Paweł Bożyk

Recenzja książki T. Kowalika:

“www.Polska transformacja.pl”.

 

Fuszerka i to jaka…

Polska transformacja była fuszerką od początku do końca. Tak można w jednym zdaniu streścić książkę profesora Tadeusza Kowalika pt. “www.Polska transformacja.pl”, która właśnie znalazła się na rynku księgarskim.

Oryginalność książki nie polega jednak wyłącznie na jej krytycznym charakterze; takich książek na temat transformacji pojawia się obecnie wiele, atrakcyjności tej książce dodaje dopiero fakt, iż autor od pierwszych dni “Solidarności” należał do ścisłej czołówki działaczy tej organizacji. Przyjaźnił się z B. Gieremkiem, T. Mazowieckim, J. Kuroniem i wieloma innymi znanymi postaciami tego ruchu. Spał z nimi na styropianie, informował i dyskutował o możliwościach zastąpienia jednego systemu przez inny.

Profesor T. Kowalik odwołuje się zwłaszcza do pisemnych ostrzeżeń, które przekazywał ludziom najwyżej postawionym w hierarchii zaplecza intelektualnego “Solidarności” (zwłaszcza B. Gieremkowi i T. Mazowieckiemu); pozostawały one jednak bez odpowiedzi. Dotyczyło to w szczególności społecznych skutków proponowanych zmian, te powinny być przecież najważniejsze dla każdego, kto identyfikować się chciał z “Solidarnością”.

Brak reakcji na ostrzeżenia T. Kowalik tłumaczy niekompetencją ekonomiczną informowanych działaczy a nie ich złą wolą. Chcieli oni zmienić rzeczywistość na lepszą. Większość z nich nie miała jednakże zielonego pojęcia na czym transformacja taka powinna polegać. Widzieli tylko jedno, dotychczasowy system polityczny powinien zniknąć na zawsze, on bowiem był według nich przyczyną całego zła. Uwaga ta dotyczy nie tylko Bronisława Gieremka i Tadeusza Mazowieckiego, lecz także Jacka Kuronia, Zbigniewa Bujaka i całych zastępów prominentnych działaczy “Solidarności”.

Niewiele mądrzejsza była strona rządowa. Jej przedstawiciele starali się znaleźć rozwiązania systemowe “na chłopski rozum”. Ireneusz Sekuła i Mieczysław Wilczek patrzyli na nie przez pryzmat przedsiębiorstwa , a więc mikroskali. Uważali, że wszystko co jest dobre dla przedsiębiorstwa będzie dobre dla kraju. Niekompetencja nie przeszkadzała im w autorytatywnym wypowiadaniu się na temat kierunku, w jakim zmiany systemowe powinny podążać. Co więcej, w pewnym momencie swojej kariery I. Sekuła i M. Wilczek zostali decydentami, od nich zależały więc decyzje transformacyjne podejmowane przez rząd.

Jakby tego wszystkiego było za mało profesor Kowalik powątpiewa w kwalifikacje zespołu fachowców, którzy podjęli się tę transformację przeprowadzić, a więc Jeffreya Sachsa, Leszka Balcerowicza, Stanisława Gomułki i Vincenta Rostowskiego. Sachs, którego powszechnie uważa się za ojca “szoku”, na początku zgłaszał wątpliwości, co do jego głębokości, przychylając się do poglądów postulujących łagodniejszą operację . Obawiał się bowiem “gniewu ludu”. Przekonany został jednak, iż “Solidarność” spacyfikuje opinię publiczną.

O miernych – zdaniem T. Kowalika kwalifikacjach Sachsa i Balcerowicza oraz pozostałych dwóch “podpowiadaczach” świadczy fakt, iż przewidywane przez nich skutki operacji stabilizacyjnej nie miały nic wspólnego ze skutkami rzeczywistymi uzyskanymi w praktyce; skutki rzeczywiste były bowiem sześć razy gorsze niż te, których oczekiwano. Wystarczy – stwierdza prof. Kowalik - porównać rzeczywiste i przewidywane skutki powojennych planów trzyletniego i sześcioletniego realizowanych w warunkach olbrzymiej niepewności i braku fachowców, by stwierdzić, że były one wielokrotnie mniej rozbieżne niż to, co wykonano na początku lat dziewięćdziesiątych, W żadnym innym kraju Europy Środkowej nie miało to miejsca.

Olbrzymim mankamentem polskiej operacji transformacyjnej był całkowity brak dyskusji publicznej na ten temat. Pojedyncze głosy krytyczne zostały zlekceważone w myśl doktryny Zbigniewa Brazińskiego: jeżeli jakiś pogląd jest ci niewygodny, uznaj go za nieistniejący; w żadnym wypadku nie polemizuj z nim.

Sejm kontraktowy zagłosował więc “va bank”, w ciągu jednego dnia “przeszły” wszystkie przygotowane projekty ustaw; głosowania były jednogłośne (lub prawie jednogłośne) Profesor Kowalik ustosunkowując się do tego faktu zacytował późniejszą wypowiedź Aleksandra Małachowskiego: “byliśmy trochę, jak barany prowadzone na rzeź, godząc się na szokową terapię. Balcerowicz wraz z Sachsem zwyczajnie nas, posłów bez doświadczenia oszukali” (s.99)

Zdaniem Kowalika, plan Balcerowicza to brawura zmieszana z niewiedzą. Był on niepotrzebny, trzeba było przestudiować choćby założenia i doświadczenia reformy chińskiej, która przyniosła wyniki o wiele lepsze i to długofalowe, co więcej obyła się bez drastycznych spadków PKB, produkcji przemysłowej, bankructw przedsiębiorstw a zwłaszcza bez nagłego obniżenia stopy życiowej społeczeństwa, zróżnicowania dochodów, powstania w wyniku reformy olbrzymiego bieguna biedy, zagrabienia majątku publicznego przez grupkę cwaniaków i zwykłych złodziei. Po co nam była likwidacja PGR - ów i pozbawienie pracy pół miliona ludzi, a środków utrzymania – dwóch milionów członków ich rodzin. Komu potrzebne było skazanie na bankructwo prawie 600 najlepszych przedsiębiorstw, które “zniknęły” w ramach Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Czy nie było innej drogi prywatyzacyjnej niż doprowadzenie do bankructwa setek przedsiębiorstw przejętych następnie przez kapitał zagraniczny za dramo?

Wykorzystywane przez Balcerowicza argumenty, że Polska w porównaniu z 1989 rokiem w wyniku transformacji ma w Europie Środkowej i Wschodniej najlepsze wyniki, są bałamutne. Po pierwsze, porównywanie się z rokiem 1989 jest akurat w przypadku Polski mylące; druga połowa lat osiemdziesiątych, to nie był okres osiągnięć polskiej gospodarki’ zwłaszcza rok 1989 był okresem recesji. W innych krajach Europy Środkowej uzyskiwano wtedy lepsze rezultaty niż w Polsce. Porównywanie się z rokiem recesji zawyża nasze późniejsze “osiągnięcia”.

Po drugie, inne kraje, wzorując się na transformacji polskiej (choć o wiele mniej szokowej) popełniły ten sam błąd. Wskazał na to wiele lat później Jeffrey Sochs, odcinając się zdecydowanie od tych praktyk i potępiając je (które w roku 1990 mocno rekomendował).

Terapii szokowej nie da się dziś obronić, podsumowuje swe wywody Tadeusz Kowalik. Powinien to zrozumieć L. Balcerowicz, który nadal, z uporem godnym lepszej sprawy, broni swych poglądów. Nie bierze pod uwagę faktu, iż w świecie ma miejsce totalny odwrót od doktryny neoliberalizmu. Piszą dziś bardzo krytycznie na ten temat laureaci Nagrody Nobla J. Stiglitz i P. Krugman, pisze G. Soros, i wielu, wielu innych. Noblem nagrodzono ekonomistów, którzy udowodnili, iż własnością publiczną można równie dobrze zarządzać jak prywatną; prywatyzacja za wszelką cenę nie jest więc wskazana.

L. Balcerowicz chce jednak nadal prywatyzować począwszy od kultury poprzez służbę zdrowia, emerytury wszystko co się da. Jego poplecznicy z Platformy Obywatelskiej “pod młotek” prywatyzacyjny mają zamiar oddać 800 kolejnych spółek państwowych, prawie resztkę z tego co zostało.

Na koniec tej recenzji chciałbym podtrzymać jedną z głównych tez profesora Kowalika, iż nie jest prawdziwy pogląd głoszony przez L. Balcerowicza, że w momencie początkowym transformacji nie było innych poglądów niż ten, który wdrożono do praktyki. Był przecież inny od L. Balcerowicza punkt widzenia T. Kowalika, publikowałem też swoje poglądy w formie artykułów i książek. By nie być posądzonym o kryptoreklamę zacytuję fragment książki profesora Jerzego Wiatra: “Socjologia wielkiej przemiany” (Krajowa Agencja Promocyjna, Warszawa 1999 s.89): “….Paweł Bożyk był pierwszym znanym ekonomistą, który frontalnie zaatakował strategię reformy gospodarczej, zarzucając jej autorom szerzenie iluzji i gubienie z oczu szans, jakie dawałoby umiejętne wykorzystanie państwa dla pokierowania procesem przebudowy gospodarczej ( Polityka 16 grudnia 1990 r. – “Cudu nie będzie” oraz ksiązka: “Droga donikąd ? Polska i jej sąsiedzi na rozdrożu” – BGW, Warszawa 1991 r.) Paweł Bożyk przewidywał więc:

  1. pogłębiającą się degradację gospodarki polskiej, destrukcję przemysłu, obniżkę jego rentowności i konkurencyjności;
  2. pogłębienie kryzysu w rolnictwie;
  3. nieuniknione (…) przyspieszenie inflacji (…);
  4. wzrost bezrobocia;
  5. zwiększenie zadłużenia zagranicznego;
  6. zwiększenie deficytu budżetu państwa.

Tej czarnej prognozie Bożyk przeciwstawiał zarys strategii, która mogłaby stanowić podstawę długofalowej, obliczonej na przynajmniej 10-15 lat polityki przemian gospodarczych.

 

 

Obejmować ona powinna:

  1. sformułowanie celów rozwoju polskiej gospodarki w dłuższej perspektywie czasu;
  2. zerwanie z prostym naśladownictwem krajów o najwyższym poziomie rozwoju społeczno-gospodarczego;
  3. wykorzystanie własnych bogactw naturalnych, kapitału i siły roboczej;
  4. ewolucyjny a nie szokowy sposób reformowania gospodarki;
  5. przywrócenie państwu należnych mu funkcji w kierowaniu gospodarką;
  6. zmianę sposobu zarządzania majątkiem publicznym przez ustanowienie właściciela tego majątku, oddzielonego od centralnej administracji państwowej;
  7. połączenie rozwoju sektora prywatnego ze skutecznym egzekwowaniem od niego obciążeń podatkowych;
  8. zreformowanie (i to w pierwszej kolejności) prawa finansowego i systemu bankowego;
  9. rezygnacja z traktowania zbilansowanych wydatków i dochodów budżetowych jako nadrzędnego priorytetu (czyli dopuszczenie większego deficytu budżetowego);

10)prowadzenie racjonalnej polityki społecznej, w tym zahamowania spadku nakładów na naukę, oświatę, zdrowie i kulturę.” (koniec cytatu z książki J. Wiatra).

Dla ówczesnych liberałów, którzy szli drogą wytyczoną przez Reagana i Thatcher, najlepszym rozwiązaniem było zdanie się na “niewidzialną rękę rynku” i dewizę, iż najlepszą polityką jest brak polityki, wygłoszoną (chyba w 1992 r.) przez ówczesnego ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka.