Maksymilian Podstawski

III Rzeczpospolita, zrozumieć zewnętrzne szanse i zagrożenia

Polityka administracji Baracka Obamy wobec Europy ulega istotnej zmianie. Prezydent, który w swej pierwszej kadencji skupiał się przede wszystkim na działaniach w Azji, zapowiedział w swym Orędziu o Stanie Państwa rozpoczęcie negocjacji z UE dotyczących TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership). Stwierdził w Orędziu, że wyzwania jakie stoją przed światem Ameryka pokonywać będzie wraz ze swymi sojusznikami. Nie ograniczył się przy tym tylko do sojuszników europejskich i w żadnym przypadku nie odwołał zainteresowania Stanów regionem Pacyfiku; powiedział bowiem równocześnie, że Stany chcą zakończyć negocjacje dotyczące Trans-Pacific Partnership Act. (Remarks by the President in the State of the Union Address, February 12, 2013, The White House Blog). Zwrot ku Europie świadczy o kłopotach Ameryki nie tylko na Pacyfiku, ale także w innych częściach świata. Kłopoty te są zresztą także udziałem Unii Europejskiej; żadne z tzw. mocarstw europejskich nie jest obecnie w pojedynkę w stanie sprostać Chinom. Odnieść można nawet wrażenie, że część pola rywalizacji między Stanami i UE z jednej strony, a Chinami z drugiej znalazła się już w Europie. (patrz np.: Maksymilian Podstawski, Europa Środkowa a ekspansja gospodarcza Chin, Realia i co dalej, Czerwiec Nr 3 (24) 2011). Prezydent wspomniał o wychodzeniu Ameryki z kryzysu oraz o znaczeniu jakie współpraca gospodarcza z Europą mieć będzie dla rozwoju amerykańskiego eksportu oraz zwiększenia liczby miejsc pracy w Stanach. Idea umowy o wolnym handlu między Stanami a UE sięga czasów Margaret Thatcher i Ronalda Reagana. Nazywać się ona miała wówczas TAFTA (Transatlantic Free Trade Agreement). Umowa dyskutowana była na unijnym forum w 1998 roku. Do jej zawarcia nie doszło. Jej zwolennicy argumentowali wtedy, że dla przetrwania Zachodu w okresie zimnej wojny potrzebne było NATO, a w dobie zaostrzającej się konfrontacji ekonomicznej podobną rolę odegrać może TAFTA. Najwięcej wątpliwości umowa wzbudzała wśród Amerykanów. Jej amerykańscy krytycy uważali wówczas, że zawarcie takiego porozumienia regionalnego będzie miało negatywny wpływ na handel światowy. Nie było ponadto zgody co do niektórych jej zapisów. Amerykanie uważali jeszcze wtedy, że USA są niekwestionowanym światowym hegemonem i podkreślali fakt, że Stany mają większe obroty z Azją niż z Europą. Niezwykle istotny (i ważny dotąd) był argument, że Europa rzadko potrafi mówić jednym głosem; “jest gospodarczym gigantem, politycznym karłem i militarnym robaczkiem”. (patrz np.: Claude E. Barfield, The Deceptive Allure of a Transatlantic Free Trade Agreement: a US Perspective, Istanbul, 1998, Internet). Zdecydowanym novum w aktualnym amerykańskim podejściu do Europy jest, w przeciwieństwie do poprzednich kpin i radości z europejskich słabości, przekonanie, że tylko silna i spójna Unia Europejska, może wraz ze Stanami zapewnić Zachodowi w świecie przewagę. Same Stany nie są już przywódcą świata. Obecnie Stany nie są tak silnie jak niegdyś, natomiast Europa–mimo wszystko, mimo obecnych trudności-ma szansę stać się mocniejsza i bardziej zintegrowana niż była. Stany – we własnym interesie - chcą jej w tym pomóc. Zachód zrozumiał, jak się wydaje, że pokojowa konfrontacja z Chinami to nie żarty: Azja stosuje inne metody gry i prezentuje inne wartości. Stany potrzebują Europy nie tylko na Pacyfiku, ale i na Bliskim Wschodzie, a także w relacjach z Rosją. A Europa, ze swej strony, potrzebuje Stanów.

Nową politykę amerykańską wobec Unii Europejskiej, w tym wobec Europy Środkowej, interpretował profesor Zbigniew Brzeziński już w kwietniu, na dorocznej konferencji Global Security Forum w Bratysławie poświęconej problemom polityki zagranicznej i bezpieczeństwa z udziałem państw Grupy Wyszehradzkiej. Organizatorem tych spotkań jest od 8 lat Słowacka Rada Atlantycka. Brzeziński powiedział tam, że odpowiedzią Europy Środkowej na wyzwania stojące przed Europą i Zachodem powinna być współpraca regionalna, wzmocnienie Grupy Wyszehradzkiej i jej powiązań z Północą Europy. Przyznał przy tym, że w dużej mierze region ten stara się już to czynić.(Brzeziński: Europa Środkowa potrzebuje wzmocnionej współpracy; depesza PAP, 18.04.2013, portal MSZ). Obecne zainteresowanie Stanów Zjednoczonych silną Unią Europejską, w której skład wchodzi Europa Środkowa znajdująca się w ścisłym związku z północą kontynentu plus Wielka Brytania (i z Niemcami), nie wynika oczywiście wyłącznie z chęci eksploatowania arktycznych bogactw surowcowych. Niemniej ważny, a może ważniejszy jest rozwój sytuacji na Pacyfiku, gdzie coraz większe znaczenie ma rosnąca potęga Chin. I nie chodzi tu tylko o siłę militarną Chin, ale o szybko rosnące chińskie wpływy polityczne, kulturalne, a przede wszystkim gospodarcze, zresztą nie tylko w regionie Pacyfiku, ale na całym świecie, w tym w Europie. Na południu szeroko rozumianej Europy Środkowej leżą Bałkany, a stąd już niedaleko do Bliskiego Wschodu, gdzie Chiny i Rosja w konflikcie syryjskim poparły reżim prezydenta Asada. Na Bałkanach zarówno Rosja (od dawna), jak i Chiny (coraz bardziej) mają swe interesy. Profesor Zbigniew Brzeziński podczas swego pobytu w Polsce w czerwcu 2013 roku przybliżał swym polskim rozmówcom nową politykę Obamy wobec UE i Europy Środkowej. Zasugerował kierunek w jakim powinna podążać polska dyplomacja. Swe poglądy na ten temat przedstawił na spotkaniu w Pałacu Prezydenckim 6 czerwca. Wyraził opinię, że Polska wraz z Niemcami, Skandynawią, państwami bałtyckim i sąsiadami z południa powinna wspólnie uzgadniać swą politykę zagraniczną. Zaznaczył przy tym, że powinniśmy być świadomi własnych ograniczeń. Oświadczył, że jest zwolennikiem koncepcji Europy Środkowo-Północnej. Zauważył, że w Europie brak poczucia europejskości. Dlatego istnieje potrzeba stworzenia wizji historyczno-politycznej Europy oraz przekonania, że “jest” coś więcej niż naród. (patrz przy okazji: Maksymilian Podstawski, Europa Środkowa – potrzeba umacniania ponadnarodowej tożsamości, Realia i co dalej, Luty Nr 1 (22) 2011). Stwierdził przy tym, rzecz oczywistą co prawda, że między krajami Europy występują różnice językowe, kulturowe i historyczne. Niemniej jednak ta “oczywistość” oznacza, że Unia Europejska nie jest jeszcze odpowiednikiem Stanów Zjednoczonych (przede wszystkim nie “mówi jednym głosem”, M.P.), a to jak się wydaje przeszkadza w realizacji najnowszej koncepcji prezydenta Baracka Obamy dotyczącej naszego kontynentu. Koncepcja ta zakłada stworzenie głębokich powiązań handlowych pomiędzy Stanami Zjednoczonym a UE i ma nie tylko znaczenie gospodarcze, ale i strategiczny wymiar. Chodzi o powiązanie Stanów z Europą w taki sposób, by utrzymać równowagę światową – przede wszystkim z Chinami, ale też ogólnie z Azją. Tak, aby Zachód jako całość utrzymał w świecie swą przewagę przez następne kilkadziesiąt lat. (Internet, TVP.Info, 06.06.2013 oraz fragmenty z wypowiedzi Z. Brzezińskiego wyemitowane w Telewizji). Mamy tu więc do czynienia z istotną ewolucją w amerykańskim myśleniu strategicznym. Do niedawna mowa była o skierowaniu zainteresowania Ameryki na region Pacyfiku i rezygnacji ze ścisłych powiązań z Europą. Dużo było w tym myśleniu lekceważenia, a nawet niechęci wobec Europy (szczególnie wobec Niemiec i Francji. Często zresztą niechęć ta była wzajemna). Wielu politologów i polityków amerykańskich widziało w Europie wyłącznie słabego rywala, a nie potencjalnego i ważnego sprzymierzeńca. Widać to było na przykład w tekstach George'a Friedmana, w których tworzy on wizję Europy Środkowej pod przywództwem Polski i w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Friedman nie pozostawia złudzeń; wieszczy upadek Unii Europejskiej i ostrzega przed sojuszem Niemiec z Rosją. Z tym, że tak pomyślana Europa Środkowa miałaby-moim zdaniem-tradycyjnie wrogów zarówno w Rosji, jak i w Niemczech, co dla Polski i Europy Środkowej nigdy nie kończyło się dobrze. W przeciwieństwie do Friedmana, Brzeziński zawsze uważał, że w interesie Polski jest jej obecność w Unii Europejskiej, a w niej doceniał rolę Niemiec. Wskazywał także na potrzebą przyjaznych relacji Polski z Niemcami. Przy czym ci obydwaj, znani w naszym kraju, politolodzy i stratedzy podkreślali konieczność utrzymania przez Polskę ścisłych więzi ze Stanami. Koncepcja Obamy bliższa jest poglądom Brzezińskiego. “O większym i żywotnym Zachodzie” napisał Brzeziński w swej “Strategicznej wizji”. Stany Zjednoczone będą musiały, jego zdaniem, zaangażować się w proces kształtowania bardziej żywotnego i szerszego Zachodu i przez kilka następnych dekad starać się o połączenie z Zachodem już obejmującym UE i USA, zarówno Rosji, jak i Turcji, dzięki instytucjom takim jak UE i NATO. (Zbigniew Brzeziński, Strategiczna wizja, Ameryka a kryzys globalnej potęgi, Wydawnictwo Literackie, 2013, str. 181).

(Należy sądzić, że ten kierunek amerykańskiej polityki zagranicznej wobec Europy i Rosji zostanie utrzymany przez kilkadziesiąt lat. Wątpliwości natomiast rodzą się w przypadku Turcji, która przeżywa wyraźny kryzys wewnętrzny. W rezultacie Unia Europejska wsparła inicjatywę Niemiec, które zaproponowały czasowe wstrzymanie dalszych rozmów na temat członkostwa w Unii. Przyczyną jest brutalna reakcja władz tureckich wobec protestów obywatelskich trwających w tym kraju od 28 maja 2013. Wydaje się, że jeśli w Turcji przewagę uzyska islamski fundamentalizm, droga Turcji do UE zostanie przynajmniej czasowo zamknięta. M.P.).

Nowe akcenty w amerykańskiej i brytyjskiej polityce wobec Europy dostrzec można było już przed Orędziem Obamy. Wielka Brytania, najważniejszy sojusznik Ameryki w Europie, włączyła się kilka lat temu do procesu, który ma miejsce na Północy naszego kontynentu. Dołączyła do Nordyckiej Grupy Bojowej sformowanej 1 stycznia 2008 roku. Początkowo należały do niej: Szwecja, Finlandia, Norwegia, Islandia oraz Estonia. Następnie do Nordyckiej Grupy Bojowej przystąpiły: Wielka Brytania, Dania, Łotwa i Litwa. Za jedną z przyczyn rodzenia się sojuszu polityczno-gospodarczego na Północy Europy uważa się powszechne zainteresowanie złożami gazu i ropy w rejonie Arktyki, gdzie pokrywa lodowa jest coraz mniejsza, co ułatwi ich eksploatację. Złożami tymi zainteresowane są Stany Zjednoczone, Kanada, a także – co oczywiste – Rosja. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron oświadczył 24 stycznia 2011 roku na spotkaniu z przywódcami Islandii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii. Litwy, Łotwy i Estonii, na zwołanym przez siebie szczycie, że sojusz tych państw oparty na wspólnych interesach może się stać siłą napędową rozwoju gospodarczego całego regionu. Flotę lodołamaczy budują Chiny, którym chodzić może nie tylko o surowce, ale także o skrócenie przez Arktykę o 6000 km trasy do Europy. Na te fakty i wydarzenia publicyści zwracali już uwagę kilka lat temu. W roku 2011 wyraziłem pogląd, że w interesie narodów Środkowowschodniej Europy jest, aby Grupa Wyszehradzka i Wyszehradzka Grupa Bojowa “nie oddaliły się” zbytnio od Ligi Północnej i Nordyckiej Grupy Bojowej, aby te ugrupowani ze sobą współpracowały”.(Maksymilian Podstawski, Militarne i gospodarcze aspekty integracji Europy Środkowej, Realia i co dalej, Listopad Nr 5 (26) 2011, str.90 i 97). Od tego czasu sytuacja zmieniła się na tyle, że Europa zyskała dla Stanów jeszcze bardziej na znaczeniu. I jak wynika ze słów Brzezińskiego, nie powinna to być – jak dotąd patrzyli na UE i taką chcieli ją widzieć Amerykanie – Europa słaba i podzielona. Obecnie Amerykanom zależy na silnym i zjednoczonym europejskim sojuszniku. Chociaż, można przypuszczać, że w przypadku klęski idei europejskiej, politycznego i gospodarczego załamania się Unii Europejskiej, Amerykanie i Brytyjczycy przewidują wariant alternatywny. Tym wariantem byłaby właśnie koncepcja Europy Środkowo-Północnej, w której ważną rolę odgrywałyby Niemcy, jako państwo, bez którego z różnych powodów (politycznych, ekonomicznych i geograficznych) niewiele w Europie można “zdziałać”. Podobnie więc, jak w okresie zimnej wojny, w relacjach amerykańsko-europejskich wzrasta pozycja Niemiec. W tym alternatywnym -wobec UE-wariancie dostrzec można kompromis między krańcowo pesymistyczną niewiarą George'a Friedmana co do przyszłości całej UE oraz jego wątpliwości co do intencji Niemiec, a przekonaniem Zbigniewa Brzezińskiego odnośnie konieczności liczenia się w polityce europejskiej z Niemcami. Polska i Grupa Wyszehradzka ma według Brzezińskiego do odegrania ważną rolę w tej strategii, jakkolwiek Brzeziński przestrzega przed przecenianiem przez Polaków swych możliwości; chodzić tu może m.in. zarówno o konieczność jeszcze większego zrozumienia w Polsce dla roli Niemiec w Europie, jak i dla amerykańskich perspektywicznych planów włączenia Rosji do szeroko rozumianego Zachodu...W chęci “przyciągnięcia” Rosji do Zachodu dopatrywać się można także obaw Stanów i UE przed ewentualnym sojuszem chińsko-rosyjskim. Z uwagi na rozwój sytuacji na Pacyfiku, to Stany i Japonia przede wszystkim powinny się obawiać tego sojuszu. W dniach 05.07. - 12.07.2013 odbyły się wspólne chińsko-rosyjskie manewry na Morzu Japońskim, w rejonie wysp Kurylskich, będących przedmiotem sporu między Rosją a Japonią. Ma to bezpośredni związek ze sporem chińsko-japońskim o wyspy Senkaku. W roku ubiegłym podobne manewry miały miejsce na Morzu Żółtym. Warto także przypomnieć i to, że Chiny są poważnym importerem rosyjskiego uzbrojenia, a 2 razy do roku na poligonie w obwodzie czelabińskim odbywają się rosyjsko-chińskie ćwiczenia antyterrorystyczne ( w tym roku w okresie 27.07.-15.08,2013). Jest oczywiste, że Europa potrzebuje Stanów, ale Stany, wcale nie mniej, potrzebują Europy. Jeżeli kiedykolwiek Stany miały zamiar opuścić Europę, to nie w tej chwili. Raczej będą się starały doprowadzić w przyszłości do względnego spokoju na Bliskim Wschodzie, ale Europy nie opuszczą, bo to właśnie ona jest w stanie ich wspierać. Skandal z rewelacjami Edwarda Snowdena dotyczącymi podsłuchów nie “obrazi” na tyle Europy, aby przeszkodzić w negocjacjach dotyczących TTIP i zacieśnianiu relacji europejsko-amerykańskich. Negocjacje TTIP są tajne mimo, że nie dotyczą spraw wojskowych. Niemniej jednak tajemnicą nie jest, że USA mają wieczne pretensje do UE o to, że kraje unijne przeznaczają zbyt mało środków na zbrojenia. Także Brzeziński zwraca uwagę, że UE nie powinna ograniczać się tylko do spraw ekonomicznych, ale posiadać także swą wizję strategiczną. Rzeczywiście wydaje się, że Unii takiej wizji na razie brak. Paradoksalnie w tym wszystkim w korzystnej sytuacji znalazła się Rosja, o której względy zabiega zarówno Zachód (Stany, UE i poszczególne państwa unijne), jak i Chiny. Okazuje się, że rosyjska dyplomacja potrafi-jak zwykle- łagodzić niedostatki militarne i ekonomiczne swego państwa.

Koncepcja Obamy w odniesieniu do UE, w części dotyczącej Europy Środkowej, przypomina nieco amerykańskie i brytyjskie poparcie podczas II wojny światowej dla polsko-czechosłowackich planów zjednoczenia Europy Środkowej, którym wówczas skutecznie sprzeciwił się Stalin. Różnice są oczywiście znaczne. Wówczas chodziło o obszar między Rosją, Niemcami, Włochami a Turcją. Od Gdańska do Salonik. Plany zjednoczenia Europy Środkowej w konfederację powstawały wtedy z obawy przed Niemcami i ZSRR. Aktualne plany nie przewidują budowania konfederacji i nie są skierowane ani przeciwko Niemcom, ani przeciwko Rosji. Obecnie chodzi współpracę polityczno-gospodarczo-wojskową między Wielką Brytanią, Skandynawią, państwami bałtyckimi, Grupą Wyszehradzką i Niemcami. Trzeba tu przypomnieć, że do Grupy Wyszehradzkiej ciążą: Rumunia i Bułgaria oraz to, że Grupa Wyszehradzka w ramach Unii Europejskiej interesuje się współpracą z Zachodnimi Bałkanami. Jak się ma więc amerykańsko-brytyjska koncepcja Europy Środkowo-Północnej do polityki unijnej na Bałkanach? Czy Grupa Wyszehradzka nie powinna interesować się już Bałkanami? Koncepcje unijne nie do końca muszą się zgadzać z amerykańskimi, szczególnie na Bałkanach, gdzie sytuacja, jak zwykle jest specyficzna dla tego regionu i ulega wahaniom, a graczy jest tam wielu, może zbyt wielu. Ostatnio, w związku z sytuacją wewnętrzną Turcji, wpływy tego państwa na Bałkanach będą prawdopodobnie nieco słabły. Niemniej dla NATO i Stanów Zjednoczonych Turcja pozostanie ważnym sojusznikiem wojskowym. Zresztą w dłuższej perspektywie czasowej, protesty w Turcji, jeśli doprowadzą do demokratyzacji tego państwa, mogą przybliżyć ten kraj do Europy. Zachód, jako całość, zgodny jest prawdopodobnie co do tego, że niezależnie od kosztów, całe Bałkany powinny w stosunkowo krótkim czasie znaleźć się w Unii Europejskiej. Koncepcja Europy Środkowo-Północnej nie musi oznaczać osłabienia Unii Europejskiej, wręcz przeciwnie, może się w idei europejskiej doskonale mieścić. Stanowić ona może jednak pewne zagrożenia dla sprawnego funkcjonowania Trójkąta Weimarskiego i roli Francji w Europie.

Nowa koncepcja Obamy jest inspirująca, a dla Polski i Grupy Wyszehradzkiej wydaje się być korzystna. Rodzi się jednak kilka pytań. Przede wszystkim, jak długo będzie ona obowiązywać. Czy nie skończy się tak, jak podczas II wojny z poparciem amerykańskim i brytyjskim dla pomysłu sfederalizowania Europy Środkowej? I nie pojawi się jakiś nowy Stalin, który powie: NIE? Czy w razie zmiany w Stanach administracji demokratycznej na konserwatywną, doktryna Obamy będzie nadal obowiązywać? Te pytania postawione są być może za wcześnie. Zawarcie bowiem porozumienia TTIP nie będzie łatwe do osiągnięcia. Trudności są po obydwu stronach Atlantyku. Obama blokowany jest w Kongresie, a jego możliwości działania są ograniczone; nie może oczekiwać wsparcia od konserwatystów zorientowanych na wolny rynek. W Europie różnice pojawiają się szczególnie w obszarze rolnictwa, ochrony środowiska i kultury. Dr Josef Braml, niemiecki ekspert ds. amerykańskich (Niemieckie Towarzystwo Polityki Zagranicznej) zwraca ponadto uwagę na zmiany zachodzące w światowym systemie finansowym; będzie się on “multipolaryzował”. Euro czy juan mogły będą zagrozić dolarowi. Dotychczas dominacja dolara pozwalała Amerykanom żyć ponad stan i to powodowało makroekonomiczne nierówności, co jak nauczył nas kryzys, jest niebezpieczne. Zdaniem Bramla, euro i juan powinny być silnymi walutami, a Europa musi znaleźć sposób, aby zaistnieć w tej grze. (Braml: Obama potrzebuje Europy, wywiad Weroniki Przecherskiej z drem Josefem Bramlem, 19.06.2013, Portal Opinii, TOK FM. Pl, Instytut Obywatelski). Wydaje się, że zgoda wśród amerykańskich elit na ekonomiczne i polityczne zbliżenie z Europą, aby była wiarygodna, wymagać powinna takiej jednomyślności, której nie zakłócą w przyszłości kolejne zmiany w administracji USA. Nie jest to do końca takie pewne, zważywszy trudność jaką mają amerykańscy konserwatyści w zrozumieniu zmian zachodzących w świecie. W detronizacji dolara jako najważniejszej światowej waluty zainteresowane są zapewne także Chiny, którym także z jakichś powodów zależeć może w pewnym momencie na zintegrowanej, silnej i mówiącej jednym głosem Unii Europejskiej... Cały Zachód powinien się więc spieszyć z zawarciem TTIP; kalkulacje niektórych politologów, że Chiny zostaną osłabione przez jakiś wewnętrzny kryzys są niezwykle naiwne. Tym samym są komentarze wiążące nadzieje na spowolnienie chińskiej gospodarki. Jeśli do zawarcia TTIP nie dojdzie, nawet z koniecznymi skądinąd dla Europy ustępstwami w dziedzinie np. kultury), to może się okazać, że to Chiny wkrótce rozdawać będą w świecie karty.

Przyjmijmy jednak, co mimo wszystko jest najbardziej prawdopodobne, że porozumienie TTIP dojdzie do skutku i o wszystkim zdecydują przede wszystkim korzyści gospodarcze.. Jak znajdzie się w nim Polska i Europa Środkowa? Pomysł na Europę Środkowo-Północną przedstawiany przez Brzezińskiego wydaje się być częścią koncepcji Obamy dotyczącej zbliżenia Stanów z Europą. Jest też planem awaryjnym, w przypadku, gdyby reszta Unii Europejskiej miała co do jego koncepcji wątpliwości. W tej koncepcji niezwykle ważna rola przypada Wielkiej Brytanii i Niemcom. Ale także Europie Środkowej. Jaka jednak rola w tej koncepcji przypada Europie Południowej? Trudno się spodziewać, aby kraje południa Europy wykazały szczególne zainteresowanie eksploatacją bogactw Arktyki. Optymalny rozwój sytuacji wymagałby zawarcia porozumienia TTIP z całą Unią, utrzymanie spójności UE i jej pomyślność. A Europa Środkowo-Północna powinna pozostać częścią składową zespolonej Unii Europejskiej. Gdyby jednak Europa Środkowo-Północna (plus Niemcy i Wielka Brytania) stanowić miała odrębną całość, w oderwaniu od reszty Unii Europejskiej, to Polska i Europa Środkowa w perspektywie kilkudziesięciu lat znaleźć by się mogła w niekorzystnej sytuacji geopolitycznej, podobnej do tej znanej z przeszłości: praktycznie między Niemcami a Rosją, nawet tej zaprzyjaźnionej ze Stanami Zjednoczonymi. Bardziej korzystne dla Polski i Europy Środkowej byłoby więc w przyszłości miejsce między “niepodzieloną” Unią Europejską a Rosją, tą zaprzyjaźnioną z Unią i Stanami. Rosją szanującą niepodległość Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich.

Najbliższe dziesięciolecia postawią przed Polską i Europa Środkową wiele wyzwań. Czy nasze elity (nie chodzi tu tylko o elity polityczne) potrafią im sprostać? Czy nasz region potrafi im sprostać? Nasuwa się niezliczona ilość znaków zapytania odnośnie przyszłego potencjału (przede wszystkim ekonomicznego i demograficznego) Polski, Grupy Wyszehradzkiej, Europy Środkowej. Jednym z poważnych zagrożeń jest nacjonalizm i źle rozumiany patriotyzm. Innym, może się okazać, niewydolność gospodarcza. Ale są i szanse, które zależą od prawidłowego odczytania znaków czasu.