Awantura o Instytut Pamięci Narodowej

Przyjemnie jest mieć wrażenie że jednak Polska do końca nie zwariowała. Przyjemnie jest mieć wrażenie ze samemu się nie zwariowało i parę ważnych osób w kraju myśli podobnie. Może mniej przyjemnie, że rzeczy nie nazywa się po imieniu, ale idzie o sprawę a nie o ich nazywanie. Co to za rzecz, o której dziś wszyscy wymownie milczą? To awantura z IPN-em, który ma szanse znaleźć się tam, gdzie jego miejsce, czyli na bruku. Stało się tak po sprzedaży budynku którego właściciel postanowił się pozbyć “prominentnego” lokatora.

Ach ten kapitalizm! za komuny coś podobnego nigdy nie mogło by się wydarzyć. Ale widać resztki szacunku do “szacownej” instytucji wygasły nawet w rządzących. Tak więc IPN - fora z państwowego dwora! Ktoś mądry powiedział, że przecież PiS może przygarnąć ich do swojej siedziby. Dlaczego nie może? PiS powinien przygarnąć swój twór do swojej piersi albowiem jego dokonania są bliźniacze dokonaniom komisji Maciarewicza. Efekty jego “pracy” nieustannie budzą taki sam niesmak, zażenowanie, wstyd.

Nie ma więc żadnych przeszkód, by instytucje te połączyły swoje “twórcze” siły. Gmaszysko PiS-u ogromne, pis po “redukcjach” maleńki, spokojnie się pomieszczą jeszcze pewnie zostanie na odnajęcie piętra. Przypomnijmy, straszydło to ewoluowało (jeśli można tak się wyrazić) z niekwestionowanej potrzeby ścigania zbrodni, dokonanych na narodzie polskim przez Niemców, których później zamieniono na hitlerowców.

W 1991 poszerzono zakres badań Komisji, zmieniając jej nazwę na Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ta z kolei została postawiona w stan likwidacji Ustawą z 1998, a jej dokumentację przejęła nowo powołana instytucja Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W kolejnych przekształceniach zachodzących na przestrzeni półwiecza widać zachodzące zmiany: od badania zbrodni niemieckich, potem hitlerowskich, poprzez dodanie członu "pamięci narodowej", zastąpienie wyrazu "hitlerowskich" wyrazami "przeciw narodowi polskiemu", wreszcie zastąpienie wyrazu "badania" wyrazem "ścigania".

To jedyny w świecie instytut, który ściga tych którzy współpracowali z legalnymi organami państwa. Państwa uznanego przez wszystkie inne państwa i organizacje demokratycznego świata. Ci wszyscy są przestępcami oczywiście tylko w chorych umysłach specjalistów od manipulacji faktami historycznymi z IPN-u. Z przesłania “ścigaczy” wynika, że jedynie pracownicy IPN-u i niektórzy z PiS-u to uczciwi prawdziwi Polacy i katolicy. W dalszym ciągu modyfikacji tej instytucji zmiany należałoby dokonać w samej nazwie. A mianowicie instytut nienawiści narodowej.

“Naukowcy” w tym “instytucie” wyspecjalizowali się w obrzucaniu gównem wszystkich, którzy staną im na drodze. A stanąć można np. wypowiadając się nie po myśli “naukowców” lub ich politycznych popleczników. Ot i cud!!! Nagle odnajdują kwity na tego na kogo akurat potrzeba, nieważne kto, naukowiec, aktor, sędzia ksiądz a ostatnio nawet ostatni dowódca powstańców z A.K. Pan generał Ścibor Rylski. Pozbawienie możliwości działania tej “firmy” to może niezbyt odważne działanie, ale pal sześć metodę, byle się stało.

Kilka lat temu pisałem, że wszystkie dokumenty z okresu od 1945 roku powinny być utajnione, podobnie jak w Wielkiej Brytanii na 75 a jak potrzeba to i na 100 lat. Dawanie chłopcom w krótkich spodenkach dostępu do niesłychanie drażliwych materiałów prowadzi do dezintegracji całego społeczeństwa. Chłopcy ustawili się w pozycji sędziów ludzi żyjących w bodaj najtrudniejszym okresie historii Europy. Ty dobry - ty do gazu. Mamy całe zastępy doktorów historii, którzy bez wahania skazują ludzi na śmierć cywilną.

Tak więc ocena morale tych ludzi wypada fatalnie. Jeszcze gorzej wypada ocena dorobku “naukowego” Instytutu. Cała seria dokonań, poczynając od obrażania prezydenta Lecha Wałęsy. Brak jest w słowniku cywilizowanych ludzi dostatecznie obraźliwych przymiotników dla określenia dorobku tych naukowców. “Naukowcy” ci chętnie sięgają do publicznej kasy na ten rok to 223,2 mln zł. Na co te pieniądze? A no trzeba było np. udowodnić narodowi, że gen Sikorski został zamordowany. Ekshumacja, transport z niesłychaną pompą, sekcja w instytucie medycyny sądowej. I… niezamordowany.

Kolega “opozycjonistów” z Krakowa, kandydat prawicy na ołtarze student Pyjas, miał być zamordowany przez SB. Ekshumacja, ponowna sekcja i… SB niewinne, Wyniki imponujące. Ale prawdę o L. Wałęsie, W. Sikorskim, czy Pyjasie wszyscy Polacy dawno dobrze znali. Więc po jakie licho wydajemy z budżetu ciężkie miliony? Inną dziedziną, w której wykazuje się IPN, to historia tuż powojenna. Największym dokonaniem Instytutu to uznanie ludzi mordujących reprezentantów władzy nadanej przez koalicjantów antyhitlerowskich za “żołnierzy wyklętych”. Jako humanista jestem gotów wybaczyć młodym chłopcom brak rozumu i rozsądku, gdy podpuszczeni przez skłócony rząd londyński, strzelali do przedstawicieli legalnych władz. Ale bezwzględnie odmawiam im prawa do kombatanctwa.

Tak więc dorobek pionu śledczego, naukowego i historycznego IPN, choć kosztuje krocie, faktycznie niczego nie wnosi, nikogo nie interesuje, ergo jest niepotrzebny. Nikogo też nie interesuje szczucie ludzi, przyczepianie im łatek lustracyjnych’ koloryzowanie lub wręcz fałszowanie historii. Dlatego postuluję zawieszenie działania IPN –u na okres 100 lat od wydarzeń, których badań wymaga prawda historyczna, nie mająca jednak nic wspólnego z prawdą IPN-u.

Jeżeli nawet okaże się że to “horrendalna” pomyłka rządu i nikt IPN-u nie chce skrzywdzić wyrzucając go na bruk, to mam nadzieję, że czas tej “instytucji” jest policzony. Mam nadzieję, że przyszłe rządy lewicy skutecznie i raz na zawsze pozbędą się tej uwierającej zadry, mieszającej i mącącej narodową kadź. Oczywiście mówiąc o lewicy nie myślę o trwożliwej, zachowawczej i proklerykalnej SLD. Myślę tu o odrodzonej, zintegrowanej nowej lewicy.

Adam Zbignie Gusiew