CZYM GROZI DZIURA BUDŻETOWA?

Debata Zespołu Instytutu Badań nad Społeczną
Gospodarką Rynkową im. J. Keynesa

Zagajenie Zbigniew Gusiew

O deficycie – także budżetowym mówimy wtedy, kiedy nieograniczone potrzeby zaspakaja się ograniczoną ilością dóbr.

Jeżeli z nieograniczonego morza potrzeb wyodrębnimy potrzeby, które wynikają z ustawowych obowiązków państwa wobec społeczeństwa to konieczność ich realizacji musi nastąpić bez względu na stan dóbr, czyli dochodów państwa. Zwykle w Polsce wydatki są większe niż dochody i tę przewagę wydatków nad przychodami nazywa się dziurą budżetową.

Dochody budżetowe to głównie podatki PIT, CIT, VAT i akcyza. Są one tym wiźksze, im lepsza jest kondycja gospodarki kraju. Dobra kondycja gospodarki skutkuje mnogością podmiotów gospodarczych, które w swej masie przynoszą ľ dochodów budćetowych. To znaczy, će im wiźcej na rynku firm, czyli osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, i przedsiębiorstw, czyli jednostek wyodrębnionych prawnie, organizacyjnie i ekonomicznie, tym większe są przychody budżetu.

Nie potrzeba ogromnej wiedzy, żeby dojść do wniosku, że w przypadku “zwijania” się gospodarki, czyli likwidacji ww podmiotów gospodarczych następuje ograniczenie wpływów podatkowych do budżetu. Wpływy te będą się zmniejszać, albowiem obserwując bałagan w sferze polityki gospodarczej widać jak upadają przedsiębiorstwa zatrudniające setki tysiące osób.

Skutek jest taki, że każdy zwolniony nie zapłaci PIT-u, przedsiębiorstwo CIT-u, a kupujący VAT-u, ponieważ nie będzie produkcji ani podmiotu podlegającego opodatkowaniu. Dodatkowo zmniejsza się wartość budżetu, ponieważ każdy zwolniony pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Mimo braku tych środków, obowiązki państwa pozostają niezmiennie takie same i zachodzi potrzeba wydatkowania pieniędzy, których w budżecie nie ma. Tak wygląda (w dużym skrócie) mechanizm powstawania deficytu budżetowego zwanego dziurą budżetową.

Poziom deficytu jest zapisany w Konstytucji RP w Rozdziale X Finanse Publiczne w Art. 216 pkt 5, który stanowi, że “Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego PKB”. Jest to zapis unikalny. Takiego nie ma w żadnej konstytucji cywilizowanego świata. Podobno autorem tego artykułu jest Leszek Balcerowicz, i choć jestem jego oponentem, to uważam, że w tym przypadku pan L. B. wykazał się przenikliwością i znawcą mentalności polskich “elit” politycznych.

Skutki przekroczenia tego progu powoduje trzęsienie ziemi w sferze finansów publicznych, na które rządzący nie mogą sobie pozwolić – i dobrze, chociaż wstyd. Wstyd to niewielka dolegliwość w porównaniu z pomysłami zapobieżenia tej sytuacji. Rząd wie, że coś musi z tym zrobić, bo w innym przypadku będzie rozszarpany przez opozycję, a wybory przegra z kretesem. Mimo tej świadomości instrumentarium stosowane do walki z deficytem jest dość żenujące.

Z jednej strony rządzący koniecznie chcą obniżyć podatki, z drugiej podnieść dochody pracownikom sfery budżetowej. Sprzeczność ewidentna. Żeby dać trzeba mieć, bo nie można w nieskończoność powiększać deficytu. Co więc robią rządzący? Bezczynnie czy też bezradnie przyglądają się upadkowi potężnych zakładów produkcyjnych, np. Łapy – Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego i wielka cukrownia – tysiące ludzi na bezrobociu i brak produkcji, a więc także wpływów do budżetu. Stocznie w Gdańsku i Szczecinie: tysiące nowych bezrobotnych, w perspektywie zagrożone bankructwem Poznańskie Zakłady Hipolita Cegielskiego – kooperanta stoczni.

Tymczasem jedynym instrumentem stosowanym do walki ze skutkami bezrobocia i spadkiem wpływów do budżetu jest oszczędzanie. Oszczędność to dobra cecha, ale powstaje pytanie: co zrobimy, jeśli z powodu oszczędności zjemy już nawet kit z okien? Jaka trudność stoi na drodze do konstatacji, żeby jednak spróbować coś zarobić? Zarobić, czyli stworzyć warunki, dzięki którym nie będą doprowadzane do bankructwa firmy i przedsiębiorstwa. Warunki, w których podmioty gospodarcze zaczną się rozwijać i zatrudniać ludzi. Warunki do pomnażania kapitału, skutkiem czego w budżecie znajdą się środki, które zrównoważą budżet, czyli zniwelują dług publiczny, a możliwe że nawet wygenerują nadwyżki.

Nie odsyłam naszych polityków do dość trudnego A. Smitha, ale żeby rządzić państwem, coś jednak o sprawach gospodarki trzeba wiedzieć. Więc jeśli nie A. Smith, nie W. Eucken, A. Miller, to może warto zapoznać się z dokonaniami Konrada Adenauera, tym bardziej, że kanclerz K. Adenauer wprowadzał w Niemczech nowatorski na ówczesne czasy system SGR – Społecznej Gospodarki Rynkowej, który to system od lat mamy zapisany w Konstytucji RP i który winniśmy realizować.

Może ktoś wpadłby na prosty pomysł, że zarabiać trzeba koniecznie, bo inaczej za chwilę nie będzie z czego oszczędzać. Może ktoś wreszcie zrozumie, że dziura budżetowa to nie jest trwały byt kapitalistycznej proweniencji, a skutek bezradności elit politycznych, które w atmosferze zagrożenia przekroczenia 3/5 PKB powołują radę gospodarczą, składającą się z tych samych od lat profesorów – akademików. Tymczasem dziura w budżecie powiększa się.

Znaczy to, że wszelkie próby manipulacji przy gospodarce bez zbudowania sprawnie działającego mechanizmu gospodarczego nie spowoduje oczekiwanych skutków długoterminowych, a da jedynie doraźne korzyści elitom politycznym. Taka polityka wcześniej czy później doprowadzi do katastrofy przekroczenia konstytucyjnego progu wartości deficytu budżetowego. To tylko kwestia czasu.

Jan Herman

Politykę dziurawienia budżetu uważam za politykę ukrytego nakładania podatków na ludność i przedsiębiorstwa. Elementarzem wiedzy ekonomicznej jest to, że dziura budżetowa to ponoszenie kosztów na rzecz przyszłych dochodów. Jednakże jest to polityka intencjonalna, gdyż te dochody mogą się pojawić albo i nie, gdyż może to sprawić jakiś błąd w strategii gospodarczej. A skoro tych dochodów może nie być to czy to w postaci inflacji, czy jakiś przesunięć w budżecie albo obcięcia wydatków na cele socjalne – każdy dopłaci do rządowych wysiłków zlikwidowania dziury budżetowej. Dlatego dziurawienie budżetu jako produkowanie ukrytego podatku obciąża ogromną odpowiedzialnością tych, którzy o tym decydują.

Najczęściej jest tak, że już się nie bilansuje wpływów z najróżniejszych obciążeń ludności, przedsiębiorców, akcyzy i cła z listą wydatków koniecznych. W budżecie od figurują tzw. pozycje stałe, (około 25 proc. ), których likwidacja może spowodować katastrofę całego państwa. Pozostałe ca 75 proc. to też są wydatki konieczne, ale w sensie politycznym. Jeśli ich nie poniesiemy to cała klasa polityczna może mieć istotne problemy. Przed tymi wszystkimi wydatkami nie da się uciec. I stąd ta polityka dziurawienia budżetu.

Wynika to stąd, że tak naprawdę w żadnym kraju nie udało się jeszcze postawić skutecznej bariery antyroszczeniowej ze strony różnych grup zawodowych i społecznych. Szczególnie jest to trudny zabieg dyscyplinujący w stosunku do grup najbardziej znaczących ekonomicznie. Jak więc leczyć dziurę budżetową? Dziurę budżetową można leczyć jedynie przywracając tzw. sprawiedliwość społeczną.

Przywrócenie tej sprawiedliwości polega na stworzeniu pewnych instytucji społecznych i możliwości politycznego działania, czyli większość dyscyplinuje “rozbisurmanienie” tych grup silniejszych ekonomicznie a przez to silniejszych politycznie. Aby więc 100 proc. budżetu nie było na liście wydatków koniecznych, to trzeba działać wbrew takiemu naturalnemu prawu, że kto jest mocniejszy ekonomicznie ten jest mocniejszy politycznie. Zadaniem państwa jest przeciwstawiać się procesowi dyktowania swoich warunków wobec grup słabszych i pozbawionych swojej reprezentacji.

Janusz Dąbrowski

Chciałbym przypomnieć fragment jednej z moich recenzji książki, w której autor jest zdania, że najdroższym przekleństwem naszych czasów jest tzw. lobby energetyczne, które zmusza Stany Zjednoczone do ciągłego konsumowania coraz większej ilości energii, zatruwa środowisko i zwiększa emisję dwutlenku węgla. Mówię o tym dlatego, ponieważ autor udowadnia, iż rząd USA jest bezsilny wobec interesów wielkich korporacji energetycznych. Nikt jeszcze nie napisał, do jakiego stopnia bezsilny wobec tych korporacji jest rząd polski.

Jestem zdania, że lista stu najbogatszych Polaków tygodnika “Wprost” pod wieloma względami jest prymitywna, ale ma jedną zaletę. Otóż redaktorzy tworzący tę listę obliczają, o ile co roku rośnie kapitał tych stu najbogatszych Polaków. Co się okazuje? Otóż w najgorszym okresie, kiedy Polska nie notowała praktycznie wzrostu płacy realnej, ta grupa co roku miała 10 proc. więcej dochodów i jest to procent składany. W takim właśnie tempie dokonuje się koncentracja kapitału.

Czyli nawet kiedy trzeba będzie ciąć drastycznie wydatki socjalne, to nie będzie się cięło PIT-u tej grupy podatkowej. A zrobił to wielki miłośnik ludu i populista Jarosław Kaczyński, bo zmniejszył podatki najbogatszym z 40 proc. do 32 proc. Do tej “wspaniałej” reformy ochoczo dołączyła się Platforma Obywatelska.

Niedawno czytałem sprawozdanie z jakiegoś areopagu ekonomicznego w Gdańsku na temat biedy z udziałem Leszka Balcerowicza, gdzie wysnuto wniosek, że wszyscy ludzie, którzy są biedni albo pokrzywdzeni, są sami sobie winni. Sam Balcerowicz twierdzi, że główną przyczyną kłopotów w polskiej gospodarce jest zbyt mało rozwiązań neoliberalnych i jest to przyjmowane za pewnik jak dogmaty do wierzenia w kościele katolickim.

Zbigniew Gusiew

Można się z tymi stwierdzeniami zgodzić pod warunkiem, że będziemy je odnosić do pewnego rodzaju wzorców. Wzorzec abstrakcyjny być nie może, wzorzec amerykański – proszę bardzo, ale jesteśmy na to za słabi. Mamy za to społeczna gospodarkę rynkowa, której nie realizujemy. I w świetle prerogatyw państwa, które są zapisane w społecznej gospodarce rynkowej, można się domagać realizacji przypisanych do nich obowiązków. Są one ujęte w artykule 20 konstytucji i albo nie potrafimy sobie z ich realizacją poradzić, albo nie chcemy. To zadanie należy do rządu, bo tak jest to zapisane, i nikt nie może z niego zdjąć tej odpowiedzialności. Na to trzeba jednak potężnych środków.

Mogła je znaleźć silna gospodarka amerykańska, która znalazła je nawet na wydawało się nierealną ustawę o powszechnym ubezpieczeniu Baracka Obamy, która niedawno została przegłosowana w Kongresie. Znaleziono je, gdyż podniesiono najwyższy próg podatkowy i najbogatsi czy im się to podoba, czy nie będą na tę ustawę łożyć. A u nas dzieje się odwrotnie, my obniżamy próg podatkowy do 32 proc. i w ten sposób wyzbywamy się wpływów budżetowych niezbędnych do uzdrowienia naszej kulejącej gospodarki. U nas widoczna jest gołym okiem bezradność państwa wobec różnych grup lobbystycznych i ich interesów. Państwo powinno być państwem a rząd rządem i jeśli nie wypełnia swoich obowiązków to jest na to Trybunał Stanu i Trybunał Konstytucyjny.

Władysław Bujwid

Spotkałem się z wypowiedzią premiera Luksemburga, który oświadczył: “My wiemy co należy zrobić, ale nie wiemy, jak zostać potem wybranym”. Podobnie było z tzw. dziurą budżetową Bauca, gdy lewica otrzymała ją w spadku. Trzeba przyznać, że lewica potrafiła sobie z nią poradzić i to są fakty. Ale nie została potem wybrana i to też są fakty. Powinniśmy sobie więc zadanie pytanie, jakie rozwiązania lewica powinna lansować? Powróćmy jeszcze do tego co zainicjował Pis a podjęła PO, czyli obniżenie podatku dla najlepiej zarabiających i obniżenie składek rentowych. To właśnie dało w budżecie połowę dziury, z którą teraz mamy do czynienia. Należało alarmować, że nas na takie decyzje nie stać, a stało się inaczej.

Powinniśmy więc postulować o cofnięcie tej decyzji, która spowodowała tak duże zagrożenie dla budżetu. Bo alternatywa jest jedna: albo zwiększać dochody państwa, albo zmniejszać wydatki. Ze zmniejszaniem i tak niskich wydatków państwa sprawa nie jest prosta, choćby na zobowiązania zapisane w konstytucji. Można te zobowiązania zmniejszyć, ale to oznacza odbieranie ludziom tego co się im należy. A mamy w Polsce coraz bardziej rozszerzające się obszary już nie biedy, ale nędzy. I kto się do tego nie ustosunkuje, to można powiedzieć, że nie jest lewicą. Jednakże w sytuacji łatania dziury budżetowej forsowanie przywilejów socjalnych jest sprawą trudną.

Ułatwić ludziom życie można nie tylko poprzez postulowanie podniesienia podatków, ale także przez rozwój gospodarczy, czyli zwiększenie miejsc pracy i wiążące się z tym zwiększenie dochodów do budżetu. Przyspieszenie rozwoju gospodarczego może się wiązać z obniżeniem bezrobocia, a to jest w tej chwili jedna z naszych największych bolączek. Wiele świadczeń socjalnych wiąże się ze wzrostem zatrudnienia na niższych szczeblach, bo jak będzie więcej przedszkoli, więcej żłobków, jak przybędzie świetlic to znajdzie się zatrudnienie dla ludzi najniżej uposażonych.

Janusz Dąbrowski

Zgadzam się całkowicie z tezą, że lewica powinna wzywać do cofnięcia decyzji Kaczyńskiego i Pis-u, ale powinniśmy zdać sobie sprawę, że my nie mamy do czynienia tylko z władzą i opozycją, ale w Polsce cały czas dominuje POPiS. Ten POPiS stworzył IPN, CBA, ustawę o deubekizacji itd. i jeśli chodzi o priorytety konserwy prawicowej to idą oni ręka w rękę, a wspiera ich cała sfera mediów. Nie ma takiej gazety ani stacji radiowej czy telewizyjnej, która by się wypowiedziała za podniesieniem podatków w najwyższej grupie dochodowej i że te grupy powinny ponieść największy ciężar wychodzenia z kryzysu. Żaden dziennikarz będący na zleceniu nie napisze takiego artykułu i żaden redaktor naczelny nie puści go do druku. Jedynym miejscem, gdzie taki tekst może się ukazać to jest Internet, a i to jest wątpliwe, bo i tam działa ręka cenzury.

Nikt w Polsce nie rozumie, że podatki można podwyższać albo przez VAT, albo przez PIT. Jeżeli mówimy o podwyższeniu podatków, a podwyższamy jedynie VAT, to okazuje się, że cały ciężar obciążenia przerzucamy na społeczeństwo w jego niższych dochodowo grupach.

A co mediów to tego co się z nimi stało, nie da się już cofnąć. Zostały one sprawicowane, sprostytuowane i obrócone na pożytek grup o wyższym statusie dochodowym jak nigdzie na świecie.

Oburza mnie także wychodzące z kręgów nowoliberalnej nowomowy stwierdzenie o roszczeniowości poszczególnych grup społecznych. Zdaniem nowoliberałów roszczeniowe są tylko grupy zdolnych szczebli drabiny społecznej, a to nie jest prawda. Tymczasem gołym okiem widać, że najbardziej roszczeniową grupą jest formacja reprezentowana przez Lewiatan, Konfederację Pracodawców, korporacje zachodnie, które żądają dla siebie specjalnych warunków ekonomicznych i podatkowych, taką samą grupa roszczeniowa w Polsce jest Kościół.

Mieczysław Kozłowski

Obserwujemy dziwne zjawisko jeśli chodzi o dziurę budżetową. Z kręgów ministra Rostowskiego, ale i premiera Tuska wychodzą uspokajające komunikaty, że nic się takiego nie dzieje, że wszystko jest pod kontrolą, że kwestie dziury budżetowej to tylko wybrzydzanie opozycji. Rząd twierdzi, że u nas nie ma żadnego kryzysu, jesteśmy w walce z nim najlepsi w Europie jak nie na świecie i demonstruje ciągłe samozadowolenie. Czy nie zostały w tym miejscu przekroczone pewne granice bezpieczeństwa, które mogą mieć wpływ na instynkt samozachowawczy państwa, jak i społeczeństwa?

Jerzy Orłowski

W moim przekonaniu palącą kwestią jest obcięcie czy to przez PIT, czy to przez VAT wygórowanych zarobków. Są pewne granice przyzwoitości, które wręcz nakazują takie posunięcie. Drugą kwestią jest ograniczenie wydatków, ale zgodnie z logiką. Po co ładujemy się w awantury wojskowe, na które idą duże pieniądze i nikt na to nie ma wpływu. Czyżbyśmy szykowali na naszych granicach pola bitewne i w tym celu zakładamy bazy dla Amerykanów? Czy do tego służy wytwarzanie atmosfery zagrożenia? Jedyną możliwością odwrócenia tego kierunku jest zmiana ekipy rządzącej, ale w tym miejscu pojawia się pytanie – na kogo?

Odylon Gawęda

Nasza polityka jest chora ze względu na brak w niej elementów moralnych, czyli zasad etycznych. Nawet najlepszy program już nie przemawia do ludzi, bo wiedzą, że kiedy dana formacja obejmie władzę to go nie realizuje. To nie jest kwestia wiary czy nawet zaufania, ale praktyki politycznej, w której sprawdzają się intencje. A dzieje się tak, że ta czy inna ekipa działa na rzecz wyprzedawania obcemu kapitałowi polskiej gospodarki i stąd m.in. odpływ zysków podatkowych z budżetu. Ich się już nie inwestuje, bo ich nie ma i nie będzie. To jest właśnie zadanie dla lewicy, aby zahamować tę szkodliwą prywatyzację, bo mamy już ponad 70 proc. sprywatyzowanych przedsiębiorstw i czas zadbać o realny, a nie papierowy wzrost PKB.

Janusz Dąbrowski

Warto jeszcze dodać, że ta sytuacja z dziurą budżetową dłużej się nie utrzyma i może nastąpić coś w rodzaju krachu. Pytanie – kto wtedy uratuje skórę naszego budżetu? Boję się, że największe koszty jak zwykle poniosą najsłabsi a bogaci jak zwykle powiększą zyski.

Oprac. Mieczysław Kozłowski