LIST OTWARTY

Do Pana Janusza Palikota

Szanowny Panie!

Pozwoli pan, że dorzucę kilka uwag ekonomisty do niezmiernie istotnego tekstu zamieszczonego na łamach Faktów i Mitów z 17.05.2012.

NAJPIERW ŻYCZENIA. Oby ziściły się pańskie prognozy co do rozpadu triumwiratu. Obawiam się jednak, że ów triumwirat nie zaniedba żadnego łajdactwa, aby utrzymać się przy władzy. Choć zgadzam się z Waszymi opiniami, to nie jestem pewien jak zachowa się ludność wsi i małych miasteczek. Natomiast jestem pewien, że dyżurna i dyspozycyjna profesura akademicka typu prof. Belka czy L. Balcerowicz ( nie profesor) będzie chciała Was rozszarpać na strzępy. Mają na to sprawdzone metody.

Najtrudniej będzie walczyć z pomówieniami o populizm. To jak cios poniżej pasa. Stosują go wtedy, kiedy w debacie brak im rzeczowych argumentów. Ci tzw. naukowcy potrafią argumentować, a w to, że w Polsce ludziom musi być źle wierzą już chyba wszyscy. Zawsze udowodnią swoje racje. Czasu na to we wszystkich bodaj telewizjach będą mieli tyle, ile będą chcieli. Panu nie dadzą nawet odpowiedzieć na stawiane zarzuty. Racje, bez względu na to ile w ich argumentacji będzie solidnej wiedzy, a ile sofistyki będą po ich stronie.

Ja nie dziwię się profesurze, bo gdybym miesięcznie dostawał 50.000zł za wróżbiarstwo ekonomiczne to przysięgał bym, że ziemia jest płaska, ale ja nie jestem profesorem. Inni profesorowie, typu Bugaj są zaprogramowani rynkowo i nieprzemakalni, choć ludzie się zmieniają i mogę być w błędzie. Mam też jakieś dziwne wrażenie, że neoliberalizm (przyczyna wszelkich nieszczęść) w Polsce ma się bardzo dobrze, choć przykłady Francji, Niemiec czy Grecji są daj Bóg zwiastunem oczekiwanych zmian to chyba w Pińczowie jeszcze nie dnieje.

Słuszne są wszystkie postulaty zgłoszone przez Pana. Mają one jedną zasadniczą wadę. Brak im spoiwa makroekonomcznego. Ten brak powoduje, że słuszne uwagi programowe zamiast ułożyć się w program żyją życiem haseł, chwytnych postulatów, które każdy z wyszczekanych sofistów (dyżurnych profesorków) z łatwością bezwzględnie ośmieszy. ARMACK Miller, współtwórca SGR wskazywał, że gospodarka ma być jak silnik w aucie, możliwie doskonale niezawodny, działający automatycznie, ale zgodnie z oczekiwaniami kierowcy.

Słuszny postulat wprowadzenia innego systemu gospodarczego ma taką wadę, że jak dowodził twórca filozofii Społecznej Gospodarki Rynkowej Walter Eucken w swoim dziele “Podstawy polityki gospodarczej”, systemy gospodarcze są integralną częścią narodu, którego dotyczą, albowiem muszą one być wywiedzione z doświadczeń, mentalności, tradycji, społeczeństwa, które będzie ów system realizować.

To ważna konstatacja w świetle chęci implantowania systemu skandynawskiego. Dalej, likwidacja KRUS-u jako hasło owszem, ale efekt finansowy takiej operacji nie może powodować negatywnych skutków dla budżetu dlatego, że jest to pompa stale zasilająca budżet. A więc należy tak zmodyfikować system gospodarczy aby pobudzić gospodarkę rolną. To wstyd żeby lokomotywa gospodarcza jaką jest rolnictwo stanowiło trzymilionowy rezerwuar bezrobotnych, nie produkujących, nie płacących podatków i stosownego ubezpieczenia, a posiadających własne środki produkcji!. To karykatura gospodarki.

Likwidacja przywilejów kościoła owszem, konieczna. Aczkolwiek jest pasywną stroną bilansu. Zaś aktywa to możliwość nieustannego powiększania wpływów, co jest zawsze skutkiem właściwej polityki gospodarczej, struktur ustawodawczych i wykonawczych kraju. Podstawowym, jak sądzę błędem obecnie rządzących jest bezkrytyczne stosowanie jednej metody gospodarczej. Żeby wyraźnie wykazać beznadziejne skutki takich działań zaproponuję tym panom aby spróbowali pooddychać samym, wszak życiodajnym tlenem. Reakcja organizmu na tą sztuczkę będzie taka sama jak reakcja gospodarki na stosowanie neoliberalizmu w niczym nie skażonej formie.

I najważniejsze. Tylu profesorów, tylu naukowców, a my w Polsce jak debile zamiast stosować konstytucyjne zasady Społecznej Gospodarki Rynkowej stosujemy coś, co od biedy można by porównać do systemu anglosaskiego ergo można przyjąć, że wszystkie decyzje gospodarcze obrażają zapisy naszej konstytucji. Jeżeli z tych kwiatków zrobimy bukiecik, to okaże się że w Polsce na razie nie może być inaczej. Krótko mówiąc, rewolucja za progiem.

Podsumujmy. Zmiana władzy, zmiana systemu gospodarczego, ustawienie właściwych relacji pacy i płacy. Nie może być tak, że zarobek ledwie starcza lub nie na utrzymanie. Nie może być tak, że ludzie w ogromnej większości nie mają żadnych oszczędności. System ekonomiczny zbudowany dla ludzi ma stwarzać możliwości oszczędzania. Europejskie demokracje wypracowały system, w którym płace gwarantują oszczędności z wykazaniem pozycji, które te oszczędności powinny realizować.

U Szwedów to instytucja komisji trójstronnej (biznes, rząd i niebieskie kołnierzyki), w niemieckiej wersji SGR to rządy sprawowane w przedsiębiorstwie ( w tym zakresie) przez rady pracownicze oraz system partycypacji pracowniczej. Natomiast ludzie polskiego biznesu po dokonaniu wszelkich opłat i danin są w stanie jedynie odzyskać zainwestowany kapitał, a o jego mnożeniu raczej mogą zapomnieć. W ogromnej większości biznes polega na ciągłym młóceniu tych samych pieniędzy. Ten stan nie jest spowodowany ociężałością umysłową ludzi z mikro czy rodzinnych przedsiębiorstw. To system powoduje niedorzeczną sytuację, w której działalność gospodarcza nie przynosi wartości dodanej.

Należy, jeśli można coś doradzić, przywrócić monopole państwowe. Zyski z ich działalności winny służyć do finansowania aparatu administracyjnego. W taki sposób pan premier nie mógłby zatrudnić dodatkowo 100 000 osób, chyba że za darmo. Monopol jako element rynku byłby tym miernikiem, który rządzącym wskazywałby na kondycję gospodarki, a ich wyniki determinowały nie tylko możliwość sowitych wynagrodzeń ale weryfikowałyby apetyty wydatkowe całego rządowego anturażu Mało tego, ich wynagrodzenie zależałoby od efektów ich pracy.

Banki to osobna bajka. Zaordynowały jako element rozwoju gospodarczego produkt zwany na zachodzie venture capital. Konia z rzędem temu kto wskaże biznesmana, który dostał z tego programu grosz. To bezczelna biała wywiadownia w dodatku bezkarna. Tu dochodzimy do najistotniejszej kwestii, a mianowicie uczestnictwa państwa w procesach gospodarczych. Kilka lat wstecz paru idiotów rodzimego chowu wymyśliło, że państwo jest gorszym gospodarzem niż przedsiębiorca prywatny. Ta kretyńska teza ma charakter dogmatu i nigdy nie została zweryfikowana, a dowodu dla tej tezy też nikt nigdy nie przeprowadził.

W Polsce władze zdominowane są przez zawodowych historyków. O jakości ich wiedzy szkoda gadać. Przecież wielki światowy kryzys lat trzydziestych minionego stulecia zażegnano dzięki interwencji państwa. Wszyscy w kraju słowo kryzys odmieniają przez wszystkie przypadki, a nie wiedzą, że Nowy Ład ( New Deal) – był programem reform ekonomiczno-społecznych sformułowanych przez Meynarda Keynesa, a wprowadzonych w USA przez prezydenta Roosevelta w latach 1933-1939.

Owe reformy ekonomiczne to nic innego jak INTERWENCJONIZM PAŃSTWOWY. To dzięki niemu świat wyszedł z kryzysu. Reprezentantem polskiej szkoły keynesizmu był prof. Michał Kalecki. To on długo przed Keynesem sformułował teorie koniunktury, niestety w mało popularnym wtedy języku polskim i francuskim. Trudno, ale razem z Keynesem kwestionowali zasady liberalnej myśli ekonomicznej. To dzięki interwencjonizmowi państwowemu staraniem inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego powstał w Polsce Centralny Okręg Przemysłowy, Mielec, miasto i port Gdynia. To on likwidował w Polsce bezrobocie i wzmacniał potencjał gospodarczy kraju.

Zdaje się że rządzących panów historyków ogarnęła dziwna amnezja.

Kryzys paliwowy lat 70. powołał jednak do życia inną formę liberalizmu, neoliberalizm i monetaryzm. Dziś system ten okazał całą swoją słabość jednak w Polsce zdaje się trzymać bardzo dobrze. Nawet jego twórca Milton Friedman przed śmiercią zgłosił zastrzeżenia do własnej koncepcji państwa jako nocnego stróża gospodarki. Jeffrey Sachs protagonista systemu i alibi naukowe (Harwardczyk) pana dr, hab. Leszka Balcerowicza wprowadzającego ten zabójczy dla gospodarki system wyrzekł się go. Na placu boju został jedynie L. Balcerowicz i armia dyspozycyjnej profesury, którzy mając świadomość, że zostali z ręką w nocniku i świadomość zbliżającego się końca kariery usiłują udawać, że nic się złego nie dzieje.

Jak widać sporo pracy przed nami. Koniecznie trzeba ją wykonać i nie wolno schrzanić. To chyba ostatnia szansa jaką daje nam kapryśny los.

Adam Zbigniew Gusiew