Niech żyje nam górniczy stan…

 

Może jestem nudny i monotonny. Już moi koledzy zaczynają się niecierpliwić kiedy ostro i bezwzględnie atakuję naszych “rządzących”. Ja też zaczynam mieć tego dość. Dokąd można obrażać najważniejsze osoby w państwie? Odmawiać im najważniejszych cech przywódczych i poddawać w wątpliwość wartość ich dyplomów, wiedzy, kompetencji?! Wypisywać teksty nie hejterskie, ale podpisane imieniem i nazwiskiem. Ktoś z odrobiną ambicji ( gdybym nie miał racji) już dawno pozwałby mnie do sądu o zniesławienie. Ale nie! W miejsce ambitnych i honorowych zachowań wprowadzono pojęcie grubej skóry, jaką musi mieć polityk, aby nie reagować na takie zaczepki. Co więc mam zrobić. Jak pozbyć się tępej hałastry, która bez pojęcia rządząc naszym państwem za wszystkie swoje “braki w wykształceniu” obwinia WOLNY RYNEK.

Dziś, po latach, okazuje się, że obecny rząd nie ma pojęcia nawet o kluczowych definicjach ekonomicznych. Ba! Nie mają pojęcia o zasadach systemu, jaki sami dali sobie wcisnąć przy Okrągłym Stole. Mało tego stworzyli i bronią własnej, idiotycznej wersji dawno upadłego w świecie neoliberalizmu, w której jedynym panaceum na wszelkie dolegliwości, jakie powoduje istnienie wolnego rynku, jest likwidacja podmiotów, które nie są w stanie zareagować na fluktuacje koniunktury. Likwidacja, sprzedaż(?) i inne tego typu cuda wianki na patyku.

Skądinąd czy w tych kopalniach nie ma instytucji głównego księgowego,? Nie ma dyrektora ekonomicznego czy stanowisk analityków rynku? Jeżeli nie w kopalniach to w rządzie. Pajace w rządzie nie wiedzą co to jest cykl koniunkturalny? Nie wiedzą jak nauka każe reagować w jej szczycie czy w dołku? Już dawno minął czas, kiedy musieliśmy na wniosek Amerykanów (którzy finansowali solidarność) pozbywać się całych gałęzi przemysłu. Niestety! Albowiem faktem jest, że oni wobec rynku i zasad ekonomii są bezradni i zagubieni jak dzieci we mgle. Za chwilę uzasadnię te tezę. Uzasadnię ją cytatem jednego z nielicznych w Polsce speców od górnictawa a mianowicie pana Jerzego Markowskiego byłego wiceministra gospodarki w rządzie SLD.

Na pytanie co minister gospodarki powinien zrobić w obecnej sytuacji Pan J. Markowski odpowiada tak. (podkreślenia własne) . “(…)”Przede wszystkim cokolwiek, bo dotąd jest tak, jakby ministra wcale nie było. A jeżeli już się odzywa, to problemy górnictwa zwala na kryzys światowy, o prognozę zapotrzebowania na węgiel pyta samorząd gospodarczy, natomiast wiedzy o aktualnej sytuacji szuka u firm audytorskich.

Czy to źle? - To klasyczne zachowanie w sytuacji braku własnych kompetencji. Minister Gospodarki, nie zmieniając kadr, uznaje, że na kryzys w górnictwie nie mają wpływu ci, którzy nim w jego imieniu rządzą, ani ci, którzy w nim dowodzą. Minister błędnie uważa, że prognoza zapotrzebowania na węgiel nie powinna wynikać z efektów polityki energetycznej - może dlatego, że jej nie ma – i posługuje się jedynie wróżbami firm consultingowych.

Natomiast o wiedzę na temat sytuacji w państwowych firmach górniczych lepiej nie pytać powołanych przez siebie rad nadzorczych, ani zarządów, bo niby dlaczego mają coś wiedzieć za tak marne pieniądze, więc lepiej zapytać firm audytorskich za jeszcze większe pieniądze.

To, co dzieje się w górnictwie, jest kolejną kompromitacją państwa, którą odkryła dopiero dekoniunktura na węgiel. Wcześniej bowiem - jeszcze dwa, trzy lata wstecz wszyscy - ostatnio namaszczeni przez wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego, fachowcy chodzili w glorii zwycięzców a wystarczył 15-procentowy spadek cen na węgiel i okazało się, że nie są żadną ekstraklasą, ale początkującymi trampkarzami obu płci. Co zatem znaczy dziś górnictwo węgla kamiennego dla Polski?

- Z punktu widzenia odpowiadających za Polskę, jeżeli oczywiście tak myślą i to rozumieją, to funkcje górnictwa są trzy.

1) - rola dostarczyciela węgla dla gospodarki kraju. I tu okazuje się, że funkcja ta teoretycznie może nie istnieć, bo dziś do Polski można sprowadzić drogą lądową lub morską praktycznie każdą ilość węgla, którego w świecie jest dosyć.

2) - funkcja kreatora, ok. pół miliona miejsc pracy w górnictwie i jego otoczeniu, bez którego około 500 tys. rodzin, czyli ok. 1,5 mln ludzi nie będzie miało z czego żyć - i dla tej funkcji nie ma alternatywy. Natomiast na Śląsku, zamiast drugiej Japonii, będziemy mieli drugie Detroit.

3) - rola gwaranta bezpieczeństwa energetycznego państwa na bazie własnego surowca.

Są bowiem i w Europie państwa uważające się za bezpieczne bez własnych surowców energetycznych, ale Polska do takiej roli nie jest przygotowana, bo po prostu nie mamy, i przez najbliższe 30-40 lat nie będziemy mieli żadnej alternatywy w energetyce. Jednak ta rola w oparciu o własny węgiel też ma alternatywę w postaci rozwijającego się importu węgla i energii elektrycznej! Zatem - jeżeli minister gospodarki nie widzi swojej odpowiedzialności w funkcji kreatora rynku pracy w przemyśle wydobywczym, to niech dalej nic nie robi, bo funkcja pierwsza i trzecia w wersji alternatywnej zrealizują się same, bez udziału polskiego rządu. Chociaż powstały w rezultacie jego bierności. Zatem na pytanie, co minister gospodarki powinien zrobić w obecnej sytuacji odpowiem, ale oczywiście, jeżeli ci z PO z PiS lub SLD mnie zapytają. Dziś bowiem i tak nikt tego nie słucha - oni przecież wszystko wiedzą lepiej!”

Cytat przywołany z portalu gospodarczego wnp.PL rozmowa Jerzego Dudały z 12-08-2013 pod tytułem - Jerzy Markowski: brak kompetencji dobija polskie górnictwo. To dlatego właśnie lepiej zlikwidować szkodzący gospodarce rząd niż cenny zakład przemysłowy. Dla mnie Pan dr Jerzy Markowski jest przykładem ginącej już szkoły przedwojennego kształcenia a potem awansu zawodowego. Technik górniczy w 1968 podjął pracę w kopalni na “dole”, m.in. przez czternaście lat był czynnym ratownikiem górniczym. W 1976 ukończył studia na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej, na tej samej uczelni obronił w 1986 doktorat w zakresie nauk technicznych. dochodząc przez kolejne szczeble do stanowiska dyrektora KWK Budryk i wiceministra gospodarki w rządzie SLD. Obecnie Jerzy Markowski buduje na Śląsku dla Niemców KOPALNIE WÉGLA KAMIENNEGO.

Niemcy pewnie nie wiedzą, co robią, nie wiedzą, że wstąpili na prostą drogę do spełnienia wróżb Balcerowicza wieszczącego rychły upadek socjalnych Niemców. A i sprytni Czesi nie zasypiają gruszek w popiele i kupują “zbywające” Polakom kopalnie, ponownie je otwierają a do fedrowania zatrudniają polskich górników, bo doskonale wiedzą, że wcześniej czy później miast wozić do Polski węgiel importowany na potrzeby polskiej energetyki, będą nam Polakom za euro sprzedawali nasz polski węgiel loco Śląsk, bo nasza energetyka skazana jest przez najbliższe półwiecze na węgiel. I choć to sytuacja rodem ze szmoncesu “ SĘK” to Polakom udało się go przenieść do realu.

Widać Pani Kopacz z rzeszą chłopskich “doradców” nie rozumie, co wynegocjowała w Brukseli uzyskując większe limity na CO2. Tak wygląda moje alibi w sprawie ciągle powtarzanych negatywnych opinii o kompetencji naszego rządu. Jednak górnictwo to jedynie cząstka problemu, bo jak chłopi mają znać się na górnictwie, jeżeli nie potrafią uporać się z problemami gospodarki obszarów wiejskich, zaś za swój sztandarowy sukces, którego bronią jak niepodległości, mają protezę ubezpieczeń społecznych tzw. KRUS. Właśnie KRUS jest powodem bezczelnego nieróbstwa rządu oraz marazmu gospodarczego polskiej wsi, a idiotyczne ruchy pana Sawickiego w reakcji na “kryzys jabłkowy” w Polsce są dowodem na to, że w rolnictwie podobnie jak w górnictwie problemem dla bezradnego rządu jest kryzys.

W opinii rządzących, stanowi on doskonałe choć faktycznie fałszywe alibi dla amatorszczyzny, która nie jest w stanie ogarnąć lub douczyć się, iż akcyjne działania w gospodarce nigdy nie zastąpią działań systemowych, i że one i tylko one są w stanie uodpornić gospodarkę na niespodzianki i figle wolnego rynku. Ale wiedza o tym zarezerwowana jest wyłącznie dla specjalistów i z wielki żalem zawiadamiam, że niestety, nie są to chłopi, politolodzy, historycy, kulturoznawcy, czy spece od folkloru, ergo rządu z całymi zastępami właścicieli nikomu do niczego nie potrzebnych kolorowych i egzotycznych “specjalności”.

Problem ten zauważył i dal wyraz swojej dezaprobaty dla takiego stanu rzeczy pan Celiński, poszerzając grono tych, którzy zgadzają się z opiniami, od lat głoszonymi przeze mnie. Niestety, mam złą wiadomość. Nic się nie zmieni dopóty, dopóki partie i partyjki nie przestaną traktować państwa jak łupu czy zdobyczy, którą wywianuje się wszystkich nieuków, względnie nieudaczników, ale za to partyjnych znajomych królika, których jedyną kompetencją jest długoletnie członkostwo w partii i to nie tylko sadowionych na funkcjach ministerialnych, ale też na funkcjach merytorycznych.

Niestety, wyobraźcie sobie co ci “ spece” od niczego - przegonieni z wygodnych rządowych stanowisk robili by w “cywilu”?! Tylko bezrobocie, więc zrobią wszystko, aby istniało nienaruszalne status quo. Chyba że co daj Boże niedobitki wielkoprzemysłowej klasy robotniczej zmiotą rządy partyjnych kolesiów - a więc… Niech żyje nam górniczy stan!