Hannibal ante portas

Cieniutki budżet państwa zmusił naszych parlamentarzystów nienawykłych do zbytniego wysiłku do podjęcia trudu szukania dodatkowych pieniędzy. Tym razem padło na rolników. Jak wynika z konkluzji przeprowadzonej w tej sprawie debaty niesprawiedliwe jest, żeby rolnicy a szczególnie ci z dobrze prosperujących gospodarstw nie płacili podatków, bo co prawda podatek gruntowy (płacą wszyscy rolnicy), ale jest on podatkiem gminnym i budżetowi nic do niego. Przy okazji debatowano nad kosztami funkcjonowania KRUS-u, w którym składki rolnicze nie pokrywają nawet jego funkcjonowania. Oczywiście nie dopracowano się żadnego rozwiązania. Dlaczego? Dlatego że w porządku gospodarki neoliberalnej nie ma miejsca na sensowne rozwiązania, bo jak wszyscy dobrze pamiętamy w założeniach konsensusu waszyngtońskiego, którego pokłosiem jest gospodarczy neoliberalizm, eliminuje się państwo z wszelkich zabiegów dotyczących interwencji w gospodarkę.

Ta sejmowa debata jest po OFE kolejną jaskółką, która będzie zwiastunem końca neoliberalizmu w Polsce. Można chyba w odniesieniu do doktryny neoliberalnej zaryzykować rzymskie hasło “ Hannibal ante portas” . Po raz kolejny bowiem okazuje się, że państwo musi bezradnie patrzeć jak pada lokomotywa gospodarcza z powodu niewłaściwej eksploatacji urządzenia. Okazuje się, że Polska to nie Ameryka, której ogromny potencjał może zwolnić państwo z obowiązku interwencji w procesy gospodarcze. Tysiące ogromnych prywatnych farm; każda wielkości polskiego województwa, jest takim bytem, który samą swoją potęgą broni się przed różnymi zawirowaniami występującymi na światowych rynkach. Nasza pseudo neoliberalna gospodarka (wszystkich sektorów) przy amerykańskiej to przysłowiowa żaba podstawiająca nogę kiedy kują konia.

To oczywiście jest jedną z przyczyn klęski jej stosowania, i permanentnych kłopotów naszej gospodarki. Jeszcze żadna partia nie zająknęła się w tej sprawie choć do rządzenia chętnych wielu. Klęską będą rządy każdego ugrupowania, które ośmieli się rządzić krajem w sytuacji obowiązywania doktryny, która Polsce nie może przynieść i nie przyniesie gospodarczego sukcesu. To już sprawdzone i pewne jak to, że jutro będzie dzień. Ale do rzeczy. Oczywiście podatki ważna rzecz jak również składki za opiekę medyczną. Tymczasem KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego) jest protezą, która w pewnym sensie redukuje skutki naszej polityki gospodarczej, ale jak widać w konfrontacji z rynkiem ona też zawodzi. Państwo nie może pozwolić sobie na finansowanie bytu, który nie tylko winien przynosić zyski, ale w całym cywilizowanym świecie musi być i zawsze jest lokomotywą gospodarki (nie dotyczy Polski - na razie).

Podatków z działalności rolniczej nie ma – bo 90% rolników niczego na rynek nie produkuje, bo nie wytrzyma konkurencji nie tylko z potęgą farmerów z USA, ale z dotowaną produkcją z U.E. Unia, żeby zlikwidować skutki nieszczęścia wolnego rynku (w Polsce) dała rolnikom dopłaty do ha. + dopłatę do produkcji - średnio ok. 800 zł. rocznie od 1 ha. Co w przeliczeniu na średniej wielkości 7 hektarowe gospodarstwo daje 5600 zł rocznie w rozbiciu na miesiące to dochód w kwocie 460 zł. Sprytni czynni rolnicy w ogromnej większości dzierżawią połacie gruntów opuszczonych przez bądź nie uprawianych przez starszych rolników, zwykle sąsiadów, na zasadach umów cywilno-prawnych co upoważnia ich do pobierania unijnych dotacji. Stanowi to źródło nieewidencjonowanych dochodów wielu gospodarstw poprawiających sobie finanse i jakoś się kręci.

Ta demoralizująca forma unijnej “rekompensaty” spowodowała sytuację w której chłopom nie opłaca się żadna produkcja a gospodyni po jajka zamiast do kurnika idzie do sklepu, mleko, śmietana, sery, mięso drobiowe czy wieprzowe wszystko na wsi kupuje się w sklepie. Polska wieś przestała być producentem żywności, stała się jej konsumentem. W podwarszawskiej miejscowość, w której obecnie zamieszkuję, tzw. gminie rolniczej, gdzie cały kram to dwie krzyżujące się jezdnie i Urząd Gminy - jest siedem sklepów z art. spożywczymi, i 1 słownie jeden z art. rolno technicznymi. Wszystko trwa w marazmie gospodarki ekstensywnej bez perspektyw a i specjalnych chęci do pracy brak, no bo po co. Urodzi się - dobrze, nie urodzi to i tak zapłacą. Natomiast próba podjęcia jakiejkolwiek zyskownej działalności gospodarczej na wsi zderza się z murem niekompetencji zatrudnionych jak to się mówi na wsi “po rodzinie”.

Zero wiedzy, jeszcze mniej kompetencji, panika urzędników przy pytaniu o unijne granty, jazda w każdej sprawie do starostwa to skutek rewolucji administracyjnej śp. pana dr. Kuleszy. Powołując powiaty, faktycznie ubezwłasnowolnił gminy, które są nominalnym właścicielem zasobów gminnych. Możesz korzystać ze swojej własności pod warunkiem, że uzyskasz na to zgodę powiatu. Tak z grubsza wygląda gospodarka wiejska skupiająca ok 3 miliony gospodarstw i w każdym funkcjonują najmniej dwie osoby. Innymi słowy mamy 6 milionów bezrobotnych, wyposażonych w dobra przedsiębiorstw produkcyjnych, gotowych do podjęcia produkcji a nie produkujących niczego! Mało że niczego nie produkują - ergo nie płacą podatków, to w dodatku państwo ma obowiązek dopłacać do ubezpieczeń utrzymując KRUS. Taką gospodarka to fenomen na skalę światową.

Ktoś w rządzie zauważył te anomalie, ale jedynym propozycją zmiany profilu polskiej wsi był wniosek o likwidację KRUS-u. bo opodatkować nie ma czego. W taki sposób po raz kolejny okazało się, że coś tu nie tak. No, ale ta konstatacja nie zmieni rzeczywistości. Więc co należy zrobić? mówiąc najprościej, skończyć z bezczynnością rządu. Zrobić to co zrobić należało już w 1989 roku. Co to takiego To co jest potrzebne w ekonomii nazwa się INTERWENCJONIZMEM PAŃSTWOWYM. Wdrożenie tej procedury powoduje ogromnie pozytywne implikacje gospodarcze.

Doskonałym przykładem właściwej polityki gospodarczej stosowanej wobec wsi była polityka Edwarda Gierka. Do dziś chłopi nazywają Go Edwardem Wielkim. Jego polityka spowodowała niesłychany rozwój wsi w każdym aspekcie. Oczywiście minął czas i świat poszedł naprzód to prawda, ale prawdą jest to, że trzeba nareszcie ruszyć z miejsca. WIĘC OD CZEGOŚ TREZEBA ZACZĄĆ. To jest zagadnienie fundamentalne do rozstrzygnięcia jako temat dla gremiów politycznych Kongresu Lewicy. Bez politycznego wsparcia nie ruszymy z miejsca.

Adam Zbigniew Gusiew