Spółdzielczość - zagadnienie teoretyczne - pro memoria

Dziś tematem naszych dywagacji będzie spółdzielczość. Spółdzielczość jako zagadnienie teoretyczne w szeroko rozumianej formule dziedzin gospodarczych. Skąd taki teoretyczny wtręt w opisie rodzaju systemu gospodarczego? Otóż jest kilka fundamentalnych kwestii dotyczących proweniencji spółdzielczości bez rozstrzygnięcia których temat mógłby być odebrany, jako nie merytoryczna retrospektywa sentymentalna, wskazująca na tendencyjnie lewicowe zabarwienie moich doświadczeń zdobytych w czasie lat aktywności zawodowej. Choć mówi się, że kto za młodu nie był socjalistą ten na starość nie będzie porządnym człowiekiem.

Tę mądrość nie całkiem przypadkowo przytaczam w tym miejscu. Socjalizm, nie będzie tu podstawą rozważań ideologicznych, ponieważ biznes to biznes i jako taki przymiotników nie potrzebuje, nie mniej jednak nie da się rozdzielić socjalizmu od spółdzielczości, bo podstawową kwestią jest fakt, że spółdzielczość nie jest wynikiem wysiłku intelektualnego myśli komunistycznej. To nie jest - jak twierdzą niektórzy - ideologia rodem z radzieckiego czy bolszewickiego systemu wartości.

System gospodarki radzieckiej w ogóle nie ma nic wspólnego z zasadami spółdzielczości. Spółdzielczość bowiem zaistniała dużo wcześniej niż zaistniał Związek Radziecki. Wcześniej nawet niż powołano Pierwszą Międzynarodówkę. Nie mniej jednak wypreparowanie ze znanych już w ów czas zasad spółdzielczości niektórych jej elementów, pozwoliło bolszewikom na wykoślawienie jej filozofii i stworzenie na własny użytek ideologii, na której oparte zostały zasady funkcjonowania sowchozów i kołchozów.

Tak więc spółdzielczość to zdecydowanie filozofia niż ideologia. To co odróżnia filozofię od ideologii to kwestia indywidualizmu w spółdzielczości. Indywidualizm był niezgodny z doktryną komunistyczną. Chociaż organizacja spółdzielczości ma charakter kooperacji i współpracy, to oparta jest wyłącznie na wspólnocie celów gospodarczych i tezauryzacji (skromnych) środków do realizacji wspólnie podjętych zamierzeń gospodarczych przez ich właścicieli. Mają one charakter prywatny i indywidualny – czyli, są rodzajem asocjacji - rozumianej jako kooperacja lub spółdzielczość.

Istnieje spór o “ojcostwo” socjalizmu i spółdzielczości. Jedni twierdzą że prekursorem ideologii socjalistycznej jest Tomasz Morus. Inni że T. Morus był prekursorem spółdzielczości. W dziele pod tytułem UTOPIA” (rok 1516) Tomasz Morus na swojej wyspie Utopii stworzył fikcyjne królestwo. Przedstawił tam wizję idealnego państwa i systemu społecznego, gdzie ustrój to właśnie socjalizm oparty na asocjacjach drobnych producentów, rolników i rzemieślników. Rozwój przemysłu T.M. uważał za zło. Wszyscy tam (na Utopi) mieli pracować, ale tylko 6 godzin dziennie i żyć skromnie.

Utopia była zapewne odpowiedzią T. Morusa dla napisanej w 1509 roku. Pochwały głupoty”, rozprawy filozoficznej Erazma z Rotterdamu (przyjaciela T.M.), będącej krytyczną satyrą społeczeństwa renesansu. Erazm z Rotterdamu skrytykował tam przekupstwo, hipokryzję oraz rozwiązłe obyczaje kleru. Należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że T. Morus żyje w XVI wieku, jest kanclerzem koronnym na dworze Henryka VIII. W historii myśli ekonomicznej XVI wiek określa się jako koniec okresu śródziemnomorskiego a początek okresu atlantyckiego, więc jako początek ery kapitalizmu. Z tego wynika, że teoria socjalizmu sformułowana została na początku ery kapitalizmu. Ta wiedza pozwoli nam walnie rozprawić się ze wszystkimi “uczonymi” styropianowcami, którzy i socjalizm i spółdzielczość uważają za wymysł ludzi radzieckich zaimportowany przez nierozgarniętych Polaków. Niestety w innych dziedzinach nauki prawicowcy mają podobny potencjał intelektualny. Ale do rzeczy.

Przemyślenia T. Morusa “leżakowały” przeszło 300 lat aż do 1844 roku. Celowo pomijam tu cały okres XVII i XVIII wieku, kiedy podejmowano próby różnorodnych zmian i modernizacji kierunków socjalizmu utopijnego. Niewątpliwie jednak przyczyną powstałego systemu była reakcja na procesy industrializacyjne i mechanizacyjne zachodzące najpierw w Anglii, Francji, Niemczech, potem w Europie Środkowej. Spośród wszystkich ruchów robotniczych, spółdzielczość jest rewolucją ponieważ zmierza do całkowitego i fundamentalnego przekształcenia ustroju społeczno-gospodarczego. Motyw zysku, wśród teoretyków spółdzielczości jest zjawiskiem wtórnym, choć nie marginalnym, ponieważ według nich to spożycie a nie wytwórczość jest sprawdzianem dobrobytu społecznego.

Spółdzielczość wprowadza nową zasadę podziału bogactw świata, zasadę uwzględniającą potrzeby ludzkie, a posiadany kapitał jest problemem wtórnym. A więc spółdzielczość jest efektem myśli socjalizmu utopijnego, która w procesie ewolucji ogromnej ilości realizowanych przeróżnych koncepcji wykrystalizowała podstawy współczesnej spółdzielczości.

Jako twórcę spółdzielczości zwykło się wskazywać Roberta Owena i o nim słów kilka. Owen pochodził z bardzo biednej rodziny. Jako dziesięcioletni chłopiec rozpoczął pracę zarobkową i własną pracą osiągnął status przemysłowca. Mimo to walczył z ustrojem, którego był przedstawicielem, z ustrojem który generował biedę i poniżenie człowieka. Całe życie R. Owen był owładnięty myślą o przyczynach krzywdy ludzkiej i cały swój majątek poświęcił na planowanie i próby urzeczywistniania nowego ładu społecznego. Uświadomił sobie, iż nędza społeczna i wszelkie związane z nią nieszczęścia są wynikiem panującego systemu gospodarczego. System ten pozwalał kapitałowi wyzyskiwać tysiące mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci w imię swego zysku. Sama realizacja zysków - w cenie miejscowej (detalicznej) uzależniała masy spożywców od kupców i przemysłowców prywatnych, ponieważ płace (podobnie jak dziś) nie były w żadnym stosunku ani do włożonego wysiłku, ani też do potrzeb wytwórcy.

R. Owen krytykował współzawodnictwo kapitału o zyski, a robotników o pracę. W takim ustroju (wg. R.O.) zło bierze górę zawsze i wszędzie. Jednak jego konstrukcje asocjacyjne stawiały sobie zbyt idealne i zbyt rozległe cele, miały być wszechstronne i dlatego wkrótce upadały. Faktycznymi twórcami pierwszego przedsiębiorstwa spółdzielczego stanowiącego wąską kooperację spożywczą byli skromni angielscy tkacze z Rochdale. To oni w 1844r założyli w 28 osób spółkę spożywczą, która rozwinęła się niezwykle pomyślnie. Ci rozsądni robotnicy skupili całą uwagę na prowadzeniu swego sklepu, który miał na celu zaopatrywanie członków w produkty dobrego gatunku i po rzetelnych cenach. Każdy z dwudziestu ośmiu założycieli wniósł udział wysokości jednego funta szterlinga, każdy na zebraniach spółdzielni rozporządzał jednym głosem, a w swoim sklepiku, każdy z nich kolejno wykonywał funkcję sprzedawcy.

Ta organizacja stała się dla Anglików wzorcem do naśladowania, do tworzenia całego szeregu spółek o charakterze spożywczym. Rochdalscy tkacze znani są też jako “Sprawiedliwi Pionierzy”, którzy działali zgodnie z zasadami teorii Roberta Owena. Przewodzili temu przedsięwzięciu zwykli tkacze Howarth i Cooper. Skupiają się jednak (odmiennie niż R. Owen) jedynie na handlu artykułami spożywczymi. Opracowali metody działania, których założenia obowiązują w spółdzielczości do dziś.

A oto zbiór obowiązujących w spółdzielczości spożywczej zasad. Sprzedaż towarów wyłącznie za gotówkę i po cenach detalicznych. – miejscowych. Możliwość udziału w asocjacji wszystkich chętnych. Równość głosów stowarzyszonych. Podział czystych zysków między członków w zależności od stopnia korzystania z oferty przedsiębiorstwa, tj. od wielkości dokonanych przez nich zakupów. Obowiązuje też zasada sprzedaży towarów wszystkim chętnym nie będącym członkami kooperatywy, przy czym zysk z tej sprzedaży ma być przynajmniej w połowie socjalizowany w formie funduszu rezerwowego, z przeznaczeniem na rozwój przedsiębiorstwa lub na cele społeczne. (czyli dzisiejsze fundusze udziałowe i zasobowe) Dopuszcza się też inny podział nadwyżki zgodnie z wolą i potrzebami spółdzielców (dziś Walnego Zgromadzenia). W organizacji obowiązuje zasada neutralności politycznej. W ten sposób rozpoczął się głównie w Europie ruch kooperacji (spółdzielczości) spożywczej. Pamiętajmy, że wszystkie pomysły i projekty rozwiązywania problemów egzystencjalnych społeczeństwa, mające na celu doprowadzenie do względnego egalitaryzmu, formułowane były w XVIII i XIX wieku.

Następnie asocjacje rozszerzyły swą działalność na sferę produkcji, dostarczając swoim członkom możliwość podjęcia pracy. Możliwa stała się kolektywizacja zysków z produkcji, do chwili, w której nastąpi całkowite zaspokojenie zapotrzebowania swoich członków co do pracy, wyżywienia, ubrania i mieszkania. Wtedy takie stowarzyszenia miały nazywać się wspólnotą. To kolejna ważna uwaga w kwestii nazewnictwa. Współczesna nomenklatura post solidarnościowa zawłaszczając termin wspólnota sprowadziła go do roli bezideowego, prymitywnego modelu polegającego na tworzeniu niezdefiniowanych w życiu gospodarczym podmiotów na bazie zawłaszczonego majątku spółdzielczego, bez liczenia się z realiami i powodami ich istnienia, twierdząc, że spółdzielczość gwałci podstawowe prawo kapitalizmu, czyli prawo własności. Formułowanie takiego stanowiska świadczy o kompletnym braku elementarnej wiedzy, ponieważ jak wspominałem, spółdzielnie - asocjacje powstające ze wspólnoty celów i dla gromadzenia wspólnie środków na realizacje wyznaczonego celu ergo - nominalnymi właścicielami majątku spółdzielczego są sami spółdzielcy.

Owe zrzeszenia były wyrazem protestu przeciwko temu iż cały zysk z produkcji przypadał kapitałowi. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z kapitalizmem korporacyjnym, bo spółdzielczość jest zrzeszeniem rozdrobnionego acz znaczącego kapitału, w którym z dóbr jakie są efektem pracy, korzystają wszyscy członkowie tego zrzeszenia. Zaś wspólnota może powstać na bazie istniejących i niezrzeszonych podmiotów w celu uproszczenia procedur związanych np. z administrowaniem nieruchomościami. Tak więc spółdzielczość to rodzaj wysoko rozwiniętej organizacji społeczno gospodarczej, która przede wszystkim wytwarza różne dobra ku pożytkowi ich licznych współwłaścicieli, charakteryzująca się jednak bardzo rozdrobnionym kapitałem. I choć nie daje się związać tej organizacji z żadną konstrukcją teoretyczną, to można sformułować następującą definicję kooperacji.

“(…)Kooperacją, czyli spółdzielczością jest sposób (metoda) prowadzenia przedsiębiorstwa zbiorowego, w którym podmiotem jest dobrowolny związek osób o nieokreślonej liczbie równouprawnionych członków, mających na celu prowadzenie przedsiębiorstwa ograniczającego swą działalność tylko do członków, przy czym zyski z przedsiębiorstwa rozdziela się między członków w stosunku do stopnia korzystania z niego, albo też zbiera się je na specjalnym funduszu w celu powiększenia przedsiębiorstwa lub na cele społeczne i w tym przypadku członkowie do takiego funduszu nie mają żadnych roszczeń.” (def. wg Edwarda Taylora prof. Uniwersytetu Poznańskiego zawarta w publikacji “O istocie spółdzielczości” str.36 wydanie II Poznań 1946).

To w zasadzie koniec opisu niesłychanie skróconej niemal encyklopedycznej teorii spółdzielczości. Ale już bez wydawania się w rozmaite teorie bez rozstrzygania o słuszności poglądów różnych ważnych postaci z zakresu teoretycznego rozwoju myśli gospodarki stosowanej możemy stwierdzić, że ta forma przedsiębiorstw ma swój niezaprzeczalny sens. Dowodem dla tej tezy jest wcześniej wspominana mnogość rozwiązań, zastosowanych w rozmaitych dziedzinach życia gospodarczego. Formy spółdzielczości stosowane były także w różnych dziedzinach przemysłu, handlu i usług. Z doświadczeń minionych lat wynika, że w relacjach handel - produkcja sama produkcja rozwijała się pomyślnie tylko wtedy kiedy sprzedażą wytworzonych przez spółdzielczość dóbr zajmowały się te same spółdzielnie rozszerzając zakres swojej działalności gospodarczej. Dlatego wszelkie asocjacje zajmowały się przede i wszystkim handlem, natomiast cała sfera usług, podobnie jak handel miał się dobrze we wszystkich dostępnych jej obszarach gospodarczych.

To dobra wiadomość w świetle wiedzy, że usługi i handel w rozwiniętych gospodarczo krajach dają zatrudnienie dla 70% pracujących. Owe 70% jest niezbędne dla funkcjonowania sektora wytwórczego w całości. Celowo nie rozwijam tematu możliwości jakie niesie ze sobą spółdzielczość. Myślę, że wyobraźnia czytelników podpowie wiele więcej możliwych rozwiązań niż sam mógłbym sobie wyobrazić, zresztą bardzo na to liczę, albowiem wszelkie przemyślenia zawsze są zaczynem koncepcji gospodarczych, dotyczy to również rolnictwa, które jako producent świetnie i korzystnie mogłoby funkcjonować w takiej asocjacji, albowiem pomijałyby “instytucję” pośrednika, co mogłoby obniżyć ceny detaliczne a zwiększyć zyski z produkcji.

Możliwości jest tyle ile istnieje tematów związanych z gospodarką – również rynkową. W ogóle spółdzielczość jest wspaniałym i komplementarnym suplementem gospodarki. Czemu w Polsce zapominany? Obawiam się, że dochodzę do smutnych wniosków. W Polsce nie istnieje żaden system gospodarczy. Brak nam rozwiązań strukturalnych determinujących charakter i kierunek rozwój gospodarki - tu produkcji. Nasz potencjał ekonomiczny ma charakter wczesno kapitalistycznych drapieżnych manufaktur, miast porządnego aspirującego do rodziny krajów europejskich cywilizowanego ustroju społeczno gospodarczego. Nie chcę być monotematyczny, ale po raz kolejny wychodzi, że nie realizujemy konstytucyjnej zasady Społecznej Gospodarki Rynkowej.

Niemożliwe żeby prezentowanej wiedzy nie mieli nasi rządzący. Wobec tego uprawnionym, jak sądzę jest domniemanie na granicy pewności, że przyczyną dla której mimo własnej woli musi działać wbrew interesom narodowym i nie realizuje tej zasady, jest kosztem jaki musi ponieść solidarność w związku z zaciągniętymi przed laty zobowiązaniami wobec zachodu. Współczesna lewica nie ma nic wspólnego z tymi zobowiązaniami, dlatego należy zrobić wszystko aby przejąć władzę, bez układów koalicyjnych. Nie wiemy kto będzie tym mężem opatrznościowym który zacznie realizować ww. zasady. Na polityce się nie znam i nie aspiruję do pozycji doradcy politycznego, choć chciałbym, żeby to lewica była tą siłą która uporządkuje gospodarkę w naszym kraju, dlatego przestrzegam przed aliansem z PO.

Adam Zbigniew Gusiew

Sekretarz Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową

* * *

"Artykuł Pana Gusiewa dot. spółdzielczości jest "na czasie". Autor, chyba dlatego by nie znęcać się nad ciasnotą umysłową projektantów ustawy w sprawie spółdzielczości, nic nie wspomina o tym, że spółdzielczość stanowi bardzo istotny składnik systemu gospodarczego i społecznego Unii Europejskiej. Przyjmowanie, a nawet sama dyskusja nad takim projektem w naszym Sejmie spotkać się może ze strony stolic europejskich z zapytaniem, jak to się stało, że Polska jakimś dziwnym trafem znalazła się w Unii Europejskiej. Nie chcąc rozwodzić się dłużej nad poziomem naszych niektórych polityków, zwracam uwagę, że polska spółdzielczość się broni. Tak np. Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP zbiera podpisy pod protestem członków spółdzielni mieszkaniowych do Parlamentu Europejskiego przeciwko naruszaniu celów, zasad i postanowień prawa unijnego obowiązującego na terytorium Polski w stosunku do 8 mln członków polskiej spółdzielczości i 300 tysięcy osób zatrudnionych w spółdzielniach. Ja już tę petycję zdążyłem podpisać".

Ze spółdzielczym pozdrowieniem,

Maksymilian Podstawski