Maksymilian Podstawski

Do czego nam w Polsce potrzebny neoliberalizm?

Quousque tandem?

Rok bieżący ustanowiony został Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym. Obchodzony jest więc również w Polsce. Uroczystości w naszym kraju zapowiadają się bardzo bogato.

Jeśli pominąć – z konieczności – długą i bogatą historię liberalizmu oraz różny sens nadawany temu pojęciu w ekonomii i polityce (a nawet w poszczególnych krajach), można śmiało powiedzieć, że prawdziwy liberalizm to filozofia, która nawiązuje do koncepcji Adama Smitha (1723-1790). A. Smith uznawany jest za twórcę teorii ekonomicznego liberalizmu. Równocześnie jednak - co z całą mocą należy podkreślić – dostrzegał on potrzebę aktywnej polityki państwa. Natomiast doktryna neoliberalizmu rolę państwa sprowadza do minimum, jest więc zdecydowanym odejściem od liberalizmu. Neoliberalizm powstał na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Poddaje krytyce dominujące od czasu Wielkiego Kryzysu teorie keynesowskie. Postuluje powrót do wolnego rynku i zdecydowane ograniczenie ingerencji państwa w gospodarkę. (Teoretycy neoliberalizmu to m.in: Friedrich Hayek, Milton Friedman, Frank Knight, George Stigler). Poglądy te nabrały na znaczeniu dopiero w latach 80. ubiegłego stulecia, kiedy to zachodni politycy (Margaret Thatcher i Ronald Reagan), nie potrafiąc uporać się z inflacją, będącą skutkiem kryzysów naftowych, podejmowali błędne decyzje, zrzucając ciężar walki z trudną sytuacją gospodarczą na barki swych społeczeństw. Prawdziwy, nawiązujący do A. Smitha, liberalizm poszukiwał jednak nadal rzeczywistych schorzeń gospodarki rynkowej i środków zaradczych. Uwieńczeniem tego procesu poszukiwań i przypomnieniem prawdziwych ideałów liberalizmu był Rzymski Manifest Międzynarodówki Liberalnej z roku 1981, w którym czytamy: “Nie można realizować ideałów liberalizmu: wolności osobistej, swobody inicjatywy, tolerancji w sytuacji, gdy istnieją wielkie obszary bezrobocia i biedy, gdy społeczeństwo nie ma zapewnionej opieki medycznej, nie ma zapewnionego dostępu do edukacji i do innych dóbr publicznych”.A/

Artykuł 2. naszej Konstytucji głosi, że “Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. A artykuł 20. Konstytucji: “Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Obydwa cytowane artykuły zakładają sprawiedliwość społeczną i demokrację. Czy jednak w ustroju neoliberalnym, który z samego założenia nie realizuje zasad sprawiedliwości społecznej, możliwa jest sprawiedliwość społeczna i demokracja? Wprowadzona do naszej konstytucji zasada społecznej gospodarki rynkowej to koncepcja liberalna (patrz: ordoliberalizm), ale jednocześnie absolutnie wroga neoliberalizmowi. Jak w ogóle doszło do tego, że neoliberalizm w Polsce zatriumfował i czy wprowadzono go do naszego kraju zgodnie z regułami demokracji? W 1989 r. elity polityczne rozpoczęły po wyborach czerwcowych realizację reform nie przewidzianych, nie oczekiwanych przez olbrzymią większość społeczeństwa i nie zapowiadanych w programach wyborczych ówczesnej “solidarnościowej” opozycji. Programy, na które głosowali wyborcy nie zapowiadały totalnej prywatyzacji i budowy dzikiego kapitalizmu. Nastąpiło wyraźne odejście od programu Solidarności głoszonego w czasie kampanii. Można oczywiście z powodzeniem bronić tezy, że idea prywatyzacji zwyciężyła, bo poprzedni system ekonomiczny okazał się niewydolny. Jednak, gdy rozpoczynano reformy, nikt co prawda gwałtownie nie protestował, ale wybór metod transformacji od początku budził poważne wątpliwości i zasługiwał na dyskusję. Profesor Tadeusz Kowalik w swej książce pt. “www.polska transformacja.pl” omawia ówczesne poglądy i stanowiska polityków i doradców Solidarności. Pisze, że Jacek Kuroń wspominał później, że Ryszard Bugaj podczas spotkania z guru neoliberalnej ekonomii Jeffreyem Sachsem powiedział: “co za bzdury ten facet opowiada”.1/ Jeffrey Sachs, w przeciwieństwie do Leszka Balcerowicza - zmienił poglądy i krytykuje obecnie to, co wcześniej radził w Boliwii, Wenezueli i w Polsce, ale dla nas – po tylu latach neoliberalnej transformacji - pociecha to niewielka. Kowalik, lewicowy doradca Solidarności, uważa, że nie brano wówczas w ogóle pod uwagę możliwych planów alternatywnych przedstawionych w raporcie polskich ekonomistów z wyjazdu do Szwecji w 1989 r. Wśród bardzo wielu alternatywnych propozycji istniały m.in. opracowania i książki Janosa Kornaia, Włodzimierza Brusa i Kazimierza Łaskiego. Są na świecie przykłady państw, którym – na ich szczęście - udało się nie pójść neoliberalną drogą, do nich w Europie należy Słowenia, która rozwija się szybciej niż Polska. (PKB per capita w r. 2009 w Polsce - 17.800 US $, w Słowenii – 28.200 US $, dane z portalu CIA). Nie tylko więc w zacofanych Chinach i Wietnamie możliwe było stopniowe i pomyślne przejście do gospodarki rynkowej. W Polsce wybrano wariant najgorszy z możliwych, który nie uwzględniał kosztów społecznych transformacji. “Szokowa operacja oznaczała zgodę na wprowadzenie do Polski najgorszej odmiany kapitalizmu”.2/ Charakterystyczne dla tamtego czasu przełomu było także zachowanie dawnego establishmentu politycznego; władza centralna dziwnie łatwo pogodziła się z przegraną wyborów z 4 czerwca 1989 r.; uwłaszczali się zarówno ludzie poprzedniego systemu jak i aktywiści solidarnościowi. A przekształcenia własnościowe miały charakter elitarny. “Tempo prywatyzacji malało w miarę upływu czasu. Najmniej prywatyzowano za rządów koalicji SLD-PSL, a następnie rządów Jarosława i Lecha Kaczyńskich”.3/ Wszyscy uczestnicy Okrągłego Stołu (6 luty – 5 kwiecień 1989) bardzo szybko i radykalnie odeszli od wspólnych ustaleń dotyczących ewolucyjnych zmian systemu politycznego i ekonomicznego. Generał Wojciech Jaruzelski w jednym z niedawno udzielonych wywiadów powiedział: “Reformy Balcerowicza podpisywałem jako prezydent. W wielu przypadkach ludzie mojego obozu mieli do mnie o to pretensje. Najbardziej zostały poszkodowane Pegeery. Przekształcenia nie powinny spowodować takich spustoszeń... Mam świadomość, że podpisując owe ustawy nie miałem wiedzy o tych konsekwencjach”.4/ Pakiet reform Balcerowicza wprowadził mocą ustaw sejm kontraktowy, w którym większość posiadali posłowie lewicy. Balcerowicz przedstawił swoje propozycje, ale decyzje podejmował Sejm, który mógł je przecież odrzucić. Posłowie posiadali ekspertów i doradców, którzy mogli w danych kwestiach proponować inne rozwiązania i przewidywać skutki społeczne wprowadzanych reform. Premier Mazowiecki szukając polskiego Erharda i wyznawcę społecznej gospodarki rynkowej, zatrudnił skrajnego liberała. W swych głównych postulatach Solidarność stała na pozycjach przeciwnych planowi jaki ostatecznie zaakceptowała, planowi, który stał się także przeciwieństwem poglądów samego Balcerowicza sprzed 10 lat, a więc przed jego pobytem na stypendium Fulbrighta w USA (opowiadał się wówczas za przystosowaną do polskich warunków społeczną gospodarką rynkową). Wielu jednak działaczy politycznych zadowolonych było z tego, że Solidarność przejęła na siebie społeczne koszty tych reform i całe odium, które na nią spadło.5/ We wrześniu 1989 r. premier Tadeusz Mazowiecki zadeklarował chęć budowy społecznej gospodarki rynkowej, a kilka lat później uchwalono w Konstytucji, że podstawą ustroju społeczno – gospodarczego Polski ma być właśnie społeczna gospodarka rynkowa. Profesor Kołodko (wicepremier, członek socjaldemokratycznego rządu, 1994-1997 i 2002 - 2003) uważa, że deklaracja budowy społecznej gospodarki rynkowej rzucona zostało zbyt łatwo. W pewnych okresach – twierdzi - próbowaliśmy w Polsce stworzyć taki system, ale bez sukcesu; gdyż społeczną gospodarkę rynkową buduje się “ciągłym i znojnym wysiłkiem przez pokolenie, a może nawet przez dwa”, na co wskazują doświadczenia demokracji zachodnich, zwłaszcza skandynawskich. (Erhard zbudował ją w Niemczech dość szybko?!, M.P.). Zabrakło zresztą woli politycznej co do realizacji tego zapisu Ustawy Zasadniczej, bowiem celem neoliberalizmu jest gospodarka, przy której nieliczni mają wzbogacać się kosztem licznych. W Polsce działa zupełnie nieźle taka właśnie gospodarka rynkowa i działa lepiej niż demokracja, gdyż ta pozostawia wciąż wiele do życzenia. W przyszłości – zdaniem Kołodki - nie można jednak zrezygnować z ambitnego zamiaru utworzenia w Polsce społecznej gospodarki rynkowej i ustroju który ma służyć zaspokajaniu ludzkich potrzeb. Ustrój ten ma być zarazem efektywny i sprawiedliwy.6/ Inaczej niż Kołodko, Kowalik uważa, że w Polsce od samego początku możliwe było wprowadzenie bardziej sprawiedliwej gospodarki rynkowej. Kowalik dostarcza tu wielu argumentów i przywołuje m.in. wypowiedzi amerykańskiego liberalnego ekonomisty Josepha Stiglitza, który w jednej z nich wyraził następujący pogląd: “Uważam, że gospodarki krajów posocjalistycznych są w wyjątkowej sytuacji, mając możliwość stworzenia takiej równości własności bogactwa, która jest nieosiągalna być może w innych gospodarkach rynkowych. Często formułowany cel “kapitalizmu ludowego” może rzeczywiście znajdować się w zasięgu ręki, w sposób, który w innych krajach jest trudny do pomyślenia z uwagi na istniejącą koncentrację własności. Kraje posocjalistyczne nie powinny utracić okazji dokonania reform, które są osiągalne”.7/ Zarówno Kołodko, jak i Kowalik są natomiast zdecydowanie zgodni co do tego, że w Polsce należy podjąć jak najszybciej reformy socjalne i wprowadzić w życie konstytucyjny zapis o społecznej gospodarce rynkowej. Z kolei profesor Paweł Bożyk wyraża pogląd, że koncepcja społecznej gospodarki rynkowej powstała wówczas, gdy istniały jeszcze pozory prawdziwego wolnego rynku, a korporacje ponadnarodowe dopiero podnosiły głowę. Koncepcja ta później ewoluowała, w najciekawszym i najbardziej pożądanym kierunku w Szwecji, przy czym społeczna gospodarka rynkowa w wydaniu szwedzkim różniła się od samego początku od ordoliberalizmu w Niemczech. (Szwedzi odrzucili bowiem zdecydowanie twierdzenie Simona Kuznetsa z 1955 r., iż nierówność w dochodach stanowi siłę rozwojową gospodarki rynkowej. Wręcz przeciwnie, starali się wykorzystać swego rodzaju egalitaryzm do podnoszenia poziomu konkurencyjności i rozwoju gospodarki). W chwili obecnej, od wielu lat, wolny rynek już nie istnieje. Dziś rynkiem rządzą porozumienia między korporacjami transnarodowymi. Ideologia wolnego rynku i jego rzekome korzyści to “wymyślony przez korporacje transnarodowe narkotyk dla maluczkich, upowszechniany w warunkach globalizacji w Europie Środkowej i Wschodniej, a także w Trzecim Świecie”. W tych okolicznościach, aby wprowadzić społeczną gospodarkę rynkową, powinna zostać zdecydowanie wzmocniona rola państwa, gdyż w okresie transformacji w Polsce została ona przez neoliberałów zmarginalizowana.8/

W świetle powyższego, bardzo krótkiego wyjaśnienia wymaga pojęcie społecznej gospodarki rynkowej. Pojęcie to wprowadzili w latach 30. i 40. ubiegłego wieku w Niemczech przedstawiciele ordoliberalizmu - liberalizmu uporządkowanego, m.in. Walter Eucken i A. Müller-Armack. Był to system oparty na wolnym rynku i własności prywatnej oraz na katolickiej nauce o naturze człowieka. Pojęcie społecznej gospodarki rynkowej kojarzone jest przede wszystkim z tzw. “cudem gospodarczym” w Niemczech zachodnich w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia i nazwiskiem Ludwiga Erharda. W systemie tym rynek nie powinien być zawłaszczany ani przez państwo ani przez biznes. Państwo nie steruje gospodarką, ale jest czymś więcej niż “nocnym stróżem”. Ingerencja państwa w gospodarkę jest usprawiedliwiona w celu przeciwdziałania nieefektywności wolnego rynku oraz prowadzenia polityki socjalnej i podziałowej. Społeczna gospodarka rynkowa utrzymać ma wysoki wzrost gospodarczy, niski wskaźnik inflacji oraz niski poziom bezrobocia. Społeczna gospodarka rynkowa oznacza ład gospodarczy, który w warunkach globalizacji i integracji jest podstawą harmonijnego rozwoju. Brak tego ładu powoduje osłabienie dynamizmu gospodarczego i narastanie konfliktów społecznych.9/

Społeczna gospodarka rynkowa związana jest z demokracją. Profesor Jerzy Zajadło, prawnik i filozof w jednej osobie, rozróżnia dwa aspekty demokracji: pierwszy - to sposób kreowania władz państwa i sprawowania władzy (aspekt proceduralny); drugi – to upodmiotowienie społeczeństwa, czyli proces, który zwykło się nazywać tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego (aspekt przedmiotowy). Uważa on, że o ile w warstwie proceduralnej system nasz jest demokratyczny, to w drugiej już nie. Zawodzi u nas demokracja społeczna. Po wyborach następuje odejście od programów głoszonych podczas kampanii. Ważnym atrybutem demokracji jest wolność słowa. Wolność słowa można zapewnić ustawowo, ale muszą istnieć warunki, aby z niej korzystać. Aby wydawać “wolne” media potrzebne są środki materialne. Pytanie brzmi, czy pogoń za zyskiem i realne interesy właściciela mediów nie ograniczają demokracji? Media stanowią zagrożenie dla demokracji nie tylko dlatego, że coraz częściej motorem ich działalności staje się zysk i interesy właściciela lub jego środowiska. Media, zwłaszcza te elektroniczne, kształtują nie mającego własnego zdania bezmyślnego człowieka, swoistego “homo videns”. Nie ma jednak mowy – zdaniem Zajadło - o strukturalnym kryzysie demokracji lecz o komercjalizacji systemu politycznego i wynaturzaniu się demokracji. Kiedyś słuchało się agitacji wyborczej na wiecach, dziś płynie ona z ekranów telewizyjnych i radia. Tu należałoby szukać źródeł tego, że po 1989 r. nie powstało w Polsce społeczeństwo obywatelskie. Państwo uczyniło bardzo mało, aby ukształtować takie społeczeństwo. Skomplikowany proces powstawania społeczeństwa obywatelskiego hamowany jest przez inflację tematów zastępczych i prymitywną propagandę. Kryzys naszej demokracji przejawia się przede wszystkim w bierności społeczeństwa, które nie ma zaufania do elit. Powstaje błędne koło, bo pasywne społeczeństwo rezygnuje z wpływania na to jakie będą wybierane elity. Złym zjawiskiem w demokracji są nierówności i rozwarstwienie społeczne. Mogą one stymulować rozwój patologii i rodzić tendencje autorytarne. Nie da się co prawda udowodnić - zdaniem Zajadło - że rozwarstwienie ogranicza bezpośrednio prawa obywateli, niemniej, aby zostać wybranym do parlamentu potrzebne są pieniądze. W demokracji stosować należy kryteria równości wobec warunków dostępu do wiedzy, oświaty, kultury, ochrony zdrowia, szeroko pojętych sfer życia społecznego. Są to dziedziny, które powinny być wyłączone ze sfery wpływów rynku.10/

Profesor Kowalik cytuje R. N. Goodwina, swego czasu bliskiego współpracownika prezydenta L. Johnsona i współtwórcę jego programu Wielkie Społeczeństwo, który zwracał uwagę już w 1995 r., że rezultatem trwającego dwadzieścia lat spadku stopy życiowej Amerykanów, któremu towarzyszyła największa od Wielkiego Kryzysu redystrybucja dochodów na rzecz bogatych, są niepokoje społeczne w Ameryce. Aż 45% ludności miało w 1995 r. dochody realne niższe niż przed ćwierć wiekiem, a prawo pracy zatrzymało się na poziomie europejskiego z lat 30.11/ Ponieważ polski kapitalizm wzoruje się w dużym stopniu na wzorcu amerykańskim sprzed Obamy, więc uprawnione są uwagi profesora Zajadło, który wskazuje na korozję demokracji na świecie, a więc także w Polsce i Stanach, jakkolwiek pełnych analogii tu nie ma. W Stanach o korozji demokracji świadczy zaostrzenie dyskusji w sprawach światopoglądowych, ekonomicznego wymiaru demokracji, sposobu walki z terroryzmem w kontekście poszanowania praw człowieka. W Polsce mamy spory wokół problemów gospodarczych, redystrybucji dochodów na rzecz bogatych i rozwarstwienia społecznego, rozliczeń historycznych itp. Polityka rozliczeń historycznych doprowadziła w społeczeństwie polskim do głębokiego pęknięcia, ze wszystkimi tego skutkami. Ukształtował się paradygmat uprawiania polityki według modelu “wróg-przyjaciel” opartego na teorii politycznej oskarżonego o kolaborację z nazizmem Carla Schmitta.12/ Pęknięć i podziałów jest wiele. Jeden z nich, w polskim społeczeństwie, to z jednej strony młodociani przestępcy bijący i mordujący policjantów (socjolog powie, że jest to przejaw braku perspektyw dla części młodzieży i jej nienawiści do państwa), a z drugiej - inicjatywy nielicznych, przerażonych, ale wpływowych obywateli zmierzające do łatwiejszego niż dotąd dostępu do broni, czego z kolei większość obywateli sobie nie życzy. (Czy i tym razem, w imię demokracji, wprowadzi się w kraju “coś” z czym społeczeństwo się nie zgadza?).Pytanie dla badaczy, kto na tych i innych pęknięciach i podziałach korzysta, a kto traci, w kraju i zagranicą. I kto np. będzie dostawcą tej broni, polska czy zagraniczna firma? Czy nie lepiej nie tworzyć nowych podziałów i zadbać inaczej o pokój społeczny? Czy aktualne protesty społeczne w Grecji oraz innych krajach unijnych nie dają nam nic do myślenia? A przecież spokojna Polska gwarantuje napływ kapitału i zagraniczne inwestycje.

Profesor Kołodko przypomina, że niesprawiedliwy podział dochodu narodowego nie jest społecznie akceptowany, ponadto destabilizuje sytuację polityczną i nie sprzyja harmonijnemu funkcjonowaniu gospodarki rynkowej. W polskich warunkach wymaga to konsekwentnego zmniejszania zakresu wykluczenia społecznego. Należy sukcesywnie zmniejszać skalę nierówności dochodowych. Obecne rozpiętości zaczynają się obracać przeciwko dynamice gospodarczej. Istotnej przebudowy wymaga system finansów publicznych i wyniesienia na wyższy poziom takich celów społecznych jak edukacja, ochrona zdrowia, kultura. Należy wrócić do polityki, w której powieje optymizmem, świeżością, postępowością i sensem działalności ekonomicznej. Tak jak to było pod rządami SLD i PSL w latach 1994-1997. Neoliberalne doktrynerstwo ideologiczne wyparło jednak zdrowy rozsądek ekonomiczny. Niedostatecznie zatroszczono się o autentyczne interesy polskiej gospodarki, aż nadto przy tym zadbano o interesy partnerów zagranicznych. O interesy partnerów zagranicznych należy też się troszczyć, ale trzeba chcieć i potrafić to czynić z wyraźnym priorytetem dla interesów własnej, narodowej gospodarki i własnego, polskiego społeczeństwa.13/ Na to, że polityka rozpiętości dochodowych hamuje rozwój gospodarczy zwraca także uwagę profesor Kowalik. Polityka niskich płac dla większości pracujących i wysokich wynagrodzeń dla menedżerów oznacza, że taką gospodarkę charakteryzuje większa niestabilność wydatków konsumpcyjnych niż w gospodarkach bardziej egalitarnych. “Pracownicy najemni nie oszczędzają, wydają wszystko, co zarabiają. Podobnie niskie zasiłki dla bezrobotnych lub ich brak powoduje ich małą zdolność działania jako automatycznego stabilizatora”. Chodzi więc nie tylko o społeczną niesprawiedliwość podziału, ale o jego negatywne skutki dla gospodarki kraju. Ponadto, skutkiem polaryzacji społecznej jest wzrastająca liczba wykluczonych, tych którzy nie biorą udziału w życiu społecznym, “po których biznes nie sięga nawet w fazach wysokiej koniunktury”. Dla systemu neoliberalnego charakterystyczna jest oligarchiczna demokracja czyli triada – władza, biznes i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Natomiast określenie “oligarchiczna gospodarka rynkowa” jest wewnętrznie sprzeczne, bo rynek i oligarchia są w kolizji; im większa siła oligarchii (korporacji sprzężonej z władzą) tym mniejszy zakres działania mechanizmu rynkowego, tym dalej od wolnej konkurencji. Nie jest to już ani liberalna ani społeczna gospodarka rynkowa. Nie jest to w ogóle wolny rynek. Utrzymaniu tego systemu i pasywizacji dużej części społeczeństwa sprzyja oligarchizacja mediów, “które tworzą negatywny obraz niemal wszystkich działań zbiorowych, a w szczególności organizacji pracowniczej samoobrony jako populistyczno-roszczeniowych”. Uprawnienia ludzi pracy przedstawia się jako wymuszone przywileje. Tworzy się przy tym i propaguje kłamliwe, pseudonaukowe teorie o “końcu pracy” lub słynną koncepcję “20/80” mającą oznaczać, że w bliskiej przyszłości dostęp do pracy będzie miała tylko 1/5 część społeczeństwa, która utrzymywać będzie pozostałe 80% ludności. Teorie twierdzące, że im wyższy poziom nasycenia najnowocześniejszą techniką, tym mniejsze zatrudnienie obalają oczywiste fakty: właśnie kraje znajdujące się w czołówce gospodarek opartych na wiedzy (Stany Zjednoczone, Szwecja, Finlandia, Dania) zbliżają się najczęściej do pełnego zatrudnienia. Tylko w wyjątkowym okresie 25 lat po II wojnie, kapitalizm rozwijał się w oparciu o równowagę głównych sił społecznych – korporacyjnego kapitału i zorganizowanej pracy najemnej. Wtedy pozycja oligarchów polegała na tym, że mieli oni bezpośredni wpływ na rządzących, którzy działali w ich interesie. Obecnie dochodzi do tego duchowe panowanie mediów nad “milczącą większością biernych i wykluczonych”. Mówiło się niegdyś, że ostoję demokracji stanowi warstwa średnia. Obecny kryzys powoduje, że staje się ona coraz biedniejsza. Bez powodzenia i rozpaczliwie broni ona swego statusu właściciela, ale często wpada w budowlano-hipoteczną pułapkę, przynoszącą nagłą pauperyzację, a nierzadko bezdomność.14/ Taki system i taką demokrację można śmiało określić jako neoliberalną.

Ostatni kryzys na świecie wykazuje ostatecznie społeczną i gospodarczą niewydolność systemu neoliberalnego. Brytyjski politolog Colin Crouch uważa, że w tym systemie demokratycznie wybrane parlamenty i rządy mają coraz mniej do powiedzenia, a na pytanie czym jest neoliberalna demokracja odpowiedział: “Udział społeczeństwa w życiu politycznym ogranicza się do udziału w wyborach. Państwo w dużej mierze rezygnuje z interwencji w świat kapitalistycznych struktur gospodarczych, a różne lobby uzyskują maksymalną swobodę działania”.15/ Dodajmy do tego, że najwyższa frekwencja w wyborach parlamentarnych w Polsce miała miejsce w 1987 r. - 53,88%. W poprzednich nie przekraczała nigdy 50%. Na wsi także nie przekroczyła w 1987 r. 50%. A więc i tu, to najczęściej mniejszość decyduje o większości.

Neoliberalizm potęguje nędzę i takie zjawiska jak bezrobocie, brak mieszkań, bezdomność i żebractwo. Istniały one zawsze, ale wraz z neoliberalizmem kapitalizm utracił zdolność radzenia sobie z tymi plagami. Dla przykładu, kilka słów o dość rzadko poruszanym problemie - żebractwie. Oczywiście, żebractwo istnieje od niepamiętnych czasów. Różne są jego przyczyny. W Polsce jednak szczególne nasilenie żebractwa obserwujemy w związku z trwającą dotąd transformacją ustrojową. (Można próbować obronić tezę, że w średniowieczu radzono sobie z tym problemem lepiej). Wielu ludzi ma trudności w dostosowaniu się do nowych warunków społeczno-ekonomicznych. Obok takich czynników jak choroby, kalectwo, niezaradność życiowa, alkoholizm, narkomania, przestępczość, najróżniejsze patologie rodzinne, do powstania i uporczywego trwania zjawiska żebractwa przyczyniają się: bezrobocie, bezdomność i zwyczajna bieda. Jedną z przyczyn podjęcia decyzji o żebractwie jest długotrwałe bezrobocie. Dotyczy to nie tylko poszczególnych jednostek, ale całych rodzin, dla których proceder żebractwa stał się dodatkowym źródłem dochodów oprócz przyznanych zasiłków z pomocy społecznej, a także wsparcia ze strony organizacji pozarządowych. Bezrobocie rodzi ubóstwo. Sama praca, nisko płatna, też nie zawsze chroni przed ubóstwem. Najważniejszym skutkiem ubóstwa jest niemożność zaspokojenia potrzeb życiowych i dezintegracja rodziny. Ubóstwo nie prowadzi zawsze do żebractwa. Przeważnie nie prowadzi! Większość osób w skrajnej nędzy jest zbyt dumna by żebrać. Ilość osób żebrzących w Polsce jest marginalna w stosunku do liczby bezrobotnych (ponad 2 miliony), bezdomnych (od 300 do 700 tysięcy), czy znajdujących się w skrajnej nędzy ( według danych z 2007 r. stopa ubóstwa skrajnego wynosiła w miastach 4,1% a na wsi 10,5%). Najczęstszymi odpowiedziami bezdomnych na pytanie co skłoniło ich do żebractwa są; bezdomność, utrata pracy, alkoholizm, zdarzenie losowe, opuszczenie zakładu karnego, narkomania, ucieczka z miejsca zamieszkania, śmierć bliskiej osoby, niepełnosprawność, niezaradność życiowa, choroby psychiczne i samotność. Pozostawmy bez odpowiedzi pytanie czy żebractwo to “wybór czy konieczność” i zostawmy to badaczom. Tym bardziej, że kwestia żebractwa we współczesnej Polsce nie jest dokładnie zbadana. Polityków też to nie interesuje, bo to nie elektorat.. Nieoficjalne dane podają liczby od kilku do kilkudziesięciu tysięcy żebraków.16/ Spora część żebraków w Polsce rekrutuje się z innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Widoczne ostatnio wysiłki władz lokalnych i policji zmierzające do ograniczenia tego zjawiska nie znajdują – niestety - szerszego echa w mediach, a przecież kwestia jest ważna społecznie, przy czym same administracyjne środki nie rozwiążą sprawy. Problemem w wielu przypadkach może być niewystarczająca pomoc socjalna dla naprawdę potrzebujących i trudności z wyeliminowaniem profesjonalnego żebractwa z wyboru. Sprawa zdecydowanego ograniczenia zjawiska żebractwa ma dodatkowe znaczenie w związku z EURO 2012. Warto dlatego zapytać ile wydajemy w Polsce na tzw. zabezpieczenie socjalne? Wydatki socjalne w Polsce w relacji do PKB wynieść mają w roku 2010 – 17,7% wobec 17,6% w roku ubiegłym. Większość krajów UE wydaje na systemy zabezpieczenia społecznego większy odsetek PKB niż Polska. Przeciętne wydatki państw unijnych na ten cel wynosiły w 2006 r. prawie 26%. Profesor Hanna Kuzińska uważa, że w Polsce przede wszystkim z powodu wysokich nakładów na emerytury i renty, nie wystarcza już środków na to, by na przyzwoitym poziomie finansować ochronę zdrowia, opiekę nad rodzinami z dziećmi, czy też na walkę z bezrobociem i społecznym wykluczeniem. (np. w 2006 r. 61,2 % wydatków socjalnych stanowiły emerytury i renty, a na ochronę zdrowia 20,3% środków przeznaczonych na zabezpieczenie społeczne). Jednak np. w Dani i Finlandii, mimo - tak jak w Polsce - ogromnego ciężaru emerytur, nie trzeba rezygnować z godziwego alimentowania osób niepełnosprawnych, rodzin z dziećmi i bezrobotnych. Wobec nadchodzącego w Polsce nadmiernego deficytu budżetowego trudno wysuwać postulat, by już teraz zwiększać wydatki na pomoc socjalną, która jest niższa niż w innych krajach UE. Wyjątkowo dramatycznie jawi się ponadto wysokość deficytu sektora finansów publicznych przewidzianego na 2010 r. Ma on wynieść 5,9% PKB wobec 3,3% PKB w roku ubiegłym. Polska, wstępując do UE, zobowiązała się do nie przekraczania 3% poziomu tego deficytu. Zanim nie pojawią się sprawozdania budżetowe za lata 2009-2010, nie wiadomo dokładnie co oznacza w praktyce planowany w roku bieżącym spadek wydatków, w porównaniu do lat ubiegłych, na pomoc społeczną i pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej. Na pomoc społeczną: 5,1% w r. 2007 (4,7% w r. 2008, 3,9% w r. 2009), a w roku 2010 – 4,1%. Na pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej: 3,1% w r. 2007 (1,9% w r. 2008, 0,9% w r. 2009), a w roku 2010 – 1%. Na błędy w polityce gospodarczej i społecznej w latach 2006-2007 (i poprzednich) nałożył się efekt ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego spowodowanego błędnymi założeniami neoliberalizmu który osłabił koniunkturę w Polsce i w świecie. Lekarstwem na dolegliwości polskiej gospodarki –uważa profesor Hanna Kuzińska – może być skonstruowany łagodnie progresywny system obciążeń podatkiem dochodowym od osób fizycznych, wprowadzony w życie już w 2011 r., przy nawet zerowej stawce od dochodów najniższych. Należy uwzględnić fakt, że Polska na tle UE ma za bardzo rozwarstwione dochody. Wysiłek państwa powinien zostać skoncentrowany na wzrost gospodarczy i unowocześnienie gospodarki (zwiększenie nakładów na naukę, badania i rozwój).17/ Dlatego najważniejsze jest zapewnienie Polsce wysokiego wzrostu gospodarczego. Od tego zależy zarówno konieczny wzrost wydatków na naukę, jak też podniesienie wydatków socjalnych. Niepokoi silna relacja między spadkiem PKB, a znaczącym wzrostem zadłużenia finansów publicznych. Mamy podobno około 10 lat, aby rozpędzić gospodarkę i dogonić bogate państwa UE pod względem poziomu rozwoju. W tym okresie PKB w Polsce wzrastać ma przeciętnie o 4%. Później, według prognoz OECD i instytucji UE, ma być tylko gorzej z uwagi na naszą sytuację demograficzną. Bank Światowy oceniał niedawno, że PKB wzrośnie w Polsce o 2,2% w 2010 r. i 3,4% w 2011 r. Czy w dłuższej perspektywie poprawę sytuacji demograficznej i tak bardzo potrzebny Polsce – wyższy niż dotąd - wzrost gospodarczy zapewnić może system neoliberalny? Bardzo wątpliwe. 29 stycznia br. premier Donald Tusk przedstawił plan rozwoju i konsolidacji finansów. Kilka tygodni wcześniej dziesięciu neoliberalnych ekonomistów przedstawiło swą propozycję reform dla Polski. Dobrze się stało, że rząd nie do końca z nich skorzystał. Odrzucił propozycję współpłacenia za usługi zdrowotne oraz likwidację mechanizmu automatycznego podwyższania świadczeń społecznych w rytm inflacji. Rząd dość rozważnie - jak się wydaje - rozłożył też w czasie, konieczne skądinąd, zmiany w obszarze systemu emerytalnego (ujednolicenie systemu emerytalnego oraz wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn), co także krytykują autorzy propozycji reform18/ (wśród ich propozycji - co poniekąd zrozumiałe - nie padł postulat podwyższenia podatków od najwyższych dochodów). Generalnie rzecz biorąc, lepiej nie odbierać przywilejów raz nabytych, ale dodawać tym którzy tego pilnie potrzebują. A dodawać jest komu. Na przykład polskim dzieciom, które są najbiedniejsze w Unii Europejskiej. Nawet dzieci w Meksyku (a rodziny są tam liczniejsze niż u nas) mieszkają w mniej przeludnionych domach. Mamy 26% ubogich dzieci wobec średniej europejskiej 19%. Jeśli chodzi o pomoc rodzinie nasze państwo zajmuje ostatnie miejsce w Europie. 17% ogółu rodzin stanowią wielodzietne z trojgiem lub większą liczbą dzieci, a dzieci z tych rodzin pochodzące to 1/3 najmłodszych Polaków. 325 zł wynosi średni dochód na osobę w rodzinie z czworgiem dzieci. Do roku 2007 Polska była jedynym krajem w Europie, który nie uwzględniał dzieci w rozliczeniu podatkowym. Wyśmiewane niekiedy w Polsce becikowe jest standardowym, jednorazowym świadczeniem we wszystkich krajach europejskich, ale na znacznie wyższym poziomie. Joanna Puzyna-Krupska,x/ matka siedmiorga dzieci, uważa, że w PRL traktowano rodziny sprawiedliwiej. W roku 1945 wprowadzono wyższe o 20% podatki od osób, które nie zakładały rodziny. Obniżano o 25% podatek dla rodzin, które miały na utrzymaniu więcej niż dwoje dzieci, o 50% dla podatników z czworgiem dzieci, a w ogóle nie pobierano podatków od rodzin, które miały więcej niż sześcioro dzieci. System obowiązywał do końca lat 70. Preferencje podatkowe współistniały z zasiłkiem rodzinnym, który obowiązywał do 1990 r. Obecnie, upokorzone biedne polskie rodziny z powodu braku skutecznej polityki rodzinnej zmuszone są często korzystać z opieki społecznej. A przecież inwestycja w rodzinę opłaca się całemu społeczeństwu. Zaczynają to rozumieć nasi politycy samorządowi, którzy w wielu gminach w Polsce wprowadzają, wzorem francuskim, Karty Dużej Rodziny (co najmniej 3 dzieci).19/ Nawet neoliberalni ekonomiści przyznają, że zła sytuacja demograficzna Polski będzie miała w najbliższych dziesięcioleciach negatywny wpływ na wzrost PKB.20/ A przecież obecną niekorzystną sytuację demograficzną zawdzięczamy właśnie neoliberalizmowi, który zainstalowany został w Polsce wbrew regułom demokracji, bo większość społeczeństwa, tak naprawdę, nie życzyła go sobie. W Polsce istniały na początku transformacji ustrojowych inne, bardziej sprawiedliwe, możliwości rozwoju społeczno-gospodarczego.

Doświadczenia z neoliberalizmem dowodzą, że system ten jest społecznie i ekonomicznie niewydolny. Nie jest w tym systemie możliwa sprawiedliwość społeczna i prawidłowo funkcjonująca demokracja. Nie ma w nim miejsca na społeczną gospodarkę rynkową. Brak społecznej gospodarki rynkowej w Polsce rodzi wady w naszej demokracji, powoduje osłabienie dynamizmu gospodarczego i grozi narastaniem konfliktów społecznych. Nierówność w dochodach stanowiła od samego początku transformacji i stanowi nadal hamulec rozwoju. Dalszy rozwój zapewnić może Polsce zerwanie z neoliberalizmem i zbudowanie systemu zgodnego z Konstytucją, opartego na pełnej demokracji i społecznej gospodarce rynkowej. Należy zmierzać do wprowadzenia w przyszłości społecznej gospodarki rynkowej i takiej demokracji, w której stosowane będą kryteria równości wobec warunków dostępu do wiedzy, kultury i ochrony zdrowia. Dlatego przebudowy wymaga system finansów publicznych i wyniesienie na wyższy poziom takich celów jak edukacja, ochrona zdrowia i kultura. Na przebudowie finansów publicznych zyskać powinny dzieci (szczególnie te w rodzinach wielodzietnych) oraz najubożsi obywatele na wsi i w mieście. Nie powinna to być jednak jałmużna. Tego wszystkiego nie da się osiągnąć bez wzmocnienia roli państwa, która w okresie transformacji została przez neoliberałów poważnie zmarginalizowana. O ile w nieco dalszej perspektywie hamulcem naszej gospodarki i rozwoju społecznego będzie coraz gorsza sytuacja demograficzna, to w chwili obecnej borykamy się z dwucyfrowym bezrobociem. Cieszymy się oczywiście wszyscy, że nasza gospodarka nieźle zniosła kryzys, ale niepokojące jest to, że strefa euro – do której zmierzamy - bardzo ucierpiała. Tworzeniu miejsc pracy w Polsce, a więc stopniowej likwidacji biedy, sprzyjać powinna polityka kursowa – unikanie nadmiernego umacniania się złotego.21/ Wychodzenie naszej gospodarki z dołka nie może się jednak odbywać kosztem najuboższych; to oni przede wszystkim muszą skorzystać na naszym wspólnym sukcesie. Jeżeli odczują przypływ gotówki (czyli, jak się to niedawno bardzo dowcipnie mówiło – poczują siłę swoich pieniędzy), skorzysta na tym cała gospodarka i my wszyscy.

Obchodzimy Europejski Rok Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym! Wraz z innymi krajami Unii znaleźć powinniśmy najbardziej skuteczne sposoby ograniczania nędzy. Może uda się w tym Roku wypracować w Unii ponadnarodowy i ponadpartyjny system kompleksowego wsparcia dla najbardziej potrzebujących. Niezależnie od rozwiązań systemowych konieczne jest znalezienie licznych doraźnych metod pomocy dla ludzi znajdujących się w skrajnej biedzie. Światowy kryzys finansowy wykazał, że światowe finanse należy regulować w sposób ponadnarodowy. Narodowy protekcjonizm byłby tu złym doradcą. Podobnie jest w przypadku walki z biedą; to trudne zadanie należy podejmować i rozwiązywać wspólnie w ramach Unii Europejskiej. Wydaje się, że żaden kraj unijny nie sprosta temu zadaniu w pojedynkę, a problemy mają niemal wszyscy. Również na tym przykładzie, na przykładzie walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, widać wyraźnie, że w interesie Polski, w interesie zintegrowanej w przyszłości w ramach Unii Europy Środkowej, jak i w interesie całej Unii, leży opowiedzenie się za procesem stopniowej, ale konsekwentnej koordynacji i harmonizacji wielu obszarów unijnej polityki gospodarczo-społecznej i zagranicznej.

Uświadomienie sobie własnych interesów nie jest proste, a walka w ich obronie, nie jest łatwa. Jedną z zasadniczych cech współczesności jest bowiem narastanie asymetrii między szybko postępującymi zmianami, a zdolnością do uświadomienia sobie tych zmian i zdolnością do odpowiedniego dostosowania się do nich. Współczesne zmiany są w dużym stopniu gwałtowne i nieprzewidywalne. Wymagają elastycznych zwrotów w myśleniu i działaniu. Te cechy muszą charakteryzować człowieka, przedsiębiorstwa, a w jeszcze większym stopniu polityków i silne państwo. Polska należy do Europy Środkowo-Wschodniej, a więc regionu o niskiej stabilności. W ostatniej dekadzie jest to jedyny, poza Stanami Zjednoczonymi region, który wyraźnie zwiększył swe zadłużenie; między rokiem 2000 a 2008 z 45 do 51% w stosunku do PKB.22/ Należy to brać pod uwagę, jeżeli myśli się o skutecznym i trwałym wyjściu naszego regionu z biedy. Tak jak ponad 20 lat temu polscy politycy – różnych opcji – wyjeżdżali do Stanów i wracali stamtąd jako zdeklarowani zwolennicy neoliberalizmu, tak teraz nasi politycy, szczególnie ci młodzi, powinni odwiedzać Stany w celu przestudiowania na miejscu źródeł powstania i opłakanych skutków tej doktryny. Chodzi też o zapoznanie się ze sposobami walki z kryzysem, a przy okazji nawiązanie cennych, bezpośrednich kontaktów z działaczami i zapleczem intelektualnym Partii Demokratycznej, na której spoczywa ambitne zadanie wyciągnięcia Ameryki, a być może całego świata, z kryzysu.

W Polsce brak debaty nad współczesną demokracją, nie ma sporu o jej kształt. Tam, gdzie nie ma sprawiedliwości społecznej – nie może być pełnej demokracji. Wielka fala strajków i demonstracji, jak miała miejsce w latach 1991-93 nie powstrzymała co prawda tempa prywatyzacji i neoliberalnych dostosowań wprowadzanych po 1989 roku, ale ten upór społeczeństwa uratował nas być może od całkowitej neoliberalizacji. Tamte i zdarzające się do dziś protesty nie doprowadziły jednak do odrodzenia ruchu pracowniczego. Ostatecznie więc w starciu z neoliberalizmem demokracja w Polsce poniosła porażkę. To być może jest powodem niedoskonałości polskiej sceny politycznej, słabości ruchów społecznych i braku masowej kultury demokratycznej. Demokracja wymaga aktywnego uczestnika życia politycznego, podczas gdy neoliberalny wolny rynek potrzebuje i kształtuje biernego i łatwego do manipulacji człowieka. W Polsce mamy demokrację nominalną, w której wykorzystuje się socjotechnikę i manipuluje opinią publiczną. Demokracja ta ma w gruncie rzeczy charakter formalny, bo rzeczywista demokracja powinna służyć całemu społeczeństwu. Natomiast w naszej demokracji, jak zauważa profesor Kołodko, obserwujemy często coś wręcz przeciwnego; z korzyścią dla określonych, małych grup społecznych manipuluje się informacjami i skłania wielu ludzi do zachowań sprzecznych z ich prawdziwymi interesami. Jest być może swoistym i smutnym paradoksem, że tej sytuacji nie da się zmienić bez silnego państwa i że dopiero silne państwo może gwarantować demokrację...

Porażka demokracji to jeszcze nie jej klęska. Warunkiem sine qua non sprawiedliwości społecznej i demokracji w Polsce jest wprowadzenie w życie zapisu Konstytucji dotyczącego społecznej gospodarki rynkowej. Od tego należałoby zacząć. Ciekawe, że liberalna koncepcja społecznej gospodarki rynkowej jest coraz bliższa lewicy. Na pytanie profesora Zdzisława Sadowskiego “Polska liberalna czy socjalna?”, - które na lewicy zadaje nie tylko zresztą on – lewica, przy cały swym zróżnicowaniu, zdaje się odpowiadać: Polska socjalna byłaby nam bliższa, ale z uwagi chociażby na zapis konstytucyjny, opowiadamy się za społeczną gospodarką rynkową. Sam profesor Sadowski życzy polskiej lewicy, aby podjęła liberalną koncepcję społecznej gospodarki rynkowej. Socjaldemokracja polska po swym neoliberalnym epizodzie władzy, który odebrał jej poparcie elektoratu, dokonała zwrotu “socjalnego” w “Konstytucji programowej SLD – 2007”. SLD zrywa co prawda z neoliberalizmem, ale nadal trwa w partii dyskusja nad wyborem najwłaściwszej drogi. Świadczy o tym tekst “Uchwały nr 3 IV Kongresu SLD( 31.05.-01.06.2008) – Jakiej Polski chcemy?”. Czytamy w niej: “SLD pryncypialne stoi na gruncie wartości zapisanych w Konstytucji RP”. Okazuje się jednak, że tą wartością nie jest społeczna gospodarka rynkowa, bo dalej czytamy: “Lewicowy program Europy Socjalnej jest naszym programem”. A nieco dalej: “SLD zdecydowanie bliższa jest idea skandynawskiego państwa dobrobytu niż latynoski model liberalny”. (Można przyjąć, że ta idea skandynawska to zmodyfikowana społeczna gospodarka rynkowa).W Uchwale czytamy jeszcze: “Odrzucamy liberalną utopię wolnego rynku”. (Nie wiadomo dokładnie czy chodzi tu o neoliberalizm czy liberalizm). Najważniejsze jednak w tym wszystkim to, że SLD na pewno odrzuca neoliberalizm, bo jeżeli odrzuca liberalizm, to tym bardziej neoliberalizm.

Wątpliwości nie pozostawiają natomiast dokumenty programowe PSL. Zasada społecznej gospodarki rynkowej znalazła się w Deklaracji ideowej przyjętej na Nadzwyczajnym IX Kongresie, 15 kwietnia 2007 r. Czytamy w niej, że “rezultaty wolnorynkowego kapitalizmu wynikającego z doktryny neoliberalizmu okazały się katastrofalne”. Znajdujemy także stwierdzenie, że “istnieje zbieżność zasad neoagraryzmu z treściami etyki chrześcijańskiej i społecznej nauki kościoła z koncepcją społecznej gospodarki rynkowej oraz teorią i praktyką rozwoju społeczno gospodarczego w ekonomii keynesowskiej i postkeynesowskiej”. Z kolei na X Kongresie PSL, 8 listopada 2008, Jarosław Kalinowski przypomniał w swym przemówieniu: “Polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego....musi pozostać autonomiczna wobec polityki Platformy Obywatelskiej i prospołeczna, zgodnie z naszą naturą, naturą naszego ruchu”.

Warto zastanowić się też czy istnieją jakiekolwiek szanse, że polscy neoliberałowie powrócą do pierwotnej, “cnotliwej” teorii liberalizmu, poprą koncepcję społecznej gospodarki rynkowej i poważnie potraktują cytowany na wstępie Rzymski Manifest Międzynarodówki Liberalnej? Nie znamy dotąd odpowiedzi na to pytanie, ale interesująca w tym kontekście była rozmowa jaką zamieścił “Dziennik” 22 listopada ubiegłego roku. W rozmowie uczestniczyła krytykująca neoliberalizm Kanadyjka Naomi Klein i Jan Krzysztof Bielecki, który “pochylił się” i nad sprawiedliwością społeczną i nad demokracją w Polsce: “Struktura dochodów zaczyna się upodabniać w Polsce do kanadyjskiej czy na zachodzie Europy.xxx/ Sprawiedliwość społeczna może nie jest idealna, ale od strony strukturalnej jesteśmy podobni do zamożnych państw, choć oczywiście biedniejsi. Zatem chciałbym zawrzeć z Panią rozejm, bo wierzę, że przyszłość należy oprzeć na demokracji, ochronie praw człowieka – także w wymiarze ekonomicznym i także tam, gdzie krótkoterminowo wydaje się to nie sprzyjać zasadzie maksymalizacji zysku dla prywatnego biznesu. Możemy się na to zgodzić?” Naomi Klein odpowiedziała tak: “Problem w tym, że reformistyczne deklaracje liberałów często ukrywają praktyczny dogmatyzm... Jesteśmy świadkami słabnięcia amerykańskiej hegemonii, ale proces ten niekoniecznie oznacza zmiękczenie neoliberalizmu, który właśnie w sytuacji obecnego kryzysu odsłania się jako ideologia”.23/ I niech to nam służy za puentę.

 

Przypisy

A / Cytat za profesorem Zdzisławem Sadowskim, Polska liberalna czy socjalna?, Przegląd Socjalistyczny 1(6)2006

x/ Joanna Puzyna-Krupska jest psychologiem, prezesem Związku Dużych Rodzin Trzy Plus, ekspertem zespołu ds. polityki rodzinnej przy Komisji Wspólnej Rządy RP i Episkopatu Polski

xx/ Nie od rzeczy będzie w tym miejscu zauważyć, że procentowo bieda od wielu lat rośnie szybciej w krajach zamożnych niż w biednych. (M.P.)

1 / Tadeusz Kowalik, “www.polska transformacja.pl, Muza SA, Warszawa, 2009, s.77

2 / Kowalik, s.108

3 / Kowalik, s. 155

4 / Eliza Czapska, Wywiad z generałem Wojciechem Jaruzelskim, Realia, Nr 6, Grudzień 2009, s. 16

5 / Plan Balcerowicza po latach – Debata Zespołu Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową, www.rog.com.pl/plan balcerowicza.htm

6 / Grzegorz W. Kołodko, Rozwój gospodarczy i postęp społeczny. W poszukiwaniu strategii dla Polski, Przegląd Socjalistyczny, listopad-grudzień 2009, s. 20-24

7 / Kowalik, s. 204

8 / Paweł Bożyk, blogi, Sprawiedliwość społeczna nie musi oznaczać egalitaryzmu, Internet

9 / Patrz Piotr Pysz, Społeczna gospodarka rynkowa, PWN, 2008

10 / Jerzy Kraszewski, wywiad z profesorem Jerzym Zajadło, Czy kryzys demokracji? Przegląd Socjalistyczny, listopad-grudzień 2009, s.10-18

11 / Tadeusz Kowalik, tamże, s. 245-246

12 / Jerzy Zajadło, tamże s. 10-11

13 / Grzegorz W. Kołodko, tamże, s. 21-22, 25

14 / Kowalik, tamże, s. 242-250

15 / Głos rzucony na stos, Era postdemokracji, Philipp Oemke i Elke Schmitter, Wywiad z Colinem Crouchem, Tygodnik Forum nr 33/2008

16 / Kazimiera Król, Żebractwo we współczesnej Polsce jako kwestia społeczna, Wydawnictwo Państwowej Wyższej Szkoły zawodowej w Koninie, 2008, s. 5, 33, 60

17 / Hanna Kuzińska, Czy Polska za dużo wydaje na cele socjalne?, Przegląd Socjalistyczny, listopad-grudzień 2009

18 / Krzysztof Rybiński, Plan stabilizacji wizerunku rządu, Newsweek Polska, 07.02.2010

19 / Dariusz Wilczak, rozmowa z Joanną Puzyną-Krupską, Biedne, bo polskie, Newsweek Polska, 07.02.2010

20 / Krzysztof Rybiński, tamże

21 / Wiktor Świetlik, rozmowa z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem, Premier wierzy, że zagada rzeczywistość, Wprost, 14 lutego 2010

22 / Władysław Szymański, Polska w wirze globalnego kryzysu, Realia, Nr 6, grudzień 2009, s. 203-210

23 / Rozmowa z Naomi Klein - “Dziennik”, 22.11.2009, Czy światowy kryzys niszczy kapitalizm, czy go uzdrowi? Kryzys i co dalej?