Równoważenie budżetu i mnożenie jego środków. Pro memoria

To jeden z trudniejszych tematów, albowiem już z założenia wynika, że musimy równoważyć a więc dokonywać pewnych wyborów. Wyborów tych, każdy rząd pewnie chętnie by uniknął, ale instytucja państwa wymaga koniecznych wydatków zdefiniowanych już w XVII wieku przez Adama Smitha w tomie II rozdziale V dzieła pt. “Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Naturalnie wachlarz potrzeb od tego czasu zwiększył się niebotycznie, zresztą tak jak i wydatki. Wszystkie składniki budżetu stanowią przychód państwa gromadzony w celu wypełnienia katalogu nieograniczonych potrzeb społecznych i gospodarczych przy ograniczonych środkach budżetowych właśnie. Budżet państwa realizuje trzy podstawowe funkcje:

1) fiskalna – jest to gromadzenie dochodów budżetowych. Podstawowym źródłem dochodów państwa są podatki (CIT, PIT, VAT, akcyza) oraz, dochody z prywatyzacji, opłaty skarbowe, notarialne. Te, ogólnie rzecz biorąc elementy, tworzą dochody państwa.

2) stymulacyjna – państwo pobudza aktywność życia gospodarczego, ukierunkowuje je na realizacje zamierzonych celów makroekonomicznych i ma za zadanie wywołać pozytywne efekty w gospodarce.

3) redystrybucji - poprzez budżet odbywa się redystrybucja pozyskanych dochodów niezbędnych do finansowania wydatków państwa.

Tyle w ogromnym skrócie o współcześnie obowiązującej teorii budżetu. Choć z pewnością wyczerpuje ona prerogatywy założone w definicji państwa, to z pewnością katalog elementów składowych budżetu nie jest i nie powinien być zamknięty. Moim zdaniem, obfitość takiego katalogu zależy wyłącznie od decyzji, realizacji koncepcji polityki gospodarczej państwa, przyjętej przez ekipy rządzące. Taka perspektywa z całą pewnością jest do przyjęcia i nie koliduje z przepisami UE. Dochody państwa można zwiększyć na dwa sposoby:

  1. realizując politykę racjonalnych wydatków

2) powiększając zakres aktywności gospodarczej państwa w celu zwiększenia jego dochodów.

W naszym neoliberalnym systemie gospodarczym realizacja pkt. 2 jest praktycznie niemożliwa - z powodów wcześniej opisywanych, wobec tego nie ma innej możliwości zwiększenia dochodów budżetu jak poprawa koniunktury lub zwiększenie podatków. Jedna metoda, to wygodne bezwysiłkowe czekanie przez władze na dobrobyt, zaś metoda druga jest niezwykle bolesna dla społeczeństwa. A przecież nie wybieramy rządzących po to, żeby nam uprzykrzali życie. Niestety, rządzący przyjęli do realizacji metodę drugą, która jest i bolesną i mało skuteczną, a jak się za raz przekonamy, zwiększanie dochodów budżetowych bolesne wcale być nie musi. Tak więc w zwiększaniu dochodów budżetowych należałoby oczekiwać ogromnej aktywności rządu.

O racjonalizacji wydatków

Racjonalizacja wydatków musi nastąpić, albowiem zawsze możliwości finansowe państwa będą ograniczone, zaś potrzeby wydatkowania nieskończenie duże. Właśnie dla tego nie można uniknąć weryfikacji wydatków budżetowych, a więc należy ustalić priorytety i ich gradację. Weryfikacji można dokonywać wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że znamy już wartość przychodów ze wszelkich źródeł wskazanych przez ustawę i starać się utrzymywać wydatki w równowadze i jeszcze działać zgodnie ze złotą regułą budżetową, czyli deficytem - realizować inwestycje długo okresowe majątkowe, które w przewidzianym terminie mogą dać oczekiwany zwrot z inwestycji. Poza dyskusją zostają kwestie wydatków na obronę i bezpieczeństwo. Reszta jest dyskusyjna. Zawsze jest dyskusyjna i szczególnie delikatna staje się wtedy, kiedy dochody państwa są na dramatycznie niskim poziomie. To jest moment w którym decydujemy o tym komu dostanie się mało, a komu jeszcze mniej. Tak czy inaczej uwaga władz finansowych państwa powinna być skoncentrowana na racjonalności wydatków z kasy państwowej, inaczej nic nie zmieni oddłużanie firm, prywatyzacja czy “komercjalizacja”. To typowe mieszanie herbaty, w której brakuje cukru.

Oto kilka propozycji naszego Instytutu, które dały oczekiwane efekty w … czeskiej służbie zdrowia. Pierwszy etap to zwiększenie środków poprzez wprowadzenie opłat za pobyt w szpitalu. Opłaty dotyczyły funkcji hotelowych szpitala, a więc pobytu i wyżywienia, jak i opłat administracyjnych. W tej części płatnik nie jest identyfikowany i kwesta płatnika zostaje do dyskusji, zaś wyliczenia są w dyspozycji naszego Instytutu.

Uzasadnienie do wprowadzenia opłat

Opłaty, jak oszacowaliśmy, kształtowałyby się na poziomie 7zł (wyżywienie i spanie) za dobę, albowiem o taką kwotę zmniejszyły się koszty zamieszkiwania i wyżywienia w domu chorego, oraz 2 zł. na koszty obsługi administracji medycznej (np. energii elektrycznej, recept, papieru do EKG itp). Koszty te obecnie finansuje się składką zdrowotną. Racjonalność musi mieć obudowę prawną, aby pieniądze nie zostały marnowane, np. na rozbudowę administracji. Wizyty u lekarzy w przychodniach też mają być obarczone opłatą (sugerowane 5 zł za wizytę). Pierwszy powód wprowadzenia opłaty jest raczej psychologiczny. Spowodować miałyby zmniejszenie kolejek do lekarza, gdzie wizyta w znacznej części przypadków (wg. lekarzy) ma wymiar raczej towarzyski niż medyczny. Drugi powód to powód merkantylny, bo w znacznym stopniu poprawia stan finansów ochrony zdrowia, znów zwalniając część składki zdrowotnej obciążonej kosztami administracyjnymi.

Taka zmiana powoduje że ochrona zdrowia otrzymuje dodatkowo ok. 1 miliarda złotych. Wyliczenia j.w. W ramach racjonalizacji wydatków istnieje potrzeba zakończenia finansowania z budżetu leczenia skutków następstw wypadków drogowych (komunikacyjnych). Ponieważ wydatki ponoszone z tego powodu przez budżet nie są możliwe do oszacowania proponowaliśmy, aby kosztami ratownictwa medycznego nie obciążać składek na ubezpieczenie tylko wprowadzić powszechne obowiązkowe ubezpieczenie od leczenia skutków wypadków komunikacyjnych. Wysokość - z powodu powszechności tego ubezpieczenia - nie byłaby wielkim obciążeniem dla właścicieli wszelkich pojazdów, głównie krajowych, zaś opcjonalnie dla UE i zagranicy. (wysokość proponowanej rocznej składki to 50 zł rocznie). Obowiązek realizacji tych ubezpieczeń miałby wyłącznie polski ubezpieczyciel. Dochodzenie roszczeń ubezpieczyciela od osoby powodującej wypadek byłaby naturalną konsekwencją. To kolejne miliardy (obliczenia jw.), które niewątpliwie poprawiłyby kondycję polskiej służby zdrowia, usprawniły jej działania i poprawiły jakość usług medycznych.

W końcu ostatnia wyjątkowo ważna kwestia w racjonalizacji wydatków budżetowych, budząca zresztą największe kontrowersje, albowiem dotyczy ogromnych pieniędzy (w skali budżetu), ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jak wcześniej skonstatowaliśmy, rząd musi przeciwstawić się każdej formie marnotrawstwa pieniędzy podatników, ergo państwo świeckie musi zlikwidować etaty księży w absolutnie wszystkich placówkach ochrony zdrowia oraz instytucji państwowych, bez względu na ich charakter. To kolejne miliardy w skali kraju, dokładnie wyliczane i wielokrotnie podawane przez różne organizację do publicznej wiadomości. Kościół rzymskokatolicki finansowany z budżetu państwa, to w UE kuriozum szczególnego rodzaju. Efemeryczna hybryda pozaprawnej konstrukcji (stale podpierana zapisami konkordatu) stała się w Polsce z powodu tegoż kościoła podmiotem gospodarczym, ale takim, którego nie dotyczą żadne uregulowania prawne, dotyczące wszelkich innych podmiotów gospodarczych w Polsce. O ile dopuszcza się, że kościół ze swojej natury zajmujący się duchowym pasterstwem narodu, i z tego powodu - jak i tradycji nie ma środków na funkcjonowanie, to w takim przypadku jego potrzeby egzystencjalne finansuje państwo świeckie. Jest to działanie niemal woluntarystyczne, tolerowanie złotego biznesu, jaki z posługi kapłańskiej zrobił sobie kościół.

Kościół jest nie tylko zwolniony z wszelkich możliwych opłat, ale i dolegliwości podatkowych (od swoich rozległych działań biznesowych, z natury rzeczy merkantylnych, czyli handlowych, kupieckich, usługowych, nastawionych na zysk), zwolniony jest również z podatków lokalnych, a do ZUS wpłacają minimalną stawkę. Sami handlują, sami prowadzą usługi, sami produkują, ale tych nieopodatkowanych podmiotów jest tysiące i budżet traci niepoliczalne miliardy, a CBA ściga posłów za niezapłacenie 1000 zł podatku. Słusznie że ściga, ale gdzie jest miara! Jeżeli do tej szczególnej pozycji Kościoła w biznesie dodamy fakt że jest monopolistą, no to już mamy kapłański raj gospodarczy. O dobrach, jakie na mocy ustawy dostają za 1% wartości od gmin nie wspomnę. Nie będę tu rozważał kwestii słynnej Komisji Majątkowej na mocy działań której powstały w Polsce kościelne nieopodatkowane latyfundia wspomagane dotacjami UE.

To wszystko Kościół rzymskokatolicki nie tylko dostał za darmo, znaczy w majestacie “prawa” mocno nadwyrężył skarb państwa, to jeszcze i z powodu użytkowania tego majątku nie płaci żadnych podatków. Zaś handel “otrzymanym” jako odszkodowanie majątkiem trwa i rozwija się w najlepsze, a rząd zmniejsza waloryzację emerytur, tłumacząc się kryzysem, jednocześnie finansując najbogatszą monopolistyczną instytucję świata. Każde państwo musiałoby zbankrutować nawet gdyby w Polsce rosły same najpłodniejsze szczepy z hesperyjskich sadów. O mnożeniu roszczeń przez hierarchów wspominać nie będę, ale złotem szamerowani biskupi zaczynają jeździć suwami z rozsuwanymi bocznymi drzwiami, bo z powodu tuszy do limuzyn się nie mieszczą a cena większości z tych aut jest równa cenie połowy mojego domu, na którego wybudowanie pracowałem i oszczędzałem z żoną przez całe życie. Ten wymarzony mój dom wygląda jak marny kurnik przy pałacach (plebaniach) zamieszkiwanych przez proboszczów i ich flamy.

W tej sytuacji pan Boni z polecenia rady ministrów negocjuje z hierarchią, ile jeszcze do tego kościelnego Klondike rząd ma jeszcze dołożyć z budżetu. To skandal i lewica musi podjąć w sposób cywilizowany ten temat, bez względu na stanowisko Watykańczyków. Na fali niechęci do Kościoła J. Palikot wszedł do parlamentu na trzecim miejscu. Postawa rządu tolerującego tę patologię jest niezrozumiała, albowiem kościół podobnie jak OFE demoluje budżet państwa i żadną miarą takiego stanu rzeczy nie można tolerować. Dalsze tolerowanie to sprzeniewierzenie się racji stanu! Koniecznie należy pamiętać, że Kościół stanowi jedną z wielu instytucji obecnych w przestrzeni publicznej. Myślę, że żadna rozsądna polityka gospodarcza nie odniesie oczekiwanego skutku, jeżeli władcy budżetu będą bezrozumnie marnotrawili wysiłek całego społeczeństwa.

O zwiększaniu dochodów budżetowych

Pewnie nie znalazłem recepty na kamień filozoficzny i pewnie dlatego dalej będziemy musieli pracować, ale jak kiedyś załatamy dziury w budżecie i nie będą z niego bezsensownie wyciekać pieniądze, to może przy odrobinie wysiłku i dobrej woli zrównoważymy w końcu budżet, a może zmniejszymy jego niedobór. To nie jest jednak prosta sprawa, ponieważ należałoby w tej sprawie uruchomić ogromny potencjał państwa unieruchomiony przez neoliberałów. To spowodować może jeszcze większy krzyk niż odsunięcie od budżetowych pieniędzy Kościoła. Powód jest oczywisty. Na rynku pojawił by się omnipotentny gracz rynkowy o ogromnym potencjale ekonomicznym, który miał by wpływ na bardzo wiele wskaźników makroekonomicznych, a co gorsze stałby się potężną konkurencją dla drobnego cwaniactwa gospodarczego generującego, biedę i bezrobocie w skali niespotykanej. Gracz, z którym wszyscy na rynku musieliby się liczyć. Tak naprawdę nie rozumiem dlaczego nikt nie chce wprowadzić potencjału państwa do uczestniczenia w gospodarce. Dlaczego? Bo sobie nie poradzi na rynku? A czy ktoś to sprawdził?

O tym kto lepiej poradzi sobie na rynku zadecyduje sam rynek, bez pomocy dyżurnych speców od wszystkiego. I na to, że sobie poradzi, stawiam czapkę złota przeciw czapce orzechów. Gra vabank tylko wtedy przynosi 100% sukces, kiedy znamy karty przeciwnika, a znamy je od dawna. Co to konkretnie oznacza. Oznacza to, że w przestrzeni gospodarczej zaczynają pojawiać się przedsiębiorstwa będące własnością skarbu państwa, ergo obywateli. Powstają one w dowolnie wybranych przez państwo dziedzinach i gałęziach gospodarki narodowej. Przypomnieć też warto o zapomnianej instytucji monopolu państwowego. Ta struktura gospodarcza charakteryzuje się występowaniem na rynku tylko jednego dostawcy, lub producenta danego towaru - usługi, który kontroluje podaż i ceny, oraz co najważniejsze ma bardzo wielu odbiorców. Dziwne bo instytucja monopolu istnieje w krajach należących do UE.

Władza nie może zapominać, że odpowiada za komfort życia obywateli w kraju i nie może cofać się przed żadnym dopuszczonym prawem działaniem, które zapewni spokój społeczny i względny dostatek społeczeństwa. W tym kierunku winny zmierzać wszelkie działania władz. Powinny być nieustanną troską każdej władzy wykonawczej przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych metod i zastosowaniu wyżej wspomnianych środków. Przy urnach nikt z wyborców nie będzie się zastanawiał, czy biznesowi lub obcym lobbystom działania rządu podobały się czy nie, władza zostanie oceniana przez pryzmat dokonań i zadowolenia z pracy rządu przez każdego wyborcę. Pytałem wcześniej dlaczego nikt nie postępuje zdroworozsądkowo w stosunku do potencjalnego uczestnika gry rynkowej jakim jest państwo? Przyczyn jest wiele i mają dość złożoną konstrukcję.

Zapewne wiele osób pamięta Andrzeja Leppera i jego wystąpienie w sejmie, które dotyczyło właśnie problemu braku w przestrzeni biznesu przedsiębiorstw państwowych. A. Lepper zaproponował wtedy zastosowanie w gospodarce formuły socjalliberalizmu. Formuła ta miała być sensownym kompromisem między sztywnym neoliberalizmem a interwencjonizmem państwowym. Wtedy to właśnie pan Belka wpadł w szał i nie przebierając w słowach nakrzyczał z mównicy sejmowej na zdumionego Leppera, że marzy mu się powrót do PRL-u i systemu etatystycznego. Zakrzyczał biednego Leppera, który nie umiał obronić swego postulatu z gruntu prawidłowego, choć moim zdaniem zbyt ostrożnego.

O ile można dyskutować o tym jaki system społeczno-gospodarczy przyjmiemy aby realizować przyjęte cele, to poza dyskusją pozostaje fakt, konieczności zdecydowanego odejścia od neoliberalizmu gospodarczego, który, jak wspomniałem definicyjnie wyklucza państwo jako uczestnika gry rynkowej. Nie może być mowy o zgodzie na takie postępowanie, wszak niepodobieństwem jest aby nie czerpać z przebogatej skarbnicy znanych systemów gospodarczych. Ale tylko państwo może prowadzić prospołeczną politykę pełnego zatrudnienia i doprowadzić do likwidacji bezrobocia. To dobra droga rozwoju, przede wszystkim oczekiwane i zbawienne skutki takiej polityki na pewno znajdą poparcie u co najmniej 60% niegłosujących. Tchnie do zatęchłej i skostniałej w rutyniarstwie polityki ducha odnowy społecznej również oczekiwanej. Wydobycie się z marazmu postsolidarnościowej bezradności wobec problemów gospodarczych, nowe otwarcie wraz z atrakcyjną ofertą dla społeczeństwa, to przecież elementarz odniesienia sukcesu!

Doktrynalne używanie jednego tylko systemu (jak w Polsce) jest sprzeczne z filozofią natury, a przecież człowiek jest niewątpliwie elementem natury, zaś ekonomia dotyczy właśnie człowieka i jemu ma służyć. Dla obrony tej tezy użyję mojego ulubionego argumentu. Natura dała nam, tlen, azot i wiele innych pierwiastków gazowych. Człowiek żyje i oddycha powietrzem, które jest mieszaniną wielu składników: głównie tlenu, azotu i całej reszty istniejących substancji gazowych. Co więcej, tlen, jako pierwiastek jest śmiertelnie niebezpieczny, a przecież życiodajny. Z drugiej strony, natura uznała, że w powietrzu, którym oddychają żywe organizmy, tego życiodajnego tlenu jest jedynie 35%, a główny składnik to azot. To znakomita analogia potwierdzająca tezę, że do prawidłowego działania gospodarki należy stosować jednocześnie wiele możliwych systemów . Stosowanie jednego pierwiastka to śmierć dla biologii, a jednego systemu to śmierć dla gospodarki.

Adam Zbigniew Giusiew

Sekretarz instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową