Maksymilian Podstawski

Bałkany 2012 - w kierunku integracji z resztą Europy

/ Znaczenie infrastruktury/

1. W cieniu historii

W praktycznej realizacji niemieckiej koncepcji Mitteleuropy (uczestniczyły w niej też Austro-Węgry) ważne miejsce zajmowała budowa linii kolejowej Berlin – Bagdad, przez Bałkany i Bosfor. Rząd turecki wydał Niemcom koncesję na jej budowę w roku 1899. Niezależnie od krytycznej, z polskiego punktu widzenia, oceny samej idei mitteleuropejskiej i kolonialnych aspiracji Niemiec, trudno nie przyznać, że linia ta “przybliżała” gospodarczo i politycznie Bałkany do Europy. Tego samego okresu sięga historia pociągu pasażerskiego Orient Express z Paryża do Konstantynopola (3 warianty trasy, jeden z nich z odnogą Budapeszt – Ateny). Pierwszy kurs miał miejsce w roku 1884. Także Orient Express nie był przedsięwzięciem altruistycznym, lecz elementem rywalizacji o Bałkany, rywalizacji, na której zyskały również narody bałkańskie. Orient Express kursował pod szyldem Compagnie Internationale des Wagons -Lits, której założycielem (rok 1874) był Belg Georges Nagelmackers. W okresie I wojny światowej między państwami centralnymi a Ententą (1914 – 1918), rywalizacja między Wagons-Lits a założoną w roku 1916 Mitropą (Mitteleuropäische Schlafwagen und Speisewagen Aktiengesellschaft) doprowadziła do czasowego zawieszenia kursów Orient Expressu. W tym czasie na trasie Berlin – Konstantynopol kursował tkzw. Balkanzug. Inny, aktualny do dzisiejszych czasów temat (obok linii łączących Bałkany z resztą Europy, w tym z północą kontynentu) ważny ze względów ekonomicznych i politycznych, to budowa lokalnych linii kolejowych w państwach bałkańskich. Ich budowę zapoczątkowano także w II połowie XIX wieku.

Nie sposób zabezpieczyć interesów żadnego z narodów Europy Środkowej nie biorąc pod uwagę interesu całego regionu. I o to właśnie chodziło w dotychczasowych próbach zjednoczeniowych. Obronę interesów narodów i państw środkowoeuropejskich zapewnić miało ich zjednoczenie. Takie myślenie torowało sobie drogę od XIX wieku także na Bałkanach. Powstanie Jugosławii po I wojnie światowej (a także Czechosłowacji) nastąpiło na przekór niemieckim pomysłom na Mitteleuropę. Również Rosja ogarnięta rewolucją nie mogła w tym czasie realizować swych panslawistycznych planów dotyczących Bałkanów i całej Europy Środkowej. Zanim jednak doszło do powstania Jugosławii, na Bałkanach od około stu lat rodziły się idee federalistyczne. Istotną rolę zarówno w krystalizacji tych idei, jak i w ich realizacji odegrał książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861). Jeszcze jako minister spraw zagranicznych Rosji popierał powstańców serbskich walczących z Turkami w latach 1804-1806. Natomiast w okresie emigracji polistopadowej, jako przywódca obozu Hôtel Lambert zwracał Czartoryski uwagę na potrzebę łączenia małych państw w konfederacje lub federacje. Jego polityka skierowana była przeciwko Rosji, jakkolwiek nie był zwolennikiem Austrii. Jak wielu współczesnych mu Polaków, w Imperium Ottomańskim szukał oparcia w walce przeciwko Rosji. Starał się przekonać narody bałkańskie do czasowego trwania w ramach Cesarstwa Ottomańskiego, a rząd turecki do ustępstw na rzecz tych narodowości. W tej trudnej dyplomacji osiągnął znaczne sukcesy i to mimo niekonsekwencji tego stanowiska; narody bałkańskie, ujarzmione przez Turcję od stuleci, podobnie jak Polacy marzyły o niepodległości, z tym, że w przeciwieństwie do Polaków, często w Rosji widziały wyzwolicielkę spod panowania Rosji i Austrii. Czartoryski poszukiwał dla swych koncepcji poparcia na Zachodzie i budował związek narodów Europy Środkowowschodniej przeciwko Rosji. Starał się związać Słowian w Turcji z Zachodem, jeszcze pod przewodnictwem Turcji, ale już pod opieką mocarstw zachodnich. (Marian Kukiel, Dzieje Polski Porozbiorowej, 1795 – 1921, Wyd. Spotkania, 1984, Paryż, str. 278 - 279)

Za bałkański Piemont uważano Serbię. Serbowie znajdowali się w przeważającej większości w Imperium Ottomańskim. Ich sytuacja była inna niż Chorwatów i Słoweńców, którzy byli poddanymi Austrii. Na początku 19. wieku wybuchały kolejne antytureckie powstania serbskie, które zapewniły Serbom pewien udział w administrowaniu krajem. W następstwie wojny rosyjsko-tureckiej w 1828 roku doszło do zawarcia traktatu adrianopolskiego, na mocy którego powstało autonomiczne Księstwo Serbskie pod zwierzchnictwem sułtana i protektoratem Rosji. W tym okresie Polacy odgrywali w życiu politycznym Serbii poważną rolę. Serbski minister spraw wewnętrznych i ceniony publicysta Ilia Garašanin (1812-1874) opracował pod wpływem Czartoryskiego w 1844 r. tajny dokument (“Načertanije”) nakreślający cele polityki serbskiej dla następnych pokoleń. Cele jakie Serbia osiągnęła w 1919 r. osnute były na instrukcji Czartoryskiego ze stycznia 1843 roku. Współpracownikiem Garašanina i współtwórcą “Načertanij” był Franciszek Zach (1807-1892), czeski ochotnik w powstaniu listopadowym, emisariusz w Belgradzie polskiego ugrupowania Hôtel Lambert. Zach był serbskim generałem i pierwszym komendantem Akademii Wojskowej, a następnie szefem Sztabu Generalnego. Garašanin zalecał w “Načertanijach” zjednoczenie wszystkich Serbów, połączenie Serbii z Czarnogórą, wyzwolenie Chorwacji, Słowenii i Dalmacji spod panowania Habsburgów, odebranie Turkom Bośni i Hercegowiny, a nawet przyłączenie Bułgarii. Pod wpływami Czartoryskiego pozostawał także inny polityk serbski, Avram Petronijević (1791-1852), który wysunął wizjonerski jak na swe czasy pomysł utworzenia konfederacji ludów bałkańskich i połączenia jej z Węgrami, Czechami i Polską. (Wyprzedził w ten sposób zarówno koncepcje Tomaša Masaryka z czasów I wojny światowej, jak i plany Czechów, Słowaków, Polaków, Jugosłowian i Greków z okresu II wojny, kiedy to powstawała konfederacja polsko-czechosłowacka i miała powstać konfederacja jugosłowiańsko-grecka. Planowano następnie połączenie obu tych konfederacji w jedną całość). Tak więc wspólnotę losów i interesów narodów środkowoeuropejskich, tych między Rosją, Niemcami, Włochami i Turcją rozumiano na Bałkanach już w XIX wieku. Zapewne tym m.in. wytłumaczyć można środkowoeuropejską karierę Mazurka Dąbrowskiego, która rozpoczęła się na Wszechsłowiańskim Zjeździe w Pradze w 1848 roku, kiedy ogłoszono go wszechsłowiańskim hymnem, do którego słowa napisał słowacki poeta Samuel Tomašik. Echa słów naszego Mazurka Dąbrowskiego odnaleźć można w obecnym hymnie ukraińskim (a także w izraelskim). Mazurek znany był również na Bałkanach. Przy uroczystych okazjach śpiewali go Chorwaci jako pieśń patriotyczną. Słowa pieśni “Jeszcze Chorwacja nie zginęła” napisał Ljudevit Gaj (1809-1872). Był on jednym z twórców ideologii iliryzmu, głoszącej hasło jedności Słowian południowych, łącznie z Bułgarią. Obecnie, mimo nieistnienia już Jugosławii, w pamięci historycznej narodów, które wchodziły w skład tego państwa pozostanie fakt, że powstałe po I wojnie światowej państwo południowych Słowian - Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców, przyjęło Mazurka Dąbrowskiego jako swój hymn narodowy. Polska przyjęła Mazurka jak swój hymn nieco później, bo w 1926 roku. Przy zmienionej linii melodycznej był hymnem Jugosławii, a następnie Serbii i Czarnogóry. (W momencie rozbicia Jugosławii świadomość wspaniałej tradycji Mazurka Dąbrowskiego wśród narodów wchodzących w skład tego państwa była już znikoma, a przez przeciwników federacji jugosłowiańskiej kojarzona błędnie z komunizmem). Iliryzm zaproponowany przez Chorwatów odrzucony został przez Serbów, którzy za program działania przyjęli początkowo kierunek wszechserbski, zapoczątkował on jednak koncepcje jugosłowianizmu i pojęcie Jugosławii, wiązane min.z nazwiskiem Serba Matije Bana. Ruch jugosłowiański był początkowo rozbity na wielkochorwacki i wielkoserbski. Niemniej jednak już w 1870 r., na zjeździe narodowych działaczy serbskich, chorwackich i słoweńskich w Ljubljanie wysunięto program walki o utworzenie wspólnej państwowości. Jugoslawizm, aż do ostatnich lat przed wybuchem I wojny światowej miał szanse rozwoju jako program polityczny tylko wśród Słowian żyjących w monarchii Habsburgów: Chorwatów, Słoweńców i części Serbów. 3 października 1905 roku zwołano w Rijece kongres parlamentarzystów z Chorwacji, Słowenii, Dalmacji i Rijeki, na którym uchwalono rezolucję o wyraźnie niepodległościowej (narodowej) i jugosłowiańskiej (federalnej) wymowie. W sposób niejako naturalny, na czele ruchu jugosłowiańskiego stanęli Chorwaci. Ważną postacią wśród działaczy chorwackich był biskup Josip Strossmayer (1815 – 1905), który przewodził powstałej na ziemiach należących do Habsburgów - Chorwackiej Partii Narodowej. Głosiła ona program jugosłowianizmu i opowiadała się za utrzymaniem ścisłej jedności z Serbią oraz za pogodzeniem kościoła katolickiego z prawosławną cerkwią. Strossmayer utrzymywał kontakty z premierem Serbii Garašaninem. Przywódcą całego ruchu jugosłowiańskiego stała się na długie lata Chorwacka Czysta Partia Prawa, kierowana przez takich wybitnych polityków jak Franjo Supilo (1870-1917) i Ante Trumbić (1864-1938). Rozwój ruchu jugosłowiańskiego możliwy był w monarchii austro-węgierskiej, dzięki sprzyjającym tam warunkom cywilizacyjnym i poważnemu ożywieniu kulturalnemu i oświatowemu wśród Słowian bałkańskich. Równocześnie, wśród Chorwatów silne były też dążenia do przekształcenia dualistycznego państwa Habsburgów w trialistyczne państwo Austro-Węgry-Chorwację, połączone z pozostałymi ziemiami słowiańskimi na Bałkanach na zasadzie federacji. Zwolennikiem takiej koncepcji był także austriacki następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand (i cytowany często przez mnie Słowak Milan Hodža, który po upadku Austro-Węgier zmienił oczywiście swe poglądy i opowiedział się za powstaniem federalnej Czechosłowacji). Ta ostatnia koncepcja, przy dość dużej atrakcyjności monarchii Habsburgów wśród Słowian południowych, zagrażała istnieniu samodzielnej Serbii. Tymczasem rosło znaczenie Serbii, która w wyniku kolejnej wojny rosyjsko-tureckiej i rosyjsko-tureckiego traktatu pokojowego w San Stefano w roku 1878, a obok niej Czarnogóra, uzyskały pełną niepodległość. (I tutaj zatrzymamy się w rozważaniach nad historią powstania Jugosławii. Czytelnika zainteresowanego bliżej powstaniem Jugosławii i jej historią oraz tragicznym rozbiciem Jugosławii zachęcam do literatury. Patrz np.: Leszek Podhorecki, Jugosławia, Dzieje Narodów, Państw i Rozpad Federacji, Wyd. Mada,Warszawa 2000 oraz Marek Waldenberg, Rozbicie Jugosławii, Wyd. Scholar, Warszawa 2005, a także Maksymilian Podstawski, Zjednoczona Europa Środkowa?, z historii planów federacyjnych, Dziś, przegląd społeczny. Marzec 2007).

Przejdźmy więc do dzisiejszych realiów, które są równie interesujące. Choć po raz kolejny warto jeszcze przypomnieć, że podczas II wojny światowej rządy środkowoeuropejskie (w tym rządy państw bałkańskich) w Londynie były zgodne co do konieczności współpracy, a nawet zawiązywania regionalnych federacji. Obecnie narody bałkańskie, w nowej sytuacji politycznej, na przekór swej złożonej i tragicznej przeszłości, poszukują nadal sposobów na integrację samego regionu, na integrację regionu z Europą Środkową oraz Unią Europejską. Większość państw bałkańskich ubiega się o członkostwo w NATO.

 

2. Bałkany a NATO i Grupa Wyszehradzka

Państwa Bałkanów Zachodnich aspirujące do członkostwa w NATO wiązały duże nadzieje ze szczytem NATO w Chicago (20-21.05.2012). Spośród państw, które wchodziły w skład Jugosławii 2 stały się już członkami NATO: w 2004 roku przyjęto Słowenię, a w 2009 Chorwację. Ponadto w roku 2009 przyjęto Albanię. Związki państw bałkańskich z NATO mają obecnie istotne znaczenie dla stabilności w tym regionie, który jest niezmiernie ważny dla bezpieczeństwa w całej Europie. Po rozbiciu Jugosławii państwa te znalazły się w “szarej strefie bezpieczeństwa”. Integracja ze strukturami atlantyckimi jest więc dla nich drogą do wyjścia z tej strefy. Do przystąpienia do NATO aspirują jeszcze: Bośnia i Hercegowina, Macedonia oraz Czarnogóra. Spośród nich na bardzo wczesnym etapie integracji z NATO, w porównaniu z pozostałymi, znajduje się Bośnia i Hercegowina. Pomimo upływu 17 lat od Porozumienia w Dayton jest ona państwem wewnętrznie podzielonym (problemy etniczne: muzułmanie, Serbowie, Chorwaci w jednym państwie). Państwo to – powołane do życia przez Zachód - jest tworem dość szczególnym, nie mogącym z samego założenia mieć wizji spójnej polityki. Bośnia i Hercegowina pragnie co prawda włączenia jej do MAP – Membership Action Plan – Planu Działań na rzecz członkostwa w Sojuszu. Teoretycznie powinno to stanowić istotny krok w procesie integracji ze strukturami transatlantyckimi i ułatwienie w przeprowadzeniu wewnętrznych reform polityczno- wojskowych, w praktyce jednak państwo to nie spaja żadna nośna idea, a Zachód ma i może mieć jeszcze długo z Bośnią i Hercegowiną “problem”. Jeżeli chodzi o Macedonię, to szansą na przyjęcie do NATO jest poprawienie stosunków z Grecją. Kością niezgody jest spór o nazwę państwa macedońskiego. Skutkiem politycznego sporu z Grecją jest blokowanie przez nią macedońskich prób o uzyskanie członkostwa w NATO i w UE (poparcie dla członkostwa w NATO przekracza w Macedonii 80%). Polska opowiada się za obecnością Macedonii w NATO i UE i stara się o osiągnięcie pozytywnego rezultatu w dialogu Skopje z Atenami. Do Sojuszu aspiruje także Czarnogóra. Natomiast Serbia dąży jedynie do pogłębienia współpracy z NATO opartej na mechanizmach pozakcesyjnych. Serbowie z oczywistych, historycznych względów sprzeciwiają się wstąpieniu do NATO ((70% przeciw). (Tomasz Żornaczuk, Bałkańskie nadzieje przed 25. Szczytem NATO w Chicago (20-21.05.2012), psz.pl)

Polska powinna wykorzystać przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej do aktywnego wsparcia euroatlantyckich aspiracji państw Bałkanów Zachodnich. Do rozszerzenia NATO o te państwa regularnie wzywają: Turcja i Stany Zjednoczone, przy czym Stany uważają, że – jakkolwiek sytuacja na Bałkanach jest stabilna - to rozszerzenie powinno nastąpić po rozstrzygnięciu sąsiedzkich sporów. Innymi słowy, Stany nie naciskają zbyt mocno na rozszerzenie Sojuszu w tym regionie. Serbowie jako jedyny naród na Bałkanach sprzeciwiają się rozszerzeniu NATO, ponieważ w swej pamięci mają jeszcze świeże bombardowania natowskie na cele znajdujące się na terytoriach zamieszkałych przez Serbów (w Jugosławii, następnie w Republice Serbskiej w BiH oraz w Kosowie). Z kolei działania wojsk jugosłowiańskich podczas wojny domowej sprawiły, że Chorwacja i BiH (Bośnia i Hercegowina) w obawie przed Serbami przejawiają szczególne zainteresowanie członkostwem w Sojuszu. Macedonia natomiast postrzega Sojusz jako gwaranta stabilności oraz integracji państwa z uwagi na sytuację etniczną w tym kraju (obawa przed mniejszością albańską oraz potrzeba pozyskania inwestycji zagranicznych). Macedonia spełnia warunki członkostwa w NATO, ale jej kandydatura jest od 2008 roku wetowana przez Grecję, która złamała porozumienie między obu państwami, zobowiązujące ją do nieblokowania udziału Macedonii w organizacjach międzynarodowych (korzystny w tym względzie był dla Macedonii werdykt Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z grudnia 2011 r.). W Bośni i Hercegowinie z kolei modernizacja armii jest powolna i brak wspólnej wizji (i zgody) Bośniaków, Chorwatów i Serbów co do członkostwa tego państwa w NATO. Wchodząca w skład BiH Republika Serbska warunkuje zgodę na członkostwo w NATO przystąpieniem do Sojuszu Serbii. W Serbii natomiast tylko nieliczne ugrupowania polityczne opowiadają się za integracją z NATO. Zarówno nowy rząd Serbii, jak i nowowybrany prezydent Tomislav Nikolić są przeciwni wejściu Serbii do NATO i opowiadają się za zacieśnieniem współpracy z Rosją. Minister obrony w nowym serbskim rządzie Aleksandar Vucić oświadczył, że będzie kontynuował dotychczasową politykę neutralności, a członkostwo Serbii w NATO jest wykluczone. Kontynuowana będzie natomiast współpraca Serbii w ramach Natowskiego Partnerstwa dla Pokoju. Kosowo nie jest obecnie rozważane jako przyszły członek NATO, mimo, że rząd tego kraju deklaruje chęć akcesji. Kosowo nie jest uznawane przez kilka państw członkowskich NATO. Ponadto sytuacja w kraju jest niestabilna; pokoju strzeże tam ok. 6 tys. żołnierzy NATO. Polskie zaangażowanie w tym regionie to udział polskich żołnierzy w misjach stabilizacyjnych właśnie w Kosowie oraz w Bośni. Na szczycie w Chicago Sojusz wysoko ocenił przygotowania Czarnogóry do członkostwa.

Tomasz Żornaczuk, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w swoich wnioskach i rekomendacjach dla Grupy Wyszehradzkiej pisze: “Warto podtrzymać węgierską, słowacką i czeską tradycję zwoływania szczytów V4 poświęconych Bałkanom Zachodnim. Deklaracja polityczna o wsparciu nie tylko unijnych, lecz także natowskich aspiracji państw bałkańskich byłaby ważnym krokiem w debacie. W spotkaniu warto uwzględnić inne kraje z tej części Europy, takie jak Słowenia, Rumunia, Bułgaria czy nawet Chorwacja – rozszerzona formuła sprawdzała się w przeszłości. Wyraźniejsze polityczne zaangażowanie Polski na Bałkanach będzie skutkować w przyszłości nie tylko sprawniejszą współpracą z tymi państwami w strukturach NATO, lecz także w ramach UE, co z polskiego punktu widzenia ma znaczenie również ze względu ma potrzebę budowania szerszej koalicji wspierającej działania UE na wschodzie.”(Tomasz Żornaczuk, Wyzwania procesu rozszerzenia NATO na Bałkanach, Biuletyn PISM nr 65 (930) z 5 lipca 2012)

 

3. Bałkany a UE i Grupa Wyszehradzka

Region Bałkanów Zachodnich obejmuje Chorwację, która w połowie 2013 roku stać się ma pełnoprawnym członkiem UE, oficjalnych kandydatów: Czarnogórę, Macedonię i Serbię oraz tzw. potencjalnych kandydatów: Albanię, Bośnię i Hercegowinę oraz Kosowo. W przypadku Serbii przeszkodą są tu znowu - podobnie jak przy staraniach o przyjęcie do NATO - relacje z Kosowem. Przypadek Serbii i Kosowa pokazuje chyba najbardziej, jak trudny jest proces integracji w regionie. Państwami sceptycznymi wobec Serbii są: Holandia oraz (tradycyjnie już) Niemcy i Austria. Z kolei część państw unijnych nie uznaje Kosowa: Cypr, Grecja, Rumunia (w tych 3 przypadkach znaczenie może mieć tradycja prawosławna), Słowacja (być może tak rozumiana solidarność słowiańska, a także żywa do dziś świadomość, że to Cyryl i Metody przynieśli chrześcijaństwo wschodnie na ziemie słowackie), Hiszpania (z uwagi na Basków i Katalończyków oraz pewne podobieństwo ich sytuacji do położenia Albańczyków w Jugosławii). W związku z postępem Serbii w rozmowach z Kosowem, Rada Europejska podjęła 1 marca 2012 roku decyzję o przyznaniu Serbii statusu kandydata. Kolejnym, prawdopodobnym krokiem może być decyzja o rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Serbią, podjęta podczas szczytu UE w grudniu 2012 roku. Ani nowy prezydent (od 06.05.2012), ani nowy rząd serbski (od 27.07.2012) nie wydają się jednak być entuzjastami Unii Europejskiej. Co prawda prezydent Tomislav Nikolić (prawicowa – Serbska Partia Postępu) zapowiada, że będzie prezydentem wszystkich Serbów i kontynuował będzie politykę integracji Serbii z UE. Równocześnie jednak stwierdza (zgodnie zresztą z serbską konstytucją), że Serbia nigdy nie uzna Kosowa. Premierem nowego serbskiego rządu został Ivica Dačić, który przewodzi Partii Socjalistycznej, będącej “młodszym” partnerem w koalicji z partią Nikolicia. Nowy premier powiedział co prawda, że Serbia nie uzna niepodległości Kosowa, ale będzie respektować porozumienie osiągnięte podczas unijnych rozmów z etnicznymi władzami albańskimi w Kosowie. Mało kto, tak naprawdę, spodziewa się, że Serbia kiedykolwiek uzna Kosowo i chyba nie będzie to warunkiem wejścia Serbii do UE. Nowy rząd serbski ma charakter prawicowy. Głównymi priorytetami rządu ma być integracja europejska, współpraca regionalna i dialog z Kosowem. Warto odnotować, że według amerykańskiej, prywatnej agencji wywiadowczej Stratfor wejście do Unii Europejskiej nie jest celem Serbii. Analitycy tej agencji uważają, że Unia jest dla Serbii coraz mniej atrakcyjna, co miało być powodem przegranej demokratów w majowych wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Nowy rząd choć deklaruje wolę współpracy z UE, w rzeczywistości nie będzie dążyć za wszelką cenę do ścisłej integracji z Unią, ani ze swymi zachodnimi sąsiadami. Chodzi tu przede wszystkim o Chorwację, która jest bliska członkostwa w Unii oraz o unijne oczekiwania co do trwałego rozwiązania przez Belgrad kwestii kosowskiej. Zresztą i samej Unii – według Stratforu - nie jest śpieszno do dzielenia się z Serbią swym potencjałem politycznym i gospodarczym. Stratfor przypomina, że Serbia wciąż dysponuje na Bałkanach największą siłą wojskową, choć od 2009 r. kolejne państwa w regionie są członkami NATO – Chorwacja i Albania. Stratfor kończy swą analizę stwierdzeniem, że to co najbardziej odróżnia Serbię od pozostałych krajów regionu to sytuacja, w której “jednym okiem patrzy na Zachód, a drugim na Rosję”, podczas gdy problemem wewnętrznym pozostaje Bośnia i Kosowo. (Anna Kasprzak, Stratfor: UE nie jest celem dla Serbii, 01.08.2012. bałkanistyka.org) Wydaje się, że to rozdarcie Serbii między Wschodem i Zachodem także w przeszłości było jednym ze źródeł jej nieszczęść. Do tego dodać trzeba uzasadniony historycznie lęk przed islamem. Również wśród “starych” członków Unii – szczególnie przy obecnym kryzysie finansowo-gospodarczym – spada poparcie dla rozszerzania UE. Perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej nie tylko Serbii, ale i pozostałych kandydatów: Czarnogóry oraz Macedonii jest wciąż odległa. Można przewidywać, że od momentu rozpoczęcia proces negocjacji potrwa, w najbardziej optymistycznej wersji, 5-7 lat. Zmieni się prawdopodobnie specyfika procesu; nie będziemy już świadkami grupowych przystąpień do UE, a raczej rozszerzeń pojedynczych, tak jak w przypadku Chorwacji.(Aleksandra Sawczuk, Bałkany Zachodnie – unijna perspektywa. 09.05.2012, strona internetowa Przedstawicielstwa KE w Polsce)

Istnieje pilna potrzeba ożywienia kontaktów między Grupą Wyszehradzką a państwami bałkańskimi, szczególnie Bałkanów Zachodnich, oraz rozwijania z nimi stosunków gospodarczych, kulturalnych i naukowych. Ważne miejsce w procesie integracji Bałkanów z Unią Europejską odgrywa energetyka i transport. Integracja ta odbywa się przede wszystkim na (najbardziej zaniedbanym kierunku) - na osi Północ-Południe, co w sposób naturalny włącza Grupę Wyszehradzką w proces integracji Bałkanów z Unią Europejską. Rozwój infrastruktury paliw i energii oraz sieci transportowej w tym regionie byłby niemożliwy bez wsparcia UE. W dniach 24-25 maja 2012 r. odbyła się w Krakowie coroczna, już po raz dziesiąty, Międzynarodowa Konferencja Gas Infrustructure Europe (GIE). Współorganizatorem konferencji był GAZ-SYSTEM S.A., operator gazociągów przesyłowych, który jest spółką skarbu państwa, strategiczną dla polskiej gospodarki oraz bezpieczeństwa energetycznego kraju. SYSTEM odpowiedzialny jest za transport gazu na terenie całego kraju oraz do odbiorców końcowych podłączonych do systemu przesyłowego. Plany inwestycyjne w Europie Środkowej zakładają stworzenie korytarza gazowego, który stanowiłby połączenie dwóch terminali gazowych: polskiego w Świnoujściu i chorwackiego na wyspie Krk. Korytarz gazowy Północ-Południe zwiększy bezpieczeństwo energetyczne Polski i przebiegał będzie począwszy od Polski przez Czechy, Słowację i Węgry do Chorwacji. Jego zadaniem będzie połączenie krajowych sieci przesyłowych tych państw i utworzenie jednolitego środkowoeuropejskiego systemu. Do roku 2017 gotowe mają być połączenia gazowe o wielkiej przepustowości między Polską, Czechami, Węgrami i Słowacją. W ramach strategii Gaz-Systemu, do r. 2020 planowana jest także budowa z Polski połączenia gazowego z Litwą. A do roku 2020 środkowoeuropejski system gazowy stanie się częścią jednolitego europejskiego rynku gazowego. Budowa korytarza Północ – Południe jest wyzwaniem strategicznym, w którym zaangażowane są wszystkie kraje Grupy Wyszehradzkiej. Aby dołączyć do europejskiego zintegrowanego systemu energetycznego kraje Grupy Wyszehradzkiej muszą zabiegać o to, by pieniądze przeznaczone przez Unię Europejską na spójność wspomagały budowę zaniedbanych połączeń energetycznych. Chodzi przede wszystkim o budowę tzw. korytarza gazowego Północ-Południe, z Polski do Chorwacji.

Ważnym wzmocnieniem dla bezpieczeństwa gazowego w Europie Środkowej stanie się wydobycie gazu łupkowego w Polsce, które dojdzie do skutku mimo, że niektóre kraje blokują jego wydobycie. Niestety, ani w Unii Europejskiej, ani wśród państw naszego regionu nie ma w tej sprawie pełnej jednomyślności. Do krajów blokujących należą: Francja, Bułgaria, Rumunia i Czechy. Duże zagrożenie w kampanii informacyjnej istnieje ze strony dużych dostawców gazu, jak Katar, Rosja czy Nigeria, których interesom gaz łupkowy zagraża. W tym celu – zdaniem Niki Tzaveli, greckiej ekonomistki - należy przeprowadzać kampanie informacyjne, organizować partnerstwa między państwami europejskimi i poszczególnymi stanami USA, np. Polską a Teksasem czy Pensylwanią. W Wielkiej Brytanii zbadano wszystko i dano zielone światło dla poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego. Polska będzie mogła korzystać z brytyjskich doświadczeń. Coraz bardziej wydaje się wspierać działania dot. gazu łupkowego Bruksela, gdyż gaz łupkowy przyczynić się może do dywersyfikacji źródeł energii i zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego. W Parlamencie Europejskim i w innych instytucjach europejskich zmienia się atmosfera na korzyść zwolenników wydobycia gazu łupkowego. Niki Tzavela opowiada się za tym, by w miksie energetycznym gaz łupkowy znalazł się obok węgla, gazu ziemnego, ropy naftowej i odnawialnych źródeł energii. Gaz łupkowy jest paliwem pomostowym, które pozwoli przejść od węgla do odnawialnych źródeł energii. Tzavela zaproponowała wprowadzenie dla Polski projektu pilotażowego, który byłby finansowany przez Unię Europejską. Ważne jest, by gaz łupkowy wydobywany był nowoczesnymi metodami, nieszkodliwymi dla środowiska. Np. w Austrii do szczelinowania używa się tylko wody, piasku i skrobi kukurydzianej. To jest bardzo czysta technologia(Musicie zbudować łupkowy lobbing, Igor Janke rozmawia z Niki Tzavelą, grecką polityk, ekonomistka, od 2009 r. posłanką Parlamentu Europejskiego, Uważam Rze, 16-22 lipca 2012). Tak na marginesie, przypomnieć tutaj trzeba także o potrzebie zwiększenia wydobycia w Polsce gazu ziemnego, którego mamy pod dostatkiem, a co nie przekreśla znaczenia gazu łupkowego.

Obok korytarza gazowego korzystny dla integracji Bałkanów z resztą Europy Środkowej oraz z całą Unią Europejską będzie Korytarz Transportowy Bałtyk – Adriatyk (BAC, Baltic – Adriatic Corridor). BAC ma na celu wzmocnienie powiązań strategicznych krajów i regionów na osi północ-południe. 06.10.2009 roku 14 regionów reprezentujących Polskę, Czechy, Słowację, Austrię i Włochy podpisało porozumienie na rzecz realizacji korytarza kolejowego Północ-Południe (Gdańsk/Gdynia-Warszawa-Brno/Bratysława-Wiedeń-Bolonia). Natomiast 03.12.2009 roku 9 regionów z Polski, Czech i Austrii podpisało wspólną deklarację potwierdzającą znaczenie dla regionu i całej Europy osi autostrady Gdańsk-Brno – Wiedeń. Korytarz transportowy zaczyna się w Skandynawii, od Oslo do Karlskrony, a następna, szwedzka część korytarza Karlskrona-Gdynia, objęta została statusem autostrady morskiej. Korytarz transportowy Bałtyk-Adriatyk obejmuje obszar od portów w Gdyni i w Gdańsku do portów północnego Adriatyku Włoch i Słowenii, a jego odgałęzienia sięgają także basenów Morza Egejskiego i Morza Czarnego. W Polsce częścią korytarza transportowego jest linia kolejowa E-65 oraz autostrada A-1.Obydwa projekty znajdują się bardzo wysoko na liście priorytetowych inwestycji zarówno w Polsce, jak i w UE. Wpisane zostały na listę 30 priorytetowych osi transportowych Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T. Korytarz transportowy Północ-Południe powinien ułatwić przepływ towarów między Skandynawią a krajami basenu Morza Śródziemnego. Aktywizacja korytarza Transportowego B-A wzmocni potencjał ekonomiczny i znaczenie polityczne w UE całej Europy Środkowej. (BAC – Baltic – Adriatic Corridor – Korytarz Transportowy Bałtyk – Adriatyk, Mazowieckie Biuro Planowania Regionalnego w Warszawie, Internet) Europejska polityka transportowa uwzględniać powinna potrzeby Europy Środkowej. Za coraz większymi obrotami między Polską i 3 krajami wyszehradzkimi, które przekraczają już 20 mld euro, nie nadąża rozwój infrastruktury drogowej i kolejowej, trzeba zatem nadrabiać zaległości. Sprawy związane z sieciami energetycznymi i transportowymi łączącymi kraje Europy Środkowej, od Skandynawii do Bałkanów, zajmują ważne miejsce w polityce Grupy Wyszehradzkiej, jakkolwiek współpraca w Grupie nie ma charakteru instytucjonalnego i opiera się na konsultacjach, głównie prezydentów, premierów i ministrów spraw zagranicznych. Przed rozpoczęciem polskiej rocznej prezydencji w Grupie Wyszehradzkiej (od 1 lipca 2012), polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski odwiedził swych odpowiedników na Słowacji (04.07.2012), w Czechach (04.07.2012) i na Węgrzech (05.07.2012). Minister podkreślał ważność współpracy V4 w zakresie rozwoju przestrzennego, związanej bezpośrednio ze wzmocnieniem spójności Europy Środkowej. Zwracał uwagę na szczególne znaczenie konsultacji w Grupie dotyczących transgranicznych braków w ciągłości przebiegu osi rozwojowych na obszarze V4 (i szerzej V4+). Obecny kryzys w świecie i Europie niesie ze sobą niebezpieczeństwo odnowienia podziałów na naszym kontynencie. Państwa wyszehradzkie nie mogą wobec tego, i innych niebezpieczeństw, pozostać obojętne, czytamy w materiale zamieszczonym na portalu MSZ. (Polska Prezydencja w Grupie Wyszehradzkiej). Przypomnijmy tu prawidłowość znaną z historii: narody naszego regionu w sposób naturalny jednoczyły się w rezultacie wspólnie odczuwalnych zagrożeń. Tak powstała Jugosławia, Czechosłowacja i powstać miały: konfederacja polsko-czecho-słowacka czy jugosłowiańsko-grecka podczas II wojny światowej. Wojna nam w tej chwili podobno nie zagraża, ale wiele innych niebezpieczeństw, w tym obawa przed odrodzeniem się egoizmów narodowych istnieje, czemu sprzyja przeciągający się kryzys. Warunkiem sukcesu UE i Grupy Wyszehradzkiej jest kontynuacja procesu jednoczenia kontynentu, w tym Europy Środkowej. Intensyfikacja kontaktów poszczególnych państw środkowoeuropejskich z zachodnimi partnerami, poprzednio sztucznie blokowana, odbywa się często kosztem umacniania kontaktów w naszym regionie. W rezultacie powstał pewien infrastrukturalny, regionalny deficyt w zakresie współpracy gospodarczej, kulturalnej oraz społecznej, co hamująco wpływa na dynamikę rozwoju Grupy Wyszehradzkiej. Dlatego - czytamy na portalu MSZ – powinniśmy położyć większy nacisk na poprawę infrastruktury w naszym regionie, co pozwoli na ożywienie kontaktów między naszymi społeczeństwami, a także na dalszy rozwój stosunków gospodarczych, kulturalnych i naukowych. Kluczowe znaczenie ma dlatego poprawa powiązań infrastrukturalnych w regionie, przede wszystkim na osi północ-południe. Oznacza to zwłaszcza potrzebę nowych inwestycji transportowych. Państwa Grupy powinny wspierać projekt, jakim jest UE. W projekcie unijnym mieści się bowiem potrzeba dokończenia integracji europejskiej w regionie Bałkanów Zachodnich. Grupa Wyszehradzka stanowi jądro Europy Środkowej, tak jak w okresie II wojny jądrem regionu była proponowana konfederacja polsko-czecho-słowacka. Ten ostatni projekt miał wówczas całkowite poparcie narodów naszego regionu. Również obecnie Grupa Wyszehradzka znalazła swe miejsce w świadomości społeczeństw regionu. Przy czym wspólnota interesów regionu niekoniecznie oznaczać musi jednomyślność we wszystkich sprawach. Grupa, z rosnącą tożsamością regionalną, osiągniętą mimo różnic między jej członkami, stała się wzorem udanej współpracy regionalnej i stanowi antidotum na wątpliwości pojawiające się wokół idei integracji europejskiej. Celem polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej jest dalsze umocnienie pozycji naszych krajów na forum międzynarodowym. Grupa Wyszehradzka wspierać będzie inicjatywy wzmacniające spójność naszego regionu i przyczyniające się do jego większej integracji wewnętrznej. Szansą państw Grupy jest stworzenie szlaków komunikacyjnych wzdłuż wschodniej granicy UE i lepsze połączenia z partnerami w regionie, co w efekcie służyłoby trwałemu połączeniu regionu bałtyckiego z adriatyckim i czarnomorskim. Celem polskiego przewodnictwa jest także skuteczne dokończenie integracji europejskiej państw Bałkanów Zachodnich przy wykorzystaniu w tym regionie w procesie ich transformacji doświadczeń społeczeństw wyszehradzkich. Współpraca wyszehradzka jest korzystna nie tylko dla Europy Środkowej, ale dla UE jako całości. Polska pragnie, aby w okresie polskiej prezydencji w V4 współpraca wyszehradzka sprzyjała budowaniu wspólnoty regionalnej naszych narodów, w tym poczucia jej tożsamości. Dla polskiej prezydencji bardzo ważnym tematem współpracy V4 będzie bezpieczeństwo energetyczne. Jedno z najważniejszych zadań stanowi zapewnienie szerokiego wsparcia politycznego dla projektu budowy korytarza gazowego Północ-Południe. Polska zamierza podjąć w Grupie temat gazu łupkowego. Zainicjuje i dążyć będzie do rozwijania współpracy państw V4 w zakresie energetyki jądrowej. Przedmiotem dyskusji powinno być także bezpieczeństwo dostaw ropy naftowej, a także kwestia współkształtowania polityki energetycznej i klimatycznej UE. Na okres polskiego przewodnictwa w V4 przypada finalizacja procesu zaplanowanej na 1 lipca 2013 akcesji Chorwacji do UE. Kontynuowane będzie wsparcie dla tego procesu, jak i dla aspiracji pozostałych państw Bałkanów Zachodnich. Grupa Wyszehradzka kontynuować będzie wysiłki na rzecz utworzenia przez państwa Bałkanów Zachodnich własnego funduszu – wzorującego się na IVF (International Visehrad Fund, Fundusz Wyszehradzki) – wspierającego współpracę regionalną między państwami tego obszaru. Wśród wielu tematów dialogu V4 – USA, planowane są – w miarę bieżących potrzeb - sprawy związane z Bałkanami Zachodnimi. Ważny aspekt współpracy V4 stanowi m.in. współpraca w formule V4+ państwa trzecie, przede wszystkim z państwami Europy Środkowo – Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Rozwijane będą kontakty Grupy z państwami spoza Europy, m.in. z Chinami. Prezydencja przywiązywać będzie wagę do współdziałania z partnerami z V4 w dziedzinie współpracy rozwojowej i do zwiększenia efektywności tej pomocy dzięki lepszej koordynacji, z naciskiem na Partnerstwo Wschodnie. Chodzi o pomoc rozwojową dla państw Partnerstwa Wschodniego. W tym zakresie przewidziany jest także udział i współpraca z państwami Bałkanów Zachodnich.(Polska prezydencja w Grupie Wyszehradzkiej, Portal MSZ) Oznacza to, że Grupa Wyszehradzka, rozwijając współpracę z Bałkanami, nie traci z pola widzenia problematyki Wschodu i poszerza koalicję wspierającą działania UE na Wschodzie. Podczas rozmów na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech minister Sikorski wyraził pogląd, że region Europy Środkowej pierwszy raz od stuleci nie jest zdominowany przez jakieś zewnętrzne mocarstwa. I po raz pierwszy ugruntowuje swoją pozycję w polityce europejskiej. Grupa Wyszehradzka spotyka się w elastycznej formule: plus Rumunia i Bułgaria, plus Partnerstwo Wschodnie, plus państwa bałtyckie, plus Bałkany Zachodnie. W trakcie spotkań Sikorski oświadczył: “Jestem za rozszerzeniem Grupy Wyszehradzkiej. Nie mamy jednak jednomyślności w tej sprawie wśród członków założycieli”. Sikorski przekonywał, że potencjał Grupy Wyszehradzkiej to mocna podstawa do tego, by sprawować pewnego rodzaju przywództwo, do którego jej państwa są upoważnione. W niektórych aspektach Grupa Wyszehradzka jest silniejsza niż kraje Beneluksu czy nordyckie. Państwa Grupy to 65 mln ludzi. Cztery stolice dysponują 58 głosami w Radzie UE, czyli tyloma, co Francja i Niemcy razem wzięte. Wyszehrad z krajami bałtyckimi to już 73 głosy, a jeśli do tego dodać Bułgarię i Rumunię, to taka koalicja dysponuje 97 głosami w Radzie UE. Wymiana handlowa Niemiec z krajami Grupy jest większa niż z Francją i 3 razy większa niż z Rosją. Wartość polskiej wymiany z Czechami, Węgrami i Słowacją jest 2 krotnie w większa niż Polski z Francją. Wymiana handlowa między Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami cały czas rośnie. Gdyby państwa Grupy były jednym krajem, bylibyśmy 15. gospodarką świata. Znaleźlibyśmy się przed gospodarkami Turcji, Tajwanu, Australii i Iranu. Kraje Grupy mają również niższy dług publiczny od innych. Dług Stanów Zjednoczonych wynosi ponad 100%, strefy euro – 87%, a dług Grupy Wyszehradzkiej – 54% PKB. Jesteśmy więc bardziej odpowiedzialni niż inni a nasze gospodarki rosną szybciej. 22% żołnierzy misyjnych to wojska krajów wyszehradzkich. Wszystko to mocna podstawa do tego, by w krajach Grupy nie tylko szybko osiągnąć średni standard życia UE, ale też sprawować pewnego rodzaju przywództwo. W czasie swej prezydencji w Grupie Wyszehradzkiej Polska będzie proponowała, by kraje Grupy prezentowały wspólne stanowisko w sprawie wieloletnich ram finansowych UE. Minister sz Słowacji powiedział na konferencji prasowej po rozmowach z polskim partnerem, że jego kraj wspiera wszystkie cele polskiej prezydencji. Polska i Słowacja będą koordynować stanowisko w sprawie budżetu UE na lata 2014-2020. Podczas wizyt ministra Sikorskiego w państwach Grupy potwierdzono, że w ramach V4 należy zintensyfikować współpracę w dziedzinie infrastruktury; chodzi o połączenia kolejowe, drogowe, a także energetyczne na osi Północ-Południe. Rozmawiano też o polityce UE wobec Bałkanów Zachodnich.(Sikorski przekonuje o sile Grupy Wyszehradzkiej i jej potencjale, Money.pl, 04.07. 2012), (Minister Sikorski na Węgrzech: Grupa Wyszehradzka silnym głosem w UE, 05.07.2012 PAP).

 

4. Rosja i nowy (stosunkowo) gracz na Bałkanach – Chiny

Bałkanami, a szczególnie Serbią zainteresowana jest tradycyjnie Rosja. To zainteresowanie jest obopólne. Odnośnie transportu, odnotujmy, że w roku bieżącym Rosja udzieliła Serbii kredytów na modernizację serbskich kolei w wysokości 800 mln dolarów. Wcześniej przyznała Serbii kredyty w wysokości 210 mln dolarów na zakup nowych pociągów. Mówi się o tym, że rosyjski kredyt zamiast trafić na koleje, może zasilić serbski budżet centralny, co zdarzało się już wcześniej. W okresie krótkoterminowym nie zmieni to sytuacji w serbskim kolejnictwie, ale za kilka lat może to nieść za sobą poważne w skutkach negatywne konsekwencje. Straciłaby na tym także Rosja, bo oznaczałoby to utratę serii zleceń dla wykonawców budowlanych i inżynierów. (Katarzyna Ingram, Serbskie koleje na rosyjski kredyt, 05.06.2012, balkanistyka.org; Anna Kasprzak, Serbski pociąg do rosyjskich pieniędzy, 27.07 2012, balkanistyka.org) Obecny na serbskim rynku rosyjski Skierbank, a właściwie jego węgierska filia, planuje w roku bieżącym przeznaczyć 200 mln euro na kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw, rolnictwa oraz na projekty energetyczne. Skierbank stać się chce bankowym pomostem dla współpracy gospodarczej między Serbią a Rosją, Białorusią, Ukrainą i Kazachstanem oraz finansować eksport z Serbii na rynek rosyjski. (Marta Wojciechowska, Skierbank wchodzi na serbski rynek, 24.07.2012, balkanistyka. Org) Rosja próbuje, korzystając z forsowanej przez UE prywatyzacji greckiego majątku, przejąć tamtejszy sektor energetyczny. Konkurencja jest bardzo silna bo ze strony aż 11 państw, w tym Chin, Holandii i Włoch. Projektem rosyjskim, który dotyczy całych Bałkanów jest dostawa gazu w ramach South Stream. Jak dowiadujemy się z portalu Gazpromu, nowy prezydent Serbii oświadczył, że South Stream jest dla Serbii najwyższym priorytetem. W tym projekcie na terenie Serbii (South Stream Serbia AG) Gazprom posiada 51% udziałów, a Srbijagas– 49%. Oprócz Serbii w projekcie Gazpromu uczestniczą: Bułgaria, Węgry, Grecja, Słowenia, Chorwacja i Austria. (Tomisłav Nikolić, North Stream is top priority project for Serbia, portal Gazpromu, 20.07.2012)

Nie są to oczywiście jedyne rosyjskie przedsięwzięcia na Bałkanach, ale nie trudno odnieść wrażenie, że perspektywicznie skala chińskich inwestycji w tym regionie może być potencjalnie daleko większa od rosyjskich. Chińczycy inwestują w Grecji, Bułgarii, Albanii, Serbii, Rumunii, Chorwacji, a nawet w Kosowie, mimo, że nie uznają tego państwa (za to ostatnie wdzięczni im są Serbowie). Chiny inwestują m.in. w w budowę lotnisk, portów morskich, linii kolejowych i autostrad. Kryzys strefy euro jest dla Chin wspaniałą okazją. Zdaniem Evy Anastasiadou z brytyjskiego Royal United Service Institute (RUSI) koniem trojańskim Chin staje się w Europie Grecja. Uważa ona, że Grecja przekształca się w europejski przyczółek Chin. Chiny, zauważa Anastasiadou, koncentrują uwagę na globalnej infrastrukturze portowej ułatwiającej dystrybucję chińskich towarów w świecie. I w tym kontekście ocenia ona umowę chińskiej firmy transportu oceanicznego COSCO z władzami w Pireusie z listopada 2008 roku. Umowa daje COSCO częściową kontrolę nad portem na 35 lat, w zamian za 2,8 mld funtów szterlingów (ok. 4,6 mld dolarów). COSCO modernizuje drugą przystań w Pireusie i buduje trzecią. Pod koniec 2010 roku COSCO podpisało umowę z lotniskiem w Atenach, integrującą fracht lotniczy z morskim. Chińczycy wyrazili też zainteresowanie nabyciem udziałów w prywatyzowanej przez rząd grecki spółce kolejowej HRO, z myślą o doprowadzeniu połączeń kolejowych do portów i udziale w rządowych planach budowy 2 dużych ośrodków spedycyjnych w Salonikach (połączonych siecią kolejową z resztą Półwyspu Bałkańskiego) oraz w Thriaso koło Aten. Położenie Pireusu w pobliżu Bosforu daje Chińczykom łatwy dostęp do Morza Czarnego, do Azji Środkowej, Turcji, na Bałkany oraz do Europy Wschodniej. Analityk RUSI obawia się jednak, że wszystko to może być początkiem politycznego i gospodarczego uzależniania Aten i podporządkowania ich sobie przez Chiny. (Polskatimes.pl, 09.02.2012, Kryzys strefy euro jest okazją dla Chin. Grecja będzie ich koniem trojańskim. Artykuł nawiązuje do materiału autorstwa Anastasiadou, zamieszczonego na portalu RUSI 27.01.2012) Dodajmy, że to powolne, nieagresywne, ale stopniowe uzależnianie gospodarek bałkańskich od kapitału chińskiego dzieje się na własne życzenie Zachodu, którego banki nie poddane w systemie neoliberalnym żadnemu nadzorowi państwowemu udzielały Grecji kredytów w sposób niekontrolowany, doprowadzając ten kraj do bankructwa. Szkodliwa doktryna neoliberalna pozwala na branie udziału “nieprywatnym” przedsiębiorstwom chińskim w prywatyzacji europejskich przedsiębiorstw państwowych. Sytuacją gospodarczą i polityczną na Bałkanach zaniepokojony jest także amerykański Ośrodek Badań Strategicznych i Międzynarodowych (Center for Strategic and International Studies), który już rok temu sformułował rekomendacje dla Unii Europejskiej w artykule L. Poulaina pt. Nowa chińska strategia na Bałkanach (China's New Balkan Strategy). Poulain wyraził wówczas opinię, że kraje bałkańskie aspirujące do UE powinny bronić wartości europejskich oraz celów polityki zagranicznej Unii. Pekin i Bruksela powinny ustalić mechanizmy na wielu płaszczyznach umożliwiające konsultacje, które pozwolą na zminimalizowanie rywalizacji i na łagodzenie sprzecznych interesów między Chinami a UE. Unia Europejska powinna podwoić wysiłki w dziedzinie energii odnawialnej, aby w dłuższej perspektywie nie uzależniać się od chińskiej “zielonej” technologii. UE powinna realizować na Bałkanach projekty infrastrukturalne w celu utrzymania tam swych politycznych i ekonomicznych wpływów oraz naciskać na państwa bałkańskie, by tworzyły sprzyjające warunki dla zachodnich inwestorów. (L. Poulain, China's New Balkan Strategy, Center for Strategic and International Studies, August 2011, Internet) Zalecenia amerykańskiego Ośrodka dla Unii Europejskiej wydają się trafne, szczególnie te dotyczące infrastruktury. Nasuwa się jednak refleksja, że światowy kryzys finansowy rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych, a nie w Europie czy w Azji. Profesor Bogdan Góralczyk wyjaśnia, że dotychczas mieliśmy w przypadku Chin do czynienia z ekspansją towarów, a teraz powinniśmy oczekiwać ekspansji chińskiego kapitału, banków i technologii. Jego zdaniem Chiny w latach 2017-20 stać się mogą pierwszą gospodarka świata. Chiny przyjmujące dotąd bezpośrednie inwestycje zagraniczne, położą obecnie nacisk na inwestycje chińskie za granicą. Co nas szczególnie interesuje to fakt, że Chiny wszystkim oferują swe szybkie pociągi. Mogą więc je oferować również Polsce, a także dla planowanego korytarza transportowego Północ-Południe w Europie Środkowej oraz dla lokalnych linii kolejowych na Bałkanach. (Jeżeli oferta będzie ciekawa, dlaczego z niej nie skorzystać?, M.P.). Chiny stawiają na alternatywne źródła energii (konkurencja dla podobnych technologii USA i Niemiec; chińskie firmy, np. te oferujące energię słoneczną, oskarżane są o dumping i dotacje państwowe), co na Bałkanach może się spotkać z dużym zainteresowaniem. Góralczyk zauważa przy tym, że w Chinach rośnie niezadowolenie społeczne, co zmusza władze chińskie do skierowanie większej uwagi na rynek wewnętrzny oraz na odbudowę sieci świadczeń socjalnych. (Piotr Gruszka, Prof. Góralczyk – Chiny zastawiły na świat pułapkę, Onet, wiadomości, 27.05.2012) W tym dostrzec można szanse także dla polskiego eksportu, w tym eksportu rolno-spożywczego.

Chińczycy interesują się nie tylko Bałkanami, ale całą Europą Środkowowschodnią. Z krajów Grupy Wyszehradzkiej, według danych IBRKiK z grudnia 2011 roku, chińskie inwestycje to: w Polsce – 2, na Węgrzech – 2, w Czechach – 11, a na Bałkanach: Rumunia – 5, Bułgaria – 4. Dodać do tego można by m.in. zakup udziałów przez Chiny w firmie chemicznej na Węgrzech (BorodChem), a w Serbii budowę mostu na Dunaju. Według danych chińskich, wartość inwestycji chińskich w Polsce na koniec 2010 roku wyniosła 140 mln dolarów i była wyższa niż w innych krajach Europy Środkowej, z wyjątkiem Węgier, gdzie szacowana była na 466 mln dolarów. Jeśli chodzi o inwestycje bezpośrednie, głównym motywem napływu chińskiego kapitału do Europy jest chęć nabycia strategicznych udziałów w przedsiębiorstwach z sektorów wysokiej i średniej techniki oraz pominięcie barier handlowych. Władze chińskie dostrzegają równocześnie potrzebę zdynamizowania wzrostu popytu konsumpcyjnego jako wiodącej siły motorycznej dalszego wzrostu gospodarczego. Polski eksport do China ma charakter zaopatrzeniowo-surowcowy (tylko 12% to dobra inwestycyjne), zaś import z Chin to głównie maszyny i urządzenia (56%), wyroby włókiennicze (13%) i przemysłowe różne (6%). Potencjalni inwestorzy zagraniczni (w tym chińscy) w Polsce zwracali uwagę (przed Euro 2012!) na zły stan infrastruktury komunikacyjnej, utrzymujące się bariery administracyjne dla działalności gospodarczej, niestabilny system regulacji prawnych i system podatkowy. (Bariery i możliwości wzrostu polskiego eksportu do Chin kontynentalnych i chińskich inwestycji bezpośrednich w Polsce, Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur, ekspertyza dla PAI i IZ, grudzień 2011).

Odpowiedzią na chińską strategię “Go Global” jest polska strategia “Go China”, mająca zachęcić polskie przedsiębiorstwa do współpracy z Chinami. Go Global to integracja Chin z gospodarką światową i chińskie inwestycje za granicą. Chińskie przedsiębiorstwa zainteresowane są inwestycjami otwierającymi dostęp do surowców mineralnych i energetycznych oraz nowoczesnych technologii. Dla Polski natomiast najważniejszy jest wzrost eksportu do Chin. W sytuacji, gdy Europa Środkowa i Wschodnia staje się centrum logistyczno-spedycyjnym dla chińskich towarów, wzrasta atrakcyjność Polski dla Chin. Raport Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z lutego 2012 zaleca opracowanie strategii Polski wobec Chin; opracowanie odpowiedniego dokumentu na wzór innych krajów europejskich. Polską strategię i polskie cele należy realizować we współpracy z instytucjami unijnymi. (Perspektywy rozwoju współpracy gospodarczej Polski z ChRL, Raport PISM-u, Warszawa, luty 2012) Realizując te zamierzenia, w dniach 23-28 lipca 2012 r. wizytę w Chinach złożył Sławomir Nowak, Minister Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej wraz z towarzyszącą mu delegacją gospodarczą. Celem wizyty było umocnienie pozytywnego wizerunku Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla chińskich inwestycji. Wizyta poświęcona był przede wszystkim współpracy między Polską a Chinami w dziedzinie infrastruktury. Uczestniczyli w niej przedstawiciele linii kolejowych PKP PLK S.A. i PKP Cargo oraz portów morskich w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Świnoujściu. Omawiano tematy dotyczące współpracy w zakresie modernizacji i budowy infrastruktury transportowej na szczeblu krajowym i lokalnym oraz modernizacji i rewitalizacji linii krajowych. Poruszano kwestie współpracy polskich i chińskich przedsiębiorstw budowlanych w portach lotniczych i morskich. Minister Nowak podkreślał, że rozwój i rewitalizacja infrastruktury kolejowej w Polsce to jeden z priorytetów rządu. Omawiano także kwestie energetyczne i ochrony środowiska oraz finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych. (Komunikat MTBiGM z wizyty ministra S. Nowaka w Chinach, 25.07.2012, Internet) Podczas rozmów podnoszono sprawy związane ze współpraca logistyczną między obu krajami. Przedstawiono oferty polskiego sektora transportu morskiego, kolejowego i lotniczego. Dotyczyły one transportu towarów na Europę Środkowo-Wschodnią. Oferty prezentowały porty Gdańska, Gdyni i Szczecin-Świnoujście. Polska delegacja gospodarcza spotkała się m.in. z firmą COSCO oraz z China Shipping Line. W spotkaniach brali także udział przedstawiciele Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego w Szanghaju oraz LOT-u Cargo. COSCO jest piątym w świecie przewoźnikiem pod względem skali spedycji kontenerów. Polskie przedsiębiorstwa planują wziąć udział w transporcie tych kontenerów po Europie. (Polskie Radio dla zagranicy, 26.07.2012, Internet). W trakcie rozmów zaprezentowano wspólny, polsko-chiński projekt dotyczący produkcji nowego typu wagonów kolejowych. W Szczecinie powstać ma fabryka wagonów towarowych. Minister Nowak zachęcał do podjęcia współpracy także w produkcji wagonów pasażerskich. (“Rzeczpospolita” na podstawie komunikatu MTB i GM, 26.07.2012, Internet) Tematyka rozmów delegacji gospodarczej dotyczyła również problematyki rolnej (w tym polskiego eksportu rolnego do Chin) oraz promocji polskich inwestycji w Chinach. Warto odnotować spotkania polskich przedsiębiorców w mieście Ordos, które poświęcone były m.in. energetyce alternatywnej i chińskiej strategii “Go Global”. (Polska - Chiny. Polskie wizyty i delegacje w Chinach dla rozwoju współpracy gospodarczej, Astroman – Consulting, Executive Research, Internet, 04.08.2012. Inne źródła: Centrum Studiów Polska Azja oraz www.transport.gov.pl oraz www.paiz.gov.pl.

5. Uwagi na marginesie

Doświadczenia historyczne narodów bałkańskich, te dawne i te sprzed kilku laty, ciążą nad dniem dzisiejszym i nie sprzyjają integracji regionu. Wysiłki zmierzające do integracji Bałkanów w ramach NATO i UE, a także z Grupą Wyszehradzką, napotykają na trudności, co nie znaczy, że nie należy ich kontynuować. Ważnym składnikiem prób na rzecz integracji byłby skuteczny dialog między kościołem katolickim a cerkwią prawosławną, taki dialog, który doprowadziłby w perspektywie do pojednania między Serbami a Chorwatami. Brak dotąd pomysłów, przynajmniej nic o nich nie wiadomo, na dialog między chrześcijanami a muzułmanami na Bałkanach. Jeśli sztuczne państwo, jakim jest Bośnia i Hercegowina, miało być laboratorium dialogu międzyreligijnego między trzema narodami: serbskim, chorwackim i muzułmanami, to na razie efektów nie widać, choć sprawy nie należy z góry przesądzać. Narodowość w państwach byłej Jugosławii jest niestety zbyt ściśle związana z religią. Było to przeszkodą, jeszcze przed powstaniem socjalistycznej Jugosławii, w sprawnym funkcjonowaniu federalnego państwa. Potem nie udał się eksperyment Jugosławii opartej na wyłącznie świeckich i komunistycznych fundamentach. Obydwa pomysły na integrację regionu (ten sprzed II wojny, jak późniejszy, socjalistyczny) miały zbyt wielu przeciwników zarówno w kraju, jak i zagranicą. Dlatego zwolennicy przyszłej integracji regionu powinni reprezentować możliwie szeroki wachlarz obozów politycznych i spotkać się na gruncie ponadnarodowym i ponadpartyjnym oraz na gruncie ekumenizmu międzyreligijnego. Nie powinno to przy tym oznaczać rezygnacji z przynależności do określonego narodu czy religii. W takiej integracji powinno być także miejsce dla osób indyferentnych religijnie. Wydaje się też, że tylko świeckie, a nie religijne państwo jest w stanie zapewnić swobodę kilku - niechętnych sobie - kultów religijnych. Wśród narodów bałkańskich brak obecnie, jak się wydaje, pełnej zgody co do wspólnych interesów. Nie dostrzega się tam obecnie wystarczająco potencjalnych wspólnych zagrożeń, To właśnie zgodna ocena wspólnych interesów i zagrożeń przyczyniła się do powstania Jugosławii w czasie I wojny światowej. Nikt narodom tego regionu nie narzucał wówczas federalnego kształtu ich integracji. W chwili obecnej zagrożeniem dla Bałkanów byłoby trwanie tam małych i skłóconych państw, co przeszkadzałoby poważnie rozwojowi gospodarczemu regionu. Obecnie, w interesie państw bałkańskich leży niewątpliwie realizacja kanału transportowego i energetycznego Północ-Południe, sprzyjającego ściślejszej integracji gospodarczej z Europą Środkową i całą Unią Europejską. Integracją Bałkanów i spokojem w regionie powinne być zainteresowane wszystkie państwa pragnące tam inwestować. W rozwoju gospodarczym regionu decydującą rolę powinna odgrywać UE, ale trudności jakie przeżywa Unia ograniczyć mogą w najbliższej przyszłości jej wkład w pomyślność ekonomiczną Bałkanów. Jeszcze mniejsze znaczenie, przynajmniej na razie, mieć może wkład amerykański. Rosja pomagać będzie wybranym państwom regionu, jakkolwiek jej możliwości w porównaniu z chińskimi są ograniczone. Chiny przy swym potencjale gospodarczym, kierując się konfucjańskimi zasadami spokojnej i dalekosiężnej polityki, osiągnąć mogą na obszarze Europy Środkowej znaczne sukcesy. Unia Europejska (w tym Grupa Wyszehradzka) powinna znaleźć sposób na integrację polityczną i ekonomiczną Bałkanów, przy uwzględnieniu obecności w regionie Chin, Rosji, Stanów Zjednoczonych i Turcji oraz niektórych państw arabskich. Znaczenie Polski i jej dyplomacji na Bałkanach, w sposób zaskakujący, okazać się może znowu (podobnie jak w XIX stuleciu) dość istotne. Świadczą o tym zarówno przedstawione wyżej wydarzenia, jak i nowe fakty. Np. w połowie września 2012 roku wizytę w Chinach złoży minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Dyskutować będzie w Pekinie m.in. o chińskiej koncepcji 12 kroków na rzecz rozwoju przyjaznej współpracy z Europą Środkowo-Wschodnią. W związku z wizytą, wicemister spraw zagranicznych Jerzy Pomianowski powiedział: “To, że minister Sikorski będzie mógł rozmawiać na wysokim szczeblu o polityce Chin wobec całego regionu przydaje splendoru nie tylko tej wizycie, ale stosunkom polsko-chińskim”.Oznacza to, o czym pisałem już w jednym z poprzednich artykułów, że Chiny uważają Polskę za lidera regionu. Razem z ministrem do Chin poleci 20 osobowa delegacja z województwa zachodniopomorskiego. (Wojciech Cegielski, Informacyjna Agencja Radiowa, 13.08.2012 oraz portal MSZ) (Ważne przy tym, aby to inni, a nie my sami, uważali nas za lidera regionu, M.P.). Wydarzeniem natomiast o skali globalnej stała się wizyta w Polsce patriarchy Moskwy i całej Rusi Cyryla I, który razem z z przewodniczącym polskiego Episkopatu abp. Józefem Michalikiem podpisał 17 sierpnia 2012 roku apel (dokument) do wiernych, “aby prosili o wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie nawzajem”. Wizyta Cyryla I nie ma precedensu. Nigdy też Cerkiew nie podpisała z żadnym Kościołem podobnego dokumentu. Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji jest przybliżeniem wizji Jana Pawła II dotyczącej dwóch płuc chrześcijaństwa (zachodniego i wschodniego) i zgodne z polityką obecnego papieża Benedykta XVI. Przesłanie będzie miało pozytywny wpływ na relacje między obydwoma wyznaniami na całym świecie, a więc także na Bałkanach, między narodem serbskim i chorwackim. Niezależnie od polemicznych uwag w Polsce, ze strony lewicy i prawicy, dotyczących niektórych aspektów wizyty i samego dokumentu, ze zbliżenia między obydwoma kościołami należy się zdecydowanie cieszyć, choć nie bezkrytycznie. Nie próbując analizować głębiej treści tego niezwykle cennego, historycznego dokumentu, przytoczyć jednak trzeba zdanie Anatolija Pczelincewa, rosyjskiego religioznawcy: “Obecnie, gdy trwa islamizacja Europy, gdy liberalny świat wypycha chrześcijaństwo ze Starego Kontynentu, Kościoły powinny łączyć wysiłki w obronie wartości chrześcijańskich”. (Ewa K. Czaczkowska, To jest sojusz w obronie wartości”, Rzeczpospolita, 18-19 sierpnia 2012) Obrona wartości chrześcijańskich, na Bałkanach (przy “połączeniu” sił chorwackich i serbskich przeciwko islamowi) oznaczać może (choć nie musi) brak tolerancji dla żyjących tam od dawna muzułmanów. W tym kontekście i w tym miejscu wspomnieć znów warto o naszych dobrych doświadczeniach zgodnego współżycia z islamem na ziemiach polskich. Dokument podpisany w Warszawie wydaje się mieć niezwykle ważne znaczenie dla kontynentu euroazjatyckiego i dla procesu zbliżenia chrześcijan zachodnich i wschodnich. Może też dać początek kolejnemu, pożądanemu procesowi tworzenia wspólnoty od Vancouver do Władywostoku. Procesy to jednak długie i trudne, także dla Europy Środkowo-Wschodniej, która składa się z części o tradycji zachodniej i części o tradycji wschodniej. Cyryl I w jednym ze swych wystąpień w Warszawie zaliczył nasz kraj do Zachodu, co być może brzmi pochlebnie i (być może) nie kłóci się z naszą definicją Europy Środkowej, jako obszaru między Rosją, Niemcami, Turcją i Włochami. Znaczenie apelu obu kościołów obniżają nieco niektóre (przedstawione tu szacunkowo) liczby. Na 140 mln obywateli Rosji, Rosjanie stanowią 80% populacji (112mln). Wyznawcy prawosławia to 15-20% ludności (a więc od ok. 20 do najwyżej 30 mln Rosjan), a muzułmanie 10-15% (ich liczba rośnie, a Rosjan spada), reszta to głównie niepraktykujący wierzący (dziwna to kategoria!?), a przede wszystkim niewierzący, czyli około połowa obywateli Rosji. (CIA – The World Factbook, dane z 2002 i 2006 r., Internet) Te liczby wskazują na konieczność dialogu także między społecznościami lewicowymi i laickimi Polski i Rosji. Bez takiego “uzupełniającego” dialogu, pojednanie między naszymi narodami będzie niepełne.

Zmarły w 2005 roku Aleksander Nikołajewicz Jakowlew, jeden z twórców pierestrojki, pozostawił po sobie testament poświęcony stosunkom rosyjsko-polskim. (Aleksander Jakowlew, Do przyjaciół Polaków, Europa. Tygodnik Idei” nr 45(84), 9.11.2005. Patrz także: Maksymilian Podstawski, Do przyjaciół Polaków – Testament Rosjanina Aleksandra Jakowlewa, podrozdział w artykule “ Europa Środkowo-Wschodnia: o próbach federacyjnych w regionie, nowoczesnych narodach i Rosji” zamieszczonym w książce pt. Stosunki polsko-czesko-słowackie 1918-2005, pod redakcją Janusza Gmitruka i Andrzeja Stawarza, MHPRL, Warszawa 2006 str. 251-254) Znaczenie testamentu Jakowlewa (aktu jednostkowego i jednostronnego) jest wyjątkowe, choć trudno oczywiście porównywać go z apelem polskiego kościoła katolickiego i rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Polskie media (z małym wyjątkiem) nie poświęciły testamentowi Jakowlewa dotąd większej uwagi, gdyż testament był i jest nadal “politycznie niepoprawny”; Jakowlew napisał w nim m.in., że prezydent Putin i jego otoczenie nastawieni są niechętnie do prób spisania na nowo stosunków między obu naszymi państwami, szczególnie jeśli chodzi o dzieje ZSRR. Testament Jakowlewa jest druzgocącą krytyką historiografii rosyjskiej, a przede wszystkim radzieckiej. Zachęcam do jego lektury. W Polsce A.N. Jakowlewa doceniła lewica; Prezydent Aleksander Kwaśniewski zdążył odznaczyć go w 2005 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. Dla polskiej skrajnej prawicy Aleksander Nikołajewicz Jakowlew pozostał zapewne tylko “aparatczykiem”. Rezultaty wizyty w Polsce Cyryla I świadczyłyby o tym, że od roku 2005 nastąpiły w Rosji Putina pewne pozytywne zmiany. Choć od budzącego nadzieje tekstu religijnego do spisania na nowo polsko-rosyjskich dziejów droga daleka, a może nawet nie ta sama?

 

Warszawa, 18 sierpnia 2012