Na śmierć Polskiego generała, Wojciecha Jaruzelskiego herbu Ślepowron – Korwin

 

Nie ma nic bardziej pokręconego niż losy polskich patriotów. Już sama definicja patrioty ma w naszej etymologii biegunowo różne konotacje, co daje możliwość skrajnie różnych ocen i opinii w tej samej sprawie. Zadaniem badań etymologicznych jest odtworzenie wyrazu, wykrycie pierwotnego znaczenia, wyjaśnienie jego rozwoju semantycznego i objaśnienie struktury morfologicznej. Rozbieżne zdania w tej kwestii upoważniają mnie do rezygnacji z formułowania kwiecistych peanów. Dlatego zamiast panegiryków czy epitafiów tych słów kilkoro niech będzie moją opinią w sprawie postawy Generała.

Na początek dla porządku. O zasługach nie będzie, ale to co wykonał IPN w sprawie pochówku generała, prezydenta, premiera powinno być przyczyną natychmiastowej likwidacji tej szkodliwej społecznie instytucji, która nieustannie kompromituje siebie i Polaków, w dodatku robi to za nasze budżetowe pieniądze. Na jakiej podstawie to stado pokręconych politykantów ośmiela się wyrażać stanowisko w tej sprawie? Kim jest ta efemeryda? INKWIZYCJĄ?!

Wyobraźmy sobie że podobne dokonania jak generał miałby pan prezydent Kaczyński. Wtedy IPN postulowałby jak sądzę zbudowanie drugiego Wawelu, bo sąsiedztwo grobów królewskich uwłaczałaby “godności” jegomości. Mam prawo do takiego stanowiska, bo o zmarłych albo dobrze albo wcale, więc ja korzystam z prawa do słownej retorsji w kwestii zasadniczej. Otóż pomijam wszystkie aspekty kwestii patriotycznej prócz tej, że rzecz dotyczy polskiego szlachcica. Zgodnie z wykładnią IPN generał Jaruzelski nie ma prawa do pochówku na cmentarzu wojskowym z ceremoniałem państwowym.

Gen. W. Jaruzelski miał wiedzę o nieskutecznych działaniach patriotów z Czech, Węgier i Niemiec. Zaordynował więc własną wersję rozstania się z ZSRR. Jak się okazało, obrana polityka była nie tylko skuteczną, ale i bezkrwawą, co jak sądzę najbardziej rozsierdziło “opozycjonistów”, bo co to za zwycięstwo nad mocarstwem, które nie było okupione choćby zniszczeniem miasta czy hekatombą ludności cywilnej. Brak ofiar upoważnia rodzimych bez mózgów choć z tytułami szacownych uczelni do twierdzenia, że wielki czerwony oddał władzę bo chciał i nic do tego Jaruzelskiemu.

Dziś każdy może głosić swobodnie brednie jakie mu tylko przyjdą do głowy. Musi wszak pamiętać, że to zasługa Jaruzelskiego właśnie, bo gdyby Polska miała jakiegoś Nicolae Ceaușescu czy Todora Żiwkowa, który w połowie lat sześćdziesiątych złożył Nikicie Chruszczowowi propozycję włączenia Bułgarii w skład ZSRR, lub Gustava Husaka nie akceptującego przemian praskiej wiosny, popierającego interwencję wojsk Układu Warszawskiego w sierpniu 1968 r., skutkiem czego został przywódcą Komunistycznej Partii Czechosłowacji, a w 1975 r. prezydentem kraju, wtedy tzw. opozycjoniści byliby szczęśliwi, ale chyba wcześniej martwi.

Tylko że szlachcic nigdy się nie zniży się do zdrady własnego narodu, i nikt jej Jaruzelskiemu nie przypisze, wszak wystarczyło mieć nie Jaruzelskiego a Husaka i już radziecka grupa armii północ stacjonująca wzdłuż zachodniej granicy Polski od Świnoujścia do Zgorzelca - pół miliona mołojców - nim by się ktoś obejrzał, zajęłaby Warszawę nie od wschodniej a od zachodniej granicy. I trzask prask cała opozycja razem z IPN-em wąchała by kwiatki od spodu. Wtedy można by męczennikom stawiać pomniki, martyrologia lepsza od tej z Powstania Warszawskiego, tylko nie wiadomo czy byłoby komu obchodzić te święta.

Tę wersję wydarzeń IPN-owcy odrzucają jak zadżumioną szmatę i wykazują nagle dobrą wolę tych, z którymi od wieków Polska wojowała. O wojowaniu też trzeba mieć pojęcie. IPN go nie ma. Jak się okazało, jedynie generał Jaruzelski wśród przywódców krajów demokracji ludowej miał tę umiejętność, której Mu IPN dziś odmawia, ergo odmawia należnych zasług. Generał był postacią “wielobarwną”, ale nie zdrajcą czy też mordercą. Kierownicze funkcje w państwie niedemokratycznym to wyjątkowo trudne zadanie. Jeśli cię gówno otacza, musisz się nim ubabrać i nie ma innej rady.

Polityka to zajęcie brudne i na pewno nie uprawiają jej ministranci (choć Jaruzelski kiedyś nim był). Polityka i czyste ręce to herezja, ale ręce można umyć a dziwką trzeba się urodzić i z całą pewnością nie był nią szlachcic, prezydent i premier naszego państwa, jak na razie ostatni mąż stanu generał Wojciech Jaruzelski.

Cześć Jego Pamięci

Adam Gusiew Zbigniew