Maksymilian Podstawski

Europa Środkowa – obecność Chin

Chiny nadchodzą, „ale my w żadnej mierze nie jesteśmy jeszcze – mentalnie, politycznie czy organizacyjnie - gotowi na ich przyjęcie”.- Bogdan Góralczyk

Minister Radosław Sikorski w swym ostatnim exposé w Sejmie stwierdził, że „dla Polski najważniejsza jest Europa. Zwłaszcza Europa Środkowa-Wschodnia”, i dalej: „Nie mamy ... złudzeń – amerykańskie priorytety są gdzie indziej: na Bliskim Wschodzie i – w coraz większym stopniu – w Azji. Nie wiadomo, czy w każdej sytuacji Ameryka będzie nam w stanie pomóc”. (Informacja Ministra Spraw Zagranicznych na temat polityki zagranicznej RP, wygłoszona w Sejmie, 16.03.2011)

Jerzy Braun, środkowoeuropejski, katolicki federalista już pod koniec II wojny światowej pisał: „Dotychczasowe misjonarstwo chrześcijańskie wsród ludów Azji i Afryki dawało minimalne rezultaty, wobec jednoczesnej ekspansji europejskiej cywilizacji materialistycznej z jej metodami podboju i wyzysku. Początek nowej ery równoznaczny będzie z nową postawą etyczną Europejczyka i człowieka białej rasy. System bezwzględnej eksploatacji kolonialnej budził żywiołową niechęć, a nawet pogardę ras kolorowych do białego człowieka oraz wprawiał w ruch uśpiony dynamizm Azji z chwilą, gdy nauczyła się ona europejskich metod. Dziś biała rasa zwalczana jest własną bronią i zmuszona do obrony przed dumpingiem przemysłowym i militarnym japońskim. Punkt ciężkości globu przesuwa się nad Pacyfik. Siłą nie da się już powstrzymać na trwałe tych procesów. Dziś bowiem cywilizacja białej rasy spotyka na swej drodze zbudzone cywilizacje Wschodu (ghandyzm w Indiach, ruch mongolski, ruch panarabski, prądy odrodzenia islamu itp.). Przychodzi okres, w którym ideom i potencjałom Azji trzeba przeciwstawić również idee, a nie armaty”. (Jerzy Braun, Unionizm, Ogólnopolski Klub Miłośników Litwy, Warszawa, 1999, s. 88) Ten sam Jerzy Braun wzywał do stworzenia na obszarze między Rosją a Niemcami, Turcją i Włochami środkowoeuropejskiego związku na zasadzie „wolni z wolnymi” - równi z równymi.(J. Braun, tamże, s. 85), jako gwarancji równouprawnienia mniejszych narodów. Podobnie, jak wyrażono to w ostatnim exposé ministra Sikorskiego, Braun także uważał, że dla Polski najważniejsza jest Europa, a szczególnie Europa Środkowa. Te słowa Brauna brzmią jeszcze bardziej proroczo obecnie, niemal 70 lat po zakończeniu II wojny; Braun przewidział nawet, że to Azja i Chiny narzucać będą Europie i Zachodowi swe reguły, a nie na odwrót.

Często cytowane słowa Deng Xiaopinga (1904 -1997, przywódca ChRL w latach 1978 do 1989), o tym że „nieważne czy kot jest czarny czy biały, ważne żeby potrafił łapać myszy”, rozumiane są najczęściej jako wyraz pragmatyzmu i całkowite odrzucenie marksizmu. Wydaje się jednak, że Chiny wybrały to co uznały za najbardziej skuteczne w kapitalizmie i komunizmie. Zarówno biały, jak i czarny kot łapią im myszy. Można przyjąć, że biały kot to kapitalizm z gospodarką rynkową, a czarny kot to gospodarka centralnie sterowana. Tam, gdzie to dla nich bardziej korzystne, Chińczycy „wypuszczają” na łowy jednego lub drugiego kota. Polityka ta jest niezwykle skuteczna wobec krajów, które w sposób bałwochwalczy cenią tylko kota białego, a tych jest zdecydowana większość.

W Polsce żyje obecnie kilku (kilkunastu?) wybitnych znawców Chin wykształconych przed 1989 rokiem i po tej dacie. Wydaje się, że z ich wiedzy coraz częściej się korzysta. Świadczyłaby o tym zarówno dyskusja na temat spraw polsko-chińskich (jakkolwiek nie dotarła ona jeszcze do naszych mediów, które mają na razie inne interesujące zajęcia), jak i aktualna polityka władz. Wygląda na to, że powoli, ale jednak, przygotowujemy się na „nadejście” Chin. Specjalistów od Chin należy uważnie słuchać, a także tych politologów, którzy mają na temat Chin coś do powiedzenia. Generalnie bowiem, w polskim społeczeństwie i wśród polskich elit panuje w sprawach chińskich dość duża ignorancja, a po 1989 roku podejście ideologiczne; wielu z nas chciałoby jeszcze niedawno Chiny „wyzwalać”, co przypominało nieco spóźniony prometeizm w stosunku do naszych najbliższych, niepodległych już przecież, wschodnich sąsiadów. Pewne prawdy bardzo powoli dochodzą do świadomości zajętych sobą polskich elit. Takie podejście do Chin wynika częściowo z naszej zaściankowości, ale przede wszystkim jest „papugowaniem” niektórych wcześniejszych zachodnich postaw i poglądów. Bo Zachód inaczej patrzy obecnie na Chiny. Błąd tkwi też chyba w naszej, pełnej ideologii, edukacji. Szlachetnym wyjątkiem jest tu Stanisław Wyspiański, który poprzez jedną z postaci swego „Wesela” pyta o losy powstania bokserów w Chinach (1899-1901), skierowanego m.in. przeciwko chrześcijańskiemu misjonarstwu: „Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno!?”. Warto skorzystać z wizjonerstwa Wyspiańskiego i Brauna, by skorygować wizję dziejów cywilizacji narzuconą niegdyś światu przez Europę i przyswoić sobie wiedzę o tym, że – jak zauważa brytyjski antropolog Jack Goody - bez chińskich wynalazków nie byłoby w ogóle nowożytnego świata. Podobnie jak dzięki islamowi zawdzięczamy wiedzę Greków. Islam tę wiedzę wydatnie wzbogacił i przekazał Europie. A Indiom zawdzięczamy matematykę i nasz system liczbowy. Obecne rzekome przebudzenie Wschodu oznacza w istocie odwrócenie wahadła historii. Bo przecież Europa zaczęła dominować na świecie dopiero na początku XVI wieku. Wcześniej pod wieloma względami ciągnęła się za Wschodem, zwłaszcza w zestawieniu z Chinami, które (na przykład) aż do początków XVI stulecia były w świecie największym eksporterem. Europa zaznała wielkiego rozwoju gospodarczego i kulturalnego wówczas, gdy dzięki prochowi (wynalazkowi chińskiemu) i postępom w budowie okrętów dokonała ekspansji w skali światowej. Zdobywała terytoria i odcisnęła również swe piętno na historii, prezentując się jako bezpośrednią spadkobierczynię antyku i tworząc nowe społeczeństwo zbudowane na kapitalistycznych podstawach. Tym samym zlekceważyła dokonania reszty świata, gdzie zresztą też spotkać można było wcześniejsze przykłady kapitalistycznego rozwoju. Gdy Europejczycy spisywali w XIX wieku historię, ukształtowali ją wedle własnego punktu widzenia. Nie chcieli dostrzec, że w dziedzinie nauki i technologii to Chiny aż do czasów renesansu znajdowały się na czele postępu. Przez tysiące lat Chiny były najbardziej cywilizacyjnie rozwiniętym rejonem naszej planety. Chińskie wynalazki to m.in.: sejsmograf, kompas, system dziesiętny w zapisie liczb, liczydło, papierowe pieniądze, ster rufowy, zapałki, rakieta i rakieta wielostopniowa, proch, druk, papier, porcelana, żeliwo. Można się domyślać, że przynajmniej niektóre z tych wynalazków i pomysłów były „bezpłatnie” kopiowane przez Europejczyków, począwszy od XVI wieku. Na Zachodzie, gdzie dominującą rolę odgrywała teologia, w odniesieniu zarówno do nauki, jak i sztuki, nauka i technologia traktowane były dość drugorzędnie. Dopiero w okresie renesansu, z pomocą Arabów, którzy przetłumaczyli i przechowali wszystkie antyczne teksty, zawierające wiedzę i kulturę epoki klasycznej, Europa uzyskała przewagę nad Wschodem. Ekonomiczna prosperity, jaką Chiny obecnie przeżywają nie jest więc w ich historii niczym nowym. Chiny przestały być przodującym państwem w świecie tylko przez okres 100 lat. Upadek Chin, który nastąpił w XIX wieku, został już po części odwrócony za sprawą ich szybkiego rozwoju pod koniec XX stulecia. Wzrost potęgi Chin (i Indii) – uważa Goody - przyniesie w świecie z pewnością wiele zmian. Nie wiadomo jednak czy położy to kres europocentryzmowi, co byłoby procesem zrozumiałym. Na razie jednak mamy do czynienia bardziej z okcydentalizacją niż z globalizacją. (Jack Goody (brytyjski antropolog),Historia okradziona, Forum nr 49, 6-12.12.2010, rozmawiają z nim: François Armanet, Gilles Anquetil, Le Nouvel Observateur. 4.11.2010) Jak się wydaje to ostatnie wynika stąd, że Chińczycy (oraz inni Azjaci) nadal „uczą” się Zachodu; cechuje ich – jak zawsze - szacunek do nauki i kultury w ogóle, dlatego też podziwiają m.in. Kopernika i Curie-Skłodowską i Chopina. Zresztą Azja jest w „natarciu”, a przed natarciem należy dobrze poznać „przeciwnika”. (To ostatnie - pół żartem, pół serio).

Na światowej scenie, przypomina profesor Bogdan Góralczyk, mają miejsce tektoniczne zmiany. Odrodziły się Chiny, w ślad za nimi idą Indie, potem są jeszcze: Brazylia, Indonezja i RPA. Także obecna Rosja nie jest tożsama z Rosją Jelcyna. W roku 2008, po wybuchy kryzysu na światowych rynkach, zakończyła się w wymiarze gospodarczym bezwzględna dominacja USA. Świadczy o tym aktywność G-20, która najwyraźniej zastąpiła G-7 (G-8 jeśli liczyć z Rosją). Ponadto od wiosny 2009 funkcjonuje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny – wiele do myślenia daje jednak fakt, że w tej grupie nie ma żadnego państwa „muzułmańskiego”, M.P.) łącząca największe „wschodzące rynki”. Mimo, że krajów tych nic w zasadzie nie łączy, a często dzielą poważne kwestie sporne, to nadrzędnym spoiwem tego ugrupowania jest wspólny front przeciwko Zachodowi. Co więcej, idą za tym inne przedsięwzięcia, jak chociażby Szanghajska Organizacja Współpracy, łącząca politycznie, ekonomicznie, a także wojskowo – Chiny, Rosję i państwa Azji Środkowej (a przychylnie na nią patrzą: Indie, Pakistan, Iran i inni). Centrum gospodarki świata (a wkrótce może także technologii) przesunęło się z Atlantyku na Pacyfik. Mamy więc nową jakość – stwierdza profesor Góralczyk – czego zdają się nie dostrzegać polskie elity. (Bogdan Góralczyk, Egzotyczny sojusz z Chinami, Salon 24, Internet, 29.09.2010) A dostrzegał to już Jerzy Braun! Główna dziś i niezwykle ważna publiczna dyskusja na temat relacji polsko-chińskich odbywa się na portalu „Centrum Studiów Polska Azja”. Radosław Pyffel zwraca w niej uwagę, że kroczące od sukcesu do sukcesu Chiny ze swoim autorytarnym systemem politycznym i hybrydowym systemem ekonomicznym, łączącym elementy socjalizmu i kapitalizmu wydają się być wielkim wyzwaniem, którego w Polsce nie braliśmy dotychczas poważnie pod uwagę. „USA, dla których priorytetem są w tym momencie stosunki z Chinami, straciły zainteresowanie Europą Wschodnią”. (Radosław Pyffel, Polska strategicznym partnerem Chin? Żadnych marzeń Panowie! 28. 09.2010) Niengerowanie w sprawy wewnętrzne – ten sposób prowadzenia polityki i to w oparciu o biznes, przynosi Pekinowi świetne efekty. Jednym z dogmatów chińskiej polityki zagranicznej od 30 lat jest zasada zachowania stabilnego otoczenia zewnętrznego dla rozwoju Chin oraz nieingerowanie w wewnętrzne sprawy innych państw, powstrzymywanie się od oceny ich przywódców i koncentracja wyłącznie na biznesie. Jeśli Chiny odzyskają światową hegemonię i staną się na powrót Państwem Środka - przewiduje Pyffel - dla Polski przewidziana jest rola lidera w Europie Wyszehradzkiej i być może nawet w G20. (Radosław Pyffel, Polska strategicznym partnerem Chin w Europie Środkowej, Polityka – Salon 24, 04.11.2010, Internet) Niezależnie od tego, że Polska i pozostałe kraje Europy Środkowej wydają się być nieprzygotowane do podjęcia tego wielkiego wyzwania, jakim są zarysowujące się na wielką skalę relacje z Chinami, same Chiny spotkać sie tu mogą z zagrożeniami: globalizacja zmusiła Chińczyków do wypłynięcia na oceany świata zewnętrznego, który w przeszłości mało ich z reguły interesował. Dlatego wiedzą o nim (to na razie) równie mało, a być może nawet mniej niż obcokrajowcy o Chinach. Niemniej jednak Polska jako przyczółek i brama do Europy wydaje się być dla Chińczyków bardzo atrakcyjna. Polska (Wólka Kosowska pod Warszawą) staje się centrum azjatyckiego handlu hurtowego w naszym regionie. Radosław Pyffel uważa, że Chiny upatrzyły sobie Polskę za głównego partnera w Europie Środkowej. Tę opinię podzielają inni obserwatorzy polsko-chińskich stosunków. Chiny zainteresowane są kontraktami na budowę infrastruktury: drogi, metro, kolej. Jesteśmy świadkami wielu gestów ze strony chińskiej, pokazujących jak bardzo zależy jej na współpracy z Polską. Najpierw polski pawilon na EXPO w Szanghaju wybrany został za najciekawszy z dwudziestu innych. Na początku listopada 2010 wizytę w Polsce złożył Jia Qinglin, Przewodniczący Chińskiej Ludowej Konferencji Konsultatywnej (odpowiednik Senatu). Podpisano wówczas deklarację współpracy polsko-chińskiej (03.11.2010) między wicepremierem i ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem a wiceministrem handlu ChRL Jiang Zengwei oraz 4 umowy, w tym między KGHM a China Mine Metal na dostawę miedzi do Chin w roku 2011. KGHM jest pierwszym polskim koncernem, który ma szanse zaistnieć na chińskim rynku. Ponadto umowę między Huawei o polskim Aero 2 dotyczącą projektu budowy ogólnopolskiej sieci internetowej; między Huawei a Politechniką Warszawską oraz między Ciechem a Sinochem Plastic. (Ambasador ChRL w Polsce Sun Yuxi, czat z internautami – głównie chińskimi, 05.01. 2011) Chińska i azjatycka specyfika polega na tym, że gros kontaktów podpisuje tam państwo. Pyffel stawia pytanie i na nie odpowiada: „Czy Polska posiada jakąś spójną strategię wobec Chin? Mam wrażenie, że takiej nie ma”. (Radosław Pyfel, Polska strategicznym partnerem Chin w Europie Środkowej) Polskie media w ogóle nie odnotowują istotnych faktów w stosunkach z Chinami udowadniając, że Chiny są w Polsce nadal tematem egzotycznym. Natomiast obecny rząd PO-PSL posiada – przyznaje Pyffel - właściwą wizję relacji polsko-chińskich. Dostrzega to strona chińska, a chiński Ambasador Sun Yuxi tak ocenił atrakcyjność Polski i politykę ulg dla chińskich przedsiębiorstw: „Patrząc z punktu widzenia atrakcyjności środowiska inwestycyjnego, do atutów Polski należą: korzystne położenie geograficzne w centrum Europy i dogodny dostęp do reszty kontynentu; stabilna polityka, zapewniająca inwestorom dobre warunki działalności i pobytu; dobry system nadzoru finansowego, gwarantujący stabilny wzrost gospodarczy i perspektywy rozwoju; wysoki stopień urynkowienia i duży potencjał rynku; wykwalifikowana siła robocza, tańsza od starszych państw członkowskich UE; stosunkowo wysoka przejrzystość polityki, a w miarę niskie ryzyko handlowe i inwestycyjne; duże wsparcie finansowe Unii Europejskiej; obecność 14 specjalnych stref ekonomicznych zapewniających ulgi i zwolnienia dla inwestorów”. Polska przyciąga obecnie najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie Środkowej. (Sun Yuxi, tamże)

Dyskusja na portalu Centrum Studiów Polska Azja toczyła się przez jakiś czas wokół kwestii czy Polska może być strategicznym partnerem Chin w Europie Środkowej. Niezależnie od istotnych różnic w podejściu do zagadnienia, dyskutanci byli ostatecznie zdania, że jest to niemożliwe. Pyffel stwierdził np., że do strategicznego partnerstwa nie dojdzie dlatego, że Polska jest obecnie w przyjacielskich stosunkach z Rosją; zarówno Rosja, jak i Unia Europejska zareagowałyby na takie partnerstwo negatywnie. Koncepcji strategicznego partnerstwa nie poparłyby także Chiny, bo nie dawałoby ono Chinom żadnych korzyści. Chiny zresztą mają w chwili obecnej dobre stosunki z Rosją. Ważnym wątkiem w dyskusji, który podejmowany jest zresztą niezależnie od portalu Centrum Studiów Polska-Azja, są właśnie relacje chińsko – rosyjskie i ich wpływ na stosunki Chin z Zachodem, w tym z Europą Środkową. Dlaczego Chiny miałyby bronić nas przed Rosją, skoro z Rosją jesteśmy w dobrych stosunkach, pyta Pyffel. Tymbardziej, że relacje rosyjsko-chińskie nie powinny w średnioterminowej perspektywie ulec zakłóceniu. Oba kraje od 2005 roku odbywają regularnie (co dwa lata) ćwiczenia wojskowe, co niepokoi Stany Zjednoczone. Obydwa kraje (Chiny i Rosja) gospodarczo bardzo się potrzebują. W nadchodzącej dekadzie jednak stosunki rosyjsko-chińskie poddane zostaną wielkiej próbie z powodu wyludniającego się rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Na tym obszarze Chińczycy już teraz sięgają po dominację ekonomiczną, przejmując stopniowo rosyjskie firmy i nieruchomości. Również w Azji Centralnej Chiny stają się dla Rosji coraz bardziej widocznym konkurentem. Za lat 20 rywalizacja rosyjsko-chińska wydaje się być nieunikniona. „Być może ten całkowicie pomijany w Polsce element przyczynił się do reorientacji Rosji na Zachód , ocieplenia stosunków z UE i w konsekwencji pojednania polsko-rosyjskiego”. (Pyffel, Polska strategicznym partnerem Chin?)A jak patrzą na te procesy niektórzy Rosjanie? Jaką pewną próbkę przytoczyć można ocenę, że w okolicach 2150 roku w Rosji nie będzie już ani jednego mieszkańca. Kiedyś Rosja była trzecim krajem świata pod względem liczby ludności (po Chinach i Indiach), obecnie jest na siódmym miejscu, za Brazylią i Pakistanem. (L. Idbrajew Kiedy zniknie Rosja?, za Niezawisimaja Gazieta, courtesy of Courrier International, , 7.10.2010, Forum nr 42, 18-24.10.2010) Stawiane jest więc pytanie: kiedy zniknie Rosja, a Rosjan zastąpią Chińczycy? Chińska prasa pisze, że Rosjanie nie mają wystarczających zasobów ludzkich i finansowych, by zagospodarować obszary na Dalekim Wschodzie i pozyskiwać znajdujące się tam cenne surowce. Nie ma wątpliwości, że Rosja równoważyć musi ubytek ludności – przynajmnie częściowo za pomocą imigracji. A co jeśli zamiast imigrantów kraj zaleją kolonizatorzy z Chin? Bez współpracy Chińczyków Rosja nic nie zrobi. Już teraz lokalne rolnictwo na Dalekim Wschodzie zapewnia zapopatrzenie w zboże tylko przez 4 miesiące w roku. Przez pozostałe osiem musi liczyć na Chińczyków. Rosyjski Daleki Wschód opiera się dziś bardziej na swoim bliskim sąsiedztwie niż na dalekiej Moskwie. Współpraca z Chińczykami niesie nadzieję na gospodarcze odrodzenie rosyjskiego Dalekiego Wschodu, ale czy zysk będzie obopólny? Niektórzy obserwatorzy pytają czy w miarę rozwoju stosunków z Chinami Rosji nie grozi przypadkiem sprowadzenie do wasalnej roli dostawcy surowców i czy rosyjski Daleki Wschód nie stanie się chińską kolonią? Wielu Rosjan zamieszkujących Daleki Wschód uważa, że język chiński daje ich dzieciom najlepsze perspektywy na przyszłość. A Michaił Deliagin z moskiewskiego Instytutu Problemów Globalizacji tak wyraża swoje obawy:„Jeśli nadal będziemy tak bierni jak w latach 90., to istnieje zagrożenie sinizacji Rosji w perspektywie średnioterminowej: w tym momencie będziemy już nie tylko mówić po chińsku, ale także myśleć na sposób chiński”.(Świeża krew, na podstawie Mediacratia, Shidai Zhoubao, Forum nr 42, 18-24.10.2010) Z kolei u nas, w Polsce, Marcin Kaczmarski zauważa w dwumiesięczniku „Nowa Europa Wschodnia”, że Rosja straciła przewagę w relacjach z Chinami. Już w 2007 roku utraciła posiadaną, jako jeden z nielicznych krajów, nadwyżkę w handlu z Chinami. Chiny i Rosja podpisały co prawda deklarację o partnerstwie, jednak w sferze politycznej najbardziej jednoznacznym sygnałem intencji chińskich stała się neutralność w trakcie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku oraz zdystansowana reakcja wobec uznania przez Moskwę niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Stało sie oczywiste, że nie może być mowy o polityczno-wojskowym sojuszu rosyjsko-chińskim, a Szanghajska Organizacja (grupująca poza Rosją i Chinami cztery kraje Azji Centralnej) nie przekształci się w eurozjatycki odpowiednik NATO. Pekin wielokrotnie dawał do zrozumienia, że geopolityczny wymiar relacji z Rosją ma znaczenie drugorzędne względem interesów ekonomicznych. Równocześnie jednak chińska oferta ekonomiczna dla państw Azji Centralnej oraz uwaga: dla Białorusi i Ukrainy (obejmująca zarówno kredyty, jak i inwestycje), automatycznie nabrała znaczenia politycznego. Zachodni eksperci zgodnie uznają – stwierdza Kaczmarski - że rosyjskie elity źle interpretują zagrożenia, przed jakimi współcześnie stoi ich kraj. To nie Zachód czy NATO powinny stać w centrum obaw Kremla, ale niestabilne południowe granice i gigant wyłaniający się na Wschodzie. Podkreśla się często, że Rosja nie ma pomysłu na radzenie sobie ze wzrostem potęgi chińskiej i w przyszłości wpadnie w pułapkę dotychczasowej polityki. Naturalną konsekwencją takiej sytuacji, zdaniem większości zachodnich polityków i ekspertów, powinno być dokonanie przez Moskwę strategicznego wyboru na rzecz zbliżenia z Zachodem (Unią Europejską) i budowa państwa demokratycznego, wzorowanego na modelu zachodnim. Tymczasem odpowiedź rosyjska na chińskie wyzwanie jest jednoznaczna i sprowadza się do dalszego zacieśnienia więzi politycznych i ekonomicznych z CHRL. W 2011 roku Kreml zaostrzył politykę wobec Japonii w sytuacji narastających napięć chińsko-japońskich i militarnej asertywności Pekinu. Zarówno zaostrzenie spornej kwestii terytorialnej, jak i podkreślanie zakończenia II wojny światowej na Pacyfiku postawiły Moskwę po stronie Chin. Również w odniesienu do problemu koreańskiego Rosja praktycznie kopiowała stanowisko chińskie, nie próbując wypracować własnego podejścia. Przy czym powstała tu swego rodzaju dwutorowość; rosyjskie siły zbrojne traktują Chiny jako naturalnego przeciwnika, natomiast wzrost potęgi Chin nie zagraża powiązanym z Kremlem oligarchom, gdyż oznacza możliwość ekspansji i rozwoju rosyjskiego przemysłu wydobywczo-surowcowego. Jakie konsekwencje dla Zachodu ( w tym dla Europy Środkowowschodniej) pociąga sytuacja, w której Rosja nie traktuje Chin jako zagrożenia? Nie sprawdza się prosty racjonalny model, zgodnie z którym pozycja Chin musi zagrażać Rosji. Należy się starać zrozumieć - uważa Kaczmarski - kontekst wewnętrzny Rosji, gdyż ma on istotne znaczenie w kształtowaniu rosyjskiej polityki zagranicznej. Same hasła Zachodu o wspieraniu w Rosji sił demokratycznych nie wystarczą, ważne jest zrozumienie znaczenia sił napędowych ekspansji gospodarki rosyjskiej za granicą (chodzi o gospodarcze grupy interesu), bo one też mają wpływ na kształt polityki zagranicznej Rosji. Sytuacja pozostaje dynamiczna. Przykładem ewolucji w tym względzie jest rosyjski przemysł zbrojeniowy, który w konkurencji traci na rzecz chińskiego (chiński przemysł zbrojeniowy sprzedaje kilka razy taniej uzyskane wcześniej od strony rosyjskiej technologie). Ten ostatni przykład oznacza, że percepcja wzrostu potęgi Chin przez obecny reżim kremlowski może ulec zmianie, a niedoceniany czynnik wewnętrzny powinien być przez nas uważniej analizowany.(Marcin Kaczmarski, Dlaczego Rosja nie boi się Chin?, Nowa Europa Wschodnia, dwumiesięcznik, marzec - kwiecień 2011) Odnotować trzeba, że jeśli w Polsce (i na Zachodzie) analizowane są relacje chińsko-rosyjskie, to Chińczyków interesują także stosunki polsko-rosyjskie. Jeden z chińskich internautów zwrócił uwagę, w związku z wizytą w Polsce Prezydenta Miedwiediewa 6 grudnia 2010, że w ostatnich latach następuje ocieplenie w stosunkach polsko-rosyjskich. Zapytał dlatego Ambasadora Sun Yuxi: A jak możnaby określić relacje rosyjsko-chińskie? Odpowiedź brzmiała: „Cechą stosunków chińsko-rosyjskich nie jest tworzenie koalicji, nie zwalczanie i nie prowadzenie działań wymierzonych w państwa trzecie. Te stosunki oparte są na zasadach wzajemnego zaufania, wzajemnych korzyści, równości i współpracy. Chińsko-rosyjska długotrwała przyjaźń sąsiedzka i współpraca na rzecz obustronnych korzyści odpowiada interesom obu państw i narodów. Jest korzystna dla promowania pokoju, bezpieczeństwa i stabilności w regionie i na świecie”. (Ambasador Sun Yuxi, tamże) Wydaje się, że na niezrozumiałe częściowo dla Zachodu, ambiwalentne stanowisko Rosji wobec Chin wpływ ma dość powszechne w Rosji przekonanie (obawa!?), że to Chiny zastąpią wkrótce Stany Zjednoczone w roli pierwszego mocarstwa. Ponadto, Rosjanie chyba zuważyli przy okazji ostatniego kryzysu na świecie, że z kryzysem lepiej sobie radzą państwa mniej demokratyczne, a bardziej scentralizowane.

Co się tyczy ewentualnego partnerstwa strategicznego, profesor Góralczyk wyraził pogląd, że Polska nie była, nie jest i nie będzie strategicznym partnerem Chin. Chiny są od 2008 roku globalnym mocarstwem. Nasze potencjały są nieporównywalne, a marzenie, że staniemy w równym szeregu z Chinami, może doprowadzić do tego, że staniemy się ich petentem. Chiny kierują się dalekosiężnymi wizjami, w czym pomaga im scentralizowany system. A w Polsce dalekosiężnych wizji brak. Tworzeniu dalekosiężnych wizji w Polsce przeszkadza np. praktyka wymiany części doświadczonych kadr urzędniczych przy okazji kolejnych wyborów. To zderzenie dalekowzroczności z krótkowzrocznością może być dla nas bolesne. Polska nie jest w stanie sprostać konkurencji, w której za każdym większym chińskim przedsiębiorstwem stoi chińskie państwo. Nasze cele wobec Chin powinny być zatem skromniejsze, będą przez to bardziej osiągalne. (Bogdan Góralczyk, tamże). Można by tu dodać, że nasze skłócone partie polityczne nie potrafią kontynuować spraw - powszechnie nawet uznanych za słuszne - rozpoczętych przez poprzedników oraz to, że w Polsce rządzi mit prywatnej własności, co nie ułatwia polskim przesiębiorcom wpółpracy z firmami chińskimi mającymi wsparcie chińskiego państwa. O tym, że – z różnych przyczyn, szczególnie w związku z światowym kryzysem finansowym - nadchodzi era nieco większej niż to ma miejsce obecnie roli państwa w gospodarce wolnorynkowej dyskutują coraz częściej ekonomiści na Zachodzie, w tym także u nas. Obecnie w Polsce, niezależnie od różnic, wszyscy biorący udział w dyskusji dotyczącej relacji polsko-chińskich popierają rozwój stosunków między naszymi krajami, przede wszystkim gospodarczych. Jednak o polsko-chińskim partnerstwie strategicznym nie znajdziemy wzmianki w exposé jakie wygłosił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w Sejmie 16 marca br. Sprawa ewentualnego partnerstwa strategicznego poruszona jest tam natomiast w kontekście Unii Europejskiej i dotyczy – co jest rozwiązaniem rozsądnym – nie tylko Chin, ale także Stanów oraz Rosji: „Globalnemu zaangażowaniu Unii służyć będzie wypracowanie strategii dialogu i współpracy z partnerami strategicznymi, szczególnie z USA, Rosją i Chinami”. (Informacja Ministra Spraw Zagranicznych, tamże) Praktycznie zamyka to tym samym - jak się wydaje – rozważania na temat bezpośredniego partnerstwa strategicznego między Polską i Chinami. To nie Polska, ale Unia Europejska, w skład której Polska wchodzi, może być równorzędnym dla Chin partnerem. Podobnie jak w przypadku Rosji, jest sprawą istotną, aby to Bruksela koordynowała politykę zagraniczną Unii wobec Chin. Co się tyczy Europy Środkowowschodniej to nadawaniu kształtu polityce unijnej pomagać powinna świadomość wspólnych interesów i wypracowywanie przez państwa wyszehradzkie oraz pozostałe środkowoeuropejskie uzgodnionych stanowisk w kwestiach dotyczących polityki zagranicznej. Z exposé dowiadujemy się równocześnie, że w najbliższym czasie planowana jest w Chinach, „u naszego największego partnera gospodarczego w Azji”, wizyta Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Prezydent Komorowski przyjął zaproszenie prezydenta ChRL Hu Jintao do złożenia wizyty w Chinach bezpośrednio po objęciu przez siebie urzędu. (Prezydent Hu Jintao w Polsce przebywał w roku 2004. Rządziła wówczas lewica, a Prezydentem był Aleksander Kwaśniewski. Zarówno strona polska, jak i chińska ocenia obecnie, że to właśnie wtedy wyznaczone zostały długofalowe kierunki rozwoju stosunków wzajemnych – we wspólnym oświadczeniu między RP i ChRL z 8 czerwca 2004, w którym relacje dwustronne zdefiniowane zostały jak „partnerskie stosunki przyjaznej współpracy”). Wizyta Prezydenta Komorowskiego (prawdopodobna już w roku bieżącym) przyczyni się zapewne do dalszego rozwoju polsko-chińskich stosunków gospodarczych; chodzi przy tym zarówno o chińskie inwestycje w Polsce, jak i otwarcie rynku chińskiego dla polskich towarów. W tym kontekście, ważnym wydarzeniem gospodarczym będzie wystawa „China Expo Poland 2011” w Warszawie, w dniach 8-10 września, potraktowana przez polskie podmioty gospodarcze równie przyjaźnie, jak polski pawilon w Szanghaju. Ze strony polskiej widać wyraźną chęć budowania w Azji niezależnej i silnej pozycji. Polska potrafi przy tym – jak zuważył minister Sikorski - walczyć nie tylko o swoje interesy, ale także o interesy środkowoeuropejskiego regionu, szczególnie wtedy, kiedy inni tego oczekują. Tak jak koordynujemy swoje stanowisko w Grupie Wyszehradzkiej, czy z innymi państwami Europy Środkowej przed ważnymi debatami w Unii Europejskiej oraz na innych forach, tak też w przypadku relacji z Chinami nie powinniśmy zapominać o swoich najbliższych partnerach. Znaczenie Grupy Wyszehradzkiej (i Trójkąta Weimarskiego) oraz Partnerstwa Wschodniego w polskiej polityce zagranicznej dostrzega strona chińska. (Ambasador Sun Yuxi, tamże) W razie takiej potrzeby, Polska powinna zabiegać o mandat od członków Grupy Wyszehradzkiej do poruszania tematów środkowoeuropejskich w rozmowach z Chinami. Jak stwierdził bowiem minister Sikorski w swym exposé, Polska buduje na innych kontynentach wizerunek ważnego członka Unii, zdolnego do wpływania na jej politykę wewnętrzną. (Sikorski, tamże)

Chiny stały się w ostatnim ćwierćwieczu głównym katalizatorem zmian na świecie. W istocie bez zgody Chin nie można obecnie podjąć jakiegokolwiek ważnego dla świata problemu gospodarczego. Zrozumienie ich interesów oraz ich celów jest – niestety - mniej znane, a to przecież od Chin zależeć będzie w zasadniczym stopniu w jaki sposób dostosowywać się będziemy do wyzwań globalnych. Aby zrozumieć jakościowe zmiany świata, które dokonują się na naszych oczach, nie sposób tego osiągnąć bez szerokiego uwzględnienia narodzin potęgi Chin. Jak zauważa profesor Władysław Szymański, w Europie przeniesienie do nowoczesności tak wielkiej populacji wymagało 200 lat. Chinom wystarczyło lat 30. Chiny są obecnie nie tylko drugim krajem świata pod względem poziomu PKB liczonego według parytetu siły nabywczej, ale jednocześnie pierwszym krajem pod względem dynamiki wzrostu i dynamiki eksportu, krajem o największej stopie oszczędności, stopie inwestycji i prawdopodobnie już największym poziomie produkcji przemysłowej, z największym eksportem, nadwyżką handlową i krajem o największych rezerwach walutowych. W Chinach pracuje 1,4 mln naukowców, a więc tyle samo co w USA, a na badania naukowe oraz rozwojowe Chiny przeznaczają prawie tyle środków co cała Europa. Niestety – stwierdza profesor Szymański - o wiele szybciej od dynamiki produktu krajowego Chin zwiększyła sie dynamika absorbowania naturalnych zasobów świata, gdyż materiałochłonność i energochłonność chińskiej produkcji jest dużo większa niż w krajach wysoko rozwiniętych. Chiny przyczyniając się aktywnie do podniesienia dynamiki produkcji światowej, uświadamiają równocześnie dobitnie bariery wynikajające z ograniczoności zasobów naturalnych świata i skutków ocieplenia klimatu. Ostatnie trzydziestolecie dynamicznego rozwoju Chin wywarło zasadniczy wpływ na proces globalizacji, na koniunkturę światową, nierównowagę globalną i kryzys gospodarczy. Bez aktywnej roli Chin trudno też sobie wyobrazić obecnie wyjście z kryzysu i podjęcie wyzwań globalnych. Do gry o wykorzystanie szans jakie płyną z dostępu do popytu, kapitału i postępu technicznego wkraczały stopniowo śladem Chin Indie, Pakistan, Meksyk, Indonezja, Brazylia. Razem z Chinami, kraje te obejmują ok. 50 % ludzkości świata. Profesor Szymański podkreśla, że to Stany Zjednoczone i Chiny są głównymi kreatorami globalnej nierównowagi. Kryzys udowodnił przy tym, iż mimo, że Stany są centrum światowych finansów i emitentem światowej waluty, to nie mogą sobie pozwolić na życie ponad stan; inne kraje (Chiny) rozwijały się dzięki deficytowi handlowemu w Ameryce. Jednocześnie stosowanie agresywnej polityki proeksportowej m.in. przez Chiny oraz bogacenie się kosztem innych krajów nałożyło się na dążenie tych ostatnich do ograniczenia zadłużenia zewnętrznego. Chiny utrzymują zaniżony kurs swej waluty, a Stany korzystają z faktu, że mają przywilej bicia monety światowej. „Bez przeorientowania chińskiej gospodarki z agresywnej strategii eksportowej na strategię prokonsumcyjną nie będzie można zneutralizować jednego z naważniejszych źródeł niestabilności w całej gospodarce światowej”. (Prof. Dr hab. Władysław Szymański, USA i Chiny w rozwiązywaniu wyzwań globalnych, Realia,Luty Nr 1 (22) 2011) Dalsze prowadzenie strategii proeksportowej przez Chiny grozi wieloma negatywnym skutkami, w tym dezindustrializacją innych krajów. Proces globalizacji, który bezlitośnie ogranicza suwerenność państw w sferach, które dotyczą interesu kapitału, okazał się bezsilny wobec państwa chińskiego, w którym relacja kapitał - państwo jest inna niż w innych krajach. Małe uzależnienie od kapitału zewnętrznego umożliwia ochronę suwerenności gospodarczej Chin. Finansowa i kapitałowa siła państwa chińskiego jest bardzo duża. Od zdolności Stanów Zjednoczonych i Chin do partnerskiego porozumienia zależy trwałe wychodzenie z kryzysu i zdolność podejmowania wyzwań globalnych oraz narzucanie choćby minimalnego niezbędnego porządku globalnego. Oba kraje mają sprzeczne interesy, ale ich sytuacja ekonomiczna jest w dużym stopniu współzależna. Obecnie istnieje ścisła symbioza gospodarek chińskiej i amerykańskiej. Chiny będąc największym wierzycielem Stanów mogą swymi decyzjami łatwo doprowadzić do kryzysu dolara i całych finansów USA. Z drugiej strony Stany będące największym rynkiem zbytu chińskich towarów doprowadzić mogą poprzez radykalne działania protekcyjne do załamania eksportu, produkcji oraz gwałtownego wzrostu bezrobocia i napięć społecznych i politycznych w Chinach. Z kolei przekonywanie Chińczyków przez Zachód do wzrostu konsumpcji jest z punktu widzenia wyzwań ekologicznych nakłanianiem ich do szerszego postawienia na konsumpcjonizm, co z perspektywy długookresowej jest przyśpieszeniem globalnych zagrożeń (bariery energetyczne i surowcowe). Z drugiej strony jednak brak przeorientowania chińskiej gospodarki z agresywnej strategii eksportowej grozi sięgnięciem przez inne kraje do protekcjonizmu lub wojny walutowej. Natomiast podtrzymywanie agresywnej proeksportowej polityki zatrudnienia u siebie kosztem wzrostu bezrobocia u innych, grozi z kolei u innych rozwojem populizmu. Te sprzeczności, bariery i zagrożenia skazują świat na współpracę, w tym przede wszystkim na współpracę między Stanami i Chinami.(Władysław Szymański, tamże)

Profesor Szymański bardzo przekonywująco dowodzi potrzeby współdziałania dwóch najpotężniejszych obecnie państw na świecie. Taka współpraca jest światu niewątpliwie potrzebna, ale co do tego czy jest ona możliwa, można już mieć pewne wątpliwości. Chiny wyprzedziły Stany w konsupcji energii, stały się największym konsumentem energii na świecie, będą coraz bardziej dominującym graczem na międzynarodowej scenie. Jako czołowy gracz na światowym rynku energii Chiny w znaczny stopniu zadecydują o tym, ile będziemy płacić za paliwa i jakie systemy energetyczne będą dominować. W przeszłości decydującą rolę w rozwoju Stanów odegrała ropa naftowa. Samowystarczalność Stanów w ropę skończyła się bezpośrednio po II wojnie światowej. Wtedy opracowano globalną strategię, która zapewnia do dziś Ameryce dostęp do zagranicznej ropy. Michael T. Klare sądzi, że bardzo ważne jest to na jaki rodzaj energii postawią Chiny. Jeżeli postawią na węgiel, którego mają pod dostatkiem, to spowodują nasilenie u siebie (i w świecie) problemów ekologicznych.Według szacunków Departamentu Energii USA, w 2035 roku węgiel stanowić będzie jakieś 62% chińskiego zaopatrzenia w energię, a więc tylko nieznacznie mniej niż obecnie. Chiny, odmawiając poważniejszego ograniczenia zużycia węgla kładą równocześnie nacisk na rozwój systemów wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Chiny już obecnie stały się światowym liderem w produkcji turbin wiatrowych oraz kolektorów słonecznych i zaczęły eksportować swą technologię do USA. Tak jak wczesna dominacja Ameryki w zakresie technologii naftowej wyniosła ją w XX wieku do pierwszego szeregu państw świata, tak starania Chińczyków, by prześcignąć inne kraje w rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych, mogą wysunąć Chiny na czoło rewolucji technologicznej. Jeśli USA nie zdołają na tym polu dotrzymać kroku Chińczykom, może to przyśpieszyć ich schyłek jako globalnego mocarstwa. Chiński głód energii może dość szybko doprowadzić do tarć i konfliktu z USA, szczególnie w warunkach globalnej konkurencji o coraz szczuplejsze zasoby importowanej ropy. (Wszystko to zmienia też zasady światowej dyplomacji). Można sobie wyobrazić wojnę o złoża ropy naftowej (Pekin już teraz próbuje podkopać amerykańskie wpływy w Zatoce Perskiej), ale można też wyobrazić sobie przyszłość, w której Chiny i USA współpracują w poszukiwaniu energetycznych alternatyw, co pozwoliłoby uniknąć ogromnych wydatków na wyścig zbrojeń. Prezydent Obama i przewodniczący Hu Jintao wydawali się dostrzegać taką możliwość, kiedy podczas listopadowego (2010) szczytu ekonomicznego w Pekinie uzgodnili współpracę nad rozwojem alternatywnych paliw i systemów transportowych. Wielu geologów uważa, że szczyt wydobycia ropy naftowej nastąpi już w roku 2015 na poziomie 100 mln baryłek dziennie, a potem zacznie się spadek. „Jedno jest oczywiste: im większe będzie uzależnienie Chin od importowanej ropy, tym większe ryzyko napięć i konfliktu ze Stanami. Im większe będzie uzależnienie Chin od węgla, tym mniej przyjemna stanie się nasza planeta. Im większy nacisk położy Pekin na alternatywne paliwa, tym większe prawdopodobieństwo, że wiek XXI będzie domeną Chińczyków”.(Michael T. Klare, Głodny Smok, Forum, nr 41 (11-17.10.2010), opubl. w tomdispatch.com, 21.09.2010) Należy podzielić obawy, że uzależnienie Chin od importowanej ropy prowadzić może do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Natomiast z uzależnieniem Chin (czy innych „węglowych” państw) od węgla wydaje się być inaczej. Chiny bowiem nie muszą być zależne od ropy, z której USA raczej nie są w stanie w krótkim czasie zrezygnować, bo w tej dziedzinie zainwestowały przez dziesiątki lat olbrzymie pieniądze. Chociaż tutaj może być niespodzianka, bo, jak donoszą ostatnio media, Prezydent Obama zapowiedział, że w ciągu 10 lat Stany zmniejszą import ropy o 1/3. Natomiast Chiny – jeśli zechcą - mogą wykazać tu daleko idącą elastyczność i podążyć śladami takich państw jak np. RPA, Niemcy, Polska x/ (Stany też mają w tej dziedzinie swe osiągnięcia), które albo już wdrożyły technologie uzyskiwania benzyny syntetycznej z węgla oraz metody nowoczesnego i czystego jego spalania, albo też w odpowiedniej chwili mogą to uczynić. Chiny nie zamartwiają się zapewne - jak niektórzy u nas - z tego powodu, że węgla starczy im na setki lat. Jeżeli światu nie przeszkadza zbytnio efekt cieplarniany spowodowany spalaniem benzyny z ropy, to nie powinien protestować przeciwko benzynie syntetycznej z węgla. Wiadomo przy tym, że Chiny kładąc nacisk na paliwa alternatywne, gotowe są w tej dziedzinie współpracować także ze Stanami Zjednoczonymi. W tym kontekście zauważyć należy, że jeśli chodzi o czyste źródła energii, to polsko-chińska współpraca ma szanse rozwoju. Zainteresowanie wydaje się być obopólne. Czyste źródła energii oraz zaawansowane technologie wiążą się z ochroną środowiska. Ambasador Sun Yuxi zgłasza stronie polskiej gotowość współpracy w dziedzinie infrastruktury, telekomunikacji oraz właśnie w dziedzinie ochrony środowiska i zaawansowanych technologii, przy czym proponuje stopniowe zwiększanie udziału technologii we wzajemnych obrotach handlowych. (Ambasador Sun Yuxi, tamże) Dla Polski ta oferta może być interesująca, zważywszy chińskie przodujące osiagnięcia w rozwoju systemów uzyskiwania energii za źródeł odnawialnych (np. turbiny wiatrowe i kolektory słoneczne). Podkreślić tu wypada także fakt, że zarówno polska, jak i chińska energetyka oparta są przede wszystkim na węglu.

Niezależnie od problemów energetycznych zaostrza się sprawa zaopatrzenia świata w żywność. Bunt społeczny w krajach arabskich ma wielorakie przyczyny. Sprowadzanie go głównie do kwestii wyżywienia byłoby dużym uproszczeniem. Można się jednak zgodzić (może z wyjątkiem Libii), że jedną z iskier, która go zdetonowała był rosnący popyt na artykuły spożywcze w Azji, eliminujący z budżetu domowego Arabów podstawowe produkty spożywcze, których ceny poszybowały w górę. Rośnie światowe zapotrzebowanie na zboża. „Dzisiaj okazuje się, że to nie Stany Zjednoczone czy Izrael, ale Chiny stanowią śmiertelne zagrożenie dla świata arabskiego. Rosnące dochody zmieniły mianowicie azjatycką dietę i, co ważniejsze, uodporniły azjatyckie budżety na wahania cen żywności”. (Głodni i źli, Forum, nr 7 (14-20.02.2011), opubl. Spengler, Asia Times, 02.02.2011) Dotąd było tak, że gdy zboże na świecie było za drogie, to popyt zaczynał spadać. Obecnie popyt nie spada, bo Azjaci są bogatsi niż kiedyś. Przy obecnych cenach pszenicy bardzo biedni ludzi zaczynają chodzić głodni. Problemem nie jest produkcja zboża, która cały czas na świecie rośnie, cały sęk w popycie. Protesty w Egipcie i Tunezji nie były buntami głodowymi. Jedynie w Jordanii demonstranci kwestię wyżywienia postawili na pierwszym miejscu. Jednak kroplą, która przepełniła czarę goryczy, był właśnie skok cen żywności.(Głodni i źli, tamże)

Załagodzenie napięć w stosunkach chińsko-amerykańskich miała przynieść wizyta w Stanach prezydenta Hu Jintao (19-20 stycznia br.). Uzgodniono pomyślnie kilka ważnych spraw (Chińczycy zgodzili się podnieść wartość juana o 3,5%), a najważniejsze było to, że wizyta miała świadczyć o trwającym dialogu między obydwoma państwami. Sama wizyta jednak została już – jak informowała prasa amerykańska – przyćmiona podczas jej trwania przez zwiastuny wyścigu zbrojeń. W momencie przylotu chińskiego prezydenta, na Tajwanie miały miejsce próby bojowe amerykańskich rakiet, co zdaniem oficjalnych rosyjskich analityków jest odpowiedzią Waszyntonu na coraz większą asertywność militarną Chin. „Głos Rosji” będący oficjalnym organem medialnym Kremla krytycznie ocenił spotkanie Obamy i Hu Jintao. Publicyści rosyjskiego portalu wskazują na coraz większe tarcia w relacjach militarnych i ekonomicznych między dwiema potęgami, które ich zdaniem przybierają kształt zimnowojenny. Według Rosjan, upadek USA jest przesądzony, a twarda polityka Waszyngtonu względem Pekinu świadczy o niemożności pogodzenia się z faktem, że to niebawem Chiny będą międzynarodowym liderem. Chiny natomiast bardzo pozytywnie oceniły ustalenia podjęte w Waszyngtonie, gdyż oznaczają one dalszy rozwój współpracy chińsko-amerykańskiej we wszystkich ważnych dla świata sferach. (Wojciech Jakóbik, Wizyta Hu w Waszyngtonie – USA nie oddają pola Chinom, opinie amerykańskie i rosyjskie, Stosunki Transatlantyckie, Internet, 2201.2011. Patrz także: Portal Ambasady ChRl w Warszawie, Full text of China – US joint Statement (20.01.2011 oraz China, US aim at cooperative partnership for global benefits (20.01.2011)) Wszystko wskazuje na to, że ta optymistyczna chińska ocena jest najbliższa prawdy. Jakkolwiek kilka tygodni później Sekretarz Stanu Hilary Clinton rozwiała nieco początkowy optymizm amerykański związany z wizytą Hu Jintao. Przemawiając przed Senacką Komisją ds. Zagranicznych, stwierdziła, że Stany znajdują się w bezpośrednim konflikcie (direct competition) z Chinami. Bardzo zdecydowanie postawiła sprawę rywalizacji amerykańsko-chińskiej o wpływy na świecie. Szczególne zaniepokojenie Pani Clinton spowodowały wysiłki Chin zmierzające do podważenia amerykańskich wpływów na wyspach Pacyfiku (chodziło m.in o odkryte przez firmy amerykańskie surowce energetyczne w Nowej Gwinei (Papua). Amerykański ekspert ds. chińskich Charles Freeman (Center for Strategic and International Studies, Washington) oceniając w tym momencie sytuację stwierdził, że nie jest to jeszcze co prawda zimna wojna, ale mówić można o „miękkiej” rywalizacji (soft power competition) między obu państwami. (Matthew Pennington, Clinton says US in direct competition with China, Associated Press, 02.03.2011) Media doniosły następnie o zamiarze USA poważnego wzmocnienia potencjału swej floty na Pacyfiku w odpowiedzi na chińskie zbrojenia.

Media amerykańskie ostrzegają przed chińskim wywiadem. Przoduje w tym Stratfor, amerykańska prywatna firma wywiadowcza, która informuje, że od kilku już lat chińscy agenci starają się w Stanach wykraść tajemnice niezbędne przede wszystkim do modernizacji chińskiej armii. Chiński agent 007 jest zwyczajnym inżynierem, biznesmenem lub naukowcem. Chińska agencja wywiadowcza zorganizowana jest na modłę KGB, ale jej metody operacyjne są wyjątkowe na skalę światową. W przeciwieństwie do wywiadów zachodnich chińscy oficerowie nie prowadzą kilku wysoko postawionych szpiegów, lecz bardzo wielu mniej znaczących. Sieć agentów jest niezwykle rozległa, zdecentralizowana, a przeważająca część z nich zajmuje się zupełnie niewinną działalnością, np. gromadzeniem ogólnodostępnych danych. Dopiero z analizy mozaiki źródeł wyłania się wartościowy produkt wywiadowczy. Rekrutacja i szkolenie większości oficerów chińskich służb wywiadowczych zaczyna się na pekińskim Uniwersytecie Stosunków Międzynarodowych. Stratfor przygotował charakterystykę działań służb chińskich w USA w 2010 roku. Ameryka jest liderem na rynku nowych technologii, zwłaszcza wojskowych, które budzą żywe zainteresowanie modernizującej się chińskiej armii. Co roku, liczba śledztw w Stanach o szpiegostwo na rzecz Chin nieustannie rośnie. O ile przed rokiem 2000 była najwyżej jedna taka sprawa, to w roku 2007 – pięć, w 2008 – siedem, a w 2010 – jedenaście. Dotyczyły one szpiegostwa przemysłowego. W 10 na 11 przypadków chodziło o przejęcie technologii (m.in urządzenia szyfrujące, elementy telefonu komórkowego, mikroczipy używane w przemyśle lotniczym i półprzewodniki odporne na promieniowanie, tajemnice handlowe dotyczące: diody organicznej DuPont, technologii napędu hybrydowego GM, składu chemicznego pestycydów Dow Chemical Co., składu farb Valspar i specyfikacji samochodów Forda). Odpryski tych spraw docierają niekiedy do Europy Środkowej; latem 2010 r. węgierska policja aresztowała na lotnisku w Budapeszcie dwóch Chińczyków, za którymi amerykańskie władze wysłały list gończy. Chodziło o to, że Chińczycy oferowali pieniądze pracownikom firmy BAE Systems za produkowane tam mikroczipy. Firma ta jest jednym z podwykonawców przy projekcie myśliwca wielozadaniowego F-35. Na 11 spraw o szpiegostwo w 10 przypadkach, które ujawniono w roku 2010, podejrzany był urodzony w Chinach, w tym przeważnie chodzi o emigrantów pierwszego pokolenia. W USA, twierdzi Stratfor, działać mogą setki tysięcy agentów i około trzy tysiące firm zbierających informacje. Chińskie szpiegostwo przemysłowe przypomina bardziej wywiad biznesowy. Największą słabością tego modelu wywiadu jest brak koordynacji prac na szczeblu centralnym. Drugą słabością jest brak klasycznego szkolenia źródeł operacyjnych czy też tajnych współpracowników. Szpiedzy są często rekrutowani ad hoc, gdy okazuje się, że mają dostęp do wartościowych technologii.W większości przypadków do zatrzymań chińskich agentów w USA dochodzi dlatego, że popełnili oni elementarne błędy w sztuce wywiadowczej. (Kopiuj i wiej, Chiński szpieg w każdej fabryce, Sean Noonan, Stratfor, 2011, Forum nr 6 (7-13.02.2011) Z kolei niedawna rzekoma afera szpiegowska we Francji (w Renault) zakończyła się przyznaniem, że żadnej afery nie było, a rząd francuski nie oskarża żadnego kraju o udział w niej. Podobno ta afera to po prostu intryga, którą uknuli walczący ze sobą wysokiej rangi menedżerowie Renault.(Danuta Walewska, Szpiegostwo w Renault, którego nie było, Rp.pl, Internet, 04.03.2011) Jak było naprawdę dowiemy się napewno za jakiś czas. Pamiętamy przy tym z niedawnej historii, że w zimnowojenną szpiegomanię popaść stosunkowo łatwo. W każdym razie międzynarodowej współpracy gospodarczej nie pomaga, ani polowanie na cudze technologie, ani polowanie na czarownice.

W związku z chwilowym zahamowaniem rozwoju gospodarczego Polski, na co ma wpływ głównie światowy kryzys, w kraju odczujemy co prawda brak rąk do pracy, ale dopiero po roku 2015. Mimo to ma miejsce stała i powolna imigracja siły roboczej do Polski. Rośnie liczba nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców, np. w samym 2009 roku. zarejestrowano ich około 10 tysięcy, głównie Ukraińców i Chińczyków. W Polsce pracuje obecnie nielegalnie od 300 do 500 tysięcy cudzoziemców, z tego większość to Ukraińcy. Ilu ich jest dokładnie, dowiemy się być może dzięki Narodowemu Spisowi Powszechnemu, który odbędzie się w dniach od 1 kwietnia do 30 czerwca br. Większość z nich wjechała do naszego kraju legalnie, a dopiero później ich status się zmienił. Równocześnie, w połowie bieżącego roku, pod obrady Sejmu wejdzie prawdopodobnie, oczekiwany od dawna przez obcokrajowców pracujących nielegalnie w Polsce, rządowy projekt zmian w ustawie o cudzoziemcach. Zmiany te mają ułatwić cudzoziemcom pobyt i jego legalizację. Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach wybiegać powinna w swych założeniach daleko w przyszłość, zważywszy sytuację demograficzną Polski; w opinii wielu prognostyków w latach 2015 – 2030 zabraknąć może w Polsce rąk do pracy. Na razie jednak mamy w Polsce dwucyfrowe bezrobocie, co nie oznacza też, że wszędzie jesteśmy w stanie obsadzić Polakami istniejące lub powstajace nowe miejsca pracy, które wymagają określonych fachowców. Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach spowoduje zwiększenie liczby osób opłacających ubezpieczenie (wieli z nich uzyska ostatecznie polskie obywatelstwo), co ma dla naszego systemu ubezpieczeń istotne i pozytywne znaczenie. Równocześnie zmniejszy to konkurencyjność tej siły roboczej na rynku pracy; obcokrajowcy, o których tu mowa pracują dotąd na ogół według stawek, na które polscy pracownicy i związkowcy nie wyraziliby zgody. W kontekście współpracy polsko-chińskiej warto dlatego zwrócić uwagę, że rośnie u nas liczba pracujących chińskich robotników. Jak zauważa chiński Ambasador, sprowadzanie pracowników z zagranicy to nowa dziedzina współpracy między naszymi krajami: „Chińska siła robocza pomaga wypełnić braki kadrowe w pewnych branżach gospodarki i umożliwia polskim przedsiębiorcom zwiększenie konkurencyjności. Ale w tej dziedzinie pojawiły się również spory. Strona chińska chce też kontynuować rozmowy na temat międzynarodowego porozumienia dotyczącego współpracy w dziedzinie sprowadzania pracowników z zagranicy”. Według chińskiego Ambasadora, w Polsce mieszka aktualnie około 8 tysięcy obywateli chińskich oraz Chińczyków z obcym obywatelstwem. Połowa z nich mieszka w Warszawie. Wielu z nich zintegrowało się z polskim społeczeństwem. Większość przybyła do Polski na przełomie lat 80. i 90. wraz z prywatnymi firmami chińskimi. Byli wśród nich także przedstawiciele firm państwowych, które uległy później prywatyzacji oraz studenci i doktoranci, którzy znaleźli w Polsce dobre perspektywy rozwoju. Są to więc ludzie o wysokich kwalifikacjach. Inną grupę, dobrze sobie radzącą w Polsce stanowią osoby, które osiedliły się tutaj „po wielu latach zmagań na emigracji”. ( Ambasador Sun Yuxi, tamże)

Chińczycy zawsze mieli, uzasadnione przecież, poczucie własnej wartości wobec reszty świata. Zostało ono pozornie przytłumione przez ponad 100 lat przewagi Zachodu nad nimi. Obecnie cały niemal świat zachodni jest im winien pieniądze, więc znów mają powody do dumy. Kto będzie górą w tej sytuacji, gdy z drugiej strony pieniądze drukuje - powiedzmy to umownie - Zachód, do końca nie wiadomo. W tych zmaganiach Polska i Europa Środkowa nie odegra zapewne żadnej roli. Co najwyżej można sobie przy tej okazji zacytować przysłowie, podobno ugandyjskie, a może hinduskie: „Tam, gdzie walczą słonie, cierpi na tym trwa”. Coraz bardziej widoczna obecność chińska w Europie Środkowowschodniej: m.in. w Polsce, Ukrainie, Białorusi, Bułgarii, Rumunii, Grecji ma swe plusy i minusy. W Europie Środkowej pojawił się nowy i potężny gracz. Dołączył do wielu innych: m.in. tradycyjnych już, Niemiec, Rosji, Turcji, no i Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz... Francji. Żeby wymienić tylko tych najważniejszych. Polska i Europa Środkowa, aby uniknąć stratowania w tej walce słoni, gdzieś się musi na trwałe „schować”. Miejscem najbardziej dogodnym jest Unia Europejska. Korzyści z pojawienia się Chin w Europie Środkowej (prawdopodobnie już na stałe) wydają się przeważać. Już po II wojnie odegrały one swoją rolę, mniej lub bardziej skutecznie, w Polsce (tu skutecznie i pozytywnie), Albanii i Jugosławii. Obecnie cieszmy się z możliwości poznania wspaniałej chińskiej kultury, chińskiej kuchni, ale też z możliwości poznania coraz bardziej przodującej w świecie chińskiej technologii. Aktualnie dla wielu z nas chińska produkcja kojarzy się jeszcze z tandetą i zabawkami, które moga być trujące dla dzieci. Osoby nieco starsze pamiętają jeszcze być może, iż z tandetą kojarzyły się niegdyś towary japońskie, a obecnie prezentują one najwyższy światowy poziom. Tak już w wielu przypadkach jest, a będzie coraz częściej, z towarami chińskimi. Dlatego też rozwój stosunków gospodarczych z Chinami oraz chińskie inwestycje w Polsce należy zdecydowanie popierać. Przy czym nasz import z Chin też ma jakieś granice i tylko eksport do Chin może je poszerzyć.xx/ Jeżeli w chwili obecnej strona chińska stara się na przykład zrównoważyć ( wysoce niekorzystny dla nas) bilans handlowy i zakupić więcej polskich towarów (co w sumie należy uznać za gest świadczący o bardzo przyjaznych zamiarach), to nie tylko dlatego że chce nam pomóc, ale dlatego, że coraz wyraźniej w świecie widać, że dążenie do uzyskania nadwyżki w bilansie handlowym może być odmianą miękkiej agresji, która z delikatnego nacisku ekonomicznego przekształcić się może nieoczekiwanie w nacisk polityczny. Z takim ewentualnym naciskiem poradzą sobie być może Stany Zjednoczone, bo one drukują walutę, ale nie my i Europa Środkowa. Już teraz w niektórych rejonach świata chińska oferta ekonomiczna nabiera w określonych warunkach znaczenia politycznego. Dalsze prowadzenie przez Chiny strategii eksportowej grozi negatywnymi skutkami. A dalsze zadłużanie się Polski i Europy Środkowej spowodować może obawy utraty suwerenności gospodarczej, a w konsekwencji próby zastosowania przez region protekcjonizmu. Duża nadwyżka w handlu to duża przewaga polityczna w stosunkach z drugim krajem. I nie ma tu znaczenia fakt, że chińskie towary importują głównie prywatne polskie firmy, a eksportują je do Polski podobno prywatne chińskie firmy, skoro ostatecznie za wszystko odpowiada polskie państwo, czyli my wszyscy. Chińska technologia w zakresie czystej energii i ochrony środowiska jest Polsce potrzebna (szczególnie po przemyśleniach związanych z katastrofą nuklearną w Japonii. Wiadomo, że Chiny kontrolują swe elektrownie atomowe i wstrzymały budowę nowych) i tutaj naturalnym zjawiskiem byłby „import” chińskich specjalistów. W dużej liczbie jednak chińska siła robocza, przynajmniej do roku 2015, byłaby w Polsce zbyteczna jeśli wziąć pod uwagę przejściowe przyhamowanie tempa naszego rozwoju gospodarczego, nadmiar własnej siły roboczej, nadwyżkę siły roboczej na wsi oraz obecność w Polsce, wkrótce legalnej, kilkusettysięcznej liczby imigrantów, którzy – już jako polscy obywatele - zaczną wreszcie opłacać składki na nasze emerytury.

Państwa Europy Środkowowschodniej w sposób coraz bardziej wyraźny konkurują ze sobą o rynek chiński, chińskie inwestycje i chińskie kredyty. To bardzo dobrze, że Polska cieszy się szczególnym zinteresowaniem Chin, ale byłoby bardzo niekorzystnie, gdyby Europa Środkowa nie potrafiła wypracować wspólnej polityki wobec Chin, tak jak udaje się jej to w wielu przypadkach na forum Unii Europejskiej. Inny, z pozoru odrębny temat, to potrzeba wspólnej polityki Unii Europejskiej wobec Chin, które podobnie jak Rosja próbują, chyba z większym niż ona powodzeniem, prowadzić politykę nie z Unią, ale z poszczególnymi państwami Unii. Koordynacja polityki Europy Środkowowschodniej wobec Chin, czy jakiegokolwiek innego mocarstwa, jest dodatkowo utrudniona przez fakt „podziału”; nie wszystkie państwa regionu należą do Unii Europejskiej, a nie wszystkie wchodzące w skład Unii należą do stefy euro. Podstawową regułą w stosunkach gospodarczych państw regionu z Chinami powinna być jakaś forma nadzoru państwa nad własnymi prywatnymi firmami, m.in. w celu utrzymania ogólnej równowagi między importem a eksportem i niedopuszczenie do nadmiernego zadłużania. Przypomnieć sobie przy okazji warto łacińskie przysłowie: Similia similibus curantur – podobne leczy sie podobnym. W stosunkach z Chinami wiele decyzji powinno zapadać „centralnie”. Dla Polski ważny jest m.in. rozwój eksportu rolno-spożywczego do Chin (np. wieprzowina, drób i przydało by się tu bezpośrednie połączenie lotnicze z Pekinem, aby dostarczać świeży towar). Wydaje się, że z uwagi na wzrost cen żywności na świecie rozważenia wymagałoby wypracowanie mechanizmu, w którym dzięki wysokim cenom uzyskiwanym za eksport żywności możnaby dotować produkcję żywności w małych gospodarstwach rodzinnych (żywność uznawaną niekiedy, jeżeli na to zasługuje, za ekologiczną), co miałoby pozytywny wpływ na wzrost dostatku i poziomu życia dzieci w tych rodzinach wiejskich. Podobny mechanizm mógłby funkcjonować w odniesieniu do cen żywności na wolnym rynku w Polsce, wpływając na ich obniżenie. Zarówno jeśli chodzi o ceny żywności na rynku krajowym, jak też o ich konkurencyjność cenową w eksporcie, zmierzać należałoby pilnie do skrócenia „łańcuszka” pośredników w handlu żywnością. W Szanghaju, w dniach 15-22.05.2011 będą miały miejsce Międzynarodowe Targi Spożywcze SIAL 2011, w których Polska weźmie udział. Warto zwrócić uwagę na okoliczność, że polska żywność ma szanse uznania jej za ekologiczną, bo używamy znacznie mniej niż w Chinach nawozów sztucznych. Rozwój stosunków gospodarczych między Polską a Chinami uległ znacznemu przyśpieszeniu. Chińczycy wzmogli swe zainteresowanie polskimi strefami ekonomicznymi, a w Chinach coraz częściej przebywają polscy ministrowie. W dniach 17-20.01.2011 np. złożył wizytę w Chinach minister skarbu Aleksander Grad. Jego misja poświęcona była promocji polskiego programu prywatyzacji; podpisano przedwstępną umowę o akwizycji cywilnej części Huty Stalowa Wola przez chińskie przedsiębiorstwo LiuGong.(Portal Ambasady RP w Pekinie) Nie wdając się w przyczyny tego przyśpieszenia, trudno nie zauważyć, że nastąpiło ono po kryzysie finansowym na świecie, kiedy to względy ideologiczne przestały jak widać odgrywać decydującą rolę. Na szczęście!

Na zakończenie należy wyrazić nadzieję, że pokojowa rywalizacja, czy może nawet współpraca, między wielkim graczami w Europie Środkowowschodniej, szczególnie między Chinami a Stanami, nie zaszkodzi, a wręcz przyśpieszy rozwój regionu i całej Unii Europejskiej. Zresztą to nie koniec nadejścia nowych, potężnych partnerów do Europy Środkowowschodniej; wśród nich warto uwzględnić Indie, gdzie państwo - w przeciwieństwie do Chin - nie odgrywa w gospodarce dominującej roli.

Warszawa 31 marca 2011

x / Jednym z tematów Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2011 w Katowicach w dniach 16-18 maja (w Katowicach kongres taki będzie miał miejsce po raz 3.) będzie „Górnictwo węgla kamiennego – a w tym Czyste spalanie węgla. Warunki upowszechnienia technologii”.

x x/ W roku 2000 polsko-chińska wymiana towarowa: import 1 378 mln USD, saldo dla nas ujemne – 1 281mln USD. W roku 2010: import 16 460 USD, saldo dla nas ujemne – 14 829 mln USD. (Portal MSZ)