Maksymilian Podstawski

(Artykuł ten napisałem przed wyborami we Francji, dlatego jest częściowo nieaktualny)

 

Nieco w lewo marsz!

Gospodarka i polityka zagraniczna

Wraz z upadkiem neoliberalizmu, jego przeciwników mamy w Polsce i w świecie coraz więcej. Z tego należy się tylko cieszyć. W Polsce objawów ekonomicznego kryzysu podobno na razie nie ma i oby tak dalej. Bezrobocie jednak jest dość wysokie i nie spada, młodzież, szczególnie ta wykształcona nie ma szans na godziwą pracę. Spada bezpieczeństwo socjalne, rosną obawy o przyszłość. Czyżby narastał kryzys społeczny? Ostatnie niepowodzenia rządu spowodowały, że nareszcie mamy w Polsce, od dawna oczekiwaną, merytoryczną dyskusję nad sprawami, które dotyczą przyszłości kraju. Do takiej dyskusji wydają się dorastać nasi parlamentarzyści. To dobrze, bo byłoby gorzej, gdyby debata miała odbywać się zawsze na ulicy. Ogólnie rzecz biorąc, podniósł się nieco poziom naszego dziennikarstwa. Bardzo dobrze, że rząd próbuje niekiedy nawiązać dialog ze społeczeństwem i opozycją. Nie są to objawy słabości rządu lecz paląca konieczność, obserwowanego zresztą od pewnego czasu, wycofywania się z doktryny i praktyki neoliberalnej. Wiara w nieomylną i niewidzialną rękę rynku ustępuje spostrzeżeniu, że niewidzialną ręką rynku jest dziś w świecie nieodpowiedzialna i niekontrolowana spekulacja. Zapomniano, na szczęście nie wszyscy w Polsce, że zysk bierze się z podnoszenia produktywności a nie ze spekulacji, którą często można by zakwalifikować jako pospolitą kradzież. Triumfy święcą w świecie nowi keynesiści, ale i oni nie mają gotowych recept na przywrócenie wzrostu gospodarczego. Słychać skargi na brak teoretyków, a w szczególnie przywódców, którzy potrafiliby w sposób twórczy rozwinąć ogólną teorię Keynesa i narzucić światu nowy model ekonomiczny i społeczny. Tego modelu należy poszukiwać. Zanim go jednak znajdziemy, trzeba przyjąć niestety do wiadomości, że żyjemy w takim, a nie innym świecie. Stany Zjednoczone są i pozostaną na mapie świata ważnym sojusznikiem Polski, ale dla naszego kraju wzorem na pewno nie będzie amerykański system społeczno-ekonomiczny, w którym rozwarstwienie społeczne jest znacznie wyższe niż w Unii Europejskiej i stawia Stany Zjednoczone tuż za Kamerunem i Wybrzeżem Kości Słoniowej, a przed Ugandą i Jamajką. W Europie wiele zależy od tego jak potoczą się losy strefy euro, w której kryzys trwa już dwa lata. Kryzys wynikający z wady konstrukcyjnej strefy. Gdyby Unia Europejska była federacją spajaną przez unię fiskalną, która podpierała by unię walutową, do obecnego kryzysy by nie doszło. Jednym z powodów, dla których polska gospodarka się rozwija jest względny spokój społeczny i brak w Polsce objawów paniki. Nasza gospodarka rozwija się napędzana konsumpcją wewnętrzną oraz wzrastającym eksportem. Słaby złoty (czy niezbyt mocny złoty) to nie tylko korzyść dla naszych eksporterów, ale także zachęta dla naszych producentów by korzystali z polskich surowców, a dla handlowców by rezygnowali ze zbędnego importu. Natomiast przy słabym złotym gorzej z warunkami spłaty zadłużenia. Przy czym kurs złotego do innych walut od nas nie zależy i ustalany jest już w Londynie. Polska ma wciąż niewielki sektor finansowy, a gospodarka podparta jest chłonnym rynkiem wewnętrznym, nie w pełni chyba wykorzystanym. Nadal możemy liczyć na popyt na polski eksport ze strony Niemiec. Kryzys wlać się może jednak do Polski z zewnątrz poprzez system bankowy, bo prawie wszystkie nasze banki to córki banków zagranicznych, głównie z Europy. Zachodnioeuropejskie banki poprzez swe spółki córki kontrolują 70-90 % sektora bankowego w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Jak na razie kryzys strefy euro uwydatnia lepszą pozycję fiskalną nienależących do strefy euro nowych krajów, takich jak Polska i Czechy w porównaniu z peryferyjnymi krajami strefy euro (przykład grecki). Kryzys 2008/2009 roku dotyczył głownie banków i dotarł do przedsiębiorstw. Obecny uderza w państwa i może sięgnąć do gospodarstw domowych. Teraz obawy o niewypłacalność przeniosły się na państwa. Jak jednak mówi stare przysłowie: “Nie ma nic złego, co by na dobre nie wyszło”.Nowy kryzys może mieć jeden dobroczynny skutek: “Zmusi państwa do buntu przeciwko rynkom. Presja społeczna i groźba utraty władzy stanie się tak duża, że przywódcy polityczni będą musieli wypowiedzieć wojnę graczom finansowym”. (Wawrzyniec Smoczyński, “Złapiesz nas, jeśli potrafisz”, Trzęsienie kapitalizmu, Polityka, wydanie specjalne, 1/2012) Do tej pory Polska radziła sobie dobrze, a jak poradzi sobie w przyszłości? Polska ma nadal elastyczną gospodarkę. Ewentualny spadek popytu za granicą, da się zrekompensować większym popytem w kraju. Niezbędne jednak staną się inwestycje obniżające koszty produkcji i podnoszące jej jakość. Zdaniem profesora Witolda Orłowskiego elastyczność polskiej gospodarki można zwiększyć dokonując jej deregulacji, odbiurokratyzowania i uproszczenia prawa. (Przy czym postulat dalszej deregulacji polskiej gospodarki okazać się może niczym innym jak neoliberalną, zupełną rezygnacją z interwencjonizmu państwowego, M.P.) Jego zdaniem atuty finansowe polskiej gospodarki są słabsze niż kilka lat temu. Dług państwa wzrasta i Polska jest wystawiona na ryzyko związane z utrudnionym dostępem do zagranicznego finansowania. Polityka rządu i NBP powinna zmierzać do utrzymania strumienia kredytu dla gospodarki. Polska korzystała dotąd w poważnym stopniu z dotacji unijnych. Jednak obecne kłopoty strefy euro zagrażają hojności przyszłych unijnych budżetów. Jest to powód, by znajdować się w pierwszym szeregu tych, którym zależy na uzdrowieniu sytuacji w strefie euro. (Witold M. Orłowski, “Nie tak zielono”, Trzęsienie kapitalizmu, Polityka, wydanie specjalne, 1/2012) Podobnie jak na Zachodzi, w Polsce może w mniejszej skali, problemem jest brak pracy dla młodych. Jest to już jeden z przejawów kryzysu. Młodzi mają często umowy śmieciowe, albo wykonują pracę poniżej poziomu ich wykształcenia. Mamy problem z nietrafnym wykształceniem dużej części tego pokolenia. Ci młodzi ludzie posiadają ogólne, nietechniczne wykształcenie, za którym idzie nieodpowiadające ich aspiracjom zatrudnienie. Obecny kryzys przechodzimy – zdaniem redaktora Jacka Żakowskiego - na koszt młodego pokolenia mieszkającego i pracującego w miastach. Pytanie czy system, z którym spotyka się młody człowiek – umowy śmieciowe, bieda praca, brak szans na kredyt i mieszkanie, ma stać się normą dotyczącą ogółu, Czy życie nieco starszego pokolenia - z etatami, ubezpieczeniami, kredytami, oszczędnościami, pyta Żakowski – stanie się wyjątkiem? Marek Belka, prezes NBP odpowiada, że młody Polak nie ma powodu, aby ulegać takim nastrojom. Szczególne niebezpieczeństwo dostrzega jednak Belka w umowach śmieciowych. Stwierdza, że stworzyliśmy prawo, które pracodawcy pozwala traktować pracownika nie jako pracobiorcę, ale jako przedsiębiorcę, który płaci śmieciowy ZUS i będzie miał śmieciową emeryturę. (Dość zbliżony pogląd zaprezentował prezes PSL-u, wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, M.P.) To nie jest jednak ani kryzys, ani system, tylko skutek złej definicji działalności gospodarczej, twierdzi Belka. (Jacek Żakowski, rozmowa z Markiem Belką, “Co rośnie na wyspie”, Trzęsienie kapitalizmu, Polityka, wydanie specjalne, 1/2012) Interesującym zagadnieniem jest w dobie obecnej kwestia suwerenności państw, które stając się częścią globalnej gospodarki muszą – zdaniem Belki - zachowywać się tak, jak życzą sobie międzynarodowe rynki, które potrafią wymieniać nieudolnych premierów na innych. Unii Europejskiej zabrakło w obliczu trudności finansowych silnej, centralnej władzy państwowej, gotowej szybko i sprawnie działać. Francuskie i holenderskie referendum pogrzebało kilka lata temu ideę federalnej Europy, a Unia Europejska cofnęła się do współpracy międzyrządowej. Skupiona dotychczas w Komisji Europejskiej władza wykonawcza znalazła się w Radzie Europejskiej, gdzie prezydenci i premierzy rządzić mają Unią na brukselskich szczytach. W praktyce jednak wiele ustaleń ma miejsce za plecami pozostałych prezydentów i premierów, między kanclerz Merkel i prezydentem Sarkozym. W polskim interesie leży oczywiście utrzymanie strefy euro i wzmocnienie Unii Europejskiej. Trudno jednak nie zauważyć, że od kryzysu gospodarczego 2009 r. gospodarki rozwinięte borykają się z kłopotami, podczas gdy te rozwijające się (Chiny, Indie) kwitną. Nowe bogactwo Azji opiera się na konsumpcji ponad stan w USA i Europie. Obecnie nowym rynkiem dla Azji będzie przede wszystkim ona sama i jej własny rynek. Profesor Paweł Bożyk, podobnie jak wielu innych polskich ekonomistów, uważa, że Unia Europejska w konfrontacji z rynkiem finansowym jest zbyt małym organizmem, by mogła się przeciwstawić się rynkowi globalnemu. Dlatego priorytetem powinna być dyskusja na forum światowym na temat zabezpieczenia się przed kryzysem finansowym w skali globalnej. Uzdrowienie światowych finansów wymaga w skali globalnej wypracowania i wprowadzenia w życie ponadkrajowej kontroli światowych rynków finansowych. Obecnie nie istnieją jednak takie narzędzia i i instytucje, które zapewnić mogłyby taką kontrolę. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy są instytucjami, które pomimo światowego kryzysu finansowego są wciąż strażnikami zasad neoliberalnych w świecie. (Paweł Bożyk, Neoliberalizm a kryzys w strefie euro; geopolityczne przyczyny i skutki kryzysu, portal ROG-u, internet, luty ) Niestety! Sposoby reagowania na kryzys mogą być różne. Wielkim pesymistą jest profesor Krzysztof Rybiński, który mimo drugiej transzy pomocowej dla Grecji, uważa, że nic nie jest w stanie uratować tego kraju przed plajtą i jego wyjściem ze strefy euro. Grecja pozostanie nadal zagrożeniem dla strefy euro. Spodziewając się bankructwa Grecji i wyjścia tego kraju ze strefy euro, Rybiński sformułował na tę okoliczność określenie: Eurogeddon, przewidujący scenariusz, w którym kryzys grecki rozlewa się na Portugalię, Hiszpanię i Włochy. W tym czarnym scenariuszu nastąpią spadki na giełdach, osłabienie euro w stosunku do dolara i osłabienie złotówki. Dlatego Rybiński stworzył fundusz inwestycyjny pod nazwą Eurogeddon, który oferuje wysoką stopę zwrotu w w razie bankructwa Grecji i innych krajów południa Europy, a także zapewnia bezpieczeństwo środków w przypadku powszechnego szturmu na banki w UE. Osoby, które miałyby stracić, mogą jednocześnie zarobić na inwestycjach w funduszu Eurogeddon. (Dorota Łosiewicz, rozmowa z Krzysztofem Rybiński, Grecja jak zombi, Fakt, 22 lutego 2012) Na kryzysie można więc jeszcze nieźle zarobić. Proces wzrostu roli rynków kapitałowych następował od dawna. Profesor Władysław Szymański także uważa, że władzę nad światem przejęły rynki finansowe, które zresztą nie mają do tego ani demokratycznych, ani formalnych podstaw. W tych warunkach istnieją, jak pisze, dwa przeciwstawne warianty postępowania. Pierwszy to bierne podporządkowanie się sile rynków finansowych i kierowanie się tylko interesem doraźnym. Konsekwencją takiego postępowania jest oderwanie od realnych problemów i skupianie się na pozornych konfliktach samych polityków. Polska scena polityczna od dłuższego już czasu funkcjonuje, jakby w oderwaniu od rzeczywistości. Szymański proponuje dlatego działania, które bronią suwerenności państw. Jego drugi wariant zakłada aktywność mimo barier stwarzanych przez rynki finansowe. Ten wariant zakłada innowacyjną politykę w tych sferach, gdzie istnieją warunki do samodzielności i suwerenności. Aktywność ta może się przejawiać m.in w zdecydowanym działaniu w gremiach europejskich i światowych, by podjąć wspólne działania regulacyjne. Dostosować się do globalizacji musi każdy kraj, ale zmienić proces globalizacji mogą jedynie wszystkie kraje razem, a przynajmniej ich większość. Sukces osiągnie ten kraj, który lepiej i szybciej potrafi dostosować się do obecnych czasów gwałtownych zmian, szybkiego starzenia się informacji, doświadczeń i wcześniejszych strategii. Ignorowanie zmian w świecie (ale i wewnątrz kraju) prowadzi do polityki, która skupia się na bieżącym zarządzaniu, bez umiejętności perspektywicznego myślenia, do kontemplowania przede wszystkim bliższej i dalszej przeszłości. Istnieje potrzeba korzystania z wiedzy eksperckiej przy równoczesnym rozwoju konsultacji społecznych, które nie muszą koniecznie świadczyć o słabości rządzących. Jak zauważa na przykładzie Chin i Indii profesor Szymański, zdolność dostosowania się do szybkich jakościowych zmian nabiera obecnie znaczenia geopolitycznego. Kraje o ustroju autorytarnym (Chiny) posiadają system decyzyjny nie obciążony uciążliwym procedurami wynikającymi z mechanizmów demokratycznych. Kraje demokratyczne (Indie) nie mogą np. - w przeciwieństwie do Chin decydować się budując autostrady na szybkie przesiedlanie ludzi.( Zachód (w tym Polska) nie powinien oczywiście odrzucać demokracji, ale dostosowywać się do zmian szybko, ale jednak w procesie demokratycznym. M.P.) Jak zabezpieczyć się, pyta Szymański, przed “niepewnym”, przed nieprzewidywalnością wydarzeń. Nie można bezkrytycznie ekstrapolować doświadczeń z przeszłości na przyszłość, gdyż doświadczenia, wiedza i wcześniejsze strategie są najczęściej obecnie i w przyszłości nieaktualne. Wprawdzie rozważania profesora Szymańskiego dotyczą przede wszystkim przyszłego bezpieczeństwa ekonomicznego, to wnioski z nich płynące można z powodzeniem zastosować w innych dziedzinach, np. w polityce zagranicznej. Zresztą problematyka ekonomiczna i zagraniczna jest ze sobą ściśle związana. Najogólniejszą forma zabezpieczenia się Polski przed “niepewnym” jest bez wątpienia postęp w integracji europejskiej; żyjemy w czasach, w których coraz trudniej poradzić sobie w pojedynkę na globalnym rynku. Musimy myśleć o wejściu do strefy euro, oczywiście nie teraz, gdy tam sytuacja jest jeszcze “pożarowa”. Aktywność mimo barier zakłada wykorzystanie pewnych szans, które jednak istnieją i które mogą się już nie powtórzyć. Do takich szans profesor Szymański zalicza możliwość odrobienia dystansu rozwojowego Polski w stosunku do średniej europejskiej. Stać się to już może w bieżącej dekadzie, w której korzystamy z dobrej sytuacji w zakresie potencjału siły roboczej, dzięki powojennemu wyżowi demograficznemu i wyżowi lat osiemdziesiątych. W tej dekadzie mamy do czynienia ze skokiem edukacyjnym; po roku 1990. czterokrotnie zwiększyła się liczba studentów i absolwentów wyższych uczelni. Największa szansa tkwi właśnie w wykorzystaniu potencjalnych możliwości i wyławiania talentów spośród idących w miliony absolwentów wyższych uczelni. Obecna dekada to prawdopodobnie ostatnia dekada tak wydatnego wsparcia ze strony Unii Europejskiej. Dopiero po roku 2020 odczujemy ostro obciążenia wynikające z emisji CO 2 oraz z innych wymogów ekologicznych. Jednocześnie kraje zachodnie wchodzą w okres niskiego wzrostu, co wynika z barier demograficznych i mentalnych – związanych z osiągniętym poziomem bogactwa i sytości, a co za tym idzie niższą aktywnością społeczeństw. Wykorzystanie w Polsce (lub nie) w bieżącej dekadzie sprzyjającej szansy na wyrównanie poziomów z Zachodem może zaważyć na całej perspektywie kraju. Szymański stwierdza, że polskie atuty i szanse nie mogą opierać się na kapitale finansowym, a na kapitale ludzkim i potencjale przedsiębiorczym. Polacy nigdy nie byli mocni w doświadczenia i nie mieli ani czasu, ani cierpliwości by dążyć do perfekcji. A ponieważ perfekcja nie jest teraz w cenie, olbrzymiego znaczenia nabiera polski dar improwizacji i elastyczności oraz umiejętność stosunkowo łatwego dostosowywania się do zmieniającego się rynku. Szymański proponuje rozwiązanie systemowe i uważa, że niedostrzeganą jeszcze szansą dla polskiego młodego pokolenia jest tworzenie przez utalentowane jednostki “pustych firm”. Model pustej firmy to model, w którym firma w ścisłym znaczeniu nic nie produkuje, gdyż w całości polega na zewnętrznych źródłach dostaw półfabrykatów, podzespołów i usług. Funkcjonuje ona przy minimalnej organizacji wewnętrznej, opierającej się na doskonałej infrastrukturze informatycznej i wysoko kwalifikowanej kadrze. Takie firmy nie są właścicielami żadnej fabryki, a produkcję i usługi zlecają na zewnątrz. Pusta firma jest sieciowym koordynatorem. Sama jest bardzo mała, ale pośrednio może dawać zatrudnienie setkom tysięcy pracowników produkcyjnych i usługowych. Przez poparcie dla “pustych firm” i tworzenie ich, kraj uzyskałby wielki impuls i przyśpieszył w sposób wydatny podporządkowanie działalności gospodarczej wymogom rynku globalnego. Władysław Szymański, Polska wobec niestabilnego otoczenia czyli jak w nowych warunkach skutecznie sterować państwem, “Realia i co dalej..., Styczeń Nr 1 (27) 2012(Władysław Szymański, tamże. Szerzej na temat pustych firm w książce profesora Szymańskiego “Niepewność i niestabilność gospodarcza” Wydawnictwo “Difin”, Warszawa, 2011. Rozdział 3.,podrozdziały 3.4, 3.5 i 3.6.) Wykorzystanie potencjału wykształconego pokolenia ma znaczenie, nie tylko zresztą w Polsce, zarówno dla rozwoju gospodarczego, jak i spokoju społecznego. Na Zachodzie zwiastunem kryzysu społecznego są wybuchające od kilku lat niepokoje z udziałem młodych. W Polsce młodzi mają jeszcze podobno nadzieję na dobrobyt i awans. Nie wolno ich tych nadziei pozbawić. Jak pisze Wawrzyniec Smoczyński, młodzi Polacy między 18 a 34 rokiem życia stanowią ponad połowę zarejestrowanych bezrobotnych, a bezrobocie wśród młodzieży jest dwukrotnie wyższe od średniej. Połowa zatrudnionych nie pracuje w swoim zawodzie, a wyższe studia nie gwarantują już etatów ani dobrej pozycji społecznej. Większość młodych Polaków pracuje na umowach śmieciowych i darmowych stażach. W Niemczech podobną grupę społeczną nazwano prekariatem (8% bogatego społeczeństwa niemieckiego). Precarius znaczy po łacinie “zdany na łaskę”, a słowo prekariat dziwnie przypomina “proletariat”. Proletariat był najbardziej wyzyskiwaną częścią klasy robotniczej, która nie posiadała środków produkcji i utrzymywała się wyłącznie z własnej pracy. Prekariat to grupa wyzyskiwana na niepewnych umowach, za płacę nie pozwalającą się utrzymać ani planować przyszłości. Standing, profesor bezpieczeństwa ekonomicznego na uniwersytecie w Bath Guy i autor książki “Prekariat” dzieli prekariat na 3 grupy: 1/ odpowiednik przemysłowego lumpenproletariatu, skłonny do przemocy, często skryminalizowany - to mniejszość. 2/ druga grupa to wykształceni młodzi, którzy nie mają pracy i romantyczni idealiści, marzący o lepszym świecie.3/ Największa jest grupa trzecia - starsi pracownicy fizyczni, którzy wraz z etatami utracili bezpieczeństwo materialne i status społeczny. (Wawrzyniec Smoczyński, Prekariusze wszystkich krajów, Trzęsienie kapitalizmu, Wydanie Specjalne, 1/2012) Patrząc na bezradność przywódców zachodnich wobec kryzysy zadłużeniowego, trudno oczekiwać, uważa Standing, aby poradzili sobie z nadciągającym kryzysem społecznym. Standing proponuje redystrybucję zysków z kapitału finansowego. Bogaci powinni płacić większe podatki. Ponadto świadczenia i ulgi, które wędrują głownie do klasy średniej i wielkich korporacji przenieść należy do funduszu dochodu podstawowego. Standing popiera ideę wprowadzenia powszechnego dochodu podstawowego, wypłacanego co miesiąc każdemu obywatelowi. Zapewnia, że będzie to jeszcze kapitalizm, a tę inicjatywę poparło wielu liberalnych ekonomistów, a wśród nich Milton Friedman. (Po tym zapewnieniu odczuliśmy wszyscy wyjątkową ulgę. M.P.) Wykorzystując analizę Standinga w warunkach polskich można powiedzieć, że starszy prekariat to elektorat Prawa i Sprawiedliwości, a prekariat młodszy czeka na “zagospodarowanie”. Francis Fukuyama, który jest konserwatywnym liberałem apeluje, o dziwo!, by stworzony został dobry lewicowy projekt polityczny, który doprowadziłby do wypracowania ideologii – systemu wartości dla rodzącego się kapitalizmu przyszłości, tak aby owoce rozwoju służyły jak największej liczbie ludzi. (Edwin Bendyk, “Nowy, lepszy kapitalizm, Polityka , Wydanie Specjalne) Jak na razie kapitał i neoliberalizm nie pozwala zbytnio lewicy na ratowanie kapitalizmu, chociaż w Polsce lewica ma na to wyraźną ochotę. Z doświadczeń Europy Zachodniej wynika, że gdyby w Polsce doszło do kryzysu, jej najliczniejszymi ofiarami będą właśnie ludzie młodzi. Nadzieja tkwi w tym, że – niezależnie od przynależności partyjnej - coraz większa część elity politycznej w Polsce porzuca neoliberalną wiarę. Jak powiedział kiedyś redaktor Jacek Żakowski: całe szczęście, że Platforma Obywatelska nie zaczęła realizować swego programu wyborczego. Należy się domyślać, że w tym ostatnim pewną rolę odegrał sojusznik Platformy, Polskie Stronnictwo Ludowe i jego antyneoliberalne pismo “Realia ... i co dalej”. Pozytywna rolę odegrał tygodnik “Polityka”, kibicujący Platformie “nieco z lewa”, a także socjaldemokratyczny “Przegląd”, “Przegląd Socjalistyczny” oraz kilka portali internetowych, w tym portal Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im Edwarda Gierka. Nie cieszmy się jednak za wcześnie. Wydaje się, że przełomowy będzie rok bieżący i następny. Wszystko się może jeszcze wydarzyć, jakkolwiek przeciwko kryzysowi społeczno-gospodarczemu w Polsce przemawia wzrost gospodarczy (a co za tym idzie prawdopodobny wzrost liczby miejsc pracy), malejąca w najbliższych latach liczba młodych poszukujących pracy (także z przyczyn demograficznych oraz niestety z powodu emigracji młodych). Emigrację z Polski młodych należałoby przyhamować i myśleć o wdrażaniu pomysłów na kontrolowaną i korzystną ekonomicznie (tylko o taką chodzi) imigrację do Polski. W tym zachęcanie Polaków za granicą do powrotów do Polski, przede wszystkim tych w wieku produkcyjnym, zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu. Wszystko po to, by po roku 2020 nie zabrakło w Polsce ludzi do pracy i dobrze się miały fundusze emerytalne, w tym przede wszystkim ZUS. Warto też przypomnieć konieczność działań stymulujących przyrost naturalny w naszym kraju. Co do tego ostatniego wszystkie siły polityczne w Polsce są zgodne. Wyludniona Polska nie odegra w UE żadnej roli. To byłaby niezwykle żałosna perspektywa.

 

Kilka uwag dotyczących federalizacji Europy

Sprawiedliwa Polska i spokój społeczny w naszym kraju oraz w innych krajach unijnych to sprawiedliwa i bezpieczna UE. Trudno przecenić też znaczenie sprawiedliwych relacji między samymi krajami unijnymi. Zależy od nich chociażby bezpieczeństwo Europy i sprawne funkcjonowanie UE. Sam pomysł na federację europejską jest dobry. Jakie jednak mogły by być konsekwencje nieprzemyślanego utworzenia federacji UE? Po pierwsze głos Niemiec byłby np. wielokrotnie ważniejszy w trakcie głosowania niż Czech czy Węgier nie mówiąc już o takich krajach, jak Łotwa czy Estonia. Po drugie konsensus nie byłby już potrzebny, bo uchwały podejmowane byłyby większością głosów. Po trzecie, także w organach unijnych poszczególne kraje nie byłyby reprezentowane jednakowo. Duży kraj byłby np. reprezentowany przez więcej niż jednego komisarza, a mały mógłby nie mieć żadnego przedstawiciela. Unia Europejska o charakterze federacyjnym zagwarantowałaby rzecz jasna unifikację poglądów w sprawach budżetowych, finansowych, zwłaszcza fiskalnych i płacowych. W praktyce - zauważa profesor Paweł Bożyk - oznaczałoby to narzucenie zasad funkcjonowania gospodarek najsilniejszych ekonomicznie, gospodarkom najsłabszym. (Paweł Bożyk, tamże) (Rzecz w tym, że w tej dekadzie Polska ma szanse stać się silną gospodarka. Czechy w Środkowej Europe już taką są. Pytanie przy tym czy pojawi się jakaś alternatywa poza federacją unijną oraz federacją Środkowej Europy w ramach UE, M.P.) Czy chcemy tego czy nie, wszystko wskazuje na to, że Unia, co prawda drogą wyboistą, zmierza jednak stale w kierunku federacji. W tej federacji zabezpieczyć trzeba interesy narodów małych i średnich. Dlatego w celu zrównoważenia potęgi największych państw unijnych należy sprzyjać powstawaniu w ramach UE ugrupowań regionalnych (konfederacji lub federacji) małych i średnich państw. W Europie Środkowej zalążkiem takiej regionalnej współpracy jest Grupa Wyszehradzka. Profesor Jan Czaja przypomina, że dyskusja nad przyszłością Europy, która toczyła się ponad dekadę temu dotyczyła docelowego kształtu Unii. Na wokandzie stały wówczas takie kwestie jak to czy Unia ma być federacją czy Europą Ojczyzn, czy narody europejskie pozostaną formą etnos, czy jednak Unia zmierzać ma w kierunku budowy europejskiego demos. Dzisiejsze dyskusje dotyczą mniej docelowego kształtu Unii, a bardzie przyszłości strefy euro, której ewentualny rozpad nie przekreśli całego integracyjnego projektu europejskiego. Elementy struktur federacyjnych zaczęto wprowadzać wraz z Traktatem z Maastricht. Mieliśmy do czynienia w UE z wieloletnim procesem budowania struktur federacyjnych, którego ukoronowaniem miał być Traktat Konstytucyjny, odrzucony jednak przez Holandię i Francję. Mimo, że Traktat Lizboński zatrzymał proces federalizacji Unii to nadał jej osobowość prawną, co oznacza podmiotowość prawnomiędzynarodową, a to z kolei jest ważnym krokiem na drodze do federalizacji. Czaja uważa, że droga do uzdrowienia strefy euro poprzez federację jest nierealna i prowadzi donikąd. (Pytanie jednak czy w ogóle taki jest obecnie mechanizm wydarzeń? Kierunek wydaje się być odwrotny - to unia fiskalna w UE wymuszać będzie rozwiązania federacyjne, M.P.). Dzisiaj szanse – zdaniem Czaji - na realizację wizji federacyjnej Europy są zerowe, bo dotyka ona suwerenności państw i tożsamości narodowej. Zgadza się jednak, że gdyby ją zrealizować, a do tego wdrożyć proponowane mechanizmy, UE byłaby najprawdopodobniej strukturą efektywną i atrakcyjną, ale – zaznacza - chyba nie dla wszystkich. (Nieatrakcyjną mogłaby się okazać dla małych państw, stąd moja propozycja federacji regionalnych w ramach UE, aby zrównoważyć potencjał wielkich państw w Unii). “W przyszłości być może będzie ona jedyną koncepcją gwarantującą Europie poczesne miejsce na mapie świata”. (Jan Czaja, Egzegeza Sikorskiego. Jakiej Unii Europejskiej potrzebujemy?, Realia i co dalej..., Styczeń Nr 1 (27) 2012, str 49) Chodzi nie tylko o federalizację Unii Europejskiej, ale o także o federacje regionalne w ramach Unii, w tym o federację Europy Środkowej. Sama federacja UE, bez federacji regionalnych byłaby niekorzystna dla małych i średnich państw europejskich. O ile w ekonomii mamy propozycje wybitnych uczonych zmierzające do ponadnarodowego ustabilizowania rynków finansowych, stworzenia w świecie nowego ładu gospodarczego, tworzenia ratunkowych funduszy inwestycyjnych oraz “pustych firm”, to w polityce zagranicznej pozostaje przewidywanie najróżniejszych scenariuszy. Oznacza to zgodę z poglądem, że najgorsze jest “nic nie robienie”. Kierunek i sposób jednoczenia się Europy w warunkach kryzysu jest nieprzewidywalny. Jak się zabezpieczyć przed “niepewnym”.Wiele zależy od tego czy główne państwa świata dadzą narzucić sobie dyktat rynków finansowych i czy spróbują temu dyktatowi przeciwdziałać. Obiektywnie rzecz biorąc wszelkie poważne zagrożenia, a z takimi mamy obecnie do czynienia, zmuszały w przeszłości państwa i narody (np. wojna) do poszukiwań federacyjnych. Już Traktat Lizboński, mimo, że zatrzymał federalizację Europy, uczynił kolejny krok w kierunku federacji UE przyznając jej prawnomiędzynarodową podmiotowość. Umowy międzyrządowe w strefie euro, które mają tę strefę uratować, wydają się być gorszym rozwiązaniem federacyjnym niż przyjęcie rozwiązań fiskalnych na szczeblu unijnym, przez wszystkie kraje UE. Pakt fiskalny przyjmowany stopniowo przez kolejne państwa stworzy nowe instytucje i mechanizmy, które tak czy owak poprowadzą w stronę federacji. W tym miejscu należy zgodzić się z profesorem Bożykiem, że federacyjna UE narzuci zasady funkcjonowania gospodarek silniejszych ekonomicznie, gospodarkom najsłabszym. Dodajmy, że przewaga ekonomiczna i demograficzna państw silnych będzie miała swe przełożenie na płaszczyznę polityczną. Państwa słabe utracą swą suwerenność w ramach UE zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. W tych uwarunkowaniach zwolenników federacyjnej UE oraz jej przeciwników pogodzić powinna propozycja tworzenia federacji regionalnych małych i średnich państw w ramach federalizującej się Unii Europejskiej. W naszym regionie chodzi o federację Europy Środkowej. Przystąpienie do takiej federacji nie przesądzałoby do końca wszystkich kwestii; państwa członkowskie mogłyby np. w dowolnym terminie przyjmować euro i wstępować do strefy. Ewentualny upadek strefy euro nie spowoduje równoczesnego rozpadu Unii Europejskiej, a co za tym idzie postulat zjednoczenia się naszego i innych regionów w ramach UE byłby nadal aktualny. W przypadku dalszych turbulencji ekonomicznych w Unii Europejskiej coraz bardziej oczywistą staje się potrzeba zwrócenia większej uwagi Polski oraz innych krajów Środkowej Europy na współpracę gospodarczą z państwami pozaeuropejskimi. W skali globalnej na tym zmieniającym się rynku niektóre azjatyckie kraje Trzeciego Świata mają kilkakrotnie większą dynamikę niż kraje OECD. “Współpraca gospodarcza z Chinami i innymi krajami azjatyckimi (choć nie tylko) może być o wiele większym czynnikiem dynamizującym niż współpraca z krajami zachodnimi”.(Szymański, tamże) Pamiętać przy tym należy o utrzymaniu z nimi dodatnich (lub przynajmniej zrównoważonych) bilansów handlowych i finansowych.

My wierzymy jednak w Unię Europejską! Federalizująca się Unia Europejska, a w niej silna Europa Środkowa, będzie miała coraz większe szanse w konfrontacji z rynkami finansowymi. Inna sprawa, że nie tylko UE na drodze do federacji, ale cały świat oczekuje zerwania z neoliberalnym Konsensusem Waszyngtońskim i zaprowadzenie nowego, bardziej sprawiedliwego ładu finansowo-ekonomicznego w świecie. Lekki skręt w lewo wyjdzie wszystkim na zdrowie.