Rozważania o ludzkiej istocie, sensie jej życia , wolności, sprawiedliwości i zniewoleniu

Zwiększająca się ilość nagłych katastrof nawiedzających naszą planetę Ziemię, wywołujących smutek, żal i cierpienia, jak i następujące pod wpływem walk o wolność, demokrację i sprawiedliwość przemiany w wielu regionach świata nie poprawiające jednakże warunków życia człowieka, skłaniają do częstych refleksji nad tym czym w rzeczywistości jest istota ludzka, wolność, sprawiedliwość, o które walczy i na czym polega sens jej życia. Dla ukazania jednego z obrazów tego zagadnienia, przytoczone zostaną w poniższym tekście, różnorodne poglądy w tym o charakterze religijnym, filozoficznym dla wielu ludzi być może kontrowersyjne.

 

O ludzkiej istocie i sensie jej życia

Od dawien dawna, od zarania dziejów, człowiek jako istota twórcza, co wyróżnia go od innych gatunków żyjących na ziemi, nad którymi dzięki temu w wielu aspektach góruje, dąży do poznania prawdziwego sensu swojego życia. Często nad tym rozmyśla, a zwłaszcza w sytuacjach trudnych, gdy cierpi, zagrożona jest jego dalsza egzystencja. Jaki sens ma jego życie i jakie stoi przed nim wyzwanie – zadanie do wykonania. Oto jakie często zadaje sobie pytanie. Czy sensem życia jest zdobywanie majątku materialnego i to ponad potrzeby, pozycji zawodowej, społecznej, politycznej, rodzenie dzieci itd. zastanawia się nieraz.

Dla ludzi uznających wszelkie istnienie, ale tylko w czasoprzestrzeni, postawione powyżej i inne podobne pytania stają się szczególnym problemem. Według ich koncepcji wszystko nagle w danym przedziale czasu się kończy. Inni natomiast, idąc nieco dalej uważają , że jeżeli czas istnieje to musi istnieć jego przeciwieństwo czyli wieczność, niemożliwa co prawda do zdefiniowania, określana potocznie jako coś trwałego, niezmiennego i której akceptacja ma właśnie ułatwiać zrozumienie, poznanie sensu i celu ludzkiego życia.

Do poszukiwania tej wieczności mającej nadawać sens ludzkiemu życiu, pobudzać ma człowieka coś wewnętrznego, nadzieja na to, że można znaleźć w sobie ,,To” coś niezmiennego, którego czas nie może zniszczyć i które czasowi nie podlega. Jeżeli człowiek pyta, według koncepcji wielu religii, o tzw. prawdziwy sens swojego życia i pragnie go poznać, zgłębić, to właśnie ma świadczyć, że znajduje się w nim coś co nie podlega ani czasowi, ani śmierci. Ta zasada wieczności mająca znajdować się w człowieku nie pochodzi zatem z przemijającego w czasie świata i nie można jej w pełni pojąć i zrozumieć, a każde porównanie przy pomocy pojęć z tego świata nie jest właściwe i odpowiednie.

Różnymi pojęciami, słowami określana jest ta zasada wieczności w człowieku, np. element boski, klejnot w kwiecie lotosu itd. Wszystkie tego rodzaju pojęcia i określenia mają być jedynie symbolami, ogólnymi opisami z niedoskonałego ziemskiego świata, w którym niemożliwe jest znalezienie pojęć dla określenia wartości nieprzemijających, wiecznych. Właśnie poszukiwanie tej wieczności, z którą ma wiązać się sens życia, zrodziło w dziejach ludzkości między innymi wiele różnych idei, poglądów filozoficznych i systemów religijnych próbujących wskazywać drogę prowadzącą do niej.

Ludzie akceptujący tego rodzaju poglądy oczekują nie tylko na spełnienie się swojego sensu życia, ale w ogóle całego istnienia, zdając sobie sprawę że po śmierci ich stan oraz byt się zmienia, gdyż nie posiadają już dotychczasowej formy życia i nie dysponują przez to możliwościami funkcjonowania w dotychczasowym świecie, tzw. materialnym.

W swoim życiu każdy człowiek usiłuje zdobyć nie tylko niezbędną dla swojej egzystencji odpowiednią pozycję, wartości materialne, duchowe, ale i zapewnić sobie chociażby chwilę szczęścia oraz zadowolenia. Lecz często w trakcie zdobywania i odkrywania różnych wartości w tym określanych mianem piękna, dochodzi stopniowo do wniosku, że blask tego piękna jest przemijający, że wszystko co zbudował, najczęściej wielkim wysiłkiem i poświęceniem, stopniowo zaczyna na swojej wartości tracić i kiedyś zostanie odrzucone, opuszczone. Wgłębiając się w te sprawy jest coraz bardziej przekonany, że nie można w ten sposób osiągnąć zadawalającego rezultatu, co wciąga go do dalszych refleksji i poszukiwań.

Znajdując się wśród pięknej przyrody czy też przeżywając modlitwę w świątyni sądzi, że jest blisko wieczności, że może nawet ujrzeć, odczuć Boga. Ale po przyjrzeniu się bliżej zauważonemu, odczuwanemu pięknu, człowiek będąc często okrutnym w swym postępowaniu dochodzi do wniosku, że i ono jest również przemijające, a wartość przemijająca nie może doprowadzić go do wieczności, czyli do Boga. Wiecznej zasady próbuje również poszukiwać w relacjach, współżyciu z innymi ludźmi. Jednakże i dzisiejsze jak i dawniejsze zasady regulujące styl, tryb życia, zachowania się człowieka oraz ludzkości nie mogą również zostać uznane za wieczne i boskie.

Gdyby wszakże istniała w człowieku ożywiona, aktywna, wieczna, czyli jak się określa boska zasada to mord, zabójstwo czy inne przestępstwo tej zasadzie byłyby obce. W rzeczywistości tak nie jest, gdyż człowiek tej zasady wiecznej na ogół nie odczuwa i kieruje nim zasada ale życia ziemskiego, przemijającego. Poszukując dalej tej wiecznej zasady człowiek często ucieka od ludzi w zacisze natury lub wstępuje do ściśle ascetycznych grup i zakonów.

Cudowna prawidłowość natury makrokosmosu, jego olbrzymia przestrzeń ułatwiać ma również rzekomo uchwycenie boskości w tym przypadku utożsamianej z wszechpotężną siłą utrzymującą ten wszechświat z miliardami gwiazd i systemów dróg mlecznych. Ale i tutaj człowiek odkrywa, że także gwiazdy zapalają się i gasną, całe systemy gwiezdne, drogi mleczne powstają i przemijają, że ten promieniujący z oddali całkowitym spokojem i ciszą obraz kosmiczny wcale nie jest takim spokojnym tworem, lecz podlega procesowi powstawania i przemijania tylko w odpowiednio dłuższym okresie czasu.

Człowiek poszukujący kieruje swoje zainteresowania na badania przyrodnicze, w których podstawową przesłanką jest powszechna prawidłowość natury, tzn. przekonanie, że podobne prawa obowiązują wszędzie we wszechświecie, a zatem muszą być niezmienne. Wówczas zaczyna wierzyć, że ma w rękach coś decydującego, że dotarł tam, gdzie można spotkać wartości absolutne, czyli boskie. I tutaj okazuje się, że wcale tak nie jest. Astrofizycy między innymi już stwierdzili , że np. słońce dawniej było bardziej gorące niż dzisiaj, że fizyczne strony wszechświata zależą od różnych systemów gwiezdnych i odpowiednio do tego się zmieniają . To zmusza człowieka do wyrażenia poglądu, że także w tej nieskończonej dali nie istnieją wartości trwałe, lecz tylko zmienne - powstawanie i przemijanie bez żadnych wartości wiecznych.

Nie znajdując zasad trwałych i wiecznych w świecie zewnętrznym zaczyna człowiek kierować swoje spojrzenie do własnego wnętrza i prowadzi poszukiwania w samym sobie. Bada, analizuje świat swoich uczuć i usiłuje dotrzeć świadomością do wzniosłych pojęć, wyobrażeń i tam znaleźć dla swojej psychiki, duszy to czego daremnie dotychczas na zewnątrz szukał. Często przepełniony różnymi poglądami religijnymi sądzi, że już właśnie dotarł do celu. Wierzy, że uwolniona po śmierci jego dusza znajdzie wreszcie w tamtym świecie wartości wieczne, to jest Boga, bądź też powędruje na wieki do piekła.

Jednak i na ten temat poglądy są różne i mocno podzielone. Wiele systemów o charakterze filozoficznym, a nawet i religijnym uważa, że wraz ze śmiercią dusza człowieka wędruje na ,,tamten” świat, ale i ,,tam” również przemija jak cały ,,tamten” świat. Z upływem czasu z tej duszy ,,tam” nie pozostaje bowiem nic, ale to absolutnie nic, na skutek całkowitego rozkładu na podstawowe elementy. Dusza ma rozpaść się i ,,wyparować” jak rozlany płyn z rozbitej butelki, o czym przed wiekami wspominał już Epikur. Według tej koncepcji, dusza nie posiada w sobie wartości wiecznych i człowiekowi wtedy trudniej jest pojąć, na czym ma polegać prawdziwy sens jego życia. Nasuwają się tutaj człowiekowi ponownie pytania, czy w ogóle istnieją wartości absolutne, niezmienne, czy istnieje Bóg, którego świadomość ludzka nie potrafi zrozumieć, określić oraz zdefiniować.

Wyjaśnienie tego co nadaje sens życiu człowieka, nie jest wcale łatwe, proste i możliwe, lecz szczególnie trudne, o czym świadczy chociażby wielka różnorodność nie tylko religii, ale i szkół filozoficznych, antropozoicznych, teozoficznych przypisujących sobie zarazem rolę jedynego pośrednika między człowiekiem a Bogiem. Niektórzy uważają, że dotarcie do tzw. wartości absolutnych, niezmiennych, czyli do wieczności nie odbywa się za pośrednictwem tej natury, w której żyjemy, ani wiedzy, jaką dysponujemy.

Większość wielkich systemów religijnych mówi tutaj o istnieniu całkowicie innej, nieznanej bliżej siły nie pochodzącej właśnie z ziemskiego, zmysłowego i materialnego świata. Tą jakoby inną, odmienną, twórczą moc i siłę według religii posiada w sobie w formie ukrytego elementu wiecznego, boskiego każdy człowiek – na ogół nie świadomy jednak tego. Dopiero po rozbudzeniu jej w człowieku ta rzekomo utajona moc i siła, rozkwita na przykład jak kwiat lotosu, umożliwiając mu uświadomienie drogi powrotnej do wartości wiecznych do boskiego domu Ojca, jak często to się nazywa. Dlatego według wielu religii sens życia człowieka na ziemi wiąże się właśnie z tym wewnętrznym przebudzeniem i powrotem do pierwotnej sfery człowieka, do tzw. królestwa światła.

W chrześcijaństwie mówi się o ponownym wejściu do ,,Królestwa, które nie jest z tego świata”. Inne religie między innymi hinduistyczne uważają , że ten wieczny pierwiastek występuje nie tylko w człowieku ale i całym istniejącym życiu oraz stworzeniach, które również tak jak człowiek oczekują powrotu do nieznanej im wieczności. W wielu starych mitologiach, legendach oraz religiach mówi się w tej sprawie o nadużyciu przez część ludzkości, której właśnie współczesny człowiek jest potomkiem, wolnej woli co wyprowadziło go poza obręb wiecznego, boskiego ładu. Nastąpiła wówczas przemiana człowieka z istoty boskiej i harmonijnej na żyjącego wśród przeciwieństw, miotającego się między jedną, a drugą skrajnością, pragnącego dobra ale czyniącego zło.

To zagadnienie w Piśmie Świętym określone jest przez sformułowanie jako: ,,wypędzenie z raju”. Adamowa ludzkość, do której należeć ma współczesny człowiek tworzący, powołujący do życia nowy, ale już skażony świat, ma upadać stopień po stopniu coraz niżej. I tak jak człowiek dzisiejszy pragnąc zapewnić sobie lepszą egzystencję, tworzy sztuczny świat (protezy) wokół siebie, w działaniu zewnętrznym niszcząc naturę, wycinając lasy, zatruwając środowisko, wody i powietrze, stwarzając śmiertelne zagrożenie dla całego życia poprzez manipulacje atomem - tak też zanieczyszcza swój pierwotny świat duchowo-mentalno-psychiczny wszelkimi cywilizacyjnymi nieszczęściami. W ten sposób staje się coraz bardziej, całkowitym niewolnikiem swoich własnych pragnień, pożądań, dążeń i celów.

Tak ukształtowany dzisiejszy świat z wiecznym, ale uśpionym według wielu filozofii i religii elementem w człowieka istocie, to świat, w którym każdy początek prowadzi nieodwołalnie do jakiegoś końca, a każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. I ludzkość w ten sposób utrzymywana jest w ciągłym ruchu przychodzenia i odchodzenia z tego świata, z tej ziemskiej pełnej sprzeczności natury. Ten marsz ludzkości i człowieka od narodzin do śmierci jest zarazem pasmem cierpienia i im gorsze oraz bardziej zanieczyszczone są warunki w ziemskim polu życia, tym bezwzględniej indywidualny człowiek usiłuje realizować swoje egoistyczne dążenia, zamiary, by zapewnić sobie udział w domniemanych dobrach materialnych i tzw. szczęściu.

Za głównego towarzysza współczesnego, adamowego człowieka na jego drodze od kołyski do grobu uważany jest najczęściej ludzki strach. Ten strach wynika głównie z obaw przed zdystansowaniem go przez innych w tej często obłędnej walce życiowej, przed widmem ubóstwa i nędzy, przed chorobą i śmiercią. Ale największym przeciwnikiem człowieka ma być właśnie sam człowiek, który obawia się najbardziej własnej samotności - nieskończonej pustki, której przecież nie zna i nie rozumie. Z powodu strachu towarzyszącemu człowiekowi więcej ludzi ma tracić życie niż na skutek ,,niesprawiedliwie” zadanych przez los ciosów. Dla zdławienia w sobie tylko chwilowo ciągłego strachu i niepokoju, a nie z niegodziwości, wiele osób wpada w alkoholizm, narkomanię i inne nałogi, rzuca się w wir różnych pseudozabaw.

Na ogół człowiek nie wie co jest potrzebne dla jego wewnętrznego spokoju i jakie są braki w jego osobowości. Większość religii przyczyny tego stanu człowieka pochodzącego od Boga dopatruje się w zerwaniu łączności z pierwotnym polem życia. W odległej przeszłości w nieco innym wymiarze czasowo-przestrzennym świata człowiek miał być ściśle związany przez znajdującą się w nim ,,nieskończoną wieczność”, jak określił to Schopenhauer, z wartościami wiecznymi, swoim źródłem Absolutem, czego na ogół nie jest świadomy. Obecnie po zerwaniu tej więzi jego istota rozdarta na dwie części nie może już w spokoju egzystować w tym świecie opuszczonym przez Boga, w swej pierwotnej ,, Ojczyźnie Światła”. W jednym z tekstów o charakterze religijnym tak zwanym psalmie czytamy m.in. : Ludzkie serce jest niespokojne, aż spocznie ono w Tobie o Boże.

Za Królestwo Boga w potocznym rozumowaniu tego słowa, czego jednak nie akceptują wszystkie religie, uważa się tzw. ,,tamten świat”, określany także światem zmarłych. ,,Tamten świat”, w którym mają przebywać zmarli, często również uznaje się za drugą niewidzialną połowę tego świata materialnego. Zwłaszcza religie uznające reinkarnację, uznawaną również przez chrześcijaństwo do V wieku, twierdzą że w tej niewidocznej nieuchwytnej przez zmysły człowieka drugiej części tego świata, zbudowanej z nieco innej materii, mikrokosmos przebywa przejściowo pozbywając się resztki ludzkiego ciała z tzw. delikatnej i subtelnej materii, przygotowując się do przyjęcia nowej ,,osobowości” materialnej, co dokonuje się przez ponowne narodziny. Nie jest to zatem jeszcze powrót do świata wiecznego, lecz dialektycznego, ziemskiego. W tych koncepcjach uznaje się ten i ,,tamten” niewidoczny świat za dwie części jednego zamkniętego w sobie świata.

Człowiek żyjący w tym świecie i gromadzący doświadczenia życiowe, często pełne cierpień, ma nadzieję na poznanie swojego rzeczywistego stanu bytu. Według buddyzmu na przykład człowiek nie żyje właśnie w pełnej rzeczywistości, lecz tylko w ładzie z konieczności i może na podstawie swoich doświadczeń życiowych osiągnąć odpowiedni stan oświecenia, świadomości, podjąć decyzję powrotu do pierwotnego, całkowicie innego stanu świadomości, wiecznego pola życia, uwolnić od koła narodzin i śmierci. W podjęciu tego typu decyzji wspomagać mają człowieka religie uważające często, że powstały tylko w tym celu z inspiracji sił boskich.

W dziejach ludzkości pojawiło się wielu nauczycieli jak Zaratrusta, Budda, Chrystus, Mahomet itd. wskazujących jakie wymogi musi człowiek spełnić, aby wstąpić na drogę powrotną. Z każdej koncepcji tych duchowych przewodników zrodziło się wiele religii bardzo często zwalczających się nawzajem. Ci wielcy myśliciele nauczali, że świat pierwotny, czyli boski jest absolutnie czymś innym niż ten i tak zwany ,,tamten” mylnie często utożsamiany z niebem. ,,Tamten” czyli umarłych, w którym oczyszczają się mikrokosmosy należy jakoby tylko do niepoznawalnej zmysłowo części świata materialnego, zbudowanej z innej, subtelnej energii również podporządkowanej prawu ciągłych przemian, w której człowiek nie odnajduje wiecznego spokoju.

W tym drugim świecie, po śmierci fizycznej człowieka według koncepcji reinkarnacji, rozpada się jego resztka ciała z subtelnej materii i w systemie o kształcie kulistym określanym najczęściej mianem mikrokosmosu, zachowane zostają jedynie ogniska doświadczeń, przebywających w nim każdorazowo osobowości. Te ogniska doświadczeń wytworzone przez poprzednio żyjące osobowości w danym mikrokosmosie mają determinować przyszły los żyjącego aktualnie, narodzonego człowieka. I kiedy w ,,tamtym” drugim świecie proces oczyszczania w systemie mikrokosmicznym zostanie zakończony, prawa kosmiczne mają doprowadzić do połączenia się mikrokosmosu w swoim czasie z następną śmiertelną, rodzącą się osobowością, zewnętrzną powłoką człowieka.

To połączenie ma nastąpić za pośrednictwem pary rodziców, która ma najlepiej odpowiadać nagromadzonym w mikrokosmosie siłom losu. Nowo narodzony człowiek, jego osobowość (persona) ma dźwigać los tych wszystkich, którzy przed nim zamieszkiwali ten mikrokosmos. Zaczynające się nowe życie ziemskie jest więc według tych teorii w dużej mierze uzależnione od przeszłości. Koło życia rozpoczyna nowy obrót. I droga od kołyski do grobu ma zaczynać się od nowa.

Wielcy przewodnicy życia duchowego, zwłaszcza ze Wschodu, twórcy wielu religii uważali, że od tego rzekomego koła narodzin i śmierci będącego w nieustannym ruchu, człowiek może się uwolnić realizując prawdziwy sens tych wcześniejszych wcieleń, oczyszczając, wygaszając w mikrokosmosie ogniska doświadczeń, co głównie decyduje o powrocie do pierwotnej, boskiej Ojczyzny. Wiąże się to z procesem wymiany osobowości poprzez jej fundamentalną przemianę. I jedynie ta przemiana uwalniająca człowieka z kajdan przykuwających go do ziemskiej nierzeczywistości, doprowadzi go do rzeczywistej, absolutnej, a nie pozornej wolności.

Do przeprowadzenia tego procesu zasadniczej rewolucji, wewnętrznej przemiany nie wystarczają tylko modlitwy, pobożne życzenia, obywatelskie, humanitarne uszlachetnianie ludzkiej osobowości. Toteż Buddę, Chrystusa nawołujących do zasadniczej, fundamentalnej przemiany, przeistoczenia się wewnętrznego człowieka jako drogi do absolutnej wolności, do wieczności uważa się za prawdziwych rewolucjonistów świata ludzkiego, a nie Marksa, Lenina i innych podobnych im, promujących tak zwaną pozorną, chwilową wolność zewnętrzną. Również tzw. praktyki okultystyczne podczas których człowiek stosując specyficzne ćwiczenia próbuje w ten sposób osiągnąć rozczepienie osobowości i rzekomo jeszcze za życia wgląd w ,,tamten” świat, czyli świat umarłych nie prowadzą do wolności absolutnej, świata doskonałego.

Pierwsza wymieniona droga próbuje doprowadzić do swojego celu poprzez humanitarne uszlachetnianie ludzkiej osobowości i przemiany zewnętrzne. Natomiast druga przy absolutnym zachowaniu dotychczasowej ,,świadomości ja” marzy o osiągnięciu przez człowieka za pośrednictwem specyficznych ćwiczeń , szczęśliwość zasadniczego celu. Tych dróg i metod na ogół nie akceptują religie. Ani przez jogę, ani przez inne ćwiczenia, ani przez wszelkiego rodzaju kulturę osobowości czy też humanizm nie przybliża się człowiek - twierdzi wielu wyznawców znanych religii - do pierwotnej, wiecznej, boskiej sfery.

W religii chrześcijańskiej przytacza się tutaj następujące sformułowanie : Królestwo Boga nie jest z tego świata, a ciało i krew nigdy nie będą mogły odziedziczyć Królestwa Boga, czyli nawet gdyby zostały wysoce uszlachetnione czy też wytrenowane, metody te i drogi nie prowadzą zatem do osiągnięcia zasadniczego, ostatecznego celu. Tylko całkowita przemiana, wymiana osobowości, zewnętrznej maski człowieka za pośrednictwem rzekomej resztki uśpionej w nim boskości ma prowadzić do uwolnienia, dzięki któremu można powrócić do pierwotnego, czystego, wiecznego stanu. Już przed wiekami, narodzinami chrześcijaństwa, podobną drogę wskazywały m.in. greckie misteria. W Delfach nad wejściem do greckiej świątyni misteriów napisano: Człowieku poznaj samego siebie. To właśnie poznanie samego siebie ma prowadzić do nawiązania łączności z tym co w nim boskie. Nie jest to jednak proste i łatwe jako że człowiek niewiele o sobie wie.

Wiedza medyczna udziela jedynie pewnych informacji i wyjaśnień, ale dotyczących tylko organów i ich funkcjonowania w ludzkim organizmie z ciała, kości i krwi. Ta wiedza jednakże nie daje żadnej odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące ludzkiej egzystencji – czym w swej istocie jest faktycznie człowiek nie będący jakoby wyłącznie materialnym zbiorem bilionów komórek. Na ogół uważa się, że z pojęciem człowieka ma wiązać się coś więcej. Różne filozofie i kierunki ezoteryczne traktują na przykład często człowieka jako mały kosmos na podobieństwo kuli ziemskiej, wokół której znajdują się różne rozgraniczone sfery będące jej częścią, jak np. troposfera, stratosfera, jonosfera zamknięte pasem radiacyjnym odkrytym przez Alfreda von Allena.

Według tych teorii również człowiek - mały kosmos (mikrokosmos) - składa się z różnego rodzaju ciał i energii, które razem przybierają coś na kształt kuli. Widoczna część potocznie nazywana człowiekiem, zbudowana zgodnie z dobrze przemyślanym planem, to ciało, kości i krew obdarzone życiem, istniejące w swym ożywionym stanie tak długo, aż nastąpi ich śmierć. Oprócz tego widzialnego ciała zwanego człowiekiem twierdzi się i to już od tysięcy lat, że istnieje również ciało mało dostrzegalne, zróżnicowane, rozwarstwione jak ziemska atmosfera o różnych funkcjach, którego to na przykład jedna część zwana potocznie eteryczną ożywia ciało z widocznej materii, przenikając go całkowicie i nieco wychodząc poza jego obręb, co ma być zauważalne dla ludzkich zmysłów.

Jeszcze inne ciała niewidzialne mają tutaj istnieć, a nazywane astralnymi, mentalnymi znajdującymi się jakoby w początkowym stadium swojego rozwoju zamknięte wraz z widzialnym ciałem w polu aurycznym – kulistym systemie. W tym właśnie polu zwanym aurycznym, czyli ludzkim nieboskłonie mają być zarejestrowane w postaci esencji, o czym było już wspomniane, magnetycznych punktowych zapisów, wszystkie doświadczenia, myśli i czyny wcześniejszych stanów życia w danym mikrokosmosie. Pole to porównuje się z gwiaździstym nocnym niebem i określa też aurycznym firmamentem, w którym znajdują się jakoby zakodowane różne sytuacje losowe człowieka i w które próbują wnikać różni wróżbici.

Z tego typu poglądów wynika zarazem, że człowiek jest w jakimś stopniu kowalem własnego losu, co oznacza, że odpowiada sam za swój los, a w przypadku uznawania reinkarnacji również za los swojego następcy w mikrokosmosie i dźwiga ciężar losu swoich poprzedników. I pismo święte też o tym wspomina: Człowiek będzie zbierał to co zasieje. Jest to prawo przyczyny oraz skutku w hinduistycznych religiach a nazywane jest prawem karmy. Prawo to ma kształtować system przyciągania i odpychania o podstawowym dla człowieka znaczeniu.

Przyciąganie to i odpychanie związane jest z polem elektromagnetycznym człowieka, prądami indukcyjnymi oddziaływującymi na siebie, powstającymi na skutek przepływu prądów elektrycznych. Właśnie pasma nerwów w ludzkim organizmie można porównać z przewodami elektrycznymi do których mózg przekazuje zlecenia przy pomocy słabych impulsów elektrycznych. Wokół zatem każdego człowieka wytwarza się pole elektromagnetyczne o właściwościach przyciągających i odpychających, co tłumaczy jego uczucia sympatii i antypatii.

Funkcjonowanie społeczeństw posiadających według tego poglądu, mechanizmu, też własne pole elektromagnetyczne, opiera się na wzajemnym dawaniu i braniu. Człowiek za pośrednictwem własnego pola elektromagnetycznego, wytwarzającego siły życiowe, (biopole) jak i je przyjmującego, nadaje treść i kierunek swojemu życiu. To co odpowiada jego systemowi elektromagnetycznemu przyciąga, a to co znajduje się z nim w dysharmonii odpycha. Istnieje przekonanie, że ludzie na ogół nieświadomi są tych swoich ukrytych uzależnień, wewnętrznych zniewoleń i często są zmuszani do działań, których właściwie wcale sobie nie życzą. Na wzrastające coraz większe uzależnienie, zniewolenie ma wpływać zwłaszcza rosnące zanieczyszczenie właśnie tej wielowarstwowej aury - atmosfery człowieka i całej ludzkości.

Tak jak atmosfera planety Ziemi oraz wody, morza, rzek i jezior zanieczyszczane są szczególnie w ostatnich dziesięcioleciach chemicznymi, przemysłowymi gazami, substancjami, ściekami, co prowadzi do nadwyrężenia fundamentów natury, bezpowrotnej zagłady wielu gatunków zwierząt, do załamywania się ekosystemów, tak i cały człowiek i jego osobista atmosfera są zatrute, nasycone, zaczadzone, nie tylko substancjami chemicznymi, ale silnie skoncentrowanymi różnymi ludzkimi myślami, pożądaniami, emocjami, ideami.

Na powstawanie tej zanieczyszczonej atmosfery, w której wszyscy żyją, wpływ wywierają: człowiek, ludzkość i dynamicznie rozwijające się tzw. media. Ta właśnie ulegająca zużyciu w wyniku procesów myślowych, uczuciowych energia myślowa oraz jej mentalne twory, kształtują głównie, jak się przypuszcza, ludzką oraz planetarną atmosferę . Zużytą energię psychiczno-mentalną odpływającą do ludzkiej atmosfery wytwarzają również i takie uczucia jak miłości, radości, cierpienia, strachu, zadowolenia oraz religijne. Na skutek tych procesów, w sferycznej przestrzeni ludzkości, znajdują się nie tylko wszystkie myśli i uczucia, ale i ich o wiele większe zauważalne w życiu skutki. I ma to dotyczyć nie tylko egzystencji pojedynczego, indywidualnego człowieka posiadającego własny system promieniowania elektromagnetycznego, ale również całych grup ludzkich, społeczeństw i narodów.

Jednakowo wszakże ukierunkowana w swej sferze tzw. psycho-eteryczna działalność określonej grupy w części promieniuje do poszczególnych osób, ludzi, kształtując ich, a zarazem jednocześnie siebie jako całą grupę, wspólnotę. Tak więc indywidualny człowiek, a także każda grupa społeczna posiadają siłę przyciągania i odpychania, otoczone są całym kompleksem sił wywierającym na nich wpływ. Człowiek nie widząc, nie słysząc i nie spostrzegając tych sił jest przekonany, mimo że jego życiowe odruchy, działania są reakcją na nie, że w ogóle one nie istnieją, a on funkcjonuje całkowicie samodzielnie, niezależnie. To oddziaływanie na człowieka porównuje się do fal radiowych, telewizyjnych czy telefonicznych, których się nie dostrzega, lecz odbiera ich widzialne i słyszalne skutki oraz obrazy. Skutki działań tych niewidzialnych fal i sił otaczających, przenikających człowieka zawsze się ujawniają w różnych formach i postaciach.

Do całkowitego uzależnienia człowieka planuje się również wykorzystać w obecnych czasach pod hasłami stworzenia nowego, lepszego świata, raju na tej ziemi, inżynierię genetyczną, która już dokonała wielu ciekawych i niekiedy pożytecznych odkryć. Poszukuje się obecnie wszystkich genów odpowiedzialnych za zdolności do myślenia i emocje. Ale prowadzone manipulacje funkcjami mózgu nie doprowadzą jednakże do rozwinięcia inteligencji, a raczej do pozbawienia człowieka resztek jego własnej wolnej woli, uczynienia go robotem sterowanym przez centralny komputer ,,władców” tego świata. Inżynieria genetyczna nie uleczy również człowieka z wszelkich chorób i niedoskonałości, nie uwolni go od cierpienia mającego zazwyczaj wyższy cel i sens duchowy, chyba że pragnąc go całkowicie zniewolić uczyni go bezuczuciowym oraz bezrozumnym robotem.

W o l n o ś ć

To że człowiek żyje jak gdyby zamknięty w więzieniu, nie w pełni świadomy tego co się faktycznie dzieje, dostrzegali już w dawnych czasach, mniej zniewalających wewnętrznie człowieka, wielcy mędrcy i myśliciele. W dzisiejszych czasach jakoś mniej zwraca się uwagę na to jego wewnętrzne, strukturalne zniewolenie. Głośno natomiast nawołuje się do działań na rzecz wolności mającej charakter chwilowy i pozorny. To nawoływanie pobudzające masy społeczne jest skutkiem nadmiernej koncentracji emocjonalnej w ludzkiej psychomentalnej atmosferze, odpowiednio programowanej w dzisiejszych czasach cywilizacji obrazkowej (telewizja, internet, film, reklama itd.), i to bez zgody oraz wiedzy przeciętnego człowieka, ale za jego ciężko zapracowane pieniądze.

Wobec tej manipulacji prowadzącej głównie do rozbudzania celowo, dla zysku, bez względu na rzeczywiste potrzeby, materialistycznego konsumpcjonizmu, zmysłowości, przemocy, agresji, seksualizmu, a przebiegającej zazwyczaj poza świadomością, poniżej progu percepcji, człowiek jest całkowicie bezbronny i przeistacza się w żarłocznego konsumenta masowej, szkodliwej dla zdrowia tandety, największego drapieżnika oraz szkodnika chodzącego obecnie po matce Ziemi. Tak zaprogramowane, pełne pożądań i uczuć myślenie, prowadzi do upodlenia, odchodzenia od wszelkich norm etycznych i zarazem odpowiednio ukierunkowuje wolę człowieka.

Powstałe w ten sposób błędne koło myślenia, uczuć i woli całkowicie zniewala istotę dzisiejszego człowieka, co jest właśnie głównym celem ,,programistów”, dążących do rządzenia ludzkością całego świata. Nauka, wyniki badań naukowych, osiągnięcia techniki, systemy wychowawcze, sztucznie spreparowane wyobrażenia sterujące zachowaniami, jak i również naukowcy, dziennikarze, autorytety moralne, ludzie kultury itd. wykorzystywani są tutaj do budowy doskonałych społeczeństw obywatelskich, świata jednorodnego, jednowymiarowego, jednobiegunowego, ,,raju na ziemi” oraz niszczenia między innymi poprzez atomizację - naturalności, różnorodności, czyli m.in. struktur opartych na wspólnej przeszłości, świadomości i kulturze, a także więzach krwi.

Rozpad naturalnych struktur społeczno-kulturowych, etnicznych i narodowych opartych na wielorakich więzach mających swoje korzenie w odległej przeszłości i przekształcenie ich w jedną pryzmę piachu, którą wiatr formuje w dowolny sobie sposób, ma ułatwić zaplanowane ostateczne zniewolenie każdego człowieka oraz panowanie nad całą ludzkością

Prawdziwy natomiast impuls do całkowitego uwolnienia, wolności ale nie pozornej lecz rzeczywistej, według systemów religijnych, pochodzi z samej głębi człowieka z tego co określa się uśpioną cząstką boskości, a nie właśnie z tej atmosfery wytworzonej przez ludzkość, zatruwanej mentalnie szczególnie w dzisiejszych czasach. Zgodnie z tym podejściem oraz biblijnym sformułowaniem ,,Królestwo moje nie jest z tego świata”, jak i dotychczasowymi doświadczeniami, próby uwolnienia człowieka poprzez urzeczywistnianie różnych idei, utopii ukierunkowanych na ,,naprawę” tego świata, ,,programowe” jego ,,uszlachetnianie” nie mają najmniejszych szans na realizację.

Nie mniej wykorzystując idee wolności pozornej, chwilowej poddaje się miliardy bezbronnych ludzi zniewalającej manipulacji.

Już od samego dzieciństwa człowiek znajduje się pod wpływem różnorakich najczęściej negatywnych impulsów oraz oddziaływań zewnętrznych i nieświadomy tego z upływem czasu wprowadza się jakby w stan autohipnozy, a jego usypiający rozum interpretuje istniejący świat w sposób najczęściej fałszywy. Prowadzi to w konsekwencji do ciągłego uganiania się za narzuconymi, wmówionymi, nie swoimi celami, uznawanymi za swoje własne, do coraz szczelniejszego odgradzania od otaczającego świata naturalnego. Silne programowanie umysłów ludzkich w jednym i tym samym z góry ustalonym kierunku odbywa się nie tylko za pośrednictwem mediów rozbudzających ponad miarę materializm konsumpcyjny, kreujący sztuczne ludzkie potrzeby, niemożliwe do zaspokojenia, ale również elektronicznej informatyzacji nastawionej na uzyskiwanie jak największej ilości informacji i ich udostępnienia w jak najkrótszym czasie.

Zafałszowana w dużej części informacja oraz tzw. wiedza, której nadmierną ilością człowiek jest zalewany, co utrudnia, uniemożliwia świadome jej przyswajanie stały się niezbędnym pożywieniem, bez którego intelekt wielu osób, torujący w normalnych warunkach codzienną drogę, nie może już żyć. Następujące coraz silniejsze zablokowanie świadomości rozwojem w niewłaściwym kierunku, czego na ogół człowiek nie jest w pełni świadomy. Jedynie rozwijanie intelektu ludzkiego w rozsądnych granicach, a nie wyłącznie jego aspektu intelektualnego właśnie za pośrednictwem nowoczesnych technik elektronicznych, prowadzi do w miarę jeszcze prawidłowego rozwoju świadomości i zdolności myślenia.

Sam wszakże intelekt, ograniczona w sobie zdolność ludzkiej istoty, mimo intensywnych ćwiczeń związanych z nowoczesną techniką, nie jest w stanie przekroczyć swoich strukturalnych ograniczeń oraz rozwiązać, o czym marzy wielu naukowców i intelektualistów, podstawowych ludzkich problemów, uwolnić człowieka do życia w trwałej, prawdziwej, wolności i sprawiedliwości. Na naturalne ograniczenia intelektu niezdolnego do poznania zwłaszcza prawdziwej, wyższej rzeczywistości zwracano uwagę już w odległej przeszłości i często próbując wyjść ze stanu niewiedzy odwoływano się do wiary. Tertulian na przykład pisał: Credo quia absurdum - Wierzę, ponieważ przełamuje to ograniczenia umysłu.

Niezdolny z powodu swoich strukturalnych ograniczeń, do rozpoznania prawdziwej rzeczywistości - na co zwracali uwagę greccy sceptycy, a także Platon w opowieści o uwięzionym w jaskini - tworzy człowiek na podstawie złudnych projekcji zmysłów, analizy systematycznej jakiegoś obiektu czy też zjawisk, którymi jest naszpikowany, osobistych doświadczeń, obraz, model, własnej rzekomo prawdziwej rzeczywistości. Historia tych właśnie ludzkich myślowych obrazów, modeli określających tożsamość ludzi, kreujących ich życie, jest wręcz organicznie związana z całymi dziejami ludzkości. Ten model myślowy, ciągle modyfikowany, względny i ograniczony uniemożliwia uchwycenie tego co nienamacalne, a jedynie pozwala na poznanie, lecz tylko częściowe nie do końca, jakiegoś wąskiego wycinka rzeczywistości. I przyjmowanie za pewnik, uznawanie za prawdę często wyłącznie fałszywych mniemań innych ludzi, wynika z tego, że zgadzają się z własnym, osobistym modelem człowieka.

Myślowe modele człowieka zniekształcające nieuchwytną rzeczywistość są jednocześnie psychoemocjonalnymi polami energii. Ciągle odżywiane energią psychiczną, stają się po jakimś czasie całkowicie niezależnymi od ich twórcy tworami, fantomami, żyjącymi własnym, niezależnym życiem, zmuszającymi do myślenia właśnie przez ich pryzmat, według ich woli, uniemożliwiając tym samym wyjście ludzkiego myślenia poza wyznaczone, utarte szlaki, koleiny i działalność w pełni tego słowa wolną oraz twórczą. Modele myślowe również często wprowadzane celowo w dzisiejszej epoce informatyczno-elektronicznej do ludzkiej podświadomości, dodatkowo zaciemniają obraz rzeczywistości, zanieczyszczają warstwę ludzkiej atmosfery, coraz silniej wewnętrznie zniewalając ludzką istotę.

I człowiek, ich więzień, więzień wytworzonej przez siebie atmosfery, tęskniący jakoby za prawdziwą wolnością podejmuje walkę o pozorną, chwilową wolność, czyli o swobodę realizacji najczęściej swoich egoistycznych, partykularnych interesów, a nawet o tolerowanie wszelkiego zła. Do tej walki o pozorną, chwilową, fikcyjną , fałszywą wolność często zagrzewane, podburzane są w obecnych czasach nie tylko jednostki, ale również różne grupy społeczne i całe narody. W ten sposób za pośrednictwem walki o realizację haseł wolnościowych próbuje się, nie uwzględniając prawdziwej, głębszej istoty człowieka, strukturalnych jego ograniczeń, naturalnych związków z innymi, ,,modernizować” w z góry zaplanowanym kierunku całe społeczeństwa, cywilizacje, narody.

Ukrywa się przed zwykłym człowiekiem, że ta wolność, o której się ciągle dzisiaj tyle mówi i o którą do walki w skali międzynarodowej i na ulicach wzywa, faktycznie dla niego nie ma większego znaczenia, gdyż jak się okazuje później, ma jedynie charakter emocjonalno-chwilowy. Eksploatowane w propagandzie dążącej do ,,modernizacji”, reformowania społeczeństw i świata pojęcia wolności, sprawiedliwości, demokracji służą jedynie do manipulowania człowiekiem w wyrafinowany sposób. Te wręcz magiczne słowa, wytrychy jak: wolność, równość, demokracja, sprawiedliwość - w dyspozycji modernizatorów, kreatorów nowych sytuacji społecznych i politycznych wykorzystywane, dla doraźnych interesów zwłaszcza od XVIII wieku - otwierające człowieka, społeczeństwa na zewnętrzne sterowanie - widnieją na sztandarach, w nazwach partii (np. Partia Wolności, Partia Sprawiedliwości, Partia Demokratyczna itd.) i w treściach programów politycznych kierowanych do człowieka i społeczeństw.

Jest swoistym tutaj paradoksem że głoszący hasła wolności i demokracji bardzo często posługują się siłą oraz przemocą i to w skali międzynarodowej. W ten sposób próbuje się osłabić przeciwnika politycznego lub konkurenta gospodarczego, zmieniać niewygodne rządy i całe systemy. W tych właśnie procesach rozszerzania za pomocą haseł wolności, sprawiedliwości, demokracji swoich wpływów i interesów, modernizacji, budowy najczęściej tzw. nowych, ,,wolnych”, ,,obywatelskich” społeczeństw, wychowywania ,,nowego”, wolnego, a faktycznie coraz bardziej zniewolonego człowieka, bazuje się właśnie na ludzkich słabościach i tęsknotach oraz nędzy, biedzie i niesprawiedliwości.

Rozgrzewa się tutaj zazwyczaj celowo różnymi obiecankami w ludzkiej psychice, wewnętrzne, wolnościowe pragnienia. Tak kreowane sztucznie w większości procesy wolnościowe, jak wykazuje historia, służą wyłącznie interesom partykularnym -wąskim grupom społecznym. Realizacja na przykład tych haseł w ostatnich dziesięcioleciach w Europie Środkowo-Wschodniej, wzmacnianych dodatkowo hasłem międzyludzkiej solidarności, doprowadziła głównie do przejęcia władzy przez nowe grupy interesów, walczące tylko o swoje partykularne interesy, co w rezultacie zaowocowało w ,,wolnych” krajach wzbogaceniem głównie tych co doszli do władzy i ich otoczenia, wzrostem ich wpływów, utratą znacznej części majątku publicznego, narodowego należącego do społeczeństwa i przejęciem go przez grupy interesów zwłaszcza korporacje międzynarodowe, wzbogaceniem się w niesamowitym tempie tylko przez nielicznych, zadłużeniem państwa, czyli społeczeństwa olbrzymim długiem publicznym, dalszą pauperyzacją części społeczeństwa i to właśnie wspierającego hasła wolnościowe, wzrostem bezrobocia oraz wyrzuceniem za granicę milionów własnych obywateli do często poniżającej tam pracy.

Marzenie o wolności i sprawiedliwości, którym tak usilnie wcześniej karmiono, nie spełniło się dla większości społeczeństwa. Tych wzniosłych haseł, którymi dla własnych celów grupy interesów pozyskiwały masy, poruszały je i zniewalały - w ogóle nie realizowano, co po przeprowadzonych już reformach i zmianach zrodziło jedynie wiele przykrych i bolesnych rozczarowań. Również Kościół odchodząc od fundamentalnych zasad swojej religii, uznających jedynie wolność rzeczywistą, absolutną i wieczną za wolność prawdziwą, popierając walkę o wolność pozorną, wzbogacając się przy tym sam materialnie, wiele na tym w odczuciach ludzkich i opinii społecznej stracił oraz nadal gwałtownie w tych ,,nowych” wolnych, solidarnościowych i sprawiedliwych czasach traci.

Pod płaszczykiem toczących się w wielu krajach i na arenie międzynarodowej brutalnych walk o pozorną wolność, sprawiedliwość i demokrację, często przy pomocy najemników wojskowych, kryje się jak zwykle walka o bogactwa naturalne, światowe zasoby energetyczne, o wpływy ekonomiczne oraz polityczne. Od lat 90. do tych walk o bogactwa i wpływy w ramach koalicji polityczno-wojskowych, wbrew woli większości społeczeństwa wciągają nasz kraj ,,wolny” i ,,sprawiedliwy”, rządzące nim prawicowe, liberalne oraz lewicowe grupy interesów, nazywane potocznie partiami, mafiami polityczno-gospodarczymi zalegalizowanymi przez tzw. demokratyczną konstytucję. Najczęściej do tej walki o rzekomą wolność, sprawiedliwość i demokrację prowadzonej zazwyczaj w interesie wąskich i uprzywilejowanych grup społecznych wciągane są wszelkimi sposobami ludzie pragnący zmiany swojej sytuacji życiowej, a także naiwni, i łatwowierni, społeczeństwa i narody niedojrzałe.

Ich walka o wolność, której wewnętrznie pragną, za którą przelewają krew, jest w swojej istocie walką o fikcyjną, a nie rzeczywistą wolność, do której w ten sposób nigdy się nie zbliżą i niczego ze swych marzeń nie osiągną. Ta utęskniona wolność jak horyzont ciągle się odsuwa, a gdy próbują ją uchwycić, zawsze staje się dla nich odległą przyszłością. Nie istnieje w rzeczywistości, a więc dzisiaj tu i teraz. W obecnych czasach tzw. wolność jest jakby fatamorganą, mirażem, instrumentem do mamienia ludzi, manipulowania społeczeństwami i światem.

S p r a w i e d l i w o ś ć

Obok pojęcia wolności do manipulacji człowiekiem szczególnie wykorzystuje się marzenia, tęsknoty za tym co ,,wydaje się mu słuszne i sprawiedliwe”. Szermując hasłami o ludzkiej sprawiedliwości, łatwiej jest również porwać ludzi do walki o nią, przeciągnąć na własną stronę, wykorzystać dla różnych często niecnych, partyjnych i grupowo-mafijnych interesów. Wyobrażenia o sprawiedliwości najczęściej są związane z warunkami w jakich znajduje się człowiek. I dlatego człowiek , którego jakaś sprawa bezpośrednio dotyka, inaczej myśli i postępuje niż ten, dla którego ta sprawa jest odległa. Walka o sprawiedliwość, wynikająca z bezpośrednich potrzeb człowieka, to walka o jakość życia, często o przetrwanie. Dobra materialne są wszakże w przerażająco nierówny sposób dzielone i większość ludzi zawsze myśli, marzy o zmianie istniejącej sytuacji.

Ludzie walczą o poprawę swojej sytuacji życiowej jak i rezygnują z tej walki. Ale głównie walczą ci, którzy znajdują się w korzystnej, uprzywilejowanej sytuacji, gdyż pragną osiągnąć jeszcze więcej niż dotychczas mają. Za pośrednictwem siły, przepisów konstytucji odpowiednio skonstruowanych, instytucji prawnych i politycznych, ,,swoich praw”, interesów oraz przywilejów bronią zwłaszcza ci, którzy ,,urządzili się” w sposób nieuczciwy i nadal wszelkimi sposobami powiększają swój stan posiadania.

Całe dzieje ludzkości są ciągłą walką o tzw. sprawiedliwość, z którą łączą się zazwyczaj cierpienia. Wielu ludzi walcząc o sprawiedliwość straciło życie, gdyż walka o nią to bardzo często mordy, zabójstwa, kolejne niesprawiedliwości. Wiek XX, w którym urzeczywistniano jedną z najbardziej popularnych utopi idealnego ładu, sprawiedliwości społecznej jest tego wymownym przykładem. Stosowanie bezwzględnych metod, powodujących olbrzymie cierpienia i daremne ofiary usprawiedliwiano wówczas koniecznością wprowadzenia sprawiedliwości społecznej.

Walczący o sprawiedliwość najczęściej posługiwali prawem odwetu /lex talionis/ występującym już w kodeksie Hammurabiego oraz starotestamentowych zasadach: oko za oko, ząb za ząb. Podczas rewolucji bolszewickiej w 1917 r. wołano rabuj zrabowane, a podczas rewolty studenckiej w Paryżu w 1968 r. niszczcie to, co was niszczy.

W obecnych czasach głównie wzrost poczucia niesprawiedliwości w wielu aspektach życia (ekonomiczny, socjalny, polityczny, etniczny, religijny) doprowadził do rozprzestrzeniania się terroryzmu jako formy przemocy na niespotykaną jak dotąd skalę, mającego na celu załamanie, zmianę dotychczasowego porządku prawno- politycznego. W przeszłości podejmowano również próby doprowadzenia do sprawiedliwości społecznej, ale zazwyczaj powodem była wyłącznie sytuacja socjalno-społeczna, czego przykładem jest chociażby powstanie Spartakusa w Cesarstwie Rzymskim. W czasach nowożytnych nowy ton walce o sprawiedliwość nadaje przywódca chłopskiej rewolucji w Niemczech Thomas Müntzer, prekursor ideałów rewolucji francuskiej.

Obiecywana ludziom od rewolucji francuskiej po dziś dzień wolność, równość, braterstwo, sprawiedliwość pociągnęły za sobą w praktyce wiele bezsensownych ofiar i zrodziły wiele bolesnych rozczarowań. Realizacja przez teologię wyzwolenia za pośrednictwem metod rewolucyjnych sprawiedliwości społecznej doprowadziła jedynie do fali krwawej przemocy w Ameryce Łacińskiej. Urzeczywistnianie marksistowskiego ideału sprawiedliwości społecznej w ziemskiej rzeczywistości doprowadziło do pozbawienia życia milionów niewinnych ludzi, a zarazem do narodzenia zbrodniczego faszyzmu, hitleryzmu jako przeciwwagi, reakcji na szerzący się komunizm. Impulsem do stworzenia utopi komunistycznej, idealnego, sprawiedliwego świata, nierealnej próby przełamywania dychotomii między ziemskim, a idealnym, nadprzyrodzonym były dla Marksa nie tylko zagadnienia nędzy i trudnego położenia człowieka, ale tkwiące w jego osobowości, czego nie był w pełni świadomy, poczucie religijne boskości.

Pragnienie Marksa wyjątkowo trafnie w swoim wierszu określił poeta Henryk Heine pisząc: Przyjaciele, nową wam skomponuję, lepszą i piękniejszą pieśń!. Już tutaj na ziemi zbudujemy Królestwo Niebios”. Marks nie rozumiejąc w pełni praw natury rządzących strukturą świata naturalnego, uniemożliwiającą urzeczywistnienie w nim uwolnionego od wszelkich sprzeczności człowieka i społeczeństw, atakuje filozofię Hegla jako odciętą od rzeczywistości ludzkiej, nie rozwiązującą jej problemów i uważa , że stawiając ,,Hegla na nogi” doprowadzi do zasypania przepaści między swoim światem idealnym i rzeczywistością ziemską, co zniesie alienację człowieka, uwolni go od wszelkich ludzkich problemów, ukształtuje ,,prawdziwego człowieka”, ,,prawdziwe”, doskonałe tzw. komunistyczne społeczeństwo.

Czy rzeczywiście może istnieć ,, prawdziwy człowiek”, ,,prawdziwe społeczeństwo” i do jakiego stanu ma powrócić, na to nie ma odpowiedzi. Podstawowe pojęcia utopii Marksa jak ,,pełen powrót człowieka do samego siebie”, ,,prawdziwy człowiek”, ,,prawdziwy stan”, ,,prawdziwe społeczeństwo”, ,, cel ostateczny” mają swoje źródła właśnie w jego religijności. Jego świadomość religijna wyraźnie dostrzegalna w okresie młodości, kiedy boskość i Bóg nie są dla niego bez znaczenia, zainspiruje go właśnie do tworzenia przyszłej utopijnej wizji świata. W okresie młodzieńczym w swej pracy maturalnej dotyczącej wyboru zawodu tak oto pisał: każdy człowiek posiada przed oczyma cel, który przynajmniej jemu wydaje się być ważny. I który rzeczywiście taki jest, jeżeli dogłębne przekonanie, wewnętrzny głos serca potwierdzają go, gdyż boskość nigdy nie pozostawia ziemskiego człowieka bez przewodnictwa: przemawia cicho, lecz pewnie” .

Podkreślając tutaj rolę serca i głosu Boga w postępowaniu człowieka, czyli odczuwając w sobie boskość zaczyna się zarazem buntować pisząc w wierszu ,,Modlitwa rozpaczy”: Choćby Bóg zabrał mi wszystko, pogrążając mnie w przekleństwie losu i jarzma, choćby mi odebrał wszystkie swoje światy to jednak coś mi pozostanie: zemsta. Czy tą zemstą było wbrew skłóconemu, cierpiącemu ziemskiemu światu itd., stworzonemu jakoby przez Boga, dążenie do budowy królestwa idealnego na ziemi i w ten sposób przełamanie boskiego monopolu? Na to samemu należy sobie odpowiedzieć.

Obiecywane idealne królestwo na ziemi, podczas gdy ,,królestwo Moje” ma nie pochodzić ,,z tego świata”, w sytuacji powszechnej nędzy, cierpienia, upokorzenia, braku sprawiedliwości i wolności przysporzy Marksowi wielu zwolenników próbujących realizować być może już na swój własny sposób jego nierealny, utopijny plan.

W dzisiejszych czasach wzrostu świadomości człowieka co do przysługujących mu praw, sprawiedliwość społeczna, polityczna, międzynarodowa itd. wydają się bardziej odległe niż jeszcze do niedawna. A wynika to również z tego , że w skali globalnej i w poszczególnych krajach nastąpiło gwałtowne przyspieszenie, najczęściej poprzez różne manipulacje, nieuczciwości i przestępstwa, koncentracji bogactwa w rękach nielicznych oraz ubożenie w stosunku do nich całych społeczeństw, narodów i ludzkości. W kolebce wolności, demokracji i sprawiedliwości, czołowym obecnie państwie świata 2% obywateli dysponuje ok. 54% bogactwa narodowego, a do zaledwie 10% należy 89% zasobów finansowych. Prawie 50 milionów obywateli tego kraju wspomaga pomoc socjalna by utrzymać ich przy życiu.

Koncentracja bogactwa w skali globalnej w rękach garstki ludzi doprowadziła do tego, że ta mikroskopijna grupka wspierana przez inne różne tzw. ,,elity” uzurpuje sobie nawet prawo do rządzenia światem w wymiarze politycznym, ekonomicznym, społecznym oraz duchowo-religijnym . Za pośrednictwem różnych instytucji, organizacji jawnych i tajnych, w tym także o charakterze religijnym dąży do całkowitego zniewolenia, podporządkowania sobie współczesnego człowieka obiecując mu świetlaną przyszłość.

Współczesne demokracje gwarantujące obywatelom jedynie formalnie równość wobec prawa, chroniąc ich rzekomo przed bezpośrednimi nadużyciami, w których spory rozstrzygane są przez sądy również wcale nie przybliżają sprawiedliwości. Natomiast owe skrajnie egoistyczne dążenia oraz różne sprzeczne interesy próbuje się utrzymać w ryzach na drodze pokojowej, a także przy pomocy prawa preferując zazwyczaj najbogatszych i znajdujących się przy władzy. W ten sposób przy pomocy iluzorycznej demokracji powstaje jedynie pozorna, względna sprawiedliwość, nie mogąca uzyskać powszechnej akceptacji wszystkich obywateli.

Zresztą uznanie jakiejś sytuacji za sprawiedliwą przez wszystkich obywateli było zawsze z wielu względów niemożliwe. Już w dawnej przeszłości Platon i św. Augustyn twierdzili, że ludzie nie są w stanie w ogóle zrozumieć, czym jest sprawiedliwość, a co jest niesprawiedliwe. Często ,,sprawiedliwym” w życiu czyni się to, co ,,niesprawiedliwe”, gdyż w zróżnicowanej rzeczywistości społecznej do różnych sytuacji i warunków stosowane są abstrakcyjne normy prawne. Ustalone zaś powszechne kryteria sprawiedliwości i niesprawiedliwości sprawiają, że naturalna nierówność wynikająca z różnorodnych cech i predyspozycji wrodzonych odbierana jest często przez ludzi jako niesprawiedliwość. I tego faktycznego stanu świadomości żaden porządek prawny w jakikolwiek zasadniczy sposób zmienić nie jest w stanie. Łagodzi jedynie pojawiającą się bezwzględność, zadowala nie wszystkich, a tylko nielicznych.

Abstrakcyjne normy prawne stosowane w złożonym i zróżnicowanym życiu społecznym czynią w efekcie, co jest widoczne na co dzień, państwo ślepym i głuchym, na różne ludzkie i grupowe potrzeby. Symbolem właśnie tej ślepoty państwa i prawa jest przepaska na oczach starożytnej greckiej bogini Nemezis, której wizerunek przedstawiający postać niewiasty z wagą i mieczem w dłoniach spotkać można na budynkach wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli natomiast przyjmując, że Nemezis jest symbolem boskiej sprawiedliwości, o ile o sprawiedliwości boskiej w rozumieniu ludzkim można tutaj mówić, to wszystko za pomocą tej wagi, ma rzekomo być, chociaż nie wiadomo gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach, wyrównane. Ale i z tą rzekomo boską sprawiedliwością nic tutaj nie mają wspólnego, o czym wcześniej było mówione, normy ludzkiego prawa będące wynikiem zaniku miłości bliźniego, upadku człowieka i odejściem jego od porządku bożego. Zresztą według wielu religii mimo, że Bóg jest sędzią ludzkich serc i myśli, boska sprawiedliwość nie zna kar i nagród, a jej działanie ma jedynie na celu doprowadzenie człowieka do Królestwa Sprawiedliwości, czyli jedności z Bogiem.

I ukryta właśnie gdzieś głęboko w człowieku, uśpiona tęsknota za tą boską sprawiedliwością - Królestwem Sprawiedliwości - ma być ciągle wykorzystywana do zniewolenia i manipulowania. Ludzie ciągle dają się zwodzić, są oszukiwani, zniewalani prawem, fałszywą sprawiedliwością, wolnością, solidarnością i jakoś nie mogą się z tego stanu przebudzić. Wolność, równość, sprawiedliwość, o których od wieków się tyle mówi i ciągle walczy, jak i iluzoryczny humanitaryzm, listek figowy na ludzkim egoizmie oraz fałszywa zazwyczaj solidarność, do bardziej sprawiedliwego świata człowieka wcale nie doprowadziły. Ale to wszystko o czym wcześniej było już mówione wynika z istoty człowieka, który nie jest wolnym ptakiem, jak się niektórym wydaje, lecz wręcz przeciwnie, osobo-marionetką wprawianą w ruch przez widzialną i niewidzialną rękę, aktorem i widzem toczących się wydarzeń na ziemskiej scenie.

Według wielu systemów religijnych osoba(persona) maska, marionetka zasłania tylko nicość upadłego człowieka, o czym wspominał również św. Paweł w liście do Rzymian: u Boga nie ma względu na osobę. Natomiast Benedykt XVI w warszawskiej katedrze zwrócił też na to uwagę, mówiąc że osoba-persona, czyli zewnętrzna powłoka zakrywa autentyczność prawdziwego człowieka.

Człowiek uwięziony w wytworzonej przez siebie personie (osobie), zwłaszcza w dzisiejszych czasach postępuje w życiu podobnie jak błazen, a poprzez to swoje błazeństwo nie może osiągnąć rzeczywistej wolności i sprawiedliwości. Jego daremne wysiłki na drodze do uwolnienia opisuje już stary mit o Prometeuszu symbolizującym upadłego człowieka, który wykorzystując wewnętrzny boski ogień, niezgodnie z wolą Boga, nadużywając boskich sił stwórczych, nie może osiągnąć prawdziwego, absolutnego wyzwolenia, na które wciąż z utęsknieniem czeka. Wytwarzając skażoną cywilizację, kulturę i sztukę człowiek tym samym przykuł się do twardych skał wytworzonego przez siebie świata, własnych przemijających w czasie wytworów i obrazów, oddzielił się od Stwórcy.

Ukazując Prometeusza przykutego do skał, mit próbuje wyjaśnić, dlaczego upadły ziemski człowiek dąży tylko do pozornej, względnej, zewnętrznej wolności polegającej na przejściowych stanach psychicznych, a nie do wolności prawdziwej, wewnętrznej i trwałej. Ta odrastająca ciągle wątroba uznawana jest w wielu mitach i koncepcjach za siedzibę ludzkiego ,,ja”, ludzkich egoistycznych pożądań tak jak serce za siedzibę ludzkiej duszy. I to właśnie ciągłe odrastanie jak wątroba Prometeusza, egoistycznego ,,ja” człowieka, ma przykuwać go łańcuchami swoich pożądań do twardych skał wytworzonej przez siebie złudnej nierzeczywistości i zagubionego w ciągłej pogoni za pozorną wolnością, prowadzić od jednego do drugiego zniewolenia, nie pozwalając wznieść się do stanu wyższego, do nadnatury.

Ta pozorna wolność, imitacja prawdziwej wolności - za którą ugania się ludzkie ,,ja” – wykorzystywana jest do inspirowania przewrotów, rewolucji i przemian. Niezależnie od ludzkich marzeń i wyobrażeń ,,ja” człowieka filtrujące do ludzkiej świadomości tylko to co ma być rzekomo korzystne, ważne i istotne, nigdy go do wyższej, rzeczywistej wolności nie doprowadzi. I toczona walka o pozorną wolność, o uwolnienie, ,,pełnię swobód i praw”, w tym za pośrednictwem tzw. kultury i humanizmu, w ostateczności jak ukazuje historia, jedynie prowadzi do przelewu ludzkiej krwi. Ta walka, jaką ,,ja” człowieka prowadzi o wolność, nie zmienia w jakikolwiek sposób strukturalnie człowieka, nadal pozostaje on w swej istocie zawsze taki sam, a rozwój stechnicyzowanej cywilizacji utwierdza go jeszcze bardziej w istniejącym stanie. Natomiast do tej rzekomo prawdziwej wolności, za którą ma tęsknić głębsza istota człowieka, a nie zewnętrzne egoistyczne ,,ja”, dążące jedynie do uwolnienia się od tego wszystkiego, co aktualnie stoi mu na przeszkodzie, nie dochodzi się jakoby według niektórych poglądów religijno- filozoficznych drogą przewrotów, przemian, modernizacji i rewolucji, a także w czasie i przestrzeni.

Wolność idealna, rzeczywista, pełna, ostateczna i jedyna znajduje się według tych poglądów w innym, wyższym duchowym wymiarze. Drogę do niej religie próbują wskazywać w swoich najważniejszych teoriach. W chrześcijańskich na przykład misteriach droga ta polegać ma na odrzuceniu dyktatu ziemskiego, przemijającego, egoistycznego ,,ja”, odgradzającego od rzeczywistej wolności, ukrzyżowaniu go na krzyżu codziennej, dobrowolnej, bezinteresownej służby na rzecz wyższych wartości, przebudzeniu głębszej, duchowej, prawdziwej istoty człowieka, stopniowym rozwiązaniu dotychczasowej jego imitacji, tj. istoty pozornej, zewnętrznej, osoby-maski, która rozwinęła się po upadku w miejsce prawdziwego, boskiego człowieka, uniemożliwiając mu tym samym dalsze swoje objawienie. Ta przemiana, wewnętrzna rewolucja, ponowne narodziny, ale już nie z krwi, kości i ciała, ale tylko z wody, czyli ducha to niezbędny warunek do wkroczenia w nowy świat, niezdeterminowany przez zmysły, emocję, naturę, jak i wszelki ład społeczny.

Człowiek tylko wówczas może odzyskać absolutną, prawdziwą wolność i sprawiedliwość, gdy ponownie połączy się, zjednoczy z porządkiem, w którym już żył będąc nośnikiem obrazu Logosu, współdziałając w procesach twórczych. Niezmierzona, doskonała, wieczna wolność jest tutaj, czego zresztą nikt dotąd nie zweryfikował, rozpoznaniem w sobie siebie jako słowa Boga. Ale tego rozpoznania, czyli powrotu z czasoprzestrzeni, w której odnosząca wszystko do siebie postać ludzka jak mityczny Narcyz, zakochany w sobie, w swoim obrazie i stworzeniu, spożywa owoce z ,,drzewa poznania dobra i zła”, do tzw. nieprzemijalnej formy objawienia, znoszącej wszelkie zniewolenia, o własnych siłach sam człowiek dokonać nie może .

I tylko Bóg o którym mówią religie przywłaszczając zarazem go sobie, przychodzi człowiekowi z pomocą oczyszczając jego otwarte serce, rozpalając w wiecznej duszy człowieka moc boskiego ducha, uśpionego w nim na skutek pierworodnego i innych grzechów. Dotknięty duchem prawdziwej już wyższej wolności zaczyna człowiek rozumieć co wolność boska oznacza i wyzbywając się swojej maski-persony w pełnym poświęceniu na rzecz innych rozpoznaje sens swej ziemskiej wędrówki, przygotowującej go do pełnej wolności i sprawiedliwości w jedności z Bogiem. Powstać ma wówczas pomost ku wolnemu życiu, wolności i miłości, mieszczących się we wszechobejmującej, doskonałej jedności z Bogiem. W tej właśnie jedności znoszącej wszelkie zniewolenia ma tkwić potężna, niezniszczalna i wieczna siła. Ale są to tylko ludzkie mniemania i marzenia nie potwierdzone w żaden sposób.

I jeżeli również wraz ze śmiercią znika świat i prawdopodobnie wszystko inne, a wieczność okazuje się chwilą, to i na ten temat nic nie jest człowiekowi wiadome. Tak więc człowiek ciągle stoi przed wielką niewiadomą spoglądając na życie, wolność i sprawiedliwość jedynie przez zamgloną świadomość, kratę więzienną ograniczającą jego istnienie.

Jacek Smolarek