Jak neoliberalizm bokiem nam wychodzi

Proszę Państwa, 13 września 2013 roku skończył się w Polsce neoliberalizm. Mam nadzieję że to zdanie znów ciałem się stanie. Parafraza J. Szczepkowskiej jest o tyle uprawniona że w dniu 13 września polski sejm znowelizował ustawę budżetową. Niby nic wielkiego, niedoszacowanie planu przychodów i wydatków, takie rzeczy zdarzają się, co prawda bardzo rzadko ale… u nas jest to związane z wieloma ważnymi wydarzeniami, związanymi z teorią gospodarczą. Nowelizacja odbyła się sprawnie, acz w atmosferze skandalu który zwyczajowo już wywołało PiS opuszczając sale sejmu przed głosowaniem nowelizacji najważniejszej corocznej Ustawy. W gruncie rzeczy było to nic nie znaczącą i nic nie wnoszącą demonstracją. Powodem niedoszacowania budżetu jest oczywiście kryzys gospodarczy, który podobno dotyka kraje zachodnie; a że gospodarki są połączone to nas kryzys dosięga również tyle, że zachód jakby (podobno) mniej. To pierwsza fałszywa informacja, dlaczego? Dlatego, że nasz potencjał ekonomiczny został ukierunkowany w stosunku do Zachodu usługowo. Wg. Adama Smitha przemysł rozumiany jako produkcja, bez usług obejść się nie może. To fakt, ale usługi w dobie kryzysu ogranicza się do niezbędnego minimum, co oczywiście uderza w usługodawcę – w tym wypadku Polskę. Ergo nasz “kryzys” nie został spowodowany klasycznym dla tej sytuacji zachwianiem stosunku podaży i popytu rynku wewnętrznego, ale trudnościami obcej gospodarki. Mamy niestety fakty próby bezrozumnego stosowania zabiegu w stosunku do mankamentów “wolnego rynku”. W takim stanie rzeczy śmieszne stają się nawoływania części ważnych ekonomistów do walki ze zjawiskiem kryzysu. O ile idea walki z kryzysem jest ze wszech miar słuszną, o tyle proponowane metody jego zwalczania są w istocie brane z księżyca, choć świadczą o znajomości podstaw ekonomii to świadczą również o kompletnym braku rozumienia mechanizmów gospodarczych jak również braku zrozumienia sensu stosowania tego ważnego instrumentu . Oto zakon ( na szczęście coraz mniej liczny) wyznawców neoliberalizmu woła o zwiększenie “dziury” budżetowej upatrując w tej operacji ratunku dla popytu wewnętrznego i pobudzenia gospodarki. Zgoda, tak nauczali klasycy, ale my bardzo dawno odeszliśmy od nauk starych choć zawsze obowiązujących zasad ekonomii, z jednej strony, z drugiej zaś upatruje się ratunku w stosowaniu tych metod. No to jak ? Zwiększanie deficytu to dobra, czy zła metoda na pobudzenie gospodarki i zniwelowanie sutków kryzysu. Pytanie tylko pozornie jest retoryczne, bo “wrzucenie dodatkowego grosza” do systemu gospodarczego zawsze spowoduje większy ruch na rynku. Tylko rodzi się pytanie na czyim rynku ??? Której gospodarce przyniesie ten kapitał zysk ??? Jakie obszary gospodarki zostaną pobudzone i kiedy osiągniemy zwrot z tej “inwestycji”? To ważne pytanie, ale kiedyś któryś z protagonistów “ekonomii balcerowiczowskiej” powiedział: “(…) Jeżeli polska produkcja będzie dla Polaków zbyt droga to tańszy towar kupimy sobie w innym kraju”. No i kupowaliśmy, aż wreszcie przyszedł czas końca zakupów u obcych. Nie mamy za co u nich kupować. W między czasie zlikwidowaliśmy własne zakłady produkcyjne. Efekt - dramatyczny spadek wpływów podatkowych do budżetu i konieczność dalszego zadłużania państwa. Faktem jest że głowny generator tego długu ( OFE) właśnie został wyłączony, ale to tylko ograniczy coroczny dramatycznie duży wzrost zadłużenia. Takich generatorów jest jeszcze sporo i nikt nie chce ich wyłączyć, ponieważ strach przed skutkami politycznymi nowatorskich zmian wyklucza jakiekolwiek racjonalne działania w dziedzinie gospodarki. Tym czasem mechanizmu inicjującego rozwój gospodarczy nie widać, a to znaczy, że nie ma instrumentów nie tylko do redukowania już istniejącego dugu państwowego ale przedewszystkim do zwiększania przychodów państwa. Czekają nas zatem wieloletnia stagnacja i systematyczne, wieczne, oszczędzanie. Taki stan rzeczy musi budzić i budzi sprzeciw społeczny ( co właśnie obserwujemy). Obywatele pozbawieni pracy są zdesperowani, ale co stokroć gorsze, zostali pozbawieni nadziei na lepszą przyszłość. To bardzo zła sytuacja. Zaś największy dramat jest taki, że rząd nie ma ani recepty ani nawet pomysłu na jakąkolwiek zmianę tej chorej sytuacji. Mam wrażenie że obecny rząd dokładnie zdaje sobie sprawę z własnej bezradności. Będzie on rządem trwania. W tych złych rzeczach najgorszą jest ta, że nie ma alternatywy dla tej chorej przecież sytuacji. Nieszczęście polega na tym, że tak naprawdę rządzącym nie zależy na jakichkolwiek mniej czy bardziej fundamentalnych zmianach. Zbędny wysiłek, bo co by się nie działo i tak oni będą wybrani do władz bo taka “cwana” jest ordynacja wyborcza. W zasadzie daje ona gwarancję dożywotniego bez wysiłkowego sprawowania władzy. Stare elity, to przeważanie kadłuby wypalone intelektualnie i zdegenerowane moralnie nie zdolne do podjęcia trudu koniecznych zmian. Śmieszne partyjki pączkujące w nadziei że głupi naród ich kupi mogą się przeliczyć, bo motywacje ich istnienia są poza sferą zainteresowań gospodaeczo ekonomicznych, ale to, że przepadnie parę osób nie daje Polakom żadnych szans na zmianę ich sytuacji materialnej. Nadzieja będąca przy liderze jednej partii, podobno lewicowej, prysnęła jak bańka mydlana, kiedy jej lider przelicytował i w jednej chwili bezpowrotnie stracił zaufanie swojego elektoratu a w oczach pozostałych ośmieszył się gwarantując sobie śmierć polityczną. Faktyczny brak prorozwojowego przywództwa odpowiadającego na oczekiwania społeczeństwa to fatalna perspektywa. Nawet lider Związków Zawodowych nie ma chęci na podjęcie się trudu naprawy rzeczpospolitej, być może jest to przejaw odpowiedzialności, bo Jego poprzedników wchłonęły odmęty władzy a po zajęciu ciepłych foteli zlali się z masą tych, przeciw którym niedawno prowadzili lud na barykady.

Parę lat wstecz, na początku kryzysu premier Szwecji zaapelował do swoich obywateli aby kupowali w miarę możliwości wyłącznie towary wyprodukowane w Szwecji bo to ograniczy recesję i spowolnienie gospodarcze. Szwedzi odpowiedzieli na apel i zadziałało. Nie słychać by Szwedzi narzekali na kryzys, choć guru polskiej myśli ekonomicznej pan dr hab. L. Balcerowicz już 20 lat temu pogrzebał “socjalistyczną” gospodarkę Skandynawii i Niemiec.

Naszemu wróżowi znów nie wyszło. Słaba to pociecha, bo nasi rządzący w dalszym ciągu zamiast obserwować i wyciągać wnioski, wolą stosować metodę poprawności politycznej i nie mając wiedzy na wszelki wypadek wolą omijać drażliwy temat o balcerowiczowskim sposobie gospodarki. I choć może rezygnacja z zabójczego dla gospodarki OFE jako pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, to koniec tego przeklętego systemu widać już bardzo wyraźnie. Po prostu dla polskiej gospodarki nie ma innego wyjścia jak zmiana systemu społeczni gospodarczego.

Z ostatniej chwili: MFW ustami Petru oznajmił właśnie, że będzie domagał się odszkodowania za umorzenie OFE-owskich obligacji skarbu państwa. To kolejne miliardy złotówek jakie niestety mogą wypłynąć z Polskiego budżetu. Mogą bo aspirujemy do krajów cywilizowanych i swoje zobowiązania płacimy. Prawda!!! Ale prawdą też jest, że żyją (szczęśliwie) ci dzięki którym będziemy mieli szanse udowodnienia swojej solidności i wypłacalności. Prawdą jest, że każda reforma niesie za sobą ryzyko polityczne. Ale tu nie ma ryzyka politycznego to hiper przekręt pod nadzorem MFW i BS od których trudno byłoby domagać się odszkodowań za udział w doprowadzeniu Polski do ruiny. Ale istnieje inna instytucja władna upomnieć się o naszą krzywdę. To Trybunał Stanu przed którym ( a następnie przed prokuratorem) mieliby szanse wykazać swoje “kompetencje” takie tuzy polskiej polityki jak Balcerowicz, Buzek, Hausner. Ta trójka otwiera jedynie długą listę polityków i “ekonomistów” którzy jako winni tego stanu rzeczy powinni Być osądzeni w sprawie zadłużenia państwa na wysokość TRZECH ROCZNYCH BUDŻETÓW POLSKI!!! Tj. około jednego biliona złotych. Ci faceci żyją i mają się dobrze i wiedzą że są winni (muszą wiedzieć bo jak wykazują ich dyplomy potrafią myśleć. Całe to towarzystwo powinno zapłacić za straty jakie w skutek ich kompetencji poniósł skarb państwa. I nie uchronią ich smutne teksty które uwolniły od odpowiedzialności karnej pana Lewandowskiego, który oświadczył w prokuraturze, że nie mógł wiedzieć jakie skutki gospodarcze spowoduje szaleństwo prywatyzacyjne jakie odbyło się pod jego nadzorem, bo “nikt do tej pory nie likwidował komunizmu”. Tu odbywała się likwidacja suwerenność państwa, rękami ludzi obdarowanych najwyższymi tytułami, honorami i najwyższym zaufaniem społecznym. Za głupi błąd w PIT – U.S. bezwzględnie karze prostych ludzi. Pseudo reformy nie były wprowadzane przez prostych ludzi, aż boję się myśleć co będzie się działo na tym procesie, ale albo przeżyjemy oczyszczające katharsis albo przestaniemy istnieć.

Adam Zbigniew Gusiew