Duch Bandery

Dzisiaj mija 70 lat, gdy na ziemiach Wołynia, a później i innych ziemiach polskich wydarzyła się potworna zbrodnia. W ciągu dwóch lat zamordowano ponad 100 tys. Polaków. Nie uczynili tego naziści ani kosmici, ale nasi bracia Słowianie zza wschodniej granicy - Ukraińcy.

W czasie wojny ludzie giną to prawda, ale to co się wydarzyło na polskim Wołyniu było czymś przerażającym. To był holocaust zaplanowany i z zimną krwią wykonany na Polakach. Mordowano w nieludzki sposób: zabijano siekierami, przecinano piłami, odrąbywano ręce i nogi, rozpruwano brzuchy kobietom w ciąży i wpuszczano w nie szczury, matki i ojców mordowano na oczach dzieci, a dzieci na oczach rodziców, starców często zabijano łopatami, bo szkoda było kuli.

To była zbrodnia większa i bardziej okrutna niż katyńska. Ukraińcy mordowali Polaków za to, że byli Polakami, tak jak Niemcy mordowali Żydów za to, że byli Żydami. To właśnie 11 lipca banderowcy zaatakowali blisko 100 polskich miejscowości, najczęściej kościoły, bo właśnie była niedziela i odbywały się msze, na których kapłan zwracał się do wiernych z przesłaniem od Boga - jego ewangelią miłości.

Ci, którzy wdarli się do tych kościołów i mordowali, nie oszczędzili nawet kapłanów przy ołtarzach. Kościół milczał i milczy o nich. Za cenę swej misji na Ukrainie wyrzekł się ich tak, jakby nigdy nie byli jego sługami. Tak samo postąpiło państwo polskie. I te w PRL-u, bo Ukraina była radziecka i nie wolno było przywoływać złych duchów szkodzących wielkiej i małej polityce. I tak samo było od ćwierćwiecza w "wolnej" III Rzeczpospolitej.

Bo racją stanu stały się znów, jak wtedy, dobre stosunki z Ukrainą. Bo miała i ma być koniem trojańskim Polski na Wschodzie wobec Rosji. Z niezwykłą szczerością wyznała to marszałek Ewa Kopacz w Sejmie mówiąc, że musimy odpuścić Ukrainie, bo "trzeba ją wyrwać ze szponów Rosji".

W podobnym duchu wypowiadał się prezydent Komorowski, obarczając dodatkowo winą za te zbrodnie Polaków, gdy mówił: "Prosimy o przebaczenie i przebaczamy". To podwieszanie się pod apel biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku wypadło wyjątkowo zgrzytliwie.

Można jeszcze zapytać, a dlaczego mamy być tacy gorliwi w promocji interesów Ukrainy, czyżby nie chodziło o wypełnianie zaleceń Departamentu USA, który "ustawił" sobie Polskę jako barana trykającego we wrota Rosji. Całe nasze tzw partnestwo wschodnie oparte jest o tę ideę.

Z tego powodu mamy same kłopoty jako Polacy na Białorusi, na Litwie, a także na samej Ukrainie, gdzie tryzub podnosi głowę i grozi, że znów przyjdzie sezon na rzezanie Lachów. Niech tylko Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej, to można być pewnym, że duch Bandery znów się odrodzi i wystawi Polsce rachunek za wszystko, czego się nie udało osiągnąć rzeziami na wschodnich ziemiach Polski.

Mieczysław Kozłowski