O trzech generałach, którzy doprowadzili do Powstania Warszawskiego

(70-ta rocznica powstania warszawskiego)

 

Powstanie Warszawskie jako przejaw braku poczucia odpowiedzialności, rzetelnego, realnego rozeznania sytuacji międzynarodowej oraz militarnej na przedpolach Warszawy, a także nieudana, nieszczęśliwa demonstracja polityczno-militarna, doprowadzi w konsekwencji do jednej z największych tragedii w dziejach Polski. Już wcześniej pojawiło się wiele opinii, że należymy do grupy narodów, w których podejmuje się wyjątkowo dużo szkodliwych i błędnych decyzji. Nasze dzieje często również po czasy obecne naszpikowane są tragicznymi, szkodliwymi decyzjami. Jednakże do zawężonej świadomości historyczno-politycznej polskiego społeczeństwa prawda o tym na ogół dociera rzadko. U nas o obiektywnej prawdzie nie decydują rzeczywiste fakty lecz aktualna polityka, ideologia, propaganda i prawdą w ostateczności stają się różne stworzone mity oraz legendy, uniemożliwiające społeczeństwu wyciąganie prawidłowych wniosków z przeszłości. Różne gremia polityczne preferujące korzystne dla swoich partykularnych interesów ,,prawdy historyczne” odpowiadają zarazem za stan świadomości polityczno-historycznej polskiego społeczeństwa..

Wspominając dzisiaj po latach powstanie warszawskie, podkreśla się głównie bohaterstwo walczących powstańców. Oddając hołd poległym bohaterom, gdyż na to rzeczywiście zasłużyli, o wiele mniej wspomina się o cierpieniu ludności cywilnej, zniszczeniu miasta, a już sporadycznie o okolicznościach, które do przedwczesnego wybuchu powstania, do tej tragedii narodowej doprowadziły. Rzadko pojawiają się pytania, czy w ogóle należało wywoływać powstanie, narażać ludność i miasto na zniszczenie, gdyż nawet pomyślny militarnie jego przebieg nie wpłynąłby na zmianę kształtującej się nowej sytuacji politycznej. Czy rzeczywiście za końcową fazę okupowanej II RP należało jeszcze dodatkowo, bez sensu płacić tak olbrzymimi stratami, życiem ludzkim, cierpieniem, nie mającym w najmniejszym stopniu wpływu na zmianę stosunku tzw. Wielkiej Trójki do sprawy polskiej? Pełnej prawdy o motywach, jakimi się kierowały osoby podejmujące decyzję o wybuchu Powstania, na ogół niewiele się wspomina. O kardynalnych błędach, jakie zostały popełnione rzadko się mówi. Winą za tą tragedię obciąża się głównie - co jest oczywiste - okupanta niemieckiego, a także niekiedy i Stalina, wytykając mu, że Armia Radziecka nie przyszła powstaniu z pomocą.

Już podczas wojny wielu polskich polityków i wojskowych domagało się wyjaśnienia do końca sprawy podjęcia decyzji o wybuchu powstania, o czym większość publikacji na ten temat nie wspomina. Żądali tego m. in. członkowie podziemnego parlamentu - Rady Jedności Narodowej, Jerzy Braun (Stronnictwo Pracy), Władysław Jaworski (Stronnictwo Narodowe), gen. Anders, który uznał wybuch powstania za wielkie nieszczęście i inni.

Podejmowane decyzje przez jedną osobę lub nawet kilka mają często duży wpływ nie tylko na ich osobiste życie, ale także na los setek tysięcy i milionów ludzi. Decyzje nieprzemyślane, nierozsądne, doprowadzające do pogorszenia się, a nawet tragicznej sytuacji ludności w Polsce podejmowano dość często. Niekiedy prowokowane, manipulowane, zwłaszcza powstania w Polsce, z wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego (1918-1919), Powstań Śląskich to właśnie przykłady takich tragedii. Oto trzej polscy generałowie, wywołując powstanie warszawskie doprowadzili do tragedii ludność a do katastrofy samą Warszawę. W dniu 31 lipca 1944 r. podjęta została decyzja dotycząca wybuchu powstania przez osoby kierujące się w swoim postępowaniu głównie emocjami politycznymi, a nie względami taktyczno-wojskowymi oraz sytuacją na froncie. Stało się to w czasie, kiedy jeszcze nie rozpoczął się manewr wojsk radzieckich okrążających Warszawę. Zdecydowana większość oficerów Komendy Głównej Armii Krajowej była przeciwko wywołaniu powstania w Warszawie.

Do wybuchu powstania doprowadzili dwaj wojskowi politycy- piłsudczycy, a nie oficerowie sztabowi - gen. Tadeusz Pełczyński oraz gen. Leopold Okulicki, którzy wymusili 31.VII.1994r. po godz. 16, przed planowanym zebraniem się KG AK, na gen. Tadeuszu Borze –Komorowskim Dowódcy AK decyzję o rozpoczęciu 1 sierpnia 1944 r. o godz.17 powstania w Warszawie. Sprawy typowo sztabowe, operacyjno-strategiczne znajdowały się nieco wcześniej w kompetencji doświadczonych, byłych oficerów armii rosyjskiej gen. Stanisława Tatara(1896-1980) Szefa Oddziału III Operacji Sztabu KG AK oraz płk Janusza Bokszczanina (1894-1973) - od 5 lipca 1944 r. zastępcy szefa sztabu KG AK. Ze względu na ich realistyczne podejście do sytuacji na froncie wschodnim oraz sytuacji politycznej zostali odsunięci z zajmowanych stanowisk. Generała Tatara w kwietniu 1944 r. wysłano do Londynu, gdzie został zastępcą Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Szefostwo operacji przestało funkcjonować, nastąpiła likwidacja tej ważnej komórki, co według szefa Oddziału V-Łączności, zastępcy szefa sztabu KG AK płk Pluty –Czachowskiego ,,fatalnie się zemściło”.

Gen. Bór–Komorowski, na którym gen. Pełczyński i gen. Okulicki wymusili podjęcie tragicznej decyzji, nie nadawał się również na sprawowanie tak ważnej funkcji - dowódcy Armii Krajowej. Jako dowódca AK wypadł fatalnie, gdyż nie miał odpowiedniego przygotowania wojskowego do pełnienia tej funkcji. Będąc kawalerzystą był głównie miłośnikiem sportów konnych uczestnicząc w olimpiadach w Paryżu, Berlinie, a przed wybuchem wojny został komendantem szkoły kawalerii w Grudziądzu. Po klęsce wrześniowej znalazł się w Krakowie, skąd zamierzał przedostać się na Zachód do Paryża, ale działacz Stronnictwa Narodowego Tadeusz Surzycki- inicjator tworzenia organizacji wojskowej - nakłonił go jako niepiłsudczyka do zaangażowania się w te sprawy i objęcie funkcji dowódcy. Utworzona w krakowskim organizacja wojskowa połączyła się z organizacją Służba Zwycięstwu Polski. I gdy się zorientowano ,że dowódca okręgu krakowskiego nie jest piłsudczykiem - przesunięto gen. Bora do Komendy Głównej AK, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy AK, wykonując można powiedzieć jedynie specjalne zadania, ale nie o charakterze wojskowym. Gen. Bora-Komorowskiego jako dobrze wychowanego, gładkiego, inteligentnego, gen. Grot-Rowecki wykorzystywał jedynie do nawiązywania kontaktów z organizacjami politycznymi, rozmów politycznych, a nie spraw typowo wojskowych.

Po aresztowaniu gen. Grota-Roweckiego w połowie 1943 r. dowódcą AK zostaje, można powiedzieć, jego fikcyjny zastępca. W depeszy do Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego, odmawiając przyjęcia nominacji na dowódcę AK, gen. Bór uczciwie i trafnie ocenił swoje umiejętności, twierdząc: nie mam dostatecznych kwalifikacji aby wziąć na siebie taką odpowiedzialność, czuję się w obowiązku nie przyjąć zaoferowanego zaszczytnego stanowiska. Mimo odmowy objęcia stanowiska dowódcy AK wynikającej z poczucia słabych kwalifikacji wojskowych, gen. K. Sosnkowski w formie rozkazu wysłanego depeszą wymusił przyjęcie przez gen. Bora tej nominacji pisząc: ,,Sąd o Pana kwalifikacjach należy do mnie. Rozkazuję Panu objąć to stanowisko i nie życzę sobie korespondencji na ten temat”.

Nominację gen. Bora na dowódcę AK, członek KG AK płk Rzepecki uznał, za ,,tragiczne nieporozumienie”. Zresztą zdecydowana większość oficerów KG AK miała podobną opinię. Jeżeli zatem miało się poczucie braku odpowiednich kwalifikacji, to nie należało w żadnym wypadku tej ważnej funkcji przyjmować. Jednakże gen. Bór przyjmował każde stanowisko, jakie mu proponowano. Nawet pod koniec września 1944 r. na kilka dni przed zakończeniem powstania i pójściem do przyjął od polskiego rządu londyńskiego, po dymisji gen. Sosnkowskiego, zaproponowane mu nierozsądnie stanowisko Naczelnego Wodza nad wszystkimi wojskami polskimi, w tym walczącymi na froncie zachodnim.

Tak więc gen. Bór-Komorowski w sprawach wojskowych nie był osobą samodzielną. Ważne decyzje wojskowe nie były jego osobistymi decyzjami. Uczestnik i znawca powstania warszawskiego Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do gen. T. Pełczyńskiego:,, Niech pan powie, kto dowodził Armią Krajową?. Dlaczego pan pyta?. Bo mówią, że pańska żona dowodziła. Nie. Komorowski dowodził. Ale myśmy go podtrzymywali i pomagali podejmować decyzje”. Właśnie silne naciski osobiste gen. Pełczyńskiego i gen. Okulickiego - zwolenników jak najszybszego rozpoczęcia powstania, spowodowały wydanie przez gen. Bora przedwczesnego tragicznego w swych skutkach rozkazu. Według płk dypl. Leona Mitkiewicza - w latach 1940-1942 szefa Oddziału II i zastępcy szefa sztabu Naczelnego Wodza w latach 1943-1945 przedstawiciela Naczelnego Wodza w Połączonym Komitecie Szefów Sztabów w Waszyngtonie - ocena wyglądała następująco: ,, Jeśli chodzi o moją opinię o ś. p. gen. Komorowskim, to zaliczam go do pierwszej klasy gentelmanów niemal do rycerzy. Kawalerzysta. Ale opinii o nim jako dowódcy Armii Krajowej, nie mogę panu przekazać”.

Na posiedzeniu Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari 30.10.1944 r., na którym rozpatrywano sprawę nadania odznaczenia II klasy gen. Bór- Komorowskiemu, znajdującym się w niewoli niemieckiej, jej Kanclerz gen. broni Lucjan Żeligowski między innymi stwierdził: “Powstanie zakończyło się tragicznie. Zaczęło się za wcześnie. Nie wiem, czy powstanie nawet dzisiaj winno się zacząć. Pomyłka ta doprowadziła do katastrofy. Czyja to wina? Niedoświadczenie dowództwa, a później straszna tragedia. Ja np. będę głosować za odłożeniem wniosku, ponieważ nie widzę racji w pośpiechu odznaczenia. Nie widzę, kto rozkazał robić powstanie. Czy zrobił to Bór sam - czy otrzymał rozkaz? Jeżeli Bora mamy odznaczać, to musimy go widzieć czystym. Mam przeświadczenie, że po wojnie każdy z nas powinien się dowiedzieć o prawdzie powstania i rozkazu, kto go wydał. Przecież i w 1939 r. wojsko i ludność Warszawy z Prezydentem Starzyńskim walczyła, a Prezydent Stefan Starzyński nie został dotychczas odznaczony. Czemu dzisiaj taki pośpiech z Borem?”. Po naciskach politycznych, w sprawie przyznania gen. Borowi-Komorowskiemu Orderu Wojennego Virtuti Militari II klasy, gen. Żeligowski zrezygnował z funkcji Kanclerza Kapituły.

Wywierający presję na gen. Borze-Komorowskim gen. Tadeusz Pełczyński (1892-1986) należał w młodości do Związku Strzeleckiego, Związku Walki Czynnej, walczył jako piłsudczyk, legionista przeciwko państwom ententy, wspierał państwa centralne- Niemcy i Austro-Węgry. W okresie międzywojennym pełnił między innymi obowiązki szefa wywiadu, II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego i w rozmowach w dniu 26.05. 1936 r. oraz 30.05.1937 r. z szefem francuskiego II Oddziału płk Gauche deklarował ścisłą współpracę z Niemcami hitlerowskimi. Uważał że: ,,istnieje wiele wspólnych cech (points communs) między mentalnością polską i mentalnością niemiecką i że w płaszczyźnie duchowej nic podstawowego nie odgradza tych dwóch krajów”. W czasie okupacji był komendantem Okręgu Lublin Związku Walki Zbrojnej, a następnie szefem sztabu KG AK i zastępcą dowódcy AK (10.09.1943-02.10.1944). Dezorganizował Komendę Główną i jej funkcjonowanie. I na przykład trzy dni przed wybuchem powstania zdjął ze stanowiska kwatermistrza KG AK płk dyp. Zygmunta Miłkowskiego (ps.Denhoff) i wysłał do Łodzi na dowódcę obszaru Zachodniego.

Mimo ,że gen. Pełczyński nie posiadał odpowiednich kwalifikacji operacyjno-sztabowych, dążył do objęcia funkcji Komendanta AK. Co prawda to mu się nie udało ale jak twierdzi Szef Biura Informacji i Propagandy płk Jan Rzepecki ,,w ciągu kilku miesięcy stał się faktycznym dowódcą”. Według płk Rzepeckiego był osobą skrytą, rzadko zabierającą głos podczas odpraw, nie przedstawiającą własnych opinii. Miał w ogóle trudności z podejmowaniem decyzji , a szczególnie w nagłych sytuacjach. Łatwo ulegał wpływom bliskich osób, które odpowiednio umiały sprzedawać mu własne zdanie, jakby pochodziło od niego. “Głową” polityczną gen. Pełczyńskiego miała być jego żona Wanda, przedwojenna posłanka do Sejmu z okręgu wileńskiego. Zdaniem gen. Tatara, jako piłsudczyk gen Pełczyński ,, nie był demokratą i wzorem swojego mistrza przedkładał zamachy stanu nad kompromisy”.

O małej wiedzy gen. Pełczyńskiego w sprawach operacyjnych świadczy chociażby współudział w drugiej tragicznej próbie przedarcia się w rejonie Dworca Gdańskiego na Starówkę w dniach 21-22 sierpnia oddziałów z Kampinosu nie doświadczonych w walkach w mieście, ponoszących olbrzymie straty, niepotrzebnie wykrwawionych. Już wcześniej dowódcy po zapoznaniu się z planami akcji domagali się, żeby oddziały żoliborskie zaprawione w walkach w mieście, znające teren, wykonały natarcie, a oddziały leśne zakłócały niemieckie szlaki zaopatrzeniowe. Po przybyciu na Żoliborz gen. Pełczyński wpływa podobnie, jak płk Jan Ziemski (1895-1974),,Wachnowski” dowódca ,,Grupy Północ”, na płk Mieczysława Niedzielskiego(1897-1980) ,,Żywiciela , żeby oddziały z Kampinosu ponowiły frontalny atak i nie przemieszczały się na Starówkę podziemnymi kanałami. Sam gen. Pełczyński oraz doświadczony w walkach miejskich 250 osobowy oddział powstańców mający wzmocnić oddziały z Kampinosu przedostali się na Żoliborz kanałami.

Początkowo gen. Pełczyński miał kierować natarciem, mimo że nie przeprowadzono należytego rozpoznania przeciwnika. Następnie z tej roli się wycofał oraz wycofano z ataku w rejonie Dworca Gdańskiego również oddział powstańczy- staromiejski, który przybył na Żoliborz kanałami. ,,Żywiciel” uważał ,że oddziały leśne z Kampinosu same dadzą sobie radę, a przecież Niemcy doskonale orientowali się w sytuacji. Wiedzieli o zrzutach broni w Kampinosie, marszu oddziałów z Kampinosu na pomoc Starówce i doskonale się przygotowali, ustawiając na tym 300 metrowym odcinku zasieki, w bliskich odstępach karabiny maszynowe, na torach pociąg pancerny oraz kierowali ogień artyleryjski z Cytadeli i Burakowa. Doszło do masakry oddziałów z Kampinosu, chociaż mogły przedostać się na teren Starówki kanałami. Ale na tym frontalnym ataku zależało zwłaszcza gen. Pełczyńskiemu. Ten atak miał być materiałem do komunikatów radiowych, wskazujących, że już pierwsza pomoc z kraju do Warszawy dotarła. Naiwny generał przekonany był, że Europa i świat walkę powstańczą w Warszawie obserwują i im więcej się krwi polskiej przeleje tym sprawa polska nabierze większej wagi na arenie międzynarodowej.

Najbardziej angażował się w wywołanie powstania gen. Leopold Okulicki (1898-1946). Mimo, że nie nadawał się do pracy konspiracyjnej, gen. Pełczyński wyznaczył go po powrocie do kraju 22 maja 1944 r. szefem konspiracyjnej organizacji ,,Nie” na terenach zajętych przez wojska radzieckie. Już na samym początku wojny, prowadząc działalność konspiracyjną jako komendant Służby Zwycięstwu Polski i Związku Walki Zbrojnej w Okręgu Łódzkim, nie zachowując ostrożności bardzo szybko został zdekonspirowany i tylko szczęśliwym trafem zdołał uniknąć aresztowania, uciekając do Warszawy. Podobnie zachowywał się we Lwowie, gdzie został wysłany w listopadzie 1940 r. na własną prośbę w celu odbudowy zlikwidowanej przez NKWD siatki konspiracyjnej. W krótkim czasie w ciągu niecałych 3 miesięcy od przyjazdu, w dniu 23 stycznia 1941 r. został aresztowany.

NKWD przez cały ten okres pozwoliła mu pracować w celu ustalenia jego różnych kontaktów. Płk Okulicki, zamiast budować nową siatkę konspiracyjną całkowicie odciętą od starej wszedł jednak w bezpośredni kontakt z kilkoma członkami wcześniejszej organizacji, nie zastanawiając się nad tym, czy znajdujący się na wolności są inwigilowani. Jego niecierpliwy charakter nie pozwalał mu na postępowanie zgodne z zasadami konspiracji. Oficer NKWD, który aresztował płk Okulickiego, powiedział do jego kolegi , że, nigdy nie spotkał wśród przywódców podziemia człowieka tak naiwnego i równie upartego. Mimo takiego zachowywania płk Okulickiego w różnych sytuacjach i okolicznościach, Naczelny Wódz gen. Sosnkowski wysłał go w maju 1944 r. do kraju i od tego momentu mianowany był generałem. Gen. Sosnkowski zlecił płk Okulickiemu nastawianie wrogo AK i miejscowych polityków wobec nie piłsudczykowskiego polskiego rządu w Londynie i ograniczenie do minimum działań zbrojnych przeciwko Niemcom, a więc nie podejmowanie działań powstańczych oraz tworzenie organizacji konspiracyjnej, działającej na terenach wyzwalanych przez Armię Czerwoną.

Według płk Iranka- Osmeckiego (1897-1984) szefa Oddziału II KG AK nastawiony wrogo do rządu londyńskiego gen. Okulicki twierdził, ,,że jeśli Mikołajczyk zawrze porozumienie z PKWN i zgodzi się utworzyć nowy rząd z ministrami komunistycznymi… to wówczas powinniśmy stawić opór…” W tym okresie premier Mikołajczyk o tym wcale nawet nie myślał, odrzucając w Moskwie na początku sierpnia 1944 r. propozycje Stalina o utworzeniu wspólnego rządu składającego się z przedstawicieli polskiego rządu londyńskiego i PKWN-u, z czego niezadowolony był Winston Churchill. Znawca powstania warszawskiego Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem do gen. Stanisława Kopańskiego, dlaczego gen. Sosnkowski na misję do kraju wysłał właśnie gen Okulickiego. Gen Kopański odpowiedział: ,,Gdyby Naczelny Wódz zapytał mnie o opinię, to wystawiłbym Okulickiemu taką, że nigdy by nie poleciał. Podobno na odprawach Komendy Głównej AK zachowywał się histerycznie, krzyczał na, Bora. Namawiał też Iranka-Osmeckiego, żeby meldował tak, aby powstanie wybuchło. Parł do niego za wszelką cenę”. Zdaniem również gen. Bora-Komorowskiego ,,Okulicki był bardzo impulsywnym i zaciętym oficerem… szybko się decydował. To był ktoś: to był chłopak do wypitki i do wybitki. To był chojrak. Lubił pić i bawić się - twierdził płk Bokszczanin – był jak byk, który umiał tylko rzucać się na wszystkie czerwone płachty, którymi wymachiwano mu przed nosem…”. Natomiast dwie główne namiętności gen. Okulickiego według gen. Pełczyńskego to: miłość do Polski i nienawiść do Rosji Sowieckiej. Nienawiść ta była tak gwałtowna, że Anders…, musiał odwołać go z funkcji szefa sztabu Armii Polskiej w ZSRR.

Po przyjeździe do kraju Okulicki próbuje odegrać główną rolę w AK, nie mając niestety autorytetu gen. Grota-Roweckiego, inteligencji gen. Tatara, ścisłego i precyzyjnego sposobu myślenia, dyscypliny klasycznego oficera sztabowego. Dążył również do zmian na najwyższych stanowiskach polskiego podziemia, próbując je obsadzić ludźmi byłej sanacji i pozyskać nawet ludowców, co było mało realne. Podczas powstania - relacjonował płk Pluta-Czachowski - zaprosił jego oraz płk Iranka-Osmeckiego na koniak. Szef sztabu KG Batalionów Chłopskich Kazimierz Banach, opowiadał o tym że w czerwcu w prywatnym mieszkaniu na Polnej 40 odbyła się całonocna biesiada, uczestniczyli Banach, Rzepecki, Okulicki i Bień. Okulicki dowodził, że Jankowski i Bór nie zdolni są do decyzji i sprawowania władzy, że trzeba ich odsunąć i wprowadzić władzę ludowcowo-akowską. Na komendanta wysuwał Pełczyńskiego. Oburzona tą ostatnią propozycją Piasecka, która dyżurowała w sąsiednim pokoju, miała przerwać wywód Okulickiego i zgasiła tą nocną rodaków naradę”.

Wywołanie powstania interesowało również stronę niemiecką. Głównie niemiecka wyższa kadra oficerska, generalicja, wywodząca się zwłaszcza z junkierstwa pruskiego zainteresowana była tą sprawą. Liczyła na pewne korzyści polityczno-militarne nie tylko ze względu na wyeliminowanie Hitlera (zamach 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu), ale i wybuch powstania w Warszawie. Strona niemiecka przewidywała, że nie wyzwolenie przez Armię Radziecką powstańczej Warszawy miało wpłynąć na wzrost nastrojów antyradzieckich, pogorszenie się stosunków zachodnich aliantów z ZSRR, co ułatwiłoby Niemcom podpisanie w miarę korzystnego, podobnego jak w listopadzie 1918 r. zawieszenia broni, kapitulacji wyłącznie na froncie zachodnim. Po podpisaniu kapitulacji na zachodzie, w której to sprawie toczyły się tajne rozmowy wywiadów, Niemcy planowali skierowanie wszystkich swoich sił zbrojnych z zachodu na front wschodni w celu utrzymanie linii frontu na przedpolu Prus Wschodnich i Wiśle.

Niemcy również dobrze orientowali się, że powstańcza Warszawa nie zostanie wyzwolona w najbliższym okresie, gdyż trwająca 39 dni ofensywa I Frontu Białoruskiego już się wyczerpywała. Front przesunął się o 470 km na zachód i miał zatrzymać się po zajęciu Białegostoku, Lublina, Przemyśla i Lwowa, gdyż linie komunikacyjne były bardzo wydłużone, magazyny z amunicją, składy materiałowe, większość szpitali pozostały daleko w tyle. Ofensywa radziecka w ramach operacji ,,Bagration” na odcinku środkowej Wisły już się wyczerpała, co uniemożliwiło okrążenie i wyzwolenie Warszawy. Zresztą Niemcy umocnili linie frontu na Wiśle oraz przed Prusami Wschodnimi i na wschód od Warszawy umieścili doborowe dywizje pancerne takie jak ,,SS-Wiking”, ,,Tofenkof”, ,,Hermann Göring” itd. W tym czasie również przygotowywana była od dłuższego czasu wielka ofensywa armii radzieckiej na południu Europy w kierunku Bałkanów, która rozpoczęła się w sierpniu 1944 r.

To, że Warszawa skazana została na zaplanowaną tragedię uznał również ambasador USA przy rządzie polskim w Londynie, a później w Warszawie . W 1948 roku pisał między innymi:,, Możliwe, że gen. Bór był łatwowierny. Lecz któż mógł przypuszczać, iż są ludzie tak wyrachowani, aby obmyślić zasadzkę, która pochłonie 250 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci”.

 

Jacek Smolarek