Maksymilian Podstawski

 

Unia Europejska po Brexicie, jaki ustrój

 

Po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej (referendum 23.06.2016) rozgorzała debata na temat przyszłego kształtu Unii. Ministrowie spraw zagranicznych Francji i Niemiec zaproponowali ściślejszą integrację europejską, co określa się niekiedy mianem “superpaństwa”. Proponowali m.in., aby sprawy strategiczne omawiane były w Unii w Radzie ds. Zagranicznych oraz na forum Rady Europejskiej. Zakładali powołanie unijnego wywiadu oraz wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Przewidywali powstanie wspólnego budżetu obronnego. Ich zdaniem, Unia powinna być w stanie planować i przeprowadzać bardziej niż dotąd skuteczne operacje cywilne i militarne. Państwa unijne powinny rozważyć ustanowienie wspólnych, stałych sił morskich oraz podobnych sił w innych obszarach. Przewidziana jest wspólna ochrona granic, wspólna polityka imigracyjna, azylowa i wizowa. W razie potrzeby Francja i Niemcy uzgodnią te sprawy z państwami myślącymi podobnie (group of like minded partners). Ministrowie proponują dalszą budowę strefy euro, przy szacunku i zrozumieniu dla tych państw, które pragną same zadecydować kiedy ewentualnie wstąpić do strefy. (A strong Europe in a world of uncertainties by Jean-Marc Ayrault and Frank-Walter Steinmeier, Internet). Trzeba zaznaczyć, że propozycja obu ministrów nie była oficjalną propozycją Francji i Niemiec, a raczej swego rodzaju balonem próbnym, który spotkał się natychmiast z reakcją państw myślących inaczej. Powstaje pytanie do kogo propozycja obu ministrów była adresowana. Można przyjąć, że w pierwszym rzędzie do państw należących do strefy euro, a w naszym regionie to trzy państwa bałtyckie (Litwa, Estonia i Łotwa) oraz Słowacja. Trzeba powiedzieć, że w sensie gospodarczym państwo francusko-niemieckie już istnieje. Dołączenie do niego kilku państw środkowoeuropejskich ( i pozostałych państw unijnych), już na zasadach polityczno-ustrojowych, jest w gruncie rzeczy możliwe. I prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie temu przeszkodzić. Chociaż nie byłoby to łatwe. Działoby się to wszystko w ramach Unii Europejskiej. Propozycje obu ministrów spotkały się z krytyką ze strony Polski i Grupy Wyszehradzkiej. W Polsce rząd Prawa i Sprawiedliwości, m.in. ustami swego prezesa opowiedział się za Unią Europejską suwerennych państw. Na szczęście, jak się wydaje, Unia Europejska nie rozważa przyjęcia żadnych z tych sugestii i w sposób pragmatyczny podejmie próbę reform w samej Unii, i to wydaje się w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. Jak na razie zarówno koncepcja super państwa, jak i koncepcja Unii suwerennych państw narodowych nie brana jest pod uwagę. Debata nad przyszłym kształtem UE trwać będzie jednak nadal.

Nie należy wykluczyć, że w przyszłości podobne propozycje będą ponawiane. Komentatorom politycznym kojarzą się one na ogół ze strefą euro i z różnymi prędkościami w samej Unii, dwoma lub nawet trzema. Wydaje się jednak, że tym razem chodzić tu może o coś więcej; o stworzenie w ramach Unii nowego podmiotu, państwa federalnego w niefederalnej Unii. Małe państwa, takie jak np. Słowacja czy państwa bałtyckie, które do strefy euro należą, niewiele miałyby w takim państwie do powiedzenia. Można się zastanawiać, czy odpowiedzią na ewentualne, podobne w przyszłości, propozycje francusko-niemieckie mogłaby być propozycja prezesa Jarosława Kaczyńskiego utrzymania państw narodowych, najlepiej tworzących ogólnounijną konfederację. Propozycja ciekawa, choć nie nowa. Wydaje się jednak, że nie przeszkodzi ona w niczym tendencji do zacieśniania związków francusko-niemieckich. Inna sprawa, że Polska przy zdecydowanie większym niż obecnie potencjale gospodarczym i demograficznym, mogłaby rozważać dołączenie do zarysowującego się przyszłego federalnego państwa francusko-niemieckiego. Między gospodarką polską a niemiecką związki są coraz ściślejsze. Jest to jednak mało realne i dla Polski korzyść wątpliwa, przy czym pozostawilibyśmy wówczas samych sobie pozostałe państwa i narody środkowoeuropejskie. Na te dylematy rządząca w Polsce ekipa ma propozycje, stanowiące w gruncie rzeczy kontynuację polityki poprzedników; współpracy wyszehradzkiej, współpracy Grupy Wyszehradzkiej z państwami bałtycki i skandynawskimi oraz z niektórymi państwami bałkańskimi (przede wszystkim z Rumunią i Bułgarią). W sumie kierunek słuszny. Z obozu rządzącego słychać także propozycje nawiązujące do Międzymorza, idei która poniosła porażkę już przed II wojną. Korzyści jakie ona przyniosła dla Polski i Europy Środkowej to dobre stosunki polsko-rumuńskie, o czym pamiętamy do dziś, oraz świadomość konieczności powstania bloku środkowoeuropejskiego wśród polskiej elity politycznej w Londynie podczas II wojny światowej. Idea Międzymorza pozostawiła po sobie bardzo mizerny dorobek teoretyczny i praktyczny. W porównaniu z nią olbrzymim osiągnięciem teoretycznym i praktycznym są koncepcje środkowoeuropejskich federalistów, takich jak np. Słowak Milan Hodża, Czech Edward Benesz czy Władysław Sikorski. W koncepcji Hodży miało to być państwo od Gdańska po Saloniki, między Rosją, Niemcami, Włochami i Turcją. W gestii rządu federalnego znajdować się miały sprawy celne (unia celna), finansowe (wspólna waluta), handlu międzynarodowego, polityki zagranicznej i obrony. Ponadto: federalne ministerstwa ds. łączności i poczty, lotnictwa i żeglugi oraz prawa federalnego. Miał to być system prezydencki. (Swe poglądy M. Hodża przedstawił w książce Federation in Central Europe, Jarrolds Publishers Limited, London, 1942). Poglądy Hodży wywarły istotny wpływ na plany Konfederacji Czechosłowacko-Polskiej Benesza i Sikorskiego, w których konfederacja polsko-czechosłowacka współpracować miała z konfederacją grecko-jugosłowiańską, a w przyszłości obie konfederacje miały się połączyć. Z dokumentów polsko-czechosłowackich z lat 1940-1942 wynika, że twórcy konfederacji przewidywali m.in. powołanie wspólnych ministerstw spraw zagranicznych, obrony, gospodarki i finansów, spraw socjalnych i transportu. Przewidywano utworzenie unii celnej. Polityka monetarna miała być ściśle koordynowana, przy zachowaniu odrębnych walut narodowych.(patrz: Maksymilian Podstawski, Milan Hodża i plany utworzenia Federacji Środkowej Europy, Przegląd Dyplomatyczny, t.2, nr 4 (8), 2002).

Czy Brexit dojdzie ostatecznie do skutku, nie wiadomo. Zaniepokojona Królowa Brytyjska, po ogłoszeniu wyników referendum, złożyła wizyty w Irlandii Północnej i Szkocji, gdzie mieszkańcy opowiedzieli się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Oni sami aspirują do Unii. Groźba rozpadu Zjednoczonego Królestwa jest realna. Królowie brytyjscy nie korzystali ze swego prawa do sprzeciwu w takim przypadku przez ostatnie 300 lat, ale takie prawo posiadają. Królowa Elżbieta II z tego prawa może skorzystać. W razie ostatecznego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zmieni się model integracji unijnej. Wielka Brytania, będąc w Unii, chciała pozostać na marginesie integracji. Brytyjski sprzeciw wobec wspólnej waluty, a następnie do przyłączenia się do unii bankowej, spowodował, że strefa euro zmuszona została do opracowania w Unii Europejskiej takich reguł, które nie naruszały praw krajów spoza tego grona. Umożliwiło to krajom spoza strefy euro integrować się w różny sposób i w różnym tempie. Obecnie, po Brexicie, może to oznaczać, że dotychczasowy model zróżnicowanej integracji jest nie do utrzymania, a wszystkie 27 państw integrować się będą musiały w jednym, narzuconym przez Francję i Niemcy, tempie i w jednym modelu. W innym, skrajnie negatywnym scenariuszu, państwa nie chcące się w ten sposób integrować pozbawione zostaną praw i obowiązków wynikających z członkostwa w Unii. Oznaczałoby to dyktat rdzenia Unii wobec pozostałych państw oraz ich marginalizację. Przy czym wyjście z Unii w odpowiedzi na dyktat nie miałoby większego sensu. Wprowadzenie natomiast koncepcji Unii jako konfederacji państw narodowych może się nie udać, choć pomysł, by parlament europejski składał się z reprezentacji parlamentów narodowych idzie w słusznym kierunku. (patrz: Jarosław Kaczyński, Musimy wyjść z inicjatywą zmian UE, Rzeczpospolita, 27.06.2016). W podobnych sytuacjach tacy wizjonerzy jak książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861) czy Milan Hodża (1878-1944) zalecali małym narodom, w obawie przed wielkimi, łączenie się w większe ugrupowania, w federacje lub konfederacje. W tym przypadku chodzi o blok środkowoeuropejski w ramach Unii Europejskiej, ale więc nie przeciwko Unii. Istnieje już przecież precedens w postaci Beneluxu (Belgia, Holandia, Luksemburg). Integracja państw Europy Środkowej w ramach Unii Europejskiej przyczyni się do bardziej sprawnego funkcjonowania całej Unii i będzie właściwą odpowiedzią na negatywne skutki Brexitu. Równocześnie Polska nie powinna rezygnować z możliwości jakie daje udział w Trójkącie Weimarskim (Francja, Niemcy, Polska).

 

Warszawa, 4 lipca 2016