Dość

John C.Bogle
Polskie Towarzystwo Ekonomiczne
Przekład Anna Gasior- Niemiec
Warszawa 2009
Str. 317

Finansista demaskuje Wall Street

John C. Bogle - sumienie rynków finansowych - wzywa chciwych kolegów do opamiętania

Naogół o problemach ekonomicznych, społecznych czy finansowych dowiadujemy się od naukowców i ekspertów. Otrzymujemy od nich produkt uporządkowany i skomponowany zgodnie z wymaganiami pracy naukowej, ale często bardziej atrakcyjne są dzieła tzw. insiderów. Są to osoby o najwyższych kompetencjach, czyli najważniejsi właściciele, dyrektorzy i prezesi bardzo znanych instytucji lub przedsiębiorstw, którzy pod koniec swojej kariery zawodowej lub w wieku emerytalnym chcą się z nami podzielić przemyśleniami na temat który znają lepiej od innych..

Przykładem takich przemyśleń może być książka “Dość”, ( Enough) autorstwa 81 letniego Johna C.Bogle’a, założyciela i szefa jednego z najbardziej znanych otwartych funduszy inwestycyjnych na amerykańskim rynku finansowym -. Vanguard Mutual Fund Group.

Otwarte fundusze inwestycyjne jeszcze do niedawna były jedną z najbardziej popularnych i atrakcyjnych instytucji finansowych na świecie i uważano je za najlepszy sposob na zyskowne lokowanie nadwyżek finansowych .Działają one oczywiście także w Polsce i w każdym biurze maklerskim można zamówić jednostki funduszy.tego typu. Zasada ich działania jest banalnie prosta -.zamiast samemu wybierać na giełdzie akcje określonych firm lub obligacje, prosimy naszego maklera żeby wskazał nam mniej lub bardziej ryzykowny fundusz i jednorazowo lub systematycznie zakupujemy określoną ilość jednostek wybranego funduszu, składającego się z tych akcji i obligacji które zarządzajacy funduszem wybrał i je nam rekomenduje.

Oczywiście na giełdzie, zwłaszcza amerykańskiej, wybór spółek jest tak ogromny, że tylko wysokiej klasy specjaliści zarządzający funduszami, mogą je kompetentnie wybrać. Musimy więc im zaufać oraz odpowiednio ich wynagrodzić za tą wiedzę oraz wysiłek który włożyli w zawarcie transakcji. Najważniejszym kryterium wyboru funduszu przez inwestora jest ryzyko i zysk, gdyż każdy z funduszy ze względu na swój odmienny skład, przynosi mniejszy lub wiekszy poziom ryzyka i ewentualnego zysku. Z kolei obowiązkiem menedżera zarządzajacego funduszem, jest takie dobranie składu funduszu, aby zapewnić inwestorowi jak największy zysk, przy jak najniższych kosztach obsługi, a jednocześnie zminimalizować ryzyko nieudanej inwestycji.

W swojej książce John Bogle, zaczynając od opisu rynku funduszy stopniowo odkrywa przed nami wszystkie tajemnice amerykańskiego systemu finansowego i amerykańskiej gospodarki, a następnie przechodzi do totalnej krytyki zasad i idei które na nim obecnie dominują.

Jako rasowy finansista, pisze o swojej specjalności czyli o pieniądzach i biznesie, ale konsekwentnie przechodzi od tych dwóch elementów do postawy życiowej i wartości, którym powinniśmy się kierować, zarówno na giełdzie jak i w życiu, w swoich celach oraz sposobach ich zrealizowania,.

Zdaniem autora, Wall Street, czyli amerykański rynek finansowy w ostatnich kilkudziesięciu latach odszedł od tradycyjnego i uczciwego giełdowego inwestowania w akcje przedsiębiorstw i obligacje i zmienił się w gigantyczny rynek bezwględnej spekulacji. Tradycyjnych inwestorów – ciułaczy, wyparli gracze giełdowi, których działalność niczym się nie różni od uprawiania gier hazardowych. Menedżerowie funduszy, zwłaszcza typu hedge stali się spekulantami , bookmacherami i krupierami. Zamiast inwestowania, czyli wspierania działalności przedsiębiorców w realnej gospodarce, mamy motywane przez chciwość graczy spekulacje. Jednocześnie koszty obsługi i prowizje od tych spekulacji, naprzykład w nowego typu funduszach hedgingowych, wzrosły do absurdalnego poziomu, a na rynkach dominuje chaotyczna pogoń za zyskiem. Sposoby inwestowania, a właściwie gry na giełdzie, są coraz bardziej skomplikowane, do czego szczególnie przyczyniła się eksplozja rozmaitych nowych instrumentów pochodnych, czyli derywatów, które swoją złożonością zdecydowanie wykraczają poza potrzeby realnej gospodarki. Zdaniem autora “Derywaty wykorzystuje się do przejmowania ryzyka, zwiększania ryzyka i zabezpieczania przed ryzykiem”. Rynek derywatów staje się zatem rynkiem kompletnie wirtualnym, gdyż “wartość wszystkich derywatów jest niemal niewyobrażalna - 600 bilionów dolarów, czyli prawie 10 razy więcej niż 66 bilionów dolarów PKB całego świata” pisze Bogle (str. 81)

W wyniku tych zmian na rynkach finansowych Ameryka coraz mniej produkuje, ale w coraz wiekszym stopniu zajmuje się wirtualnym obrotem finansowym, który obecnie stanowi najważniejszą część PKB tego kraju. Jak pisze autor, “dominacja firm finansowych w naszej gospodarce i na giełdach jest nadzwyczajna. Łączne zyski tych firm przewyższają łączne zyski bardzo dochodowych przecież amerykańskich firm sektora energetycznego i sektora technologii i są mniej wiecej trzykrotnie wyższe niż dochody kwitnacej branży opieki zdrowotnej, czy amerykańskich firm – gigantów działających w przemyśle.” (Str 37)

Przenikliwy Bogle dostrzega w amerykańskim biznesie wyrafinowanie zamiast sumienia, niedobór profesjonalizmu, który zastępuje prymitywny komercjalizm, oraz dominację menadżerów nad właścicielami spółek i inwestorami finansowymi. W efekcie menadżerowie reprezentują niemal wyłącznie krótkookresowe interesy swojej kasty, co łączy się z brakiem odpowiedzialności i przywództwa realizującego cele wyższego stopnia, ponad bezwględny i szybki zysk. To ostatnie zjawisko jest znane od wielu lat, ale zdaniem autora przybiera obecnie nienaturalne formy, gdyż właściciele czyli akcjonariusze zostali pozbawieni wpływu na zarządzanie, natomiast kierownictwo, niezależnie od wyników zawłaszcza cały zysk z powierzonych im pieniędzy i firm którymi kieruje, zamiast dbać o interesy akcjonariuszy.

W ostatniej części swych rozważań, zatytułowanej “Życie” autor płynnie przechodzi do wniosków, które można uznać za “powrót do prawdziwych wartości”. Okazuje się, że nie są to jednak wartości dominujące na rynkach finansowych w XXI wieku. Mało tego, wartości popierane przez autora stanowią całkowite zaprzeczenie tego, co w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stało się z rynkami finansowymi, na których przyszło mu działać. Bogle sięga więc do XVIII wieku i w ślad za Neilem Postmanem głosi “apologię staromodnego liberalnego humanizmu, który był znakiem rozpoznawczym wieku Oświecenia”. (str 218 ). Jego przewodnikami są Adam Smith i Beniamin Franklin. Głosi także wyższość przedsiębiorców – inowatorów, nad kapitalistami i jest zdania, że to właśnie ci pierwsi, którymi kierowała twórcza pasja, a nie żądza zysku, stworzyli to co najlepsze we współczesnym świecie. Co ciekawe, u Smitha najbardziej ceni jego “Teorie uczuć moralnych” , gdyż sądzi że prezentowana w tej ksiażce idea “Bezstronnego Obserwatora”, który jest wcieleniem rozumu, pryncypiów i sumienia, jest znacznie ważniejsza od bogactwa i sukcesu.

W tym momencie zaczynamy się orientować, że tytuł ksiażki DOŚĆ jest wyjatkowo wieloznaczny. Stanowi bowiem hasło, które obejmuje nie tylko opis deformacji rynkowych i finansowych które należy usunąć lub dogłębnie zreformować, ale także stwierdza że Ameryka jako najbogatszy kraj na świecie ma już dość bogactwa aby dzielić je bardziej sprawiedliwie, a pojedynczy obywatele również powinni się zastanowić czy już nie mają dość pogoni za złotym cielcem, a ich nienasycona żądza zysku i pogoń za bogactwem, rzeczywiście służy rozwojowi społecznemu i duchowemu oraz samodoskonaleniu, lub spełnianiu przywódczej roli w skali globalnej – czy też zupełnie odwrotnie..

Te idealistyczne poglądy autora, połączone z pełną kompetencją w sprawach finansów, sprawiły że jego książka doczekała się wielu niezwykle pochlebnych ocen na rynku amerykańskim, zwłaszcza wśród licznych krytyków demaskujących takie cechy współczesnego kapitalizmu jak bezwględny wyzysk i nieograniczona chciwość. Niemniej przy całej sympatii dla intelektualnej uczciwości Bogla i pasji z którą demaskuje zło i oszustwa, które dostrzega na obecnym etapie rozwoju systemu finansowego w USA i na świecie, trudno dostrzec aby w wyniku takiej krytyki, zło było w odwrocie, a dobro zwyciężało. Wprost przeciwnie, globalizacja rynków sprawia iż te zjawiska z którymi Bogle walczy w USA docierają na nowe terytoria i konsekwentnie się rozszerzają. Zdaniem autora , obecne kryzysy finansowe wywołane kolejnymi “bańkami spekulacyjnymi” i niestabilność rynków mogą się pogłębiać, przynosić coraz większe straty i w końcu zmuszą odpowiednie instytucje i władze finansowe do interwencji i wprowadzenia właściwych regulacji. Dotyczy to jednak w zróżnicowanym stopniu różnych rynków i różnych krajów, a idee Bogle’a niestety nie zdobywają tak szerokiego uznania na jakie by zasługiwały. Idea samoograniczenia pogoni za bogactwem, jest oczywiście rozsądna, ale dla niektórych współczesnych biznesmenów kompletnie nieakceptowalna, mimo że fortuny obecnych liderów list najbogatszych ludzi świata, są po prostu niewyobrażalne..

Dlatego głównej wartości książki Bogla upatrywałbym w jego chirurgicznym, lecz zarazem pełnym emocji opisie degeneracji rynków finansowych i pokazaniu procesu zawłaszczania zgromadzonych na nim kapitałów, przez cyniczną i amoralną grupę menadżerów spółek, banków i funduszy hedgingowych. Ci ludzie zawsze zgarniają coraz wyższe nagrody w postaci przywilejów, bajońskich sum pensji, bonifikat, premii i opcji, w wysokości miliardów dolarów, niezależnie od tego czy kierowane przez nich firmy przyniosły zyski czy straty, a rady nadzorcze nie ośmielaja się tego zmienić. Metody postępowania tej superkasty korumpują i demoralizują nie tylko ich samych, lecz zarazem dają najgorszy przykład zarówno ich bezpośrednim podwładnym, pragnącym także wedrzeć się na szczyt, ale również milionom drobnych inwestorów . Zamiast traktować inwestycje giełdowe jako sposób na umiarkowane powiększanie swych oszczędności, zgodnie ze stopą rozwoju realnej gospodarki, zaczęli oni traktowac rynki finansowe jak totolotka lub gigantyczne kasyno gry. Jednocześnie menadżerowie tego kasyna ochoczo ruszyli naprzeciw, mamiąc ich niebotycznymi zyskami na derywatach i inwestycjach w fundusze hedgingowe, spekulacjach na “futures”, “forexach”, “swapach” i czym tylko się da.

Wprawdzie Bogle udowadnia w swej książce, że zawsze lwią część zysku zgarniają finansiści, a drobni gracze padają ofiarą licznych oszustw i często przegrywają, ale podobnie jak ruletka ciągle znajduje naiwnych, tak i Wall Street ma się dobrze i raczej nie ma zamiaru zastosować się do wzniosłych idei uczciwości i kształcenia charakteru promowanych przez autora “Dość”.

Janusz Dąbrowski.

Artykuł ukaże się w najbliższym numerze EKONOMICZNO INFORMATYCZNEGO KWARTALNIKA TEORETYCZNEGO Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie.