Nie byłem na referendum

Dziś zmuszony jestem narazić się moim przyjaciołom, postanowiłem, że na referendum nie idę. Jako tu urodzony warszawiak z dziada pradziada mam szczególny sentyment do swojego miasta. Owo ten sentyment nie jest łzawą nutką tęsknoty za starą Warszawą. No bo kiedy Ona była stara? – Nigdy! Natomiast zawsze piękna, co dzień inna, wszak la donna mobile! Żałuję, że nie mam choć krzty wrażliwości Artura Oppmana czy talentu Stefana Wiecheckiego, ale mam wrażenie, że poprzez umiłowanie mojego miasta łączy mnie z Nimi szczególna więź. To, jak sądzę, jest powodem, że uważnie obserwuję życie mojego miasta i szczególnie cieszą mnie zmiany, dzięki którym staje się coraz piękniejszą, coraz bardziej nowoczesną, radosną i przyjazną.

Warszawa jest dla mnie tak ważna jak była dla NICH. I właśnie dlatego na referendum nie poszedłem. Stary dziwak… może, ale mojemu miastu zawsze dobrze życzyłem. Uważam, że to co zrobił pan Guział, było po prostu niegodziwe. Ja wiem, że w polityce obce jest pojęcie przyzwoitości, ale jak się okazało nie taki ze mnie dinozaur i nolens wolens stanąłem w jednym szeregu z Warszawą, która zademonstrowała swój sprzeciw przeciwko partykularnym interesom polityków i pisowców, którzy zszargają każdą świętość, by dopaść wreszcie władzy. Kiedyś Stasiek Grzesiuk, warszawski bard śpiewał tak – “(…) jeden był specjalnie na Warszawę straszny pies. Już mówił nawet Warszawa kaput. Lecz pomylił się łachudra, rozczarował fest i próżny był majchrowy jego trud. Mówić nawet nie potrafię jak, my dzisiaj mu śpiewamy tak. Chciałeś byś cwany, w ząbek czesany, to teraz gnijesz draniu w błocie pochowany, my warszawiacy jesteśmy tacy, kto nam na odcisk to już wisz pan zimny trup.”

To przesłanie Grzesiuka będzie dla pana Guziała groźnym memento, bo choć wykazał się kinder sztubą wobec pani prezydent, to jednak podniósł rękę na kobietę, tego Warszawa mu nigdy nie zapomni. Nie zapomni tym bardziej, że tak naprawdę nie było żadnych merytorycznych powodów do odwołania pani prezydent. Mało tego twierdzę, że w systemie samorządowym, od czasów prezydenta Stefana Starzyńskiego nic lepszego niż pani prezydent memu miastu się nie przytrafiło. Nie mówię o czasach PRL. Choć to za tamtych czasów odbudowano stolicę ze szczególnym natężeniem prac w okresie planu trzy a później sześcioletniego. Odbudowaliśmy miasto ze zniszczeń. Miasto, z którego jak twierdzili specjaliści amerykańscy potrzeba 50 lat na wywiezienie gruzu. Później Edward Gierek i choć nie warszawiak to walnie się przysłużył do rozwoju stolicy.

Potem … długo długo nic, trwanie w marazmie, aż wreszcie ruszyło – samorządowo! Trasa Siekierkowska. Projekt europejski. Z całej trasy zbudowano jedynie most a i to w atmosferze skandalu z mocnym udziałem prokuratury. Zakończenie prac i oddanie całego węzła trasy siekierkowskiej wykonała ekipa pani prezydent H. G. Waltz. Inwestycję tę dokończyła bez udziału prokuratury. Żabie łajno zostawili też macherzy - już nie wiem jakiej ekipy. Budowali tunel przy Dworcu Zachodnim - tunel dla TIR-ów, żeby rozładować korek na rondzie Zesłańców Syberyjskich. I znów prokurator, bo okazało się, że w tunelu tiry się nie mieszczą. Wieki trwały prace przy rozbudowie trasy do Pruszkowa, aż w zeszłym roku ukończyła ją ekipa pani Prezydent H. G. Waltz. Zupełne horrendum to tzw. most Syreny, nb. zbudowany w stanie wojennym jeszcze przez W. Jaruzelskiego, został zmodernizowany, a że ktoś nie zdążył zarobić, to zbudowali (jak się śmieli warszawiacy) most wzdłuż Wisły. Tłumaczyli, że to dla dobra mieszkańców i że tam powstaną bulwary. Bulwary owszem powstały tylko wiele lat później i kilka kilometrów dalej na Wiśle przy Trasie Łazienkowskiej i zgadnijcie kto je zbudował??? Tak Jest H. G. Waltz.

Budowa mostu północnego, dokończenie trasy AK. Dokończenie budowy pierwszej linii mera, budowa drugiej linii metra, fakt, kłopoty, fakt, że opóźnienia. Ale to przez te kłopoty w Warszawie do końca XX wieku nie było metra, bo kurzawka tu i tam, i byliśmy jedyną metropolią europejską bez kolei podziemnej. No to jest pierwsza lista powodów, dla których pani prezydent H. G. Waltz powinna zostać odwołana. Zaiste jak można tak rządzić miastem, bez afer i udziału prokuratora, to wstyd. Mocno w akcji przedreferendalnej stawiana była sprawa komunikacji, głównie cen biletów. I owszem bilet zdrożały znacznie ale… Cały tabor autobusowy wymieniony, cały tabor tramwajowy – wymieniony, wszystko nowe, sprawne, wygodne, klimatyzowane, ładne i szybkie. Każde dziecko wie że nie za darmo. Na to “poszła” kupa kasy. Pieniądze z Unii, tak, ale gdzie środki własne? Budżet krótki a Janosikowe trzeba płacić. Kowal zawinił a cygana wieszają. Skąd wziąć pieniądze? No właśnie.

Dalej - naprawa i wymiana torowisk, naprawa mostów, Łazienkowskiego, Poniatowskiego, trasy AK . Naprawa i remont jezdni. Puławska nie remontowana od czasów E. Gierka. Al. Niepodległości jeszcze wcześniej. To wszystko albo jest zrobione, albo właśnie się robi. Miasto ma prawie 2 miliony ludzi, większość jeździ własnymi autami, cudów nie ma, korki muszą być. Kompletny zaskok nastąpił po powrocie z jakiegoś weekendu, kiedy to w ciągu dwóch nocy położono nowy asfalt na wszystkich uliczkach mojego Rakowca. Centrum Nauki Kopernik. Pomysł L. Kaczyński – wykonanie H. G. Waltz. I tak dalej, i tak dalej. Osobiście nie lubię pani prezydent za to, że “flirtowała” z czarnymi, uczestnicząc w konwencie św. Katarzyny. Ale szanuje Ją za to, że w moim pojęciu dobrze dba o moje miasto, miasto moich dzieci, moich dziadów i pradziadów.

Ja nie słyszałem żeby pani prezydent chciała burzyć Pałac Kultury bo to bolszewicki pomiot. PKiN to obiekt historyczny i zabytkowy i na pewno dobrze się wpisał w pamięć starych warszawiaków. Bo to był prawdziwy Pałac Kultury Nauki i Sztuki im. Józefa Stalina - to właśnie imię najbardziej bolało kilku decydentów, a czyjego imienia miał być 10 lat po wojnie dar Związku Radzieckiego dla Warszawy - im. świętego Józefa robotnika? Starzy Warszawiacy dobrze wiedzą jaką rolę odegrał ten gmach w powojennej Warszawie. To było prawdziwe centrum Kultury, Nauki i Sztuki a w nim trzy teatry, trzy kina, Muzeum Techniki. Ogromna sala kongresowa, do dziś nie ma w Warszawie większej sali widowiskowej. Ogromne przestrzenie wykorzystywane do eksponowania przeróżnych wystaw i wernisaży, które kiedyś odbywały się permanentnie. No i wreszcie Pałac Młodzieży. Całe pokolenie powojennej młodzieży chętnej mogło uczestniczyć w zajęciach w niezliczonej ilości pracowni tematycznych prowadzonych przez wybitnych specjalistów. Osobiście uczestniczyłem w pracowni filmu i osobno w pracowni fotografii. Koszt 14 zł kwartalnie. Moja córka (kolejne pokolenie) uczestniczyła w harcerskim zespole “Gawęda” pod kierownictwem hm. Andrzeja Kieruzalskiego. Przez jego zespół przewinęło się 16000 dzieci i młodzieży. Dziś z powodów oczywiście komercyjnych zespól w PKiN nie istnieje. Mój syn (pilot) przygodę z lotnictwem zaczął od uczestnictwa w modelarni lotniczej. Mój drugi syn (dziś muzyk i ekonomista) był uczestnikiem sekcji instrumentów klawiszowych, sekcję prowadził wnuk płk Radkowskiego, sławnego niegdyś twórcy Centralnego Zespołu Artystycznego WP. Dziś zmienionego w przykościelny chórek.

A jednak był taki kandydat, który obiecywał warszawiakom, że on - jak go wybiorą prezydentem -to będzie burzył wszystko co przypomina radzieckie zniewolenie. Warszawa widać wolała radzieckie zniewolenie niż chore wizje pana kandydata, który przepadł w wyborach. Podnoszono też kwestię reprywatyzacji majątku komunalnego upaństwowionego Dekretem Bieruta. Ja wiem, że zasoby będące we władaniu poszczególnych gmin są systematycznie acz powoli oddawane dawnym właścicielom. Ale to mało bo jeszcze zostają drażliwe kwestie ziemi pod istniejącymi obiektami, m.in. PkiN. Pod jego budowę wyburzono całą przedwojenną dzielnice. Posłużę się kolokwializmem. Pani prezydent jest za krótka. Bo tu może być mowa jedynie o zadośćuczynieniu ekwiwalentnym. A więc ustawa – a więc sejm. Tymczasem w tej kwest oskarża się panią prezydent o opieszałości, jasne! Powinna jeszcze odpowiadać za zanik zorzy polarnej.

Muzeum sztuki współczesnej to kolejna zagwozdka referendalna. Twórcy projektu niszczenia PKiN już obudowali go rozmaitymi szpetnościami pozbawionymi jakiegokolwiek stylu i projekt muzeum sztuki współczesnej miał być kolejnym obiektem przesłaniającym szpetność “pekinu”. Moim zdaniem sztuka wymaga odpowiedniej oprawy, dlatego instytucja ta winna znajdować się jak do tej pory w komnatach zamku ujazdowskiego. Dlatego pani prezydent winna w następnej kadencji (bo z pewnością wygra nadchodzące wybory) w otoczeniu sędziwego “patyka” zaprojektować piękny i bardzo zielony park.

Historii jak rodziny się nie wybiera, a trzeba ją szanować bez względu na to jaką była. Kto tego nie wie, niech się szybko szkoli, bo wybory już za rok i ja wtedy będę głosował na panią H. G. Waltz razem z 80% armią warszawiaków zadowolonych z rządów pani prezydent, którzy jak ja nie uczestniczyli w minionym referendum. Bo Jak pisał mój ulubiony pisarz biskup I. Krasicki “ Gdy wół był ministrem i rządził rozsądnie; szły rzeczy prawda wolno, ale szły porządnie. Jednostajność na koniec monarchę znudziła. Dano małpie miejsce wołu – bo ta pana bawiła. Dwór był kontent, kontenci poddani z początku; Ustała wkrótce radość; nie było porządku. Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. Kiedy coraz większe nastawały trwogi, Zrzucono z miejsca małpę; żeby złemu radził. Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. Nie osiedział się zdrajca, ani ten, co bawił. Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił”

Adam Zbigniew Gusiew