Marian Kargol

SLD po przejściach - - kilka uwag i pytań (zgryźliwca)


motto: „Władza zwykle dostawała się temu,kto to wiedział, że kij może być dostarczycielem marchewki”. ( Mieczysław Kozłowski)

Moim zamiarem nie jest w tym miejscu szczegółowe analizowanie przyczyn – wręcz klęskowego upadku – społecznego poparcia dla tej formacji. Pragnę jedynie pokrótce zwrócić uwagę na niektóre – moim zdaniem – ważne problemy interesujące dużą część społeczeństwa, a którymi SLD zajmował się dotąd jedynie marginesowo lub wręcz wcale. I zresztą nie tylko to ugrupowanie, ale także inne formacje, w tym oczywiście ekipy rządzące. Mam tu na myśli niektóre problemy z dziedziny społeczno-gospodarczej i socjalno-bytowej, a o które nasze państwo w dużej mierze lub całkowicie przestało dbać. Słowem opiekuńcza rola naszego ponoć demokratycznego państwa, przestała być jego domeną. Zamiast tego, tzw. wolny rynek wszechwładny pieniądz stały się antidotum na wszystkie trudności i problemy dotyczące społeczeństwa. Ponieważ tak się dzieje, że państwo z wielu swoich obowiązków opiekuńczych zrezygnowało, wytworzyła się sytuacja, w której mamy do czynienia z zagrożeniem niektórych praw obywatelskich zagwarantowanych w naszej konstytucji. Jednakże w tym miejscu nie mam na myśli obecnie sparaliżowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ tym problemem zajmują się inne kompetentne podmioty. 1. W pierwszym rzędzie pragnę zwrócić uwagę na nasze bezrobocie i wynikające stąd negatywne skutki. Wiadomo oficjalnie, że bezrobocie u nas oscyluje w granicach 9-11%. jednakże w rzeczywistości jest ono znacznie wyższe. Świadczy o tym min. fakt, że nie dolicza się do tego wskaźnika naszej zarobkowej emigracji (ponad 2,5 mln osób). Ponadto nie publikuje się u nas danych ukrytego bezrobocia na wsi, gdzie wiele tysięcy jej mieszkańców nie ma pracy lub pracuje jedynie dorywczo, cierpiąc niedostatek. Jeśli zatem doliczy się tych wszystkich, z różnych przyczyn niepracujących - to wskaźnik naszego bezrobocia może sięgnąć 20 i więcej procent. Tymczasem nasza Konstytucja na ten temat wypowiedziała się dość jasno, a mianowicie: „Art. 67, pkt.2 – obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego”. A więc jak z tego wynika to zabezpieczenie naszych bezrobotnych jest przez państwo dość iluzoryczne. 2.Bezrobocie to dużym stopniu powoduje u nas jeszcze jedno dotkliwe zjawisko, a mianowicie – bezdomność. Trzeba zaznaczyć, że jest ono nowym, immanentnym nieszczęściem społecznym, a co warto podkreślić, prawie zupełnie nie znane w okresie PRL. Jest to problem i temat wielce wstydliwy dla obecnego systemu rządów, a jednocześnie wybitnie przez nie lekceważony. Świadczy o tym min. fakt, że nie publikuje się na ten temat oficjalnych danych, a jeśli już, to fragmentarycznie i nader niewiarygodnie. Tymczasem według nieoficjalnych sondaży znawców problemu, wielkość tego zjawiska jest niepokojąco znacząca i co gorsza, posiada tendencję wzrastającą. W tym sensie możemy mówić o liczbie bezdomnych oscylującej pomiędzy 800 – 900 tysięcy ludzi, samotnych oraz rodzin, których to dotyczy. Są to ci nieszczęśnicy, którzy koczują po pustostanach, klatkach schodowych, kanałach, na działkach oraz co, grzebiący w śmietnikach. Do nich należałoby doliczyć tych zagrożonych, do których to puka do drzwi lub zmierza komornik sądowy. W ten sposób mamy do czynienie z nieodłącznym pejzażem charakteryzującym obecną „demokratyczną” rzeczywistość. Co gorsza, do tej kompromitującej obecny system władzy – sytuacji, usiłuje się w sposób wręcz nachalny przyzwyczajać nasze społeczeństwo, jakby to było coś normalnego. - 2- Czynią to zawzięcie, głównie za pośrednictwem prawicowych mediów różni szadzący rządzący politykierzy. Tymczasem praktyka jest taka, że podstawową metodą walki z bezdomnością jest wyrzucanie ludzi z ich dotychczasowych mieszkań na bruk. Bezduszne nasze państwo – ponoć demokratyczne, nie tylko nie staje w obronie tych ludzi, ale wręcz przeciwnie, toleruje różnego rodzaju pojawiających się coraz częściej fałszywych spadkobierców, którzy bez skrupułów eksmitują ludzi. W ten sposób coraz częściej za zgodą władz – przyspiesza się wysiedlanie dotychczasowych wieloletnich mieszkańców, czyniąc właśnie z nich bezdomnych. Przyczyna tej bezduszności wynika przede wszystkim stąd, że w dużej mierze jest właśnie pochodną bezrobocia. Ludzie pozostający bez pracy, pobierający nawet jakiś stały czy okresowy zasiłek, nie dają sobie często rady z opłacaniem czynszu i innymi niezbędnymi świadczeniami. Sad narastające zadłużenie, a skutek wiadomy – eksmisja. Ciekawe w tej problematyce jest pytanie, dlaczego to nikt z kompetentnych osób (władz) nie docieka, skąd mianowicie biorą się bezdomni? Nikogo to z podmiotów odpowiedzialnych wręcz nie obchodzi. Jedynie w tych warunkach braku skutecznej opieki państwa nad tymi ludźmi, pozostaje im tylko jakaś pomoc jednostek dobrej woli – w rodzaju współczesnego obecnie Dom Kichota, którym jest np. p. Piotr Ikonowicz – ze swoją Kancelarią Sprawiedliwości. O przyczynach tego wstydliwego dla państwa problemu mówi się min. „... w przeważającej liczbie przypadków kłopoty wynikające z przyczyn, na które osoby poszkodowane nie miały wpływu, niskich zarobków, choroby i jej kosztów, utraty pracy, niepełnosprawności, załamania nerwowego...” („Angora”, nr 22/2016). W tym miejscu aż się prosi znowu zadać pytanie – co czyni na ten temat SLD, a także szerzej mówiąc, różne ugrupowania lewicowe? Niestety, odpowiedź jest nader prosta, nie czynią nic, a jeśli to zupełnie niewiele. 3. Kolejny problem to służba zdrowia, który żywotnie dotyczy większości społeczeństwa, a w pewnym sensie i wszystkich obywateli. A więc znowu warto przypomnieć i zacytować odpowiedni fragment naszej Konstytucji. Oto on: „Art. 68 pkt.2 :Obywatelom niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki społecznej finansowanej ze środków publicznych”. Wypada więc pokrótce ocenić obecną aktualną działalność naszej służby zdrowia i jak to się ma do tych ustaleń konstytucyjnych. Nie miejsce tu, aby szczegółowo opisywać cały obowiązujący system tego lecznictwa, bowiem jest om tematem wielu dyskusji i publikacji. Natomiast pragnę jedynie zwrócić uwagę na te zjawiska, które w tym systemie świadczą wręcz o praktyce patologicznej. Nie będę w tym miejscu charakteryzował i dociekał, dlaczego coraz trudniej dostać się jest do specjalisty, dlaczego są coraz bardziej wydłużające się kolejki itd. bo do tych praktyk prawie zostaliśmy już przyzwyczajeni i jakoś to znosimy. Natomiast nie do pogodzenia są coraz częściej sygnalizowane przez różne media – przypadki wręcz haniebnych zjawisk w wykonaniu właśnie tejże naszej służby zdrowia, a ściślej systemu, który praktykowany jest coraz częściej, a wynika on z bezprzykładnej znieczulicy ze stron państwa. Oto nagminnie wręcz słyszymy szczególnie w mediach o ciężko chorych ludziach, szczególnie dzieciach ( o seniorach nie wspominając0, dla których leczenia ponoć brakuje pieniędzy. Jest tych przypadków wiele, a raczej coraz więcej. Ograniczę się jedynie do jednego podanego w publicznej TV. Oto spikerka – z miną raczej z siebie zadowolonej - podała, że mamy ciężko chore dziecko na serce, a ponoć u nas nie możemy go leczyć. Jednak na szczęście znalazł się dobroczyńca z USA, który łaskawie zgodził się go zoperować – za bagatela 2 mln złotych, ale dodała, że brakuje na to pieniędzy. No i co można na to powiedzieć? Po prostu skandal. Tym bardziej, że to przypadek nieodosobniony. Tego rodzaju niedowład i znieczulicę tłumaczy się – jak wiadomo - głównie brakiem pieniędzy. Tymczasem nie brak tych środków na pożyczki dla skorumpowanych władz Ukrainy ( ponad 100 mln EUR), nie brak na wielomilionowe dotacje dla „ojca” z Torunia, nie brakuje na milionowe pobory dla członków zarządów różnych spółek, nie żałuje się pieniędzy na utrzymywanie bez miary rozbudowanej biurokracji rządowej ( np. mamy obecnie aż 95 wiceministrów ( „Przegląd” nr 24/2016); wreszcie nie żałuje się pieniędzy na utrzymywanie tego zbiurokratyzowanego molocha jakim jest NFZ. Jak wiadomo, jest on jedynie kosztownym pośrednikiem w finansowaniu lecznictwa i coraz bardziej ograniczającym równość opieki wszystkim pacjentom. W tym sposobie jego działania, mamy do czynienia coraz bardziej z faworyzowaniem płatnych usług lekarskich, które przecież przeznaczone są dla ludzi lepiej sytuowanych. A zatem, gdzie tu mamy równy dostęp do usług leczniczych – a co niby gwarantuje nam Konstytucja? Natomiast państwo, ażeby ukrywać przed społeczeństwem tego rodzaju wynaturzenia w systemie lecznictwa, tłumacząc się brakiem pieniędzy proponuje jako antidotum na to – różnego rodzaju społeczne zbiórki tych środków, W rzeczywistości zmusza się więc te osoby dotknięte nieszczęściem do różnych próśb o datki na niezbędne leczenie swoich chorych. Często więc, ci zrozpaczeni ludzie zmuszeni są – bo nie mają pomocy ze strony systemu (państwa) – do swego rodzaju poniżającej ich żebraniny. Gorzej, że ta chora praktyka staje się u nas wręcz normą. Oczywiście to dobrze, że istnieją dobrzy ludzie i organizacje charytatywne, jednakże nie mogą one i nie powinny zstępować w tej roli państwa i jego powołanych do tego celu podmiotów. O mizerii tego naszego systemu lecznictwa od dawna przecież wiadomo. Świadczy o tym także wielomiliardowe zadłużenie szpitali, niskie płace personelu pomocniczego, a ostatnio i strajki – to symbole niechlubnego systemu naszej opieki zdrowotnej. ( A tak nawiasem mówiąc, czy ktoś za czasów PRL słyszał o zadłużeniu jakiejś placówki służby zdrowia?). W tych wszystkich sprawach niewątpliwie żywotnych dla naszego społeczeństwa, powinna na co dzień zabierać głos lewica czy konkretnie SLD. I nie tylko krytykować, ale także proponować lepsze rozwiązania i dążyć wręcz do zmiany tego karykaturalnego systemu i jego praktyki. W tym miejscu znowu należy postawić pytanie; dlaczego w temacie poprawy funkcjonowania służby zdrowia, nie słychać i nie widać SLD? Czyżby i temu ugrupowaniu nie zależało na właściwej opiece względem chorych? 4. Następny problem to kwestia mówiąc potocznie, obronności naszego kraju. Z tego co słyszymy i czytamy w publikatorach, można wyciągnąć wniosek, że żyjemy na skraju zagrażającej nam wojny, która nadciąga przede wszystkim ze wschodu, a konkretnie z Rosji. Ta rozpętana przez nasze „służby obronne” histeria wojenna jest coraz głośniejsza i coraz o coraz bardziej próbuje zastraszyć nasze społeczeństwo. Rząd – nie tylko zresztą ten ostatni – nieustannie zabiega o różne wsparcie zachodnich wojsk i budowę różnych instalacji (np. tzw. Tarczy) – dla naszego kraju. Wreszcie można powiedzieć, że coś się udało uprosić w USA, ponieważ będzie tarcza, brygada pancerna ( chyba w rotacji), „szpica”, amerykańscy piloci itd. Ostatnio zaś, mieliśmy ponoć udane manewry natowskie, a także byliśmy gospodarzami szczytu NATO. No i oczywiście horrendalne wydatki na różnego rodzaju wojskowe zabawki (ok. 140 mld zł – w ciągu paru następnych lat), na niektóre przestarzałe, wątpliwej przydatności w naszych warunkach. Do tego dochodzi organizowana nowa wielotysięczna formacja tzw. Wojsk Obrony Terytorialnej, coś w rodzaju pospolitego ruszenia czy Gwardii Narodowej. Niestety, nasi politycy od obrony, a zwłaszcza minister, nadal nie uważają, że to wszystko wystarczy, aby zabezpieczyć nad w 100% przed Rosja. Oto znalazło się rozwiązanie, które na pewno spełniłoby to marzenie o samo wystarczającej obronności naszego kraju. Wymyślił to rozwiązanie mój pewien zatroskany i dowcipny przyjaciel, a mianowicie: należałoby zgłosić nasz kraj Ameryce, aby zechciała nas przyjąć jako kolejny zamorski stan USA. To chyba na pewno dałoby naszym „obrońcom” pełnię szczęścia i zadowolenia. Jest tylko taki problem, czy zechcieliby nas przyjąć? Ale to już inna sprawa. Natomiast mówiąc realnie w tej rozpętanej przez nasz obecny rząd histerii wojennej, jak na lekarstwo brakuje w mediach rozsądnych głosów i obiektywnych ocen dotyczących rzeczywistej sytuacji na te tematy. Pozytywnym wyjątkiem w tej kwestii może być głos – choć nader rzadko słyszalny – p. J. Zemke. Póki co ta nagłośniana tematyka wojenna ma spełnić, jak się wydaje, co najmniej dwa cele. Pierwszy to odsuwanie uwagi społeczeństwa od innych trudnych problemów, które dotykają większą jego część (np. wspomniana służba zdrowia, bezrobocie, niskie zarobki, itp.) Drugi zaś, to celowe wzmaganie antyrosyjskich nastrojów przez rzekome narastanie zagrożenia ze strony tego sąsiada. W tym miejscu znowu aż się prosi, aby postawić kolejne pytanie: gdzie jest rozsądne, realne stanowisko SLD, lewicowych działaczy na powyższe tematy? Niestety nasze lewicowe elity, w tym przede wszystkim SLD nie zabierają głosu, nie przedstawiają swojego stanowiska, nie prostują różnego rodzaju zakłamywań. 5. Kolejna uwaga – czy problem – który koniecznie należy wskazać, choćby jedynie sygnalnie, to współczesne niewolnictwo. Otóż niedawno ukazał się raport „Global Slavery Index, 2016” (Światowy Indeks Niewolnictwa). Czytamy w nim min., że z pośród państwa europejskich w ubiegłym roku, Polska zajmuje drugie, niechlubne miejsce ( po Turcji) z liczbą 181 tys.*) różnego rodzaju niewolników. Skąd się biorą ci skrzywdzeni ludzie? Otóż aktualni niewolnicy często tracą wolność z powodu np. niespłacanych długów, działalności oszustów, różnego uzależnienia pracowników przez pracodawców itp. najczęściej ofiarami takiego procederu są u nas Ukraińcy, Bułgarzy, Rumuni, Wietnamczycy, a także niestety Polacy. Pracują oni bardzo ciężko na budowach, w fabrykach, w przemyśle spożywczym i innych najcięższych miejscach, notorycznie zaś nie otrzymują wynagrodzeń ani żadnych innych należnych im świadczeń. Jedną z form – może łagodniejszą – tego nowoczesnego niewolnictwa 21 wieku jest u nas praktyka zatrudniania różnego rodzaju stażystów. Nie dawno na ten temat ukazała się krytyczna analiza NIK. Wynika z niej dowodnie, że większość zatrudnianych przez firmy stażystów nie otrzymuje za swoją pracę ani grosza. Co więcej, prawie 40% z nich, po ukończeniu tejże, nie ma żadnej propozycji pracy. Ten naganny proceder pracodawców jest ogólnie tolerowany, bo przecież wynika on z zasad neoliberalnego systemu wspieranego jak wiadomo przez rząd. Znowu trzeba zadać pytanie; co na to ludzie lewicy, a zwłaszcza SLG? Ano niestety nic. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------- *) por. W. Raczkowski – ‘Przegląd” nr 26/2016. 6. Następna uwaga i jednocześnie problem - dotyczy tematyki wiejskiej. Trzeba przypomnieć, że przed dwoma laty SLD opracował projekt programu obejmujący politykę rolną w ramach wspólnoty europejskiej. Niestety temat ten nie został przez SLD w ogóle wdrożony do szerszej konsultacji społecznej. Przypominają o tym programie nasze „Nowe Perspektywy” (nr 14/2016). Należy się więc dziwić dlaczego SLD nie podejmuje, a raczej zaniechał takiego nośnego tematu dla wsi, która jak wiadomo jest dużym elektoratem i na pewno interesuje się polityką rolną. 7. Kolejną taką niezrozumiała obojętnością SLD jest „Program Wisła”. Również temat ten znalazł swoje miejsce w „Nowych Perspektywach” (nr 1(4) 2016). Niestety został on przez SLD zlekceważony, wręcz zapomniany. Tymczasem nowa władza w warunkach „dobrej zmiany” temat ten dostrzegła i nie tylko. Oto już w marcu br. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej przedstawiła podstawowe założenia takiego programu rozpisanego na 15 lat i nawet z planowanymi na ten cel środkami ok. 60 mld zł. Ma się nadać temu przedsięwzięciu duży rozgłos propagandowy wraz z ogłoszeniem roku 2017 jako „Rok Wisły”. Oczywiście w założeniach tych ani słówkiem nie wspomina się o pierwowzorze jakim był ten program opracowany za czasów E. Gierka. I co można na to powiedzieć; kolejna dobra inicjatywa społeczno-gospodarcza została przez prawice skradziona właśnie lewicy. Natomiast owa lewica, a zwłaszcza SLD zachowuje się w tej sprawie tak, jakby jej to w ogóle nie dotyczyło. Należy stwierdzić z żalem, że o ten wielki zamysł z lat 70-tych ub. wieku z uporem i zaangażowaniem, walczą jedynie nieliczne jednostki- jak np. p. Zbigniew Sowa, Roman Wipijewski, a także inni działacze samorządowi. Niestety, pozostają oni jak dotąd bez należytego, konkretnego wsparcia ze strony centralnych władz SLD. Tymczasem temat ten aż się prosi. Aby nadać mu powszechniejszy rozgłos poprzez choćby na początek zorganizowanie popularno-naukowej dyskusji w gronie fachowców i przy udziale zainteresowanych samorządów. Wypadałoby do tych działać zachęcić wszystkie województwa, prze które przepływa Wisła, a także i Odra. 8. Następna uwaga dotyczy obchodzonych u nas różnego rodzaju rocznic. Mamy ich sporo, tych godnych pamięci i szacunku oraz tych moralnie wątpliwych. Częstotliwość niektórych doszła już do absurdu, bowiem Smoleńską obchodzimy jako „miesięcznicę”; należy się obawiać czy którąś z podobnych nie będziemy musieli obchodzić jako „tygodnicę”. Obchodzono rocznicę ślubu „wyklętego”, niejakiego Pileckiego z udziałem aż wiceministra. Ja natomiast w tym miejscu chciałbym przypomnieć, że 11/12 lipca obchodzimy ważną, a nader smutną 73 rocznicę mordów Wołyńskich. Bowiem w tym dniu 1943 r Ukraińscy nacjonaliści z pod znaku OUN – UPA zaatakowali na Wołyniu ponad 90 miejscowości, mordując w sposób okrutny ok. 10 tys. niewinnych Polaków. Gwoli prawdy należałoby też przypomnieć, że w lipcu 2013 roku, Sejm RP przyjął Uchwałę z okazji 70-tej rocznicy tych mordów, w której czytamy min: „ W latach 1942-45 na terenie Wołynia i Galicji wschodniej ofiarą zbrodni padło ok. 100 tysięcy obywateli polskich. To tragiczne doświadczenie powinno być przywrócone pamięci historycznej współczesnych pokoleń.” A także: „Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa”. To ostatnie sformułowanie – swoisty potworek znaczeniowy – bo nie mówi się tu wprost o potwornym ludobójstwie, lecz o jego „znamionach”. Ale dobre i to, że wiadomo ogólnie o co chodzi. W tym miejscu jednakże należy uściślić fakty. Uchwała ta wymienia terenem tych zbrodni tylko Wołyń i ogólnie Galicję Wschodnią, gdzie miało zginąć ok. 100 tys. ofiar – w okresie lat 1942-1945. To oczywiście jest dalece nieścisłe lub wręcz fałszywe – ponieważ teren objęty tym ludobójstwem był o wiele szerszy. Mianowicie, obejmował on nie tylko Wołyń i ogólnikowo Galicję Wschodnią, ale konkretnie to niemal wszystkie wschodnie województwa II RP *). Ponadto ta niechlubna działalność owych morderców miała miejsce nie tylko w wymienionych latach okupacji, ale zapoczątkowana już została w końcu 1939r i trwała do połowy 1947 r ( zakończona jak wiadomo skuteczną akcją „Wisła”). Ta ekstremistyczna działalność ukraińskich nacjonalistów przyniosła tragiczny plon ofiar wg prowadzonych źródeł – przez obiektywnych historyków – ok. 200 tys. Polaków, w tym kilka tysięcy Ukraińców ( tych, którzy sprzeciwiali się tej bandyckiej czystce). Na ten temat, niestety, od ponad 70-ciu lat żaden polski rząd niedomagał się wyjaśnień od Ukrainy, a tym bardziej należnych naszemu społeczeństwu przeprosin. Wydawało się więc, że wreszcie nasze nowe demokratyczne państwo upora się z tym dotychczasowym problemem tabu. Nadzieje taką stworzyła wspomniana wyżej uchwała Sejmu. Niestety, żadne żądanie naszych władz pod adresem Ukrainy – ażeby przeproszono ofiary tych mordów - nigdy nie padło. Natomiast wszystkie nasze rządzące elity – w całym 27-leciu, włącznie z SLD, stosują nadal nieodwzajemniona miłość wobec władz Ukrainy. O tej bezsensownej, kompromitującej nas praktyce świadczy wiele przykładów. Przytoczę tu jedynie niektóre. Np. w k konflikcie Ukraińsko – Rosyjskim demonstrujemy całkowite i bezdyskusyjne poparcie dla Ukrainy. Tymczasem do powołanego zespołu mediacyjnego ( Niemcy, Francja, Białoruś) nie została dopuszczona Polska, gdyż nie życzyły sobie tego władze Ukrainy. Inny przykład; oto w kwietniu ub. roku były prezydent Komorowski przemawiał w Ukraińskim parlamencie i oczywiście w duchu nader spolegliwym, serdecznym i niemal podlizującym się. Były wiwaty, uściski, a nawet pocałunki. A w dwie godziny później parlament ten uchwalił Ustawę, która uznaje UPA za bojowników o wolność Ukrainy, a ponadto umieszczono w niej zapis, ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------- *). lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie, rzeszowskie i lubelskie. że każdy, kto będzie temu przeciwny zostanie ukarany. Czy może być gorsze poniżenie głowy naszego państwa, a przede wszystkim nas, Polaków? Co więcej, aktualna ekipa rządząca Ukrainą z Poroszenką na czele szczególnie demonstruje antypolskie gesty. Np. nasila nobilitację oraz gloryfikację największych zbrodniarzy Polaków w rodzaju Bandery, Szuchewicza i innych. Nie będę w tym miejscu wymieniał szczegółowo licznych form pomocy jakiej nasz kraj udziela Ukrainie. Dotyczy ona jak wiemy wysyłanych tam konwojów z pomocą humanitarną; utrzymujemy poprzez stypendia tysiące ich studentów, przyjęliśmy ok. 1 mln osób emigrantów, a których ok. 800 tys. otrzymało zatrudnienie oraz zakwaterowanie; wreszcie zaofiarowaliśmy także pokaźne wspomniane wyżej kwoty pożyczkowe. Do tego należy dodać, że nader często nasi różni politycy występują jakby w roli adwokatów różnych interesów Ukrainy, najczęściej nie będąc o to proszeni. Z tego wszystkiego wynika, że to wręcz narzucanie się z przyjaźnią wobec władz Ukrainy, nie tylko nie jest z jej strony doceniane, ale przynosi nam jedynie zaostrzenie stosunków z Rosją. Jednakże trzeba zaznaczyć, że z okazji tegorocznej rocznicy wspomnianych mordów „Wołyńskich” – pojawiło się pewne nowum ze strony Ukrainy. Oto znalazła się grupka osób, które wystosowały do nas „pobratymców” list w swej intencji z przeprosinami. Nadawcami tego listu są dzisiaj byli prezydenci tj. L. Krawczuk i W. Juszczenko, a także dwóch hierarchów kościołów ( prawosławnego i grekokatolickiego), jeden rektor wyższej uczelni oraz kilkunastu różnych raczej mniej znanych osób. W sumie 14 nazwisk. Z treści tego listu wynika przede wszystkim, ze mordy owe były „epizodem”. Ponadto, że tragedia Wołyńska to „polsko-ukraiński konflikt lat II wojny światowej”. Zatem, mimo, iż należy wierzyć w dobre intencje autorów - list ten, choć jest jakąś jaskółką dobrej ich woli – nadal nie spełnia oczekiwanych przez Polaków szczerych przeprosin. Świadczy o tym fakt, że list ten napisany został przez małą grupkę osób nie mających wpływu na realizację bieżącej polityki państwa. Natomiast tych byłych prezydentów należałoby zapytać, dlaczego to wówczas gdy sprawowali władzę, nie podjęli tego tematu zgodnie z oczekiwaniem skrzywdzonych, niewinnych Polaków. Na treść tego listu – trzeba obiektywnie odnotować – odpowiedziała zebrana w tym celu grupa posłów PiS. Jak było do przewidzenia, dominowały wypowiedzi, z których wynikało, iż wspomniany list nie spełnia oczekiwań Polaków, a zwłaszcza tych mieszkańców Kresów dawnej Rzeczpospolitej, którzy szczególnie ucierpieli na skutek ludobójczych działań ukraińskich nacjonalistów. Zarówno sam list garstki ukraińskich obywateli – nawet osób bardziej lub mniej znanych - jak też polemiczna odpowiedź naszej grupy posłów – nie może być inaczej traktowana jako wymiana poglądów i to raczej o charakterze prywatnym. Bowiem gesty owe – choć w sumie dobrze, że się pojawiają, nie mają niestety rangi stanowiska oficjalnego sygnowanego np. przez aktualny parlament czy rząd lub prezydenta. A tak naprawdę, to należy się dziwić, dlaczego tak długo nasze władze zwlekają z napiętnowaniem tego ukraińskiego ludobójstwa na arenie międzynarodowej. Tym bardziej, że władze Ukrainy to ludobójstwo uznają jako czyny bohaterskie. Mówiąc o problematyce stosunków Polsko – Ukraińskich jako ważnym elemencie całokształtu polityki zagranicznej naszego państwa, SLD powinna mieć swoje wyraźne stanowisko. Obiektywna, rozsądna ocena oraz odpowiednie wnioski znawców tej tematyki – powinny być szeroko prezentowane ogółowi społeczeństwa. Tymczasem tak się nie dzieje i formacja ta nie ma w tych sprawach prawie nic do powiedzenia. X x x Na zakończenie tych kilku problemowych uwag wypada je pokrótce zrekapitulować. Nasuwa się więc pytanie , jak mianowicie powinna zachować się partia, która w dotkliwy sposób przegrywa wybory, a to znaczy, że straciła poparcie społeczne. Wydaje się oczywiste, że przede wszystkim dokonuje solidnej analizy przyczyn takiej klęski, ocenia popełnione błędy, a także ludzi za to odpowiedzialnych. Tymczasem co robi SLD? Najpierw przez prawie pół roku wybiera przewodniczącego. Wreszcie go mamy, „ góra urodziła.... „ oraz jedenastu vice. Cokolwiek nowy, liczny skład kierowniczy miałby robić, to przecież kuriozum. Tym bardziej, że nadal działalność ta z „nowymi siłami” nie przynosi spodziewanych pozytywnych rezultatów. Świadczy o tym ciągle niewielkie, wręcz kilkuprocentowe poparcie społeczne tej formacji. Generalny wniosek, jaki można dedykować działaczom SLD, to solidne potraktowanie rzeczywiście żywotnych problemów – jakie dotyczą większości naszego społeczeństwa. A jest ich wiele. Wydaje się, że co najmniej niektóre z nich zostały wyszczególnione w niniejszym tekście i mają ważne znaczenie dla większości obywateli naszego kraju. Niestety z aktualnej działalności SLD ( głównie zajmowanie się sobą), nasuwa się min. niewesoła konkluzja, a mianowicie: nauka wynikająca z pouczającego morału, z zamieszczonego na wstępie aforyzmu, widocznie nie dociera do świadomości działaczy SLD, a szerzej lewicy w ogóle. I niestety, nic na to nie wskazuje, aby w najbliższym czasie mogło się to zmienić. Warszawa, czerwiec 2016.