Warszawa, 12 października 2010

Maksymilian Podstawski

 

O mitach narodowych i ponadnarodowych, na przykładzie Grunwaldu

 

Grunwald był wielkim triumfem państw słowiańskich, bo tak naprawdę Wielkie Księstwo Litewskie było państwem słowiańskim – elity litewskie rozmawiały wyłącznie po (biało)rusku, a Słowianie stanowili 90% ludności WKL. Połowa armii litewskiej pod Grunwaldem to było rycerstwo ruskie. Mity polski, litewski czy białoruski bitwy pod Grunwaldem są dość nacjonalistyczne, a w obecnych czasach potrzebujemy innego typu mitów. Mit historyczny, mimo że odwołuje się do wydarzeń z przeszłości, zawsze zaspokaja aktualne potrzeby społeczne i polityczne. Dlatego granica między historycznym mitem/legendą, a prawdą naukową jest niekiedy problematyczna. Historyk Norman Davies uważa, że pisanie historii jest zawsze działaniem politycznym. Pisze się ją dla ludzi, którzy będą ja czytać w konkretnej sytuacji politycznej, w jakiej żyją. Jednak mitologia jest absolutnie potrzebna dla funkcjonowania społeczeństwa. Mity, legendy i stereotypy stanowią skróty, by zrozumieć w jakikolwiek sposób świat. Nie każdy jest historykiem. Ważne, aby każdy, kto chce poznać historię, wiedział po jaką literaturę sięgnąć. Na tę bitwę-zauważa Davies - można spojrzeć z perspektywy walki między katolikami; po obu stronach Matka Boska była patronką.1/ Wypada w tym miejscu jednak dodać, że u prawosławnych, a było ich na polu grunwaldzkim po naszej stronie bardzo wielu, może nawet większość, Matka Boska też otaczana była i jest wielką czcią. Warto też przypomnieć, że kult maryjny w Polsce nie zawdzięczamy Zakonowi Krzyżackiemu. Kult maryjny zaistniał w chrześcijaństwie kilka wieków przed Schizmą w roku 1054. Do Polski kult maryjny przybył wraz z przyjęciem od Czechów chrześcijaństwa w obrządku wschodnim w roku 966. (Wiślanie przyjęli chrześcijaństwo obrządku wschodniego już w roku 875). Mieszko I oddał państwo pod zwierzchnictwo papieża i przeszedł na obrządek łaciński w roku 1000. Praktycznie jednak do czasów Kazimierza Odnowiciela byliśmy wyznawcami chrześcijaństwa w obrządku słowiańskim. Proces ten trwał około 200 lat i dopiero Bolesław Krzywousty doprowadził do likwidacji ostatnich biskupstw słowiańskich i latynizacji klasztorów benedyktów słowiańskich. W roku 1410 wszyscy prawosławni Słowianie podlegali jeszcze Konstantynopolowi, a Moskwie dopiero kilka wieków później i to nie wszyscy, bo prawosławni w Polsce nadal Konstantynopolowi. Treść śpiewanej przez rycerstwo polskie pod Grunwaldem “Bogurodzicy” miała wiele wspólnego z prawosławnym kultem maryjnym (większe znaczenie ikon), który różni się nieco – co nie ma znaczenia sporu teologicznego między katolikami a prawosławnymi – od kultu maryjnego na Zachodzie (większe znaczenie relikwii). Słowa “Bogurodzicy” były więc zrozumiałe i mobilizowały do walki wszystkich chrześcijan po stronie polskiej. Kult maryjny do dziś łączy katolików i prawosławnych. Opiece Maryi przypisywane są zwycięstwa pod Grunwaldem, Wiedniem i Warszawą w roku 1920. (Były jednak i klęski, np. ta pod Warną). Mit grunwaldzki może więc i dzisiaj łączyć katolików i prawosławnych w Europie Środkowowschodniej.

W roku bieżącym obchodzimy 600-tną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Tegoroczne obchody rocznicy bitwy miały na celu zmianę naszej mentalności historycznej i przełamanie pewnych stereotypów, były okazją do nowego spojrzenia na politykę historyczną. Miały zerwać z martyrologią i dać przykład przeżywania historii w duchu radości i zwycięstwa. Z uroczystości płynęło przesłanie do narodów Europy Środkowej, że potrafią one zjednoczyć się dla określonego celu i realizować go skutecznie. Mit Grunwaldu ulega przemianom, ale trwa. W nowych warunkach, należy z niego czerpać na nowo.2/ Warto zastanowić się jakie znaczenie ma on dzisiaj. Politycznie jest obecnie dobrze widziane, aby pokpiwać sobie z propagandystów PRL, którzy wzorem minionych stuleci także sięgnęli do tradycji grunwaldzkiej. Uważa się, zresztą słusznie, że tradycja grunwaldzka była wtedy elementem gry politycznej (a kiedy nie była?) i propagandowej ówczesnej Polski. W 1944 roku ustanowiono Krzyż grunwaldzki. Krzyżem tym odznaczono wiele wybitnych i zasłużonych osób, m.in. Wincentego Witosa (pośmiertnie); Stefana Starzyńskiego (pośmiertnie); por. Stanisława Nałęcz-Komornickego, żołnierza AK i Ludowego Wojska Polskiego, biorącego aktywny udział w Powstaniu Warszawskim, który awansował do stopnia generała brygady i kanclerza Kapituły Orderu Virtuti Militari. 10 kwietnia 2010 roku zginął pod Smoleńskiem jadąc do Katynia, by oddać hołd ofiarom stalinowskiego ludobójstwa. Po 1989 roku zrezygnowano z Krzyża Grunwaldzkiego i Odznaki Grunwaldzkiej. Likwidując te odznaczenia uznano-być może słusznie-że po wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej nie odpowiadały one naszym czasom i aktualnej poprawności politycznej. Dzisiaj sposób uprawiania w PRL propagandy jest często wyśmiewany, ale trzeba pamiętać, że RFN nie uznawała bardzo długo polskiej granicy na Odrze i Nysie, a Nikitę Chruszczowa podejrzewano w Polsce o to, że próbował porozumieć się z NRD naszym kosztem. Na Zachodzie pełnej zgody co do granicy na Odrze i Nysie nie było (uznawała ją początkowo tylko Francja), a układy poczdamskie interpretowano w sposób dla Polski niekorzystny. Warto jednak podkreślić, że ta polityka PRL i nieudolna być może z obecnej perspektywy propaganda, popierana była nie tylko w kraju, ale także przez większość środowisk emigracji politycznej; chodziło o Ziemie Odzyskane, wchodzące przecież aktualnie w skład III Rzeczpospolitej. Dla obecności tych ziem w granicach Polski udało się zapewnić uznanie międzynarodowe. W tym duchu wychowywana była w szkołach młodzież i funkcjonował międzypokoleniowy przekaz zarówno w tradycji katolickiej, jak i w tradycji innych wyznań chrześcijańskich w Polsce oraz w rodzinach religijnie obojętnych. Na tych ziemiach zaczęły funkcjonować polskie parafie katolickie. Tradycja grunwaldzka, co jest oczywiste, pełni obecnie inną rolę niż kiedyś. Niemców nie utożsamiamy z Krzyżakami a granica zachodnia jest powszechnie uznaną granicą. Nie było to jednak zawsze tak oczywiste. Dopiero “Od 1989 roku oba kraje (Polska i Niemcy) podjęły bardzo rozumną politykę, choć na samym początku miał miejsce drobny dysonans, kiedy to kanclerz Niemiec Helmut Kohl - ze względu na politykę wewnętrzną – odwlekał uznanie naszej zachodniej granicy. Było to źródłem niepokoju”.3/ Obecnie powodów do niepokoju nie mamy, bo – jak nas zapewniają polscy i niemieccy politycy – powodem nie może być np. drugorzędna ponoć postać Pani Eriki Steinbach.x/

Dość często powtarza się obecnie, że Krzyżacy to nie byli Niemcy. Sama jednak nazwa Zakonu Krzyżackiego - Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego, do dzisiaj, bo Zakon nadal istnieje, mówi coś innego. Nieprawdą jest przy tym twierdzenie, że utożsamianie Krzyżaków z Niemcami zaczęło się w Polsce dopiero w XIX wieku, kiedy to zarówno wśród Polaków, jak i Niemców, a także w innych krajach Europy, zaczęło się rozwijać poczucie tożsamości narodowej. Jak zwraca uwagę profesor Henryk Samsonowicz, już w XV wieku upowszechnia się u nas pogląd o “niemieckości” Krzyżaków i “polskości” wojsk Jagiełły. Oba te desygnaty stanowiły uproszczenie, jakkolwiek już wówczas w utworach literackich pisano w Polsce o Niemcach, mimo, że ludzie zupełnie inaczej niż dzisiaj patrzyli wtedy na swoją etniczność, liczyło się przede wszystkim “bycie” poddanym tego lub innego władcy. W nawiązaniu do zwycięstwie grunwaldzkiego była mowa o Niemcach także w księdze pamiątkowej wydanej przez króla Zygmunta III w 1610 roku. Pamięć o bitwie stanowiła przez wieki ważny zwornik mieszkańców Polski i Litwy, stały wspólny składnik ich zbiorowej pamięci. Dzień 15 lipca stanowił przynajmniej od 20. lat XV wieku pierwsze znane święto w Polsce. W następnych stuleciach Grunwald, mimo częściowej utraty swej popularności, był również w czasach upadającej Rzeczpospolitej (XVIII wiek) stałym składnikiem zbiorowej pamięci. Przesłanie grunwaldzkie, zawarte w pamięci zbiorowej, ulegało przekształceniom spowodowanym bieżącymi potrzebami narodu. W twórczości pisarzy, poetów, malarzy, w pracach naukowych historyków polskich, nowe, odnowione wizje Grunwaldu powstawały pod koniec XVIII wieku i przez cały wiek XIX, aż do uzyskania niepodległości w 1918 roku. Przyczyną oraz “inspiracją” tej twórczości był udział Prus w rozbiorach i ponad 100-letni zabór Polski. Twórczość ta miała początkowo wydźwięk antypruski, a następnie antyniemiecki. Pod terminem “Krzyżacy” kryli się Prusacy, a w rozumieniu potocznym – Niemcy.4/ Pamięć i twórczość wokół Grunwaldu miała w okresie 3 zaborów, w których miała miejsce germanizacja i rusyfikacja, nie tylko ostrze antyniemieckie, ale i antyrosyjskie. Dlatego nikt nie potępia i wydawałoby się to dziś wysoce niestosownym, aby krytykować szkolnictwo w II Rzeczpospolitej, po uzyskaniu w 1918 roku niepodległości za to, że bitwa grunwaldzka zajmowała nadal stałe miejsce w podręcznikach i w tradycji przekazywanej przez kolejne pokolenia.

Także sami Niemcy przez wieki utożsamiali się z Krzyżakami. Tego im przecież nie zabronimy! Dla Niemców klęska Krzyżaków pod Grunwaldem stanowiła wydarzenie, które starali się zatuszować. Służyła temu np. budowa mauzoleum Hindenburga pod Tannenbergiem, jak Niemcy nazywają Grunwald, dla upamiętnienia zwycięstwa Niemców nad armią rosyjską w 1914 roku. Z kolei w momencie wybuchu II wojny światowej Niemcy próbowali odnaleźć obraz Matejki, a podczas jednej z hitlerowskich defilad, chorągwie Zakonu Krzyżackiego zostały przeniesione z Krakowa do Malborka, co świadczy o swoistym kompleksie Niemców związanym z klęska z 1410 roku.5/ Niemcy uważali bitwę pod Tannenbergiem (26-30.VIII. 1914) za rewanż za bitwę pod Grunwaldem. Bitwa ze średniowiecza była dla Niemców pierwszym Tannenbergiem, a zwycięstwo w boju stoczonym w pobliżu Grunwaldu w 1914 roku zmazywało hańbę klęski doznanej przez Zakon Krzyżacki. (Z kolei dla rosyjskiej świadomości klęska pod Tannenbergiem była bardzo traumatycznym przeżyciem.6/ Rosjanie także mają własne mity grunwaldzkie (rosyjski i radziecki), jakkolwiek udział Moskwy w bitwie pod Grunwaldem jest niekiedy podważany). Etniczni Niemcy stanowili co prawda tylko 10% krzyżackiego rycerstwa. Reszta byli to przeważnie rycerze z Zachodu Europy. I co z tego wynika? Niewiele, bo liczy się przede wszystkim przywództwo oraz myśl i cele polityczne. Ta myśl i cele po stronie krzyżackiej, jeżeli nie były niemieckie to były “zachodnie” i “antyśrodkowoeuropejskie”. Warto przy okazji przypomnieć, że armia Fryderyka Wielkiego składała się w olbrzymiej większości ze Słowian, ale komenda w niej była niemiecka. Na grobach niemieckich z I wojny światowej kilkadziesiąt procent nazwisk to nazwiska słowiańskie. A I wojna światowa miała miejsce już po ponad 100-letniej germanizacji ziem polskich i kilkusetletniej germanizacji ziem innych zachodnich Słowian! Pod Grunwaldem po stronie krzyżackiej też walczyli Słowianie, a gdyby dobrze poszukać, znaleźć by można w tam także kilku Polaków (w obozie krzyżackim z kolei osoby działające na korzyść Polski). Polacy brali także udział-różne były nasze koleje losu-w bitwie pod Tannenbergiem, i to po obydwu walczących stronach. Jeżeli mogli wybierać, to chętniej walczyli po stronie rosyjskiej, bo liczyli (niesłusznie zresztą) w danym momencie na odbudowę państwowości polskiej pod berłem cara.7/

Litwini pod Grunwaldem uświadamiali sobie przypuszczalnie, choć może nie do końca, przed jakim stali wyborem: podzielenie losu Prusów pod panowaniem krzyżackim (czyli ulec germanizacji), “białorusinacji” wraz z przyjęciem prawosławia od Rusinów (a proces był już daleko zaawansowany), czy też zachowanie swej tożsamości, przyjmując katolicyzm z Polski i związek z Polską. Polonizacja części elity litewskiej nie następowała przecież od razu po pierwszych próbach wiązania się Litwy z Polską. To był bardzo długi proces. Unia Lubelska miała miejsce dopiero w 1569 roku. (Przy okazji trzeba przyjąć do wiadomości, że języki litewski, białoruski i ukraiński przetrwały przede wszystkim tam, gdzie najdłużej sięgała I Rzeczpospolita. Białoruskiego można się dziś nauczyć raczej na Białostocczyźnie, niż na Białorusi!). Powiązania Litwy z Polską były niewątpliwie coraz silniejsze. Nie od początku XIX, ale dopiero w drugiej połowie XIX stulecia pamięć o Grunwaldzie przestawała być stopniowo zwornikiem wspólnej pamięci Polaków, Litwinów i Rusinów. Dla Litwinów rozpoczął się okres fascynacji Księciem Witoldem, w którego życiu i dokonaniach Grunwald był tylko epizodem. Postać Władysława Jagiełły przedstawiano na Litwie w negatywnym świetle. W okresie międzywojennym postawiono na Litwie setki pomników Witolda. Obecnie litewscy historycy uważają, że mit bitwy pod Grunwaldem, na Litwie zwanym Żalgirisem, nie istniał na Litwie do czasów II wojny światowej. Dopiero w czasach radzieckich bitwa stała się dominującym wydarzeniem średniowiecza i to (radzieckie?!) przekonanie dominuje dotychczas w litewskiej świadomości. Współczesny litewski historyk Alvydas Nikżentaitis zauważa: “Gdy mówimy o Grunwaldzie i Witoldzie kreślimy wyraźną hierarchię - Witold to bohater, a Grunwald jest jedynie jednym z narzędzi jego bohaterstwa. W czasach radzieckich usiłowano wykreślić z pamięci narodowej postać Witolda i stworzyć anty-zachodni i anty-imperialny mit Grunwaldu, przedstawiając Niemców jako wrogów mających bezpośredni związek z Krzyżakami”. W 1910 roku, w 500. rocznicę bitwy grunwaldzkiej, na Litwie będącej pod jarzmem caratu, obchodów nie zorganizowano. W polskich obchodach w Krakowie nie wzięła udziału litewska delegacja oficjalna (a Rosjanie byli i na uroczystości przemawiali). Ograniczono się do do przysłania pozdrowień. Litewski tygodnik “Szaltinis”(Źródło) tak odpowiedział wtedy na zaproszenie Polaków: “Gorąco pozdrawiamy naród polski w dniu doniosłej rocznicy zwycięstwa pod Grunwaldem i życzymy mu wszystkiego co najlepsze. Jesteśmy zmuszeni do rezygnacji z udziału w obchodach z powodu różnic w naszych celach politycznych”. Inny współczesny litewski historyk Darius Stalinas mówi, że “w XIX wieku, a także w okresie międzywojennym, litewska świadomość historyczna była świadomością anty-polską i obchodzić wydarzenia, w których uczestniczyliśmy wspólnie z Polakami, było kwestią skomplikowaną”. Zdaniem współczesnych litewskich historyków w społeczeństwie litewskim brak rzetelnej wiedzy o bitwie pod Grunwaldem. Są oni zgodni co do tego, że wiedzę tę należy szerzyć, a obchody 600. rocznicy bitwy powinny być obchodzone z dużym rozmachem.8/ Jak wiadomo na Litwie trwają obecnie przygotowania do wyprodukowania filmu o Grunwaldzie. Istnieje szansa, że film przyczyni się do powstania odnowionego mitu, bardziej zgodnego z prawdą historyczną i budującego nową tożsamość Litwy i Środkowej Europy. Nie będzie przy tym wielkim nieszczęściem, jeżeli mit ten różnił się będzie nieco od białoruskiego, polskiego czy rosyjskiego.

Własną wersję wydarzeń grunwaldzkich prezentują Białorusini. Przedstawia ją historyk białoruski Anatolij Taras. Litwini i Rusini – przypomina - są przodkami etnosu białoruskiego. W czasach Grunwaldu Smoleńsk wchodził w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego i nigdy przedtem nie był częścią państwa moskiewskiego. A co się tyczy pułków smoleńskich, to w rzeczywistości taki pułk był jeden, ale Rosjanie nazywają smoleńskimi wszystkie chorągwie, którymi dowodził rodzony brat Władysława Jagiełły książę Symeon (do przyjęcia chrześcijaństwa Lugwen Olgierdowicz). Pod jego wodzą znajdowała się chorągiew ze Smoleńska, najemnicy z Nowogrodu Wielkiego (o których Rosjanie w ogóle nie wspominają), chorągiew z Mścisława i chorągiew z Orszy. I to Rosjanie nazywają 3-ma pułkami smoleńskimi!? Społeczeństwo białoruskie wie mało o bitwie grunwaldzkiej. A rola Białorusinów w bitwie była taka sama, lub nawet większa niż Polaków. W ogólnej liczbie 93 chorągwi, które sprzymierzeni wystawili przeciwko Zakonowi “nasze” stanowiły ich trzecią część, twierdzi Taras. A jeżeli dodamy 14 pułków z terytorium obecnej Ukrainy, której ziemie wchodziły w skład WKL, to rola przodków Białorusinów w tym zwycięstwie staje się oczywista. Przy czym “jestem w pełni zgodny z autorami okresu sowieckiego, że Zakon w stosunku do WKL i Królestwa Polskiego realizował politykę podbojów wyrażającą się w haśle “Drang nach Osten”. Jeżeli chodzi o Polskę, to “Polska zawsze patrzyła na terytorium WKL zaborczym wzrokiem. Rzeczywiście, cała polityka zachodniej sąsiadki, do rozbiorów włącznie, polegała na tym, aby wyrwać sobie nasze ziemie poprzez polonizację przy pomocy magnaterii i katolicyzmu”. Dlatego zadać można pytanie dlaczego książę Witold zrezygnował ze zdobycia Malborka. Czyżby nie chciał ostatecznego rozgromienia Krzyżaków? Otóż najwyraźniej tego nie chciał, bo Zakon był mu potrzebny jako przeciwwaga dla potęgi Polski. Całkowite zniszczenie Zakonu oznaczałoby automatycznie wzmocnienie Jagiełły. Witold był doskonałym wodzem i zręcznym dyplomatą; przed bitwą grunwaldzką zapewnił sobie neutralność Zakonu Kawalerów Mieczowych. Zawarł z nimi odpowiednie porozumienie, dzięki któremu Kawalerowie nie zadali Witoldowi ciosu w plecy. Gdyby jednak bitwę wygrali Krzyżacy – przyznaje Taras - to większa część Wielkiego Księstwa Litewskiego dostałaby się w ich władanie. Zakon Krzyżacki pretendowałby wówczas do ziem od Kłajpedy do Kijowa i Smoleńska, a może nawet i do Moskwy. Historia środkowowschodniej Europy potoczyłaby się według zupełnie innego scenariusza. Obecne władze białoruskie, z ducha bardzo sowieckie, nie mają – zdaniem A. Tarasa - w przypadku Grunwaldu innego wyjścia, jak przejść na białoruskie pozycje narodowe.9/

Narodowe mity grunwaldzkie, tak jak niektóre inne narodowe mity, potrafią dzielić. Jakich więc mitów potrzebuje obecnie Polska i Europą Środkowa? Powinny to być mity, które Europę Środkową łączą, nie dzielą. Mity łączące mogą być różne, np. te mówiące o wspólnocie kulturowej Środkowej Europy. W przypadku Grunwaldu chodzi o mit historyczny, o konstruowanie wokół niego wspólnej pamięci historycznej i wspólnej środkowoeuropejskiej symboliki. Jak łatwo zauważyć w każdym z krajów środkowoeuropejskich spojrzenie na bitwę grunwaldzką może być nieco inne. Nie oznacza to jednak, że nie ma punktów stycznych i co do interpretacji niektórych wydarzeń można zapewne uzyskać ogólny consens. Nawet jeżeli niektóre narodowe interpretacje będą trochę inne. Potrzebny byłby zatem mit ponadnarodowy, mit dla Środkowowschodniej Europy. Wydaje się, że patrząc z dzisiejszej perspektywy, Środkowi Europejczycy powinni raczej przyjąć, że pod Grunwaldem starły się ze sobą armie Europy Środkowowschodniej i Europy Zachodniej. Oznaczałoby to więc, że walczyliśmy pod Grunwaldem nie z Krzyżakami, i nie z Niemcami, lecz z Zachodnią Europą. Przecież echa Grunwaldu wstrząsnęły wówczas całą ówczesną Europą! Przecież wielkim głosem odezwał się chór całej Europy Zachodniej, by ratować Zakon i nie dopuścić do całkowitej jego klęski! Uwidoczniał się jednak fakt bezsporny, z którym Europa musiała się liczyć; Polska z państewka trzeciorzędnego przeistoczyła się w mocarstwo. Za lat kilkadziesiąt stanie się elementem decydującym w układzie sił Europy Środkowowschodniej. Na kilka stuleci wiktoria grunwaldzka stała się podwaliną wielkości Polski10/ i bezpieczeństwa Środkowowschodniej Europy

Paradoksalnie więc, zwycięstwo sprzymierzonych powinna razem z nami święcić i cieszyć się z niego także Zachodnia Europa, która po swej klęsce i kryzysie podniosła się gospodarczo, korzystając z importu surowców i różnych innych towarów ze Środkowowschodniej Europy. Ze zwycięstwa skorzystała jednak przede wszystkim Środkowa, czy jak to woli, Środkowowschodnia Europa. To dzięki min. zwycięstwu grunwaldzkiemu ziemie (państwa) między Łabą i Dnieprem oraz między Morzem Śródziemnym i Bałtykiem znalazły się jeszcze bliżej Europy. Profesor Henryk Samsonowicz uważa, że Europa Środkowa zaczyna się od zachodu na Łabie a kończy na Dniestrze, Morzu Śródziemnym i Bałtyku. Podobnego zdania są min.: Zbigniew Brzeziński,11/ a także Alain Besançon 12/. Stosując kryteria ekonomiczne, Alain Besançon uważa ponadto – i tu jego pogląd jest również zbieżny z poglądami Henryka Samsonowicza - że linia najdalszego zasięgu zachodniej cywilizacji pokrywa się z granicami Rzeczpospolitej Obojga Narodów.13/ Stosując z kole kryteria kulturalne należy zwrócić uwagę, że dzięki Unii Lubelskiej, najdalsze na wschodzie granice Rzeczpospolitej wyznaczają zasięg oddziaływania kultury zachodniej: renesansu, baroku, reformacji i kontrreformacji.14/ Są to terytoria, które w X wieku, z opóźnieniem 3 stuleci w stosunku do pierwszej, karolińskiej Europy zostały włączone w obręb zachodnich wartości chrześcijańskich. “Nowa Europa” powstawała na pograniczu wielu kultur, między Rzymem i Konstantynopolem, między światem chrześcijańskim i wierzeniami animistycznym. Cechuje ją zróżnicowanie jej mieszkańców pod względem religijnym, rasowym, narodowym i etnicznym. Zaletą środkowoeuropejskiej kultury jest jej różnorodność.15/ Awans Europy Środkowowschodniej, jaki region zawdzięczał zwycięstwu grunwaldzkiemu, poprzedziły destrukcyjne procesy, które miały miejsce na zachodzie Europy. W wieku XIV Europę Zachodnią nawiedziło wiele nieszczęść: zaraza, głód, wojny. Gospodarka przeżywała kryzys. Cesarstwo rzymskie było osłabione, a kościół rzymski w kryzysie. “Czarna śmierć” oszczędziła Polskę i inne kraje środkowoeuropejskie. W tych warunkach na znaczeniu zyskały takie drugorzędne do niedawna kraje jak Węgry, Polska, Czechy, Serbia i największy z nich – Litwa. Chrzest Litwy był ciosem dla Krzyżaków, gdyż odebrał im pretekst do walki z niewiernymi. Polskie rycerstwo pod względem możliwości mobilizacyjnych znalazło się po Grunwaldzie na 2 miejscu, za cesarzem rzymskim i królem niemieckim, przewyższając możliwości mobilizacyjne króla Francji i króla Anglii. Miało to niezwykle ważne znaczenie w latach 30. i 40. XV wieku, kiedy to zagrożeniem dla Europy była osmańska Turcja, która prowadziła skuteczną ekspansję na Bałkanach. Czasy pogrunwaldzkie, obok znaczenia politycznego i militarnego, przyniosły Polsce także nowe i ważne miejsce na mapie gospodarczej Europy. Poprzez Gdańsk, mimo, że nie został on jeszcze wcielony do Polski, środkowowschodnie ziemie kontynentu zaczęły pełnić rolę głównego dostawcy wielu surowców, przede wszystkim drewna i zboża.16/ Znaczenie przegranej Zakonu było duże mimo niewielkich polskich zdobyczy terytorialnych. Krzyżacy stracili inicjatywę, ich siła uderzeniowa została złamana. Klęska zaostrzyła sprzeczności państwa krzyżackiego; ani rycerstwo pruskie, ani miasta pruskie nie były zainteresowane w popieraniu Zakonu uciążliwego dla wszystkich swych poddanych. Powiązania gospodarcze z Polską okazały się dla nich bardziej korzystne. Bogaciły się dzięki temu miasta pruskie, bogaciła się cała Rzeczpospolita.17/ a Europa Zachodnia podnosiła się z kryzysu gospodarczego.

Wydaje się, że obecnie jesteśmy właśnie świadkami rodzenia się nowej interpretacji Grunwaldu. Uroczystości grunwaldzkie w Polsce, w lipcu 2010 roku sprzyjały prezentacji nowego spojrzenia na zwycięstwo grunwaldzkie i na jego znaczenie dla poszczególnych państw regionu, dla Środkowowschodniej Europy i całej Europy. Prezydent elekt Rzeczypospolitej Bronisław Komorowski powiedział podczas tych uroczystości, że bitwa pod Grunwaldem była zetknięciem dwóch koncepcji cywilizacyjnych. Jej finał okazał się momentem przełomowym w historii Europy, cezurą, która zdecydowała, że Europa poszła w stronę wolności. Józef Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego uznał, że ludy naszej części Europy upomniały się o cywilizację solidarności i o wolność oraz godność człowieka; “Bitwa sprzed 600 lat, to zwycięstwo najważniejszych praw. Dzięki temu Polacy, Litwini i Rusini zaczęli współdecydować o tym, jak będzie wyglądać Europa”.18/ Prezydent Litwy, Pani Dalia Grybauskaite podkreśliła natomiast, że zjednoczeni jesteśmy silni; “Zwycięstwo to przypomina nam, jak wiele można osiągnąć, gdy jesteśmy razem, nie tylko Polacy i Litwini, mam na myśli wszystkich, którzy przed sześciuset lata pomogli nam na drodze do zwycięstwa”. Z kolei Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Bruno Platter stwierdził podczas uroczystości, że “Grunwald może być przykładem pozytywnego rozliczenia wspólnej przeszłości, pokonania antagonizmów i symbolem woli pojednania”. Wyraził przy tym przekonanie, że wykorzystywanie Zakonu (w polityce historycznej, M.P.) zarówno przez stronę polską, jak i niemiecką należy już do przeszłości.19/ Przed uroczystościami w lipcu, Mistrz Zakonu udzielił interesującego wywiadu “Realiom”, w którym powiedział min., że nie można oceniać Zakonu tylko negatywnie. Zakon nie wtargnął do Polski siłą, tylko został zaproszony prze księcia Konrada Mazowieckiego, by bronić Mazowsza przed ciągłymi atakami pogańskich Prusów. W krucjatach przeciwko Prusom brało także udział polskie rycerstwo. W Prusach i na Mazowszu zapanował spokój. Późniejsze wojny z Litwą i Polską nie były jedynym zajęciem Zakonu, który pozostawił w regionie trwałe ślady obecności w postaci ponad 30 zamków, a przede wszystkim najpiękniejszy w Europie zamek w Malborku, budynki sakralne, gotyckie i barokowe, kościoły, wyposażenie kościołów, barokowe ołtarze, tryptyki. Ponadto bracia zakonni prowadzili szkoły, znane w średniowieczu jako szkoły łacińskie. Rolnictwo na terenie Prus było na najwyższym poziomie. Odnosząc się natomiast do postaci Ulryka von Jungingena, dr Bruno Platter ocenił, że nie był on utalentowanym dyplomatą, bo przecież wojny z Polska i Litwą można było uniknąć.20/

O tym, że wojny tej można było uniknąć słyszymy również w Polsce. Historyk Piotr Węcowski zwraca uwagę, że tuż przed samą wojną spora część elity politycznej (polskiej?) robiła wszystko, żeby do bitwy nie dopuścić. Jagiełło miał jednak sprytnie ułożoną strategię polityczną i sprowokował Krzyżaków, by uderzyli pierwsi. Fałszywe jest twierdzenie – uważa dr Węcowski - o permanentnym konflikcie polsko-krzyżackim. “Od lat 20-tych XIII wieku, kiedy Krzyżacy pojawili się nad Bałtykiem, aż do początku XIV stulecia, relacje z Polską układały się bardzo dobrze. Zakon bronił wszak polskich ziem przed najazdem pogańskich Prusów i Litwinów. Dopiero podbój przez Zakon Pomorza Gdańskiego (w 1308-9 r.) to zmienił. W czasach Władysława Łokietka rzeczywiście trwała wojna (w tym słynna bitwa pod Płowcami – kolejny “bitewny mit”). Jednak od pokoju kaliskiego w 1343 r. relacje polsko-krzyżackie znowu były poprawne. Na tyle dobre, że niektórzy polscy rycerze brali udział w krzyżackich rejzach, czyli krzyżackich wyprawach wojennych na Litwę”.21/ W czyim zatem interesie była wojna z Krzyżakami? Polaków, Litwinów czy Rusinów? A może całej Środkowowschodniej Europy? Jakie byłyby losy naszego regionu, gdyby nie rezultaty bitwy grunwaldzkiej, stara się wyjaśnić-cytowany wyżej- Anatolij Taras, historyk białoruski. Ze zwycięstwa, jako się rzekło, skorzystała także Zachodnia Europa. Ta ostatnia konkluzja nie powinna budzić sprzeciwu w powszechnym odczuciu Środkowowschodnich Europejczyków. Natomiast, mimo że wydaje się ono być całkowicie uprawnione, a co nie mniej ważne, politycznie poprawne obecnie-twierdzenie, że nie był to konflikt polsko-niemiecki, ani polsko-krzyżacki-to prawdę tę pozostawić chyba trzeba będzie na razie historykom, a i wśród nich nie widać pełnej zgody. Jeżeli bowiem chodzi o mity oraz interpretację historyczną bitwy i zwycięstwa grunwaldzkiego, to w świadomości narodów naszego regionu pod Grunwaldem walczyliśmy z Niemcami. I trzeba będzie wiele czasu, aby to zmienić. Wiele zależy od tego jak sami Niemcy postrzegają obecnie bitwę pod Grunwaldem/Tannenbergiem. Wyjaśnią nam to zapewne wkrótce rezultaty prac polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej, która ma opracować naszą wspólną historię. Powstaje w ogóle pytanie, czy mit grunwaldzki jest Europie potrzebny i tu odpowiedź musi być zdecydowanie pozytywna, bo przesłanie grunwaldzkie jest zgodne z ideami zjednoczonej Europy. Bitwa grunwaldzka sprawiła, że przez następne półtora wieku Jagiellonowie obok Habsburgów i Andegawenów byli jednym z największych i najbardziej liczących się rodów europejskich. Uczestniczyli we wszystkich układankach politycznych.22/ Decydowali o losach Europy. Europa po zwycięstwie grunwaldzkim dowiedziała się, że w Środkowej Europie narodziła się wielka siła polityczna, polsko-litewska Rzeczpospolita Obojga Narodów, która przez krótki czas była największym państwem w Europie. Niezależnie od uzgodnień historyków polskich i niemieckich, w miarę uzgodniona interpretacja Grunwaldu potrzebna jest, a może przede wszystkim, Europie Środkowowschodniej, która z owoców zwycięstwa grunwaldzkiego korzysta do dziś. Uzgodniona interpretacja potrzebna jest Europie Środkowej dla podtrzymania i dalszego budowania jej tożsamości, tożsamości związanej min. z tradycją jagiellońską. Takiego zadania podjąć się mogłyby prawdopodobnie ministerstwa edukacji państw naszego regionu. Wielkie wyzwania stoją pod tym względem przede wszystkim przed historykami i twórcami/artystami z naszego regionu. Przy czym spory wokół Grunwaldu nikomu nie zaszkodzą.

Po zwycięstwie pod Grunwaldem połączone organizmy Polski i Litwy torowały drogę do potęgi polsko-litewskiego mocarstwa. Grunwald trwał w świadomości Polaków, zmieniał jednak swoje przesłanie. W XVII wieku np., w czasie potopu szwedzkiego mieliśmy jednego sprzymierzeńca – Niemców. Natomiast udział Prus w walce z Insurekcja Kościuszkowską – pierwszym narodowym powstaniem, a następnie w likwidacji Rzeczpospolitej Obojga Narodów, po kolejnych rozbiorach, powodował, że pamięć o Zwycięstwie Grunwaldzkim kolejne pokolenia Polaków traktowały jako “pokrzepienie serc” do walki z depolonizacją ziem zaboru pruskiego i innych terenów etnicznie polskich, na czele z ze Śląskiem.23/

“Germanizacja w XIX wieku spowodowała, że Krzyżacy w ówczesnej świadomości równali się Niemcom, a bitwa pod Grunwaldem stała się symbolem przeciwstawiania wynarodowieniu, germanizowaniu ziem polskich.” “Dziś owo grunwaldzkie zjednoczenie odpowiada potrzebom, z których zrodziła się Unia Europejska.” Grunwald stanowił więc nie tylko symbol walki z wynaradawianiem i niemczyzną, ale przede wszystkim jest odwołaniem do idei, która dziś łączy Unię Europejską. Idei pluralizmu etnicznego, kulturowego, prawnego, europejskiego. W bitwie brali udział przedstawiciele wielu narodów - wojska z ziem Rusi Kijowskiej – dziś Białorusi, Ukrainy, pułki smoleńskie, wojska czeskie. Jednym słowem – siły młodszej, Środkowowschodniej Europy. To Grunwald w zasadniczym stopniu przyczynił się do zaangażowania owych państw w budowę nowej Europy: w walkę z naporem tureckim, w reformę i zjednoczenie Kościoła, w rewolucję husycką, w sprawę sukcesji na tronie Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego.24/

Krakowskie obchody Grunwaldu w roku 1910 odbiły się wielkim echem nie tylko na obszarach byłej I Rzeczpospolitej (obecni byli przedstawiciele z wszystkich 3 zaborów), ale także w Czechach, w Serbii i na Węgrzech. Delegacje z tych krajów oraz innych krajów środkowoeuropejskich były w Krakowie obecne. Nie przybyli Litwini, ale byli Rosjanie. Natomiast w uroczystościach grunwaldzkich w roku 2010 wzięły udział min. oficjalne delegacje z Litwy, Słowacji, Mołdawii i Rumunii oraz obywatele z większości krajów Środkowej Europy. Dzisiaj, w dobie przynależności Polski i wielu innych państw środkowoeuropejskich do NATO i Unii Europejskiej tradycja grunwaldzka ożywa w corocznych próbach rekonstrukcji bitwy, co ma znaczenie także dla ożywienia turystycznego Warmii i Mazur. W rekonstrukcjach bitwy uczestniczą także obywatele państw, które do NATO I UE nie należą. Ten bogaty w zabytki przyrody i architektury region widzi chętnie turystów niemieckich w ludycznych obchodach grunwaldzkich, pozbawionych żądła “etnocentrycznego”.25/ Trzeba uderzyć się przy tej okazji w polską pierś i wyrazić żal, że polityka polska (nie tylko władz polskich, ale i kościoła katolickiego) nie zapobiegła po 1945 roku emigracji do Niemiec rdzennych mieszkańców Warmii i Mazur, związanych duchowo i kulturowo z Polską, w większości wyznania protestanckiego.

Zwycięstwo grunwaldzkie miało i ma nadal znaczenie dla całej Środkowowschodniej Europy, co dzisiaj oznacza obszar między Rosją, Niemcami a Turcją. Mit grunwaldzki powinien więc funkcjonować nadal na tym właśnie obszarze. Jego funkcjonowanie ułatwi państwom regionu wzajemne zrozumienie i rozwijanie wszechstronnej współpracy. Jeżeli chodzi o Polskę, to mit grunwaldzki powinien wspomagać nie tylko politykę wschodnią naszego kraju i całej Unii (chodzi przede wszystkim o Ukrainę i Białoruś)xx//, ale ułatwić Polsce skupienie się także na nowym kierunku w Europie Środkowej, na Bałkanach. Polityka polska powinna popierać przy tym strategiczny cel Unii Europejskiej, jakim jest rozszerzenie Unii na zachodnie Bałkany. W ciągu najbliższych 10 lat Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Albania, Czarnogóra oraz Kosowo zostaną nowymi państwami członkowskimi UE i NATO (członkami Sojuszu są już Chorwacja i Albania). Należałoby zacząć od współpracy gospodarczej i handlowej z tymi krajami. Poziom naszej wymiany z nimi świadczy o braku zainteresowania z polskiej strony. Polskich inwestycji w tych krajach właściwie nie ma. Pozytywny przykład można brać z Czechów, którzy już to robią z powodzeniem. Należy się spodziewać, że za handlem zagranicznym i współpracą gospodarczą Polski z krajami bałkańskimi pójdzie obopólne zainteresowanie polityczne. Polska jako państwo, które posiada autorytet na arenie międzynarodowej i dobrze sobie radzi w obecnym światowym kryzysie finansowym, mogłaby bronić ich europejskich aspiracji. Pewnym dodatkowym argumentem na rzecz rozwoju współpracy z zachodnimi Bałkanami jest sytuacja demograficzna naszego kraju, który już za kilka lat będzie miał kłopoty związane z brakiem siły roboczej. Nie chodzi tu wyłącznie o ewentualną imigrację zarobkową z Bałkanów do Polski (czego też nie można całkowicie wykluczyć), ale także o możliwość ewentualnego przeniesienia części naszej produkcji na Bałkany, do tych krajów które są stabilne (należą do UE i NATO) i posiadają nadmiar siły roboczej. Dodatkową zaletą takiego rozwiązania byłaby możliwość nie zwiększanie ponad niezbędny poziom imigracji zarobkowej do naszego kraju, która często wiąże się, jak pokazuje przykład Francji, ale nie tylko, z pewnym ryzykiem niestabilności społecznej. Na Bałkanach jeszcze innym mitem, który działać powinien na korzyść Polski i środkowoeuropejskiej wspólnoty jest mit wiktorii wiedeńskiej. Zwycięstwo pod Wiedniem miało zresztą pozytywne znaczenie także dla Europy Zachodniej oraz dla Rosji, dla całej chrześcijańskiej Europy. Przychylnemu postrzeganiu Polski przez kraje bałkańskie (i przez Turcję!) służyć powinna także pamięć o działalności w tym regionie księcia Adama Jerzego Czartoryskiego (1770-1861) na emigracji polistopadowej i jego ugrupowania Hôtel Lambert. Na Bałkanach ważną rolę odgrywa nadal Turcja, która prowadzi tam niezwykle aktywne działania dyplomatyczne i biznesowe, mające uczynić ją niezbędnym partnerem UE w regionie. Ankara przyczyniła się obecnie do znormalizowania stosunków między Chorwacją, Serbią i Bośnią, organizując wiosną bieżącego roku serię spotkań wysokich przedstawicieli tych krajów. Jest też kluczowym partnerem Bośni i Hercegowiny oraz czwartym wśród największych inwestorów w tym kraju (po Austrii, Słowenii i Niemczech). Nie zaniedbuje też interesów w Serbii.26/ Polska posiada od dawna doskonałe stosunki z Turcją, którym nie zaszkodziło nasze nad nią zwycięstwo pod Wiedniem. Pamięta się w Ankarze, że Polska w XVIII wieku nie poparła Rosji w wojnie z Turcją. Turcja natomiast była jedynym liczącym się państwem, które nie uznało zaborów Polski, o czym z kolei pamięta Warszawa. Polsko-turecka współpraca na Bałkanach miałaby w dobie współczesnej szanse rozwojowe, podobnie jak to miało miejsce w XIX wieku, a właściwie o wiele lepsze niż wówczas szanse.

Po tym “miodzie”, pora na nieco “dziegciu w beczce miodu”. Rodzący się obecnie mit grunwaldzki to gałązka oliwna, przyjaźń, czy wręcz miłość. Nie jest skierowany przeciwko komukolwiek i czemukolwiek. Jest niezbędny jednoczącej się Europie. Mity odgrywają niezwykle ważną rolę w życiu społeczeństw i w polityce, jakkolwiek trudno “zmierzyć” ich znaczenie. W zderzeniu bowiem z rzeczywistością, mogą niekiedy rozczarować. Czy takie rozczarowanie Europie Środkowej przynoszą analizy tego co dzieje się aktualnie w stosunkach niemiecko-rosyjskich prezentowane nam od pewnego czasu przez George'a Friedmana, amerykańskiego politologa? Czy rzeczywistość jest taka, jaką przedstawia nam Friedman? Nie ma co do tego całkowitej pewności. Jego sposób rozumowania jest następujący; Niemcom po drugiej wojnie światowej zależało na wyeliminowaniu w przyszłości groźby wojny oraz zapewnienie sobie dobrobytu. Stąd ich obsesja na punkcie rozwoju gospodarczego. Obu tym celom służyć miała integracja gospodarcza. Kryzys finansowy 2008 roku spowodował, że Niemcy zmuszone zostały do wspomagania rozrzutnej Grecji, jej praktyki budżetowe zagrażały bogactwu Niemiec a taki projekt integracji europejskiej traci sens. Niemcy nie zamierzają oczywiści rezygnować w ogóle z integracji europejskiej i z koncepcji zjednoczonej Europy. Prawdziwe interesy ekonomiczne widzą Niemcy w Rosji; bez rosyjskich nośników energii gospodarka niemiecka znalazłaby się w kłopocie. Rosja z kolei potrzebuje niemieckiej technologii i wiedzy fachowej, która pozwoliłaby jej gospodarce przejść na wyższy poziom, z obecnej opartej głównie na eksporcie surowców. Niemcy nie rezygnują z unijnego projektu, a swoją politykę wschodnią uzasadniają interesem ogólnoeuropejskim. Dążą do całkowitej przebudowy europejskiej przestrzeni politycznej. Do takiej restrukturyzacji UE, która je uchroni przed skutkami nieudolnej polityki gospodarczej innych krajów unijnych. Skoro Europę czeka długi okres stagnacji, to gospodarka niemiecka oparta na eksporcie musi znaleźć sobie nowego partnera. Tym partnerem jest Rosja. Niemcy pragną przy tym uniknąć w Europie dynamiki generującej konflikty zbrojne. Dlatego chcą włączyć Rosję w europejski system bezpieczeństwa, a przynajmniej na tyle włączyć ją w gospodarkę Europy, aby nie opłacało się jej destabilizować europejskiego systemu bezpieczeństwa. Sytuacja ta-zdaniem Friedmana-niepokoi Francję oraz Polskę, tę ostatnią wciśniętą między Rosję a Niemcy. Zbliżenie między Niemcami a Rosją budzi w Polsce tradycyjnie lęk. Rosjanie podkreślają, że obecne procesy nie stanowią zagrożenia dla NATO. Rosja usiłuje uspokoić nie tylko Polskę, ale i Stany Zjednoczone. Niemniej jednak, niemiecki pomysł, że uda się połączyć UE, NATO i Rosję w jeden system, nie zrażając przynajmniej części partnerów, jest naiwny. Skoro bowiem Niemcy i Europa utrzymują z Rosją stosunki w dziedzinie bezpieczeństwa, to Moskwa zyskuje wpływ na NATO. Niemcy proponują Rosji w imieniu Europy współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa z całą Europą, a nie tylko z Niemcami. Prowadzą negocjacje dwustronne z Moskwą, a ich rezultaty przedstawiają po prostu do wiadomości (i akceptacji?) pozostałym krajom europejskim. Jest w tym niepokojące to, że w praktyce sprowadza się to do prób narzucenia pozostałym krajom tego, co udało się wynegocjować na linii Berlin – Moskwa. W związku z tym Niemcy muszą wyjaśnić jak wyobrażają sobie swe stosunki z resztą Europy i zdefiniować swe relacje z NATO, a zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi. Niemcy naiwni nie są. Wiedzą, że mogą mieć wiele rzeczy, ale nie mogą mieć wszystkiego. “Wiedzą, że Polacy będą przerażeni, Francuzi zaniepokojeni, a południe Europy poczuje się porzucone. Z kolei Stany Zjednoczone, patrząc na zbliżenie Niemiec z Rosją, zobaczą potężny sojusz, który może zagrozić ich globalnym interesom”. Jeśli w tej sytuacji Polacy i Francuzi, zanim porozmawiają z Amerykanami, poprą Berlin, aby nie narazić się Niemcom i Rosjanom, wówczas mogą zrazić sobie Stany. “Ciekawe jest również to, co na to wszystko powie administracja Obamy”.27/

Mity mitami, a rzeczywistość rzeczywistością. Mitów nie należy nie doceniać, ale rzeczywistość może się niekiedy z nimi rozmijać. To, że Polska leży między Niemcami a Rosją jest w gruncie rzeczy nadal faktem, mimo powstania wolnej Ukrainy i Białorusi. W swym rozumowaniu Friedman-troszcząc się o polskie interesy-nie uwzględnia jednak pewnej okoliczności, tej mianowicie że Niemcy pozostają najważniejszym partnerem gospodarczym Polski i że od pomyślności ekonomicznej Niemiec zależy w gruncie rzeczy rozwój gospodarczy Polski. (Współpraca gospodarcza Polski ze Stanami jest na niskim poziomie). Trudno oprzeć się wrażeniu, że i Niemcy nie mają większego manewru i nie mogą zrezygnować z wszechstronnego rozwijania stosunków gospodarczych, a co za tym idzie politycznych z Rosją. Przy całym ewentualnym ryzyku tego rozumowania, dla Polski rozwój stosunków gospodarczych Niemiec z Rosją też jest korzystny z punktu widzenia ekonomicznego. Cieszymy się też z rozwoju i liczymy na dalszy rozwój polsko-rosyjskich stosunków gospodarczych. Inna sprawa czy w dłuższej perspektywie nie zapłacimy za to wszystko ceny politycznej. W podobnej jak Polska dwuznacznej sytuacji znajduje się cała Europa Środkowowschodnia; w dużym stopniu jej przyszłość (być może niepewna) zależy od relacji niemiecko-rosyjskich, ale także od obecności Stanów Zjednoczonych w regionie. Starając się myśleć-podobnie jak czyni to w innych swych tekstach Friedman - w perspektywie do końca bieżącego wieku - należy już teraz odpowiedzieć na pytanie: co może i powinna zrobić Polska i Europa Środkowa, aby obronić swe polityczne interesy. Najbardziej skutecznym docelowo rozwiązaniem byłaby (kon)federacja środkowoeuropejska w ramach Unii Europejskiej. Przy jej tworzeniu mity środkowoeuropejskie i budowa wspólnej tożsamości ma istotne znaczenie. Na razie mamy nieformalną Grupę Wyszehradzką, która często, przy wsparciu innych państw środkowoeuropejskich dość skutecznie artykułuje i broni swych interesów na forum Unii. Obiektywnie rzecz biorąc, zagrożeniem dla spoistości Unii, a tym samym dla Środka Europy, jest zarówno praktyka przemawiania Niemiec w imieniu całej Unii w rozmowach z Rosją, jak i próby Rosji uzgadniania spraw z poszczególnym państwami unijnymi poza kontrolą Brukseli. Odpowiedzią na te “mankamenty” może być tylko dalsze wzmacnianie roli Brukseli oraz unijnej dyplomacji. Większe niż dotąd, jak się wydaje, powinno być miejsce Polski (a może całej Środkowej Europy) w unijnej dyplomacji i w jej procesie decyzyjnym. Przy czym należy dbać o to, by wzmacnianiu wspólnej polityki zagranicznej Unii towarzyszyła zgoda co do jej politycznych celów. Zanim jednak okrzepnie Bruksela i jej dyplomacja, a w Europie Środkowowschodniej wyłonią się zręby (kon)federacji, Polska i cała Europa Środkowa nie może zrezygnować z dyplomacji własnej, z dyplomacji poszczególnych państw środkowoeuropejskich. Zresztą część spraw można załatwić tylko na zasadzie relacji dwustronnych, jak np. kwestie interpretacji wspólnej historii, np. z Ukraińcami, Białorusinami czy Rosjanami. Kilka spraw zaległych między Polską a Niemcami też załatwić można wyłącznie na zasadzie bilateralnej. Niezależnie od wspólnych działań w obszarze Unii, państwa środkowoeuropejskie mogłyby np. upoważniać każdorazowo Polskę do prezentowania ich niektórych postulatów na forum Trójkąta Weimarskiego (Niemcy, Francja, Polska. W tym Trójkącie nie tylko Niemcy dążą do w miarę ścisłej współpracy z Rosją, ale także Francja). Europa Środkowa nie może przy tym zapominać, że posiada sojusznika w Stanach Zjednoczonych, który stopniowo angażuje się w naszym regionie, jakkolwiek co do tego zaangażowania niema pełnej zgody. G. Friedman wydaje się przy tym przeceniać możliwości USA wpływania w XXI wieku na losy świata. Uważa on, że Stany pozostaną w świecie mocarstwem dominującym,28/ podczas gdy wiele wskazuje na to, że tak może nie być. W duecie USA-Unia Europejska, Unia jako całość powinna być równorzędnym partnerem Stanów. Można się przy tym zgodzić z Friedmanem, że pozycja Niemiec i Francji zostać może w XXI stuleciu osłabiona. W interesie jednak całego Zachodu leży, aby wzmocniona została cała Unia Europejska. Osłabiona ma być-według Friedmana-także pozycja Rosji. Wydaje się jednak-inaczej niż sądzi G. Friedman-że wobec wyzwań współczesnego i rodzącego się nowego świata ani Stany, ani Unia Europejska oddzielnie sobie na poradzą. Unia Europejska powinna pozostać bliskim sojusznikiem Stanów, a Rosja i Turcja dołączą przypuszczalnie do tej dwójki. (To ostatnie nie jest zgodne ze scenariuszem, jaki prognozuje G. Friedman w XXI stuleciu dla Turcji i Rosji; Turcja ma być samodzielnym, wielkim mocarstwem, a Rosja coraz bardziej samotna i osłabiona, z czego korzystają jej sąsiedzi. Należy przy tym pamiętać, że scenariusze Friedmana mają charakter długoterminowy. M.P.). Niezależnie od rozwoju sytuacji międzynarodowej, Polska i pozostałe kraje Europy Środkowowschodniej muszą już teraz, a nie w dalekiej przyszłości, pilnować swoich regionalnych spraw. W zmieniających się i trudnych do przewidzenia okolicznościach i warunkach obronić interesy małych i średnich państw regionu może tylko (kon)federacja środkowoeuropejska, którą planowali niegdyś ludowi przywódcy – Milan Hodža i Wincenty Witos, a co zrealizować próbowali Edvard Beneš i Władysław Sikorski. Co ciekawe także G. Friedman prognozuje powstanie w Europie Środkowej najpierw bloku państw, który nazywa “polskim”, a następnie konfederacji środkowoeuropejskiej, w której Polska odgrywać będzie czołowa rolę. Ostrzegając Polaków przed zbliżeniem rosyjsko-niemieckim G. Friedman stwierdza, że Stany Zjednoczone nie są z tego zbliżenia zadowolone, ale nie mogą zrobić zbyt wiele, bez zagrożenia interwencją militarną. “Strategicznie USA mogą co najwyżej wspierać Polskę w dążeniu do zwiększenia swojej niezależności i potencjału obronnego. Dlatego kluczowym pytaniem dla USA w pewnym momencie nie będzie: “jak powstrzymać Niemcy czy Rosję”, ale: “czy można polegać na Polsce?”. Musicie odpowiedzieć na to pytanie pozytywnie.”29/ Friedman uważa, że NATO się rozpada. Polacy muszą bardziej inwestować w rozwijanie swojej obronności, bo obecny polski system obrony narodowej przygotowany jest na scenariusz najlepszy – czyli, że Polsce nic się nie stanie. Dopiero Polska przygotowana na najgorszy scenariusz będzie cennym sojusznikiem, np. dla USA. Dla Polski Stany są także najważniejszym potencjalnym partnerem. 30/ Nie wszyscy jednak Amerykanie podzielają wszystkie poglądy G. Friedmana. Nie zgadza się z nimi np. Zbigniew Brzeziński, który w Niemcach widzi dla Polski bardzo ważnego partnera. Odnośnie Rosji uważa, że należy ją przyciągać, a nie odpychać od Europy.

Wydaje się, że nie ma wątpliwości co do tego, że Stany Zjednoczone są i powinny pozostać najważniejszym partnerem Polski. A rozwój aktualnych wydarzeń nie wskazuje na jakieś fundamentalne różnice interesów Stanów i Unii Europejskiej. Jakkolwiek można odnieść wrażenie, iż przydałyby się ze strony całej Unii jakieś kroki i gesty przyjaźni pod adresem Stanów. Pogląd Friedmana, że NATO się rozpada też nie wydaje się odpowiadać rzeczywistości. Niektórzy polscy analitycy uważają wręcz, że Polska powinna być promotorem pełnej integracji Europy, a więc zbliżania Rosji i innych państw Europy Wschodniej do UE i NATO. Integracja taka sprzyjałaby procesom modernizacyjnym w całej Europie Wschodniej. Zachód (a więc i Stany) dostrzega realną szansę na zawarcie strategicznego sojuszu z Rosją. Niewykluczone, że ze względu na Afganistan i wycofywanie się stamtąd sojuszników, to NATO, a nie UE, stanie się w najbliższym czasie platformą kształtowania nowych relacji między Rosją i Zachodem. Jeżeli Rosja będzie chciała zapewnić sobie wsparcie w Azji Środkowej i wynegocjować przedłużenie obecności sił NATO w Afganistanie, to zmuszona zostanie do rezygnacji z postrzegania Sojuszu jako przeciwnika. Rosja skazana jest na sojusz z Zachodem. Wbrew rosyjskiej propagandzie “nowa architektura bezpieczeństwa” bardziej jest Rosji potrzebna w Azji Środkowej niż w Europie, bo w Europie istniejące instytucje bezpieczeństwa dowiodły skuteczności w ciągu ostatnich 20 lat. (Tę uwagę można odnieść do rozmów niemiecko-rosyjskich w sprawie bezpieczeństwa w Europie. M.P.). Większość państw europejskich stawia obecnie na Rosję, a nie na Ukrainę, która nie interesuje się zbytnio integracją z Zachodem. Przy czym doraźne sukcesy rosyjskiej polityki na Ukrainie, jak ostatnie przyhamowanie i tak powolnego zbliżania się Ukrainy do Europy, nie mają większego znaczenia.31/ I w tym momencie warto podkreślić aktualne, oficjalne stanowisko polskie wobec Rosji; Polska nie wycofując się z aktywnej polityki wobec krajów Partnerstwa Wschodniego (a więc także wobec Ukrainy), popiera Partnerstwo dla Modernizacji między UE a Rosją. Polska nie traktuje obu tych projektów jako konkurencji. Potwierdził to polski minister sz Radosław Sikorski w dniu 2 września br., podczas wizyty w Polsce ministra sz Rosji Siergieja Ławrowa. Obydwa kraje podobnie rozumieją modernizację Rosji – nie tylko jako technologiczną i gospodarczą, ale także społeczną i instytucjonalną. (W tym rozumieniu modernizacja Rosji powinna mieć przełożenie na jej przyjazną Zachodowi politykę. Podczas gdy np. w stosunkach polsko-rosyjskich wiele spraw pozostało do załatwienia. A jeżeli Rosja pokaże nagle “złą twarz”, należałoby mieć plan “B” ?, M.P.).

Odpowiedzią niejako na poglądy G. Friedmana jest argumentacja przestawiona przez niemieckiego prawnika i politologa, panią Constanze Stelzenmüller, która uważa, że od jesieni 2008 roku w istotny sposób zmienił się kontekst geopolityczny: Stany Zjednoczone mają nową administrację, Rosja – nową politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, a w UE wszedł w życie traktat lizboński. Jej zdaniem, przy zauważalnej poprawie stosunków Stanów z Rosją, decydenci w Waszyngtonie nie widzą w Rosji (w odróżnieniu od Chin ) ani przyszłego strategicznego konkurenta, ani potencjalnego partnera w rządzeniu światem. Stany zapewniają przy tym, że wcale nie podporządkowują stosunków z Europą Wschodnią nowej przyjaźni z Rosją, lecz popierają demokratyczne aspiracje tego regionu i prawo tutejszych państw do swobodnego wyboru sojuszników. Nie zmienia to faktu, że w zestawieniu z hiperaktywnością ekipy Busha oznacza to dyskretna rejteradę Amerykanów. W powstałą w ten sposób próżnię mogą wejść inne państwa. Zmieniła się też polityka Rosji: Gwałtowny spadek cen ropy i gazu oraz uprzejme, ale stanowcze odrzucenie przez większość Europejczyków projektu euroazjatyckiego traktatu o bezpieczeństwie opublikowanego w listopadzie 2009 roku (i przyznającego Rosji prawo weta we wszystkich sprawach bezpieczeństwa) skłoniło Rosję “do przekalibrowania może nie podstawowych zasad i przekonań, ale przynajmniej taktyki”. Podpisując z UE w czerwcu 2010 w Rostowie porozumienie o modernizacji, Moskwa, zdaniem Stelzenmũller realizuje jednak ten projekt w sposób etatystyczny i odgórny, czyli raczej nieporęcznie i nieatrakcyjnie dla prywatnych inwestorów. Chce to zrobić bez liberalizacji politycznej, bez walki z brakiem praworządności i łamaniem praw człowieka. Nic nie wskazuje też na to, że polityka Rosji wobec Europy Wschodniej odeszła od XIX-wiecznego poglądu o własnej mocarstwowości i od polityki zmierzająca do regionalnej dominacji na obszarze postrzeganym przez nią jako strefa uprzywilejowanych interesów rosyjskich. Unia uważa Partnerstwo Modernizacyjne za sukces, ale w gruncie rzeczy oznacza ono wyraźne ograniczenie ambicji unijnych w porównaniu z partnerstwem strategicznym planowanym przed wojną rosyjsko-gruzińską. UE udziela po prostu byłemu supermocarstwu pomocy rozwojowej. Niemiecka politolog broni memorandum uzgodnionego w czerwcu 2010 na spotkaniu dwustronnym przez kanclerz Angelę Merkel i prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Mesebergu pod Berlinem. W dokumencie proponuje się rozważenie powołania unijno-rosyjskiego komitetu ds. Politycznych i bezpieczeństwa na szczeblu ministerialnym, z mandatem do stworzenia podstawowych zasad cywilno-wojskowego zarządzania kryzysowego, a nawet podjęcie wspólnych działań w sprawie Zadniestrza. “Jak można było przewidzieć, we wschodnich regionach UE uruchomiło to parę dzwonków alarmowych”. Memorandum pokazuje, że Niemcy nauczyły się umieszczać stosunki z Rosją w kontekście unijnym i nie traktować ich wyłącznie jako relacji dwustronnych tak jak to było przed wojną rosyjsko-gruzińską). Inicjatywa ta – podkreśla pani Stelzenmüller - zyskała w Paryżu poparcie Trójkąta Weimarskiego i Rosji jako specjalnego gościa. Inicjatywę uratowało poparcie Warszawy, “która z coraz większą finezją i zręcznością odgrywa rolę pomostu i mediatora między Rosja i UE”. Zewsząd w UE słychać komunikat, że nie może być strefy uprzywilejowanych interesów Rosji w Europie Wschodniej. Niemcy i Francja, z reguły stojące po stronie Rosji w sporach wewnątrzeuropejskich, sprawiają wrażenie zdeterminowanych, by nie pozwolić jej na prowadzenie polityki divide et impera wobec krajów UE. I to już jest wszytko co można powiedzieć o wschodnioeuropejskiej polityce unijnej, która pozwala jedynie na zachowanie minimalnego poziomu jedności w kwestiach polityki wschodniej. Trudno tu dostrzec poważniejszych ambicji. Przy z jednej strony niskim poziomie zaangażowania Unii Europejskiej a z drugiej jeszcze większej powściągliwości Stanów Zjednoczonych, powstaje w Europie Wschodniej strategiczna próżnia, w której bez żadnej kontroli mogłaby działać Rosja (oraz np. Chiny).32/ Obserwacje dotyczące zmniejszenia amerykańskiego zainteresowania Europa Środkowowschodnią zgłaszają także politycy polscy. Ponieważ zaangażowanie USA w Europie za prezydentury Obamy zmalało, jesteśmy zainteresowani wzmacnianiem wspólnej polityki bezpieczeństwa w ramach UE. Będzie to jednym z priorytetów polskiej prezydencji.33/

Przy realizacji wspólnej polityki europejskiej i wspólnej polityki środkowowschodniej, przydatne będą mity. Nie wspomniano tu jeszcze o jednym wydarzeniu i micie, który w przyszłości powinien być ważny nie tylko dla Polski, ale także dla Europy Środkowowschodniej i całej Europy, nie wyłączając Rosji. Chodzi o mit oraz interpretację bitwy warszawskiej z 1920 roku.(Aktualnie kręcony jest przez Jerzego Hoffmana film o bitwie warszawskiej). Na podstawie wielu faktów wypadałoby odbrązowić nieco Józefa Piłsudskiego i pokreślić rolę Wincentego Witosa, mobilizującego społeczeństwo do walki oraz znaczenie chłopstwa w pokonaniu bolszewików. Piłsudski nie miał wojskowego wykształcenia, co miało negatywne znaczenie nie tylko w przebiegu bitwy warszawskiej, ale i później, bo nie pozwalało na unowocześnienie polskiej armii. (Ta ostatnia sprawa powinna nam uświadomić potrzebę rewizji niektórych polskich mitów i wyobrażeń. Jesteśmy często wychowywani w błogim przekonaniu, że międzywojnie było okresem “idealnym”. Okres ten był niezwykle ważny dla nas z wielu powodów, o czym tylko my właściwie wiemy. Ważne jest jednak także czy nasze o sobie wyobrażenia nie kłócą się zbytnio z tym jak postrzegają nas inni. Cytowany często przeze mnie George Friedman krytykując słabość polskiej armii w tym czasie pisze: “W 1939 r. Francuzi czy Brytyjczycy może nawet wysłaliby oddziały na pomoc, ale Polska tak szybko się poddała, że nie było już kogo wspierać. Musicie wyciągnąć wnioski z tego co się stało i zrezygnować z pielęgnowania swojego narodowego mitu, że 70 lat temu Zachód zawiódł wasze oczekiwania. Sami je zawiedliście”.34/).W trudnym momencie bitwy, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, Piłsudski, załamany psychicznie przekazał na ręce Wincentego Witosa rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza. Przypomnieć należałoby oczywiste zasługi w bitwie takich dowódców jak Szefa Sztabu Generalnego gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Józefa Hallera oraz gen. Władysława Sikorskiego. Mit Piłsudskiego, niezależnie od tego, że w przypadku bitwy warszawskiej kłóci się z oczywistymi faktami, nie służy obecnej i przyszłej polityce polskiej w regionie Europy Środkowowschodniej. Postać Piłsudskiego, inaczej niż w Polsce, odbierana jest niechętnie, a nawet wręcz wrogo na Litwie, Białorusi i na Ukrainie (np. współpraca Piłsudskiego z Petlurą nie zawsze oceniana jest tam pozytywnie). Podobnie w przypadku Grupy Wyszehradzkiej i bliskiej aktualnie współpracy Polski z Czechami; Piłsudski nie należał, mówiąc delikatnie, do przyjaciół państwa czechosłowackiego, a piłsudczycy dopiero w obliczu klęski wrześniowej zrozumieli znaczenie współpracy z Czechosłowacją. Niektórzy z nich aktywnie wspierali powstanie konfederacji polsko-czechosłowackiej (Tytus Filipowicz). Mit Piłsudskiego odgrywał będzie nadal ważne znaczenie w świadomości politycznej społeczeństwa polskiego, jako osoby bez której nie wyobrażamy sobie odzyskania niepodległości, niemniej jednak Litwinom, chłopskim narodom Ukrainy, Białorusi i Słowacji, a także Czechom, z uwagi na bliską współpracę ludowców polskich z czeskimi i słowackimi, zdecydowanie bliższa byłaby postać Witosa. Mit Piłsudskiego nigdy nie stanie się w naszym regionie mitem ponadnarodowym, mitem łączącym narody Środkowowschodniej Europy (przy szacunku, jakim cieszyć się Piłsudski może w Niemczech i w Austrii). A na Zachodzie historycy będą Piłsudskiemu nadal wypominać – co nie jest zabiegiem zbyt uczciwym - udział w wojnie po stronie państw centralnych.

W chwili obecnej jest na to może za wcześnie, ale wydaje się, że współczesne i przyszłe pokolenia Rosjan należałoby przekonywać, że to nie Rosja przegrała tę bitwę lecz - z korzyścią dla przyszłych pokoleń Rosjan i całej Europy - “czerwona” Rosja. Podobnie nieco jak Niemcy zostali - jak się wydaje - przekonani, że w roku 1945 nasi sojusznicy i my wyzwoliliśmy ich z jarzma hitlerowskiego. I nie zabierajmy Rosjanom prawa do mitu grunwaldzkiego. Nie odsuwajmy ich od Europy. Historia “zmienną jest ”, a ich udział w bitwie i micie grunwaldzkim może mieć jeszcze w XXI stuleciu istotne znaczenie! Szczególnie wówczas, gdy ostatecznie aktualna stanie się wspólnota interesów narodów i państw od Vancouver do Władywostoku. Grunwald to dziedzictwo nie tylko Środkowowschodniej Europy, ale całej Europy, w tym także Rosji. Co do Europy Środkowej, to Polska i Polacy nie posiadają oczywiście monopolu na środkowoeuropejskie, ponadnarodowe mity: historyczne czy inne. Pozostałe narody naszego regionu mają nie mniej wspaniałą historię i kulturę, a ich wkład w łączącą region mitologię środkowoeuropejską powinien zostać przez Polaków przyjęty “na własność”. Chodzi tu o dalsze pogłębianie środkowoeuropejskiej tożsamości, która uświadamia nam potrzebę jedności, mimo wielu różnic; “...wiele można osiągnąć, gdy jesteśmy razem...”.

 Przypisy:

  1. Eliza Czapska, O roli historii, rozmowa z Normanem Daviesem, Realia, Czerwiec Nr 3 (18) 2010
  2. Eliza Czapska, rozmowa z Piotrem Żuchowskim, sekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przewodniczącym Komitetu ds. Przygotowania obchodów 600-letniej rocznicy bitwy pod Grunwaldem, Historia to nie tylko martyrologia, Realia, Czerwiec Nr 3 (18) 2010
  3. Aleksander Smolar, “Polska i Niemcy, 600 lat po Grunwaldzie, Onet.pl
  4. Henryk Samsonowicz, 600. rocznica bitwy pod Grunwaldem, Pamięć i mity, Polityka.pl, 15 lipca 2010
  5. Eliza Czapska, rozmowa z Piotrem Żuchowskim, tamże
  6. 6.Krzysztof Kwiatkowski, Grunwald a sprawa polska w latach 1910-1916, Realia, Czerwiec Nr 3 (18) 2010,
  7. Krzysztof Kwiatkowski, Grunwald a sprawa polska w latach 1910-1916, tamże
  8. Aleksandra Akińczo, Na Litwie nie ma pomnika Grunwaldu, Gazeta.pl, źródło - PAP, 14.07.2010
  9. Władimir Martionow, “Myślę, że Grunwald nie zostanie już zapomniany”, rozmowa z białoruskim historykiem i pisarzem Anatolijem Tarasem, autorem napisanej po rosyjsku książki “Grunwald. 15 lipca 1410”, Salidarnaść, 15.07.2010, Bialorus.pl, Internet
  10. Marian Marek Drozdowski, Grunwald w legendzie literackiej i tradycji politycznej, Realia, Czerwiec Nr 3 (18), 2010
  11. Zbigniew Brzeziński, “O Polsce, Europie i świecie”, 1988-2001, Bellona, Warszawa, s. 29
  12. Alain Besançon“Granice Europy”, kiosk.onet.pl/1155135,1,5,1292, druk, html
  13. A. Besançon, Wschodnia granica Europy, “Eurazja” Nr 1, III, 1996
  14. Mariusz Sielski, Unia lubelska jako projekt integracji w Europie, Europa Środkowa – Nowy Wymiar Dziedzictwa, s. 71
  15. Henryk Samsonowicz, Członek Rodziny czy niechciane dziecko, Wartości wnoszone do dziedzictwa europejskiego przez kraje Europy Środkowej, Europa Środkowa, - Nowy wymiar dziedzictwa, Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie, Jacek Purchla, Kraków 2002
  16. Henryk Samsonowicz, 1410 – 2010 Grunwald, Ostatnia wielka bitwa rycerskiej Europy, Polityka.pl, 21 kwietnia 2010
  17. Henryk Samsonowicz, Historia Polski do roku 1795, Warszawa, s. 100
  18. Apel Prezydencki pod Grunwaldem – Sygnały dnia – Jedynka – Polskie Radio, 15.07.2010
  19. Komorowski pod Grunwaldem: zwycięstwo ma smak niezwykły, Gazeta. pl, Wiadomości, Internet, 15.07.2010
  20. Wiesław Piechocki i Andrzej Sowa, O “Krzyżakach” u źródeł, rozmowa z Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego drem Bruno Platterem, Realia, Czerwiec Nr 3 (18) 2010
  21. Anna Kalocińska, Rozmowa z historykiem, drem Piotrem Węcowskim, Wirtualna Polska, 15.07.2010
  22. Eliza Czapska, rozmowa z Piotrem Żuchowskim, tamże
  23. Marian Drozdowski,Grunwald w legendzie literackiej i tradycji politycznej, tamże
  24. Henryk Samsonowicz, O micie Grunwaldu,Realia ,Czerwiec , Nr 3 (18), 2010
  25. Marian Marek Drozdowski, Grunwald w legendzie literackiej i tradycji politycznej, tamże
  26. Aleksander Kaczorowski, Bałkany zamiast Ukrainy, Newsweek, sierpień 2010
  27. George Friedman, Europa niemiecko-rosyjska?, Newsweek, Sierpień 2010
  28. patrz: George Friedman, Następne 100 lat, Prognoza na XXI wiek, Mocarstwo nad Wisłą?, AMF, Warszawa 2009
  29. Joanna Berendt, rozmowa z Georgem Friedmanem, Nigdy nie jesteście bezpieczni, Fakt, 20 lipca 2010
  30. Joanna Berendt, tamże
  31. patrz na szerszą argumentację tego stanowiska w artykule Sławomira Dębskiego, Sojusz Rosji z Zachodem?, Nowa Europa Wschodnia, Nr 5, wrzesień – październik 2010
  32. Constanze Stelzenmüller, Na Wschodzie bez zmian, Europa, Magazyn Idei “Newsweeka”, Wrzesień 2010, nr 9
  33. Jacek Saryusz-Wolski,Przed polską prezydencją,Magazyn Idei “Newsweeka”,Wrzesień 2010, nr 9
  34. Joanna Berendt, tamże