Warszawa, Październik 2016

Maksymilian Podstawski


Trójmorze – Three Seas Initiative

 

W polityce zagranicznej prowadzonej przez kolejne ekipy w Polsce cenna jest (czy wskazana byłaby) jej kontynuacja, a w razie konieczności, jej modyfikacja. Nie zmiana, lecz modyfikacja. Nie należy wykluczyć, że za 3 lata obecna ekipa Prawa i Sprawiedliwości zostanie odsunięta od władzy. Chodzi więc o kontynuację tego co  zarówno w polityce koalicji PO – PSL, jak i PiS było słuszne, lub w miarę słuszne (o tym co budzić może wątpliwości, w tym artykule nie będzie mowy).

W Polsce za politykę zagraniczna odpowiadają przede wszystkim dwa ośrodki: ministerstwo spraw zagranicznych i ośrodek prezydencki. Podczas zorganizowanej w listopadzie 2015 roku, z polsko-rumuńskiej inicjatywy, konferencji NATO poświęconej sprawom bezpieczeństwa, miały miejsce akcenty nawiązujące do J. Piłsudskiego i jego koncepcji Międzymorza. (W konferencji wziął udział polski prezydent). Akcenty te nie były  jednak, oprócz Polski i Rumunii, podchwycone przez pozostałych uczestników spotkania (Estonia, Litwa, Łotwa, Bułgaria, Słowacja i Węgry). (patrz: Maksymilian Podstawski, „Europa Środkowa w tym zwariowanym świecie, jesień 2015”, 23.11.2015, portal ROG-u).

Natomiast w toku spotkania w Dubrowniku (Chorwacja), które odbyło się w dniach 25-26 sierpnia 2016 roku, jego uczestnicy pochylili się już przede wszystkim nad problemami gospodarczymi regionu na osi Północ-Południe, a samą ideę integracyjną określili jako Trójmorze. Ta modyfikacja okazało się dla wszystkich uczestników spotkania do przyjęcia. W okresie międzywojnia używano w Polsce (i tylko w Polsce) skrótu ABC, określając tak obszar między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Obszar ten nazywano także Międzymorzem (Intermarium). Trójmorze to termin nowy, co sugerowałoby „zerwanie” z określeniem „Międzymorze”, który to termin mógł np. na Litwie, czy w Czechach, uczestniczących w spotkaniu kojarzyć się zbyt mocno z Józefem Piłsudskiem i z polityką jagiellońską przedwojennej Polski. Trójmorze przetłumaczono na angielski jako Three Seas Initiative – Inicjatywa Trzech Mórz (lub odwrotnie – Three Seas Initiative przetłumaczono ma Trójmorze). W Dubrowniku obradowali przedstawiciele 12 państw, prezydenci: Chorwacji (Kolinda Grabar – Kitarović, Polski (Andrzej Duda), Węgier (Janos Ader), Litwy (Dalia Grybauskaite), Słowenii (Borut Pahor), Bułgarii (Rosen Plewnelijew) oraz ministrowie z Czech, Rumunii, Słowacji, Austrii, Estonii i Łotwy. Pierwsza część obrad prowadzona była wspólnie przez prezydentów Polski i Chorwacji i dotyczyła spraw politycznych. Druga natomiast kwestii współpracy między rządami i firmami w obszarach infrastruktury energetycznej, transportowej i innych. Uczestnicy przyjęli wspólną deklarację o ustanowieniu nieformalnego, politycznego mechanizmu współpracy i koordynacji działań na rzecz wspólnych wysiłków inwestycyjnych dotyczących infrastruktury transportowej, energetycznej i informatycznej. W deklaracji podkreślono, że inicjatywa Trójmorza respektuje fundamentalne wartości i zasady Unii Europejskiej. Porozumienie we wskazanych obszarach, obawiali się niektórzy obserwatorzy przed spotkaniem, nie będzie łatwe. Trzeba będzie bowiem przekonać partnerów takich jak Tallin, Ryga czy Bratysława, że łączy je wspólnota strategicznych interesów z Bukaresztem czy Zagrzebiem. Trzeba też pogodzić Bukareszt z Budapesztem. Okazało się jednak, że wspólne interesy państw tego regionu (np. komunikacyjne i energetyczne) przeważyły nad rozbieżnościami, które niewątpliwie istnieją.

Warto zastanowić się w jakim stopniu polityka Trójmorza obecnej ekipy rządzącej w Polsce – Prawa i Sprawiedliwości (oraz wszystkich państw biorących udział w tym przedsięwzięciu) jest kontynuacją wysiłków poprzedniej ekipy, a w jakim stanowi nową jakość i czy ma szansę na kontynuację w przypadku zmiany władzy w Polsce (czy kontynuowana będzie przez inne państwa regionu – pokaże przyszłość, należy tu liczyć na autentyczną wspólnotę interesów). Trzeba już na wstępie stwierdzić, że jeżeli chodzi o cele gospodarcze, jakie stawiają przed sobą państwa regionu obecnie, to nie różnią się one wiele od tych, jakie realizowały te państwa poprzednio (w tym ekipa PO-PSL) i są właściwie ich doskonałym rozwinięciem. (Zainteresowanych odsyłam do swego artykułu „Bałkany 2012 – w kierunku integracji z resztą Europy (Znaczenie infrastruktury) zamieszczonym na portalu ROG-u). Różnice znajdziemy natomiast w sferze ideologicznej. Poprzednia ekipa PO-PSL nie odwoływała się do idei Międzymorza i prym w kształtowaniu polityki wobec regionu wiodło ministerstwo spraw zagranicznych a nie prezydent, mimo, że w ośrodku prezydenckim sam marszałek Piłsudski oraz jego idee Międzymorza cieszyły się sympatią. Tym sympatiom dawał wielokrotnie wyraz Bronisław Komorowski zanim zajął urząd Prezydenta. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski odrzucał jednak - i słusznie -  ideologię jagiellońską, a w swej polityce wobec regionu stawiał przede wszystkim na Grupę Wyszehradzką i formaty Wyszehrad 4 + (np. Rumunia czy Bułgaria lub zachodnie Bałkany). Równocześnie jednak prowadzono politykę zmierzającą do integracji Bałkanów z resztą Europy i współpracy w zakresie gospodarczym i komunikacyjnym w regionie środkowoeuropejskim, przy czym region ten nie nazywano Międzymorzem.

Prezydent Duda oświadczył w Dubrowniku, że państwa Trójmorza chcą się rozwijać, zacieśniać więzi, budować wspólną przestrzeń współpracy gospodarczej i w zakresie bezpieczeństwa. Chcemy jedności i integracji, co nie oznacza jednak, że chcemy uniformizacji. Z kolei prezydent Grabar-Kitarović podkreślała, że inicjatywa Trójmorza nie jest ukierunkowana na oddalanie się od Unii Europejskiej, ale na zacieranie różnic między państwami regionu oraz z tymi krajami członkowskimi UE, które mają dłuższą historię demokracji i wolnego rynku. Wyraziła nadzieję, że przez konkretne projekty i dzięki wspólnej wizji Europy prawdziwie wolnych krajów, a nie peryferii, inicjatywa przyczyni się do wzmocnienia samej Unii. O potrzebie wzmocnienia UE czytamy także w deklaracji. Zgodzono się w niej, że współpraca na obszarze Trójmorza, jak również wewnątrz Unii oraz w całej przestrzeni transatlantyckiej musi zostać ożywiona, „jednak bez tworzenia struktur równoległych wobec istniejących już mechanizmów współpracy”. W tym kontekście prezydent Duda ocenił, że „polityka zacieśniania więzi” między państwami Trójmorza jest elementem wspierającym unijną politykę spójności. Jej celem jest rozwój gospodarczy i zwiększenie konkurencyjności państw regionu. Kraje Trójmorza stanowią istotną część wspólnoty euroatlantyckiej. Dotychczasowy rozwój tego obszaru dokonywał się przede wszystkim na osi Wschód – Zachód. Dywersyfikacja dostaw energii: korytarz gazowy Północ-Południe i jego realizacja zmieni oblicze sektora energetycznego w regionie Europy Środkowej, chodzi tu o realizowany projekt korytarza gazowego łączący terminal LNG w Świnoujściu z terminalem na chorwackiej wyspie Krk. Prezydent zwrócił uwagę, że realizacja tego przedsięwzięcia otworzy możliwość dalszej dywersyfikacji źródeł energii i pozyskiwanie go m.in. z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, USA czy Kanady. Po uruchomieniu obu terminali, jak również zbudowaniu brakujących interkonektorów, region środkowoeuropejski stanie się atrakcyjnym rynkiem dla nowych dostawców. Podobnie jak za czasów poprzedniej ekipy (PO-PSL) w dyskusji pojawiały się dwa zasadnicze wątki: infrastruktura energetyczna, która umożliwi dywersyfikację dostaw i wspieranie się w sytuacjach kryzysowych oraz infrastruktura drogowa i kolejowa, a konkretnie projekty takie jak Via Baltica i Via Carpathia (ta ostatnia, biegnąca z Północy na Południe mieć będzie wyjątkowe znaczenie dla lepszego połączenia obszaru Trójmorza). .Prezydent zwrócił też uwagę na konieczność umacniania bliskości państw regionu poprzez współpracę naukową i kulturalną. (Gdyby udało się spełnić ten ostatni, niezwykle ważny i w zasadzie nowy postulat, oznaczałoby to dalszy krok w kierunku integracji regionu, M.P). Uczestnicy spotkania poparli inicjatywę Trójmorza, jako „nieformalną platformę” do pozyskiwania wsparcia dla projektów gospodarczych w regionie.

W spotkaniu w Dubrowniku w roli obserwatorów uczestniczyli przedstawiciele USA, Chin i Turcji. Przedstawiciel Stanów generał James L. Jones powiedział, że Trójmorze to sprawa kluczowa nie tylko dla rozwoju Europy, ale i dla jej bezpieczeństwa. (Należy zauważyć, że problematyka bezpieczeństwa była już obecna na poprzednich spotkaniach państw obszaru Trójmorza poświęconych sprawom współpracy gospodarczej). Dyrektor Liu Haixing z chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych oświadczył, że widzi w Trójmorzu partnera dla Jedwabnego Szlaku. Zainteresowanie Chin regionem Europy Środkowej, w tym Bałkanami nie jest oczywiście niczym nowym. (patrz: Maksymilian Podstawski, „Europa Środkowa – obecność Chin”, Warszawa, 31 marca 2011 na portalu ROG-u oraz w Nowych Perspektywach, kwartalnik, Nr 2, wrzesień 2011). Chiny inwestują na Bałkanach, a na swój przyczółek wybrały, jak się wydaje, Grecję. Turcję reprezentował wiceminister spraw zagranicznych Ahmet Yildiz, który przypomniał, że Turcja leży nad Morzem Czarnym i jej udział w inicjatywie Trójmorza jest (byłby?) ważny. (W tym miejscu wypada poczynić uwagę, że nad Morzem Czarnym leży także Rosja, a region Trójmorza to obszar między Niemcami, Rosją, Turcją a Włochami. M.P.). Turcja nie bierze, jak dotąd, udziału w pracach państw Trójmorza. Sytuacja wydaje się być dość delikatna, bo mówi się, że w przyszłości do Trójmorza dołączyć mogą, oprócz Turcji, jeszcze Azerbejdżan i Gruzja oraz Ukraina. (Udział tego ostatniego kraju jest zapewne brany poważnie pod uwagę, jakkolwiek do czasu wygaśnięcia konfliktu z Rosją nie wydaje się możliwy). Trzeba przyznać, że te ostatnie pomysły przypominają  nieco realizację idei prometejskich (też Józefa Piłsudskiego), mających na celu wyzwalanie narodów wchodzących w skład imperium rosyjskiego będącego, jak kiedyś mawiano, „więzieniem narodów”. Czasy te jednak wydają się dość odległe. Ewentualne zaproszenie Turcji i państw kaukaskich do udziału w Trójmorzu, godzić może więc w interesy rosyjskie. Nie spodobać się może także Niemcom, które, jak się wydaje, konkurują z Turcją o wpływy na Bałkanach. (Patrz: Maksymilian Podstawski: Kocioł bałkański, Przegląd, Nr 32, 8-15.08.2016).

Inicjatywa Trójmorza nie powinna być w żadnym przypadku dalekosiężnym planem rozluźniania związków z Unią Europejską. Takie obawy usłyszeć można np. w Niemczech. Może natomiast być zabezpieczeniem w razie osłabienia czy nawet rozpadu Unii poprzez zwiększenie nad Wisłą obecności NATO, które jest nie tylko sojuszem wojskowym, ale także organizacją polityczną. Analiza tekstów amerykańskich futurologów politycznych wskazywałaby, że Trójmorze cieszy się poparciem USA. Obiektywnie patrząc na uwarunkowania w obszarze środkowoeuropejskim, taktycznym sprzymierzeńcem Trójmorza w jego politycznym wymiarze, mogą być Stany Zjednoczone, ale strategicznego i stałego poparcia zamysł ten, przynajmniej na razie, nie ma znikąd. Stałego, strategicznego poparcia dla idei Trójmorza poszukiwać należy przede wszystkim w Unii Europejskiej. Projekty gospodarcze Trójmorza uzyskują wsparcie finansowe ze strony Unii Europejskiej.  Dlatego w żadnym przypadku realizacja idei Trójmorza nie powinna osłabiać Unii Europejskiej i większość państw regionu wydaje się to rozumieć. Trójmorze powinno stać się stabilną i wiarygodną częścią składową Unii. Blok środkowoeuropejski, jakkolwiek go nazwiemy, powinien trwać na stałe i w Unii Europejskiej i w NATO. Nie powinien być przy tym ani antyniemiecki, ani antyrosyjski. Próby integrowania Europy Środkowej, jakie miały miejsce podczas i po II wojnie światowej, były odpowiedzią narodów środkowoeuropejskich na obawy regionu przed ekspansjonizmem Niemiec i ZSRR. Obecnie jednak chodzi przede wszystkim o sprawne funkcjonowanie samego regionu oraz sprawne funkcjonowanie regionu w ramach Unii Europejskiej. Europa Środkowa ma swą specyfikę w wielu aspektach. Jej cechą charakterystyczną jest rozbicie na małe i słabe państwa, które pozostawione same sobie nie były nigdy w stanie dbać o własne sprawy. Obecnie, jeśli będzie zjednoczona, potrafi w ramach Unii sprecyzować swe wspólne interesy. Nawet wówczas, gdy któreś z państw chwilowo na tym straci, to w dalszej perspektywie zyskają wszyscy. Zyska na tym także Unia Europejska, bo zamiast kilkudziesięciu partnerów do dyskusji, co sprzyja chaosowi, rozmówca może być jeden i stanowisko może być jedno. Przy czym polityka całego Trójmorza nie będzie tym co ewentualnie chciałaby sama Polska, lecz będzie wypadkową interesów państw regionu. Idea Trójmorza, z uwagi na jej oczywiste korzyści gospodarcze, ma szansę na przetrwanie, ale będzie się miała jeszcze lepiej jeśli wśród państw regionu nie pojawią się tendencje do dominacji i narzucania woli innym. Przed próbami dominacji w integrującej się Europie Środkowej przestrzegał już podczas II wojny światowej katolicki, skądinąd, uczony i wizjoner - Oskar Halecki. Tymczasem Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości w rządzie Prawa i Sprawiedliwości  w telewizyjnej „Kawie na ławie” (28.08.2016, a więc 2 dni po Dubrowniku) zaprezentował pogląd, że polska polityka zagraniczna nawiązuje do polityki J. Piłsudskiego, do Polski Jagiellońskiej i do Międzymorza. Celem tej polityki – zdaniem Jaki - ma być uzyskanie polskiego przywództwa w regionie. (Wydaje się jednak, że państwa regionu same wybiorą sobie przywódcę, jeśli to w ogóle jest konieczne, a wypowiedź ministra Jakiego należy uznać za niezręczną).

Idea Trójmorza jest, i taką powinna pozostać, ideą ponadpartyjną i ponadnarodową. Aby w Polsce stała się na trwałe ideą ponadpartyjną musi pozyskać poparcie wszystkich sił politycznych. W Polsce, niestety, obawiać się można, że zabraknie w przyszłości jej kontynuacji po ewentualnej zmianie ekipy na zasadzie: „wszystko co robili poprzednicy, robili źle.” Poważnym zagrożeniem dla Trójmorza (i dla każdej innej próby współpracy i integracji w regionie, w tym dla Wyszehradu) jest też nacjonalizm. Trudno wyobrazić sobie szerszą współpracę w regionie jeśli tendencje nacjonalistyczne będą nadal rosły w siłę. W Polsce nacjonalizm i partyjniactwo nie pozwala na pielęgnowanie postaw propaństwowych. W regionie środkowoeuropejskim natomiast nacjonalizm, często o podłożu religijnym, prowadzi do zasklepiania się w narodowej wspólnocie, do zamykania się na obcych, do wrogości wobec obcych. U nas, na szczęście, pojawiły się pierwsze oznaki otrzeźwienia. Co prawda, dopiero po wizycie papieża Franciszka, podczas 26 Forum Ekonomicznego w Krynicy (07.09.2016) Prymas Polski abp Wojciech Polak przestrzegł przed „wkradaniem się” w chrześcijaństwo nacjonalizmu czy fundamentalizmu. „Aprobata dla tego typu myślenia nie tylko jest niewłaściwa, ale wręcz heretycka. Tak nie może być. To odciąga od tego, co jest istotą chrześcijaństwa. Niepokoi mnie pełzający rozwój nacjonalizmu i jego łączenie z religią. To jest pogaństwo, bezbożność i herezja. To jest niebezpieczne dla kościoła świętego.” (koniec cytatu). Są więc podstawy, aby wyrazić nadzieję, że uda nam się w Polsce pokonać bakcyla nacjonalizmu, ale czy inne państwa Trójmorza dadzą sobie z nim radę? W przeszłości, niektórym z nich, nie zawsze się to udawało. W Polsce decydującym czynnikiem w walce ze skrajnym nacjonalizmem okazać się powinna rosnąca w siłę lewica, czemu sprzyjają ostatnie wydarzenia (m.in. czarny protest).

Kolejne forum państw Trójmorza na wysokim szczeblu ma się odbyć w czerwcu 2017 we Wrocławiu. Zmiana z „Międzymorza” na „Trójmorze” to dobra modyfikacja. Pozwoli ona na umocnienie samej Inicjatywy od wewnątrz, a w świecie przysporzy jej przyjaciół. Jednak do jej podmiotowego traktowania na arenie międzynarodowej jest jeszcze daleko. Właściwym posunięciem na tej drodze byłoby ustanowienie stałej siedziby i sekretariatu Inicjatywy. Czy państwa Inicjatywy Trójmorza zdecydują się na ten krok – zobaczymy. Trójmorze jest co prawda tylko „nieformalną platformą”, ale grupą nieformalną jest także Grupa Wyszehradzka, a mimo to posiada siedzibę i sekretariat w Bratysławie. Dla uzyskania  podmiotowego traktowania regionu w skali międzynarodowej ważniejsze od siedziby i sekretariatu byłoby niewątpliwie widoczne poparcie ze strony znaczących graczy: Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych oraz.....Chin Ludowych. O to ostatnie wydają się zabiegać politycy środkowoeuropejscy (np. polscy i węgierscy), sądząc po ich przyjaznych wobec Chin publicznych wypowiedziach. Przy czym Stany Zjednoczone to niezwykle ważny, ale jednak daleki partner, a ich polityka ulega niebezpiecznym wahaniom, zależnie od tego kto zostanie prezydentem. Ponadto Stany traktują często Unię Europejską jako konkurenta  na arenie międzynarodowej (np. gospodarczego, przykład Caracale), co dla tzw. wspólnoty atlantyckiej jest niebezpieczne.  Chiny natomiast prowadzą stabilną i raczej przewidywalną politykę, ale to również geograficznie daleki od Europy Środkowej partner. Najważniejsza wydaje się być Unia Europejska, dlatego Europa Środkowa pozostając w Unii, powinna ją ze wszech miar wzmacniać.