… Gdzie szum Prutu, Czeremoszu

 

Pech prześladuje moją rodzinę od 1863 roku, kiedy to żona Aleksandra II podarowała rodzinie carów bułgarskich majątek ziemski mojej rodziny od strony matki (Kramsk) za udział pradziadka w Powstaniu Styczniowym. Następnie rodzina ze strony ojca musiała uciekać z ziem od prawieków należących do naszej rodziny, bo Polacy przeszkadzali Ukraińcom, którzy prawem kaduka wymyślili sobie samostajatielność, mordując nieświadomych niczego Polaków. których z powodów tylko sobie znanych wybrali za wrogów. Zdziczała tłuszcza dokonała tego, czego z powodów logiki wyznawanej przez ludzi cywilizowanych nie zrobili nasi książęta, do których te ziemie wraz z chłopstwem od wieków należały.

Tymczasem nasza “dyplomacja” nieustannie, dzień po dniu udaje że historia Polski i Ukrainy zaczęła się od aneksji Krymu przez Rosję. Władza ustawodawcza zajmuje się fałszowaniem historii a sejm dusząc się na obroży poprawności politycznej smaży ustawę kombinując jak bandytów nie nazwać bandytami a bezprzykładnego okrucieństwa ludobójstwem. Teraz rząd usiłuje udawać, że nic nie wie o bandyckiej przeszłości nowo powstałego (XIX w.) narodu i usiłuje pisać nową historię, co jak sądzę obok afery taśmowej będzie przyczynkiem do pożegnania rządu PO.

Kiedy podczas naszej kolejnej debaty mówiłem o trójkącie Kaliningradzkim wśród słuchaczy zapanowało ożywienie pomieszane z niedowierzaniem. Kiedy mówiłem o V. Orbanie, wśród słuchaczy panowało ledwie tłumione rozbawienie. Ale kiedy mówiłem o konieczności kontaktu i ew. rozmowach z ludźmi Cara Putina, niemal nikt nie krył oburzenia. I gdyby nie prof. P. Bożyk inicjatywa zapewne była by odrzucona. Słabe jednak było to nasze stanowisko w świetle wszechobecnego politycznego bełkotu rządu, zresztą i opozycji, którzy za wszelką cenę postanowili być bezkrytycznie poprawnymi politycznie, a jednocześnie mieszać szyki rozdającym karty w Europie.

Kiepsko wyszło ze stanowiskiem strony polskiej wobec Rosji i aneksji Krymu. Osoby mieniące się przedstawicielami narodu kompletnie kategorycznie domagali się wysokiej kary dla Putina. Nie przeszkadzało im że ogromna część społeczeństwa nie akceptowało polityki rządu wobec Ukrainy i Rosji. Pierwsza w Europie ocknęła się Francja. Kiedy policzyła, ile będzie ich kosztowało popieranie jakiejś Ukrainy, o której Francuzi nie mają zielonego pojęcia, to zaraz przestali straszyć Rosjan sankcjami, potwierdzili realizacje kontraktu na budowę dla Rosji lotniskowców. Nasi dzielni rządzący jednakże dalej rozrabiali i pan premier wymyślił koncepcje wspólnego zakupu gazu od Rosji choć nikt go o to nie prosił. Więc najpierw po łapach dał mu Guenther Oettinger komisarz ds. energetyki unijnej – nie udało się. Kontredans ten widać zezłościł panią Kanclerz, bo w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung", opowiedziała się za kontynuacją bliskiej współpracy z Rosją pomimo różnicy zdań w ocenie konfliktu na Ukrainie i rosyjskiej aneksji Krymu.

“(…)Jestem przekonana - mówi pani Kanclerz, że powinniśmy kontynuować bliskie partnerstwo z Rosją w krótszej i dłuższej perspektywie a jedynym warunkiem partnerstwa będzie zachowanie "minimum wspólnych wartości", co powinno się odzwierciedlać w konkretnych działaniach politycznych”. Merkel ponownie skrytykowała aneksję Krymu jako naruszenie prawa międzynarodowego. Rosyjską politykę określiła mianem "powrotu do myślenia w kategoriach stref wpływów rodem z XIX stulecia", ale mimo surowej oceny partnera, szefowa niemieckiego rządu nie dostrzega konieczności całkowitej zmiany polityki w stosunku do Rosji i opowiada się za dyplomatycznym rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie. "Sankcje nie są dla nas celem samym w sobie, lecz gdy ich zastosowanie stanie się nieodzowne, to wspólnie o nich zdecydujemy" - powiedziała. Jak pisze "FAZ", pani Kanclerz nie podała żadnych szczegółów ewentualnych retorsji wobec Moskwy. Odrzuciła też sugestię sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena, który apelował do członków Sojuszu o zwiększenie wydatków na obronę. Merkel przeciwna jest też przywróceniu przez jej kraj obowiązkowej służby wojskowej. - Obywatele oczekują od nas, szczególnie w tym roku, gdy obchodzimy okrągłe rocznice wybuchu pierwszej i drugiej wojny światowej, że wykażemy gotowość do dialogu z Rosją - wyjaśniła szefowa niemieckiego rządu. Merkel nie zgodziła się z zarzutem, że UE popełniła błędy w polityce wobec Ukrainy i jest w związku z tym współodpowiedzialna za kryzys. Przypomniała, że ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz sam dążył do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i dopiero w ostatniej chwili się wycofał. Kanclerz podkreśliła, że negocjując z Ukrainą, Bruksela (Berlin) przedkładała też Rosji oferty współpracy. Należy samokrytycznie oceniać własne działania - powiedziała Merkel i dodała: "To nie zmienia faktu, że Rosja nie ma prawa naruszać terytorialnej integralności Ukrainy".

Oto klasyka gatunku. Oto przykład ilustrujący na czym polega polityka i jej kreowanie. Nie ma to nic wspólnego z włażeniem w 4/4 komu się da, bo nie każdy to lubi i wasalizm nie jest dobrze widzianą cechą polityków.

Mnożenie pomysłów na sankcję stało się śmiesznym potrząsaniem drewnianą szabelką, wszak trzeba zważać kogo się straszy. Panowie zatrudnieni przez nas na ważnych dla Polski stanowiskach rządowych powinni wiedzieć, co i po co robią , jakich skutków oczekują, bo niewątpliwie polityka winna rodzić przewidywane i oczekiwane skutki. To pewnie za trudne zadanie, więc przypomnę, że Rosja nie zniknie z mapy świata, choćby nie wiem jakie sankcje Polacy powymyślali. Co do Polski to nie ma już takiej pewności i zapewne ludzie u steru władzy, posiadający szeroką wiedzę historyczną muszą o tym wiedzieć.

Ja wiem że koledzy poprzedniej styropianowej władzy (choć i lewicowej też) pozbyli się konieczności ponoszenia odpowiedzialności za kraj likwidując cały jego potencojał ekonomiczny, więc motywacji Pani Kanclerz zapewne nie są w stanie pojąć. Ważnym powodem jest też fakt, iż niemiecka konstytucja zawiera zapis o konkurencyjności gospodarki, a to wyklucza bolszewicką urawniłowkę, również energetyczną, która jest zaprzeczeniem istoty wolnej konkurencji. Dziwne, że takie rzeczy trzeba przypominać panu premierowi twórcy Kongresu Liberalno-Demokratycznego (czyżby nie wiedział co robi?).

Kolejna zła wiadomość jest taka, że żyje społeczeństwo pracujące i kształcone nie tylko przez współczesne “ licea” “uczelnie”. Są też i inni. Ci inni zasiedlają dziś cały Dolny Śląsk. Byli i są Polakami podobnie jak kaszubi czy wielkopolanie . To przecież lud, który przed i po wojnie zaludniał polskie tereny wcielone do Ukrainy. Jeżeli rządzący panowie historycy chcą pominąć aspekty historyczne tej kwestii to proszę bardzo – wasza sprawa i waszej poprawności politycznej, bo choć rzeczywistość skrzeczy i przemilczeć się nie da - to już aspektów martyrologii narodu ignorować nikomu nie wolno.

Można zlekceważyć M. Konopnicką, hr. Aleksandra Fredrę, Tadeusza Dołęgę-Mostowicza, czy innych, ale w takich razach Naczelnik J. Piłsudski mówił tak - “Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości.” Tymczasem rząd zaczyna na nowo pisać starą historię. Nie warto! Ale podpowiem, że pomagać można temu, kto nie tylko o to się stara, ale nieustannie dąży do osiągniecia niepodległości, że wspomnę Polaków takich jak: Joachim Stefan Bartoszewicz, Kazimierz Dłuski, Roman Dmowski, Stanisław Grabski, Ignacy Jan Paderewski, Stanisław Patek, Jan Emanuel Rozwadowski, Włodzimierz Tetmajer, Józef Wielowieyski, Maurycy Zamoyski, czy Józef Piłsudski. Tą wyliczankę można ciągnąć bardzo długo

Tymczasem kiedy Prezydent Janukowicz zorientował się, co się dzieje, po prostu uciekł z kraju. Uciekł, bo widział że pogrobowcy Bandery dochodzą do władzy, a jak dojdą, to on straci głowę, więc uciekł - i wiedział co robi. Tymczasem śmieszni majdanowi przywódcy rozsiedli się na urzędach i żądają na zmianę od UE lubo od NATO ingerencji i załatwiania ich wewnętrznych spraw. Władza, która wyposażona w ustawowe kompetencje i środki (wojsko, policję) do kierowania państwem, nie jest w stanie zapanować nad bałaganem kraju, nie jest żadną władzą, ale armią kolejnych cwaniaków, którzy pragną tym razem, za aprobatą państw zachodnich, dorwać się do państwowej kasy i poszerzyć szeregi oligarchów.

Jeżeli Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy ma tam swój .interes niech pcha swoją kasę, ale co nam do tego bałaganu? Nasze rachunki z Ukraińcami wyglądają zgoła inaczej a dotyczą przeszłości. Wszystkie portale internetowe aż huczą z oburzenia, protestując przeciwko polityce plucia w twarz tym Polakom, którym w sposób bezprzykładnie bestialski mordowali bliskich upowskie i banderowskie bestie. Uważam, że to słuszne oburzenie, bo zanim powstanie nowy dom, konieczne jest uporządkowanie terenu, na którym on stać będzie. Tymczasem jako wdzięczność za rzeż wołyńską oferuje się pomoc humanitarną, której bandziorom z Majdanu udziela polski rząd za nasze pieniądze.

Dzieje się to wtedy, kiedy we Lwowie pod sztandarami Bandery defilują pogrobowcy UPA z Julią Tymoszenko na czele wznosząc wrogie nam okrzyki. Kiedy nasi rządzący prześcigają się z Zachodem w pomysłach na sankcje gospodarcze dla Rosji z powodu agresji na Krym, “władze” w Kijowie zakładają embargo na import naszej wieprzowiny. Kiedy nasi rządziciele z oburzeniem sztorcują V. Orbana za realizację własnych interesów, “nasi tradycyjni przyjaciele” Ukraińcy domagają się od Polski zwrotu 16 powiatów z Przemyślem włącznie. Kiedy wreszcie pani Merkel kładzie karty na stół i mówi wprost, że nie będzie żadnych sankcji wobec Rosji, my już zdążyliśmy sobie zrobić z Putina zapiekłego wroga, który nigdy nie zapomni o naszych pomysłach i wkład w rozwój “przyjaznych” stosunków bilateralnych. Kiedy oni budują pomniki upamiętniające SS Galizien i stawiają pomniki S. Banderze, pan Sikorski milczy i udaje, że nie wie co się dzieje.

Więc pytam, jak Ukraińcy zamierzają wejść do Europy, z tak wielkim bagażem “nieoclonych” dokonań? Nielegalnie?! O co u diabła chodzi? Przecież bardziej zapiekłej nienawiści, jaka miała miejsce między Niemcami a Francja, nie zna świat. Podobnie trudna historia polsko-niemiecka i wreszcie 1965 r i list polskich biskupów do biskupów niemieckich. Takie działanie było możliwe, albowiem Niemcy uznali swoją winę zbrodni ludobójstwa i nie budowali pomników ku czci hitlerowskiej machiny. To trudna historia, ale tam w pewnym momencie ktoś kogoś za coś przeprosił uznając krzywdy drugiej strony. Tu, po rzeziach dokonywanych na Polakach, u naszych ukraińskich “przyjaciół” nie ma cienia refleksji. Jest przekonanie o właściwym postępowaniu i nie ma mowy o przeprosinach, albowiem były one retorsją na złe traktowanie Ukraińców przez Polaków. To właśnie był powód do wystąpienia zbrojnego. Dzielni banderowcy swoje krzywdy mścili na bezbronnej ludności cywilnej, gdzie rabacja galicyjska Jakuba Szeli była ledwie igraszką. Przy co najmniej biernej postawie kościoła grekokatolickiego wymordowali setki tysięcy Polaków. To właśnie dzielna armia UPA spod znaku tryzuba wojowała z dziećmi, kobietami i starcami mordując ich w bezprzykładnie bestialski sposób. Zdziczałe bandy zbuntowanego chłopstwa przemienione w sotnie striłców, kpiąc sobie ze świąt Bożego Narodzenia obchodzili je we własnej wersji, tj. na choinkach w lesie zamiast bombek wieszali obcięte główki polskich dzieci a zamiast łańcuchów ich wnętrzności.

Dziś Banderze stawia się pomniki, obraża to zapisy nie tylko polskiej Konstytucji, ale Traktatu Lizbońskiego 2007 potwierdzonego Kartą Praw Podstawowych U.E. co może sugerować, że interes wchłonięcia Ukrainy przez Unię jest tak wielki, że przymyka się oko na faszystów i popełnione przez nich zbrodnie. Oto właśnie przyszli członkowie współczesnej Europy. A Polski rząd milczy! Kiedy nasz Prezydent jedzie z wizytą kurtuazyjną na Ukrainę dostaje jajkiem - nie jest to czyn pisowca, tylko członka prawego sektora, pogrobowca Bandery. Uznajemy to za nic nie znaczący incydent, choć wszyscy wiedzą, że to akt czynnej napaści nacjonalisty ukraińskiego na znienawidzonego Lacha.

A pan premier ze swoim rządem, a pan prezydent, a parlament co wyprawiają? Kiedy usłyszę od sprawujących władzę, że tereny Małopolski Wschodniej to terytorium rdzennie polskie i podobnie jak Zakarpacie jest własnością Polaków Węgrów i Słowaków. To tylko w sprawie historycznej prawdy. Inna sprawa to oferta Rosji dotycząca tych terenów. Na apel Rosji o rewizję niespełnionych obietnic Stalina w sprawie czasowej aneksji tych terenów przez ZSRR zareagował jedynie V. Orban i wydaje paszporty obywatelom Węgier, czasowo przebywających pod rządami innej administracji . Nasi udawali, że nie słyszą. I oto mamy taką sytuację. PIS wspólnie z prezydentem piszą na nowo historię Polski dla własnych partyjnych interesów. A i rząd PO słabo na te łgarstwa reaguje i ściele się na kształt podnóżka biurokracji euro i amerykańskiej, lekceważąc interesy narodowe. To też kiedyś się zemści podobnie jak zemściła się pożałowania godna nasza polityka zagraniczna w 1939 roku.

Jeszcze gorzej, że zabito w młodzieży potrzebę manifestacji patriotyzmu. Co rządziciele powiedzą dziś Lwowskim Orlętom, przepraszamy, ale mamy chwilowo inne priorytety niż wasze bohaterstwo. Aż boję się myśleć, ale w słusznie minionych czasach nikt nie uczył o rabacjach wołyńskich na Ukrainie. Tą wiedzę jak i wiele innych szczegółów historii wynosiło się z domu. Pan Komorowski powinien ją mieć, natomiast pan Premier… gdzie miał posiąść tę wiedzę? Wyjaśniałoby to bezkrytyczne i bezwarunkowe poparcie dla wszystkich pomysłów dotyczących Ukrainy oraz braku artykułowania własnych oczekiwań i roszczeń. Tymczasem to nie żadna Ukraina, ale Polska właśnie, od czasów Kazimierza Wielkiego. Wystarczy zapytać dzisiejszych Wrocławian - zabużaków którzy zostali przywiezieni ze wszystkich stron Zakarpacia, ze Stanisławowa, Tarnopola, Kołomyi , Huculszczyzny i z reszty Beskidów Wschodnich które to tereny w wyniku II wojny światowej weszły w skład radzieckiej Ukrainy i zostały oddzielone od Polski żelazną kurtyną. W ten sposób Ukraina przestała być obecna w naszej tradycji i kulturze. Ale to nie powód, aby o Niej zapomnieć tym bardziej, że to nie my uznaliśmy Ukraińców za wrogów i nie my prowadziliśmy eksterminację. Polacy byli pod ręką, wiec nas mordowano w imię własnej niepodległości uznając Polaków za cużyńców. ( obcy z ukr.) rugując nas z ziem należących do Polski od 1370 roku. Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą o czym piszę. Współczuje tym, co nie odrobili lekcji historii.

Adam Zbigniew Gusiew