Koko koko euro spoko

Pamiętamy jak nowy pan minister przed Euro 2012 jeździł po terenach budowy poszczególnych odcinków autostrad, jak się kiedyś mówiło, z wizytą gospodarską. To dobrze, że młody uczy się od starszego (Edwarda Gierka). Nie wiem, o czym były “gospodarskie” rozmowy, ale w ich efekcie następowały cudowne zmiany na budowach zagrożonych odcinków autostrad, a szczególnie tych które miały strategiczne znaczenie dla obsługi Euro 2012.

Miło było patrzeć jak młody minister dogaduje się z wykonawcami poszczególnych odcinków autostrad, które rozwijały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Myślałem wtedy … no i przyszedł wreszcie ten, który potrafi… czyli młodzi są szansą dla kraju. Po tej konstatacji w pogodnym nastroju poszedłem na urlop. Z błogiego samopoczucia wyrwał mnie dość brutalnie komunikat o protestach wykonawców autostrad, bo im się nie płaci.

Trudno mi się o tym pisze, bo dla człowieka biznesu złamanie tej zasady to eliminacja elementarnych zasad w interesie. Nie można prowadzić biznesu bez zaufania. Zaufanie to podstawowa zasada. Jej złamanie to brak fundamentu dla budowy najprostszego interesu, a mówimy o najważniejszym partnerze w interesach - o państwie i o interesie, w jaki wdał się w imieniu państwa polskiego jego konstytucyjny minister. Ten minister w imieniu państwa dogadał się z prywatnymi wykonawcami autostrad, którzy pracując dniami nocami w piątek i świątek gonili kolejne terminy i oddawali kolejne odcinki autostrad do użytku.

Dogadać się to znaczy zawrzeć umowę w jakiejś sprawie, gdzie jedna ze stron zobowiązuje się do czegoś a druga ma za to coś zadośćuczynić zgodnie z ustaleniem i uzgodnionym terminem. Dziś jedna ze stron protestuje na znak, że stało się coś niewyobrażalnego - rząd nie dotrzymał umowy. Znaczy polski rząd oszukał człowieka, z którym wcześniej się układał a dziś nie wywiązał się z zawartych porozumień. Rzecz oczywiście dotyczy pieniędzy, których Główna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad z tylko sobie znanych powodów nie wypłaciła poszczególnym wykonawcom za wykonane zgodnie z umową prace.

Taka sytuacja dla mnie starego prywatnego przedsiębiorcy jest absolutnie horrendalna, ergo nie do przyjęcia. Wiedzieć trzeba, że w interesie wolno wszystko, nie wolno jedynie nie dotrzymać terminu płatności. Brak zapłaty w terminie powoduje automatyczne wykluczenie z rynku. Świat branżowy jest wbrew pozorom mały i hermetyczny, o “przekręcie” wiedzą wszyscy tego samego dnia. Może ta pisanina wydawać się długawa i nudna, ale rzecz jest o tyle istotna, że prywaciarstwo to ostatni bastion normalności w tym spaczonym kraju.

Tu w świecie normalności liczy się słowo. Na słowo dostaje się wszelki towar i później idą papiery, faktury, umowy, pieniądze. Nikomu też do głowy nie przyjdzie, że porządek ten można złamać. Okazało się, że przyszło… młodemu, zdolnemu, któremu dobrze życzyłem. Okazuje się że nie ma znaczenia czy młody, czy stary. Oto kolejny minister bez stosownych kwalifikacji za przeproszeniem politolog, czyli człowiek właściwie bez żadnego zawodu.

Ten skandal tylko pozornie wydaje się naszą wewnętrzną sprawą. Przygląda nam się uważnie świat, a Europa patrzy nam na ręce bardzo dokładnie. Ten rządowy przekręt odbije się na naszych stosunkach handlowych ze światem i utrudni, a także opóźni wszelkie transakcje handlowe. To kolejne dokonanie rządu historyków i innych “kolorowych” bezzawodowców. Nie ma skąd wziąć pieniędzy, powie rząd. Moja rada, niech rząd weźmie łopaty i zacznie kopać rowy, bo jedynie do tego nadaje się rząd, który nie ma pojęcia o gospodarcze, o rynku i jego prawach.

Adam Zbigniew Gusiew