PRAWDA O EDWARDZIE GIERKU I JEGO DEKADZIE

W dniu 13 marca 2010 r. w Sosnowcu odbyło się zgromadzenie, na którym powołano Instytut im. Edwarda Gierka oraz fundację. Wydarzeniu temu towarzyszyła konferencja naukowa “Dekada Edwarda Gierka na tle PRL”. Prelegentami byli: były szef doradców I sekretarza KC PZPR prof. Paweł Bożyk, prof. Andrzej Karpiński i eurodeputowany prof. Adam Gierek. W konferencji uczestniczyli m.in. przewodniczący Unii Pracy Waldemar Witkowski oraz sekretarz generalny UP – Grzegorz Pisalski. W końcowej fazie konferencji głos zabrał także poseł Lewicy Bartosz Arłukowicz. Referatów i wystąpień wysłuchało blisko 500 uczestników konferencji. Prof. Paweł Bożyk przedstawił najważniejsze cele dekady lat 70. Prof. Andrzej Karpiński wysunął tezę o drugim uprzemysłowieniu Polski w tamtych latach. Prof. Adam Gierek wygłosił wykład o energetyce i bezpieczeństwie energetycznym Polski w latach 70 oraz perspektywach na przyszłość.

Wśród celów fundacji zapisano m.in. promocję dokonań Edwarda Gierka zwłaszcza wśród młodzieży, w szczególności poprzez warsztaty, wykłady, prelekcje, panele dyskusyjne oraz pogadanki w szkołach; tworzenie, wspieranie oraz pomoc w organizacji i promocji regionalnych i lokalnych Izb Pamięci poświęconym dokonaniom Edwarda Gierka, a także wspieranie finansowe oraz promocję publikacji naukowych dotyczących jego osoby i dekady lat 70.

Inne zamierzenia Instytutu to pomoc finansowa dla młodych naukowców – zwłaszcza tych publikujących prace dotyczące Edwarda Gierka oraz lat 70., a także promocja “idei opiekuńczego państwa dobrobytu”, społecznej gospodarki rynkowej oraz “postępowych idei społecznych i gospodarczych”.

Wystąpienie posła Grzegorza Pisalskiego

“Edward Gierek był faktyczna przywódcą zniewolonego państwa, wielkim przyjacielem Związku Radzieckiego, komunistycznym dyktatorem, który wprowadził w Polsce stalinizm bez terroru, był człowiekiem, który spowodował cywilizacyjną i ekologiczną zapaść śląskiego regionu, był człowiekiem, który tylko po to kupował zachodnie licencje, by wprowadzić polsko-sowiecką unifikację przemysłową. Jako przywódca państwa prowadził nieodpowiedzialną politykę gospodarczą, która doprowadziła do totalnego zadłużenia państwa i największego w dziejach PRL kryzysu gospodarczego.”

Taką opinię o Edwardzie Gierku na wniosek sosnowieckiego działacza Platformy Obywatelskiej wydali dwaj pseudohistorycy państwowego Instytutu Pamięci Narodowej, instytutu na którego utrzymanie z budżetu państwa, z naszych podatków wydajemy rocznie 200 mln zł.

A co myślą o Edwardzie Gierku zwykli, normalni Polacy? Kilkanaście miesięcy temu świadomość historyczną Polaków postanowił sprawdzić Centralny Ośrodek Badania Opinii Społecznej. Okazało się, że ponad 55 proc. wymieniło Edwarda Gierka w gronie osobistości, które w minionym stuleciu pozytywnie zapisały się dla Polski. Te wysokie oceny Edward Gierek uzyskał nie tylko u osób o poglądach lewicowych, ale również u co ósmej osoby o poglądach prawicowych.

Aby spróbować dociec prawdy: kim był Edward Gierek i jaka była jego epoka, powołujemy własny instytut, Instytut im. Edwarda Gierka, który dzisiejszą konferencją rozpoczyna swoją działalność. Tematem przewodnim konferencji naukowej jest “Dekada Edwarda Gierka na tle PRL”.

Wystąpienie prof. Pawła Bożyka

Inaugurując działalność Instytutu im. Edwarda Gierka musimy dokonać oceny dekady, która nie tylko dzisiaj, ale od 20 lat, a poprzednio także w latach 80. była w ogniu krytyki. Dlaczego właśnie ta dekada? Były przecież w PRL inne dekady, które swoim dorobkiem nie dorównywały dekadzie lat 70. Dlaczego nie mówi się o latach 50., kiedy Polska rozwijała się tak jak się rozwijała, ani o latach 60., kiedy Polska była zaściankiem Europy i miała gospodarkę siermiężną. Dlaczego nie mówi się o latach 80., kiedy podwojono zadłużenie Polski. W tamtym okresie zadłużenie z 19 mld. dolarów zwiększyło się do ponad 40 mld dolarów. Wszyscy zawzięli się na dekadę lat 70. pewnie dlatego, że czy nam się to podoba, czy nie, była to dekada wybitna.

Na początku chcę położyć akcent na cztery kanony, czyli cele tej dekady, których nie tylko nie powinniśmy się wstydzić, ale powinniśmy się nimi chlubić. Te idee, które wtedy wysunięto i realizowane, są nadal aktualne.

Pierwszym kanonem było otwarcie Polski na Europę i świat. W latach 60. w czasach pokłosia zimnej wojny Polska była “zasznurowana” w swoich granicach i mało kto ze zwykłych obywateli mógł je przekraczać. Edward Gierek pierwsze co zrobił to otworzył Polskę na świat i było to posunięcie wizjonerskie. Wkrótce potem w Helsinkach zebrała się Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy Europy, która zrywała z pozostałościami zimnej wojny i dawała zielone światło wzajemnym stosunkom gospodarczym, a także w innych relacjach. Czy mamy się tego wstydzić? Gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie tamto gierkowskie otwarcie?

To wtedy miały miejsce najważniejsze w PRL wizyty gości zagranicznych, które często dochodziły do skutku z ich inicjatywy. Tu przyjeżdżał kanclerz Niemiec, prezydent USA, Francji, a także papież i wielu innych. To w czasie swej dekady Edward Gierek był przyjmowany w najważniejszych stolicach Europy i świata.

Drugim celem tej polityki było otwarcie gospodarcze Polski na Europę i świat. Polska lat 60., jak to mówią niektórzy, to była Polska pralki Frani, ślepej kuchni, maleńkich mieszkań. To była Polska technologii na ogół rosyjskiej i częściowo poniemieckiej, samochodów marki Syrena, Pobieda i innych. Lata 70. na tym tle były okresem zupełnie nowym. Stało się to dzięki nowej polityce ekonomicznej. Ale ta prawda nie dociera, pytają mnie wielokrotnie o długi Edwarda i Gierka i dlaczego ciągle spłacamy jego kredyty?

Polityka otwarcia na kredyty zagraniczne była wówczas jedyną realną polityką, ponieważ polska akumulacja, czyli dochód wypracowywany na potrzeby rozwoju, był niezwykle niski. Tak samo kształtowała się stopa życiowa ludności. Nie było z czego finansować rozwoju gospodarczego, a było to przecież koniecznością. Podjęte działania w tym zakresie okazały się wizjonerskie, gdyż sytuacja na rynkach europejskich i światowych stała się dla nas sprzyjająca.

Nastąpiły znaczne wzrosty cen surowców i energii, pojawił się kryzys surowcowy, a wraz z nim na rynkach olbrzymie nadwyżki petrodolarów. Oprocentowanie kredytów spadło do 5 proc. a inflacja wynosiła 7 proc, czyli te kredyty była prawie za darmo. W latach 80. kiedy Edward Gierek odchodził, oprocentowanie kredytów wynosiło ok. 15 proc. Pamiętam te czasy, kiedy przed gabinetem E. Gierka stała kolejka bankierów z wielu krajów, którzy namawiali go, żebyśmy te kredyty wzięli. Zostały one nam w wielu przypadkach udzielone z inicjatywy banków zachodnich. Nie powinniśmy się więc tego wstydzić, ale być z tego dumni.

W roku 1979 Polska miała do spłacenia 23 mld dolarów długu. Z tego 3,7 mld dolarów to były kredyty bieżące, handlowe np. na zakup zboża, surowców, które trzeba było od razu spłacić. Długi długookresowe wynosiły 19, 6 mld. dolarów. W 2003 r. dochody ze sprzedaży ok. 550 zakładów wybudowanych w latach 70. wyniosły ok. 40 mld dolarów.

W latach 2004 – 2010 z tego tytułu pewnością przybyło co najmniej kilkanaście mld. dolarów. Zamiast spłacić z tych dochodów długi to myśmy dochodami z prywatyzacji dofinansowywali deficyt budżetowy. To nie Gierek przejadł kredyty to my je teraz ciągle przejadamy. W latach 70 udział akumulacji w dochodzie narodowym zwiększył się a zmniejszył się udział konsumpcji. Oznacza to, że kredytów nie przejadano a inwestowano.

Nie byłoby wielu znaczących inwestycji jak np. Dworca Centralnego, o którym się utyskuje, że w niektórych miejscach szwankuje. A jak by wyglądały nasze mieszkania, gdybyśmy ich od 40 lat nie remontowali? A Trasa Łazienkowska, którą przejechały setki milionów samochodów, a Wisłostrada, a droga do Katowic, a tysiące innych budów? W jaki sposób można by sobie poradzić z gospodarką, gdyby nie było tych kredytów? Dzisiaj już wiadomo, że mity o zadłużeniu gierkowskim są wierutnym kłamstwem powielanym na użytek obecnej propagandy. Te długi nie miały i nie mają nic wspólnego z obecnym zadłużeniem zewnętrznym i wewnętrznym Polski.

Trzeci kanon polityki Edwarda Gierka to technologiczna modernizacja Polski. Tutaj też mamy do czynienia z tendencyjnym przeinaczaniem faktów. Gospodarka polska w roku 1971 wymagała pilnej modernizacji. Dystans między poziomem technologicznym gospodarki polskiej a gospodarki zachodnioeuropejskiej dramatycznie się powiększał. Wykorzystując otrzymane kredyty Polska zawarła kontrakty technologiczne z przodującymi państwami świata, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, które specjalnie dla Polski złagodziły system zabraniający eksportu do krajów bloku wschodniego rozwiniętych technologii. W ślad za tym poszły dostawy technologii niemieckiej, francuskiej, włoskiej.

Tak było mniej więcej do 1976 roku. Po kryzysie energetycznym w całej Europie rozpoczął się proces zmiany technologii. Ta technologia z przełomu lat 60 i 70. była technologią energochłonną i nie odpowiadała na zapotrzebowanie gospodarki w dobie kryzysu surowcowego. Ceny ropy naftowej, gazu ziemnego i benzyny wzrosły wielokrotnie. I tak np. dalsze produkowanie samochodów, które zużywały 15 l. beznyzyny na 100 km, traciło sens. Podobnie było ze sprzętem RTV i AGD: lodówkami, pralkami, telewizorami. W tej sytuacji większość krajów europejskich rozpoczęła zmianę technologii i produkcję artykułów opartych o nowe konstrukcje.

Pojawiło się więc pytanie: czy nadal mamy realizować zawarte przed kryzysem kontrakty, czy z części z nich zrezygnować. Nikt tego kryzysu, który pojawił się w latach 1974-75 nie przewidział, gdyż była to decyzja OPEC, czyli organizacji zrzeszającej eksporterów ropy naftowej. Wtedy pojawiła się decyzja o manewrze gospodarczym, który zakładał, że musimy zrezygnować z niektórych produktów technologicznych, aby nie budować fabryk, które będą wytwarzać produkty energochłonne. Było to lepsze rozwiązanie nawet za cenę pewnych zaburzeń w realizacji niektórych kontraktów technologicznych.

Ten aspekt sprawy został później wykorzystany do krytyki polityki gierkowskiej. Nie mniej ta technologia, którą pozostawił Gierek pod koniec lat siedemdziesiątych, była ogromnym postępem w stosunku do lat sześćdziesiątych. Gospodarka polska została wyposażona w nowe rozwiązania i to na wielu odcinkach.

Czwartym celem polityki Edwarda Gierka było podniesienie stopy życiowej społeczeństwa. W wyniku siermiężnej polityki Władysława Gomułki poziom stopy życiowej w Polsce odbiegał od poziomu dochodów naszych sąsiadów: Czechosłowacji, Węgier, NRD. Polska w tej dziedzinie wymagała zdecydowanych zmian. Przede wszystkim chodziło o miejsca pracy, bo nadchodził wyż demograficzny, ponad 3 mln młodych ludzi, którzy lada chwila mieli wejść na rynek pracy. Trzeba było zbudować nowe fabryki, aby mieli oni gdzie pracować, a także nowe mieszkania, aby mieli gdzie mieszkać. To zadanie legło u podstaw ówczesnej polityki inwestycyjnej.

Kolejnym zadaniem był rozwój budownictwa mieszkaniowego. Gdyby nie wybudowanie w latach 70. 3 mln mieszkań to jaka byłaby dzisiaj sytuacja mieszkaniowa Polaków? W tamtych latach wprawdzie budowano głównie z wielkiej płyty, ale tę technologię stosowano w całej Europie. Nie można w 2010 roku krytykować tej technologii jako rzekomo nienowoczesnej, w tamtych latach była ona jak najbardziej nowoczesna. Ta płyta przepuszczała energię cieplną i to było jedną z przyczyn jej zarzucenia w latach późniejszych. Wtedy energia była tania – litr benzyny kosztował tyle co litr wody mineralnej. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna.

Na rynku pojawiły się towary, o jakich się nikomu nigdy przedtem nie śniło – i z importu i z produkcji własnej. Sąsiedzi zazdrościli nam tego rozmachu inwestycyjnego i nowinek rynkowych i zapewniali, że u nas jest już prawie Zachód. Polska wtedy była centrum Europy Środkowo-Wschodniej. Rocznie przekraczało granicę 9 mln ludzi i to nie tylko do krajów ościennych. Obraz Polski z tamtych lat nie ma nic wspólnego z wizerunkiem, jaki się dzisiaj maluje.

Mam nadzieję, że instytut, który powstanie, będzie mógł w oparciu o statystykę, o źródła i rzetelne badania zadać kłam przeinaczeniom sączącym się z IPN-u, mediów i wypowiedzi polityków prawicowych. Rodzi się pytanie, dlaczego ta właśnie dekada stała się obiektem tak zajadłej krytyki? Pierwsze takie ataki wychodziły już od kierownictwa schyłkowej PZPR wraz z podporządkowanym jej aparatem propagandy. Zwracano nam uwagę na Zachodzie, że takie przeczernianie obrazu własnego kraju może odbić się jak najgorzej na interesach prowadzonych zarówno wtedy, jak i w przyszłości. Do bieżącej polityki nie powinno się mieszać gospodarki ani strategii rozwoju gospodarczego. A tak się właśnie stało.

Wystąpienie prof. Andrzeja Karpińskiego

Otrzymałem zadanie, aby pokazać, jaką rolę odegrał polski przemysł w rozwoju Polski w latach siedemdziesiątych. Jest to zadanie skomplikowane, gdyż w ostatnim czasie narasta propaganda antypeerelowska, która w pewnym stopniu zakwestionowała fakty, wydarzenia i oceny poprzednio zweryfikowane. Na wstępie będę się starał przypomnieć pewne fakty, o których my z upodobaniem narodowym zapominamy. Są to fakty związane z rzeczywistymi osiągnięciami tamtej epoki. Z kolei wypowiem się o losach tego potencjału przemysłowego, który w latach 1970 – 1980 został zbudowany. Konieczne też będą wnioski, jakie z tego przeglądu faktów wynikają dla przyszłości.

W jednym ze swoich przemówień pod koniec lat 70. Edward Gierek podał pewnego rodzaju formułę oceny tego dziesięciolecia: “Osiągnięcia tego dziesięciolecia pozwalają uznać, że w tym okresie nastąpiło drugie uprzemysłowienie Polski”. Dlatego możemy zadać pytanie, czy dzisiaj, w świetle obecnych badań, ta formuła się ostała i czy nadal jest aktualna?

Z całą odpowiedzialnością naukową mogę stwierdzić, że całość badań naukowych prowadzonych po roku 1970 potwierdza, że ta teza była i jest nadal aktualna. Na jej potwierdzenie można przytoczyć wiele dowodów, ale ograniczę się tylko do niektórych.

Pierwszą sprawą jest wzrost zatrudnienia, który nastąpił w tamtym okresie. Zatrudnienie w gospodarce, a szczególnie zatrudnienie w przemyśle jest podstawowym wskaźnikiem charakteru przemysłowego kraju. W 1970 r. w przemyśle polskim pracowało ok. 3 mln 78 tys. ludzi. Po 10 latach, w roku 1980 pracowało w przemyśle ok. 5 mln 245 tys. osób. W tymże roku zatrudnienie osiągnęło swój szczyt i nigdy już nie przekroczyło tego poziomu. Wręcz przeciwnie, od tego czasu mamy do czynienia z głębokim spadkiem zatrudnienia przemysłowego.

Lata siedemdziesiąte, o czym była już mowa, charakteryzowały się niezwykle intensywnym inwestowaniem. W ciągu dekady lat 70. zbudowano 557 nowych zakładów i kombinatów przemysłowych. Są to obiekty zbudowane na terenach poprzednio nie eksploatowanych przemysłowo. Jest to ok. 40 proc. wszystkich obiektów przemysłowych zbudowanych w okresie PRL. W okresie całego PRL wybudowano 1530 zakładów przemysłowych.

Drugie pytanie dotyczy sprawy, czy intensywny rozwój przemysłu był równoznaczny z postępem wytwórczym. O uprzemysłowieniu i postępie możemy mówić wtedy, kiedy rozwój przemysłu prowadzi do wzmocnienia pozycji przemysłu w gospodarce narodowej i do przekształceń w strukturze gospodarczej kraju. Taki związek jest bardzo ścisły. W 1980 r. z pracy w przemyśle (szacując razem z rodzinami) utrzymywało się ok. 14-16 mln ludzi, czyli ok. 40 proc. Polaków żyło z pracy w przemyśle. W latach 70. liczba Polaków żyjących z pracy w przemyśle po raz pierwszy przekroczyła liczbę Polaków żyjących z pracy w rolnictwie. Po raz pierwszy w naszej historii zaistniała możliwość powstania społeczeństwa przemysłowego.

W ostatnich dziesięciu latach, w okresie nasilenia propagandy antypeerelowskiej lansuje się pogląd, że uprzemysłowienie Polski było mitem. Tak stawiane zagadnienie nie wytrzymuje krytyki w świetle badań naukowych. Po pierwsze, trzeba by udowodnić, że cywilizacja przemysłowa, w której Europa tkwi od blisko 250 lat, jest mitem. Po drugie należałoby wytłumaczyć, dlaczego w grupie państw G-7, jako najbardziej uprzemysłowionych krajów, ten sektor gospodarki nadal jest dominujący. I mimo tego, że świat wszedł w okres cywilizacji informacyjnej i wykształca się nowy etap rozwoju ludzkości, to jednak nadal dobra przemysłowe stanowią główną płaszczyznę konfrontacji na rynkach światowych. Dopóki w tym zakresie nie nastąpią zmiany, uprzemysłowienie Polski było i jest nadal koniecznością.

Jakie są losy potencjału przemysłowego stworzonego w latach 70. i po roku 89? Zatrudnienie w przemyśle w roku bieżącym nie przekroczy 2 mln 900 tys. pracowników. To oznacza, że do poziomu szczytowego zatrudnienia z roku 1980 nastąpiła w Polsce utrata 2 mln 400 tys. miejsc pracy. Taka sytuacja nie ma precedensu w całej Europie. Polska po 1989 r, stała się krajem o najgłębszej deinstrulizacji w powojennej Europie.

Deinstrulizacja następuje także w innych krajach, ale dzieje się to wtedy, kiedy popyt na dobra przemysłowe przesuwa się w sferę usług. W Polsce nie ma takiej sytuacji. W Polsce popyt na dobra przemysłowe jest nadal wysoki. Dlatego nie znajduje uzasadnienia pogląd, że w Polsce deinstrulizacja była konieczna, raczej była ona przedwczesna. Cała współczesna Europa więcej importuje niż eksportuje wyrobów przemysłowych. Jednakże nadwyżki importu nad eksportem są w Polsce wyjątkowo niekorzystne. W Unii Europejskiej nadwyżka importu nad eksportem w zakresie dóbr przemysłowych wynosi ok. 3 proc. wpływów z całego eksportu, a w Polsce ponad 10 proc. Mamy w rezultacie jeden z najwyższych udziałów w penetracji importowej na rynku wewnętrznym.

Według ostatnich badań z 2006 r. towary importowane na naszym rynku wewnętrznym stanowiły 54 proc. całości sprzedaży. Jedną z przyczyn jest to, że nasze własne towary nie wytrzymują konkurencji na rynku wewnętrznym. Dzieje się tak dlatego, ponieważ Polska w UE po 1989 r. w niewielkim stopniu uczestniczyła w rozwoju nowoczesnych elementów struktur przemysłowych.

Trzy wnioski są zasadnicze. W Polsce współczesnej bardziej potrzebna jest modernizacja struktur przemysłowych niż wysokie tempo produkcji przemysłowej. Byłoby dobrze mieć i jedno i drugie, ale jeśli za to wysokie tempo mamy płacić stagnacją lub nawet regresem w budowie nowoczesnych struktur przemysłowych, to korzystniejsza jest ich modernizacja. We współczesnym świecie nie ma innej modernizacji niż wprowadzenie kraju w erę cywilizacji informacyjnej. To powinno być takim samym narodowym zadaniem jak w przeszłości uprzemysłowienie Polski.

Jak byśmy nie krytykowali PRL, bo zawsze są takie dziedziny, które można skrytykować, tak nie można nie dostrzegać, że gospodarka PRL wykazywała wysoką skłonność do inwestowania. Po 1989 r. zarówno skłonność, jak i zdolność do inwestowania osłabła. Jeśli chcemy modernizować kraj, to nie uda się tego zrobić bez przywrócenia skłonności do inwestycji i doskonalenia struktur przemysłowych. Zdajemy sobie sprawę, że ta skłonność do inwestowania w PRL była czasem nadużywana lub wykorzystywana w nie zawsze właściwym kierunku. Ale modernizacja technologiczna przemysłu polskiego była i jest nadal niezbędna.

W obecnych czasach niezbędna jest zdolność do tworzenia nowych miejsc pracy. Ubiegłe dwadzieścia lat jest zaprzeczeniem naszej mobilności w tej dziedzinie. Ten okres to wielka dezaktywizacja Polski. Spadek miejsc pracy sięgnął już 4,5 mln. Jeśli chcemy, aby w rozwoju gospodarczym partycypował cały naród, a nie wybrane grupy i środowiska, to musimy odbudować zdolność tworzenia nowych miejsc pracy i muszą być to miejsca efektywne. Dlatego w moim przekonaniu, jeżeli chcemy lepszej przyszłości dla naszego kraju, musimy uzyskać przełomy w trzech dziedzinach: szybszy postęp modernizacji, większa zdolność podejmowania inwestycji oraz większe możliwości tworzenia miejsc pracy.

Wystąpienie prof. Adama Gierka

Mówiliśmy już o tym, jak to było, czego nie należy zapominać i czego mogą nas te lata nauczyć. Ja chciałbym się podzielić refleksją dotyczącego tego co może być, czyli najbliższej przyszłości.

Jaka jest aktualna sytuacja gospodarki europejskiej i światowej? Aktualną sytuację gospodarczą determinują trzy istotne kwestie: kryzys finansowy i gospodarczy, kwestia polityki klimatyczno-energetycznej, kryzys w Grecji, a być może wkrótce także w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech i Irlandii. Sprawia to zadłużenie tych krajów i brak możliwości jego spłaty. Warto pamiętać, że myśmy w latach siedemdziesiątych ustawiali w Polsce graniczne zadłużenie na 20 proc., a nie na 60 proc. jak to ma miejsce w Unii Europejskiej zgodnie z traktatem w Maastricht. Nasze zadłużenie (zewnętrzne i wewnętrzne) obecnie sięga 170 mld euro plus około 700 mld zł. W przeliczeniu na dolary będzie to w granicach 400-500 mld dolarów aktualnego zadłużenia naszego kraju.

Propaganda kreśli czarny obraz zadłużenia lat 70., ale wtedy kredyty były brane na inwestycje, a teraz bierze się kredyty, aby łatać dziury w budżecie, a także likwidować za nie polską gospodarkę, np. kopalnie były likwidowane właśnie za te kredyty. Ta czarna propaganda jest wykorzystywana po to, aby przykryć nieudolność obecnie rządzących i ich spolegliwość wobec obcego kapitału. Ten czarny obraz nie jest niczym nowym. Propaganda po roku 1981 pomijała koszty stanu wojennego, embarga wprowadzonego przez USA, perturbacje gospodarki w 1981 r., nihilistyczny i niszczący festiwal “Solidarności”, a właśnie te kwestie uniemożliwiły terminową spłatę długów.

A teraz energetyka. Jak wiadomo, wskaźniki zużycia energii brutto przez dany kraj są wykorzystywane do oceny poziomu gospodarczego oraz dynamiki wzrostu. W Niemczech np. zużywa się dwa razy więcej energii na osobę niż w Polsce, w USA cztery razy więcej. Szacując inwestycje energetyczne w Polsce po drugiej wojnie światowej szacujemy, że w latach 50. przybyło ponad 3000 MW, w latach 60. – ponad 6.640 MW, w latach 70. – 11.401 MW, w latach 80. – 6600 MW, w latach 90 – brak przyrostu. Oznacza to, że aktualna produkcja energii powstała dzięki mocom wytworzonym w okresie PRL, z tego 40 proc. dzięki inwestycjom w latach 70. Również budowa naszej największej inwestycji energetycznej w Bełchatowie miała miejsce w drugiej połowie lat 70.

Nasi negocjatorzy w sprawie akcesji do Unii Europejskiej zdawali sprawozdanie w Senacie RP. Ja wtedy zadałem premierowi Leszkowi Millerowi pytanie o atuty, jakie Polska wnosi do UE. On wtedy odpowiedział: młode, dobrze wykształcone społeczeństwo. To też przecież zasługa PRL-u. Oczekiwałem, że wymieni także elementy konkurencyjności naszej gospodarki, ale tak się nie stało.

Nasza energetyka oparta jest w przeważającej mierze na węglu i to zarówno w zakresie wytwarzania prądu, jak i ciepłownictwa. Wprawdzie w latach 70 próbowano dokonać rozwoju energetyki jądrowej, a budowana elektrownia w Żarnowcu została zatrzymana i próby te zarzucono. Nie ulega jednak wątpliwości, że energetyka także w naszym kraju, w perspektywie długoterminowej, stanie się koniecznością. Do tego czasu powinniśmy nadal opierać się na węglu.

O zmianach klimatycznych mówi się dużo i często. Ocieplenie globalne w świetle tego, co mówią nasi naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, właściwie nie istnieje. A w tym zakresie, w jakim występuje, spowodowane jest czynnikami naturalnymi a nie emisją dwutlenku węgla. Nasz rząd niestety podpisał pakiet klimatyczno-energetyczny, który nie wróży nam nic dobrego. Został także wstrzymany rozwój inwestowania w energetykę, bo nie wiadomo, w którym kierunku należy to robić, a przecież wiadomo, że takie inwestycje trwają długo. Jeśli ten stan zawieszenia będzie trwał dłużej, to nie wiadomo jak w najbliższej przyszłości będzie wyglądała nasza gospodarka. Wszystko przecież zależy od energii, która jest głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego.

Na szczycie klimatycznym w Kopenhadze propozycje Unii Europejskiej zostały przez większość krajów odrzucone, np. przez Chiny, Indie i Stany Zjednoczone, ponieważ nie uwzględniały interesów krajów rozwijających się, nie uwzględniały konkurencji na świecie, niesprawiedliwie dzieliły prawa do wspólnego dobra, jakim jest nasza ziemia i jej zasoby. Stało się tak również dlatego, bo te propozycje opierały się w dużej mierze na mało wiarygodnej naukowo hipotezie o szkodliwości węgla dla naszego klimatu.

Co w takiej sytuacji powinna robić Polska? W latach 70. powstało wiele ciepłowni osiedlowych, które powinny być zastąpione przez nowoczesne elektrociepłownie, tak aby obok produkcji ciepła zwiększyć produkcję energii elektrycznej. Kraj nasz jest obecnie najbardziej energetycznie bezpiecznym krajem, bo dysponujemy węglem. Ale do czasu. Unia Europejska, a szczególnie niektóre jej kraje nie opierają swej energetyki na węglu, np. Szwecja preferuje energetykę wodną, Francja energetykę atomową, Dania wiatrową itp. Te kraje chcą być konkurencyjne i zmierzają w kierunku ograniczania zużycia węgla w gospodarce. U nas wkrótce stare elektrownie będą zmuszone do likwidacji części instalacji, bo zacznie się bieda energetyczna, za którą jak zwykle zapłaci Gierek i komuna.

Powinniśmy popierać rozwój budownictwa komunalnego, bo podobnie jak w latach 70. w Polsce może ono być lokomotywą rozwoju gospodarczego i kreowania licznych miejsc pracy. Powinniśmy preferować rozwój nauki, tak by jak w latach 70 kierowano na nią co najmniej 2,5 proc. PKB, a nie jak obecnie ok. 0,6 proc. powinniśmy także postulować rozwój infrastruktury w naszym kraju, a w tym wrócić do zapoczątkowanego w latach 70. programu “Wisła”. .Powinniśmy popierać zieloną technologię, podejmować problematykę termoizolacji, rewitalizacji osiedli z tzw. wielkiej płyty, które powstały głównie w latach 70. Ale nie powinniśmy rezygnować z górnictwa węglowego. Powinniśmy walczyć z dalszą deinstrunalizacją naszego kraju zafundowaną nam po transformacji ustrojowej z 1989 r. w ramach balcerowiczowskiej terapii szokowej – łatwiej jest bowiem burzyć, aniżeli budować.

Zdumiewa zadowolenie niektórych prominentnych polityków lewicy, którzy wydają bardzo pozytywną ocenę zmianom jakie miały miejsce w okresie transformacji po 1989 r., a przecież te zmiany doprowadziły do tego, że PKB Polski w odniesieniu do PKB świata, które w 1979 r. wynosiło 2,5 proc., gwałtownie spadło i obecnie wynosi jedynie 0,6 proc. powinniśmy zatem w pierwszej kolejności doprowadzić do odrodzenia gospodarczego naszego kraju poprzez dalekowzroczną politykę, której celem byłoby, podobnie jak w latach 70., służenie naszemu społeczeństwu.

Wystąpienie posła Bartosza Arłukowicza

Powinniśmy mówić o przyszłości, czyli o tym, w jakim państwie chcemy żyć i jakie państwo chcemy budować. Każdy z nas przechodzi swoją drogę życiową od młodości, poprzez wiek dojrzały i aż po wiek emerytalny. Każdy z nas tak naprawdę boryka się z tymi samymi problemami. Polska jest dla wszystkich: i dla będących w wieku produkcyjnym i dla starszych. W Polsce rzadko kto zwraca się do tej grupy społecznej, a jeszcze rzadziej chce uczestniczyć w rozwiązywaniu jej problemów. Obecne państwo traktuje ją przedmiotowo i sprowadza do problemu rewaloryzacji rent i emerytur. Ale ja jestem lekarzem i często mam z tymi ludźmi kontakt i widzę, jak chorują i jak się starzeją.

Mam wrażenie, że po dwudziestu latach transformacji jesteśmy w takim miejscu, kiedy musimy się zdecydować, w jakim państwie będziemy żyli. Istota problemu zasadza się na kwestii, czy w państwie demokratycznym najważniejszy jest człowiek, czy PKB, czyli wzrost gospodarczy. Uważam, że sensem demokratycznego państwa, jego największą wartością jest człowiek, a inne wartości powinny być dopasowywane do człowieka. Chodzi o to, aby nie człowiek służył państwu, ale państwo służyło człowiekowi. Dzisiaj o zdrowiu człowieka decyduje urzędnik, którego lekarz musi pytać, czy może leczyć. Nie w takiej Polsce chcemy żyć i nie taką Polskę będziemy budowali.

Chcemy państwa takiego, w którym silniejszy broni słabszego, a większość chroni mniejszość i szanuje jej prawa, bez względu na to, o jakiej mniejszości mówimy. Taką mniejszością są np.. ludzie starzy i ludzie chorzy. Pytanie, czy większość szanuje tę mniejszość i jak się do niej odnosi? Kobiety, które rodzą dzieci, też są mniejszością i pytanie, czy mają równe prawa z mężczyznami? Parytety, o które toczy się walka, muszą polegać na równych szansach startu do życia, a nie tylko jako maszynka wyborcza. Musimy budować państwo, w których parytety będą obowiązywać codziennie: w pracy, w domu, na ulicy i w szkole. Czyli człowiek i tolerancja.

Tylko wtedy, kiedy w naszym państwie będziemy szanować przeszłość i tradycję, będziemy mogli włączyć się w nurt postępu. Tylko państwo, w którym szanuje się te wartości, może iść drogą postępu. My żyjemy w państwie owładniętym prawicową tradycją i konserwatyzmem, gdzie mówi się o postępie jako czymś grzesznym. A przecież nasze społeczeństwo w swej większości chce korzystać z postępu cywilizacyjnego. Tymczasem żyjemy pod dyktatem tych, którzy nam mówią co nam wolno a czego nie wolno, co jest dobre a co jest złe. Ja mówię, że dobre jest to wszystko co nie krzywdzi drugiego człowieka. Państwo jest od tego, aby regulowało bezpieczeństwo swojego obywatela, a nie narzucało mu jak ma żyć.

Jest jeszcze coś, co powinniśmy cenić najbardziej, a mianowicie wolność wyboru. Dobre państwo to jest takie państwo, które pozwala wybierać obywatelowi to co jest dla niego dobre. A dzisiaj żyjemy w państwie, w którym to prawo jest często naruszane. W tym państwie ciągle nam mówią jak mamy żyć: jak się rodzić, jak umierać, z kim mamy się kochać i co nam wolno a czego nie wolno. Wolność wyboru i możliwość podejmowania decyzji o zmienianiu rzeczywistości, w jakiej żyjemy, to jest dar, który powinniśmy kultywować i którego powinniśmy bronić. To jest nasze zadanie – zmieniajmy Polskę, bo ta Polska jest nasza!

W dyskusji poruszano problemy dotyczące m.in. oskarżeń IPN o sowietyzację polskiej gospodarki przez Edwarda Gierka, czy nasza gospodarka była uzależniona i od kogo. Jak się kształtowały relacje ekonomiczne w czasach, gdy nasz kraj funkcjonował w ramach systemu RWPG. Czy Edward Gierek optował za rozliczeniami w dolarach, czy w rublach transferowych. Czy nie stało się tak, że Edward Gierek zapłacił za propagandę sukcesu. Jak to się stało, że w tamtych latach potrafiliśmy produkować dobrej klasy sprzęt elektroniczny na zachodnich licencjach, a potem już nie. Dlaczego branże, które kwitły za Gierka są likwidowane. Czy w czasie funkcjonowania tamtej ekipy były w Polsce głodne dzieci. Dlaczego w takiej skali, jakiej nie było w latach 70., występują problemy z brakiem żłobków i przedszkoli? Czy w ramach Instytutu im. E. Gierka powstanie internetowe forum dyskusyjne.

Problemy zarysowane zarówno w wystąpieniach prelegentów, jak i dyskutantów wymagają wszechstronnego naświetlenia w kolejnych sesjach Instytutu, o czym zapewniają inicjatorzy powołania fundacji. Stosowne prace prawne zostały już podjęte, a dokumenty skierowane do rejestracji.

Oprac. Mieczysław Kozłowski