Maksymilian Podstawski

Unia Europejska – czas na “federację federacji?”

 

Jak wiemy z greckiego mitu, Europa była córką Agenora, fenickiego króla dwóch miast: Sydonu i Tyru. Zeus zachwycony jej urodą użył podstępu i pod postacią pięknego byka o złotych rogach porwał Europę do groty na Krecie. Poprzez ten mit o pięknej dziewczynie, słowo “Europa” przyswojone zostało przez mieszkańców naszego subkontynentu, wtedy jeszcze nie europejskiego, którzy dzięki Grekom i Rzymianom przeistoczyli się z barbarzyńców w Europejczyków, a subkontynent nazwany został Europą.

 

  1. Bardzo krótka historia idei Europy “federacji federacji”

Pomysłów na sfederalizowaną Europę było w przeszłości wiele. Jednym z nich była propozycja utworzenia federacyjnej Europy, którą przedstawił Pierre-Joseph Proudhon w roku 1863 w dziele “O zasadzie federacyjnej” (Du Principe Fédératif). Odchodząc u schyłku życia od anarchizmu, “doszedł” on do federalizmu; państwo europejskie miało stać się federacją gmin przy zdecentralizowanej władzy, co zmniejszyłoby jej represyjny charakter. Według niego Europa jest zbyt duża na zwyczajną federację, stąd potrzeba utworzenia “federacji federacji”(podkreślenie moje, M.P.). Ten model nie do końca byłby możliwy do zastosowania w Unii Europejskiej, m.in. dlatego, że przewiduje zbytnią decentralizację i nie uwzględnia faktu istnienia dużych i silnych państw członkowskich o jednolitym i scentralizowanym ustroju terytorialnym, które mogą nie mieć zamiaru tworzenia federacji i wchodzenia z nią w skład jeszcze większej federacji. Z kolei tacy wizjonerzy środkowoeuropejscy, jak m.in. książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861), Milan Hodža (1878-1944) czy Jerzy Braun (1901-1975) apelowali do małych narodów Europy by organizowały się w federacje, które ich zdaniem najlepiej chronią przed silniejszymi mocarstwami. Książę Czartoryski w pracy Essai sur la Diplomatie proponował powołanie Ligi Europejskiej stanowiącej związek federacji regionalnych (francuskiej, słowiańskiej, bałkańskiej, niemieckiej i włoskiej) wyposażonej w ponadnarodowe organy. Konfederacja Czechosłowacko-Polska proponowana przez Beneša i Sikorskiego podczas II wojny światowej połączyć się miała z unią jugosłowiańsko-grecką, aby później wejść w skład zjednoczonej Europy, w której byłoby miejsce także dla państw unitarnych. Braun zapowiadał integrację wszystkich państw europejskich (unitarnych i federacyjnych) a pod koniec II wojny światowej pisał: “Istnienie słabszych liczebnie narodów było i będzie nadal pokusą dla mocarstw...do łamania swych zobowiązań i stosowania przemocy...Jedynym wyjściem...jest stworzenie wielkich kompleksów gospodarczych i politycznych przez federacje i unie między mniejszymi narodami. Zrównoważy to ich siłę i szansę bezpieczeństwa z wielkim mocarstwami...Po wojnie winna nastąpić epoka wielkich integracji polityczno-gospodarczych, w wyniku których struktura polityczna świata zredukuje się do kilkunastu kompleksów unijnych, jak np. Unia Brytyjska, Zjednoczone Stany A.P., Unia Radziecka, Unia Europy Środkowej, Unia Południowoamerykańska, Unia Skandynawska, Unia Łacińska. Unia Panarabska etc.” 1/

Unię Europejską tworzyli wizjonerzy, których nazwiska są powszechnie znane. Natomiast nazwiska wizjonerów, którzy chcieli zbudować Federację (Konfederację) w Europie Środkowej trzeba stale przypominać, bo sprawa jest nadal aktualna. Nie wszystkie pomysły wizjonerskie w naszym regionie miały szanse na powodzenie. Do nich należą plany federacyjne Józefa Piłsudskiego, których jedną z zasadniczych wad był wrogi stosunek do Czechosłowacji. Niemniej, nawet te plany, szczególnie w obliczu klęski wrześniowej, przyczyniły się do ukierunkowania myślenia polskich elit politycznych na integrację Europy Środkowej. Wizjonerów środkowoeuropejskich znaleźć można już w XIX stuleciu, i wcześniej, nie tylko w Czechach, Słowacji i w Polsce, ale także na Bałkanach; wśród narodów, które później stworzyły Jugosławię oraz w Bułgarii i w Rumunii. Nie można zapomnieć też wkładu polskich antysanacyjnych partii politycznych w okresie międzywojennym (Front Morges), a wśród nich polskich ludowców i samego Wincentego Witosa. Szczególnie ważny jest dorobek środkowoeuropejskich rządów emigracyjnych w Londynie podczas II wojny światowej oraz istotny wkład, jaki wniosła do niego myśl środkowoeuropejskich ludowców, szczególnie Słowaka Milana Hodžy. Należy pamiętać też o postaci generała Władysława Sikorskiego. Politycy usiłujący doprowadzić do integracji Europy Środkowej w wielu kwestiach różnili się, często w sposób zasadniczy, tak jak np. Hodža i Beneš, ale nie mieli wątpliwości; integracja naszego regionu leży w interesie żyjących tu narodów. Plany te zmierzały do zjednoczenia Europy Środkowej, obszaru między Niemcami, Rosją, Turcją i Włochami. Do polskich zwolenników tak pomyślanej integracji dołączyło wielu byłych piłsudczyków (np. Tytus Filipowicz). Do polskich wizjonerów zaliczyć należy Jerzego Brauna, ostatniego przewodniczącego Rady Jedności Narodowej i w roku 1945 ostatniego delegata rządu emigracyjnego na Kraj. Braun założył pod koniec wojny w Krakowie podziemną organizację “Unia”, której członkiem był Karol Wojtyła (działał w sekcji kulturalnej). Wizjonerstwo Karola Wojtyły, jako papieża Jana Pawła I, wykraczało już poza Europę Środkową wtedy, kiedy mówił o dwóch płucach chrześcijaństwa, zachodnim i wschodnim (mając na myśli m.in. Rosję). Bo pomysł zjednoczenia Europy Środkowej, podczas wojny w obawie przed dwoma wielkimi sąsiadami, mieści się obecnie zarówno w idei obszaru od Vancouver do Władywostoku, gdzie jest miejsce dla Rosji i Ameryki Północnej, jak i w ramach Unii Europejskiej.

2. Teraźniejszość i przyszłość

UE ma bardzo silną pozycję gospodarczą w skali globalnej. Integracja europejska realizowana obecnie w ramach struktur europejskich stanowi efektywny mechanizm kreacji handlu międzynarodowego. Znaczenie polityczne UE w świecie jest jednak nieproporcjonalnie małe w stosunku do jej potencjału ekonomicznego. Procesowi integracji europejskiej od samego początku towarzyszą dylematy i zaznacza się konflikt między potrzebą budowania instytucji wspólnotowych i wspólnej europejskiej tożsamości a partykularnymi interesami i chęcią zachowania suwerenności państw członkowskich. Elity polityczne w państwach członkowskich nie były i nie są zbyt chętne do pozbywania się kompetencji na rzecz ponadnarodowych struktur. Każda sytuacja kryzysowa w jakiej znajdowała się w przeszłości Unia Europejska wymuszała nowe rozwiązania. Niewykluczone, że sytuacja w jakiej znajduje się UE obecnie wymusi rozwiązania w samej Unii, w regionach i poszczególnych państwach narodowych. W wielu przypadkach mogą to się okazać rozwiązania radykalne. Rozważając kwestie pogłębiania integracji Unii, jej spójności oraz federacji na skalę Europy, nie można zapominać, że Unia posiada cechy zarówno organizacji międzynarodowej, jak i państwa. UE ma pewne atrybuty charakterystyczne dla organów państwowych. Posiada możliwość tworzenia prawa obowiązującego jednolicie na całym jej terytorium (rozporządzenia i decyzje). Struktura instytucjonalna Unii przypomina strukturę charakterystyczna dla państw federacyjnych. Parlament Europejski posiada kompetencje kontrolne. Przy czym jedynym organem prawodawczym jest Rada, składająca się z przedstawicieli państw członkowskich. Proces podejmowania decyzji wymaga zgodnego działania wszystkich państw członkowskich.2/ Do prawdziwej federacji UE jeszcze bardzo daleko i prawdopodobnie nigdy nie osiągnie Unia “idealnych” rozwiązań federacyjnych, jakkolwiek znaczenie jej ponadnarodowych instytucji rośnie. Parlament Europejski już od 1979 roku wyłaniany jest w wyborach powszechnych i bezpośrednich, co znacznie zwiększyło jego mandat, a w kolejnych traktatach przyznawany jest mu coraz większy udział w procesach decyzyjnych. Nadal jednak ma znacznie mniejsze uprawnienia niż parlamenty narodowe. Państwa członkowskie bronią koncepcji UE jako organizacji suwerennych państw, z dominującą rolą Rady UE jako głównego organu decyzyjnego. Obecnie Unia Europejska i strefa euro znajdują się w kryzysie. Warto przypomnieć przyczyny obecnych unijnych kłopotów z walutą. W tym celu cofnąć się trzeba do szczytu w Maastricht (17-18.12.1991). Wydaje się, że winni są przede wszystkim Niemcy i Francja, które obecnie tak usilnie zabiegają o unię fiskalną. W tym czasie postępował proces rozpadu Jugosławii. Zanim doszło do szczytu, W. Brytania, Francja i Grecja obiecały Amerykanom, że nie uznają niepodległości Chorwacji i Słowenii. Amerykanie obawiali się słusznie, że secesja tych dwóch jugosłowiańskich republik przyśpieszy rozpad Jugosławii i spowoduje rozlew krwi. Wszystkie trzy państwa swoje słowo złamały, bo poddały się presji Niemiec. Mimo, że niemieccy negocjatorzy na szczycie uważali, że unia monetarna bez unii fiskalnej to szaleństwo, ważniejsza okazała się historyczna niechęć Niemiec do Serbii i federalnej Jugosławii. Rezygnując ze swego powtarzanego wcześniej żądania, aby unii monetarnej towarzyszyła unia fiskalna, Niemcy uzyskały zgodę 11 państw Unii na uznanie niepodległości Chorwacji i Słowenii. Wszystkie państwa Unii uznały niepodległość tych dwóch państw. Coś za coś; Francuzi wytargowali unię monetarną na warunkach, które im odpowiadały – bez unii fiskalnej. Wielka Brytania wytargowała wyłączenie z ustawodawstwa społecznego Unii. Grekom obiecano, że Unia nie uzna niepodległości Macedonii.3/ Obecnie sytuację mamy następującą: Słowenia jest od dawna członkiem Unii, Chorwacja znajdzie się w Unii 1 lipca 2013. Pozostałe państwa byłej Jugosławii (a wśród nich Serbia) znajdą się w Unii prędzej czy później, ale raczej, niestety, później. Podpisując traktat akcesyjny z Chorwacją, przywódcy Unii nie przyznali statusu kraju kandydackiego Serbii, mimo że Belgrad współpracuje z z haskim trybunałem i wydał w tym roku Radko Mladicia i Gorana Hadżica. Decyzję tłumaczono niepokojami na granicy Serbii i Kosowa. Mimo wsparcie dla Serbii ze strony Węgier, Czech i Słowenii, twarde “nie” powiedziały Niemcy. Czarnogóra natomiast nie uzyskała zgody szczytu UE na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych. Tym razem Francja, chcąc w ten sposób zmusić Czarnogórców do reform w sądownictwie i walki z korupcją, zażądała, by decyzje odsunięto na czerwiec 2012 roku.4/

Zbigniew Brzeziński w niedawnym wywiadzie, na pytanie czy Unia Europejska przetrwa, odpowiedział: ”Jestem optymistą. Niemcy i Francja demonstrują coś, czego Europa potrzebowała od początku kryzysu – a mianowicie przywództwo. Nieuzasadnione są obawy, że Niemcy zdominują nową konstrukcję, choć z oczywistych powodów powinni być wrażliwi na uczucia i interesy innych”.5/ Symptomatyczne, że w wywiadzie udzielonym przez Brzezińskiego nie padło pytanie czy przetrwa strefa euro. Stąd nie znamy poglądów profesora na ten temat, zresztą sam wywiad dotyczył Rosji. Możemy sądzić (z tą opinią można się tu i ówdzie spotkać i jest to jeden z kilku możliwych wariantów rozwoju sytuacji), że UE przetrwa nawet wtedy, gdy padnie euro.

Obecny kryzys Unii Europejskiej wykazał, że aby uniknąć jeszcze gorszego kryzysu w przyszłości należy zacieśnić współpracę wewnątrzunijną. Zmiany w Unii powinny zmierzać w kierunku usprawnienia jej funkcjonowania; wzmocnienia znaczenia Komisji Europejskiej, połączenia urzędu szefa Komisji Europejskiej z urzędem przewodniczącego Rady UE, zmiany roli Europejskiego Banku Centralnego, zwiększenie znaczenia Parlamentu Europejskiego. Traktat Lizboński zapewnia prymat prawa unijnego nad prawem poszczególnych członków Unii. Unia posiada już struktury zarządzające. Każde państwo przystępując do Unii scedowało część swej suwerenności na rzecz wspólnoty unijnej. Traktat Lizboński przybliżył Unię do federacji, ale droga do prawdziwej federacji jeszcze daleka. Jeżeli dyskutuje się obecnie o federalizacji, to chodzi o powołanie nowego państwa, supermocarstwa. Dla niektórych małych państw unijnych, przynależność do sfederalizowanej UE oznaczać może niechciany wybór. Zapytać można przy okazji czy w pełni sfederalizowana Europa jest w najbliższej przyszłości w ogóle możliwa. Co np. z miejscami w Radzie Bezpieczeństwa dla Francji i Wielkiej Brytanii? O miejsce w RB starają się także Niemcy. Czy nowa Unia Europejska ma mieć aż 3 miejsca w Radzie Bezpieczeństwa? Czy będzie na to przyzwolenie ze strony innych państw ONZ? A czy w interesie Francji i Wielkiej Brytanii leży pozbycie się miejsc w Radzie na rzecz “jednego” miejsca dla Unii Europejskiej. A może Europa zmierza do takiego kształtu Unii, w której trwałą, wiodącą pozycję będą miały Francja, Niemcy ewentualnie jeszcze Wielka Brytania? I co jest bardzie korzystne dla małych i średnich państw; federacja równoprawnych podmiotów (państw, regionalnych konfederacji/federacji) ze stolicą w Brukseli, czy takie państwo unijne, w którym decydującą rolę odgrywają 2 potężne państwa? Chyba jednak federacja i to z siedzibą w Brukseli jest lepsza. Jest jeszcze wiele innych możliwych rozwiązań w przyszłości. Być może jesteśmy świadkami powstawania w ramach Unii państwa niemiecko-francuskiego - federacji?. Traktat mający powołać unię fiskalną jest wstępem do rozpoczęcia federalizacji pewnej grupy państw europejskich i do zróżnicowania Unii na dwa kręgi, choć bez całkowitego rozpadu UE. Pomysł ściślejszej integracji Niemiec i Francji nie miał bezpośredniego początku w kryzysie wspólnej waluty i pojawił się już kilka lat wcześniej (choć może się okazać, że takie kraje jak Hiszpania i Portugalia, zbyt dumne ze swej niepodległości, nie dołączą do unii fiskalnej). To historyczny wybór Niemiec i Francji, do których dołączyć mogą inne kraje strefy euro. Zdaniem Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa takie kraje sąsiadujące z nami i z Polską współpracujące, ale spoza strefy euro, jak Czechy i Szwecja mogą wejść do unii fiskalnej z zimnego realizmu, i nie będą to decyzje wynikające z kryzysu, lecz czysto polityczne. Polska zadeklarowała gotowość przystąpienia do unii fiskalnej, ale szczegółowe zapisy projektu tej umowy są dla Polski trudne do zaakceptowania. Wydaje się, że problemem jest tu zasada zrównoważonego budżetu, z którą wiąże się niebezpieczeństwo ograniczenia możliwości zaciągania kredytów na inwestycje. Dla Polski takie rozwiązanie jest ryzykowne, bo mogłaby nigdy nie dogonić państw wysokorozwiniętych. Ostateczne stanowisko władz polskich powinno być poprzedzone szeroką debatą publiczną i ewentualnym referendum.6/ Fascynujących pytań i niewiadomych jest wiele. Niebezpieczne jest twierdzenie polityków europejskich uważa komentator brytyjskiego dziennika “Financial Times” Gideon Rachman, iż wraz z ewentualnym upadkiem euro upadnie cała Unia. To jest właśnie to do czego nie powinniśmy dopuścić. Unia powinna istnieć nadal. Zdaniem Rachmana euro i tak nie przeżyje. Powstało w roku 2000, a UE działa już 40 lat.7/ Inny jeszcze pogląd na euro prezentuje ekonomista francuski Jean Peyrelevade. Zgadza się on, że Europa ostatecznie mogłaby istnieć bez euro. Podobnie rozwijały się włoskie miasta w okresie renesansu. Wtedy Europa może stać się zbałkanizowaną strefą. Mielibyśmy księstwa Francji, Hiszpanii itd., podobnie jak dziś istnieje Monako. Kłopot w tym, że w pojedynkę Francja znaczy dziś wobec świata nie więcej niż Grecja w Europie.8/ W Polsce obawy przed unią fiskalną sprowadzają się do zarzutów, że idzie ona jednak w kierunku ograniczenia tradycyjnej wizji państwa narodowego. Twierdzi się, że silne instytucje wspólnotowe ograniczą koncert mocarstw, z tym, że traktat lizboński przyjmowany był pod tym samym hasłem i okazał się swoim przeciwieństwem. A unia fiskalna wzmacnia mechanizmy międzyrządowe a nie wspólnotowe (podkreślenie moje, M.P.). Publicysta Piotr Zaremba zwraca przy tym uwagę, że ani stanowiska rządu polskiego, ani opozycji nie są do końca w tej sprawie spójne.9/

Stwierdzenie Zbigniewa Brzezińskiego, że “Niemcy z oczywistych powodów powinni być wrażliwi na uczucia i interesy innych” jest bardzo pojemne i być może mieści się w nim idea środkowoeuropejska, tym bardziej, że w przeszłości Brzeziński opowiadał się wielokrotnie za federacją (konfederacją) Polaków, Czechów i Słowaków. Chciałoby się go nazwać wizjonerem środkowoeuropejskim, ale byłoby to nieścisłe, gdyż w jego przypadku mamy do czynienia z wizjonerstwem “globalnym”. W Polsce głosy za bardziej aktywną polityką naszego państwa w Europie Środkowowschodniej słychać zarówno na lewicy, jak i na prawicy. Były lewicowy minister spraw zagranicznych, a obecnie senator Włodzimierz Cimoszewicz zauważa, że Europa żyje iluzjami czasu przeszłego. Europa dzisiaj, będąc potęgą ekonomiczną, nie liczy się jako partner polityczny. Taką pozycję zachowują jeszcze niektóre państwa europejskie (Niemcy, Francja, Wielka Brytania), ale i one powoli ją stracą. Żadne państwo europejskie nie jest wystarczająco silne, aby w nowym globalnym układzie sił odgrywać znaczącą rolę. Każda współpraca państw, każde porozumienie i umowa międzynarodowa to dobrowolne ograniczenie swobody wykonywania swej suwerenności. Dla głębszej współpracy nie ma alternatywy. UE powinna też dążyć do wyraźnego ożywienia partnerstwa z USA. Amerykanie chcieliby mieć w Europie jednego, silnego partnera. Wśród najsilniejszych nie ma Polski. Poza działaniem na rzecz silnej Unii należy zająć się poważnie naszym regionem, w którym współpraca stała się zbyt luźna (podkreślenie moje, M.P.), a na wschodzie od nas sytuacja rozwija się niekorzystnie (Ukraina – wydarzenia, jak i ewolucje polityki ukraińskiej, Białoruś – nasza bezradność wobec tego wszystkiego, co się tam dzieje, Litwa- złe tendencje w stosunkach polsko-litewskich).10/ Z kolei były wiceminister spraw zagranicznych, poseł PIS-u Witold Waszczykowski uważa, że Polska prowadziła niegdyś aktywną politykę w regionie i mogła by odbudować pozycję rzecznika państw mniejszych. Przez lata współpracowaliśmy w obrębie grupy wyszehradzkiej, współpracowaliśmy z Bałtami i Rumunią. Powinniśmy odbudować relacje z państwami, które starają się wejść do Unii.11/ Cimoszewicz i Waszczykowski różnią się przy tym w sprawie zasadniczej; w przeciwieństwie do Waszczykowskiego, Cimoszewicz opowiada się zdecydowanie za dalszą integracją polityczną Unii Europejskiej. Obydwaj natomiast za ścisłą współpracą ze Stanami Zjednoczonymi; Cimoszewicz kładzie nacisk na współpracę całej Unii z USA, a Waszczykowski na współpracę Polski z USA. Wśród głosów wzywających do większej aktywności Polski w regionie odnotować warto wypowiedź politologa, Piotra Bajdy, specjalizującego się w Europie Środkowej. Zauważa on różnice w podejściu poszczególnych państw Grupy Wyszehradzkiej do niektórych spraw. Czechy – jego zdaniem - nie wezmą prawdopodobnie udziału w europejskim pakcie fiskalnym. Podkreślają, że kiedy wchodziły do do Unii, Unia była zupełnie inną organizacją. Czeskie elity patrzą na Europę głównie pod kątem współpracy gospodarczej. A Unia przestała być już tylko unią gospodarczą a zaczęła stawiać coraz mocniej na integracje polityczną. Czesi zawsze mieli poczucie zagrożenia totalną germanizacją. Jeżeli niemieckie pomysły stanowią jakieś zagrożenie dla tożsamości czeskiej, to Czesi będą zawsze się im przeciwstawiali. Inaczej postrzegają Unię Słowacy, którzy z kolei obawiali się madziaryzacji. Na członkostwie w Unii bardzo skorzystali gospodarczo i starają się trzymać w głównym nurcie procesów integracyjnych. Dla Słowaków najważniejsze jest, by nie dopuścić do ponownego rozszerzenia kultury węgierskiej, więc przekazywanie kompetencji Brukseli nie jest postrzegane w Bratysławie jako poważne zagrożenie. Mimo tych rozbieżności, Polska ma z krajami Grupy Wyszehradzkiej wiele wspólnych interesów i utrzymanie aktywności Grupy jako gracza międzynarodowego i wewnątrzunijnego jest bardzo ważne. Polska jako największe państwo w Grupie powinna wykazać się aktywnością i pomysłowością i dokonać starań, aby to forum powiększyć o Rumunię, Bułgarię i państwa bałtyckie.12/ Jan Cienski z Financial Times również uważa, że między stanowiskiem polskim a czeskim istnieją zasadnicze różnice. Czesi czują się już teraz ściślej zintegrowani z unijną i niemiecką gospodarką. Mniej niż Polacy obawiają się też o swą pozycję w Europie i możliwe odrodzenie Rosji. Polska leży na wschodnim krańcu Unii i nie należy do strefy euro, co może ją zepchnąć na margines nowej Unii, pragnie więc znaleźć się “w pociągu zmierzającym ku pogłębionej Unii, zanim opuści on stację”.13/ Amerykański ośrodek analityczny Stratfor przypomina rzecz oczywistą, że zrzeczenie się przez suwerenne kraje wielu uprawnień w polityce fiskalnej oraz większa koordynacja i zdyscyplinowanie budżetów mają głębokie reperkusje dla narodowego samostanowienia, będącego podstawą myślenia politycznego we współczesnym świecie. Równocześnie zwraca uwagę, że Wielka Brytania i Rosja, a więc państwa po których można się spodziewać, że ich polityczną preferencją jest Europa rozczłonkowana, nalegają na Niemców by pomogły pogrążonym w trudnościach państwach eurostrefy mimo, że może to oznaczać zacieśnienie europejskiej integracji. Londyn i Moskwa rozumieją, że rozpad strefy euro wywołałby panikę większą niż bankructwo Lehman Brothers w 2008 roku.14/

Na grudniowym szczycie unijnym (2011) poświęconym sytuacji finansowej Europy postanowiono, zamiast zmian traktatów UE, zawrzeć umowy międzyrządowe. Nazwano to kompromisem między kanclerz Angelą Merkel, która nalegała na zmiany w Traktacie Europejskim i zobowiązanie eurostrefy do dyscypliny budżetowej, a Nicolasem Sarkozym, który preferował raczej umowę między państwami niż długą i trudną do przeprowadzenia zmianę traktatów. To właśnie stanowisko Francji spowodowało, że postanowienia szczytu zmierzają do utworzenia unii fiskalnej międzyrządowej, a nie wspólnotowej. Oznaczać to może, w dalszej perspektywie, początek procesu powstawanie w ramach (czy “obok”?) Unii Europejskiej federacji państw należących do unii fiskalnej. W tej federacji zasadniczą rolę odgrywać będzie tandem francusko-niemiecki, który już wcześniej zbliżał się do poziomu federacji lub co najmniej konfederacji tworzonej przez te dwa państwa dla osiągnięcia określonych celów. Podpisanie umowy międzyrządowej krajów strefy euro i reszty chętnych spoza euro ma nastąpić w marcu 2012 roku. Jeśli strefa euro wzmocni zasady dyscypliny finansowej, to Europejski Bank Centralny uzyska ciche przyzwolenie Niemiec na zwiększenie skali interwencji na rynkach obligacji zagrożonych państw.15/ Poddanie się kontroli fiskalnej Unii jest świadomym samoograniczeniem suwerenności państw członkowskich, by lepiej zarządzać wspólną suwerennością. To elementy federalizacji UE – twierdzi Aleksander Smolar. Tyle, że nie jest to scedowanie części suwerenności na rzecz innych państw, lecz na rzecz ponadpaństwowej wspólnoty, której jesteśmy członkiem. Leży to w interesie Polski, bo załamanie się euro to nieuchronny cios w Polskę – poprzez dalsze pogorszenie koniunktury europejskiej, a więc i sytuacji gospodarczej naszego kraju.16/ Zgodzić się można z twierdzeniem, że jest to element federalizacji, ale nie tyle Unii Europejskiej, co federalizacji “obok” Unii Europejskiej. Natomiast te państwa przede wszystkim, które nie wejdą do unii fiskalnej tworzyć powinny własne struktury integracyjne czy nawet własne, oddzielne regionalne federacji w ramach UE. Małe państwa narodowe mogą zachować swą tożsamość i bronić w razie potrzeby swoich interesów na forum Unii Europejskiej tylko wchodząc w struktury regionalne. Zwiastuny takich regionalnych procesów widoczne są od dawna, rozpoczęły się one jeszcze zanim wynikła potrzeba utworzenia unii fiskalnej.

O tym, że Europa Środkowa i Północna integrują się militarnie i politycznie pisałem w listopadowym numerze Realiów.17/ Integracja ta ma charakter regionalny. W ramach Unii Europejskiej integruje się na wielu polach Grupa Wyszehradzka plus Rumunia i Bułgaria. Powstaje Wyszehradzka Grupa Bojowa. Powstała Nordycka Grupa Bojowa, z którą niektórzy wiążą nadzieje na powstanie sojuszu polityczno-gospodarczego na Północy Europy na czele z Wielka Brytanią. Do tego ugrupowania dołączyły 3 państwa bałtyckie: Estonia Łotwa i Litwa. Optymistyczną wiadomość stanowi zapowiedź podpisania na początku bieżącego roku (2012) umowy o utworzeniu litewsko-polsko-ukraińskiej wspólnej brygady wojskowej LITPOLUKRBRIG. Brygada mieć będzie siedzibę w Lublinie. Swą wstępną gotowość brygada osiągnie pod koniec 2012 roku, a pełną zdolność operacyjną w końcu 2013 roku. Powstanie tej brygady świadczyć będzie o tym, że Litwa i Ukraina nie oddaliły się jeszcze zupełnie od Polski. Równolegle do integracji regionalnej ma także miejsce integracja w skali całej Unii Europejskiej. Grupę Bojową tworzy Trójkąt Weimarski (Niemcy, Francja, Polska). Niemcy zaproponowały Polsce pełne członkostwo w Eurokorpusie (unijnym wojsku szybkiego reagowania, które ma docelowo liczyć 60 tys. żołnierzy). 1 grudnia 2011 odbyła się w Berlinie ceremonia zaproszenia Polski do Eurokorpusu, jako szóstego państwa ramowego. Eurokorpus tworzą Niemcy (dywizja), Belgia (brygada), Luksemburg (kompania rozpoznawcza), Francja (dywizja), Hiszpania (dywizja). Do Eurokorpusu oddelegujemy jedną z naszych brygad Wojsk Lądowych. W dowództwie Eurokorpusu w Strasburgu służyć ma 120 polskich oficerów, podoficerów i żołnierzy. Do roku 2016 przewidziane jest osiągnięcie przez polski komponent pełnej gotowości do działań w ramach tej formacji.18/ Komentując to ostatnie wydarzenie Stratfor uważa, że Berlin zmierza w kierunku zacieśnienia współpracy strategicznej i militarnej z Warszawą w ramach UE. Pod warunkiem oczywiście, że polskie władze gotowe będą wesprzeć zwiększenie roli Niemiec w gospodarczym zarządzaniu Unią. Z kolei Warszawa ocenić musi strategiczne ryzyko ze strony tak Moskwy, jak i Berlina w razie upadku Unii oraz potencjalnie niekorzystne konsekwencje silnych Niemiec na czele UE. Od tej oceny zależeć będzie stopień polskiego zaangażowania w ratowanie Unii. Wydaje się, że na razie Polska zdecydowała, że Niemcy, nawet jeśli zyskają więcej swobody we Wspólnocie, będą miały nadal związane ręce, co będzie znacznie korzystniejsze niż ryzyko ekspansji Rosji u bram potencjalnie podzielonej postunijnej Europy.19/ Ostatni kryzys zbliżył Polskę i Niemcy; takie m.in. fakty jak wcześniej Trójkąt Weimarski czy Weimarska Grupa Bojowa, a obecnie Eurokorpus torują być może drogę do przyszłej osi Paryż-Berlin-Warszawa, która stanowiłaby rdzeń ściślej zintegrowanej Europy. Powstanie takiej osi, niezależnie od tego czy Polska wstąpi, czy nie do unii fiskalnej, nie powinno oznaczać rezygnacji przez nasze państwo z zacieśniania integracji środkowoeuropejskiej.

Klucz do odnowy Europy tkwi, jak zwykle, w narodowym państwie demokratycznym. Europę budować można tylko z demokratycznych państw narodowych, traktowanych przez “silnych” na zasadach równoprawnych. “Słabi” (małe i średnie państwa unijne) zabezpieczać mogą swe interesy przede wszystkim poprzez integracje regionalne. Na integracjach regionalnych Unia Europejska jako całość tylko skorzysta. Pod tym względem pesymistycznie rysują się możliwości federacyjne małych państw powstałych po rozbiciu Jugosławii. Żadne z nich nie może pretendować do roli ośrodka integrującego. Międzynarodowa sytuacja polityczna Serbii i Czarnogóry jest trudna. Pamięć o niedawnych krwawych konfliktach ciągle żywa. Węgry, które miały ambicje przewodzenia w integracji tego regionu, straciły tę szansę z powodu swej przesadnie narodowej polityki i słabych wyników ekonomicznych. Na “placu boju” pozostaje Austria, co kojarzyć się może z próbami powrotu do idei niemieckiej Mitteleuropy, w której Austria odgrywała niegdyś istotną rolę. W najbliższej przyszłości małe państwa bałkańskie nie mają szans na integrację w regionie. Jedyną ich szansą pozostaje “pojedyncze” wejście do Unii Europejskiej, w której jako region mogą, niestety, nie odgrywać należnej im roli. Pojęcie “bałkanizacji” pozostaje więc w tym przypadku nadal aktualne, chyba, że nie przeszkodzi się tym krajom w integracji regionalnej tuż po ich wejściu do Unii. Wyrazić należy przekonanie, że za powolnymi, ale widocznymi już tendencjami integracyjnymi w Europie Środowej i Północnej nastąpi regionalna integracja polityczna. Wzmocniona przez te procesy zostanie zarówno UE jak i NATO. Procesy te świadczą o tym, że poszczególne regiony Unii, czy szerzej Europy, rozwijają się jak widać w “różny” sposób, co nie oznacza, że struktury europejskie zostaną przez to osłabione. Nie ulegając zbytnio niektórym katastroficznym wnioskom z dyskusji dotyczącej kłopotów w jakich znalazła się strefa euro i cała Unia Europejska, trudno nie zauważyć różnic między rozwojem poszczególnych regionów Unii, nie tylko w związku z euro i wokół euro. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że w Unii mamy od dawna do czynienia nie z dwoma, ale z “kilkoma” prędkościami. Różne prędkości obserwujemy także wśród krajów byłej Jugosławii.

Rafał Dymek z Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana przekonuje, w związku z kryzysem w strefie euro, że wiele przesłanek wskazuje dobitnie, iż dla Europy “wielu prędkości” nie ma alternatywy. W tyle pozostaną te państwa, które nie będą chciały zgodzić się na przekazanie kolejnych kompetencji na poziom wspólnotowy. Koncepcja wielu prędkości była już częściowo wdrażana, bo strefa euro czy obszar Schengen nie obejmowały całej Unii. Upieranie się przy jednej prędkości nie ma – jego zdaniem - sensu. Podczas każdej dyskusji nad traktatami, któreś z 27 państw może się nie zgodzić na przekazanie danej kompetencji do Unii Europejskiej. Oznaczać to może, że bez zgody wszystkich państw Unii nie można pogłębiać integracji a rozwój tego procesu zawieszony zostaje na wiele lat lub wręcz uniemożliwiony. Brak uzyskania jednomyślności blokuje zacieśnianie współpracy państwom, które są na to gotowe. Głębsza współpraca w niektórych obszarach wydaje się konieczna także dla zapewnienia Europie wystarczająco silnego głosu w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywają nie tylko USA i Chiny, ale takie wschodzące potęgi jak Indie czy Brazylia. Pojedyncze państwa europejskie nie będą miały niedługo żadnych szans w potencjalnych sporach czy konfliktach interesów z tymi krajami. Założenie jednomyślności w sprawach dotyczących integracji europejskiej należy z góry odrzucić jako nierealne do spełnienia. Natomiast integracja na zasadach “wielu prędkości” spowoduje, że gdy część państw zdecyduje się na pogłębienie integracji europejskiej samodzielnie, pozostałe poczują realne konsekwencje, chociażby w postaci utraty różnych przywilejów czy możliwości wpływania na ważne decyzje. Będą musiały dwa razy poważnie się zastanowić, czy ich wybór jest na pewno słuszny. Pojawiają się przy tym wątpliwości czy (i w jaki sposób) obecne instytucje unijne będą mogły być wykorzystane przez ściślej zintegrowane w unii fiskalnej kraje. Tworzenie nowych instytucji skomplikuje i tak już dość zagmatwany proces decyzyjny. Unia stałaby się mniej demokratyczna, gdyby zaistniała pokusa europejskich liderów, by za nowe kompetencje odpowiadały rządy, co ograniczy wpływ Parlamentu Europejskiego.20/ Zgadzając się z obserwacją, że dla Europy “wielu prędkości” raczej nie ma alternatywy, wypada zauważyć, że nie wystarczy chęć słabszych państw (tych należących do strefy euro, jak i państw nowych) pozostania czy też wstąpienia do strefy euro. Najsilniejsze państwa strefy euro mogą sobie nie życzyć w swym gronie słabeuszy, a z kolei państwa spoza strefy euro stwierdzić mogą z różnych powodów, że w ich interesie nie leży wcale przynależność do strefy. Niektóre państwa, będąc poza euro, dostrzec wręcz mogą korzyści z integracji Unii na zasadzie “wielu prędkości”. Z tego powodu nie rozpadnie się Unia Europejska, bo wiele państw unijnych do strefy euro nie należało już przed unijnym kryzysem walutowym, co już miało (i ma) cechy co najmniej “dwóch prędkości”. Te różne prędkości przyprawić mogą natomiast o ból głowy tych polityków, publicystów, ekonomistów i prawników, którzy chcieliby dostrzec w Unii Europejskiej jeden, spójny i czytelny kształt polityczny.

Brytyjski historyk Niall Ferguson kreśli obraz Europy w roku 2021. Według jego prognozy, strefa euro przetrwa, ale Wielka Brytania i kraje skandynawskie (Szwecja, Dania, Finlandia) wystąpią z Unii Europejskiej. Norwegia zaproponuje państwom skandynawskim powołanie Ligii Nordyckiej, do której zaprosi także Islandię. Z chwilą przejęcia władzy przez SPD, Niemcy zaproponują pozostałym krajom Unii federację. Francusko-niemiecki tandem zda po raz kolejny egzamin przywództwa i doprowadzi w r. 2014 do powstania Stanów Zjednoczonych Europy, których siedzibą będzie Wiedeń. Do tej federacji dołączą wkrótce byłe jugosłowiańskie republiki: Bośnia, Chorwacja, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra i Serbia. Wspólną walutę przejmą Polska oraz Litwa i Estonia. Kryzys finansowy zażegna prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, a w r. 2021 więcej krajów posługiwać się będzie wspólną walutą niż 2 dekady wcześniej. Wiedeń rozpocznie rozmowy akcesyjne z Ukrainą, a niemieccy dyplomaci snuć będą plany nowego traktatu jałtańskiego, dzielącego Wschodnią Europę na rosyjską i europejską strefę wpływów.21/

Polska wstępując do Unii zobowiązała się przyjąć euro, (ale – co oczywiste - nie zobowiązywała się do wstępowania do unii fiskalnej). Nawet jednak przynależność Polski czy innych państw Europy Środkowej do unii fiskalnej nie wyeliminuje w przyszłości różnic między naszym regionem a np. Niemcami czy Francją. Bo różnice te nie sprowadzają się tylko do posiadania lub nie “euro”. Wystarczy porównać Grecję i Niemcy. Są to różnice nie tylko ekonomiczne, ale nie mniej ważne kulturowe i mentalne oraz różnice potencjałów. Unia Europejska nigdy nie stanie się federacją w stylu amerykańskim, chociażby dlatego, że składa się z państw narodowych. Nie tylko w Ameryce, ale i w Europie nie znajdziemy gotowego wzoru, na którym można by oprzeć budowę przyszłego ustroju politycznego Unii. Ostatnie federacje składające się z państw narodowych w Europie to nie istniejące już: Czechosłowacja i Jugosławia. Unia nie ma nigdzie w świecie swego odpowiednika – jest niby państwem a przede wszystkim organizacją międzynarodową, co jest raczej jej słabością niż siłą. Unia może w przyszłości osiągnąć kształt zbliżony do federacji. Stać się tworem składającym się z pojedynczych państw narodowych, regionalnych federacji i konfederacji, co wcale nie musi oznaczać jej słabości. Federacje i konfederacje wchodzące w skład Unii zapewnią ochronę interesów państw narodowych oraz ich tożsamość kulturową. Poszukując przyszłych rozwiązań dotyczących podziału kompetencji między ewentualną “federacją” unijną a jej częściami składowymi (co w Europie jest ważne dla małych państw narodowych), warto zapoznać się, przynajmniej pobieżnie, z modelem indyjskim. Także i on nie jest idealny i zapewne nie wszystkie elementy tego modelu okażą się przydatne Unii lub wchodzącym w jej skład federacjom (konfederacjom). Dla Unii Europejskiej zaletą modelu indyjskiego byłaby niewątpliwie jego wyjątkowa sprawność, a wadą – być może - brak możliwości secesji poszczególnych stanów (państw). Z grubsza biorąc podobieństwo między Europą a Indiami polega na tym, że zarówno Europa jak i Indie posiadają świadomość wspólnego dziedzictwa, przy całej swej różnorodności. Indie są państwem federalnym, w którym istnieje trójczłonowy system rozgraniczania kompetencji polegający na wyróżnieniu wyłącznych kompetencji związku, wyłącznych kompetencji części składowych związku oraz kompetencji wspólnych. System federalny wprowadzili w Indiach Brytyjczycy; chodziło o przekazanie na niższe szczeble części uprawnień władzy centralnej przy zachowaniu jednak kontroli ze strony centrali nad całością. Ustawa o niepodległości Indii została uchwalona przez parlament brytyjski (Indian Independence Act, 1947). Stworzono system “federalizmu odgórnego”, w którym składowe części federacji obdarzone zostały określonym zakresem władzy. Model taki stanowi dokładne przeciwieństwo normalnego systemu federalnego, który polega na przekazywaniu “od dołu”, przez zainteresowane jednostki terytorialne zakresu władzy jaki chcą one powierzyć rządowi centralnemu. Przy niejednolitej etnicznie ludności założono, że żaden ze stanów nie może odłączyć się od federacji. Po uzyskaniu niepodległości rozpoczęto reorganizację podziału państwa według kryterium językowego. Ten proces trwa nadal. W systemie indyjskim mało jest elementów demokracji bezpośredniej (co dla Europejczyka jest trudne do zaakceptowania); wybory bezpośrednie są tylko do Izby Niższej parlamentu. Konstytucja Indii stanowi połączenie brytyjskiej praktyki kolonialnej z aspiracjami indyjskiego ruchu niepodległościowego. Wielkie uprawnienia wicekróla Indii przeniesione zostały na prezydenta, ale są wykonywane przez premiera, którego pozycja jest bardzo silna. Władza wykonawcza sprawowana jest przez Radę Ministrów, choć w imieniu Prezydenta. W praktyce prezydent nie ma władzy wykonawczej lecz inicjatywę ustawodawczą. Gubernatorów prowincji powołuje Prezydent Indii w porozumieniu z premierami poszczególnych stanów. Co jakiś czas powraca w Indiach debata czy rządy prezydenckie (jeżeli można je nazwać prezydenckimi? M.P.) zgodne są z zasadami federalizmu. Federalizm realizowany przez rząd centralny okazał się - ogólnie rzecz biorąc - elastycznym instrumentem kontroli tak olbrzymiego państwa. Utrzymana, a nawet wzmocniona, została jedność federalnego państwa. Najtrudniejszym obszarem relacji na linii władza centralna – stany okazują się finanse federalne, wówczas gdy w stanach rządzą te partie regionalne, które nie są reprezentowane w koalicji rządzącej całym państwem. Dochody rządów stanowych nie mogą sprostać potrzebom wydatkowym. Trudności istnieją także na linii stany – samorządy lokalne. Jeszcze większy problem niż finanse stanów stanowią finanse samorządów lokalnych (rady wsi, miast itp.) Rady wiejskie nie mają żadnych uprawnień do ściągania podatków. W gestii władz lokalnych nie znajdują się takie usługi jak budowa i utrzymanie lokalnych dróg, zapewnienie edukacji początkowej i podstawowej opieki medycznej. Skutkuje to m.in. bardzo niskim poziomem wiejskich szkół, gdzie nauczyciele, będąc urzędnikami stanowymi, lekceważą swoje obowiązki.22/ Okazuje się, że w sprawach finansowych system indyjski skorzystać mógłby z kolei z dobrych wzorów unijnych. W konstytucji Indii widoczne są wpływy przede wszystkim praktyki brytyjskiej, ale znaleźć można w niej także wzory z konstytucji: amerykańskiej, kanadyjskiej, weimarskiej, australijskiej i radzieckiej. Przyszły ustrój Unii Europejskiej będzie zapewne ustrojem odmiennym od wszelkich innych, ale do przykładów z innych konstytucji warto zawsze sięgać, np. do tych rozwiązań, w których Prezydent Unii Europejskiej powoływany byłby w wyborach bezpośrednich przez wszystkich obywateli.

3. Komentarz

Europa bez Unii Europejskiej, bez euro i bez regionalnych federacji to byłyby Bałkany XXI wieku. Niezależnie od niezwykle ważnych dyskusji toczonych w polskim życiu politycznym, dotyczących spraw wewnętrznych, trwać powinna w Polsce dyskusja wokół przyszłości Unii Europejskiej i strefy euro. Dyskusja mająca obecnie miejsce na ten temat to dopiero wąski strumyk potrzeb. Wypowiadać się powinni specjaliści (konstytucjonaliści, ekonomiści, publicyści, politolodzy), nie tylko opisując istniejący stan rzeczy, ale przedstawiając odważnie swe wizje przyszłości, spokojnie i bez zbytnich emocji. Sytuacja w Europie może bowiem w jakimś sensie wymknąć się spod kontroli Europejczyków. Unia fiskalna może oczywiście stać się częścią Unii Europejskiej. Może też rozwijać się niezależnie od Unii; wówczas mielibyśmy oddzielnie Unię i oddzielnie unię fiskalną. Jeszcze inny rozwój wydarzeń, to upadek Unii Europejskiej, albo minimalizacja jej znaczenia, a wzrost znaczenia unii fiskalnej i państw do niej należących (w tym przypadku stolica Europy, przy prawdopodobnym coraz mniejszym znaczeniu Francji, przenosi się do Berlina). Wtedy, podobnie jak w w ustroju politycznym Indii, wewnętrzna logika unii fiskalnej narzuci odgórnie państwom do niej należącym bardzo centralistyczny i skuteczny skądinąd system polityczny. Jak w takim systemie znajdą się państwa średniej wielkości jak Polska i małe, jak Słowacja? W ustroju ściśle scentralizowanym podmioty federacji pozbawione są prawa uczestnictwa w stosunkach międzynarodowych i z reguły nie mają prawa do secesji. Prawo do secesji to może nie najważniejsza w tej chwili sprawa, ale przynależność małych państw do regionalnych ugrupowań integracyjnych to jest to co w każdej sytuacji, przy każdym rozwoju wypadków, odpowiada ich interesom. Jedno z takich ugrupowań - (kon)federacji w ramach UE powinna stworzyć “na zasadzie oddolnej a nie centralistycznej” Europa Środkowa, której konstytucja uwzględnić powinna elementy regionalnej różnorodności, to m.in. że jedne środkowoeuropejskie kraje unijne posiadając już euro wejdą do unii fiskalnej niejako automatycznie (Słowacja), a inne nie wejdą, przynajmniej na razie (Węgryx/), a jeszcze inne (Polska i Czechy) do niej prawdopodobnie zmierzają. Podobnie zróżnicowana jest sytuacja pod tym względem 3 państw bałtyckich. A jeszcze inna Bułgarii i Rumunii. Co się tyczy Unii Europejskiej to unia fiskalna powinna stać się jej integralną częścią, byłoby to optymalne rozwiązanie. Unię Europejską należy możliwie szybko przebudować, wewnętrznie zintegrować i uczynić liczącym się w świecie mocarstwem. Nie wolno przy tym rezygnować z utrzymania ścisłych więzi Unii ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą..

Obecnie mają miejsce trudne negocjacje – Polska i inne kraje spoza strefy euro pragną, aby po podpisaniu międzyrządowego paktu fiskalnego mogły uczestniczyć w szczytach strefy. Sojusznikiem Polski w tej sprawie okazać się może Dania, która od 1 stycznie objęła przewodnictwo w UE i znajduje się w podobnej jak my sytuacji, bo nie posiada euro (z tym, że inaczej niż my, a podobnie jak Wielka Brytania, nie zobowiązała się wcześniej do przyjęcia euro - opt-out). Nowa strefa euro powstaje – jak na razie - “obok” Unii Europejskiej; w szczytach euro nie będzie brał udziału Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który jak wiadomo uczestniczy w szczytach całej Unii Europejskiej. Negocjacje trwają. O wynikach dowiemy się w marcu. Nie należy w negocjacjach zbytnio przeszkadzać. Pytanie jednak pozostaje – jaka czeka nas przyszłość? Z. Brzeziński uważa, że Europa pozostanie wciąż niespójna i będzie prawdopodobnie popychana w kilku kierunkach: “Niemcy i Włochy zwrócą się ku Rosji ze względu na interesy handlowe, Francja i niepewna Europa Środkowa opowiedzą się za politycznie silniejszą Unią Europejską, a Wielka Brytania będzie szukać równowagi w UE, zachowując jednocześnie szczególne stosunki z tracącymi na znaczeniu USA”.23/

17 stycznia 2012

 

Przypisy

x/ Polska z podobnym doświadczeniem historycznym co “szlacheckie” Węgry predystynowana jest niejako w ramach Grupy Wyszehradzkiej do dialogu z węgierskimi bratankami, by pomóc im zejść z drogi, którą tak niefortunnie wybrali. Przy okazji zorientujmy się czy przypadkiem nie popełniliśmy ostatnio podobnych co Węgrzy błędów wobec naszych wschodnich pobratymców.

 

1/ Jerzy Braun, Unionizm, Ogólnopolski Klub Miłośników Litwy, Warszawa, 1999, s. 51-52

2/ Piotr Wawrzyk, Wewnętrzny wymiar polityczny integracji europejskiej, w pracy zbiorowej pod redakcją Konstantego Wojtaszczyka pt. “Integracja Europejska”, Poltext, Warszawa 2011, s. 280

3/ Andrzej Lubowski, Świat znów płaci za Bałkany, Gazeta Wyborcza, 12.12.2011

4/ Tomasz Bielecki, Bałkany ad acta, Gazeta Wyborcza, 15.12.2011

5/ Andrzej Lubowski, rozmowa ze Zbigniewem Brzezińskim, “Jest nadzieja dla Rosji”, Newsweek, 28.12.2011, Internet

6/ Anita Sobczak, rozmowa z Grzegorzem Kostrzewą – Zorbasem, “Wojna, kryzys, rewolucje – to czeka świat w 2012”, Fakt, 09.01.2012

7/ Gideon Rachman: “Euro i tak padnie”, Forum nr 50 (12-18.12.2011, na podstawie Respekt

8/ Renaud Dély, rozmowa z francuskim ekonomistą Jeanem Peyrelevade, “Mon Dieu...”, Forum nr 50 (12-18.2011) na podstawie Le Nouvel Observateur, 10.11.2011

9/ Anita Sobczak, rozmowa z Piotrem Zarembą, “UE miała nam dać, a musimy dopłacić”, Fakt, 16.12.2011

10/ Włodzimierz Cimoszewicz, “Potrzebna jest nam silna Unia”, Fakt,15.12.2011

11/ Dorota Łosiewicz, rozmowa z Witoldem Waszczykowskim, “Unia Europejska da sobie radę bez euro”, Fakt, 15.12.2011

12/ Michał Płociński, rozmowa z Piotrem Bajdą – politologiem specjalizującym się w Europie Środkowej, “Interes małych narodów”, Rzeczpospolita, 16.12.2011

13/ Jan Cienski, Forum nr 49 (5-11.12.2011), Na podstawie Financial Times

14/ Stratfor, amerykański prywatny ośrodek analityczny, “Sikorski w Berlinie nie apelował o siłę Niemiec, lecz przywództwo”, Gazeta Prawna , 02.12.2011 r. Internet

15/ Szczyt UE: “Euroland się zacieśnia, ale przy otwartych drzwiach”, Gazeta.pl Wiadomości, 09.12.2011

16/ “To początek europejskiej federacji”, Paweł Wroński, rozmowa z Aleksandrem Smolarem, Wyborcza.pl, 10.12.2011

17/ Maksymilian Podstawski, “Militarne i gospodarcze aspekty integracji Europy Środkowej” Realia i co dalej..., Nr 5 (26) 2011.

18/ Dziennik Zbrojny, Internet,02.12.2011

19/ “ Berlin - Warszawa wspólna sprawa?”, Forum 49 (5-11.12.2011, Stratfor,02.12.2011)

20/ Rafał Dymek, “Wiele prędkości to szybciej niż jedna”, Gazeta Wyborcza, 16.12.2011

21/ “Co będzie za 10 lat, Łaty na mapie”, Forum nr 49 (5-11.12.2011), na podstawie The Wall Street Journal

22/ Dietmar Rothermund, “Indie, Nowa azjatycka potęga”, Dialog, Warszawa 2010, s. 51-63

23/ Zbigniew Brzeziński, “Strachy Wuja Sama”, Forum nr 3, 16-22.01.2012, na podstawie Foreign Policy