Irlandia, taśmy i Polska

 

Trzy lata temu w gruzy runął wizerunek Irlandii aspirującej do statusu tygrysa Europy. Irlandia pogrążyła się (lub została pogrążona) w kryzysie ekonomicznym. Wieszczono dramatyczne scenariusze. Katastrofa rozpoczęła się od pęknięcia bańki spekulacyjnej w sektorze budowlanym. Apartamenty ( mieszkania) zakupione w jednym roku, w drugim traciły połowę swej wartości. Nie dam złamanego grosza, że nie była to powtórka amerykańskich przyjaciół z przerobionego przez nich “kryzysu”, na którym zarobiło paru wskazanych uczestników kamaryli finansowej z USA. Ale to tylko domniemanie. I oto cud. Po kilku latach “dołowania” i ostrego pilnowania dyscypliny budżetowej, Irlandia zrezygnowała z “pomocy” MFW i prawdopodobnie w ciągu kilku najbliższych latach zrównoważy swój budżet.

Fenomen ten usiłowano zdefiniować w TVN w programie “Horyzont”, którego z powodu jego miałkości merytorycznej zwykle nie oglądam. Tymczasem program dotyczący Irlandii był dość elektryzujący, bo usiłował zdefiniować proces dojścia do zażegnania kryzysu. Szczególnie intrygujące były wypowiedzi młodych Polaków, którzy prowadzili własne interesy w Irlandii. Oto kilka ich przygód z Irlandzką gospodarką. Pierwszy Polak – przedsiębiorca poinformował ichni Urząd Skarbowy, że jeżeli zapłaci należny podatek (którego wysokości nie kwestionuje), to nie będzie miał pieniędzy na wypłatę dla pracowników, bo obecnie taka jest sytuacja na lokalnym rynku. W odpowiedzi na takie dictum urzędnicy skarbowi odpowiedzieli, że nie musi płacić teraz podatku, zwrócili należność za ubiegły miesiąc bo w firmie zawsze muszą być pieniądze i niech koniecznie zapłaci pracownikom a zobowiązania wobec skarbu państwa zrealizuje wtedy, kiedy “stanie na nogi”… Przeraziłem się, że mam omamy słuchowe. Przecież podatek, to świadczenie pieniężne bezzwrotne i nie ekwiwalentne! Więc przesłuchałem ten passus ponownie – bez zmian.

Drugi przypadek w Polskich realiach był by równie z gatunku science fiction. Otóż do człowieka, który starał się w banku o kredyt, dzięki któremu mógłby znacznie przyspieszyć rozwój swego przedsiębiorstwa, zgłosiła się organizacja pozarządowa z ofertą pożyczki w wys. 80.000 euro bez procentów i innych opłat, pod warunkiem, że wieloletni program rozwoju zrealizuje w ciągu roku – ów przedsiębiorca rezygnował z kredytu, wziął oferowaną pożyczkę i program rozwoju zrealizował, teraz już spłaca pożyczkę… To znaczy, że irlandzki rząd zastosował formułę capital venture. Ergo - Irlandia odeszła od błazeństw zapisanych w Kosensusie Waszyngtońskim wskazujących państwu w gospodarce rolę nocnego stróża i rozpoczęła proces ingerencji w gospodarkę. Skąd wniosek, że to państwo, a nie inny podmiot gospodarczy wyłożył “PIENIĄDZ”? Proste. Kapitał miał być zwrócony, bez odsetek, bez przejmowania akcji przedsiębiorstwa i bez ingerencji w proces technologiczny, co jest warunkiem “rynkowej” formy pozyskiwania tego rodzaju kapitału. Ale o tej “herezji” w programie TVN ani mru mru.

Śmiałem się do rozpuku, kiedy Donald Tusk, z mołojeckim zapałem krzyczał, że tu u nas zrobimy drugą Irlandię. Japonia już była i trochę nie wyszła a premier nie przedyskutował z fachowcami swojego proroctwa, bo jako historyk nie mógł wiedzieć, że to fantasmagoria. Tymczasem zbitki pewnych wydarzeń zainspirowały mnie do nieco pogłębionej analizy przyczyn irlandzkiego cudu gospodarczego. Wnioski dla nas fatalne, albowiem w Polsce brak jest obiektywnych przyczyn dla wyjścia z kryzysu. Pomijam kwestię braku instrumentów ekonomicznych a głównie przemysłu, rzeczy można wytworzyć ponownie, wszak wszystko “siedzi w głowie”… ale w czyjej?

Afera taśmowa wykazała że nie ma “woli politycznej” dla realizacji tego typu działań. Stosunek pana ministra Sienkiewicza do biznesu jest raczej z gatunku praktykującego bolszewika niż ku pokrzepieniu serc, zaś wtórowanie pana Belki, trudno w ogóle zakwalifikować w jakichkolwiek kategoriach. Ton ich wypowiedzi, dotyczącej właściciela mennicy, wypełnia treść scenariusza kolejnego filmu typu “Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego. Dowodzi, że komuna to nie system, ale mentalność i z tą mentalnością najważniejsze osoby w państwie tkwią po uszy w komunie. A przy okazji wyszło, że kolesio - komuna PO doprowadzi pewnie do przesilenia rządowego. Zachwyty jakie towarzyszyły wpuszczeniu wnuka bajko pisarza na salony polityczne godne były pióra biskupa Krasickiego. Rychło okazało się jednak, ze do sprawowania powierzonych mu funkcji nadaje się tak, jak wół do karety i powinien zrezygnować nie z powodu problematyki tematów poruszanej w knajpie. Nie z powodu knajackiego języka, też nie z powodu propozycji rozwiązań, ani z powodu oceny dokonań premiera, ale dlatego że pozwolił się nagrać. Szef służb specjalnych.

On się od początku nie nadawał, ocenia mój kolega, płk ABW. Macierewicz, zrobił ze służb drużynę harcerską i Sienkiewicz miał nią dowodzić? To nie byli jego ludzie tylko drużyna harcerska Macierewicza wrogo nastawiona do polityków PO. Tu potrzeba sfory czujnych specjalnej rasy psów, które wyczuwają niebezpieczeństwo i chronią przed nim. Pan minister sam nie był czujny, na domiar złego zaufał kundlom i dał się nabrać jak przedszkolak. Dawniej SB sprawców tej afery miała by na drugi dzień, o ile w ogóle do niej by doszło - mówi mój kolega emeryt, zweryfikowany ppłk SB. Państwo to obowiązek a nie zabawa. Kontrwywiad to paskudna robota i z całą pewnością nie nadają się do niej harcerze ani gwardia papieska. To co wyprawiali prokuratorzy wraz z agentami ABW w redakcji Wprost to kpina z urzędu ośmieszająca państwo, służby i ministra.

To tyle co do kompetencji pana Sienkiewicza, natomiast Belka nie wypełnił standardów moralnych płacąc 1400 zł za knajpiany ochlaj służbową (państwową) kartą. Widać że wykształciła się kasta “urzędników” roszczeniowych, która ma wszystkie cechy prócz tej jednej, oczekiwanej – państwowca – dawniej męża stanu. Belka z bajecznym uposażeniem nie podaje się do dymisji, bo nie rozumie, że w świat poszło to, iż “szpagatowa szlachta” wydaje na jedno posiedzenie w knajpie więcej państwowych pieniędzy niż wynosi oszukańcze zresztą zaopatrzenie większości emerytów. Taka postawa nie jest przejawem dbałości o stan i zasobności budżetu państwa, bo nawet jeśli pajace pełniący funkcje posłów takie “prawo” zaordynowali, to szczególnie Belka nie powinien z tego prawa korzystać. A jeżeli “establishmentu” nie stać na obiad, to niech kancelaria sejmu załatwi im z MOPS-u darmowe talony na posiłek do baru mlecznego, tam nie tylko jest taniej, ale nie ma wódki, po której jak widać ministrowie dostają małpiego rozumu. Natomiast, pełna zgoda, co do opinii pana ministra Sikorskiego na temat stosunków polsko- amerykańskich i ewentualnych skutków zeń wynikających a objawionych też w knajpie. Rzeczywiście, oceny ministra to święta prawda, tylko kto to mówi? Ten kto jest szefem MSZ-u!

Ta przydługa dygresja jest niestety a’ propos naszego wyjścia z kryzysu, choć wnioski są dość ponure, okazało się bowiem, że brak jest woli politycznej do jej przeprowadzenia. Bo klasa polityczna mentalnie to zapiekła komuna i jeżeli już ma kompetencje, to nie ma kwalifikacji moralnych i każda reforma w ich wykonaniu będzie miała skutki niemożliwe do oceny czy weryfikacji. Jest jeszcze jedna przyczyna, na którą dość często wskazywałem. Sukcesy gospodarcze odnoszą takie państwa jak Irlandia, Islandia, Słowenia, czy Portugalia. Kraje te mają jedną wspólną cechę. Są dwu- trzy krotnie większe od naszego województwa Mazowieckiego. Natomiast państwa wielkości Polski: Hiszpania, Grecja, Włochy, trwają w nieustającym kryzysie.

Jest wszak państwo większe od Polski, którego gospodarka była i jest pasmem ciągłych sukcesów. To federalne Niemcy, kraj złożony z 16 państw - landów. Zajmujemy obszar równy połowie terytorium Niemiec. Co by się stało, gdyby u nas zaordynować podobne rozwiązanie, wtedy w Polsce krajów związkowych mogło by być 8 . Federalny system administracyjny umożliwiałby poprzez różne instrumenty i wymuszałby pełnię władzy na rządach i parlamentach krajów związkowych przyjęcie pełnej odpowiedzialności za pomyślność gospodarczą regionu. Posłowie sejmu “landu” byli by odpowiedzialni za kierunki polityki regionu. Władze regionu przestają być anonimowe, stają się osobiście znane wyborcom i rozliczani z zadań jakie wyborcy im poruczyli. Z tego powodu podobna sytuacja(aferą taśmową) praktycznie nie mogła by zaistnieć. Każdy pełniący funkcję z wyboru czy też urząd musiałby być kompetentny, zaś oczekiwane kompetencje określałby charakter regionu. Nastąpiłby szerszy dostęp do wszelkich władz ustawodawczych i wykonawczych.

W rządzie centralnym zapadają decyzje strategiczne a nie wyłącznie polityczne. Tak więc polityka gospodarcza zarezerwowana była by dla krajów związkowych. Jedynie obronność, bezpieczeństwo, polityka zagraniczna i Bank Centralny, leżały by w gestii Sejmu i rządu centralnego. Zbyteczny stałby się Senat, zaś sejm, składałby się z przedstawicieli poszczególnych krajów związkowych ograniczając liczbę posłów do kilkunastu. Taki system to ewidentne korzyści dla budżetu. Brak Senatu, Sejm zamiast 460 max 100 posłów. Nie do pomyślenia byłaby sytuacja, w której na funkcji ministerialnej zatrudniono by kostiumologa czy kulturoznawce, tak jak jest to obecnie. Nie do utrzymania też byłby system centralnego budżetu i budżetowania Gmin. Za budżety, zadania zlecone i własne odpowiadały by rządy krajów związkowych. To tylko kilka przykładów z przeogromnego katalogu korzyści płynących z takiego rozwiązania. Myślę, że jest to propozycja godna przedyskutowania a może stanie się programem wyborczym ?

Załóżmy, że mamy następujące kraje związkowe, np: 1) Górny Śląsk i Lubuskie 2) Dolny Śląsk wraz z Opolszczyzną. 3) Małopolska, Podkarpacie i Świętokrzyskie 4) Lubelskie Podlaskie z częścią Mazowsza. 5) Warmińsko Mazurskie z północna częścią Podlaskiego. 6) Zachodnio Pomorskie i Pomorskie. 7) Wielkopolskie z Kujawami i Lubuskim. 8) Łódź i pozostała część Mazowieckiego

Tak się składa, że prócz Warmińsko-Mazurskiego wszystkie kraje związkowe miały by powierzchnię około 40.000 km2. Podobnie z ludnością, każdy kraj miałby około 5 milionów a (kraje związkowe) - regiony mają kierunkowo skoncentrowaną gospodarkę, co pozwala na precyzyjne planowanie ich rozwoju gospodarczego. Wiele dyskusji odbyło się w sprawie federalizacji Polski. Sądzę, że federalizacja jest jedną z dróg do rozhermetyzowania zatęchłego, wypalonego, niewydolnego intelektualnie i aroganckiego partyjniactwa władzy. A co najważniejsze, ludzie nie musieli by po raz kolejny ufać że kolejna centralna władza spełni po wyborach swoje wyborcze obietnice. Uważam że zniknęła by fobia w rodzaju - co oni znowu kombinują, lub – znowu nas oszukają, lub – wybieramy mniejsze zło, lub – głosujemy nie za sprawą a przeciw komuś lub czemuś… Uważam ze Polacy dostrzegą szansę na wyjście z tego zatrutego klimatu, który zafundował Polakom Balcerowicz i Buzek wraz zeze styropianowcami i ich “amerykańskimi przyjaciółmi”. To szansa na wzięcie naszych spraw w nasze ręce, ale i odpowiedzialność za siebie, za swoją rodzinę i za państwo.

Adam Zbigniew Gusiew