W majowe święto w SLD po staremu?

Leszek Miller został szefem SLD. Nie nasza to sprawa, choć nie do końca. Pozaparlamentarna partia lewicowa winna wiedzieć, z kim przyjdzie jej współpracować w ramach porozumienia lewicy. Stary nowy przewodniczący nie wróży dobrze ani formacji, ani lewicy w ogóle. Leszek Miller przez ostatnie lata odnosił same sukcesy. Przygoda z A. Lepperem, własna partia,wyjście za struktur SLD. To znane sprawy i sprawki. Z innych zasług, którymi legitymuje się pan Miler to np. sprowadzenie truchła zdrajcy Kuklińskiego do Polski. Ten świetny manewr, spowodował że całe ludowe wojsko polskie nie zagłosowało na lewicę. A największym sukcesem było spowodowanie spadku poparcia dla SLD z 40% do stanu z którego SLD chyba już się nie podniesie.

Bardzo kolorowa biografia, której właściciel ogłasza zdumionej partii, że jest zwolennikiem wolnego rynku... Ale jak dumna to figura, to żal patrzeć jak przywódca SLD odrzuca wyciągniętą rękę z propozycją współpracy z lewicowym Ruchem Palikota. W ogóle dziwi taki wybór zgranej figury, ale vox populi vox Dei. Są jednak w świecie jakieś powody, dla których politycy mają ograniczone możliwości pełnienia ważnych funkcji.

Mówią że nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, tymczasem miałkie hasełka i nadęte oświadczenia zdecydowanie kolidowały z podniosłą atmosferą święta majowego, w którym uczestniczyła zdumiewająca ilość młodzieży. Tłum był tak gęsty, że aż zamilkły wszystkie media ograniczając się do stwierdzenia, że w Warszawie odbyły się pochody pierwszomajowe, eksponując głównie przemarsz anarchistów. Pytanie - czy to piknik majówkowy i pogoda ściągnęły takie tłumy, czy chęć zamanifestowania poparcia dla nowego przywódcy partii. Ta zagadka rozwiąże się jak sądzę w najbliższych dniach, gdyż nowe władze SLD będą musiały zmierzyć się z dynamicznymi działaniami Ruchu Palikota, który odgryzł kawał tortu tradycyjnie należącego do lewicy.

Zresztą lewica straciła dużo czasu i szans w trakcie nieudanych roszad personalnych, a które nie powodowały istotnych zmian ani ideowych, ani gospodarczych w deklarowanych hasłach. Z roszad tych wyzierała jedynie chęć istnienia za wszelką cenę. Bardzo przepraszam, ale ludzie, którzy biorą się za kierowanie partią, oprócz wiedzy teoretycznej muszą mieć charyzmę. SLD ma ten kłopot taki, że albo ma ludzi z charyzmą, ale bez stosownego wykształcenia, albo ludzi z jakimś wykształceniem (niekoniecznie oczekiwanym), ale za to bez tego daru bożego – czyli charyzmy. Brak oczekiwanych koincydencji nie byłby tak znaczący, gdyby reprezentanci obu tych skrzydeł mieli w sobie tyle siły, pokory i dystansu do siebie, żeby powiedzieć: nie wiem jak to zrobić! Chyba jednak do takiej konstatacji trzeba dorosnąć.

Tymczasem nasi niewiedzący nie oczekują pomocy od tych, którzy powinni taką wiedzę mieć tylko do współpracy zapraszają jeszcze mniej wiedzących, bo przecież nie honor jest nie wiedzieć. Albo zapraszają akademicką profesurę, którą nie są w stanie pojąć, bo w ich otoczeniu nie ma nikogo, kto przełożyłby na język zrozumiały siłą rzeczy specjalistyczną terminologię, jaką zwykli posługiwać się wielcy znawcy przedmiotu. Wszak oni na co dzień mówią do studentów wyposażonych już w odpowiednią wiedzę, ergo są przystosowani do odbioru przekazywanej specjalistycznej wiedzy.

Tak! To na pewno jest pewien dyskomfort, ale jak się raz dowiesz nigdy już nie będziesz się wstydził. Tak twierdził mój profesor matematyki. To taki nauczyciel akademicki, gdzie na Jego wykładach studenci zajmowali wszystkie możliwe wolne miejsca, a to podłogę między rzędami ławek, a to parapety. Wszyscy umieli matematykę, nikt z niej nie uciekał i dziś nie musimy się wstydzić. Jest zatem pytanie: czy będziemy świadkami oczekiwanej metamorfozy kierownictwa SLD, czy dalej będziemy się zachwycali bonmotami pana Millera, choć inteligentnymi to nie niosącymi żadnych wartości intelektualnych. A może się mylimy? Z całego serca chcielibyśmy być w błędzie.

Adam Zbigniew Gusiew