dr Marian Kargol

Uwagi do polityki rolnej w Polsce Ludowej i do obecnej.

Traktując o polityce rolnej w Polsce Ludowej, warto pokrótce prześledzić, jak ona kształtowała się na przestrzeni lat tego ustroju. Wypada też odnieść się do tego tematu w okresie już nowych warunków ustrojowych, czyli III R.P.

Dla ułatwienia pewnych istotnych porównań różnych zjawisk czy dokonań na tym polu, proponuję rozpatrzyć ten temat w pięciu dających się wyodrębnić okresach.

Okres pierwszy, to czas obejmujący lata 1944 – 1955.

Potocznie jest on przede wszystkim postrzegany jako jednoznacznie negatywny czas stalinowski. Nie wdając się w szczegółową ocenę ówczesnych stosunków społeczno-politycznych i ideologicznych ( bowiem to temat na osobne potraktowanie), należy stwierdzić, iż okres ten nie napawa dumą, jeśli chodzi o wiele zdarzeń – mówiąc oględnie – antydemokratycznych jakie miały wówczas miejsce. Jak wiadomo wynikało to z niemal całkowitego uzależnienia naszego kraju od stosunków, jakie za czasów stalinowskich panowały w ówczesnym ZSRR. Jednakże w sferze polityki i gospodarki rolnej w naszym kraju, nawet wówczas nie można mówić jedynie o samych negatywach. Przeciwnie, miały również miejsce tak istotne i pozytywne dokonania, że zapisały się na trwale w historii wsi i rolnictwa.

Do takich należy niewątpliwie kilka z nich. Mianowicie są nimi przede wszystkim reforma rolna ( Dekret P.K.W.N. Z dn. 6 września 1944r), a także nacjonalizacja przemysłu, która również pośrednio lub bezpośrednio przyczyniła się do poprawy sytuacji społeczno – bytowej na wsi. Do tego należy dodać ogromną mobilizację władz i społeczeństwa do odbudowy kraju, w tym obszarów wiejskich oraz podjęcie zagospodarowania nowych ziem ( północnych i zachodnich).

W owym czasie nastąpiła też niespotykana dotąd aktywizacja ogółu ludności, w tym wiejskiej, w dążeniu do korzystania z możliwości ( stwarzanych przez państwo) kształcenia się, dóbr kultury oraz postępu cywilizacyjnego. Państwo w owym okresie mimo ogromnych trudności finansowo – materiałowych podjęło szereg działań o charakterze inwestycyjnym jak np. drogi, podstawowe i zawodowe szkolnictwo oraz rozpoczęto na wielką skalę powszechną elektryfikację wsi. Co się zaś tyczy ściśle polityki rolnej, to nadrzędnym jej celem musiało być pilne poszukiwanie dróg i metod jak najszybszego wzrostu produkcji rolnej, a co za tym idzie – żywności. Potrzeba tak wynikała z tragicznej wręcz sytuacji żywnościowej kraju zniszczonego wojną. Zaraz po jej zakończeniu wieś nasza stanęła wobec co najmniej trzech głównych problemów czy zadań. Po pierwsze, trzeba było odbudować zdewastowane wsie i osiedla; po drugie, należało szybko zwiększyć produkcję żywności na rynek; po trzecie, zapewnić przemieszczającej się ludności wiejskiej podstawowe warunki bytowania, na terenach nowo zasiedlanych, a także w miastach. Dla istotnego złagodzenia tych trudnych problemów miał posłużyć przede wszystkim wspomniany dekret w sprawie reformy rolnej. Przewidywał on m.in., że w dyspozycji państwa pozostaną wielkie, dobrze prosperujące majątki, które miały pełnić coś w rodzaju wzorcowych ośrodków dostarczających całemu rolnictwu odpowiedniego materiału siewnego i zwierząt zarodowych. Najbardziej jednak chodziło o to, aby wreszcie ( po wielu nieudanych próbach tej reformy w przeszłości), skorzystali z niej ci, którzy od zawsze łaknęli ziemi, na niej pracowali, a nie byli jej właścicielami. Zatem w wyniku wspomnianej reformy – w latach 1940 – 1950 powstało 840 tys. nowych gospodarstw rolnych, a ponad 254 tys. powiększono o nowe kawałki ziemi. Ogółem rozdzielono pomiędzy chłopów ponad 6 mln. ha ziemi. Decyzje te, dla rolników, zwłaszcza tych, którzy dotąd ledwie egzystowali na niewielkich skrawkach lub byli jedynie wyrobnikami na cudzym, były wielkim aktem sprawiedliwości.

W tych nowych warunkach agrarnych zaczęto się zastanawiać, w jaki to szybki sposób uczynić niezbędny postęp we wzroście produkcji rolnej. W tym też celu na ziemiach pozostających w dyspozycji państwa utworzono organizacyjną formę pod nazwą Państwowe Nieruchomości Ziemskie, a z czasem Państwowe Gospodarstwa Rolne ( P.G.R.). Zaś w rolnictwie indywidualnym zaczęto organizować Rolnicze Spółdzielnie produkcyjne ( R.S.P.).I wówczas nastąpiło to, co nie powinno. Mianowicie owe spółdzielnie organizowano na siłę – najczęściej wbrew woli rolników – na modłę radzieckich kołchozów ( choć system ten od początku daleki był od doskonałości). Zatem bardzo prędko ujawniła się zdecydowanie negatywna postawa naszych chłopów wobec tej praktyki. Była ona tym bardziej uzasadniona, ponieważ niemal dopiero co, wielu z nich tą upragnioną ziemię w wyniku reformy otrzymało, a już szykowano na nią zamach. Tym bardziej, ze wielu nadgorliwych działaczy w trakcie tej organizacyjnej akcji przekraczało w sposób rażący prawno – ustrojowe normy w tym zakresie. Stosowano w tym czasie rożne naciski na chłopów i tymi sposobami łamano opór niechętnych. Zdarzały się też aresztowania i kary więzienia dla szczególnie opornych. Wśród nich znalazło się m.in. sporo bogatych ludowców. Z łagodniejszych form takiej organizacji spółdzielni, były wielogodzinne zebrania wiejskie, na których rożni przedstawiciele władzy przekonywali niechętnych. Wymyślano też metody nader oryginalne i perfidne. Na przykład pewien działacz województwa warszawskiego pochwalił mi się z jednej z takich, oto ona: kiedy na zebraniu wiejskim nie udaje się uzyskać zgody rolników na założenie spółdzielni, wówczas zaprasza się do samochodu najbardziej wpływowego rolnika. Samochód rusza, “działacz” prowadzi z gościem rozmowę i tak przez kilkanaście km, aż wreszcie rolnik ów zostaje pożegnany – wysadzony z samochodu – ma na powrót do domu wiele km pieszo. Jak wiadomo publiczne środki lokomocji kursowały rzadko, a już na pewno nie późnym wieczorem.

Tymczasem uspółdzielnianie w omawianym okresie – choć z wiadomymi oporami było konsekwentnie realizowane. W ten sposób w latach 1948 – 1955 zdołano zorganizować ponad 10 tys. R.S.P., a także ok. 5.200 P.G.R. Należy zaznaczyć, że spółdzielnie owe, jak też P.G.R-y wymagały niezbędnego doinwestowania, a którego państwo nie było w stanie zapewnić. Brakowało budynków, sprzętu rolniczego, materiału siewnego, hodowlanego, itp. Siłą rzeczy jednostki te musiały być słabe ekonomicznie, a ich produkcja towarowa wręcz znikoma. Z drugiej zaś strony, kraj potrzebował coraz więcej produktów żywnościowych. W tej sytuacji sięgnięto do metody obowiązkowych dostaw płodów rolnych ( dotyczyło to zboża, mięsa, ziemniaków, mleka), którą wprowadzono w 1951r. Producenci otrzymywali w zamian zaniżone stawki pieniężne regulowane przez państwo. Była to gospodarka pozbawiona realnych podstaw ekonomicznych. Pojawił się w owym okresie w tej sytuacji nawet termin “księżycowa ekonomia” (W. Bieńkowski). Tym nie mniej, z czasem egzekwowanie obowiązkowych dostaw zostało zaostrzone, ponieważ coraz bardziej zwiększały się potrzeby żywnościowe kraju. Należy zaznaczyć, że restrykcje dla nie wywiązujących się rolników z tych dostaw były srogie. Karano ich nawet więzieniem, a zwłaszcza rolników bogatszych, zwanych “kułakami”. Na ten temat krążył w owym czasie w jednym z lubelskich powiatów – kryminał-dowcip: oto na zebranie wiejskie przybył jego przedstawiciel, który przywiózł kilka “dyplomów uznania” za dobre wywiązywanie się z obowiązkowych dostaw.

Ponieważ były one oprawione w ramki, zatem każdy, kto otrzymał ów dyplom, musiał wpłacić za tę oprawę 20 zł. Na to jeden z obdarowanych tym dyplomem, spytał: czy może te 20 zł odsiedzieć, zamiast płacić. Być może, że to tylko swoisty dowcip, ale wydaje się, że bardzo prawdziwie oddający stosunki.

W związku z tymi negatywnymi praktykami, jakie miały miejsce w omawianym okresie, warto zadać pytanie, czy były wówczas jakieś znaczące siły lub wybijające się jednostki, które wpłynęłyby na inny kształt polityki rolnej? Na pewno tak. Przykładowo można wymienić takich m.in.działaczy: W. Gomułka, St. Mikołajczyk - ( którzy jak wiadomo za swoje poglądy zostali wyeliminowani), T. Janczyk, J. Dąb-Kocioł, W. Kowalski, B. Podedworny, B. Rumiński, St. Szwalbe i in. Prowadzili także w owym czasie działalność naukową w zakresie rolnictwa tacy profesorowie jak: St. Ignar, A. Listowski, R. Manteuffel, B. Strużek, A. Szemberg i in. Wszyscy oni byli wybitnymi znawcami problematyki wiejskiej. Niestety ich wiedza i doświadczenie, nie były wówczas odpowiednio cenione. Raczej spotykały się one z negacją czynników polityczno – rządowych. Natomiast prym w polityce i ideologii, w tym dotyczących przemian w rolnictwie wiedli ludzie jak: obok samego oczywiście Bieruta: J. Berman, J. Morawski, E. Ochab, R. Zambrowski i inni, którzy niestety nie tylko, że nie znali się na problematyce wsi i rolnictwa, to jeszcze nie słuchali kompetentnych ludzi, z uporem i konsekwentne w sposób siłowy wprowadzali “socjalizm” na wsi.

Okres drugi – lata 1956 – 1970; można go nazwać jako Gomółkowski.

W polityce rolnej charakteryzuje się jako całkowicie odmienny od poprzedniego. Zasadnicze znaczenie dla ówczesnej polityki rolnej miały uchwały VIII Plenum KC PZPR ( październik 1956r), które poddały krytyce m.in. dotychczasową, siłową praktykę w tej dziedzinie. Zasady nowej polityki rolnej zostały sprecyzowane – już w sposób kompleksowy – w “Wytycznych KC PZPR i NK ZSL w sprawie nowej polityki rolnej” ( 9 styczeń 1957 r ). Główne założenia tej polityki obejmowały następujące główne zadania: znaczny wzrost zaopatrzenia w przemysłowe środki do produkcji rolnej ( nawozy, narzędzia i maszyny rolnicze, materiały budowlane i in.); lepsze warunki do poprawy dochodowości w gospodarstwach rolnych, głównie poprzez zmniejszenie obciążeń z tytułu obowiązkowych dostaw oraz wdrażanie nowoczesnych metod produkcji. Podstawową zmianą w tej nowej polityce, była decyzja odejścia od praktyki przymusowego nakłaniania chłopów do wstępowania do spółdzielni produkcyjnych. Praktyka tamta została wręcz potępiona jako niezgodna z jakąkolwiek praworządnością. Dało to m.in. taki skutek, że szereg spółdzielni utworzonych na wspomnianych wcześniej metodach zostało rozwiązanych.

W ten sposób na początku lat 60-tych, pozostało ich już tylko ok. 18%, ale za to najbardziej ekonomicznie umocnionych. Było to więc dużym sukcesem polityczno – ideologicznym okresu Gomułkowskiego, a w konsekwencji wprowadzenie zasady dobrowolności w organizowaniu nowych spółdzielni. Decyzje owe aczkolwiek nader słuszne, nadał nie rozwiązywały problemu podstawowej potrzeby kraju jakim był niedostatek produkcji żywności. Dla poprawy tej sytuacji zostały znacznie podwyższone ceny w skupie płodów rolnych w ramach obowiązkowych dostaw. Tym nie mniej nadal istniała konieczność szybkiego przyrostu żywności. I w tym też celu, można powiedzieć, że należało “wymyślić” coś bardziej oryginalnego i skutecznego. Tym czymś stały się kółka rolnicze. A mówiąc ścisłej, reaktywowano je. Bowiem miały one w Polsce w przeszłości wieloletnią tradycję. Pierwsze kółka powstały w Wielkopolsce już w latach 1862 – 1866. Na terenie zaś małopolski kółka tzw. “włościańskie” notowano już w 1826r.

Po drugiej wojnie światowej działalność oświatowo – rolniczą podobną do dawnych kółek prowadził “Związek Samopomocy Chłopskiej”. Dopiero w styczniu 1957 r wspomnianą wspólną uchwałą KC PZPR i NK ZSL w sprawie polityki rolnej, powołane zostały do życia kółka rolnicze. Celem ich było podnoszenie kultury rolnej oraz intensyfikacja produkcji. Chodziło także o dobrowolne wdrażanie rolników do zespołowych form gospodarowania. W celu ich doinwestowania głównie w zakresie umaszynowienia wsi, utworzono w 1959 r Fundusz Rozwoju Rolnictwa (F.R.R.). Kwoty jakie gromadził ów fundusz pochodziły z różnicy cen jakie rolnicy otrzymywali za produkty z obowiązkowych dostaw, a cenami jakie obowiązywały na rynku. Wielkość środków z tego funduszu, była z biegiem lat pokaźna. Bowiem w latach 1959 – 1970 kółka rolnicze otrzymywały z tej kwoty 88% ( głównie na zakup traktorów, maszyn i innych narzędzi rolniczych) do zespołowego użytkowania tego sprzętu. Pozostałe 12% tych środków odprowadzana była na rzecz rozwoju przemysłu maszyn i narzędzi rolniczych.. Dzięki temu, wieś jak nigdy dotąd została umaszynowiona. Na koniec 1970 r na wsi w ramach kółek znalazło się już ok. 22 tys. ciągników, ok.2,3 tys. kombajnów zbożowych, ok. 45 tys. agregatów omłotowych i wiele innych rodzajów sprzęty technicznego. Wartość majątku trwałego w użytkowaniu Kółek na koniec 1969 r wynosiła już ogółem ok. 27 mld zł. Można zatem stwierdzić, że wieś uzyskała trwałe ekonomiczne warunki do rekonstrukcji rolnictwa na podstawie wdrażanego postępu technicznego. W związku z powyższym trzeba zauważyć, że najbardziej dynamiczny rozwój kółek rolniczych, nastąpił w latach 1958 – 1970. Na koniec 1969 r ich liczba osiągnęła ponad 35 tys.,czyli ponad 90% ogółu wsi sołeckich. Jednocześnie razem z kółkami, rozwinęła się ( utworzono w ich ramach) forma kobiecej organizacji tj. Koła Gospodyń Wiejskich ( K.G.W.). Wprawdzie organizacja ta, podobnie jak kółka, działała także i w przeszłości, zwłaszcza przed I wojną światowa, lecz nigdy na tak znaczną skalę. Ich liczba na ogół pokrywała się z ilością kółek rolniczych. K.G.W. Szczególnie ważną rolę odgrywały w organizacji życia społecznego i kulturalnego na wsi. Prowadziły one pracę oświatową w zakresie gospodarstwa domowego; a więc wykłady nt. racjonalnego chowu zwierząt domowych, kursy gotowania, szycia, konkursy ogrodów przydomowych; organizowały dziecińce, sezonowe żłobki itp. Udzielały się także w dziele upowszechniania wśród kobiet wiejskich kultury i oświaty sanitarnej oraz wiele innych. Kółka rolnicze jako organizacja samorządowa, otrzymały szereg uprawnień, które przed tym były jedynie domeną jednostek państwowych . np. gospodarka nasienna, organizacja doradztwa zawodowego, upowszechnienie oświaty i kultury rolnej itp. W ramach reaktywacji różnych organizacji samorządu wiejskiego, ponownie uruchomiono (zlikwidowane) w I-szym okresie w 1957 r, Spółdzielnie Mleczarskie, ogrodniczo – Pszczelarskie i inne. Przywrócono też do życia 13, istniejące wcześniej Związki i Zrzeszenia Branżowe, zatrudniające w skali rocznej ok. 1600 – 1700 fachowców doradztwa rolniczego. Było tych związków 7 zajmujących się produkcją roślinną (rośliny oleiste, buraki cukrowe, rośliny włókniste, wiklina, chmiel, zioła i tytoń) oraz 6 w produkcji zwierzęcej ( konie, trzoda chlewna, owce, drób, pszczoły i zwierzęta futerkowe). Ponadto uruchomiony został kompleksowy system doradztwa dla rolników indywidualnych. W tym celu, zatrudniono w każdej gminie fachowca agronoma, a z czasem i zootechnika oraz weterynarza do obsługi fachowej wszystkich rolników. Dużym ułatwieniem socjalno – bytowym dla tych fachowców, było pobudowanie dla nich tzw. agronomówek w siedzibach gmin. W sumie liczba fachowców do obsługi rolnictwa w omawianym czasie wynosiła ok. 7 tys. osób. Oceniając stosunek władz po 1956 r, do rolnictwa i jego problemów, trzeba podkreślić, iż był on nader pozytywny. Decydującą rolę w tym zakresie odgrywał niewątpliwie osobiście W. Gomułka. Nie będąc fachowcem w tej dziedzinie, przywiązywał wielką wagę do problemów rolnictwa i gospodarki żywnościowej. Usilnie pilnował, ażeby bilans handlu zagranicznego był i w tej dziedzinie dla kraju korzystny. Wprawdzie w jego nowym najbliższym otoczeniu kierownictwa partyjnego, również nie było wybitnych fachowców w tej dziedzinie, jednakże, w przeciwieństwie do swojego poprzednika (B. Bieruta) pilnie studiował problematykę rolną i wysłuchiwał różnych doradców. W tej sprzyjającej atmosferze ujawnili się liczni naukowcy oraz działacze, którzy mogli służyć swoją wiedzą i doświadczeniem. Z pośród wówczas aktywnie działających można np. wymienić następujących: K. Bajan ( który był głównym autorem systemu F.R.R), H. Chołaj, J. Górecki, T. Hunek, J. Okuniewski, P. Szewczyk i in. Z grupy licznych działaczy w tej dziedzinie wymienić można np. K. Gawłowskiego, Fr. Gessinga, M. Jaworskiego, J. Kamińskiego i in. Całokształt tej Gomułkowskiej polityki rolnej charakteryzował się jednak sporą zaściankowością. Brakowało bowiem niezbędnego otwarcia się Polski na doświadczenia bardziej przodujących innych krajów, zwłaszcza zachodnich. Jednakże mimo, że ten główny decydent był z reguły nieufny wobec swojego otoczenia, to jednak dopuszczał do głosu ludzi w tej dziedzinie kompetentnych. Stąd, spora ilość ludzi zajmujących się polityką i gospodarką rolna mogło w jakiś sposób uczestniczyć w jej tworzeniu i realizacji. Zatem obok tych pozytywnych objawów, został niestety ( w tej sytuacji gospodarczej) zachowany od lat nieakceptowany przez rolników system obowiązkowych dostaw – choć już w formie złagodzonej ( podwyżka cen, działający F.R.R.). Tym nie mniej w bilansie polityki rolnej tego okresu trzeba docenić wiele pozytywnych elementów, a także konkretnych efektów. Szczególnie, co najmniej dwa fakty wymagają podkreślenia. Pierwszy dotyczy problematyki ściśle ekonomicznej. Mianowicie trzeba odnotować dużą poprawę wyżywienia społeczeństwa. I tak, w latach 1960 – 1970 w spożyciu mięsa na osobę wzrosło z 42,5 kg do 53,0 kg, tłuszczu z 13,6 kg do 18,0 kg, mleka z 227 litrów do 262 litrów , cukru z 27,9 kg do 39,2 kg. W tych latach zbiory zbóż wzrosły z 14,3 mln ton do 15,4 mln ton. Pogłowie bydła wynosiło w 1960 r – 8,7 mln sztuk, a w roku 1970 – 10,8 mln sztuk. Stan trzody chlewnej wyniósł odpowiednio z 12,6 mln sztuk w roku 1970 do 13,4 mln sztuk. W omawianym okresie saldo obrotów produktami żywnościowymi dla Polski było dodatnie. Drugi istotny fakt, to odróżniająca się od b. Związku Radzieckiego i pozostałych krajów obozu wschodniego – metoda wprowadzania socjalizmu na wsi. Charakteryzowało ją – jak wyżej wspomniano – odejście od przymusowej kolektywizacji, a zamiast niej rozbudowa różnorakich form samorządu rolniczego. Była to polityka nowatorska, a nawet bardzo odważna wobec obowiązywania siłowych rozwiązań uspołecznienia rolnictwa w ZSRR i w innych krajach demokracji ludowej. Utarło się nawet na temat ówczesnej polityki rolnej określenie “polska droga do socjalizmu”. Jak wiadomo kryzys społeczno – polityczny zakończył ten etap polityki rolnej. Chociaż jego jednym z bezpośrednich przyczyn była decyzja o podwyżce cen żywności, to jednak prawda jest taka, że przyczyny tego kryzysu tkwiły głębiej tj. w sferze całokształtu stosunków społeczno – politycznych i ekonomicznych, nie zaś na wsi. Jednakże niniejsze uwagi nie pretendują do wyczerpującego naświetlenia tego tematu.

Okres trzeci tj. lata 1970 – 1980 – czyli w skrócie Gierkowski.

Jak wiadomo, na początku tych lat , bunt przeciwko podwyżkom wspomnianych cen, musiał spowodować wiele zmian w całej gospodarczej polityce kraju. Musiano przede wszystkim szybko przystąpić do modernizacji i rozbudowy przemysłu, a także budownictwa mieszkaniowego. Trzeba było pilnie dostarczyć rolnictwu coraz bardziej niezbędny sprzęt zmechanizowany do wzrostu produkcji. W wyniku tych dążeń wybudowano bądź zmodernizowano wiele zakładów przetwórstwa żywności ( mleczarnie, zakłady mięsne, cukrownie, młyny itp.). W ciągu kilku pierwszych lat tej dekady nastąpił niespotykany dotąd na tak wielką skalę boom budownictwa mieszkaniowego, zarówno w mieście jak i na wsi. Budownictwo mieszkaniowe na wsi wspierane było łatwo dostępnymi materiałami i kredytami, a także siecią niewielkich wytwórni materiałów budowlanych ( cegła, pustaki, tarcica itp.). Tym nie mniej, sytuacja była o tyle trudna, że po zajściach na Wybrzeżu i późniejszych strajkach w innych rejonach kraju rosła presja ludności na dalszy wzrost spożycia żywności. W tej sytuacji głównymi kierunkami ówczesnej polityki rolnej były następujące:

- dążenie do maksymalizacji produkcji rolnej;

- podnoszenie poziomu socjalno - bytowego ludności wiejskiej;

- wspieranie nawyków zespołowego gospodarowania.

W tym celu m.in. podwyższono ceny skupu podstawowych produktów rolnych. Znaczącą decyzją było także ostateczne zniesienie obowiązkowych dostaw (1972 r). Istotną sprawą było potwierdzenie prawa chłopskiej własności gruntów oraz zwolnienie rolników od obowiązkowych spłat rodzinnych. Jak wcześniej wspomniano – zwiększono wysiłek w sprawie dostaw różnego sprzętu technicznego do rolnictwa. Jednym z nader ważnych posunięć było podjęcie starań nad rozszerzeniem świadczeń socjalnych i opieki zdrowotnej dla ludności wiejskiej. Ubezpieczenia emerytalne dla rolnictwa wprowadzono już w 1971 r, zaś bezpłatne świadczenia lecznicze dla całej ludności wiejskiej w 1977 r. W realizacji powyższych kierunków ówczesnej polityki rolnej, kierowano się w dużej mierze poprzednimi działaniami, doskonaląc i rozwijając formy i metody, które skutkowały pomyślnymi wynikami. Świadczy o tym wiele elementów składowych tej polityki. Przede wszystkim kontynuowano dalszy rozwój i umacnianie organizacji kółek rolniczych i K.G.W. Oprócz już istniejących 13 związków i zrzeszeń branżowych, przybyło ich jeszcze 3 – razem działało już 16. Te nowe to zajmujące się produkcją specjalistyczną ryb, rozwojem ogrodnictwa i hodowlą bydła. Jeśli chodzi o kółka, to objęły one swoim zasięgiem niemal cała wieś. Im też należy zawdzięczać m.in. podniesienie na wyższy poziom intensyfikację produkcji, tym bardziej, iż otrzymały one wydatne wsparcie państwa w postaci dopływu na wieś zwiększonej ilości sprzętu technicznego. Spowodował ten dopływ głównie prowadzony nadal F.R.R. Z tego funduszu korzystały nie tylko gospodarstwa indywidualne, ale także tworzone – tam, gdzie były ku temu warunki – różne ośrodki zespołowego działania np. Międzykółkowe Bazy Maszynowe (M.B.M.),Spółdzielnie Usług Rolniczych (SUR). Spółdzielcze Ośrodki Rolne (SOR), które organizowane były na bazie opuszczonej przez inne podmioty, ziemi; zostały znacznie umocnione ekonomicznie, a wiele z nich gospodarowało wręcz na poziomie przodujących w rolnictwie europejskim. W ten sposób udział gospodarstw uspołecznionych wzrósł z ok. 17% z roku 1971 do ok. 26% w roku 1980. W tym PGR - y zajmowały blisko 20% ogólnego areału gruntów ornych, na areale ok. 3,5 mln ha. W strukturze zaś gospodarstw indywidualnych zaszły również korzystne zmiany, bowiem liczba gospodarstw o najmniejszym areale uległa redukcji o ok. 16%. Zaznaczyła się też większym wzrostem produkcji towarowej grupa gospodarstw o wielkości powyżej 10 ha. Należy też podkreślić, że w okresie omawianej dekady poradnictwo fachowe dla rolnictwa, doprowadzone zostało wręcz do perfekcji. Sieć służby agronomicznej kółek rolniczych oraz specjalistycznej w związkach branżowych, zapewniała wysoki poziom doradztwa dla całego rolnictwa. Na podkreślenie zasługuje także fakt, że z pośród tych służb mieliśmy np. służbę weterynaryjną pod każdym względem wręcz na poziomie najlepszych standardów europejskich. Nad ich doskonaleniem czuwały istniejące już wcześniej lub nowo utworzone naukowe placówki w postaci resortowych instytutów. Były to: Instytut Uprawy i Nawożenia Gospodarstw, Instytut Weterynarii, Instytut Sadownictwa, Instytut Hodowli Ziemniaka, Instytut Spółdzielczy i inne. Dla bezpośredniego szkolenia i doskonalenia terenowej służby rolnej utworzono Wojewódzkie Ośrodki Postępu Rolniczego. Należy zauważyć iż E. Gierek zajmował się przede wszystkim gospodarką w przemyśle – choć był często trudny w przyjmowaniu rad innych fachowców – to w polityce rolnej wolał tą strefę bardziej scedować na rząd. Zaś ówczesny wieloletni premier P. Jaroszewicz, aczkolwiek nie znał się na problematyce rolnej, to starał się i w tej dziedzinie być dobrym gospodarzem. W myśl zasady, którą często akcentował, że “partia kieruje, a rząd rządzi” – obsadzał kluczowe stanowiska resortu rolnictwa i przemysłu spożywczego z reguły odpowiednio kompetentnymi ludźmi. Dlatego też doceniane były wszelkie doradcze sensowne propozycje i inicjatywy ze strony działaczy oraz naukowców. Dla lepszej koordynacji i wdrażania postępu w rolnictwie powołano np. Komitet ds. Rolnictwa na szczeblu centralnym oraz lokalne we wszystkich województwach. W samym Wydziale Rolnym KC, utworzono 5 kilku osobowych zespołów specjalistycznych (sektorów), które były zobowiązane do opracowywania stosownych opinii i ekspertyz dla kierownictwa. Były to zespoły dotyczące problematyki: samorządu wiejskiego i produkcji, przemysłu spożywczego, oświaty i kultury rolnej, lasów i przemysłu drzewnego oraz budownictwa rolniczego. W skład tych zespołów wchodzili znawcy tych problemów posiadający co najmniej wykształcenie inżynierskie, a nawet doktorskie.

W sytuacji kiedy nastąpiło znane otwarcie Polski na świat, specjaliści tych zespołów, często byli wysyłani – w kilkuosobowych grupach studialnych organizowanych przez resorty rolnictwa i przemysłu spożywczego do różnych krajów zachodnich. Jechali tam po to, aby zapoznawać się z nowoczesnymi technologiami w tych branżach oraz aby zdobywać informacje i materiały dla potrzeb naszego rolnictwa. Przykładowo tematami zainteresowania tych specjalistów było m.in. we Francji i Szwajcarii – produkcja i konserwacja produktów nabiałowych, w Niemczech i Włoszech – nowymi technologiami sprzętu technicznego do zbioru plonów, w Holandii i Danii rekordowymi plonami zbóż i produktami mleka, w Szwecji – dojarkami elektrycznymi dla krów itp. Rozpoznawano też możliwości zakupu interesujących nas licencji w sferze gospodarki żywnościowej. Dla łatwiejszego poruszania się w tych krajach i możliwości lepszej penetracji wspomnianych tematów – specjaliści owi wysyłani byli na zasadzie statusu dyplomatycznego.

W tym też okresie uaktywniły się znowu liczne znaczące postacie zarówno wśród działaczy społeczno – politycznych jak też ze świata nauki. Jeśli idzie o działaczy, to należy podkreślić szczególnie znaczące inicjatywy i opinie prezentowane na temat gospodarki żywnościowej m.in. K. Barcikowski, M. Jagielski, E. Mazurkiewicz, J. Wojtecki, J. Tejchma, A. Szczepański i in. Z grona naukowców wyróżniali się szczególnie swą działalnością opiniodawczą w tej branży m.in. T. Hunek, M. Mieszczankowski, L. Lewandowski, J. Okuniewski, H. Skrobisz, A. Woś i in. Co się tyczy K.G.W. to w okresie lat 70-tych ich działalność osiągnęła swoje apogeum. Promowały one różne formy racjonalnego gospodarowania, a także przysłużyły się wydatnie do wzrostu kultury i oświaty wśród kobiet wiejskich. Wybitnymi postaciami tej działalności w tym szczególnym okresie, były m.in. E. Kempara ( wieloletnia działaczka i liderka rożnych organizacji kobiecych), J. Dolińska, J. Domachowa, D. Elmerych, Z. G. Nowicka, J. Łokkaj, M. Misiaszek i in.

Z dzisiejszej perspektywy, jeśli wrócić myślą do tych licznych ogniw i instytucji, jakie wówczas działały w sferze polityki rolnej, to może nasunąć się refleksja, że mnogość ta trąciła nieco biurokracją. Jednakże prawda w tym względzie jest taka, że ówczesne kierownictwo partyjno – rządowe w zakresie rolnictwa, kierowało się ogromną troską o to, aby w sposób możliwie optymalny w warunkach jakie istniały – kształtować politykę rolną. I trzeba obiektywnie przyznać, że do ok. połowy lat 70-tych formy i metody jakie w tej trudnej dziedzinie stosowano – były ze wszech miar zasadne, bowiem przynosiły oczekiwane efekty.

Tymczasem z biegiem lat, nadal rosło coraz większe parcie społeczeństwa na wzrost spożycia, zwłaszcza mięsa i jego przetworów. Zastosowano więc logiczną formę zwiększonego importu zbóż i pasz z krajów – z konieczności – zachodnich. Dawało to niezbędny przyrost pogłowia, zwłaszcza trzody chlewnej. Nawiasem mówiąc nie była to metoda oryginalna, lecz sprawdzona, z powodzeniem w innych krajach zachodnich ( np. Holandia, Dania). Wszystkie te działania oraz różne sprzyjające okoliczności ( np. dobre urodzaje w tych latach) spowodowały, że do ok. połowy lat 70-tych nastąpił wręcz niespotykany wzrost produkcji rolnej. Np. produkcja globalna w tym czasie rosła w tempie ponad 5% rocznie. Zbiory zbóż zwiększyły się z ok. 16 mln ton w roku 1970 do ok. 23 mln ton w roku 1974. Był to aż ok 41% wzrost. Pogłowie trzody chlewnej wzrosło odpowiednio z ok. 13,5 mln sztuk do ok. 21,5 mln sztuk, czyli niemal 60%. Zanotowano też wzrost pogłowia bydła o ok. 20%. Zaznaczał się wzrost dochodów społeczeństwa , a wraz z tym dalsze zapotrzebowanie na artykuły już nie tylko pierwszej potrzeby, ale także na towary wysokiej jakości bardziej nowoczesne. Tym samym znacznie wzrosło spożycie podstawowych artykułów rolnych. I tak spożycie mięsa i jego podrobów zwiększyło się z ok. 53 kg na osobę w roku 1970 do 74 kg na koniec 1980 r. nabiału, w przeliczeniu na mleko z 402 l do 407 l na osobę. Odpowiadało temu odpowiednie zmniejszenie się produktów węglowodanowych. Było to wówczas rekordowo wysokie spożycie w okresie P.L. Realizując powyższą politykę w zakresie gospodarki rolnej, E. Gierek utrzymywał dobre stosunki z krajami zachodnimi. Jak wiadomo stamtąd głównie pochodziły kredyty, zakup rożnych urządzeń dla przemysłu, a także gotowe technologie. Musiał również utrzymywać przyjazne stosunki ze wschodnimi sąsiadami. Czynił w tej mierze nie zawsze u nas akceptowane gesty. Obok spowodowania znanego zapisu w Konstytucji o przyjaźni, głaskał tego sojusznika też innymi ukłonami. Należy tu przytoczyć niezbyt powszechnie znaną, a obowiązującą zwłaszcza terenowych działaczy “dyrektywę”, ( chyba nigdzie oficjalnie zapisaną), która zalecała, że należy dążyć do tego, aby na terenie każdej gminy zorganizować co najmniej jedno gospodarstwo uspołecznione. Ponadto w czasie tej dekady nasilone zostały wyjazdy różnych grup działaczy na krótkotrwałe przeszkolenia do Akademii Nauk Społecznych w Moskwie.

Jednakże, mimo wzrostu zaopatrzenia naszego rynku w żywność i inne artykuły pierwszej potrzeby, spora część społeczeństwa była nadal daleka od zadowolenia. Dlatego też w polityce rolnej nadal trzymano się zasady, aby sprostać poprawie zaopatrzenia ludności w żywność.

Tymczasem import zbóż i pasz stawał się, szczególnie od drugiej połowy lat 70-tych, coraz bardziej nieopłacalny. Pogłębiał się zatem niekorzystny bilans w naszym handlu zagranicznym artykułami żywnościowymi. K. Barcikowski podaje np. że dopłaty do tej żywności wyniosły aż ok. 7 mld $, co w konsekwencji wydatnie przyczyniło się negatywnie do ogólnego zadłużenia kraju. (xxx) Należałoby może zadać pytanie, czy owe koszty żywności, które ujawniły się w końcowych latach 70-tych, w jakiś sposób się opłaciły? Odpowiedź w tym względzie nie może być jednoznaczna.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

xxx – K.Barcikowski: Polska pod rządami PZPR. Wyd. Profi 2000 r, str.158

Otóż dla poprawy wyżywienia na pewno tak. Dla gospodarki w skali makro – już nie zupełnie. W dziedzinie socjalno – bytowej podjęto także wiele decyzji na rzecz poprawy tej sytuacji na wsi.

W tej dekadzie znaczną ilość rolników objęto rentami i emeryturami. Dokonano też budowy sieci ośrodków zdrowia, obejmujące opieką lekarską ludność całej wsi. Mimo tych wszystkich starań i działań, także w zakresie zaopatrzenia w żywność, zapotrzebowanie nań wciąż rosło, a znaczna część społeczeństwa była coraz bardziej niezadowolona. Narastały coraz gwałtowniejsze protesty roszczeniowe – najpierw o charakterze socjalnym, z czasem także i polityczne – organizowane przez opozycję “Solidarnościową”. Doprowadziło to jak wiadomo do znanego kryzysu na przełomie lat 1980 – 1981. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy nie można było wcześniej i stopniowo wycofywać się z prowadzonej polityki rolnej? Być może, że tak. Jednakże z punktu widzenia zapowiedzianej na początku dekady poprawy wyżywienia społeczeństwa oraz warunków socjalno – bytowych, byłoby to złamaniem tej deklaracji. Z tego punktu widzenia zmiany w tej dziedzinie były nierealne, a ich skutki jedynie mogłyby przyspieszyć wzrost niezadowolenia społecznego. Dlatego też decydenci ówczesnej polityki rolnej świadomie jej nie korygowali na niekorzyść społeczeństwa. Bowiem istniała także duża szansa, że przy uspokojonych emocjach, dalsze lata pozwolą na zrównoważenie rynku rolnego zwłaszcza w rozliczeniach w handlu zagranicznym. Bowiem budowa w tej dekadzie jak wspomniano wcześniej szeregu zakładów przetwórstwa rolnego, wraz z przystosowaniem go także do zintensyfikowania eksportu, pomogłoby tą sferę naszej gospodarki, korzystnie uporządkować. W sumie oceniając dekadę lat 70-tych w polityce rolnej należy podkreślić, że była ona dla wsi i rolnictwa najkorzystniejsza – czemu zresztą dają wyraz do dziś nasi rolnicy.

Okres czwarty, tj, lata 1980 – 1990 niestety ostatni w Polsce Ludowej. (Jaruzelski).

Na wstępie wypada przypomnieć, że zwłaszcza początki tej dekady były dla kraju, a tym samym także dla polityki rolnej – nader trudne i skomplikowane. Mieliśmy do czynienia z lawiną strajków i nadmiernych żądań. Szczególnie na przełomie lat 1980-81, ciągłe masowe strajkowanie, spowodowało coraz większą dewastację rynku żywnościowego. Pamiętny to obraz pustych sklepowych półek z octem na czele, który to pejzaż pokazują z lubością nawet dotychczas , prawicowe kłamliwe media oraz odpowiedniej maści politykierzy. Bowiem żaden z nich nawet się nie zająknie aby dodać, że sytuacja ta zaistniała w wyniku długotrwałego paraliżu gospodarki poprzez nieustanne żądaniowe strajki organizowane przez “Solidarność”. Natomiast celowe przedstawianie takiego obrazu - pustych półek – bez komentarza – stwarza przekonanie, że tak zawsze wyglądał rynek w Polsce Ludowej. Jednocześnie tuż po “stanie wojennym” zastosowane zostały wobec naszego kraju różne sankcje w tym właśnie dotyczące rolnictwa. Najbardziej dotkliwym okazało się zamknięcie dla nas importu zbóż i pasz. Zatem gospodarka żywnościowa znalazła się w szczególnie trudnej sytuacji. Rząd musiał podejmować różne doraźne wysiłki, aby łagodzić ten problem. Stąd m.in. ucieknięto się np. do systemu kartkowego oraz reglamentacji niektórych środków produkcji. Zawarte w końcu porozumienia z ośrodkami opozycyjnymi, umożliwiły z czasem stopniowe wychodzenie z tej nader kryzysowej sytuacji żywnościowej. Jednakże zaznaczyła się wyraźna recesja w poziomie produkcji i zaopatrzenia ludności zwłaszcza miejskiej, w żywność. Bowiem wówczas kraj nasz mógł jedynie liczyć na własną samowystarczalność. Trzeba także przyznać, że sytuacja ta stworzyła duże trudności dla kształtowania takiej polityki rolnej, która byłaby odpowiednia dla zaistniałych warunków. To też nowa, zwłaszcza wojskowa władza starała się podejmować jakieś kroki, aby tę sytuację łagodzić. Należy ocenić, że niektóre z tych przedsięwzięć były celowe i mądre, zaś inne wręcz przeciwnie. Do tych pierwszych należy zaliczyć odważną decyzję w sprawie podwyżki cen żywności ( w okresie stanu wojennego), która była pierwszą od 1953 r. Spowodowało to częściowe unormowanie rynku żywnościowego. Także opracowano i wprowadzono w życie nowy system ekonomiczny w PGR, zmuszając te jednostki do większej rentowności. Zrealizowano, postulowany od dawna wniosek (zwłaszcza ludowców) – o zapisie w Konstytucji trwałość gospodarstw rodzinnych. Wprawdzie gest ten miał raczej znaczenie psychologiczne, bowiem w praktyce obowiązywał już od czasów Gomułkowskich. W poszukiwaniu nowych metod intensyfikacji produkcji, imano się niestety także praktyk wielce niefortunnych. Przykładowo można przytoczyć m.in. takie: oto w stanie wojennym, a także po jego zniesieniu działali tzw. komisarze powołani spośród kadry oficerskiej, którzy mieli kontrolować i pilnować gospodarki w jednostkach uspołecznionych. Np. kiedy z pola PGR-owskiego zjeżdżały po pracy ciężkie maszyny ( kombajny, traktory, koparki itp.) to owi komisarze pilnowali, aby ten sprzęt ustawiany był równo w szeregi, jak w wojsku. Za niedopilnowanie takiego porządku według rygoru wojskowego, groziła nagana, a nawet zdarzały się przypadki, że odwoływano ze stanowisk skądinąd dobrze gospodarujących dyrektorów. Inny przykład nader bezsensowny i wręcz kuriozalny. Oto na terenie Bieszczad w rejonie często górzystym i zakrzaczonym, pozbawionym jakiejkolwiek infrastruktury ( brak dróg, prądu, wody), zaczęto organizować PGR-y. Przy czym kierownikami tych gospodarstw mianowano najczęściej delegowanych do pracy ludzi z kadry oficerskiej, z reguły nie mających zielonego pojęcia o rolnictwie. Był to ewidentnie niewypał, decyzja z góry skazana na niepowodzenie. Jednakże pomysł ten, mimo ewidentnych strat, jakiś czas funkcjonował w praktyce. Należy dodać, że wyszedł on z ówczesnego resortu rolnictwa ( którego szefem był Stanisław Z.), którego kierownictwo czyniło wszystko, aby przypodobać się nowej władzy. Inne niektóre poczynania władz w dążeniu do ratowania rynku żywnościowego wynikały niejako z sytuacji przymusowej. Bowiem należało choć w zmniejszonej skali, nadal dokonywać zakupu zbóż i pasz. Jednakże tym razem, nie było już dogodnych kredytów lat poprzednich, lecz wyłącznie na warunkach komercyjnych, czyli wysokiego oprocentowania. W ten sposób w omawianej dekadzie pozwolono w konsekwencji na dodatkowe poważne zadłużenie kraju. Jednakże należy obiektywnie podkreślić, że inne wcześniej stosowane poczynania w polityce rolnej – choć nie wszystkie – były nadal bardziej lub mniej skutecznie kontynuowane. Dotyczy to np. dalszego umacniania kółek oraz innych organizacji samorządu wiejskiego. Konsekwencją tej polityki było także umocnienie się gospodarcze PGR i RSP. Na koniec 1989 r było 1240 różnej wielkości PGR, które gospodarowały na areale ok. 3,5 ml ha ziemi i zajmowały ok. 20% ogółu użytków rolnych. Wiele z nich osiągnęło wybitny poziom gospodarowania, godny do naśladowania. Przykładowo, takie PGR- y jak Manieczki (poznańskie), Osowa Sień (zielonogórskie), Głubczyce ( opolskie), Machnów ( lubelskie) i szereg innych, należały do europejskiej czołówki gospodarstw najbardziej przodujących. Na koniec tego okresu pozostało bardzo dobrze gospodarujących ok. 1100 R.S.P., a także ok. 35 tys. kółek rolniczych. W tym czasie w ich dyspozycji znajdowało się kilkaset różnych jednostek zespołowego działania w postaci Spółdzielni Kółek Rolniczych , Międzykółkowych Baz Maszynowych i in. gospodarujące na areale ok. 300 tys. ha. Jednakże sytuacja w gospodarce rolnej, a tym samym na odcinku wyżywienia, w okresie omawianej dekady znacząco się pogorszyła. Np. spożycie mięsa, które w roku 1980 osiągnęło najwyższy poziom w całym okresie PRL – 74 kg na głowę, to w 1989 r wynosiło już tylko 68 kg na głowę. Wprawdzie w innych artykułach spożywczych pierwszej potrzeby nie zaszły w tym 10 – leciu istotniejsze zmiany in minus, ale nie nastąpiła też oczekiwana popraw w tej dziedzinie. Ten jako tako ustabilizowany w końcu tej dekady rynek, należy zawdzięczać przede wszystkim ludności rolniczej, która nie bacząc na strajki i inne wypadki wynikłe po stanie wojennym – czyniła to, co potrafiła najlepiej – czyli produkowała żywność.

Dużym problemem obciążającym decydentów polityki i gospodarki rolnej w tym ostatnim okresie P.L. było zaniechanie niezwykle ważnego programu gospodarki wodnej - pod nazwą “program Wisła” ( o tematyce tej szerzej w “Nowych Perspektywach” nr 1 (4) – 2012 r).

Relacjonując problemy polityki rolnej w tym ostatnim okresie Polski Ludowej należy zwrócić uwagę na jeszcze jedno ważne zjawisko. Mianowicie mam tu na myśli dalszy pomyślny rozwój budownictwa, zwłaszcza mieszkaniowego na wsi. Trzeba podkreślić, iż rozwijało się ono nadal niezwykle pomyślnie, jednakże bynajmniej nie dzięki ówczesnym ekstra decyzjom nowej władzy.

Kontynuacja ta, odbywała się jak gdyby z rozpędu, dzięki stworzonym w tej dziedzinie odpowiednim warunkom w poprzedniej dekadzie. Jak wcześniej wspomniano, działały już na wsi liczne, zwłaszcza drobne zakłady wytwarzające niezbędne, tanie materiały budowlane. Samo wykonawstwo tych obiektów było również tanie, gdyż opierało się w dużej mierze na samopomocowej działalności lokalnych ekip budowlanych. Zaznaczał się w tym względzie wspierany wcześniej nawyk do zespołowego współdziałania sąsiedzkiego. Natomiast państwo w

tym ostatnim okresie nękane różnymi trudnościami jakby cichcem, coraz bardziej wycofywało się ze swej opiekuńczej roli wobec wsi – rezygnując z czasem z kontynuacji jednej z ważnych zasad polityki rolnej tj. dążenie do poprawy warunków socjalno – bytowych ludności wiejskiej – realizowanej w okresach poprzednich Polski Ludowej.

To, że w tym okresie nie doszło do większych perturbacji gospodarczych zawdzięczać należy głównie ówczesnemu premierowi, prof. Zb. Messnerowi, jego wiedzy i autorytetowi.

Okres piąty tj. lata 1990 – 2011; czyli ponad 20-lecie nowego ustroju. Jak wiadomo, przełom lat 1989 – 1990, to przejście naszego kraju z jednej formacji ustrojowej do innej. Ściślej mówiąc, zamknięty został tym samym okres ok. 45-lecia Polski Ludowej. Natomiast otwarto nowy okres wraz z inną formą ustrojową pod nazwą III R.P. Znany przywódca “Solidarności” (Lech W.) jeszcze w 1989 r obiecywał robotnikom, że ma to być “coś” zupełnie innego niż kapitalizm – gdyż odrzucone zostanie wszystko złe co jest w nim zawarte, lecz zamiast oczekiwanej “społecznej gospodarki rynkowej”, rząd rozpoczął realizację tzw. “terapii szokowej” w całej gospodarce, a tym samym i w rolnictwie. Zamiast prawdziwej demokracji, za zgodą tzw. “okrągłego stołu” oraz parlamentu i prezydenta utworzono w polityce coś na kształt quasi demokracji, skrzyżowanej z niekontrolowanym w żadnym stopniu liberalizmem rynkowym. Niektórzy “Prometeusze” tego ustroju nazywają go “kapitalizmem demokratycznym” (J.K. Bielecki). Warto zauważyć, że zmianę ustroju – tak ważną decyzję dla całego narodu w żadnym stopniu nie skonsultowano ze społeczeństwem choćby w formie referendum. Uwagi do tego okresu, wypada zacząć od przypomnienia pewnych negatywnych działań różnych ekip rządzących, przede wszystkim w okresie pierwszego 15-lecia tej nowej formacji, czyli do czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Temat ten wypada rozpocząć od przypomnienia tych działań nowej władzy, które okazały się w niedługim czasie brzemienne w negatywne skutki w polityce i gospodarce rolnej. Otóż w tym, nader ważnym dziale gospodarki narodowej, nowa władza zaczęła swą działalność od niszczenia wszystkiego, co tylko “pachniało” pogardliwym epitetem tj. “peerelem”, lub wprost – “komuną”. Spektakularną wręcz decyzją - podjętą na wstępie - była likwidacja Państwowych Gospodarstw Rolnych. Ażeby odbyło się to w glorii prawa, aktu dokonano przy pomocy jednej z balcerowiczowskich tzw. ustaw “szokowych” (Ustawa Sejmu z dn. 19 października 1991r). W ten sposób, z istniejących w końcu lat 80-tych, 1240 podmiotów, gospodarujących na areale ok. 3,5 mln ha, pozostawiono nieliczne – przekształcając je we własność skarbu państwa. Należy dodać, iż zatrudniały one ok. 600 tys. ludzi i dostarczały ok. 28% zbóż oraz ok. 24% żywca rzeźnego. Majątek po PGR-ach został przejęty przez utworzoną Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa (obecnie Agencja Nieruchomości Rolnych). Następnie majątek ten został rozprzedany, wydzierżawiony lub przekazany nieodpłatnie różnym podmiotom, m.in. Kościołowi. Ta likwidacja PGR trwała przez kilka lat, bowiem trudno było za jednym zamachem pozbyć się tak dużej substancji majątkowej. Trzeba podkreślić, iż była to wartość niebagatelna, gdyż ten majątek trwały oceniano na ponad 7,2 mld zł, zaś obroty na kwotę ok. 1,3 mld zł. Sprzedawano lub wydzierżawiano ten majątek wszystkim kto się zgłaszał, beż żadnych niezbędnych warunków. Skutek był taki, że większość ziemi oraz substancji budynkowej trafiło do różnych pseudo-rolników lub wręcz do spekulantów. Ci ostatni zaś uprawiając z reguły najlepsze areały ziemi, czynią to okresowo, najczęściej stosując monokulturę uprawową (np. co roku to samo zboże), w zależności od koniunktury rynkowej. Wszystkie lepsze zabudowania gospodarcze i mieszkalne zostały w różnej formie przejęte przez nowych prywatnych właścicieli. Ludność, która tam pracowała i mieszkała znalazła się w beznadziejnej sytuacji, bowiem straciła ona pracę oraz opiekę socjalno – bytową. Należy też dodać, że sporo majątku po PGR, zwłaszcza ruchomego (maszyny, narzędzia, sprzęt gospodarstwa domowego. Itp.) zostało po prostu rozkradzione. Przykład takiego beztroskiego i karygodnego wręcz marnotrawstwa podaje np. ostatnio prasa (Angora nr 36 z dn. 6 września), kiedy to zespół pałacowo – folwarczny w Rusocinie k/Gdańska – znalazł się w rekach niejakiego Marcina P. z “Amber Gold”. Sprawa jest tym bardziej skandaliczna, iż obiekt ten w swej wartości jest trudny do oszacowania, ponieważ stanowi cenny zabytek, a który obecnie zmierza do kompletnej ruiny. Obiekt ten należał przedtem do PGR, tętnił życiem kulturalnym i był zamieszkały przez miejscowych pracowników, którzy musieli się z niego wyprowadzić. Jak z powyższego wynika, takie przypadki były niemal normą stosowaną przez nowych decydentów, zaś odnośne władze na takie marnotrawstwo przymykały oczy. Należy podkreślić, że PGR-y były na wsi w dużej mierze organizatorami życia społeczno – kulturalnego. Większość z nich posiadało domy kultury, biblioteki, kluby, ośrodki zdrowia, przedszkola itp., z których korzystał także ogół mieszkańców wsi.

Drugim podmiotem gospodarczym na wsi, który znalazł się w programie likwidacyjnym nowej władzy, były Rolnicze Spółdzielnie Produkcyjne. Jednakże ich oficjalna likwidacja okazała się trudniejsza, ponieważ RSP to jednostki samorządowe, a ich prawni decydenci to rolnicy – członkowie tych gospodarstw. Tym nie mniej i na nie znaleziono wiele sposobów , aby pozbyć się tego “peerelowskiego tworu”. Wszystkimi sposobami obrzydzano tę formę gospodarki np., że to “kołchozowy relikt”, że “komuna” i itp. Gorzej, że stosowano wobec nich różne konkretne utrudnienia fiskalne. Między innymi podwyższono podatki oraz ograniczono korzystanie przez te jednostki z krótkoterminowych i nisko oprocentowanych kredytów obrotowych. Jak wiadomo, takie gospodarstwa potrzebują owych kredytów np. na zakup nasion, nawozów, środków chemicznych itp., a następnie po zbiorach regulują te zobowiązania. Bez takiego systemu, tego typu gospodarstwa nie mogą płynnie na dłuższą metę funkcjonować. W atmosferze wyraźnej niechęci prawicowych władz oraz różnych utrudnień w gospodarowaniu RSP, doprowadzono z biegiem lat do prawie ich marginalizacji. Na koniec lat 80 – tych działało ich już tylko ok. 650, zrzeszając ok. 40 tys. członków. Zatrudniają one także, przeważnie sezonowo, ok. 6 tys. osób ( głównie członków rodzin). Należy dodać, że w czasie przed ich likwidacją, RSP zdołały także utworzyć własne sieci handlowo – zaopatrzeniowe oraz różne punkty usługowe dla miejscowej ludności. Dotyczy to zwłaszcza takich dziedzin jak transport, naprawy warsztatowe, agroturystyka itp. Kolejnym cierniem uwierającym nową władzę stały się kółka rolnicze oraz związki i zrzeszenia branżowe. Należy tu przypomnieć, iż przez wiele lat ostatniego okresu Polski Ludowej, pełniły one kluczową rolę w organizowaniu produkcji rolnej oraz promowania kultury i oświaty na wsi. Jednakże wypada zaznaczyć, że już w początkach lat 80 – tych ich znaczenie nieco osłabło. Stało się to m.in. dlatego, iż przestał funkcjonować F.R.R., który przez wiele lat zasilał tę organizację, zwłaszcza w technizację rolnictwa. Tym nie mniej duże znaczenie kółek dla wsi , pozostawało nadal niezwykle ważne, bowiem zmieniła się nieco ich rola; z głównego organizatora technicznej obsługi wsi, stały się one bardziej promotorami i organizatorami życia społeczno – kulturalnego w swoim środowisku. W tym dziele uzyskiwały nadal mocne wparcie w swojej macierzystej organizacji tj. Kołach Gospodyń Wiejskich.

Tym nie mniej u progu lat 90-tych - jak wcześniej wspomniałem – nowa władza tej formy społecznego działania – kółek i KGW – w praktyce nie akceptowała. Zatem przestały one być w jakikolwiek sposób przez państwo popierane; zaliczono je całkowicie do sektora prywatnego, czyli gospodarki indywidualnej. Dlatego też po 1990 r, ich liczba systematycznie malała. I tak z ok. 35 tys. pod koniec 1980 r, obecnie pozostało ich już tylko ok. 5 tys., z liczbą członków ok. 700 tys. Bardziej odporne na tą negatywną atmosferę ze strony władz, okazały się Koła Gospodyń Wiejskich, gdyż obecnie działa ich jeszcze ok. 15 tys. z liczbą ok. 500 tys. członkiń ( z pośród z ok. 34 tys. kół i przeszło 1 mln członkiń w końcu lat 90 – tych). Tym nie mniej i na te organizacje obecna władza stara się znajdować skuteczne metody ich marginalizacji. Np. jeśli grupa gospodyń dokona jakiegoś zespołowego wypieku ciast, czy ugotowania oryginalnej lokalnej strawy, a poczęstuje tym produktem obecnych na dożynkach, “dnia strażaka”, itp. okazji, to zaraz ma do czynienia z fiskusem, gdyż jest to podobno “działalność gospodarcza”. (Ostatnio o takim przykładzie z “radością” informowała TV). Na uwagę jednakże zasługuje fakt, że dane liczbowe, które powyżej podałem – dotyczące PGR, RSP, kółek rolniczych i KGW – to jedynie dane szacunkowe, ponieważ w ostatnich latach nawet roczniki statystyczne nie uwzględniają w swoich publikacjach tych organizacji. Wygląda na to, że oficjalnie dla naszych władz, te podmioty w ogóle nie istnieją. Tymczasem prawda jest taka, że jak widać nie tylko istnieją, ale nawet w ogromnej większości mają się nieźle zarówno w sensie gospodarczym jak też w ogólno – społecznym i kulturalnym w środowisku wiejskim. Nawiasem mówiąc, szkoda, że ostatnio opinia publiczna dowiedziała się o istnieniu kółek z tzw. “afery taśmowej”. Jednakże należy podkreślić, iż plama ta dotyczyła Centralnego Związku czyli dotąd sztucznie utrzymywanej synekurki wygodnej dla paru działaczy z PSL. Nie ma to nic wspólnego z godną działalnością terenowych ogniw jakimi były i są kółka na wsi. Mówiąc o systemie organizacji społeczno – zawodowych i spółdzielczych na wsi, trzeba wymienić tu jeszcze inne, które spełniały od lat kluczowe role w obsłudze rolnictwa. W pierwszym rzędzie należy tu wymienić spółdzielczość zaopatrzenia i zbytu, czyli popularne GS-y. Przed rokiem 1990 w każdej gminie działała taka jednostka. Miała ona za zadanie skupowanie podstawowych płodów rolnych ( zboże, żywiec, ziemniaki, owoce itp.), a także zaopatrywać wieś w niezbędne artykuły, przede wszystkim do produkcji ( maszyny, nawozy, środki chemiczne, materiały budowlane, itp.). Tymczasem już w roku 1990, zlikwidowana została centrala tej spółdzielczości ( Centrala Rolnicza Spółdzielczości – “Samopomoc Chłopska”), a wraz z nią pozbawiono terenowe ogniwa ich dotychczasowych funkcji. Zadania, które dotychczas realizowały G.S. – y, powierzono utworzonej w 1994 r Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, rozszerzając jej obowiązki także na współfinansowanie rolnictwa z budżetu U.E. Jednakże w praktyce nie przebiega to działanie w sposób do końca właściwy. Bowiem agencja owa zainteresowana jest przede wszystkim gospodarstwami dużymi, dysponującymi produkcją towarową na rynek. Natomiast G.S – y, które obecnie jeszcze istnieją, to na ogół różno branżowe sklepiki ( często w prywatnych agencjach), borykające się z konkurencją dużych sklepów handlowych, marketów, hurtowni. Najgorzej więc na tej sytuacji wychodzą rolnicy posiadający drobne i średnie gospodarstwa, gdyż nie mają gdzie zbywać swoich niewielkich nadwyżek żywnościowych (np. zboża, żywca, jaj, owoców, itp.). Pozostają im zatem lokalne targowiska, które tylko częściowo zaspokajają te ich potrzeby. Także inne formy spółdzielczości wiejskiej zostały w różny sposób w swej działalności ograniczone lub wręcz zdezorganizowane. Dotyczy to np. spółdzielczości mleczarskiej i owocowo – warzywnej.

Ograniczony został przez nie w sposób dotkliwy dla producentów skup ich artykułów. Stało się to głównie dlatego, iż musiały one wiele swoich punktów skupu całkowicie zlikwidować. Bowiem utrzymywanie dużej sieci takich lokalnych np. zlewni mleka czy punktów skupu owoców, stało się nie opłacalne. Dochodzi obecnie do tego, że rolnicy mało i średnio rolni ograniczają lub w ogóle zaprzestają produkcji zbóż, mleka czy mięsa na rynek, gdyż nie mają gdzie odstawić tych produktów. Wymownym przykładem tej negatywnej sytuacji jest branża cukrownicza. Otóż produkcja buraków cukrowych musiała zostać przez rolników ( przede wszystkim o niewielkim areale gospodarstw) ograniczona lub całkowicie zaniechana. Bowiem z istniejących przed 1980 r – 76 cukrowni, utworzono tzw. “Spółki Właścicielskie” w ramach których, zrzeszonych zostało tylko 18 aktywnych. Pozostałe cukrownie zostały jako sprywatyzowane, w różny sposób zaadoptowane, przeważnie do celów nie rolniczych. Jak wcześniej wspomniałem powyższe uwagi dotyczą sytuacji jak zaistniała u nas w rolnictwie w okresie od 1990 do okresu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. Dlatego też od roku 2004, mamy do czynienia w polityce i gospodarce rolnej ze znacznie nową sytuacją. W tym miejscu trzeba podkreślić dużą zasługę lewicowej formacji politycznej (SLD), która będąc przy władzy w latach 2001- 2005, walnie przyczyniła się do wejścia naszego kraju do UE. Wypada także zauważyć, że w owym czasie resortem rolnictwa zajmował się kompetentny zespół fachowców ( z W. Olejniczakiem) na czele. Oni to przede wszystkim próbowali zapobiegać dalszej dezorganizacji dobrze funkcjonujących instytucji oraz ich form współdziałania. Niestety, było to już za późno, aby uratować ten nieźle uprzednio ukształtowany system powiązań interesów producenta rolnego z rynkiem zbytu. Odnosząc się do naszego wejścia w skład wspólnoty UE, warto pokrótce zasygnalizować najistotniejsze jej założenia. Jej podstawy zostały zapisane już wiele lat temu ( Traktat Rzymski, marzec, 1957r), które z niewielkimi modyfikacjami stosowane są do dziś. Wynika z nich, że ma to być wspólna polityka rolna obowiązująca wszystkie zrzeszone w Unii kraje. Jakie to są więc te zasady i cele tej polityki? Główną metodą realizacji tej polityki, jest wspieranie rolnictwa poprzez dofinansowywanie go. Te działania mają prowadzić do: zwiększenia wydajności w rolnictwie, podniesienie poziomu życia ludności wiejskiej, stabilizacji rynków rolnych, zapewnienia racjonalnych cen produktów rolnych dla konsumentów. Ta polityka ma więc wspierać tzw. europejski model rolnictwa. Odznacza się on m.in. właśnie tym, iż jest w dużym stopniu dofinansowywana intensyfikacja produkcji rolnej, a jej wytwórczość ma być w zgodzie z zasadami ochrony środowiska. Ma ona też wspierać wszechstronny rozwój obszarów wiejskich. Pieniądze na realizacje tych zadań pochodzą ze specjalnych funduszy. Od 2007 r Wspólna Polityka Rolna (W.P.R) finansowana jest z dwóch jakby filarów, tj.: z Europejskiego Funduszu Gwarancji Rolnej oraz z Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz obszarów wiejskich. Najbardziej korzystnymi i odczuwalnym dla rolników jest system dopłat bezpośrednich. Są to kwoty zasilające gospodarstwa w zakresie przede wszystkim nakładów bieżących do produkcji. Ich wysokość kształtuje się różnie, począwszy od kilkuset zł na 1 ha do kwot wyższych w zależności od areału danych upraw lub produkcji hodowlanej i specjalistycznej( dotyczy to m.in. zbóż, buraków, ziemniaków, upraw specjalnych jak sady, truskawki, chmiel itp.). Łączna kwota realizowanych dla naszego rolnictwa dopłat bezpośrednich w latach 2004-2011 wyniosła ok. 70 mld zł. Należy jednak zaznaczyć, że z dopłat tych korzystają przede wszystkim gospodarstwa większe, dostarczające znaczniejszej ilości na rynek. Takich gospodarstw mamy aktualnie ok. 1,5 mln ( ok. 65% ogółu), pozostała grupa gospodarstw tj. ok. 650 tys. czyli ok. 35% takich dopłat prawie nie otrzymuje. Tym nie mniej, należy zaznaczyć, że UE poważnie traktuje gospodarkę rolną w zrzeszonych w niej państwach, bowiem przeznacza na ten cel aż ponad 40% całego swojego budżetu. Odnosząc się do wyżej streszczonych założeń i celów programowych UE, trzeba podkreślić, że większość z nich jest tożsamych z podstawowymi zasadami polityki i gospodarki rolnej jakie obowiązywały przez najdłuższy okres środkowych lat Polski Ludowej (zwłaszcza w omawianym wcześniej drugim i trzecim ). Wówczas chodziło przecież o poprawę intensyfikacji i zwiększenie produkcji rolnej ( w konsekwencji o zapewnienie samowystarczalności żywnościowej), podniesienie poziomu życia ludności wiejskiej oraz promocję oświaty i kultury rolnej. Wiązało się to także ściśle z rozwojem i zagospodarowaniem obszarów wiejskich ( w tym z infrastrukturą komunalną). Ważnym elementem tych zasad była troska o stabilizacje cenowo rynkową na produkty rolne. Tymczasem jak wynika to z wcześniej zasygnalizowanych uwag, władze III RP nie tylko zanegowały osiągnięte dokonania w realizacji owych zasad, lecz co gorsza, w praktyce ten dorobek cofnęły do niemal punktu wyjścia. Dotyczy to nie tylko różnych form własności tj. PGR, RSP, kółek rolniczych i ich zespołowych form działania, ale przede wszystkim szeroko rozwiniętej spółdzielczości wiejskiej; zaopatrzenia i zbytu, ogrodniczej, mleczarskiej i in. Wymienione podmioty, oprócz obsługiwania wsi i rolnictwa w wymianie towarowej oraz organizowania różnego rodzaju usług, promowały także różnorodne formy działalności społeczno – kulturalnej. Ten system naszej spółdzielczości wiejskiej, poprzez różne formy zespołowego działania, dobrze obsługiwał wieś i rolnictwo. Należy zauważyć, że rozwinięte państwa europejskie podobny system – różnych form spółdzielczych i kooperacji – stosują niemal od zawsze. Zanegowanie u nas tego systemu jest dla naszej wsi i rolnictwa nader niekorzystne. Bowiem wiele z tych czynności, które były ich udziałem, będzie trzeba odrobić, gdyż stan obecny dezorganizacji tego systemu, stwarza poważne opóźnienia i utrudnienia w realizacji wspólnej polityki rolnej UE. Na tym tle, tj. w pierwszych latach Polski w UE wypada spojrzeć jak się ma nasza wieś i rolnictwo w tej nowej sytuacji. Należy zauważyć, że np. sytuacja materialna polskiego rolnika jest nader zróżnicowana. Z jednej strony, głównie na skutek prywatyzacji dużych uspołecznionych gospodarstw – głównie PGR – pojawiło się rolnictwo – choć jeszcze w niewielkim stopniu – typu farmerskiego. Z drugiej zaś, nadal dominują gospodarstwa małe i średnie, które zajmują jednak największy obszar użytków rolnych. O sytuacji tej świadczy m.in. obecna niekorzystna struktura gospodarstw. Tymczasem rolnictwo na obszarze państw UE posiada gospodarstwa o większym areale, zatem prowadzona na nich gospodarka jest z reguły efektywniejsza. Dążenie w tym kierunku naszego rolnictwa, głównie poprzez ubywanie gospodarstw małych, a tworzenie większych, jest procesem powolnym i zapewne potrwa jeszcze przez wiele lat.

Tymczasem zaś wspomniana niestety, duża ilość gospodarstw małych i średnich, coraz bardziej pozbawiana jest zainteresowania ze strony państwa, a także instytucji do tego powołanych. Na tle tej sytuacji widać wyraźnie jak w sposób wręcz bezmyślny pozbyto się gospodarstw dużych, którymi były przede wszystkim PGR – y, RSP, a także wiele ośrodków zespołowego działania kółek rolniczych. W tym miejscu należy zauważyć, że grupa gospodarstw o najmniejszym i średnim areale, znajduje się obecnie w trudnej sytuacji materialnej, a nawet często ledwie egzystuje. Świadczą o tym m.in. takie negatywne zjawiska na wsi, które w Polsce Ludowej były wręcz nieznane. Mianowicie bezrobocie, a wraz z nim najzwyczajniejszy wyzysk. Według danych statystycznych na koniec 2010 r, bezrobotnych na wsi było 857 tys. Jednak wg różnych szacunków, ilość ta w rzeczywistości jest co najmniej drugie tyle większa. Sporo z tych ludzi w ogóle się nie rejestruje, ponieważ i tak nie ma dla nich miejsc pracy. Ludzie, którzy nie mogą się utrzymać ze swoich karłowatych gospodarstw usilnie poszukując pracy, podejmują ją najczęściej “na czarno”, z reguły za podłe wynagrodzenie. Pracodawcami ich zostają najczęściej właściciele lub dzierżawcy dużych gospodarstw, marketów, różnych firm przemysłowych, hurtowni oraz inni dorobkiewicze działający na wsi. Najbardziej dotkliwą formą wyzysku jaka pojawiła się w tej formacji na wsi jest gigantyczne oszukiwanie producentów, zwłaszcza małorolnych. Dochodzi do tego, że ów rolnik, który ma do zbycia swoją niewielką zwykle ilość produktów – dostaje od pośrednika wręcz grosze. Do nagminnych należą przypadki, że np. za 1 kg ziemniaków, kanciarz ten oferuje ok. 10 gr. , za 1 kg jabłek do 15 gr, za cebulę i inne produkty, oferuje się ceny podobne. Jeśli idzie o sprzedaż zwykle niewielkiej ilości zboża, to najczęściej nie ma komu w ogóle go zbyć. Działa tu zupełnie niekontrolowany cały łańcuch pośredników pomiędzy producentami, a nabywcą w mieście. Ten ostatni także podlega wyzyskowi, gdyż musi akceptować oferowane, powiększone o wielokrotną marżę – ceny. Mówiąc o trudnej sytuacji materialnej wielu ludzi na wsi, trzeba podkreślić, iż jest ona znaczna. Dotyczy to, jak wcześniej wspomniałem, właścicieli lub użytkowników gospodarstw najmniejszych oraz takich, które z różnych powodów nie produkują na rynek. Jedynym źródłem utrzymania dla tej grupy ludności jest obowiązujący system emerytalno – rentowy oraz ubezpieczeń zdrowotnych, obejmujący całą wieś. Należy zauważyć, że jest to pozytywny dla wsi spadek po Polsce Ludowej ( zwłaszcza z okresu lat 70 – tych) – obecnie działający w formie Kas Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS.) System tej jednakże wymaga istotnego zreformowania, bowiem nie do utrzymania jest taka sytuacja, że rolnik do 2 ha i powyżej 50 ha płaci taką samą składkę ( ok. 70 zł). Skutek jest taki, że państwo musi ten system dotować znaczną kwotą ( ponad 15 mld rocznie), która niesprawiedliwie dotuje rolników dobrze sytuowanych.

Na zakończenie powyższych uwag nasuwa się kilka refleksji wnioskowych, a m.in. :

  • na przestrzeni lat obowiązujących zasad polityki i gospodarki rolnej w Polsce Ludowej – wyjąwszy okres pierwszy i częściowo ostatni - zaznacza się konsekwentna ich realizacja. Można je sprowadzić do trzech głównych, a mianowicie; dążenie do wzrostu produkcji i zapewnienia wyżywienia społeczeństwa; poprawy poziomu socjalno – bytowego ludności wiejskiej, dobrowolnego organizowania form gospodarowania. Zasady te były kontynuowane z myślą o osiągnięciu samowystarczalności wyżywieniowej kraju oraz poprawy poziomu ogólnego oświaty i kultury na wsi.
  • Okres pierwszy P.L. (czyli lata 1945 – 1955), to jakby skrzyżowanie dobra ze złem. Trudno jest – w zakresie polityki rolnej – wyważyć, czego było więcej, tym nie mniej, warto pamiętać, że obok poważnych negatywów miało miejsce także wiele cennych osiągnięć, np. odbudowa kraju i wsi, zagospodarowanie nowych ziem, rozkwit oświaty, nauki oraz wiele innych.
  • Największe pozytywne dokonania w obszarze wsi i rolnictwa miały miejsce w latach 60-tych i 70-tych ub. wieku. Stosowano wówczas optymalne do naszych warunków społeczno – politycznych i agrarnych – decyzje oraz działania wobec tej ważnej gałęzi gospodarki narodowej. Na szczególne uznanie zasługuje stworzony kompleksowy system uspołecznionej obsługi rolnictwa. Bowiem produkcja rolna i jej zbyt, jakby “obudowane” zostały sprawną siecią organizacji w postaci spółdzielczości wiejskiej oraz różnych zespołowych form ( kontraktacja, kooperacja itp.) współdziałania. Ten działający u nas wówczas system obsługi rolnictwa, mocno przypomina podobnie działający (i istniejący do dziś) w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej ( np. Francja ,Niemcy, Wielka Brytania, Kraje Skandynawskie). Na pozytywne podkreślenie zasługuje także wprowadzony w owym okresie – system rolniczych rent i emerytur oraz objęcie całej ludności wiejskiej opieką zdrowotną. Nie przypadkiem owe dokonania do dziś cieszą się uznaniem większości mieszkańców wsi, (zwłaszcza okres Gierkowski).
  • Rok 1989, jak wiadomo obwieścił wiele zmian w gospodarce i polityce rolnej. Większość z nich, niestety, trudno zaliczyć do pozytywnych. Przykładowo wymienić tu trzeba wspomniane wcześniej niszczenie wszystkich podmiotów gospodarki uspołecznionej,a głównie P.G.R. Poczynania owe przyczyniły się – pośrednio lub bezpośrednio – do powstania dotkliwych zjawisk negatywnych, wcześniej w P.L. w ogóle lub prawie wcale nieznanych. Np. bezrobocie, powiększająca się grupa ludności ubogiej, a także zwyczajny wyzysk. Na szczególne potępienie zasługuje fakt karygodnego zniszczenia PGR i innych podobnych gospodarstw uspołecznionych. Nawiasem mówiąc, za taką sprawę, decydenci tego wyczynu powinni wreszcie odpowiedzieć sądownie, bowiem uczynili oni wielu tysiącom ludzi ewidentną krzywdę. Spowodowali także niepowetowane szkody w dobrze działającej obsłudze rolnictwa.
  • Wstąpienie naszego kraju do UE, było aktem niewątpliwie korzystnym dla wsi i rolnictwa. Jednakże w tych nowych wymogach jakie postawiła UE, decydenci naszej polityki rolnej, nie bardzo dają sobie radę. Widać dowodnie, że brakuje w tym resorcie wybitnych postaci odpowiednio kompetentnych naukowców (poza krótkim okresem lat 2001-2005), chociaż w ogóle tacy na pewno w naszym kraju istnieją. Resort ten od lat trzymają Ludowcy, a ludzie nim zarządzający nie są wybitnymi znawcami tej materii. Tymczasem nasze rolnictwo jest trudne do zarządzania. Z jednej strony mamy do czynienia z większością gospodarstw małych i średnich (drobnotowarowych), z drugiej pojawiła się grupa (aczkolwiek niewielka) gospodarstw dużych. Te ostatnie powstały głównie po sprywatyzowaniu głównie PGR. W tej zróżnicowanej strukturze agrarnej powołane specjalne instytucje do obsługi rolnictwa ( jak Agencja Rynku Rolnego, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, “Elewarr” (do handlu zbożem) oraz resztki punktów odbioru mleka Spółdzielczości Mleczarskiej, daleko nie w pełni realizują swoje zadania. Instytucje owe zainteresowane są przede wszystkim obsługą dużych producentów, natomiast cała masa pozostałych (drobnych i średnich)pozostawione są zupełnie na łaskę tzw. wolnego rynku. W tej sytuacji duża część tych gospodarstw ogranicza swoją produkcję lub w ogóle z niej rezygnuje, bowiem nie mają one gdzie zbyć swoich ziemiopłodów. Tymczasem, aby w pełni zaopatrzyć kraj w żywność, w tej sytuacji istnieje konieczność jej importu ( który szacować można obecnie na ok. 25-30% ogółu tych potrzeb). W tych warunkach trudno jest mówić o samowystarczalności żywnościowej naszego rolnictwa, tym bardziej, że można iść na łatwiznę i kosztem naszych producentów stosować import z krajów UE.

Tymczasem UE prezentując zasady Wspólnej Polityki Rolnej, wyakcentowuje mocno podobne, które istniały zwłaszcza w ostatnich latach P.L. Zatem nasze rolnictwo, ażeby sprostać tym wymogom musi dostosować system obsługi rolnictwa do działającego w UE. Oznacza to, że należy odnowić poprzedni u nas działający ( odpowiednio go modyfikując) – bowiem jego zaniechanie i zniszczenie cofnęło nasz postęp modernizacyjny na wsi i w rolnictwie. Bez takiego podejścia do tych problemów skuteczne zmierzanie do podniesienia poziomu naszego rolnictwa do standardów UE niestety nie jest możliwe.

Porównując generalnie politykę i gospodarkę rolną z okresu zwłaszcza środkowych i częściowo późniejszych lat P.L. do obecnie stosowanej, to wypada ona niestety na niekorzyść tej ostatniej. Mamy bowiem i to prawie od pierwszych lat nowego ustroju, coraz bardziej zarysowujący się kryzys w tym dziale gospodarki narodowej. Świadczą o tym przede wszystkim wspomniane wyżej takie negatywne zjawiska jak bezrobocie (tendencja niestety wzrastająca), a wraz z nim wyzysk rolników, zwłaszcza drobnych i średnich producentów. Brak jakiejkolwiek kontroli odpowiednich agend państwowych nad cenami skupu i zbytu produktów rolnych , powoduje, że bezkarnie cała masa producentów podlega złodziejskiemu dyktatowi długiemu łańcuchowi pośredników. Sytuacja ta powoduje coraz trudniejszą egzystencję wielu tysięcy ludzi na wsi, którzy nierzadko znajdują się w trudnych warunkach materialnych lub często wręcz egzystują na skraju nędzy. Gdyby nie pomoc finansowa - choć daleko niewystarczająca z UE – a zwłaszcza uzyskane jeszcze za czasów Polski Ludowej uprawnienia socjalno – bytowe w postaci rent i emerytur oraz powszechnego ubezpieczenia ludności wiejskiej – to sytuacja byłaby wręcz tragiczna.

Ta obecna nieciekawa sytuacja w tym dziale gospodarki narodowej, nie wynika bynajmniej z trudności finansowych czy innych na zachodzie, lecz jest spowodowana jak gdyby na nasze własne życzenie przez nieudolne zachowywanie się decydentów polityki rolnej. Stan taki powoduje indolencja tych decydentów, którzy hołdują zasadom - “nic nie robienia”, “jakoś to będzie” oraz “zero państwa opiekuńczego”. Tymczasem nie musi tak być, bowiem nasze rolnictwo kryje nadal olbrzymi potencjał produkcyjny i społeczny, ponieważ nie jest on właściwie wykorzystywany. Lecz kierowanie naszą gospodarką rolną wymaga mądrej i elastycznej działalności – z efektywnym wykorzystaniem pomocy Unijnej – czego niestety u nas brakuje.

Marian Kargol, dr nauk ekonomiczno-rolniczych,

były działacz lewicowy organizacji społeczno-

politycznych, były nauczyciel akademicki, członek

Zespołu Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową.