Czy warto liczyć na lewicę

Naprawdę dobrze życzę swojej lewicowej formacji politycznej, dla dość prostej przyczyny. Mianowicie, jako człowiek o przekonaniach socjaldemokratycznych specjalnie nie mam innego wyboru. Również dlatego, że wychowano mnie w duchu szacunku, lojalności a nade wszystko uczciwości w stosunku do towarzyszy wyznających te same wartości.

Do napisania dzisiejszego tekstu skłoniła mnie debata, jaka odbyła się w siedzibie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego. Dyskusja dotyczyła ważnych zagadnień z dziedziny ekonomii. Początkowo spokojna, dość nieoczekiwanie zamieniła się w emocjonalną niemal ognistą, daleko odbiegającą od przyjętego tematu. Sprawiało to wrażenie spadania kropli, która przelała czarę goryczy w tematach, dotyczących bieżącej polityki gospodarczej a raczej jej braku.

Towarzysze zabierający głos w dyskusji wskazywali nie tyle na ewidentne braki i niedociągnięcia rządu w tej mierze, co zdumiewający brak stosownych reakcji ze strony głównej politycznej siły lewicowej, tj. SLD szykującej się - jeżeli nie do przejęcia, to uczestnictwa we władzy. I choć z treści wystąpień trudno byłoby dla tej partii ułożyć wieniec laurowy, to moim zdaniem należałoby potraktować te głosy jako ważne merytorycznie i w zgodzie z morałem przypowieści o “wróbelku koniu i kocie”, które niesie proste przesłanie, że “(…) nie każdy jest wrogiem, kto na ciebie nas..a i nie każdy przyjacielem co cię z gówna wyciągnie.”

Wcześniej pretensje do obozu lewicy na jej Kongresie zgłosił w imieniu Ruchu Odrodzenia Gospodarczego prof. Paweł Bożyk. Jako adwersarz Prof. Bożyka wystąpił też profesor, tyle że historyk. Szkoda że w SLD w sprawach dotyczących gospodarki (podobnie jak w PO) wypowiadają się historycy. Moim zdaniem profesor miał nie tylko moralne prawo wystąpić z krytyką partii, nade wszystko wiedza profesora, dawała powód do krytycznego wystąpienia. Dlaczego? Otóż pan prof. dr hab. Paweł Bożyk jest jedynym w Polsce przedstawicielem ekonomistów – akademickich teoretyków, który był konstruktorem polskiej gospodarczej myśli ekonomicznej a Jego praca wykonana w tym zakresie, jest na miarę niekwestionowanych dokonań Eugeniusza Kwiatkowskiego. ( było to za czasów rzdów Edwarda Gierka)

Prof. Bożyk jest niejako kontynuatorem dzieła Kwiatkowskiego, ale jeden i drugi miał pecha. Kwiatkowskiego zniszczyła tzw. “komuna”, Bożyka tzw. “kapitalizm”. To są fakty. Ale faktem jest też, że ich dokonania przetrwały karykaturę socjalizmu w wykonaniu radzieckim i ( mam nadzieję przetrwa) karykaturę kapitalizmu w wykonaniu styropianowców. Nie będę przypominał ich wiekopomnych dokonań, one nas otaczają, i po wsze czasy zapewnią duetowi Kwiatkowski - Bożyk poczesne miejsce w szacownym panteonie wielkich postaci naszego Narodu. Tymczasem SLD dla jakichś przyczyn nie potrafi nie tylko zdyskontować, ale i wykorzystać wiedzy i umiejętności profesora.

Niestety, widać poprawność polityczna nie pozwala “starej” lewicy przejść do ofensywnych działań dla realizacji podstawowych celów każdej partii, a mianowicie przejęcia władzy. Stary “lis” Leszek Miller jest jak sfinks - nieprzenikniony. No ale powstają wątpliwości: czy L. Miller to mąż stanu, czy kunktator? Jeżeli mąż stanu to musi działać pro publico bono, ergo, zważyć przydatność dla partii prof. Bożyka i prof. Hausnera, czy prof. Belki. Pierwszy profesor - Hausner - odpowiada za wprowadzenie “przekrętnych” OFE . Drugi profsor - Belka - wsławił się projektem pakietu propozycji podatkowych i ogłosił je jako kandydat na wicepremiera dwa dni przed wyborami.

Podatki to trudna dziedzina ekonomii a forma jej zaprezentowania przez pana Belkę spowodowała, że lewica straciła ten poziom poparcia wyborczego, który gwarantował jej samodzielne sprawowanie władzy. Poza tym, ci panowie, jak to akademicy, tematy gospodarcze znają raczej z podręczników i książek, które sami napisali. Zakłady produkcyjne czy fabryki znają przeważnie z telewizji lub fotografii. Z powodu ich działań w budżecie nigdy nie znalazła się ani jedna złotówka przez nich wyprodukowana. To nie znaczy że kpię sobie z ich dorobku naukowego. Nic podobnego, nigdy bym nie śmiał, ale ich wiedza jest obarczona błędem teorii, która nie może in extenso być stosowana i zadziałać w gospodarce. To właśnie jest powód, dla którego wszelka profesura mierząca się z zagadnieniami gospodarczymi staje bezradna wobec problemów sensu stricte gospodarczych i to jest normą.

Rodzi się więc pytanie, czy rezygnacja z samodzielnych rządów była działaniem świadomym, czy wypadkiem przy pracy. Jeżeli to tylko wypadek przy pracy, to “jadąc po zasługach i dokonaniach” wydawać by się mogło, że nie ma o czym mówić. Tymczasem to pan Hausner jest ekonomiczną “twarzą” lewicy. Z lekka lewicujący Belka przyjął służbę u nowych panów, a wierny i zasłużony Bożyk siedzi sobie na uczelni ze studentami i swoją wiedzą wydaje się być partii niepotrzebny?!.

W tej sytuacji sfinksowatość L. Millera robi się dwuznaczna, albowiem stary lis dobrze wie, że to ostatnia jego kadencja, bo młode wilki dłużej nie zniosą czekania na słodki owoc władzy, i choć, co być może, rośnie on obecnie dla nich zbyt wysoko, to uważam, że nic nie powstrzyma młodych przed przejęciem władzy w SLD. Wobec tej perspektywy L. Miller ma dwa wyjścia. Albo dolce vita we wspólnym współrządzeniu z PO, następnie kompletna klapa, koniec polskiej lewicy i koniec z karierą polityczną - w niesławie, albo jak Konrad Adenauer ze swoim Armakiem Millerem.

Podobno (jak mówił klasyk) prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna tylko jak kończy. Skoro tak, to pozostaje jedynie zaufać fachowcom typu Bożyk i oddać mu w zarząd sprawy dotyczące polityki gospodarczej i wszelkich zagadnień dotyczących gospodarki kraju, nazywanych potocznie programem gospodarczym. Nota bene program gospodarczy opracowany przez SLD - za pierwszego Kwaśniewskiego, tzw. “niebieska książeczka” był nie tylko pomyłką, ale kompletną kompromitacją gremiów odpowiadających za gospodarkę. Natomiast reformy ekonomiczne bolesne są dla społeczeństwa jedynie wtedy, kiedy tak jak w PO ważnymi dziedzinami gospodarki zawiadują ludzie bez koniecznej wiedzy, kompetencji i doświadczeń w tym zakresie.

Niestety w SLD Miller też nie ma dostatecznie przygotowanej kadry do zawiadywania i gospodarką, i jej rozwojem. Że potrzebni są specjaliści w tej dziedzinie tego nie trzeba dowodzić. PO właśnie dowiodła słuszności tej tezy “obstawiając” resorty gospodarcze, kostiumologami, kulturoznawcami, historykami w najlepszym razie politologami, doprowadzając do katastrofy gospodarczej. Bo w gospodarce jak na złość, nie potrzeba złotoustych mówców, speców od filipik czy błyskotliwych bomotów. W gospodarce niezbędna jest niestety twarda znajomość matematyki, ekonometrii, mikroekonomii, statystyki. Bez płynnego poruszania się w tych dziedzinach żadnej polityki gospodarczej w Polsce nie będzie!

Na drodze do rozwoju gospodarczego jest jeszcze jedna przeszkoda, również zauważona w dyskusji i niezmiernie ważna. Mianowicie, stosowany w Polsce system społeczno-gospodarczy, biegunowo różny od obowiązującego. To jest ewidentne przestępstwo polegające na jawnym gwałcie Art. 20 naszej konstytucji, w którym to artykule stwierdza się że w Polsce obowiązuje system Społecznej Gospodarki Rynkowej a nie amerykańska wersja kowbojskiego neoliberalizmu. Więc kolejne pytanie. Dlaczego lewica nie drąży tego tematu? Czyżby bała się odpowiedzialności za gospodarkę? Może z powyżej przytoczonych powodów. Rozumiem styropianowców. Oni mogą mieć powód, by państwo “trzymać” z daleka od gospodarki. Bo jak mniemam wcześniej zaciągnięte zobowiązania finansowe na “likwidację komuny” należy spłacać (opis w książce Petera Schweizera pod tytułem “VICTORY” czyli tajna historia świata lat osiemdziesiątych CIA i "Solidarność” (sic).

Przy stosowaniu zasad neoliberalizmu gospodarczego zachód bezkarnie może dowolnie drenować wszelkie polskie zasoby, wszak neoliberalizm stylu amerykańskiego przypisał państwu w gospodarce rolę nocnego stróża. W polskiej wersji ten stróż jest głuchy, ślepy i kulawy. Do takich przypuszczeń upoważniają mnie niesłychanie skandaliczne, bezczelne, napastliwe i obraźliwe wystąpienia wobec polskich władz pana Forbesa i ostatnio pana Tyrmanda bez reakcji z (polskiej) strony. Działo się tak po unormowaniu zasad działania OFE. Widać po braku reakcji, że rząd się przestraszył. Rząd nie może się bać podejmowania (w tym wypadku) słusznych decyzji. Strach, brak zdecydowania jest objawem niekompetencji właśnie i na nic tu zasłanianie się zasadami demokracji. Demos chce pracy i chleba i to jest psi obowiązek rządu.

Na tolerowanie takiego stanu rzeczy lewica żadną miarą nie może się zgodzić. Ale to wszystko to sprawa wtórna, lewica musi wiedzieć, że przede wszystkim gospodarka… a jeżeli tę argumentację przyjmiemy, to bez wiedzy i umiejętności Prof. Pawła Bożyka ani rusz, i lewica znowu przegra kolejne wybory, marginalizując się podobnie jak PiS. To nie jest żadne prorokowanie, czy wieszczenie. To logiczny ciąg możliwych wydarzeń zebrany przez ekonomistę co prawda niskiego statusu naukowego, ale za to z 40-letnią praktyką w tworzeniu miejsc pracy w różnych przedsięwzięciach gospodarczych na własny koszt, własne ryzyko i na własnej skórze doświadczającego skutków nazwijmy delikatnie niekompetencji - w kwestiach gospodarczych, władz wszelkiego szczebla, której to niekompetencji autor ma serdecznie dość.

 

Sekretarz Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową

Adam Zbigniew Gusiew