej, gdzie pod względem obrotów handlowych i poziomu inwestycji Chiny wyprzedzają Rosję. Widoczne, choć mniej intensywne, jest zaangażowanie Chin w Mołdawii, na Ukrainie i Białorusi. Pekin traktuje te kraje jako przyczółek do dalszej ekspansji zarówno w Unii Europejskiej, jak i w rosyjskiej unii celnej. Dla tych państw z kolei, współpraca gospodarcza z Chinami oznacza wzmocnienie własnych pozycji w relacjach z Moskwą, a Pekin może liczyć na przychylność władz mołdawskich, ukraińskich i białoruskich dla swego zaangażowania. W obawie zarówno przed Unią Europejską, jak i przed Chinami, Rosji zależy na jak najszybszym i najtrwalszym pogłębieniu zależności z obszarem poradzieckim. Nie do końca jednak będzie to możliwe. Państwa tego obszaru starają się ograniczyć swój udział w rosyjskim projekcie. W przypadku Ukrainy, rosyjskie argumenty są na tyle silne, że Moskwie uda się prawdopodobnie wymusić na Kijowie akcesję do integracji. Janukowycz jednak stara się opóźnić ten proces, pozostawić Ukrainę na możliwie najniższym poziomie integracji i podpisać umowę z każdym uczestnikiem rosyjskiej unii celnej oddzielnie. Zdaniem Agaty Wierzbowskiej-Miazgi, Ukraina będzie prawdopodobnie zabiegać, by przed wstąpieniem do struktury euroazjatyckiej doprowadzić do ratyfikacji zawieszonej umowy o strefie wolnego handlu z Unią Europejską. Wówczas zasady ewentualnej akcesji do UC czy istniejącej od 1 stycznia 2012 roku Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej musiałyby uwzględniać te obowiązujące Ukrainę w relacjach z UE, a tym samym nie ograniczały możliwości korzystania z dogodnych warunków handlowych z Europą. (Agata Wierzbowska-Miazga, Przyjaźń mimo woli, Nowa Europa Wschodnia, listopad-grudzień 2012)

Wydaje się, że zarówno sytuacja powyborcza na Ukrainie, jak i sytuacja w Europie, sprzyja kontynuacji polityki prezydenta Janukowycza, która polega na utrzymywaniu ścisłych związków z Rosją (szczególnie gospodarczych), przy równoczesnym zacieśnianiu korzystnych relacji z Unią Europejską i Zachodem. Jednak taka polityka ma szanse realizacji tylko przy założeniu, że stosunki Unii Europejskiej i całego Zachodu z Rosją będą w przyszłości wyjątkowo “bezkolizyjne”, co z uwagi na aktualne cele polityki zagranicznej Rosji w tym regionie jest mało prawdopodobne. Taka polityka ukraińska zakłada przy tym na dłuższą metę rzecz nieprawdopodobną i oznacza nie liczenie się z realiami; Ukraina nie jest mocarstwem i partnerem równorzędnym ani dla Unii Europejskiej, ani dla Rosji. Zarówno Unia, jak i Rosja istnieć mogą bez Ukrainy, a Ukraina bez jednego z tych dwóch państw, nie. Prędzej czy później Ukraina będzie musiała zdecydować czy zwiąże się z Unią i Zachodem, czy z Rosją. Rozstrzygający będzie tu zapewne kierunek rozwoju sytuacji politycznej na samej Ukrainie, a ten do końca nie jest możliwy do przewidzenia. Do przewidzenia natomiast są kłopoty gospodarcze Ukrainy. Nie bez znaczenia mieć będzie dalszy rozwój wydarzeń w Rosji, w Europie i w ogóle, w ogarniętym kryzysie, świecie. W każdym razie, oczekiwania na Zachodzie, że na Ukrainie nastąpią w roku 2012 jakieś zasadnicze zmiany oparte były na błędnych i powierzchownych analizach. Analizy te nie uwzględniały wielu elementów, wykazując przy tym lekceważenie geopolitycznej sytuacji Ukrainy. Typowe “wishful thinking” - myślenie życzeniowe.

 

Warszawa, Styczeń 2013