Reformy to szansa, ale i ryzyko

 

Rzadko bywa, że zgadzam się z władzami LEWICY co do kierunków polityki gospodarczej. Tymczasem ja, zdeklarowany zwolennik radykalnych, choć mieszczących się w sztywnych ramach prawnych zmian, kontestujący bezbarwny program Lewicy jestem ogromnie zaskoczony. Wyznam szczerze, że nie spodziewałem się wyartykułowania tak odważnego postulatu, który zapewne zostanie jednym ze sztandarowych haseł wyborczych lewicy. Zmiana ustroju administracyjnego jest ze wszech miar pożądana i oczekiwana. Wszystkie kwestie merytoryczne związane z postulowanymi zmianami dokładnie wyjaśnił na konwencji SLD przewodniczący Leszek Miller. Duże wrażenie w mediach wywołała też sprawa kadencyjności gremiów pochodzących z wyboru. Obie te kwestie mogą się okazać dalekowzrocznym i brzemiennym w skutki przedsięwzięciem, czy wręcz hitem politycznym. Wszak pod jednym warunkiem, że nie są one, co było by okrutną drwiną z lewicowego elektoratu, luksusowymi bon motami w konstrukcji których pan Miller osiągnął niekwestionowane mistrzostwo.

Pozostając w klimacie poważnego traktowania przedmiotu, pozwolę sobie zwrócić uwagę na jedną fundamentalną kwestie, bez rozstrzygnięcia której pomysł na zmianę ustroju spali na panewce i zostanie kolejną (podobnie jak program trzech milionów mieszkań prof. P. Bozyka) ośmieszoną i zmarnowaną szansą na realne i gruntowne zmiany, tym razem w obszarze problemów społeczno gospodarczych. Kwestia ta wiąże się też z jeszcze jednym postulatem zgłoszonym przez L. Millera na konwencji. Ten postulat to płaca minimalna oraz kwestia przywrócenia wieku emerytalnego oraz wprowadzenia emerytur państwowych. Propozycje te są niewątpliwie oczekiwane przez społeczeństwo i możliwe do wykonania oraz realne z punktu widzenia prawa pod warunkiem jednak osiągnięcia większości sejmowej. Jedynie kwestia kadencyjności posłów i senatorów wymaga zmian zapisów w konstytucji.

Powróćmy więc do kwestii zmiany systemu administracyjnego. Należy pamiętać, że słuszny postulat zmian w tej materii implikuje cały szereg innych posunięć w systemie gospodarki terenowej sensu stricto. Mówiąc wprost, jak pan przewodniczący wyobraża sobie działania państwa w sferze gospodarczej zawładniętej ideologią, która zabrania państwu ingerencji czy uczestnictwa w życiu gospodarczym kraju, wszak wyznawcy doktryny prymitywnego neoliberalizmu rozerwą pana na strzępy, albowiem poprawa bytu społeczeństwa gwarantuje armii urzędników samorządowych zajęcie się tym, do czego są zawodowo przygotowani, czyli przeważnie do niczego. Dlatego nie należy się spodziewać że pokornie przyjmą wyrok śmierci dla słodkiego nieróbstwa, trwania w błogiej niekompetencji oraz braku odpowiedzialności za wszelkie podejmowane decyzje i bajecznych apanaży.

Z drugiej strony wszyscy dziś nawet najzagorzalsi przeciwnicy minionej epoki zgodnie przyznają, że podstawą Złotej Dekady Gierka była reforma samorządowa. Niektórzy złośliwie dodają, że to już było. To prawda i dobrze żeby się powtórzyło, wszak repetitio est mater studiorum a dobre wzorce zawsze są stosowane i wielokrotnie powielane właśnie dlatego, że są sprawdzone i dobre. Sprawdzone bo pozytywnie zostały przyjęte przez społeczeństwo, dobre bo przyniosły społeczeństwu dostatnie i spokojne czasy. W teorii filozofii gospodarczej prof. Waltera Euckena oznacza to “właściwie dobrany i adekwatny do możliwości percepcji społecznej zestaw instrumentów inżynierii ekonomicznej gwarantujący odniesienie sukcesu gospodarczego.” Drugi aspekt tej sprawy to kwestia płacy minimalnej. Z punktu widzenia filozofii neoliberalnej rzecz niemożliwa do przeprowadzenia z powodu braku praktycznej możliwości wpływu państwa na politykę finansową prowadzoną przez prywatne podmioty gospodarcze. Tym bardziej, że takie uregulowanie w zasadzie nie ma skutecznej mocy prawnej i jest sprzeczna z zasadami swobodnego gospodarowania. Na określenie wysokości płacy minimalnej mogą sobie pozwolić jedynie wszystkie kraje socjalemokracji skandynawskiej, ale już Niemcy takiego luksusu nie mają, stąd w tej kwestii jest sprzeciw pani Kanclerz Merkel, albowiem ani struktura administracji, ani niemieckie zasady społecznej gospodarki rynkowej nie dają praktycznych możliwości realizacji tego postulatu.

Jak widać nic nie jest tak proste jak wygląda . Ale to nie znaczy, że rzecz jest skazana na porażkę. Nie! Albowiem zasady SGR przyjęte przez Polskę wywodzące się z niemieckiego ordo liberalizmu są zdecydowanie bardziej przystające do wartości i doświadczeń wywodzących się z obszaru państw europejskich i dają o wiele szerszy zakres uprawnień państwa niż kowbojski neoliberalizm amerykański. Co jest ważne w dywagacjach na temat korekt systemu. Ważne jest też spostrzeżenie, że w polskiej gospodarce mamy do czynienia z sytuacją zawodności rynku. To jest powodem dla którego muszą nastąpić takie działania naprawcze, które znajdą właściwy balans pomiędzy władzą państwa a władzą wolnego rynku. Taka konieczność wynika z ujawnienia się w Polsce wadliwości działania mechanizmów wolnego rynku, który systematycznie powoduje postępującą pauperyzację społeczeństwa. To stan nadzwyczajny i dlatego wymaga zastosowania nadzwyczajnych środków których nie znajdziemy w zapisach doktryny.

Czy pan L. Miller jest gotowy na podjęcie tej wiekopomnej akcji? Ktoś - wcześniej czy później będzie musiał ją wykonać, ale czy na pewno jest to pan L. Miller. Reformy zawsze niosą ze sobą ryzyko niepowodzeń. Nie jestem pewien, bo pamięć zawodzi, ale to chyba pan Miller optował za podatkiem 3 x15, określał siebie jako zafascynowanego neoliberalizmem, jeżeli tak to jest szansa naprawić te błędy i odrzucić wszelkie sentymenty doktrynalne i wręcz przeciwstawić się gospodarczemu doktrynerstwu. Bez wykonania w/w. działań nie warto robić zamieszania z reformowaniem systemu administracyjnego, albowiem osią i powodem wszystkich działań jest gospodarka. My poprzemy wszelkie działania partii w tej materii i oferujemy całe zestawy naprawcze makro i mikro ekonomiczne, które są dorobkiem naszego Instytutu. Bez udziału państwa w gospodarce wolny rynek nie poradzi sobie ze stanem fazy kryzysu a super ważne dla kraju reformy zaproponowane przez SLD zostaną tylko atrakcyjnie brzmiącymi bon motami. A co najważniejsze -nadchodzące wybory należy wygrać, aby spisane do realizacji reformy nie zostały rozmyte w trakcie “układania” się z koalicjantem.

Zbigniew Adam Gusiew