Maksymilian Podstawski

 

 

Trójkąt Weimarski, kierunek - reindustrializacja

 

Podczas gospodarczego Trójkąta Weimarskiego, który miał miejsce w Krakowie w dniach 6-7 lutego 2014, przedstawiciele Polski, Francji i Niemiec zastanawiali się jak dokonać odbudowy przemysłu w Europie tak, by Unia Europejska mogła konkurować z największymi gospodarkami świata. Światowy kryzys systemu neoliberalnego dowiódł m.in, że gospodarka nie może się opierać głównie na usługach. Dlatego w założeniach na rok 2020 przyjętych przez UE 22 stycznia b.r., przemysł i produkcja stanowić mają 20% PKB Unii Europejskiej. Średnia w Unii wynosi obecnie 16% (bez budownictwa). W Polsce – 18%. W Niemczech - 23%, a we Francji ponad 10%. Okazuje się “teraz”, że przemysł zapewnia stabilne i dobrze płatne miejsca pracy i że tylko silny przemysł jest podstawą wzrostu gospodarki i rozwoju rynku pracy. A przecież tak niedawno jeszcze “wybitni” neoliberalni ekonomiści twierdzili, że “nie ma to jak usługi”. Polacy, Francuzi i Niemcy poruszali w Krakowie tematykę energetyki, infrastruktury, nowych technologii, produkcji broni, dyskutowano o przemyśle kosmicznym i o paliwach (m.in. o gazie i ropie). Nie pominięto też tematu innowacyjności. Poruszono kwestię polityki klimatycznej UE, która w bardzo istotny sposób wpływa na obniżenie konkurencyjności unijnych gospodarek (patrz: Paweł Pawlica, Trójkąt Weimarski w Krakowie: jak odbudować europejski przemysł, Polskie Radio, Internet, 07.02.2014).

Swoją drogą, nie trzeba byłoby odbudowywać europejskiego przemysłu, gdyby się go, tak jak w Polsce po 1989 roku, nie zniszczyło. Przygotowania do gospodarczego Trójkąta Weimarskiego, poświęconego europejskiej polityce przemysłowej trwały aż 3 lata. Patronat nad nim objął prezydent Bronisław Komorowski. Jak powiedział minister Olgierd Dziekoński z Kancelarii Prezydenta RP, widać wyraźnie, że wizja rozwoju gospodarki opartej wyłącznie na usługach, która była paradygmatem lat 90., gdy mówiło się, że przemysł zaniknie, będą wyłącznie usługi, doprowadziła do wielkich turbulencji, dlatego, że “usługi, to znaczy sektor finansowy, oznacza brak realnego kontentu, brak realnej zawartości działalności gospodarczej”. Minister Dziekoński powiedział też, że realną zawartością działalności gospodarczej, tym co podlega wymianie są po prostu rzeczy, a produkcja materialna jest tym wyzwaniem, które stoi przed każdym krajem, przed każdym społeczeństwem. W Stanach Zjednoczonych dyskusja o konieczności powrotu do przemysłu rozpoczęła się natychmiast po wybuchu kryzysu finansowego. Europa reaguje na tę sytuację z dużym opóźnieniem. (Chińczycy o przemyśle pamiętali, może dlatego, że nie zapomnieli zupełnie o Marksie. M.P.) Stany Zjednoczone i UE utraciły dużo przemysłu na rzecz gospodarek azjatyckich i południowo-amerykańskich, bo tam są niższe koszty produkcji. W wywiadzie udzielonym polskiemu radiu minister Dziekoński stwierdził, że aby unijna polityka przemysłowa mogła być skuteczna, UE potrzebuje dobrej infrastruktury transportowej i telekomunikacyjnej, dobrego powiązania badań i rozwoju z rezultatami realnej gospodarki, realnego przemysłu. A Europa jest w tym nadal słabsza od Amerykanów i niektórych krajów Azji Południowo-Wschodniej. Podkreślił przy tym, że polityka klimatyczna nie może “być” przed polityką przemysłową, “to musi iść ręka w rękę”. (patrz: Sylwia Zadrożna, wywiad z ministrem Olgierdem Dziekońskim, Gospodarczy Trójkąt Weimarski: przemysł wraca do łask, Polskie Radio, Internet, 06.02.2014).

Miłym zaskoczeniem było, że politycy i przedsiębiorcy 3 państw rozmawiali w Krakowie o tym, jaką rolę w przywracaniu przemysłu w Europie mają odgrywać rządy państw, a jaką struktury unijne. Pachnie to, oby!, lekkim nawrotem do interwencjonizmu (na Węgrzech ucieszy się zapewne krytykowany przez lewicę premier Orban). Wątpliwości co do tego, że chodzi o nawrót do interwencjonizmu państwowego nie miał chyba socjalista, francuski minister odnowy produkcji (czyli reindustrializacji) Arnaud Montebourg, kiedy powiedział: “Gdy inne kontynenty mają do dyspozycji prawdziwy doping w postaci rządowych programów, my mamy kajdanki.” Stwierdził to porównując przemysł unijny z przemysłami USA, Brazylii, Japonii i Chin. (Europa potrzebuje zmiany polityki, PAP, Rzeczpospolita, 7.02.2014)

Kraje Trójkąta Weimarskiego reprezentują łącznie 40% PKB Unii. Dlatego nie dziwi i brzmi optymistycznie stwierdzenie socjaldemokraty, wicekanclerza oraz ministra gospodarki i energetyki Niemiec Sigmara Gabriela: “Kraje Trójkąta Weimarskiego powinny być centrum rozwoju przemysłu europejskiego.” Konferencja w Krakowie odbyła się miesiąc przed szczytem UE w Brukseli, który ma być poświęcony konkurencyjności europejskiego przemysłu. Intencją organizatorów konferencji było, aby spotkanie w Krakowie dało wspólny, uzgodniony punkt widzenia Trójkąta Weimarskiego na tym posiedzeniu Rady Europejskiej. Niezwykle ważnym wątkiem obrad była polityka klimatyczna UE, która w bardzo istotny sposób wpływa na obniżenie konkurencyjności gospodarek unijnych, w tym przemysłu. Polska przekonywała, że bez zmiany podejścia do redukcji emisji CO 2, Unia pogorszy swą pozycję konkurencyjną, zwłaszcza wobec USA, gdzie przemysł od kilku lat korzysta z boomu łupkowego. W tym kontekście doradca prezydenta ds. międzynarodowych, prof. Roman Kuźniar wyraził opinię, że negocjowana obecnie umowa o strefie wolnego handlu między UE a USA nie może wejść w życie bez uprzednich zmian dotyczących polityki energetycznej Unii. (Polska organizuje Trójkąt Weimarski nt. reindustrializacji Europy, PAP, Rzeczpospolita, 03.02.2014).

Trzeba przypomnieć, że wśród polskich polityków o potrzebie rozwoju przemysłu, o polityce energetycznej (m.in. chodzi o węgiel!) oraz o szkodliwości aktualnej unijnej polityki emisyjnej CO2, od dawna i najgłośniej pisze i mówi deputowany do Parlamentu Europejskiego prof. Adam Gierek. Cieszy więc to, że na liście SLD-UP jest on kandydatem nr 1 na Śląsku na kolejną kadencję parlamentu europejskiego. Z kolei sprawy transportu znane są doskonale b. ministrowi transportu, europosłowi Bogusławowi Liberadzkiemu, który w zachodniopomorskiem i lubuskiem też jest “jedynką” na liście SLD-UP. (patrz: Ewa Rosolak, Kurs na zmianę, Dziennik Trybuna, 12-13.02.2014). Przed wyborami do europarlamentu, jest bardzo ważne, przy braku odniesień do reindustrializacji w programie SLD, że wśród lewicowych kandydatów na europosłów są co najmniej 2 osoby, które mogą w sposób profesjonalny mówić o potrzebie ponownego uprzemysłowienia Europy. W zamierzeniach polskiej lewicy przed wyborami do parlamentu europejskiego sprawa odrodzenia europejskiej gospodarki odnotowana została dość słabo. Podkreślono natomiast – i dobrze! - potrzebę głębokiej reformy sektora finansowego.(patrz: Grzegorz Waliński, Europejski program, Dziennik Trybuna, 10-11.02.2014) Warto przy okazji przypomnieć, że w latach ubiegłych, kiedy zastanawiano się nad przyczynami wyraźnie zmniejszonego w Europie poparcia dla lewicy, wielu obserwatorów wskazywało słusznie na zjawisko przejmowania przez centroprawicę i prawicę haseł i celów lewicowych. Skoro realizację celów lewicy (przynajmniej niektórych) zapewnić może prawica, to część elektoratu zadaje sobie pytanie - “po co” głosować na lewicę? Oby tym razem takim straconym dla lewicy tematem nie była sprawa reindustrializacji Europy! Ważne, aby lewica nie dała się w tej problematyce nikomu zaskoczyć. Przy czym na lewicę czyha tu kilka pułapek; jak się znaleźć w sytuacji, gdy wszystkie partie polityczne w Polsce coraz częściej głoszą hasła lewicowe (może z wyjątkiem partii Korwina Mikke), co nie oznacza wcale, że mają zamiar je realizować. Poparcie dla reindustrializacji Europy, a w tym Polski, należy traktować jako zadanie ponadpartyjne. Odnotujmy więc, że w programie Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami do europarlamentu sprawa ponownego uprzemysłowienia zajmuje istotne miejsce. Odnotujmy też, że już 23 września 2013 roku ukazał się w prawicowym, solidarnościowym piśmie “Niepodległa” artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. “Reindustrializacja potrzebna od zaraz, aby Polska mogła nie tylko przetrwać, ale i się rozwijać”. Warto przeczytać! Temat reindustrializacji to nie populizm!

Nasze neoliberalne elity są słabe i uczą się bardzo powoli. Wielu miało nadzieję, że po przełomie 1989 roku nastąpi eksplozja talentów politycznych, bo przecież poprzednia elita rekrutowała się tylko z jednej opcji politycznej. Nic takiego nie nastąpiło. Wydaje się, że są słabsze niż odsunięte od władzy w okresie stanu wojennego elity z okresu późnego Edwarda Gierka. Pewnym wyjaśnieniem może być to, że najbardziej inteligentni ludzie trafiają u nas do biznesu (?) Do tego dochodzi jeszcze poważny upust krwi jakim jest nowa, ponad 2 milionowa emigracja. Młodzi i wykształceni ludzie wyemigrowali i emigrują nadal z Polski, bo nasze elity pozwoliły na likwidację polskiego przemysłu. Gdyby jednak tej emigracji nie było, moglibyśmy mieć w kraju wielkie “trzęsienie ziemi”, które nikomu nie wyszło by na zdrowie. Inteligentna i wykształcona młodzież nie ścierpiała by tych oczywistych indolencji neoliberalnego systemu, a sama nie potrafiła by prawdopodobnie znaleźć diagnozy i lekarstwa na nasze dolegliwości, na które z winy kilku tysięcy chciwych, niemoralnych i ślepych spekulantów finansowych cierpiał zresztą cały świat. Winą za biedę i ewentualne rozruchy w Polsce, nie odbiegające być może nawet wiele od tych na Ukrainie, obciążone zostały by “komuchy”, a w ich winę uwierzyłaby nasza “wspaniała i uświadomiona” wielkoprzemysłowa klasa robotnicza. Jej synowie i córki emigrują na Zachód i nikt nie ma z tego powodu większego wyrzutu sumienia, nikt się z tego nie spowiada, bo Polska jest “otwarta na świat”. Czy na tym jednak polegać ma demokracja i to “otwarcie”, dzięki któremu mamy względny spokój społeczny? Przy braku przemysłu końca nie widać sytuacji, w której nawet przy dalszej emigracji, ludzie nie mają pracy, a dzieci wielu z tych, którzy ją mają są niedożywione. Własnych oligarchów niby nie mamy, ale przepaść między bogatymi a biednymi nadal rośnie. (Swoją drogą nie mogę zrozumieć dlaczego oligarchowie w Rosji “to źle”, a oligarchowie na Ukrainie, te pijawki, “to dobrze”). Polska powinna się bronić przed dalszym rozwarstwieniem społecznym. Pomóc w tym mógłby większy niż dotąd udział w polityce młodych i wykształconych osób, w tym wrażliwych na niesprawiedliwość społeczną kobiet. Pomogła by też reemigracja z Zachodu ludzi obytych w świecie, którzy przynieśli by ze sobą do naszego zaścianka kapitał i doświadczenie. Nie należy przy tym lekceważyć doświadczenia i wiedzy nabytej z takim przecież trudem przez aktualne polskie elity.

Polityka uprzemysłowienia Trójkąta Weimarskiego jest dużą szansą dla Polski i całej Europy. Cieszy to, że Polska, rządzona obecnie przez koalicję PO-PSL, czerpiąca z przemyśleń socjalistów francuskich i socjaldemokratów niemieckich, bierze w niej aktywny udział. Obok przeważających pozytywów tej sytuacji, dostrzec można, jak zwykle, pewne zagrożenia. Jest nim słaby potencjał gospodarczy naszego kraju, a przede wszystkim słaby potencjał demograficzny w porównaniu z francusko-niemiecką machiną gospodarczą. Dojdzie do tego potrzeba uczestniczenie we francuskich ekspedycjach antyterrorystycznych, na które, nota bene, Ameryka patrzy przychylnym wzrokiem. (Nie musi to co prawda oznaczać rezygnacji ze strategicznego myślenia w Środkowej Europie). Polska, dzięki Trójkątowi Weimarskiemu staje się, jeszcze bardziej niż dotąd, współtwórcą polityki unijnej, w której nie powinna jednak zapominać o Grupie Wyszehradzkiej i Europie Środkowej. Przypomina się tu mądra koncepcja ministra sz Krzysztofa Skubiszewskiego o potrzebie kilku kotwic w polskiej polityce zagranicznej. Ktokolwiek będzie w Polsce rządził w przyszłości, potrzebna jest kontynuacja “polityki kotwic”. Zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej przydałoby się też więcej ponadpartyjnej, zespołowej współpracy. Co dotyczy reindustralizacji to powinna ona być przedmiotem ponadpartyjnej umowy politycznej. Jedna partia nie będzie w stanie podołać takiemu wysiłkowi. Aby zapobiec ewentualnym próbom przerzucenia ciężaru ponownego uprzemysłowienia Polski na barki najbiedniejszych, należałoby realizować zapisane w polskiej Konstytucji zasady społecznej gospodarki rynkowej. W Niemczech, dzięki obecności socjaldemokratów w Wielkiej Koalicji z CDU, realizacja tej zasady odrodzić ma koniunkturę i przyspieszyć wzrost gospodarczy.

Ostatnio polska klasa polityczna zadziwiła świat, a przede wszystkim samą siebie, popierając jednomyślnie politykę rządu w sprawie ukraińskiej. To pięknie! Trzeba przy okazji przypomnieć, że uprzemysłowienie Polski po II wojnie światowej nastąpiło dzięki niewyobrażalnemu wysiłkowi całego społeczeństwa, ubogiego zresztą. Obecną reindustrializację trzeba też ponadpartyjnie poprzeć, ale zapłacić za nią powinni przede wszystkim ci, którzy skorzystali z neoliberalnych dobrodziejstw III Rzeczpospolitej. Podobnie jest z poparciem dla polskiej polityki wobec Ukrainy. Poparcie tak, ale!...Nie może ona oznaczać najmniejszej nawet tolerancji dla ukraińskiej prawicy – Prawego Sektora i Swobody. Tak na marginesie, ale nie zupełnie, w osiągnięciu porozumienia na Ukrainie przyczynił się Trójkąt Weimarski (ministrowie spraw zagranicznych Francji, Niemiec i Polski). Domyślam się także, iż swoją pozytywną rolę odegrał także za kulisami negocjacji Trójkąt Królewiecki (Polska, Niemcy i Rosja). Gra polskiej dyplomacji na kilku fortepianach równocześnie, to duża sztuka. Co oczywiście nie przesądza jeszcze ostatecznego wyniku i końca ukraińskiej tragedii. Trójkąt Weimarski może być jeszcze nie raz przydatny zarówno w sprawie ukraińskiej, jak w sprawie industrializacji.

 

Warszawa, 21 lutego 2014