FIGURY SZACHOWE

Niezwłocznie po ostatnich wyborach zaczęły mnie i zapewne innych nachodzić myśli na temat przyczyn coraz słabszego wyniku SLD i jego pozycji na scenie politycznej. Problem jest jednak głębszy.

Rozbijackie działania wewnątrz SLD i innych środowisk lewicowych, dyskredytujące idee lewicowe, nie trwają od ostatniej kampanii wyborczej, ale mają miejsce od dłuższego czasu. Wymagają one bardzo spokojnego i rzeczowego odniesienia.

Nie warto więc popadać w gorączkę złudnych działań, ale nie można też stać tak zupełnie z boku.

Możemy być świadkami kroków w kierunku restauracji LiD-bis i definitywnego marginalizowania wszelkich resentymentów do wartości lewicowych ze strony innych ruchów prospołecznych. Być może dogadają się z Tuskiem co do współdziałania z koalicją rządową. Wszakże przez całą kampanię pracowali raczej na sukces Tuska a nie własny!

Być może w SLD odzyskają ster jego celebryci. Będą nagłaśniać swoje stare płyty, przy których już się nie tańczy, ani ich nie słucha. Będziemy mieli stały festiwal lewicowego teatru dla “koneserów”, a nie dla społeczeństwa. Bo jak już będą z powrotem coraz częściej w mediach to im wystarczająco poprawi się samopoczucie.

Nie zmieni to absolutnie aktualności problemu budowy nowej formacji lewicowej, bowiem szyld SLD zbladł bezpowrotnie. Jeżeli będą to robić medialni gwiazdorzy lewicy to przede wszystkim będą się umizgiwać do niechętnych im dziennikarzy myśląc, że kontaktują się ze społeczeństwem.

Na razie więc pozostaje nam zachować się z rozwagą i dystansem. Żyjemy w czasach, gdzie liczy się sukces. Chyba więc warto otworzyć się na reguły prowadzące do sukcesu.

Po wyborze Leszka Millera na szefa klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej zadałem sobie pytanie – czy możliwe jest spotkanie Millera z Kwaśniewskim, Cimoszewiczem, Oleksym, Borowskim? Czy takie ewentualne spotkanie “okrągłostołowe” miałoby sens i jakąś nową wartość?

Pamiętam, jak po wyborach do nowych struktur administracyjnych (samorządowych) w 2002 roku zaprezentowano trzy różne opinie na temat przyczyn słabego wyniku SLD.

Pierwsza opinia, Millera, głosiła, że nie ma lokalnych liderów. (A skąd mieliby być skoro przez lata za własne zdanie dostawało się po łapach.)

Drugą opinię wygłosił Oleksy, że źle została przeprowadzona kampania wyborcza. (Przecież wszyscy wówczas zachłystnięci byli zwycięstwem do sejmu, po co więc jakaś kampania!)

Trzecią opinię zaprezentował Kalisz, że nie dopuszcza się młodych działaczy do kierowniczych gremiów partii. (Wtedy od razu zrozumiałem, że Kalisz będzie rozpracowywał stary układ, by wyrugować Millera.)

Choć należało przyznać Kaliszowi rację w kwestii argumentu słabego wyniku ówczesnych wyborów, to nie trudno było dostrzec początek stopniowego upadku SLD.

Właśnie wtedy poszedłem do sekretarza miejskiego SLD (w Radomiu) z uwagą, że dostrzegam początek upadku SLD, gdyż do tej pory nie było tak, żeby działacze jednej partii wypowiadali publicznie własne opinie z intencją przeciwko drugim. Rozmowa ta niewiele dała.

Miller po wyborze na szefa klubu okazuje gesty pojednawcze. Robi to mądrze i idąc z Kaliszem na spotkanie do Kwaśniewskiego dokonał szachowego posunięcia.

Teraz niech Kwaśniewski osobiście poczyni kolejne kroki zmierzające do odtworzenia przynajmniej w zarysie wizerunku współpracy, a nie wewnętrznej, opłakanej w skutkach, wzajemnej walki o złudny prestiż.

Może to stanowić dopiero zaczyn do dalszych działań, które posłużyć mogą nie tylko uzdrowieniu lewicy, ale dalszym pozytywnym przeobrażeniom polskiej demokratycznej sceny politycznej.

Jeżeli wokół lewicy będą wytrawni działacze i intelektualiści chętni do współdziałania we wskazywaniu problemów i sposobów ich rozwiązania to sukces jest pewny. Jeżeli będą kolejne wojenki to zyskają ci “trzeci”.

Na jednym ze spotkań Tuska w Radomiu z działaczami Platformy Obywatelskiej pod koniec 2005 roku, usłyszałem od niego (siedziałem na sali jako obcy), że tak właściwie to on nie wie, dlaczego PO ma dziewiętnastoprocentowe poparcie i że “musimy być świadomi niepewności tego poparcia”. Po tamtej wypowiedzi Tuska zrozumiałem, że on sam nie rozumie procesów społecznych, jakie zachodzą w Polsce.

Podejrzewam, że moi byli koledzy partyjni też nie są świadomi przemian świadomościowych i emocjonalnych, jakie dotykają obecnie Polaków.

Wymiera stare pokolenie. W szkołach mamy religię i brak jakiegokolwiek edukowania środowisk społecznych w duchu lewicowym. Nawet hasło “Najważniejszy jest człowiek” zostało przejęte przez PSL, chociaż niewiele wcześniej było hasłem SLD w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego!

Co kadencję prawie półtora miliona młodych Polaków przychodzi po raz pierwszy do urn wyborczych. Co im lewica ma do zaproponowania?

Na razie stare wewnętrzne utarczki najlepiej znane red. Olejnik (sentencja, która nasunęła się po jej rozmowie z Kaliszem – wypomniała wyrolowanie Oleksego przez Kwaśniewskiego.)

Co nam pozostało? Jednakże sporo do zrobienia.

Gdyby tak Kalisz swoje skłonności do teoretyzowania chciał przekuć w ustawowe propozycje zmian możliwości bezczelnego naigrywania się z wyborców z jednoczesną kradzieżą mandatu – chodzi o ostatni transfer z SLD do Ruchu Palikota i to jeszcze prze ślubowaniem poselskim!

Gdyby tak jeszcze przypomnieli sobie o lewicy pozaparlamentarnej!

Na dzisiaj tyle.

Marian Szymański