Pamiętajcie o ogrodach…

Wydawać by się mogło że temat ogródków działkowych jest już trochę nie na czasie. Temat jest jednak i aktualny i bolesny i niezałatwiony. Brak reakcji w stosownym czasie potwierdza tezę, że jest to nadal trudna sprawa, którą rząd odkłada na później. Tymczasem ktoś w oparach świętego spokoju ze strony rządu realizuje obstalunek biznesowy. Kto to jest ów ktoś?

Wychodzi na to, że ten ktoś ma długie łapy, wielkie możliwości, jest ogromnie łasy na pieniądze, których nie potrafi zarobić w uczciwy sposób. Ten ktoś ciągle “mąci wodę” i stara się w tym mącie łowić swoje interesiki. Tym razem przedmiotem jego “troski” stały się ogródki działkowe. Chodzi mu o to, aby pozbawić działkowców ich od lat uprawianych poletek.

Wszystkie powojenne władze w Polsce wiedziały, że ludowi trzeba nieco “odpuścić”. Od dawna “dobra władza” rozdawała ludowi mało ważne przywileje, m.in. przywilej posiadania działki ogrodniczej. To ważny datek. Sam pamiętam jak ważną pozycję w budżecie domowym stanowiła 500-metrowa działka ogrodnicza, którą po wojnie moi rodzice dostali na Mokotowie. Drzewa owocowe, krzewy, krzewinki, warzywa, świeże owoce przez całe lato, soki, przetwory na całą zimę. Wtedy po wojnie było to poważne zaplecze aprowizacyjne dla milionów ludzi w całej Polsce.

Dziś działki oprócz tradycyjnego zaopatrzenia ich właścicieli w różne frukta oferują tzw. aktywny wypoczynek. Działki to niwa hobbystów, a wreszcie miejsce najzwyklejszego wypoczynku dla ludzi, którym z różnych powodów inna forma relaksu na świeżym powietrzu jest po prostu niedostępna. Działki mają swój niepowtarzalny charakter i swoisty całkiem unikany mikroklimat. W największy skwar wystarczy przestąpić próg bramy działek by ogarnął nas cudowny chłód, taki jaki można dostać tylko od wielkiej ilości drzew.

e niewielkie działeczki to przeważnie perełki architektury zieleni, dla niektórych pełnią również funkcję mieszkalną. Ten fakt “nagle” odkryty i podany do szerokich rzesz opinii publicznej miał zapewne oburzyć (czytaj podburzyć społeczeństwo), i wystąpić przeciwko samowoli działkowców. Chyba się nie udało. Nie udało się pewnie dlatego że żyje wielu podobnych do mnie obywateli, którzy po wojnie doświadczali braku mieszkań.

Na działkach przeważnie mieszkali ludzie starzy, samotni, biedni, którzy nie umieli bądź nie mieli możliwości zmian swojego losu. Nikogo to nie dziwiło, nie oburzało. Pamiętam jak ojciec z matką przed każdymi świętami szykowali sporą paczkę, z wędlinami, wszelkimi wiktuałami, ciastem, i kazali tę pakę zanieść na działki dla pani Gieltowej. Może ktoś pamięta tę staruszkę zamieszkiwała na działkach między ul. Odyńca a Racławicką. O ile dobrze pamiętam, Zarząd Ogrodów Działkowych nie tylko akceptował tą sytuację, ale wyznaczał dyżury opiekujących się staruszkami.

Dziś, twórcy współczesnych “dziadów” chcą często niezamożnych działkowców wyrzucić z ich altan i ogródków. Po upływie dziesiątków lat sędziowie Trybunału Konstytucyjnego “zauważyli” że zapisy w ustawie o Pracowniczych Ogrodach Działkowych są niezgodne z konstytucją. Przyjmijmy także, że to oni sami a nie lobby deweloperskie kazało T.K. zająć się tą sprawą. Oczekujemy więc od uczonych mężów z T.K. zdrowego rozsądku, który nakazywałby poprawienie formalnego jak dzisiaj się okazuje błędu kazuistycznego bez robienia awantury na cały świat, narażając się po raz kolejny na śmieszność.

Po raz kolejny? Tak! Po raz pierwszy to Sąd Najwyższy skompromitował się przy sprawie pani Trawny, która po skorzystaniu ze wszystkich możliwych dobrodziejstw finansowych czasu Edwarda Gierka i Willy Brandta zdała majątek na skarb państwa wzięła kasę od Brandta i jako przesiedleniec z własnej woli (nie mylić z przymusowym wysiedleniem), określiła się jako Niemka i wybrała wolność na zachodzie. Jednak po latach pani Trawny postanowiła wrócić do Polski. Oczywiście - czemu nie. Pani Trawny zaczęła więc żądać tego czego się zrzekła i za co już wzięła pieniądze.

Pominę już znane wszystkim korowody prawne dotyczące rugowanych, prawowitych mieszkańców posesji. Posesji nadanej zgodnie z polskim prawem przez państwo polskie polskiemu obywatelowi. Pamiętamy przy tym tak liczne a nic nie warte deklaracje polityków poparcia i wsparcia dla wypędzanych. Okazało się, że Sąd Najwyższy przyznał Trawny prawo do majątku.

Dlaczego uważam, że ten Sąd oszukał Moskalików? Bo od niepamiętnych czasów jeżeli ktoś włada cudzą własnością w dobrej wierze, (uzyskują prawo do użytkowania nieruchomości a tak było z Moskalikami), to użytkownicy po nieustannym 20-letnim władaniu stają się w myśl Kodeksu Cywilnego właścicielami nieruchomości. (Moskalikowie władali nieruchomością w dobrej wierze przez niemal 30 lat). O co więc chodzi!? Temida co prawda jest ślepa, ale sędziowie powinni umieć pisać i czytać tekst ze zrozumieniem. Sędziom tymczasem wystarczył fakt że jakiś urzędas nie dokonał formalnego wpisu do K.W. mimo że istniała taka dyspozycja. To jest właśnie prawo po polsku. Tak polski sąd traktuje swoich obywateli.

To są elementarne niezbywalne obowiązki każdego cywilizowanego państwa, które to państwo z mocy prawa zobowiązane jest stosować prawo dla pożytku społeczeństwa z woli i w imieniu którego sprawuje służbę prawną na terenie III RP. Działkowcy mają pecha, ponieważ są beneficjentami “dóbr”, które nadała im niewłaściwa władza i sami są niewłaściwi, bo żyli w złych czasach. .

Chodzi tu jeszcze o coś innego. Działkowcy działają niezgodnie z konstytucją, więc pomajstrujemy trochę przy prawie, ale tak sprytnie, żeby po kilku latach już w majestacie prawa odebrać działkowiczom to czym władają od pokoleń. I na koniec. Nie jestem działkowcem, ale nie wierzę władzy, która dziś mówi o małej istotności zmian jakich trzeba dokonać aby wszystko było O.K. i lega artis. Działkowcy strzeżcie się tych, którzy knowają, działając niby to w waszym interesie.

Adam Zbigniew Gusiew